Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
LEGENDY CHRZEŚCIJAŃSKIE
Autor Wiadomość
kinga2
[Usunięty]

  Wysłany: 2011-01-15, 21:37   LEGENDY CHRZEŚCIJAŃSKIE

Sen Najświętszej Maryi Panny

Zesłał Bóg Ojciec sen na Najświętszą Pannę, okrutny sen, proroczy sen, w którym ukazał Jej wszystkie męczarnie jedynego Syna od omdlenia w Ogrojcu do przybicia na krzyżu.
Widziała, jak Go pojmali zdradzonego przez Judasza i skrępowanego sznurami wlekli przed sędziów, jak Go cierniową koroną wieńczyli, jak go do słupa kamiennego wiązali i znęcali się nad nim okrutnie, jak szydzili z Niego i wyrok śmierci Nań wydali. I widziała Matka boleściwa najsroższe dla siebie katusze, kiedy przybity do krzyża konał Jej Syn jedyny i kiedy Mu włócznią bok otworzono, a z rany krew z wodą wypłynęła na znak śmierci cielesnej. A potem widziała jeszcze, jak z krzyża martwe i umęczone ciało zdejmowano i dotykała je własnymi rękoma, i na łonie swym piastowała je znowu, jak ongi, gdy Jezus Jej Dzieciną był malutką, gdy nie miał rąk ani nóg gwoździami przebitych, cierniami uwieńczonej skroni, a w boku rany głębokiej.
I wtedy usłyszała nad sobą głos słodki i czuły:
– Matko, czy śpisz?
Sen pierzchnął, a na jawie stał przy niej Syn Jej żywy we własnej osobie i pytał: o czym marzyła?
– O męczeństwie Twoim i śmierci Twojej, Jezu mój – odrzekła.
– Wszak o tym, Matko, prorocy przepowiadali i w Piśmie o tym stało od dawna, a teraz się wypełni to wszystko na świadectwo Bogu i prawdzie, Matko moja umiłowana!
I wypełniło się wszystko, jako przepowiedziane było: niewinna krew Baranka bożego zmyła grzechy świata.
Na Golgocie pod krzyżem stała Matka Siedmiobolesna; stała i ręce łamała, i spoglądała w górę nad ziemię, jak Syn Jej był wywyższony, i nie widziała nic, tylko Jego głowę zwieszoną w koronie cierniowej i oczy bielmem śmierci zachodzące, i usta posiniałe, a drżące błagalnym szeptem ofiary za katów swoich:
– Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią!
Nie wiedziała tylko, że kiedy konał na krzyżu Pan Jezus przybity, to z piekła wyrwało się całe wojsko szatanów: krążyło jak skłębiona chmura nad krzyżem, aby Boską duszę przemocą porwać z rozkazu Lucypera i powlec do niego, niby brankę w niewolę wziętą.
Oblegały diabły krzyż i czatowały na ostatnie tchnienie Chrystusa, ale zuchwałość ich moc Boska ukarała ślepotą; jak nietoperze oślepione na słońcu, tak wysłannicy piekła z rozpaczą i wściekłością miotali się w powietrzu, tracąc wzrok i nie mogąc zobaczyć duszy Pana Jezusa.
Oślepieni rozbijali się o ramiona krzyża i spadali jak ćmy od płomienia osmolone w otchłań piekielną, wyjąc i tarzając się u stóp Lucypera:
– Nie widzimy Go! Nie widzimy nic! Ślepotą nas poraził!
Więc sam Lucyper, gniewny, wściekły, straszny, rozwinął skrzydła, pazury zakrzywił, poleciał na Golgotę, wzniósł się nad krzyż Chrystusowy i ośmielił się na samym jego szczycie uczepić jak jastrząb czyhający na gołębia.
Trząsł się z wściekłości i nienawiści piekielnej, kłami zgrzytał i dyszał żądzą pochwycenia duszy Zbawiciela Pana, usadowiony tuż nad Jego głową świętą i nietykalną. Pan Jezus podniósł oczy po raz ostatni, westchnął i do Boga Ojca zawołał:
– Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mojego!
A Lucyper, spotkawszy gasnące spojrzenie Pana Jezusa, oślepł tej chwili tak samo od wzroku Jego, jak poprzednio najśmielsze jego posły oślepły; omroczyła go noc ciemna, jakiej nawet piekło w najgłębszych swych czeluściach nie kryło, strach go zdjął wielki, sromotny, przygnębiający, puścił krzyż i po omacku schwyciwszy tylko łotra po lewicy Chrystusowej i wisielca Judasza po drodze, runął w otchłań piekielną, gryząc pięści z bezsilnej rozpaczy i wstydu.
Matka Boska stała pod krzyżem z najukochańszym uczniem Syna swego Janem i z Marią Magdaleną, i płakała... Wtedy jak obłok zerwało się stado jaskółek i zaczęło trzepotać w powietrzu skrzydełkami i żałośnie świergotać, niby płaczki łkające na pogrzebie:
– Umarł, umarł, umarł!
A z drugiej strony, jak szary tuman wzbiła się gromadka krzykliwych wróbli, ćwierkając tamtym na przekór:
– Żyw, żyw, żyw!
Słysząc to Żydzi wzięli włócznię i przebili bok Chrystusowi Panu i jako Matce Bożej się wyśniło, wypłynęła z rany krew z wodą. Nad głową Zbawiciela ukrzyżowanego splatał się i rozplatał jaskółczy wianek niby żałobna wstęga, a wróbliska przestraszone odleciały i odtąd w dzień świętych apostołów Szymona i Judy diabeł je łapie gromadnie i całymi korcami wsypuje do piekła. Z krwi, co ciekła z ran Chrystusowych, wyrosły białe lilie, a od krwawych łez Matki Bożej pordzewiały srebrne i złote listki storczyków, co rosły przy drodze wiodącej na Golgotę; tam zaś, gdzie padły łzy Marii Magdaleny, wytrysła z ziemi stokroć.
Męczeństwo, boleść i żal po śmierci Pana Jezusa zapisały się na ziemi kwiatami, Bogu na chwałę, ludziom na pamiątkę.

