Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Rozwód czy ratowanie małżeństwa? - 9 miesiąc separacji

Anonymous - 2012-12-31, 01:46
Temat postu: 9 miesiąc separacji
Witam Wszystkich walczących i ratujących.Trochę odświeżam swoją historię.
Chcę się podzielić z Wami swoimi odczuciami ,co czuję i jakie zmiany zaszły i zachodzą u mnie.Jeszcze jakiś czas temu uważałem,że ta sytuacja to bardzo ciężki krzyż dla mnie,teraz uważam,że jest to błogosławieństwo.Byłem zbyt bardzo krótkowzroczny uczuciowo,tego nie mogę zaprzeczyć,teraz widzę i czuję miłość,dobroć,mam w sobie bardzo dużo pokory.Z wiarą też byłem na bakier tzw wierzący niepraktykujący albo mówiłem,że wierzę w to co widzę...jak bardzo się pomyliłem.Teraz wiem że ta wielka siła która Nas otacza spowodowała,że przez ten kryzys jakikolwiek będzie miał finał jestem innym,lepszym emocjonalnie i uczuciowo człowiekiem.To nic,że żona nie chce,nie kocha,nie wierzy w moją przemianę,nie musi się już starać,że właściwie prowadzi własne życie,że widzi ze się staram,ale ona się już nie zmieni,że żal jej mnie,że chce się w zgodzie rozstać najlepiej rozwodem,że czara się przelała,że wszystko było źle...ważne jest to,że ja transformuję,staram się i jestem lepszym sobą.Chodzę regularnie do kościoła ido spowiedzi,modlę się zawsze za rodzinę,za żonę i dziękuję Bogu,że ich mam pomimo sytuacji.Ja jestem nierozerwalną częścią tej rodziny,jestem przyklejony do nich na stałe i będę bronił jej jak wyczuję zagrożenie i tak się zastanawiam czy ta sytuacja,moja sytuacja jest zagrożeniem?czy żona jest zagrożeniem?Jeżeli będzie brnęła do jakiejś bliższej znajomości z kimś to chyba tak.Jak na razie raczej nikogo nie ma.Wiecznie ucieka do swojej siostry.Ja tak codziennie na nią patrzę,obserwuję ją i czasami wydaje mi się,że to jakaś obca osoba jest....sfrustrowana,biczująca siebie,mnie i rodzinę,próbująca pokazywać wyższość nade mną,próbująca zniechęcać mnie do dalszych działań,izolująca się,przepełniona gniewem i wydaje mi się,że to po prostu sumienie ją opanowało,ta maska...straszne to jest .Na dzień dzisiejszy zacząłem prowadzić życie takiego kawalera,który jak jest poza domem to strasz nie tęskni,marzy i wierzy,a jak jest w domu to czuje się jak trochę odludek i trochę jak człowiek któremu umarła żona.Ale od samego początku towarzyszy mi ten szept,ten głos w głowie....wierz,nie poddawaj się,ratuj,walcz....Ciężko mi na sercu,nie wiem co przyniesie przyszłość ,piękne obrazy tworzą mi się w głowie,a jednoczesnie pełne goryczy,smutku i samotnosci.Ale są dzieci,które bardzo podtrzymują mnie na duchu..są sensem mojego życia.
Ja mam już inną swiadomosć siebie i swoich uczuć i tego będę się trzymał w dalszym swoim życiu.

Anonymous - 2012-12-31, 08:52

Witaj, ja też się tak czuje jakby w moją żonę wstąpiło coś złego. I widzę, że jest Jej ciężko z tym co się dzieje. Plus jest taki, że przed wigilia poszła do spowiedzi. Wcześniej po tym co sie stało wiedziała, że tkwi w grzechu. Zaczęła chodzic do kościoła z mamą, która tego nie robiła od nastu lat.
Dziś mamy iść razem na sylwestra do naszych wspólnych znajomych, wczoraj byłem na obiedzie w domu ...
Jak wracam do "Hotelu mama" to zamykam sie w pokoju i nie mam ochoty z nikim na rozmowę.
Modlę się różaniec w samochodzie, na spacerze, na basenie, podczas biegania i żyję nadzieją...
Ciesz się tym, że jesteś z nimi w domu, bo ja mam teraz problem jak tam wrócić. Żałuję tego kroku, który zrobiłem (dla naszego dobra - Jej życzenie).
Będę się za Ciebie modlił - będzie dobrze :-)

