Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Jak wybaczyć zdradę
Autor Wiadomość
piotrploc
[Usunięty]

Wysłany: 2012-05-31, 10:42   Jak wybaczyć zdradę

xxx
Ostatnio zmieniony przez piotrploc 2012-07-13, 07:50, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Malwina75
[Usunięty]

Wysłany: 2012-05-31, 11:42   

Witaj Piotr, czy jesteście małżeństwem sakramentalnym, macie ślub kościelny?

Czy żona była u spowiedzi? Chodzicie razem do kościoła, czy modlicie się razem?

To ważne pytania.


Jestem taką kobietą, która zdradzała męża. Różnica między mną, a Twoją żoną jest taka, że miałam wielu kochanków, a mój mąż nic nie wie. Różnica jest też taka, że ja sama (lub z pomocą Ducha Świętego, w to wierzę), pewnego dnia ocknęłam się i zobaczyłam całą ohydę swojego postępowania.

Przeczytałam ten Twój wątek ze zdradzeni.info

Odpowiedzi to jeden wielki bełkot i bardzo dobrze, że nie popłynąłeś z prądem. I te sugestie, że Twoje dziecko może nie jest Twoim dzieckiem... szczególnie podłe. Tak, jakby ci wszyscy zdradzeni czuli się lepiej z tym, że ktoś też ma źle...i próbowali mu dowalić....
Jedna z tych wypowiedzi, ta o domku na kredyt, przesycona metaforami poetyckimi rozbawiła mnie, choć temat jest poważny.

Przede wszystkim - to, że w Twoich oczach małżeństwo uchodziło za idealne - to jedna sprawa, a to jaka była prawda - to druga. Pisałeś, że byłeś szczęśliwy.

Dlaczego? Próbowałeś się zastanawiać, które sytuacje sprawiały, że czułeś się szczęśliwy?

Twoja żona, podobnie jak i ja - nie czuła się dobrze w małżeństwie. Ale podobnie ma wiele żon. Nie każda jednak zaraz pcha się w ramiona kogoś innego. Problem zdrady żony ma zatem dwie plamy do wyczyszczenia.

1. Problem Waszego małżeństwa, co sprawiało, że czuła się nieszczęśliwa?

2. I problem jej moralności, to znaczy takich wewnętrznych granic, które mimo poczucia nieszczęścia, żalu, rozczarowania, nie pozwalają na popełnianie złych rzeczy.


Teraz, kiedy już rozgraniczysz te dwie sprawy, możesz zauważyć, że jesteś w stanie działać tylko na tę pierwszą plamę. Za drugą już nie odpowiadasz, nie masz wpływu.
Żona musi SAMA zrozumieć, że to co robiła, było złem.

Trochę ją rozumiem, czemu ona teraz udaje jakby, że nic się nie stało, wypiera to ze świadomości, może bagatelizuje. Może uważać - tak jak i ja - "że należało Ci się".
Wiem, że to okropne, ale ja na jej etapie również uważałam, że to JA jestem ofiarą tego wszystkiego. To siebie samej było mi najbardziej żal, że mąż generalnie nic złego nie robi, ale mnie tak lekceważy, zostawia z codziennymi sprawami, nie docenia, nie szanuje, nie interesuje się, chyba nie kocha (mówił, że kocha, ale zachowanie pokazywało coś innego) i dlatego ja teraz muszę się mierzyć z tym, że inny człowiek mnie sobą zauroczył. Momentami czułam się szczęśliwa i radosna, ciągle ktoś mnie adorował, zachwycał się, nie chciałam tego przerywać. Ale gdzieś w głębi duszy gryzł mnie wstrętny robal. Wiele razy próbowałam przerwać, ale szybko się poddawałam.
I nawet nie chodziło aż tak o seks, nawet wręcz przeciwnie - chodziło mi o bycie w czyimś życiu numerem jeden lub o takie wrażenie. To też jest chore.

W Twojej sytuacji romans żony przerwała (?) Twoja ingerencja i to, że dowiedziałeś się wszystkiego.
Jak sam wiesz, kontrolowanie, sprawdzanie, inwigilowanie NIC nie da.

Zanim żona sama nie zrozumie, jak zdrada, romans niszczy ją samą, Twoje pogróżki, czy starania nic nie dadzą.