http://www.apostol.pl/czy...zej-maryi-panny
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2011-01-15, 21:57   

NARODZINY NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

Według tradycji przyszła Matka Jezusa miała urodzić się pobożnej parze żydowskich rodziców, Joachimowi i Annie, wcześniej długo nie mogących doczekać się potomka. Dla Żydów brak dzieci był prawdziwą tragedią. Jednak mogli oni wierzyć, że Bóg Izraela wysłucha błagalnych próśb rodziców, tak jak to miało miejsce w przypadku Abrahama i Sary lub żony Elkany Anny – matki proroka Samuela. Ta ostatnia upokarzana przez drugą, lecz płodną żonę Elkany, modliła się i płakała w świątyni jerozolimskiej robiąc Bogu następujące przyrzeczenie: „Panie Zastępów! Jeżeli łaskawie wejrzysz na poniżenie służebnicy twojej i wspomnisz na mnie, i nie zapomnisz służebnicy twojej, i dasz mi potomka płci męskiej, wtedy oddam go Panu po wszystkie dni jego życia, a brzytwa nie dotknie jego głowy”.

Według tradycji rodzice Marii mieli uczynić podobne przyrzeczenie. Czy modlili się o syna? Nie wiadomo. W każdym razie Bóg miał w stosunku do nich inne plany i obdarował ich córką. I chociaż Żydzi również cenili bardziej synów niż córki – „Córka dla ojca to skryte czuwanie nocne, a troska o nią oddala sen: w młodości, aby przypadkiem nie przekwitła, a gdy wyjdzie za mąż, by przypadkiem nie została znienawidzona” - mówi Mądrość Syracha, a rabini, zastanawiając się co znaczy, że Bóg szczęścił Abrahamowi we wszystkim, doszli do wniosku, że to szczęście to dlatego, że miał syna a oszczędzono mu córki – to jednak izraelskie dziewczynki mogły być spokojne o swoje życie, czego nie da się powiedzieć o świecie otaczającym Żydów w czasach narodzenia małej Miriam. Syn czy córka – jeśli przyrzeczenie zostało złożone należało je spełnić (o czym przekonuje również historia córki Jeftego – znacznie bardziej tragiczna).

