Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
czy ja nie umiem się modlić?
Autor Wiadomość
awaga
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-28, 10:10   czy ja nie umiem się modlić?

Witam
od około roku czytam,słucham,wchłaniam wszystko co dotyczy metod,sposobów prób
pojednania małżeństwa.
Tak - dzięki Wam już wiem że jedynym "SPOSOBEM" jest PAN BÓG. ,więć płakać modlić się i czekać.
Ale dzisiaj mam nieco inne pytanie,a mianowicie jak to wytłumaczyć ,że Wy piszecie o ukojeniu
jakiego doznajecie podczas modlitwy.Ze mną dzieje się absolutnie przeciwnie.Kiedy tylko klękam
do modlitwy zaczynam płakać płakać i jeszcze raz płakać .Jestem niespokojna i jeszcze bardziej
"zbolała" i rozżalona.
Czytając Wasze wypowiedzi wnioskuję,że tęsknicie,że modlicie się i że ufnie czekacie na powrót
współmałżonków. Ja tak naprawdę to nie "żyję",owszem jem oddycham,ale więcej absolutnie nic
-moje myśli krążą wokół męża(ja żyję jego życiem).
Proszę powiedzcie mi czy ja się żle modlę? Co jest ze mną nie tak?.Co muszę zmienić i jak to zrobić.Przepraszam za nadmiar zadanych pytań,wiem że każdy z Was też po swojemu cierpi i przeżywa poza tym ma swoje problemy i swoje kłopoty, więc jeśli nadużyłam - to bardzo
przepraszam.
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-28, 10:31   

Awaga, a czymże jest modlitwa? Otwieram swoje serce i staję przed Tobą Boże ... Zobacz, co w nim jest - dziś tylko smutek i łzy. Jeśli zechcesz, możesz je uzdrowić... Jak uzdrowiłeś kobietę cierpiącą na krwotok, niewidomego, jak i dzisiaj uzdrawiasz tych, którzy w Tobie pokładają nadzieję, Tobie ufają... Pochyl się więc nade mną Panie, nad moją niedolą... Usłysz mój płacz. Przytul mnie do swego Serca. Tobie powierzam się, Tobie oddaję się... itd.
Płacz przed Nim to najprawdziwsza modlitwa - bez słów. Serce mówi do Serca.
Pozdrawiam serdecznie i przytulam :-) .
 
     
AWS
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-28, 12:16   

awaga napisał/a:
.Kiedy tylko klękam
do modlitwy zaczynam płakać płakać i jeszcze raz płakać .


To jest taki czas. Sama przed Bogiem płakałam prawie trzy lata, ale przyszedł pokój serca, przyszło całkowite zawierzenie. Czase jeszcze są upadki, ale nie ma już buntu przeciw Bogu, raczej chwilowe zwątpienie we własne trwanie. A wtedy świadomość, że bez Boga to ja nic nie mogę, nawet dobrze się modlić. Daj sobie czas, przytulaj się do serca Jezusa i obserwuj, co sie będzie działo wokół, a przede wszystkim w Tobie. Powolutku, powolutku zaczniesz wracać do żywych...i niewiadomo sskąd narodzi się na nowo w sercu NADZIEJA :!:
 
     
arlen
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-28, 14:21   

Awaga, kiedyś pewien ksiądz powiedział, że jak nie ma się siły już prosić i błagać, to trzeba wielbić Pana i dziękować za wszystko co nas spotyka.

Kiedy klęczę przed Najświętszym Sakramentem a z oczu płyną mi łzy a moje prośby wydają się bezsensowne wtedy zaczynam wielbić Boga, tak prosto od serca, własnymi słowami, to przynosi ukojenie i spokój…i daje siły do dalszego działania.

Poniżej, zamieszczam cytat z książki „Wolni od niemocy” A. Polanowskiego; do którego często wracam, on mi pomaga zrozumieć czym jest uwielbienie.

[…]
Tak dzisiaj Pan mówi do ciebie.

Czy czas uwielbienia jest zawsze czasem spokojnym? Nie. Czas uwielbienia to najczęściej trzęsienie ziemi - tak, że człowieka aż trzęsie na ciele. Czas uwielbienia, to może być również czas duchowej walki, że coś się rozstrzygnie w tobie, może nawet zaboli, ale jeśli jest to czas spędzony z Jezusem, niczego nie żałuj i nic złego nie powinno się stać.

Wiem, co teraz myślisz. Czujesz niechęć do oddania chwały Bogu, czujesz niechęć do modlitwy. Myślisz:
„Po co to wszystko? To wszystko jest bez sensu. Trzeba ominąć te kartki i poszukać bezpiecznego tekstu, który nie prowokuje do modlitwy, lecz daje możliwość popatrzenia na wszystko z boku".
Siedzisz bezpiecznie w fotelu, trzymasz książkę w ręku i masz komfort władzy nad tekstem, aż tu nagle okazuje się, że książka trzyma cię w ręku, wgniata cię w fotel i domaga się tego, byś zaczął się modlić. Tego już za dużo! Czy nie jest tak?

Przypomnij sobie Jezusa w Kafarnaum i zobacz, kto takie myśli podpowiada:

Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: "Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży- Lecz Jezus rozkazał mu surowo: -Milcz i wyjdź z niego!" Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: «Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są mu posłuszne". I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicy w krainie galilejskiej (Mk 1,24).