Poza terapią dla małżeństw, winniście sami zapisać się oboje na terapie indywidualne, zwłaszcza Ty, by ratować pikującą w dół samoocenę (rozmyślanie o zdradzie i dręczenie się to Twoje projekcje, Twoje strachy, kompleksy, poczucie niskiej wartości i tylko Ty masz na nie wpływ).

Jak blisko jesteś Boga?

Bliskość Boga i pełne rozumienie jego przykazań pomoże Ci zrozumieć, że żona zdradą najbardziej zniszczyła siebie. To ona musi odbudować się w oczach Boga, błagać o jego łaskę, przebaczenie, zadośćuczyniać. Ty za tę zdradę nie odpowiadasz. Może jedynie jesteś współodpowiedzialny za kryzys, który mieliście w małżeństwie (a był kryzys, bo nikt ze szczęśliwego domu nie idzie w bagno). Jeśli o tym nie wiedziałeś, to zaszwankowała komunikacja między Wami. Żona zapewne sądziła, że się DOMYŚLISZ, że coś jest nie tak. Ja też chciałam, by mąż się domyślał i zgadywał moje smutki.

Terapia indywidualna dla żony też może pomóc jej zrozumieć, że za swoje szczęście jesteśmy odpowiedzialni my sami i nikt nie może nam tego szczęścia darować czy zabrać, ono jest w nas.

Ja po terapii wiem, że nie muszę wikłać się w romanse, by czuć się dobrze z samą sobą i z mężem, którego zachowanie nie zmieniło się - nadal siedzi w grach komputerowych, nie zajmuje się domem, mną, potrafi przyjść z pracy i iść od razu do pokoju komputerowego i jeśli ja do niego nie zajrzę, to możemy się zobaczyć dopiero następnego dnia....


Można i da się. Jestem świadkiem przemiany i powrotu na właściwą drogę, więc nie poddawaj się. Staram się ze wszystkich sił niwelować wszystkie niechętne myśli wobec mojego męża, wiele mu przebaczam, na wiele macham ręką (bo już został ukarany po wielokroć przeze mnie), ale rozdział "inni mężczyźni" jest już dla mnie zamknięty.

O ile jesteś pewien, że Żona Cię nie oszukuje, spróbuj dać jej trochę czasu na to, by sama umiała spojrzeć szczerze na siebie, bo wszelki przymus w tej kwestii naprawdę nic nie da. Jeśli chce uczestniczyć w terapii i nie chciała rozpadu Waszej rodziny, to znaczy, że jednak nie wszystko jest stracone i nie są ważne pobudki, jakimi się kieruje.


Na pocieszenie dodam, że tych romansów, miłostek, czy nawet jak wtedy myślałam, wielkich miłości - naprawdę już nie pamiętam. Bóg wybaczył mi to na Spowiedzi Świętej, więc i ja musiałam sobie wybaczyć i zapomnieć. To wszystko teraz, co się stało, traktuję tak, jakby dotyczyło innej osoby. Różnica polega na tym, że teraz potrafię ocenić już to zachowanie i - niech Bóg da jak najdłużej - więcej tego nie robić.


Zaproś Żonę na nasze forum.
Nie sztuką jest nie robić nic złego. Sztuką jest chyba umieć przerwać złe zachowanie i naprawiać krzywdy. Mój mąż ma teraz najbardziej łagodną, wyrozumiałą i wierną żonę na świecie. Tylko na razie jeszcze tego nie widzi... To nic. Poczekam, wszak przysięgałam, że do śmierci... :mrgreen:

Piotrze, trzymajcie się i pisz tu o wszystkim, dziel się z nami swoimi przemyśleniami.

Tu na 100% nikt Ci nie powie: to już nie ma sensu. :) Póki żyjecie, to wszystko jest możliwe.
 
     
piotrploc
[Usunięty]

Wysłany: 2012-05-31, 12:34   

xxx
Ostatnio zmieniony przez piotrploc 2012-07-13, 07:51, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
maryniaa
[Usunięty]

Wysłany: 2012-05-31, 12:39   

Cytat:
Czy ktoś ma doświadczenia ze spotkaniami małżeńskimi? Warto?
warto, tylko potem tez trzeba kontynuowac i wprowadzać wiedzę w zycie
Życze abyście oboje zaangażowali się w to.
Niech Was Bóg prowadzi
 
     
Norbert1
[Usunięty]

Wysłany: 2012-05-31, 13:13   

piotrploc napisał/a:
Czy ktoś ma doświadczenia ze spotkaniami małżeńskimi? Warto?