Tradycja podaje, że kiedy Miriam skończyła trzy lata jej rodzice przyprowadzili ją do jerozolimskiej świątyni, gdzie spotkał ją arcykapłan Zachariasz (przyszły ojciec Jana Chrzciciela) i tam wychowywała się w otoczeniu pobożnych niewiast. Te trzy lata był to prawdopodobny czas odstawienia dziecka od piersi - pamiętamy, że i mały Samuel wtedy został oddany na służbę do świątyni – a izraelskie matki karmiły dzieci piersią długo by ustrzec je przed groźnymi dla ich życia biegunkami. Czy wśród pobożnych kobiet wśród których miała się wychowywać Miriam była również prorokini Anna córka Fanuela mająca spotkać się z Miriam wtedy, kiedy przyniosła ona swojego syna do świątyni? Nie wiemy tego na pewno, chociaż prorokini Anna musiałaby znać Miriam, gdyby ta wychowywała się w świątyni jerozolimskiej.

Wracając do narodzin, które dziś świętujemy to nadanie przez rodziców imienia Miriam, które znaczyło pierwotnie „kochana przez Jah” i które to imię nosiła również dzielna i pomysłowa siostra Mojżesza świadczyć może o tym, że nie czuli się nadmiernie rozczarowani płcią dziecka. Chociaż to dopiero Miriam po poczęciu Jezusa wypowie słowa, że Bóg wejrzał na uniżenie służebnicy swojej.

Dorota Walencik


http://www.magazyn.ekumen...09165657781.htm
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2011-01-16, 19:51   

Kaftanik dla Dzieciątka

W pewnej kramie niemieckiej, w Kresburgu, na Boże Narodzenie wszystkie dzwony rozbrzmiewają co roku z pięciominutowym opóźnieniem... Wyjaśnienie tego faktu, niezwykłego i prawdopodobnie jedynego, dostarczyła tradycja wraz z legendą, którą warto opowiedzieć, gdyż jest bardzo pouczająca.
Legenda mówi o pewnej niewieście z Kresburga, która nazywała się - jak bohaterka Fausta - Małgorzata, ale nie była młodziutką dziewczyną, lecz już zgrzybiałą staruszką, choć jeszcze pracowitą i nader pobożną.
Pewnego zimowego wieczoru, 24 grudnia, stara Małgorzata w swoim małym, ale schludnym domu pracowała przy świetle kaganka, robiąc na drutach kaftanik. Była już noc, kiedy drzwi samotnego domku otworzyły się bezszelestnie i weszła Śmierć, ledwie muskając Małgorzatę zimnymi i suchymi palcami. Staruszka spokojnie podniosła na nią wzrok.
- Już czas? - spytała po prostu.
- Czas - skinęła potakująco Śmierć.
Małgorzata nie przerwała pracy.
- Musisz poczekać - powiedziała, nie przestając robić na drutach. - Wiem, że żyłam długo, i wiem, że zbyt długo nie nadchodziła moja ostatnia godzina. Od dawna jestem przygotowana do tej drogi. Lecz teraz, w tym właśnie momencie nie mogę iść za tobą. Proszę cię, byś pozwoliła mi dokończyć ten wełniany kaftanik.
- To niemożliwe - odpowiada Śmierć. - Prawo jest prawem. Sama wiesz, że nie ja tu rozkazuję. Wykonuję tylko postanowienie Boże.
- Proszę cię jednak, żebyś odrobinę poczekała - nalega staruszka. - Ta noc jest inna niż wszystkie.
- Ile czasu potrzebujesz?
- Wystarczy dwie godziny.
- Dwie godziny to za długo - odpowiada Śmierć. - Chcesz być nieposłuszna wobec praw Bożych. Powinnaś za to być ukarana.
- To nieważne - mówi staruszka. - Wystarczy mi, że skończę ten kaftanik. Od tylu lat robię co rok wełniany kaftanik dla Dzieciątka, które się rodzi. A jeśli nie skończę. Dzieciątko zmarznie. Nie czujesz, jaki mróz?
- Dwie godziny lekceważenia znaku, który ci dałam tutaj - nalega surowa Śmierć - oznacza dwieście lat pokuty tam, nim będziesz mogła w pokoju osiągnąć niebo!
Małgorzata zadrżała.
- Dwieście lat!... Ale trudno... Dzieciątko nie może zostać bez kaftanika. - I nie przerywa pracy.
Pracuje tak przez dwie godziny, prawie do północy. Kiedy skończyła, wstaje i wychodzi z domu, a za nią jej nocny gość. Po drodze spotkali Dzieciątko, które zstąpiło nago między ludzi. Małgorzata przyklęknęła przed Nim i po raz ostatni włożyła Mu kaftanik, by nie zmarzło, tak samo jak czyniła to przez tyle już lat.
- A teraz dokąd idziecie? - spytało Dzieciątko dwóch wędrowniczek.
- Idę odbyć dwieście lat kary, by dostąpić potem szczęśliwości - odpowiada niewiasta - a ona towarzyszy mi, gdyż czekała dwie godziny, bym skończyła kaftanik dla Ciebie.
- Nie trać dłużej czasu - rzekło Dzieciątko do Śmierci. - Ja sam odprowadzę tę poczciwą staruszkę do miejsca, gdzie na nią czekają. - Bierze ją za dłoń i zawraca do raju, skąd dopiero co przybyło.
Wróciło czym prędzej, wiedząc, że jest oczekiwane na ziemi. Ale nie zdążyło dotrzeć do Kresburga punktualnie jak zazwyczaj. Było już pięć minut po północy. Dokładnie pięć minut, tyle czasu, ile trzeba było na dodatkową wyprawę do raju.
I od tego czasu, według legendy, dzwony w Kresburgu wybijają Boże Narodzenie z pięciominutowym opóźnieniem w stosunku do reszty świata.
A kiedy rozbrzmiewają o dwunastej pięć, zda się, iż chcą przypomnieć, że prawo może być naruszone tylko z miłości i że takiego naruszenia nie można karać, a nawet godzi się nagradzać, choćby na przekór wszystkim prawom ludzi i czasu, jeśli okaże się to konieczne.