Pomyśl, jeśli słyszysz taki głos w sobie:

„Czego Ty chcesz, przyszedłeś mnie zgubić, zdenerwować, sprowokować do modlitwy, zmuszasz mnie do tego, żebym zobaczył w sobie lęk przed odkryciem w sobie niechęci do rozmowy bezpośredniej z Tobą, Panie Boże",

to nie jest twój głos, to jest głos kusiciela. To nie jest głos Ducha Świętego. Duch Święty mówi:

„Nie bój się! Nie lękaj się! Wszystko, co się dzieje teraz jest dla ciebie, dla twojego dobra! Nie musi się nagle wszystko diametralnie zmienić, ale jedno słowo, jeden krok, jedna szczypta soli, to już jest bardzo dużo. Przyjmij wszystko w dobrym duchu jako coś, co cię buduje, a nie zabija. Odrzuć, więc tę pokusę dystansu, skup się na Jezusie - zapraszam ciebie do uwielbienia Mnie"

Tylko ta modlitwa może sprowadzić uwalniające trzęsienie ziemi. Zawali się w tobie dotychczasowy spokój, ale uwolni cię od zamknięcia. Powiedz Panu tak:

"Jezu Chryste, przyjdź i przyjmij moje uwielbienie. Tylko Ty jesteś moim Bogiem".

Powiedz Mu to teraz w swoim sercu. Możesz siedzieć lub klęczeć, jak chcesz. Nie mów:
„To mnie nie dotyczy, jestem tylko czytelnikiem tej książki!".

Owszem ciebie to dotyczy! To ciebie teraz Bóg trzyma w Swych dłoniach, nie wymykaj się Mu. Jeśli dotarłeś aż do tej kartki w tej książce, to tylko dlatego, że ona jest też o tobie.

Powiedz, więc na głos:

Jezu Chryste!
Moje osobiste uwięzienie nie jest tak ważne jak Ty.
Moje kajdany nie są tak ważne jak Ty.
Moja depresja nie jest moim bogiem.
Chcę Ciebie wielbić; Tobie pragnę oddać dziś chwalę.
Ty masz moje życie w Swoich rękach,
ja moją głowę oddaję w Twoje dłonie.
W Swoich dłoniach masz moje życie,
w dłoniach zranionych dla mnie.
Wierzę, że jesteś blisko mnie.
Wielbię Cię, Panie".


I skup się na tych słowach, nie na sobie. Powtórz to z serca:

- „Wielbię Cię, Panie."
Powiedz to całym sobą:
- „Wielbię Cię, Panie."
I mów jeszcze kilkakrotnie:
„Wielbię Cię, Panie,
wielbię Cię Jezu, wielbię Cię całym sercem.
Wielbię Cię całą duszą, wielbię Cię całym moim życiem.
Wielbię Cię w tej chwili i w każdej chwili mojego życia.
Wielbię Cię Jezu, Jezu bądź w tej chwili moim Królem!
Wysławiam Twoje Święte Imię, jest mi dobrze, kiedy mówię
do Ciebie.
Twoje Imię jest dla mnie olejem, jest namaszczeniem, jest
uzdrowieniem, jest ulgą...
Ty jesteś moim Bogiem, i o Tobie myśleć jest dla mnie szczęściem.
Ty jesteś moim najlepszym Przyjacielem.
Jezu kocham Cię, Jezu pragnę Ciebie, Jezu ufam Ci,
Ty jesteś moim Panem, Panem miłosiernym.
Jezu, wielbię Cię,
Jezu, nie mam słów, żeby wyrazić moje uwielbienie.
Jezu, kocham Cię.
Jezu, przyjmij moją modlitwę
Jezu Chryste! Amen.

Stań jeszcze w tej modlitwie przed Panem i powiedz Mu również takie słowa:

„Panie, nie znałem Cię jako Tatusia.
O Boże, przepraszam Cię za to,
że uważałem Cię za zniedołężniałego dziadka
- dobrego, ale nie potrafiącego mi pomóc.
Ale Ty jesteś Tatusiem!
Ojcze Niebieski, przepraszam Cię za to,
że wydawało mi się, że jesteś obojętny i odległy, nieważny;
że jesteś tylko obrazkiem na ścianie,
krzyżykiem na szyi, i że nie chcesz mi pomóc.
Chcę wywyższać Twoje Imię,
Ty jesteś najwyższy Panie!
Błogosławiony!
Boże, wierzę, że kiedy moja modlitwa stanie się hymnem,
przeciwnik mojego zbawienia odejdzie niezadowolony,
dlatego wielbię Cię i całe moje serce powierzam Tobie.
Wielbię Cię Boże, Ty jesteś moim Tatusiem,
i teraz właśnie, kiedy siedzę przed Tobą,
czuję się tak, jakbym siedział na Twoich kolanach...
Wielbię Cię Tato!
Wielbię Cię, Jezu Chryste!
Amen."


Skutki tej króciutkiej i prostej modlitwy będą wieczne. To nie jest poezja ani literatura; to nie jest modlitwa, którą się podziwia ze względu na niezwykłe związki frazeologiczne, na rozbudowane metafory, które zaspokajają smak estetyczny czytelnika. To jest po prostu wychwalanie Boga najprostszymi słowami. Wysławiaj, wywyższaj, dziękuj, czcij, oddawaj chwałę i najwyższy szacunek. Nie odrywaj uwagi od Boga, kiedy przyjdzie czas wielbienia.
[…]

koniec cytatu

Niech Bóg cię błogosławi a Duch św prowadzi.

Pozdrawiam serdecznie i przytulam

:-)
 
     
Jarek321
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-28, 14:44   

awaga napisał/a:
Kiedy tylko klękam
do modlitwy zaczynam płakać płakać i jeszcze raz płakać .Jestem niespokojna i jeszcze bardziej
"zbolała" i rozżalona.


Może to tylko dochodzą do świadomości uczucia zepchnięte gdzieś głęboko, ale które istnieją? I muszą wyjść, znaleźć ujście, by przyszło uzdrowienie?