Piotrku dużo już napisała malwina od siebie
i w zasadzie chyba najważniejsze

jak widza i czuja to drugie oczy.

co do spotkań malżeńskich??

najważniejsze jest w nich usłyszeć siebie nawzajem,a potem jeszcze zrozumiec siebie
wzajemnie

coś czego do teraz zapewne wam brakowało .

I choć trudno cos komuś przekazać (poradzić)
-szczególnie w chwili gdy zwalił mu się jakiś tam świat.

To jeżeli tylko możesz i potrafisz daj sobie szanse na empatię
empatię by zrozumiec żone,
nie usprawiedliwiac ja -a jedynie zrozumieć.

A te wszystkich żale,krzyki,złości oddaj Bogu

Bóg to przetrzyma :-) :-)
bo wie że twoje serce tez potrzebuje oczyszcenia

pozdrawiam i życze wam budowy(mądrej budowy)
nawet na tym piasku gdy runeło wsio
 
     
Malwina75
[Usunięty]

Wysłany: 2012-05-31, 13:31   

piotrploc napisał/a:
5. Inwigilowanie. Straciłem możliwości, a po prawdzie to i ochotę, na dalsze inwigilowanie żony. Czasu się nie cofnie, ale nie mogę sobie darować, że nie inwigilowałem jej skuteczniej. Gdybym odkrył ze 2-3 dni wcześniej jak poważne jest jej zaangażowanie, mógłbym zareagować


Jak? Co byś zrobił?

Jak ktoś będzie chciał zdradzić, to zdradzi. Co najwyżej zrobi to tak, że nikt nigdy się o tym nie dowie, zwłaszcza małżonek. Miałam komputer swój, ale niezahasłowany, nie miałam tam nic - żadnych dostępnych maili, zdjęć, rozmów na gg. Komórka zawsze była czysta, w domu było ugotowane, posprzątane, zadbane. Mąż miał prasowane koszule i przysmaki na biurku. Ciasto w niedzielę. Sądzę, że gdyby ktoś powiedziałby mu, że go zdradzam, zaśmiałby się w nos....

Tu nie o to chodzi....

Bo czy to oznacza, że do końca życia musisz się bać?

Co do samej zdrady "na całość". Mężczyźni większą wagę przywiązują do zdrady fizycznej, bo sami taką uważają za mocniejszą. Bagatelizują to, kiedy się zauroczą w kimś innych, zdrada dla wielu zaczyna się od tego "pójścia na całość". U kobiet jest jednak troszkę inaczej. Zdrada fizyczna nie jest tak ważna, jak więź emocjonalna.

Zdradzałam męża z kilkoma mężczyznami, ale "pamiętam" tylko męża. Bo chciałam tylko jego pamiętać. I do takiego punktu powinna dość Twoja żona. Czy wtedy będzie Ci łatwiej?

Jeśli będziecie "naprawiać się" w imię Boga, będzie łatwiej Twojej żonie. W przeciwnym razie może natknąć się na postawy takie, jak ze zdradzeni.info. Nie wyszło - trudno. To wyjdzie z kimś innym. Bóg daje oparcie i poczucie pewności, że idziemy słuszną drogą.

Nie możemy ograniczać cudzej wolnej woli. Choćby nie wiem, jak ona chora była. Bóg też nas nie ogranicza przecież, nie możemy być więc "mądrzejsi" od Niego, prawda?
Zajmij się więc sobą, bo żona musi przejść sama tę drogę. A wtedy uwierz mi - nic już nie będzie jej w stanie skręcić tam, gdzie nie trzeba.

Nie będę doradzać zdradzanemu. To byłaby hipokryzja i bezczelność.

Jeśli tylko coś mogę podpowiedzieć - to cierpliwość i wzmacnianie siebie.