http://www.apostol.pl/czy...dzieci%C4%85tka
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2011-01-16, 20:28   

Podpłomyk Jezusa Chrystusa

Kiedy Jezus Chrystus chodził z apostołami po świecie, pewnego dnia spotkał żebraka, który poprosił Go o jałmużnę, a Odkupiciel rozkazał Piotrowi, by dał mu kawałek podpłomyka. Ledwie biedaczysko zrobił kilka kroków. Pan zawołał go i rzekł:
- Powiedz no mi, co uczynisz z tym podpłomykiem?
- Mistrzu - odrzekł biedak - zjem połowę dziś a połowę jutro.
Jezus Chrystus kazał Piotrowi odebrać podpłomyk biedakowi, który poszedł sobie, zdumiony i niezadowolony z takiego postępowania. Wkrótce potem spotkali innego żebraka, który też poprosił o jałmużnę i dostał podpłomyk.
I Odkupiciel także jego zapytał, co uczyni z tym darem od Boga, a biedak odrzekł:
- Mistrzu, zjem go zaraz.
- A co będzie jutro?
- O jutro zatroszczy się Bóg.
Jezus Chrystus, błogosławiąc go, dodał:
- I Bóg będzie zawsze troszczył się o ciebie i o wszystkich tych, którzy Mu ufają.

http://www.apostol.pl/czytelnia/legendy-chrzescijanskie/podp%C5%82omyk-jezusa-chrystusa
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2011-01-16, 20:43   