Te reakcje nie muszą być złe, one mogą zapowiadać uzdrowienie.
 
     
Ife
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-28, 16:46   

Arlen pieknie, tych slów ,tej modlitwy potrzebowalam dzis.Dziekuje. Pozdrawiam.
 
     
Malwina83
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-28, 19:40   

Kiedy w pełni zaufamy Bogu w jakiejś trudnej sytuacji czy okoliczności, wielbiąc Go, Boża moc przemienia, odwróci lub przezwycięży moc działającego zła, przeobrażając je tak, aby sprzyjało doskonałemu celowi Boga.

Uwielbiając Pana odrywamy oczy od naszej sytuacji a zaczynamy wpatrywać się w Niego, a Jezus wydobywa nas z zasadzek nieprzyjaciela:

"Oczy me zawsze zwrócone na Pana, gdyż On sam wydobywa nogi moje z sidła"
(Psalm 25,15)

Złe, dręczące myśli, smutek, przygnębienie to robot :evil: , gdy zaczynamy wielbić Boga to :evil: ucieka, bo nie może tego znieść....

Maria Vadia w książce "Jak trwać w Duchu świętym" pisze:

"Wdzięczne serce jest nie tylko cenne w oczach Bożych, ale stanowi również potężną broń w Jego rękach. Dziękczynienie sprawia, że w naszym życiu dzieją się cuda i zaspokajane są nasze potrzeby"


W 1Liście do Tesaloniczan 5,18 Paweł Apostoł mówi:

"W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was".


"Panie, niech imię Twoje błogosławione na wieki, że podobało Ci się, aby spadła na mnie ta próba i cierpienie. Nie mogę od niej uciec, ale muszę uciec się do Ciebie, abyś mi pomógł i zło obrócił dla mnie na dobro. Panie, teraz jest mi źle i nielekko na sercu, cierpienie bardzo mnie dręczy. Jestem jakby w kleszczach, wybaw mnie z tej złej godziny. Ale przecież dlatego doszedłem do tej godziny, abyś Ty okazał swoją potęgę i uwolnił mnie, gdy będę już na dnie. (...) Pomóż mi, Boże, a nie ulęknę się, w jakiejkolwiek znajdę się udręce."

( O naśladowaniu Chrystusa, Kempis)

We wszystkim naszych trudnościach jest z nami nasz Pan, On panuje nad każdą ta sytuacją, On jest Panem niemożliwego, On zwycięża w naszym życiu:

"NIE LĘKAJ SIĘ, BO CIĘ WYKUPIŁEM, WEZWAŁEM CIĘ PO IMIENIU, TYS MÓJ. GDY PÓJDZIESZ PRZEZ WODY, JA BĘDĘ Z TOBĄ, I GDY PRZEZ RZEKI, NIE ZATOPIĄ CIEBIE. GDY PÓJDZIESZ PRZEZ OGIEŃ, NIE SPALISZ SIĘ, I NIE STRAWI CIĘ PŁOMIEŃ"
(Izajasz 43, 1-2)

Nasze życie w Jego zranionych dla nas rękach.....Nie bój się, Tyś mój.....
 
     
awaga
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-28, 20:58   podziękowanie

Kochani - bardzo ,bardzo dziękuję Wam za tak serdeczne potraktowanie mnie i za zaangażowanie się w niesienie mi pomocy.Będę wielokrotnie wracać do do Waszych wskazówek ,rad, podpowiedzi.Dziękuję
 
     
yorky
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-29, 09:48   Re: podziękowanie

awaga napisał/a:
Kochani - bardzo ,bardzo dziękuję Wam za tak serdeczne potraktowanie mnie i za zaangażowanie się w niesienie mi pomocy.Będę wielokrotnie wracać do do Waszych wskazówek ,rad, podpowiedzi.Dziękuję





"awaga" tak jak Ty modlę się od ponad roku o uzdrowienie małżeństwa, ale bez skutku dla mnie...

Tak naprawdę to na tym forum nikt Ci nic nie pomoże. Zauważ, że większość osób tu, to rozwodnicy, czyli w pewnym sensie ludzie, którzy przegrali życie(przynajmiej to duchowe), a my wkrótce pewnie dołączymy do nich(ja na pewno).

Ludzie Ci w jakiś sposób próbują się pocieszać mówiąc, że rozwód ich to dar lub próba Boża. Bo jak to mówi Bóg "ja przyjaciół swoich doświadczam"

Znasz chyba historię Hioba, którego rodzinę zabił Bóg, a jego samego strasznie okaleczył ?

A chodziło o głupi zakład Boga z Diabłem. Co prawda Hiob za wytrwałość w wierze został nagrodzony, ale swojej ukochanej rodziny nie odzyskał. Bóg dał mu inną kobietę...

Czy ty zabiłabyś rodzinę swojego dziecka, aby sprawdzić jego wierność ?


Myślę, że tak naprawdę to co teraz przeżywamy to "karma" za poprzednie niegodziwe życie.

Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Reinkarnacja jest faktem, czy to się komuś podoba czy nie. Przecież kościół katolicki w to wierzył do któregoś wieku.

Poniżej link do 100%-towego dowodu na reinkarnację:


http://www.eioba.pl/a/2uj...ia-reinkarnacji



Modlitwą już nic nie zmienimy w swoim życiu. Na swój obecny los zasłużyliśmy sobie wcześniej. Szkoda,że tak późno to zrozumiałem.


Po moim rozwodzie zapewne zwiążę się z inną kobietą. Skoro Bóg mimo moich usilnych modlitw nie pojednał mnie z żoną to znaczy,że pozwala mi na szczęście z kimś innym.


Kościół powie pewnie, że to grzech, ale tak naprawdę kościół kłamie.