Anonymous - 2012-12-31, 11:47

To u mnie co do kontaktów i wspólnego spędzania czasu to nic takiego nie istnieje.Sylwester oddzielnie - ja będę z dziećmi u sąsiadów,a żona standardowo u siostry.Widzę z twojego opisu,ze uprawiasz sport - to bardzo dobrze.Ja też wziąłem się za siebie między dwoma pracami wkleiłem siłownię i schudłem 10 kg,ale to z nerwów na samym początku.Staram się dbać o siebie.W domu atmosfera dziwna,dzieci trochę rozładowują i wiedzą co się dzieje,ale z racji tego,że jesteśmy wszyscy pod jednym dachem nie odczuwają tego za bardzo,ale wiedzą,że jest coś nie tak.Z żoną w domu praktycznie nie rozmawiam tylko takie chłodne cześć i ewentualnie rozmowa o sprawach bieżących.Wytworzyła taką barierę,że ja też się blokuję.Najlepiej wychodzą nam sms i rozmowy przez telefon.Co do jej wiary to nic się u niej nie zmieniło czyli jak była zagorzałą katoliczką tak od 9 mieś nie uczęszcza do kościoła i usłyszałem,że wątpi w Boga,a moje nawrócenie irytuje ją,wręcz podśmiewa się z tego,że może jakimś kaznodzieją zostanę. Właściwie cała moja przemiana chyba ją irytuje.W oczach jej widzę taką pewność siebie,a jednocześnie błaganie żeby ją ktoś stąd zabrał,ale są dzieci,które bardzo kocha pomimo tego że trochę nerwowa zrobiła się o nich.Stosuję się do wskazówek które dostałem tutaj od wspaniałych ludzi,czyli daję przestrzeń,służę jej pomocą,staram się być odpowiedzialnym ojcem - dzieci bardzo to doceniają,a żonę to denerwuje - Stosuję się też do wskazówek z książki"Miłość potrzebuje stanowczości"Rozdział 14 z niej to wypisz wymaluj moja sytuacja czyli NOWA KOBIETA.
Na nasze tematy nie rozmawiamy na razie(ostatnio ok miesiąc temu)
I boję się żeby nie doszło do sytuacji kiedy ta nasza separacja przejdzie w jakąś normalność,rutynę nie wiem.Będę cały czas pokazywał postawą,że mi zależy na rodzinie,na żonie,ale mam chwile zwątpienia i takiej apatii.Jestem i będę trwał.......z Bożą pomocą.

Anonymous - 2012-12-31, 14:32

Dziękuję wam za te wpisy, cieszę się że nie jestem jedyna samotna w Sylwestra... mam straszny dół od wczoraj. Pojadę na chwilę do rodziców, potem będę w domu z dziećmi. Miło jest usłyszeć że nie tylko ja mam taką żałosną, pogmatwaną sytuację i nie mam normalnej rodziny:(
Anonymous - 2012-12-31, 17:57

Dacie radę, głowa do góry.
Macie dzieci i to jest bardzo ważna kwestia.
Jeśli współmałżonek nie chce przyjąć miłości okazujcie ją dzieciom.
Może druga strona też do tego dojdzie.
Modlitwa, prośba i nadzieja ...
Bóg jest Wielki.