Święty Graal


Kiedy Józef z Arymatei dowiedział się, że Jezusa przybito do krzyża, poszedł zbolały do Piłata, by rzec:
- Tyle czasu służyłem ci wiernie, a nie miałem od ciebie ani razu choćby pochwały. Teraz nie zadowolę się, póki nie dostanę czegoś, co od dawna mi obiecywałeś.
- Żądaj - odparł Piłat - a otrzymasz.
- Daj mi więc ciało Jezusa, którego niesprawiedliwie powiesiłeś na krzyżu. Piłat zdziwił się, że Józef żąda tak mało, i od razu wyraził zgodę.
- Lecz strzeże Go wielu ludzi - odparł Józef - i nie pozwolą mi Go zabrać.
- Idź więc - oznajmił Piłat - i powiedz, że to ja cię przysyłam.
Poszedł Józef na Kalwarię, a kiedy dotarł do stóp krzyża, zmogła go żałość, że oto widzi Jezusa wiszącego w ten sposób, więc rozpłakał się gorzko. Potem rzekł do tych, którzy stali w pobliżu:
- Piłat wydał mi to ciało i rozkazał, bym zdjął je z drzewa hańby.
Ci zaś odrzekli chórem:
- Nie zabierzesz go stąd. Ten człowiek rzekł, że trzeciego dnia zmartwychwstanie, więc chcemy Go strzec, bo mogliby zabrać Go przyjaciele, by rzec później, iż powstał z martwych.
- Pozwólcie mi go zabrać.
- Prędzej już cię zabijemy! - wykrzyknęli wtenczas Żydzi.
I Józef mógł jedynie wrócić do Piłata, by opowiedzieć mu, co zaszło. Piłat rozgniewał się i myślał, co przedsięwziąć przeciwko Żydom, kiedy wszedł pewien mąż nazywany Nikodemem.
- Idźcie we dwóch - powiedział Piłat i wskazał Józefowi kielich. Był to ten bezcenny kielich, w którym Jezus poświęcił wino i który podawał swoim współbiesiadnikom, by z niego pili, a który jeden z Żydów zabrał z domu Szymona.
Józef i Nikodem pospieszyli na Kalwarię. Nikodem po drodze wstąpił do kowala i wziął cęgi oraz młot. Dotarli do krzyża. Kiedy Żydzi ich ujrzeli, poczęli wznosić przeciwko nim okrzyki, wołając, że nie zostawią krzyża ani Józefowi, ani nikomu innemu, ale Nikodem rozgniewał się i zaczął im grozić. Wtedy Żydzi poszli do Piłata, by protestować, a w tym czasie Nikodem wspiął się na krzyż i odczepił ciało Jezusa. Józef wziął ciało w swoje ramiona i złożył ostrożnie na ziemi. Potem, pełen smutku, obmył je i widząc, że z ran spływa krew, pobiegł po kielich i podstawił go tam, gdzie kapała krew. Naciskał rany rąk, stóp i boku, aż wszystka krew została zebrana w kielichu. Owinął wreszcie ciało Jezusa w kupiony po to właśnie całun i złożył je w nowym grobowcu, który przykrył kamienną płytą.
W tym czasie powrócili Żydzi, mówiąc, że Piłat wydał rozkaz, by grób był strzeżony dniem i nocą, gdyż Jezus powiedział, iż po trzech dniach zmartwychwstanie. Postawili więc wszędzie wokół grobu uzbrojone straże, a Józef wrócił do swojego domu.
W tym czasie Jezus zstąpił do piekieł, by uwolnić od śmierci dusze Adama i Ewy, proroków i dawnych ojców. Potem trzeciego dnia zmartwychwstał, ale Żydzi Go nie widzieli. Ukazał się, jak dobrze wiemy, Marii Magdalenie, apostołom i uczniom, którzy widzieli Go wyraźnie. Kiedy nowina rozniosła się, Żydzi zebrali się w świątyni, by się naradzić, albowiem sprawy układały się nie po ich myśli. W końcu postanowili, że oskarżą Józefa i Nikodema. Mieli więc pójść, aresztować ich i po przesłuchaniu skazać na śmierć. Nikodem miał przyjaciela, który uczestniczył w naradzie i na czas przysłał wiadomość, że musi uciekać, jeśli nie chce zostać zabity; tak więc, kiedy Żydzi przyszli po niego, nikogo nie zastali.
Rozwścieczeni ucieczką Nikodema, pobiegli do domu Józefa, wyłamali drzwi, wzięli Józefa, zabrali ze sobą i wypytywali, co zrobił z ciałem Jezusa.
- Zaraz po złożeniu do grobu - odparł Józef - pozostawiłem je pod strażą waszych żołnierzy, sam zaś wróciłem do domu. Od tego czasu nie widziałem go.
- Ukryłeś je - nalegali tamci. - Tam, gdzie je złożyłeś, już go nie ma.
Zaprowadzili Józefa do domu pewnego bogatego Żyda i tam obili kijami. Potem zawlekli go to okrągłej wieży z głębokimi podziemiami; rzucili do ciemnicy zbudowanej z zimnych kamieni, zakuli go w łańcuchy i zamurowali.