Uczono mnie cały czas, że jednym z grzechów głównych jest zazdrość...A zobacz jak brzmi oryginalne pierwsze przykazanie Boże.

- Nie będziesz mieć bogów cudzych przede mną, gdyż jestem Bogiem zazdrosnym !



pozdrawiam
 
     
Malwina83
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-29, 10:29   

yorky napisał/a:
Myślę, że tak naprawdę to co teraz przeżywamy to "karma" za poprzednie niegodziwe życie.

Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Reinkarnacja jest faktem, czy to się komuś podoba czy nie. Przecież kościół katolicki w to wierzył do któregoś wieku.



Nie zapominaj, że nie ma powrotu (Syr 38, 21); Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd (Hbr 9, 27)


to jest dowód na to,że NIE MA reinkarnacji :!: :!: :!: :!:


YORKY pogubiłeś się i to mocno....
Ostatnio zmieniony przez Malwina83 2012-09-29, 10:45, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Jędrek
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-29, 10:41   

yorky napisał/a:
my wkrótce pewnie dołączymy do nich(ja na pewno)

Prorok czy cóś??
yorky napisał/a:
Myślę, że tak naprawdę to co teraz przeżywamy to "karma" za poprzednie niegodziwe życie.

skoro takie jest Twoje doświadczenie....
yorky napisał/a:
Reinkarnacja jest faktem, czy to się komuś podoba czy nie.

yorky napisał/a:
Poniżej link do 100%-towego dowodu na reinkarnację:

Nie ma czegoś takiego jak 100% dowód. Zawsze się bierze pod uwagę błędy....uchyb, niepewność pomiaru.... czynnik ludzki Panie. Uważasz istotę ludzką za nieomylną???? Pomyliłeś forum...
yorky napisał/a:
Kościół powie pewnie, że to grzech, ale tak naprawdę kościół kłamie.

A co to jest kłamstwo??
Ostatnio zmieniony przez Jędrek 2012-09-29, 10:47, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-29, 10:46   Re: podziękowanie

yorky napisał/a:
awaga napisał/a:
Kochani - bardzo ,bardzo dziękuję Wam za tak serdeczne potraktowanie mnie i za zaangażowanie się w niesienie mi pomocy.Będę wielokrotnie wracać do do Waszych wskazówek ,rad, podpowiedzi.Dziękuję


"awaga" tak jak Ty modlę się od ponad roku o uzdrowienie małżeństwa, ale bez skutku dla mnie...

pozdrawiam


Serdecznie witam!
Na samym początku mała uwaga...
Wypowiadaj się za siebie, czyli jeśli chcesz pisać o wierze to o swojej... Odniosę się w tym porównaniu o wierze...Kiedy patrzymy na kościół z witrażami od zewnątrz to wydaje się nam brzydki i nieatrakcyjny, kiedy wchodzimy do środka świat wygląda zupełnie inaczej...Chrystus na Krzyżu jest społecznie przegrany, czy jednak odnosi porażkę???Czy rzeczywiście przegrał???
Kiedy czytałam Twój post to odnosiłam wrażenie,że gdzieś ten schemat spotkałam...tak w Ks.Rodzaju...polecam...

odnośnie modlitwy
"Poganin od razu zapyta: Dlaczego Pan Bóg każe się tak długo prosić? Przecież mógłby udzielić od razu! Chrześcijanin jednak, który sprawę między Bogiem a człowiekiem widzi w przestrzeni miłości, inaczej będzie rozumiał zachętę do wytrwałości w modlitwie. Gdyby celem modlitwy miało być jedynie uzyskanie pewnych profitów zewnętrznych, to w gruncie rzeczy w ogóle nie potrzebowalibyśmy się modlić: bo Bóg i bez naszej modlitwy wie, czego nam potrzeba, a ponadto, jak wiadomo, źle nam nie życzy."

http://mateusz.pl/ksiazki/js-sd/Js-sd_15.htm
'Pismo Święte mówi jeszcze o warunkach skuteczności modlitwy. I tak u proroka Izajasza Bóg mówi na ten temat coś, co budzi wręcz zgrozę: "Gdy wyciągniecie ręce, odwrócę od was me oczy. Choćbyście nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wysłucham. Bo ręce wasze pełne są krwi" (1,15). Jednak też naprawdę nie wolno człowiekowi naigrawać się z Boga. Trzeba znacznej bezczelności, żeby stawać przed Bogiem ze swoimi prośbami (które co najmniej w swoim ostatecznym wymiarze powinny przecież dotyczyć Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości), a zarazem nie chcieć się odwrócić od swoich grzechów. Ta sama myśl pobrzmiewa w cytowanym zdaniu św. Jakuba: cóż może być warta modlitwa człowieka pogrążonego w pożądliwościach? Zresztą podpowiada nam to samo proste wyczucie wiary i jeśli modlimy się o coś, na czym nam bardzo zależy, zwykle przystępujemy wówczas do sakramentów, rewidujemy swe życie, zwiększamy wysiłki w czynieniu dobra.

Pan Jezus, kiedy mówił na ten temat, podkreślał szczególnie potrzebę pojednania z bliźnimi: "Kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie coś przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam grzechy wasze" (Mk 11,25). Bogu nie może być miła modlitwa kogoś, kto trwa w nienawiści. Powiedzmy to jeszcze inaczej: modlitwa takiego, który trwa w nienawiści, nie może przybliżyć do Boga. Ze zrozumiałych względów."

Życzę Pogody Ducha, łaskę przebaczenia z Chrystusem i w Chrystusie


A tutaj bardzo ważny temat
"STAROŻYTNI CHRZEŚCIJANIE NA TEMAT REINKARNACJI


Czy to prawda, że wiara w reinkarnację została odrzucona przez Kościół dopiero na synodzie w Konstantynopolu w roku 543, a w starożytnym Kościele była ona wyznawana powszechnie? Wiele już razy spotkałem się z tym twierdzeniem.