Pozdrawiam Cię serdecznie.
 
     
piotrploc
[Usunięty]

Wysłany: 2012-05-31, 13:54   

xxx
Ostatnio zmieniony przez piotrploc 2012-07-13, 07:52, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
laura_33_31
[Usunięty]

Wysłany: 2012-06-01, 12:37   

Witaj, wy mężczyźni fakt jesteście inni, ale zdrada boli tak samo i nas kobiety, ja pamiętam zrobiłam wielką awanturę, bardzo wielką a jego to nic nie wzruszyło dzis jak myślę, juz z perspektywy czasu o tym zajściu może nawet cieszył się ,że się o wszystkim dowiedziałam.
Było mi tak ciężko, bo mała miejscowość ona mieszkała w centrum , więc gdzie się nie ruszyłam zawsze ją spotykałam , a jej teściowa jeszcze mnie oskarżała przy innych, że ja nie chodzę za nim i go nie pilnuję!!!Było okropnie.Tak już miałąm dość- a wiesz dlaczego?- bo twierdził ,żę mnie nie zdradził, że odwiedza nie ją tylko jej męża ale ciągle tam łaził-że zaplanowałam ,............że podpalę ich posesję.Długo nad tym rozmyślałam, zżerało mnie to tak bardzo,że został tylko ze mnie wrak, znerwicowany wrak.

Później jakoś zmienił pracę więc już nie było czasu na schadzki , przestał ich? czy ją? odwiedzać, powoli zapominałam.........i nie wiem kiedy to się stało..............zaczęło mi być to zupełnie obojętne, nic mnie już to nie obchodzi a z tą kobietą romawiamy jak dobre znajome..........teraz mój mąż denerwuje się i mówi,że chyba zgłupiałam ,że zadaję się z takim czymś :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
ale ja wiem jedno :dostałą prezent i wielką łaskę od Boga.To On uleczył mój ból.

I dziś wiem,że niepotrzebne były awantury, rozmyślania, nawet to podpalenie ...ale głupota.......moja....... no i oczywiście do tego nie doszło.........

Musisz uciszyć swoje serce.Z Jezusem, bo inaczej sie nie da.Jesteśmy marni tu na ziemi, aby po ludzku do czegoś dobrego dochodzić, nie dajemy rady, On musi byc blisko nas.Na początku jest to bardzo trudne, ale możliwe, więc do dzieła..............

I bardzo dobrze,że jest to Forum.Kopalnia i głębia mądrości i tutaj jest Bóg.
Żal tylko ,że kiedyś tego nie było.

I to też dla ciebie:Ewangelia wg Św.
Mateusza 18,21-35

Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?». Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: "Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam". Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: "Oddaj, coś winien!". Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: "Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie". On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: "Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?". I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu».

Spokoju serca życzę pozdrawiam.
 
     
Norbert1
[Usunięty]

Wysłany: 2012-06-01, 18:37   

laura_33_31 napisał/a:
Witaj, wy mężczyźni fakt jesteście inni, ale zdrada boli tak samo i nas kobiety,


Na jednej ze stron w necie dotyczacej zdrady
napisane jest cos takiego:



Zdrada psychiczna czy fizyczna – która boli bardziej?
7 czerwca 2011
--------------------------------------------------------------------------------



Zdrada boli. Ale czy bardziej boli zdrada psychiczna czy fizyczna? A może obie „odmiany” zdrady bolą tak samo?

Według większości kobiet emocjonalna zdrada jest znacznie gorsza od zdrady fizycznej. To może wyjaśniać, dlaczego Hillary Clinton została z Billem Clintonem i wydawała się być nieporuszona, kiedy zdradził ją z połowę młodszą asystentką, Monicą Lewinsky.

Warto przypomnieć, że wiele osób dzieli zdradę na psychiczną i fizyczną. Zdradzający usprawiedliwiają się: „To tylko platoniczna znajomość”. Jednak tak naprawdę jeśli o drugiej osobie zaczynamy coraz więcej myśleć, tęsknić za nią, okłamywać partnera po to aby się z nią spotkać. Wtedy to już mamy do czynienia ze zdradą, ponieważ zaczyna się ona najpierw w ludzkim umyśle i nie musi skończyć się w łóżku. Dlatego niektórzy ludzie ciężej znoszą zdradę emocjonalną. Bardziej bolesne dla nich to że partner trwale zaangażował się psychicznie w relacje z inną osobą niż zdradził ich fizycznie. Tym bardziej jeśli był to jednorazowy „skok w bok”.