Piłat wpadł w gniew, kiedy dowiedział się o zniknięciu Józefa, zasmuciło się jego serce, że nie ma już tak wiernego przyjaciela. Lecz Bóg nie zapomniał o Józefie i ponieważ Józef dużo dla Niego wycierpiał, ukazał mu się w więzieniu, trzymając kielich rzucający wielkie światło, które oblało blaskiem całe pomieszczenie. Józef, widząc to promieniowanie, uradował się.
- Nie trać odwagi - rzekł Pan - gdyż moc Boża uratuje cię i zaprowadzi do raju.
Zapytał wtenczas Józef:
- Kim jesteś Ty, który zsyłasz taki blask.
Na to Jezus:
- Jestem Synem Boga i przyszedłem na ziemię, by zbawić grzeszników od potępienia i mąk piekielnych.
- Panie - powiedział wówczas Józef - proszę Cię, byś zmiłował się nade mną. Przez miłość do Ciebie zostałem tu zamknięty i umrę, jeśli mi nie pomożesz! Nie było dnia, bym Cię nie miłował, lecz nigdy nie odezwałem się do Ciebie ani słowem, gdyż nie śmiałem. Nie uwierzyłbyś mi, albowiem zasiadałem w Sanhedrynie obok tych, którzy zgotowali Ci śmierć!
Wtenczas rzekł mu Pan:
- Byłeś wśród moich przyjaciół i służyłeś mi w tym, w czym mogłeś, kiedy Piłat dat ci moje ciało w zapłatę za twoje zasługi. Dlatego będziesz miał pieczę nad dowodem mojej śmierci, a po tobie będą tę pieczę sprawowali ci, którym zechcesz ją powierzyć. Potem Pan ujął kielich, w którym zebrana była Jego cenna krew a widząc to Józef dziwował się wielce, gdyż wiedział, że zostawił kielich w swoim domu. Ale zaraz przyklęknął i wziął kielich z Boskich rąk.
- Józefie - powiedział mu jeszcze Pan - to jest zbawienie grzeszników i ci, którzy naprawdę we Mnie wierzą, będą żałować za swoje grzechy. Ty zaś przez swoją mękę zyskałeś wieczną radość. Za każdym razem, kiedy sprawowany będzie sakrament, będziesz wspominany.
- Panie mój! - wykrzyknął Józef- Tego nie pojmuję. Powiedz, jak to będzie, bym wiedział.
- Józefie, wiesz, że w domu Szymona wieczerzałem z uczniami moimi po raz ostatni zeszłego czwartku. Błogosławiłem chleb i wino, i powiedziałem, że oto spożywają Moje ciało i piją Moją krew. W ten sam sposób będzie odprawiana ta ofiara w najbardziej zapadłych okolicach; kamień, na którym złożyłeś Mnie po zdjęciu z krzyża, stanie się ołtarzem, na którym będą Mnie składać, dokonując mojej ofiary. Płótno, w które Mnie owinąłeś, zostanie nazwane korporałem, ten puchar, w który zebrałeś krew spływającą z moich ran, zostanie nazwany kielichem. Patena, która go przykryje, będzie symbolizować ów kamień, który przywalił mnie w grobie. Tak będziesz wspominany. I wszyscy, którzy będą pili z twojego kielicha, znajdą się u Mego boku i zyskają szczęśliwość. I ci wszyscy, którzy poznają te słowa i wspomną je, będą żyli w cnocie i w lasce Boga.
I dodał Pan:
- Józefie, kiedy będziesz tego potrzebował, Matka Boska da ci dobrą radę i Duch Święty stanie przy tobie. Módl się, Józefie, gdyż odchodzę, a nie zabiorę cię ze sobą. Nie ma na razie powodu. Zostaniesz jeszcze zamknięty tutaj i więzienie będzie ciemne, jak wtedy, kiedy jeszcze do ciebie nie przyszedłem. Nie bój się i nie smuć, albowiem twoje uwolnienie przyjdzie w sposób cudowny i będzie dziełem tych właśnie, którzy cię do więzienia wtrącili.
Tak więc Józef pozostał zamurowany w więzieniu. Był w nim długo i nikt już o nim nie pamiętał, aż pewien pielgrzym, który długo mieszkał w Judei w czasach, kiedy Jezus wędrował po ziemi, powrócił do Rzymu. Opowiadał o ślepych, którzy odzyskali wzrok, ułomnych, którzy chodzili, i bardzo wielu innych cudach, a w tym także o trzech wskrzeszonych zmarłych.
Dokładnie w czasie, kiedy ten pielgrzym opowiadał w Rzymie o tych wydarzeniach, Wespazjana, syna cesarza, dręczył straszliwy trąd; zamknięto go w wieży bez drzwi i okien, tylko ze szparą, do której przystawiano drabinę, by podać mu pożywienie. Zapytano też pielgrzyma, czy tam w tych odległych krajach, można znaleźć coś, co uzdrowiłoby syna cesarza, on zaś odpowiedział, że niedawno, za rządów Piłata został zabity wielki prorok. Wtenczas cesarz posłał swoich posłańców na drugi brzeg morza, by dowiedzieli się, czy to, co twierdził pielgrzym, było prawdą, i by poszukali przynajmniej jakiegoś przedmiotu należącego do owego proroka.