Problem reinkarnacji poruszałem na łamach miesięcznika W drodze aż dwukrotnie, mianowicie w numerze ze stycznia 1978 oraz z listopada 1984 (przedruk pierwszego listu w książce Szukającym drogi, drugiego w Pytaniach nieobojętnych). Dałem tam podstawowe wyjaśnienia, dlaczego doktryna ta jest gruntownie obca wierze chrześcijańskiej oraz wykazałem, jak nieuzasadnione są twierdzenia niektórych głosicieli reinkarnacji, jakoby ślady tej doktryny znajdowały się nawet w Nowym Testamencie.

Zanim przystąpię do pytania, które z kolei Pan mi teraz stawia, chciałbym zadeklarować, że nie ma we mnie żadnego zapału polemicznego wobec wiary w reinkarnację wyznawanej przez niechrześcijan. Sądzę nawet, że w wierze tej znalazło wyraz wiele głębokich i prawdziwych intuicji na temat duchowej sytuacji człowieka. I tak na przykład w wierze tej dostrzegam wyraz przeświadczenia, iż egzystencja człowieka przekracza granice śmierci, zaś nasze czyny, dobre i złe, idą za nami i ogarniają nas znacznie głębiej, niż to możemy zaobserwować. W wierze w reinkarnację niektórzy ludzie znajdują wyjaśnienie różnorodności ludzkich losów oraz szansę przezwyciężenia tego zła, które się wokół nich namotało, nawet jeśli się to stało z ich własnej winy.

Ja jednak jestem chrześcijaninem. Tajemnice mojej ludzkiej egzystencji staram się zrozumieć w świetle tego Słońca, któremu na imię Chrystus. Otóż w świetle słonecznym okazuje się zazwyczaj, jak cząstkowe, a niekiedy po prostu mylące było to, co widziało się w świetle kaganków. Owszem, w nocy światło kaganka było czymś bezcennym i wiele nam pomagało w zrozumieniu rzeczywistości i swojego w niej miejsca. Z chwilą jednak, kiedy uwierzyliśmy w Chrystusa Syna Bożego, noc dla nas przeminęła, a przybliżył się dzień. Otóż od Chrystusa dowiedzieliśmy się, że każdy człowiek jest niepowtarzalną osobą, a moja cielesność nie jest tylko jakąś zewnętrzną powłoką mojej duszy, ale stanowi integralną, przeznaczoną do życia wiecznego część mojego człowieczeństwa; od Chrystusa dowiedziałem się, że zmartwychwstanę. A tego wszystkiego nie da się pogodzić z doktryną reinkarnacji.

Chrześcijanie uświadomili to sobie bardzo wcześnie. W społeczeństwie starożytnym przeświadczenie o wędrówce dusz było bowiem niezmiernie popularne. Stał za nim autorytet tak wielkich filozofów, jak Pitagoras i Platon, do których dołączył później Plotyn. Reinkarnację wyznawano ponadto w rozpowszechnionych na początku ery chrześcijańskiej doktrynach gnostyckich oraz w religiach misteryjnych. Toteż w pismach starochrześcijańskich znajduje się wiele świadectw odcinania się od tej wiary.

Ich przegląd rozpocznijmy od bardzo starożytnej, bo napisanej pod koniec wieku II wypowiedzi Tertuliana. Autor ten ostro przeciwstawia doktrynę reinkarnacji wierze w zmartwychwstanie. Rozbudowuje przede wszystkim argument psychologiczny, wskazując na irracjonalność uprzedzeń do wiary w zmartwychwstanie, jakie żywią ludzie, którzy bez trudu wierzą w dziwaczne i niewiarygodne -- zdaniem Tertuliana -- wyobrażenia reinkarnacjonistów. Tertulian widzi ponadto z całą jasnością, że wiara w zmartwychwstanie broni prawdy o niepowtarzalności osoby ludzkiej.

Przypatrzmy się samemu tekstowi: "Gdyby jakiś filozof twierdził po myśli Pitagorasa, że człowiek powstaje z muła, a wąż z kobiety, i gdyby wszystkie argumenty siłą wymowy do tego twierdzenia nakręcił, to czyżby nie obudził na nie zgody i wiary nie narzucił? Niejeden pozwoliłby nawet wmówić sobie, że musi się od potraw mięsnych wstrzymać, żeby przypadkiem w pieczeni wołowej nie zjeść jakiegoś swego pradziada. Ale kiedy chrześcijanin zapewnia, że z człowieka powstanie człowiek -- i więcej: z Gajusa znowu Gajus -- to zaraz nie tylko ze zgromadzenia, ale do tego kamieniami tłum go wypędzi. (...) Gdybyśmy chcieli pożartować, w jakie kto zwierzę miałby się przemienić, można by w wolnych chwilach odnaleźć u autorów wiele wypowiedzi na ten temat. Poprzestańmy jednak na obronie naszego twierdzenia, że daleko godniej jest wierzyć, że z człowieka znowu człowiek powstanie. Ponieważ zaś podstawą powrotu jest postanowiony przez Boga sąd, to wystąpić musi koniecznie ta sama osoba, która była przedtem, żeby otrzymać od Boga wyrok za zasługi dobre lub złe" (Apologetyk 48).

W podobnym duchu rozprawia się Tertulian z doktryną reinkarnacji w swoim nie spolszczonym jeszcze dziele O duszy (31-35).