Niewierność emocjonalna – głębokie, namiętne związki między ludźmi, którzy często nawet nie zdają sobie sprawy, że przekroczyli granicę między platoniczną przyjaźnią a romantycznym uczuciem – to największe zagrożenie, przed jakim może stanąć małżeństwo. Ponad 80% niewiernych ma romans z kimś, kto początkowo był tylko przyjacielem, kolegą z pracy, znajomym. Badania pokazały, że 50% niewiernych kobiet i 62% niewiernych mężczyzn miało romans z kimś z pracy. Intensywna lecz niewidoczna, erotyczna ale nieskonsumowana, emocjonalna niewierność jest niebezpieczna, uzależniająca. Jeśli często udajesz, że jesteś singlem, wysyłasz potajemne smsy czy maile, dzielisz się intymnymi szczegółami z kimś, kto ci się podoba i okłamujesz partnera to jest to zdrada emocjonalna.

Badania dowodzą, że mężczyźni mają odmienne podejście do kobiecej zdrady. Są o wiele bardziej zazdrośni, kiedy kobieta zdradzi ich z pobudek czysto seksualnych – z młodszym, lepiej zbudowanym i sprawniejszym w łóżku mężczyzną, niż gdyby zaczęła go zdradzać z mężczyzną, w którym się zakochała. Kobiety są tego dokładnym przeciwieństwem. Dlaczego tak się dzieje?

Wszystko jest głęboko zakorzenione w naszej ewolucji. Mężczyźni byli przez tysiąclecia uczeni, żeby być bardzo czujnym w sprawach seksu, ponieważ nigdy nie mogli być całkowicie pewni, że to oni są ojcami własnego dziecka.

Psychologowie Kenneth Levy i Kristen Kelly z Uniwersytetu Stanowego w Pensylwanii twierdzą, że różnice w zazdrości mogą być zakorzenione bardziej w naszych charakterach, będących skutkiem osobistych historii i doświadczeń wyniesionych ze związku, niż płci.

Levy i Kelly wątpią w dominujące, ewolucyjne wytłumaczenie, ponieważ na świecie jest mnóstwo mężczyzn, którzy tak jak kobiety – o wiele bardziej przeżywają zdradę emocjonalną, niż zdradę opartą tylko i wyłącznie na seksie. Jest to ich zdaniem uwarunkowane zaufaniem i emocjonalnym przywiązaniem do partnera.

Psychologowie stawiają hipotezę, że osoby, które czują się bardziej dotknięte zdradą fizyczną, są ze sobą związane bardziej aspektami seksualnymi niż prawdziwą, emocjonalną zażyłością.

W tym celu postanowiono przeprowadzić badanie, podczas którego naukowcy zapytali mężczyzn i kobiety, co bardziej by ich zabolało – zdrada fizyczna czy emocjonalna. Wyniki potwierdziły hipotezy badaczy, które zostały przedstawione w raporcie w piśmie Physiological Science, dzienniku Stowarzyszenia Nauk Psychologicznych.

Ci, którzy nie czuli się związani emocjonalnie z partnerem i cenili sobie w związku głównie autonomię, byli o wiele bardziej rozgoryczeni, kiedy doszło do zdrady fizycznej. Natomiast ci, którzy byli w związku o silnej bliskości psychicznej, o wiele boleśniej odczuwali zdradę emocjonalną.

Z powyższego wynika, że postrzeganie zdrady nie zależy od naszej płci – tylko leży w naszych charakterach i doświadczeniu.

Materiały: www.Eyeliner.pl, www.Zdrada.rozstania.pl, www.Figa.pl, www.k

wniosek ???
płec nie odgrywa roli

piotrploc napisał/a:
Zdeptała moją miłość. Ale chcę wierzyć, że nie zadeptała jej do końca i o to się często nieśmiało, w duchu modlę.

Piotrze i pielęgnuj to bo z tego małego ziarenka ma szanse coś dobrego zakwitnąc, gdy cały zły kurz opadnie
 
     
piotrploc
[Usunięty]

Wysłany: 2012-06-04, 07:51   

xxx
Ostatnio zmieniony przez piotrploc 2012-07-13, 07:54, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Suchy64
[Usunięty]

Wysłany: 2012-06-15, 09:19   Re: Jak wybaczyć zdradę

piotrploc napisał/a:

... Stara się ona wyprzeć zdradę ze świadomości, zachowuje się jak gdyby nic się nie stało. ... na okrągło myślami o jej zdradzie już trzeci miesiąc.