Anonymous - 2012-12-31, 17:58

Cytat:
.Ja tak codziennie na nią patrzę,obserwuję ją i czasami wydaje mi się,że to jakaś obca osoba jest....sfrustrowana,biczująca siebie,mnie i rodzinę,próbująca pokazywać wyższość nade mną,próbująca zniechęcać mnie do dalszych działań,izolująca się,przepełniona gniewem i wydaje mi się,że to po prostu sumienie ją opanowało,ta maska...straszne to jest .Na dzień dzisiejszy zacząłem prowadzić życie takiego kawalera,który jak jest poza domem to strasz nie tęskni,marzy i wierzy,a jak jest w domu to czuje się jak trochę odludek i trochę jak człowiek któremu umarła żona.Ale od samego początku towarzyszy mi ten szept,ten głos w głowie....wierz,nie poddawaj się,ratuj,walcz....Ciężko mi na sercu,nie wiem co przyniesie przyszłość ,piękne obrazy tworzą mi się w głowie,a jednoczesnie pełne goryczy,smutku i samotnosci


Ja dodatkowo wtedy kiedy jestem poza domem układam sobie w głowie scenariusz rozmowy jaka przeprowadzę z mężem. Kiedy wracam do domu scenariusz gdzies ginie w zakamarkach mojej pamięci , paraliżuje mnie lęk, nie potrafię się odezwać z lęku przed odrzuceniem, zignorowaniem słów które z takim trudem z siebie wydusiłam.
Ten szept czy głos...sama nie wiem ...nie wiem

Cytat:
cieszę się że nie jestem jedyna samotna w Sylwestra... mam straszny dół od wczoraj. Pojadę na chwilę do rodziców, potem będę w domu z dziećmi. Miło jest usłyszeć że nie tylko ja mam taką żałosną, pogmatwaną sytuację i nie mam normalnej rodziny:(


Nie jestes jedyna ja Sylwestra spędzam z różańcem odmawianym za lepszy, szczęśliwszy Nowy Rok, oraz...3 psy i ja ;-) Dla siebie mam paluszki i 4 rodzaje krakersików oraz kolę z cukrem ale bez alkoholu. Dla psów psie mleko i kasza lub ryż z ryba i jabłkiem ;-)
Mąż nie wiem co bedzie robił w pokoju obok ale pewnie spędzi wieczór jak zwykle przed telewizorem i z drinkiem w reku :-/

Anonymous - 2013-01-01, 10:28

Dzięki Izka:) Wczoraj odetchnęłam z ulgą jak minęła 12, pierwszy raz od wielu lat Sylwester mnie po prostu męczył i dołował. Jak czytam twój wpis o tym scenariuszu układanym w głowie to wydaje mi się, że rozwiązaniem jest asertywność. Takie przekazanie swoich myśli żeby nie zranić/ rozgniewać drugiej osoby. To jest możliwe, można mówić wszystko tylko trzeba wiedzieć jak to przekazać. Spróbuj poczytać coś lub zapisz się na jakiś dobry kurs asertywności, to naprawdę pomaga w kontaktach z ludźmi. Np. nigdy się nie mówi: ty jesteś taki a taki, ale mówi się: rani mnie to, jak zachowujesz się względem mnie lub w takich sytuacjach. Różnica w odbiorze komunikatu jest ogromna. Nie można dusić złości, żalu w sobie, powinno się mówić o wszystkim tylko właśnie, trzeba wiedzieć jak żeby nie skończyło się awanturą.
Anonymous - 2013-01-01, 12:07

Izka, musisz to zmienić !!!

Moja żona też bała się cokolwiek powiedzieć co Ją dręczy i martwi oraz co w moim zachowaniu jest nie tak.
Facet jest prostej budowy psychicznej.
Jak mu czegos nie powiesz prostymi słowami, to raczej się nie domysli.

Moja żona też nie jest asertywna osobą i to był między innymi punkt zapalny.
Bała się wyrazić swoje zdanie, a ja myslałem, że jak nic nie mówi to jest ok.

On pewnych rzeczy może nie rozumieć bo mu o tym nie powiedziałaś wprost.

Ja tez się wielu spraw nie domysliłem i jestem gdzie jestem, a żona myślała że Jej komunikaty były dla mnie czytelne.

Uwierz w siebie i powiedz spokojnie co Ci leży. Może On pewnych rzeczy nie robi specjalnie tylko sobie mysli, że "robię dla Niej wszystko, pracuję, staram się po swojemu a ciagle jest źle.

Trzymam kciuki i modlę się za Was.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group