Ten sam pogląd, ale w duchu znacznie mniej polemicznym, wyraża współczesny Tertulianowi Minucjusz Feliks. Mianowicie próbuje on przekonać współczesnych sobie pogan, że doktryna reinkarnacji powstała z niejasnego i wypaczonego przeczucia, iż zmartwychwstaniemy: "Co się tyczy zmartwychwstania, to sławniejsi z filozofów -- najpierw Pitagoras, a przede wszystkim Platon -- wypowiedzieli się niejasno i połowicznie. Uczą bowiem, że po rozwiązaniu więzów cielesnych dusze same w dalszym ciągu wiecznie istnieją i w inne, coraz to nowe ciała raz po raz przechodzą. Celem wykoślawienia prawdy dodają i to jeszcze, że dusze ludzkie wracają do bydląt, ptaków i dzikich zwierząt. Jest to twierdzenie godne nie poważnego filozofa, ale pozwalającego sobie na grube żarty autora mitów" (Octavius 34,6n).

Bezpośrednią polemikę z doktryną reinkarnacji przeprowadził w tym samym czasie, pod koniec II wieku, biskup Lyonu, św. Ireneusz, umęczony w roku 202 za wyznawanie wiary chrześcijańskiej. W księdze drugiej swojego olbrzymiego dzieła Adversus haereses -- wciąż niestety nie przełożonego na język polski -- poświęcił naszemu tematowi obszerny rozdział 33. Jest to jeden z czterech rozdziałów, w których Ireneusz rozprawia się z gnostycyzmem Szymona Maga i Karpokratesa. Przeciwko wierze w reinkarnację św. Ireneusz formułuje m.in. następujący argument: "Ich pogląd o przenoszeniu się z ciała w ciało obalamy argumentem, że dusze nie pamiętają nic z tego, co było przedtem. (...) Przecież dusza pamięta to, co podczas snu ujrzała w króciutkim momencie w samej tylko wyobraźni. (...) O ileż bardziej powinna by pamiętać te rzeczy, wśród których jakoby przebywała przez długie lata i przez cały ciąg poprzedniego życia. Toteż Platon, ów starożytny Ateńczyk, który jako pierwszy wprowadził ten pogląd, nie mogąc tego wytłumaczyć, wymyślił napój zapomnienia, sądząc, że ucieknie w ten sposób od tej trudności. Nie przeprowadzając żadnego dowodu, twierdzi apodyktycznie, iż dusze wchodzące w obecne życie, zanim jeszcze wejdą w ciała, piją napój zapomnienia, podany przez demona czuwającego nad tym wejściem. I nawet się Platon nie spostrzegł, że popada w większą jeszcze trudność. Skoro bowiem napój zapomnienia może po wypiciu zmazać pamięć wszystkich wydarzeń, to skąd ty o tym wiesz, Platonie? Przecież teraz dusza twoja jest w ciele, a zanim w nie weszła, została napojona przez demona lekarstwem zapomnienia".

Głównym jednak powodem, dla którego św. Ireneusz odrzuca reinkarnację, jest przeświadczenie, że ciało nie jest czymś zewnętrznym wobec osoby ludzkiej, ale ją współtworzy: "Podobnie jak każdy z nas otrzymuje utworzone przez Boga ciało, tak samo każdy ma swoją własną duszę. Bóg nie jest przecież tak ubogi ani nie cierpi niedostatku, żeby nie był w stanie każdemu ciału dać własną duszę". Wywód kończy się wyznaniem wiary w zmartwychwstanie każdego człowieka, w całej jego duchowo-cielesnej tożsamości.

Nad wyraz interesujące świadectwo odrzucenia doktryny reinkarnacji złożył, o całe pokolenie starszy od św. Ireneusza, Tertuliana i Minucjusza Feliksa, św. Justyn, późniejszy męczennik za wiarę (+ 167). Mianowicie na początku Dialogu z Żydem Tryfonem opowiada dzieje swojego nawrócenia. Był filozofem, wyznawcą platonizmu, przeświadczonym m.in. o prawdziwości reinkarnacji. Momentem przełomowym w jego życiu była rozmowa ze starcem, wyznawcą Chrystusa. Otóż Justyn z całą pokorą relacjonuje, jak starzec ów odsłaniał, punkt po punkcie, całą niedorzeczność jego przeświadczeń o reinkarnacji. Radzę Panu dotrzeć do tego tekstu, jest on bowiem zbyt długi, żeby go tutaj przytoczyć 1.

Dzisiaj jakby zmalała nieco, nawet wśród gorliwych chrześcijan, świadomość konsekwencji, jakie z wiary w zmartwychwstanie wynikają dla naszego rozumienia samych siebie. Stąd zdarza się niekiedy, że idea reinkarnacji potrafi dziś kusić nawet niektórych chrześcijan. Pierwsi chrześcijanie -- tak w każdym razie można wnioskować z ich pism -- jaśniej niż my rozumieli sens wiary w zmartwychwstanie i chroniło ich to przed uleganiem obcym Ewangelii wyobrażeniom na temat pośmiertnego losu człowieka. Oto co pisze Atengoras z Aten, jeszcze jeden pisarz chrześcijański z II wieku, w swojej rozprawie pt. O zmartwychwstaniu umarłych (15):

"Cała w ogóle natura ludzka zbudowana jest z nieśmiertelnej duszy i z ciała, które zostało zespolone z duszą w akcie stworzenia. Bóg nie udzielił oddzielnie tego stworzenia, egzystencji i całego życia naturze samej duszy, i oddzielnie naturze ciała, lecz przyznał te dary ludziom zbudowanym z obu elementów, aby te same elementy, z których ludzie powstają i dzięki którym żyją, po zakończeniu życia doszły do jakiegoś jednego i wspólnego celu. (...) Tym, kto otrzymał umysł i rozum jest cały człowiek, a nie sama tylko dusza. A zatem człowiek zbudowany z obu elementów musi trwać zawsze, nie może jednak przetrwać, jeśli nie zmartwychwstanie". Rzecz jasna, że przy takim rozumieniu człowieka nie ma miejsca na pomysły z reinkarnacją.