Posłańcom sprzyjał wiatr i przepłynęli morze. Kiedy dotarli do Jerozolimy, kazali zgromadzić Żydów, by zapytać, czy nie ma ktoś przedmiotów, które należały do proroka; minął miesiąc, ale nie mogli niczego znaleźć. Na koniec pewien Żyd wskazał im niewiastę, która miała wizerunek Jezusa.
- Nazywa się Weronika i mieszka przy tej ulicy, gdzie jest szkoła - oznajmił - ale nie wiem, skąd ma wizerunek.
Kiedy odszukano niewiastę, ta zaczęła opowiadać:
- Kazałam przygotować całun i miałam go ze sobą, kiedy napotkałam proroka; ręce miał związane do tyłu i Żydzi prosili mnie w imię Boże, bym moją chustą otarła twarz skazańca. Uczyniłam to bardzo starannie, gdyż był okryty krwią i potem. Żydzi poprowadzili Go dalej, bijąc kijami i znieważając. Szedł i nawet się nie uskarżał. Kiedy wróciłam do domu, rozwinęłam płótno i zobaczyłam, że odbił się na nim ten wizerunek, który i wy możecie oglądać. Chętnie udam się z wami, by uratować syna cesarza, ale nie dawajcie mi ani złota, ani srebra, gdyż wolę umrzeć niż się pozbyć chusty.
Po powrocie do Rzymu posłańcy cesarscy pokazali synowi cesarza chustę i trędowaty został uzdrowiony. Poruszony tym cudem, prosił ojca, by mógł wyruszyć i pomścić śmierć Pana, który go uzdrowił.
- Nie szczędźcie ani rodziców, ani dzieci - zalecił cesarz, dając swoje przyzwolenie.
I Wespazjan wyruszył. Kiedy dotarł do Jerozolimy wraz ze swoimi rycerzami, kazał wtrącić do więzienia wszystkich Żydów i zagroził, że zginą, jeśli nie oddadzą Jezusa żywego. Żydzi powiedzieli, że ciało Jezusa zostało powierzone Józefowi z Arymatei i że nie wiedzą, co ten z nim uczynił. Ale Wespazjan raz jeszcze zagroził im śmiercią, a wtedy jeden z nich powstał i rzekł:
- Czy darujecie życie mnie, mojej żonie i dzieciom, jeśli wskażę wam, gdzie przebywa Józef?
Kiedy Wespazjan obiecał darować mu życie. Żyd zaprowadził go do wieży, w której zamknęli Józefa wiele lat wcześniej, lecz szukali go długo, a nie znaleźli. Wreszcie pomyśleli, że jest może zamurowany w podziemiach wieży.
- Czemu go tutaj zamknęliście? - zapytał Wespazjan.
- Z powodu szalonych rzeczy, które głosił - odparli Żydzi.
- Powiedzcie, czy może być jeszcze żyw?
- Nie wiemy, lecz zda się nam, że nie; zbyt dawno był zamknięty.
- Mógł zachować go przy życiu Ten, który mnie uratował - zauważył Wespazjan. - Jeśli naprawdę Józef został zamurowany za Niego, nie zda mi się możliwe, by Jezus pozwolił na taką śmierć. Chcę rozejrzeć się dokładniej.
Otworzono wtedy podziemia, zajrzeli w ciemność i zawołali Józefa, lecz nikt nie odpowiedział. Żydzi mówili, że byłby to cud, gdyby Józef zdołał wytrzymać tak długo nie jedząc i nie pijąc, bez powietrza ni światła, lecz król nalegał, powiadając, że nie uwierzy w jego śmierć, póki nie zobaczy go na własne oczy.
Zażądał długiego sznura, który natychmiast mu przyniesiono. Raz jeszcze zawołał, ale nikt nie odpowiedział. Wtedy kazał się opuścić na dół, rozejrzał się dokoła a w końcu wydało mu się, że w jednym kącie dostrzega jasność i skierował się w tamtą stronę. Kiedy Józef z Arymatei ujrzał cesarza, wyszedł mu naprzeciw, mówiąc:
- Witaj, Wespazjanie! Kogóż to szukasz?
Wespazjan osłupiał.
- Kto wyjawił ci moje imię? I czemu nie odpowiadałeś, kiedy cię wołałem? I dlaczego tu jesteś? Powiedz, kimżeś jest? Rozkazuję ci!
- Jestem Józefem z Arymatei - odpowiedział cień.
Cesarz, słysząc te słowa, wykrzyknął rozradowany:
- Niechaj błogosławiony będzie Bóg, który cię uratował!
Rzucili się sobie w ramiona, pozdrowili się, ale Wespazjan zaraz chciał poznać imię Tego, który go uzdrowił, i Józef z Arymatei pouczył go o wierze w Chrystusa.