Coś jakbym ja pisał. Ale u nas po trójce są lata. Nigdy nie jest to prosty proces i nie licz na sukcesy "jak ręką odjął".
Moim zdaniem to właśnie osoba zdradzająca (jeśli jest zainteresowana odbudową/budową związku) powinna w pierwszym rzędzie pójść na INDYWIDUALNĄ terapię/rozmowę by jej ktoś neutralny powiedział co się w Tobie dzieje, co może zrobić, a czego w żadnym wypadku zrobić jej nie wolno. W moim przypadku nie udało się to.
One po prostu nie zdają sobie sprawy, że mężczyzna funkcjonuje inaczej niż kobiety. Że rzeczy, na które ona nie zwróci uwagi Tobie jadą „zardzewiałym drutem kolczastym” po świeżych ranach. I powodzenia.
 
     
Orsz
[Usunięty]

Wysłany: 2012-06-15, 21:47   

Norbert, te badania naukowców to koszmarne bzdety. Co to za ludzie, jaki wyznają światopogląd, że raczysz tu nas ich "autorytetem"? Przede wszystkim trzeba zacząć ta analize od zdefiniowania pojęcia zdrady, zasad, przykazań - 6 przykazania - ono brzmi "nie cudzołóż", a nie "nie flirtuj". "Zdrada emocjonalna" jest namiastką, może być przyczynkiem, substytutem, ale nie jest zdradą w pełnym tego słowa znaczeniu.
 
     
maryniaa
[Usunięty]

Wysłany: 2012-06-15, 22:18   

Orsz napisał/a:
Zdrada emocjonalna" jest namiastką, może być przyczynkiem, substytutem, ale nie jest zdradą w pełnym tego słowa znaczeniu.
a jak to sie ma do słow Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić i Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. , jeżeli przeszkadza Ci cos w pełnieniu woli Bożej odrzuc to , reka odetnij itp i nie nalezy kusic losu myślami,że flirt może byc niewinny, namiastką i pocieszać sie czy usprawiedliwiać,że to jeszcze nie
Orsz napisał/a:
w pełnym tego słowa znaczeniu.


Podobnie jest ze słowami np nie zabijaj ...czy uważasz Orsz ,ze ktos ma racje ,jesli mówi,że niektóre metody zapobiegania ciazy to jeszcze nie jest zabijanie zycia? ...podobnie wytłumaczysz ,ze to jeszcze nie w pełnym tego słowa znaczeniu????
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2012-06-16, 07:22   

Orsz napisał/a:
Zdrada emocjonalna" jest namiastką, może być przyczynkiem, substytutem, ale nie jest zdradą w pełnym tego słowa znaczeniu.


Nie jest namiastką. Psycholodzy twierdzą, że zdradę emocjonalną mocniej przeżywają kobiety, zdradę fizyczną - mocniej przeżywają mężczyźni. Jestem w tym przypadku kobietą typową - dla mnie niezwykle bolesną zdradą męża było jego zaangażowanie emocjonalne w "przyjaźń" z inną kobietą. Jego zdrada fizyczna na koniec to już był w moim odbiorze w zasadzie pikuś.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group





Zadaniem Stowarzyszenie Trudnych Małżeństw SYCHAR jest wspieranie rozwoju naszej Wspólnoty
- powstających Ognisk Sycharowskich poprzez m.in. drukowanie materiałów, ulotek...
Pomóż nam pomagać małżonkom, umacniać ich w wierności i nadziei! >>


Błogosławieństwo ks. kardynała Stanisława Dziwisza dla Wspólnoty SYCHAR
Zapraszamy do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rozwód jest potrzebny tylko po to, aby móc bez przeszkód wejść w oficjalny związek z kimś innym
Rozwód nie jest jedynym możliwym zabezpieczeniem | Propozycja odpowiedzi na pozew rozwodowy


"Stop rozwodom" - podpisz petycję !











Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy




ks. Tomasz Seweryn www.ks.seweryn.com.pl 

Rekolekcje ojca Billa w Polsce www.ojciecbill.pl
We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Rodzice wobec rozwodów dzieci - rekolekcje Jacka Pulikowskiego - Leśniów 25-27 września 2009



Tożsamość mężczyzny i kobiety - rekolekcje ks. Piotra Pawlukiewicza - Leśniów 24-26 lipca 2009


Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
.
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej



Stawać się sobą cz. 1



Stawać się sobą cz. 2



Wykład o narzeczeństwie i małżeństwie



Kryzysy są po to, by przeżyć je do końca



Kilka słów o miłości






Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 9