Nawet Orygenes, wielki teolog z pierwszej połowy III wieku, którego błędną naukę na temat preegzystencji dusz potępił synod w Konstantynopolu w roku 543, zwalczał doktrynę reinkarnacji. W swoim fundamentalnym dziele apologetycznym pt. Przeciw Celsusowi (III,75) powiada, zostawiwszy na boku troskę o wytworność języka: "leczymy tych, którzy cierpią na głupią wiarę w reinkarnację"; a w innym miejscu (VIII,30): "nie wierzymy w wędrówkę dusz ani w to, że dusze wchodzą w ciała nierozumnych zwierząt" (por. IV,l7 i 83; V,49; VII,32). Starał się też Orygenes wyznawać w całej rozciągłości biblijną wiarę w zmartwychwstanie ciał: "Bezpodstawnie przypisuje nam Celsus twierdzenie, że nie posiadamy nic lepszego i cenniejszego niż ciało. Wyraźnie przecież mówimy, że dusza, zwłaszcza dusza rozumna, jest cenniejsza od wszelkiego ciała, albowiem właśnie dusza, a nie ciało, posiada pieczęć odciśniętą na obraz Stworzyciela. (...) Skoro Celsus nam zarzuca, że tęsknimy do ciała, to niechaj się dowie, (...) że tęsknimy do wszystkiego, co Bóg obiecał sprawiedliwym: pożądamy zatem i spodziewamy się zmartwychwstania sprawiedliwych" (VIII,49).

Faktem jest, że Orygenes nauczał o preegzystencji dusz. Za pomocą tej doktryny usiłował wytłumaczyć różnice w możliwościach duchowych i moralnych, jakie istnieją między ludźmi. Sądził, że broni w ten sposób prawdy o sprawiedliwości Boga, nie zauważył zaś, że niszczy tę prawdę o człowieku, jaka wynika z wiary w zmartwychwstanie. Ta opinia Orygenesa autorytatywnie odrzucona została, jak wspomnieliśmy, w roku 543 na synodzie w Konstantynopolu 2. Nigdy jednak nie stanowiła ona poważniejszej pokusy dla Kościoła. Zdecydowanych krytyków tej opinii znajdziemy nawet wśród najbardziej żarliwych zwolenników teologii Orygenesa.3 Warto może jeszcze wspomnieć, iż Porfiriusz (232-304), ostatni chyba wybitny filozof pogański czasów starożytnych, wprowadził znamienną poprawkę do doktryny o reinkarnacji: twierdził, że dusze po śmierci wracają tylko w ciała ludzkie, nigdy w zwierzęce. Ojcowie Kościoła z satysfakcją odnotowują tę zmianę, nie zmienia to jednak ich negatywnego stosunku do całej doktryny. Św. Augustyn (354-430) na przykład tak oto ocenia naukę Porfiriusza: "Według pism Platona dusze ludzkie po śmierci wracają do ciał, i to nawet do ciał zwierzęcych. (...) Porfiriuszowi jednakże słusznie się to nie podobało. Był przekonany, że dusze ludzkie powracają wyłącznie do ciał ludzkich, naturalnie nie do tych, które opuściły, lecz do innych, nowych. Wstydził się zapewne uwierzyć w tamto pierwsze, nie mogąc się pogodzić z myślą, że matka obrócona może w mulicę, miałaby wozić swego syna; nie wstydził się zaś uwierzyć w to drugie, nie biorąc pod uwagę, że matka, obrócona w młodą dziewczynę, mogłaby poślubić syna" (Państwo Boże X,30). I powiada św. Augustyn: "O ileż piękniej wierzyć w to, że dusze raz tylko przychodzą do własnych ciał, niż w to, że tylekroć wracają do ciał różnych!"

Skoro już jesteśmy przy św. Augustynie, przypomnę jeszcze, co sądził on o platońskiej teorii reminiscencji, którą próbują dziś odgrzewać niektórzy współcześni zwolennicy reinkarnacji: "Platon, ten sławny filozof, usiłuje przekonać nas, że dusze żyły już tutaj na ziemi, zanim jeszcze złączyły się z ciałem. Stąd, jego zdaniem, pochodzi, że poznanie jest raczej przypominaniem sobie rzeczy już znanych, niż poznawaniem nowych rzeczy. Opowiada na przykład, że jakiś chłopiec, któremu stawiano pytania z zakresu geometrii, odpowiadał jak wielce doświadczony mistrz. (...) Nie należy chyba wierzyć temu, że Pitagoras z Samos pamiętał pewne rzeczy tego rodzaju, poznawszy je przedtem z doświadczenia w czasie jednego z pobytów na ziemi w innym ciele; albo temu, co inni opowiadają, że im się to przydarzyło. Są to kłamliwe wspomnienia, podobne do tego, czego najczęściej doświadczamy w marzeniach sennych, gdyż wydaje się nam, że przypominamy sobie coś, cośmy uczynili albo powiedzieli, chociaż tego aniśmy czynili, ani mówili. Zdarza się, że takie sny nawiedzają ludzi nawet na jawie, do czego przyczyniają się złe i kłamliwe duchy, którym zależy na budzeniu takich fałszywych mniemań o wędrówce dusz, ażeby ludzi w błąd wprowadzać" (O Trójcy Świętej XII,15,24).