http://www.apostol.pl/czy...i%C4%99ty-graal
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group





Zadaniem Stowarzyszenie Trudnych Małżeństw SYCHAR jest wspieranie rozwoju naszej Wspólnoty
- powstających Ognisk Sycharowskich poprzez m.in. drukowanie materiałów, ulotek...
Pomóż nam pomagać małżonkom, umacniać ich w wierności i nadziei! >>


Błogosławieństwo ks. kardynała Stanisława Dziwisza dla Wspólnoty SYCHAR
Zapraszamy do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rozwód jest potrzebny tylko po to, aby móc bez przeszkód wejść w oficjalny związek z kimś innym
Rozwód nie jest jedynym możliwym zabezpieczeniem | Propozycja odpowiedzi na pozew rozwodowy


"Stop rozwodom" - podpisz petycję !











Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy




ks. Tomasz Seweryn www.ks.seweryn.com.pl 

Rekolekcje ojca Billa w Polsce www.ojciecbill.pl
We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Rodzice wobec rozwodów dzieci - rekolekcje Jacka Pulikowskiego - Leśniów 25-27 września 2009



Tożsamość mężczyzny i kobiety - rekolekcje ks. Piotra Pawlukiewicza - Leśniów 24-26 lipca 2009


Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
.
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej



Stawać się sobą cz. 1



Stawać się sobą cz. 2



Wykład o narzeczeństwie i małżeństwie



Kryzysy są po to, by przeżyć je do końca



Kilka słów o miłości






Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9