Tego rodzaju świadectw można by cytować jeszcze wiele i wiele. Sądzę jednak, że przytoczone tu teksty wystarczą, żeby wyrobił Pan sobie pogląd na temat wartości argumentów używanych przez ludzi, którzy próbują propagować doktrynę reinkarnacji wśród chrześcijan. Niestety, są to argumenty całkowicie kłamliwe. Nie chodzi tu bynajmniej o przeoczenie jakiegoś patrystycznego tekstu ani o błąd lub odmienność w interpretowaniu tej czy innej wypowiedzi Ojców Kościoła. Mamy tu do czynienia z jawną i niewątpliwą insynuacją, jakoby Kościół starożytny wierzył dokładnie odwrotnie, niż wierzył naprawdę. Smutne to, bardzo to smutne.
Ojciec Salij ( serdecznie pozdrawiam przy okazji , Niech Pan dalej błogosławi)
http://mateusz.pl/ksiazki/js-pww/js-pww_18.htm


Agawa

Modlitwa którą doświadczasz ...
Najpierw gdy sobie uświadomisz pewną sprawę to zrozumiesz ,że modlitwa jest miłowaniem. Dzisiejszy świat zmierza do tego , by mieć...a nie być...a jeśli być to nr 1, nigdy słaby , nigdy niezdolny, nigdy przegrany...jakby nie dopuszczał do siebie niczego co wiąże się ze słabością....A Ty stajesz przed Bogiem taką jaka jesteś czyli to co dziś znienawidził świat -PRAWDZIWĄ....JESTEŚ PRZED BOGIEM...
Ta Prawda przyniesie Ci ZBAWIENIE w Chrystusie Jezusie ...
Duch ŚW pięknie się w Tobie modli...i zauważ tą relację Twoja i Boga...to jest Ci teraz bardzo potrzebne ,żeby wypłakać dotknąć z Kimś kto Cię kocha te płaszczyzny które są poranione, lepszego Lekarza nie znajdziesz...
Wszystko ma swoje miejsce i czas...

http://www.youtube.com/watch?v=Ob9ZnzfRSDI

Pozdrawiam serdecznie
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-29, 11:35   

Cytat:
Bogu nie może być miła modlitwa kogoś, kto trwa w nienawiści. Powiedzmy to jeszcze inaczej: modlitwa takiego, który trwa w nienawiści, nie może przybliżyć do Boga. Ze zrozumiałych względów.


Mirelo, aby ktoś nie zrozumiał tych słów opacznie (skoro nienawidzę, bez sensu także moja modlitwa), dodajmy, że zwłaszcza w takim stanie trzeba się modlić, aby Pan uzdrowił serce z nienawiści. Inaczej będziemy pogrążać się w niej coraz bardziej niszcząc siebie samych. Czyż nie tak? :-)
Nie stajemy przecież do modlitwy jako ludzie bezgrzeszni, doskonali, bez negatywnych emocji, ale jako świadomi swoich słabości, własnej małości, a zarazem pełni wiary w to, że Pan może w sobie tylko wiadomy sposób, w swoim czasie - nas przemienić. Moim zdaniem - każda modlitwa, nawet modlitwa człowieka najbardziej zdeprawowanego - może przybliżyć do |Boga.
Ostatnio zmieniony przez róża 2012-09-29, 11:48, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-29, 11:46   

róża napisał/a:
Cytat:
Bogu nie może być miła modlitwa kogoś, kto trwa w nienawiści. Powiedzmy to jeszcze inaczej: modlitwa takiego, który trwa w nienawiści, nie może przybliżyć do Boga. Ze zrozumiałych względów.


Mirelo, aby ktoś nie zrozumiał tych słów opacznie (skoro nienawidzę, bez sensu także moja modlitwa), dodajmy, że zwłaszcza w takim stanie trzeba się modlić, aby Pan uzdrowił serce z nienawiści. Inaczej będziemy pogrążać się w niej coraz bardziej niszcząc siebie samych. Czyż nie tak? :-)


Dlatego żeby ktoś nie zrozumiał opacznie wcześniej O.Salij napisał takie zdanie
" Jednym słowem, umówmy się, że pytanie, w jaki sposób Bóg wysłuchuje naszych modlitw, interesuje nas głównie pod tym kątem, żeby pogłębić swój własny stosunek do modlitwy."

pozdrawiam:)
Ps.Twoja uwaga jest opatrznościowa, Chwała Panu!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group





Zadaniem Stowarzyszenie Trudnych Małżeństw SYCHAR jest wspieranie rozwoju naszej Wspólnoty
- powstających Ognisk Sycharowskich poprzez m.in. drukowanie materiałów, ulotek...
Pomóż nam pomagać małżonkom, umacniać ich w wierności i nadziei! >>


Błogosławieństwo ks. kardynała Stanisława Dziwisza dla Wspólnoty SYCHAR
Zapraszamy do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rozwód jest potrzebny tylko po to, aby móc bez przeszkód wejść w oficjalny związek z kimś innym
Rozwód nie jest jedynym możliwym zabezpieczeniem | Propozycja odpowiedzi na pozew rozwodowy


"Stop rozwodom" - podpisz petycję !











Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy




ks. Tomasz Seweryn www.ks.seweryn.com.pl 

Rekolekcje ojca Billa w Polsce www.ojciecbill.pl
We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Rodzice wobec rozwodów dzieci - rekolekcje Jacka Pulikowskiego - Leśniów 25-27 września 2009



Tożsamość mężczyzny i kobiety - rekolekcje ks. Piotra Pawlukiewicza - Leśniów 24-26 lipca 2009


Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
.
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej



Stawać się sobą cz. 1



Stawać się sobą cz. 2



Wykład o narzeczeństwie i małżeństwie



Kryzysy są po to, by przeżyć je do końca



Kilka słów o miłości






Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9