Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Kącik psychologiczny - Mam problem. Moje relacje interpersonalne.

Anonymous - 2012-07-03, 17:04

Delirium............ jak kojarzę to jesteś z Płocka lub okolic............. jest w Płocku kapłan:x.Kaniecki.Facet zna dobrze problem nałogu.Zapewne pomoże.
Do tego masz w Płocku kanonizowanego alkoholika :Talbota(Płock-Trzepowo par. św. Aleksego).x.Kaniecki organizuje spotkania trzeżwościowe
delirium napisał/a:
Mam spore problemy z tym kim jestem, jaka powinnam być

no cóż.............. dlatego jesteś alkoholiczką.Bo trzeba było uciekac przed sobą........bo wstyd.....bo lęk.....

PD

Anonymous - 2012-07-03, 20:56

Kod:
[i]Mam spore problemy z tym kim jestem, jaka powinnam być. Nie jaką inni chcieliby mnie widzieć (łapię się na tym), ale żeby jakoś to grało z tym co we mnie, w co wyposażył mnie Bóg jako człowieka, osobę, kobietę. Tu też tkwi problem, jakoś chyba (podobno) mało we mnie kobiecości. może związane rzeczywiście z niskim poczuciem wartości, ale jakoś to we mnie się nie rozwinęło. Jakoś............? Lepiej, bardziej swobodnie czuję się jako......"nijaka" Tak czuję się lepiej, bezpieczniej, nie rzucając się w oczy. Tak..............żeby istnieć skoro już żyję ale najlepiej, żeby inni nie za bardzo mnie zauważali, przynajmniej, żeby................może nie taką jaką jestem? Jakoś jeszcze sama nie do końca to rozszyfrowałam. [/i]


ależ tu duzo mojego hmmm

Anonymous - 2012-07-05, 00:52

Witaj ponownie Renatko.
Wiesz.....jakoś mnie tak zachwyciłaś/poruszyłaś, jakaś takaś mi znajoma (nie wiem jak to okreslić),że wciąz o Tobie myślę.....i....
żeby "odetchnąć",postanowiłam to z siebie "zrzucić" ;-)

Cudzysłów ma znaczenie....żeby nie było,że przez Ciebie nic innego nie robie i się męczę :-P :lol:


Mam problem. Moje relacje interpersonalne.


Twój główny problem(według Ciebie) ..... nieprawidłowe relacje z ludźmi.......brak komunikacji,izolacja,kłopoty w małzeństwie,rodzinie.
Z tym tu do nas przyszłaś,to chcesz zmienić,a właściwie.......nie chcesz,tylko musisz,bo tego oczekuje od Ciebie Bóg,rodzina,tak podpowiada Ci rozum.

Szczytny cel,naprawdę,tylko wiesz co?.......to się może nie udać.
Szansa na zmianę jest i owszem,ale tylko wtedy, kiedy zapragniesz tej zmiany nie tylko ze wzgledu na innych,ale przede wszystkim dla samej siebie.....kiedy zamiast "muszę", bedzie "CHCĘ".

Dziś nie bardzo chcesz,nauczyłaś się żyć nijako,bez emocji,uczuć,w samotności....tak Ci lepiej,łatwiej,bezpieczniej,znajomo,ale....czy dobrze?....czy szczęśliwie?..........hm...

Nie kochana i nie akceptowana przez samą siebie,zniewolona przez włąsne ograniczenia i lęki,zamknieta,odizolowana,otoczona murem obojetności........nie zyjesz,ale....trwasz.

Marnujesz ten wielki dar jakim jest zycie.
Bóg stworzył Cie na swój wzór,dał miłość,wolność,talenty, dał narzędzia.
Dał Ci wszystko co niezbedne,aby ŻYĆ.
Kocha Cię i chce Twego szczęścia,ale........nie zrobi nic bez Ciebie,ani za Ciebie.
Pomoże,wesprze,poprowadzi,ale nie wyręczy.

ON czeka...czeka na Twoje "CHCĘ",a potem dalej RAZEM....TY i ON

Daliście rade lata temu(przestałaś pić) ,dacie i teraz.

Jest tylko jeden warunek....musisz CHCIEĆ.

Czy chcesz?........tego właśnie nie jestem pewna.
Raz...niby coś tam chcesz,innym razem,że nie.....że w zasadzie dobrze Ci jak jest.
Nie chcesz sie prawdziwie komunkiować, nie chcesz do ludzi i z ludźmi....a niech mi wszyscy świety spokój dadzą.

Piszesz.......Mam spore problemy z tym kim jestem, jaka powinnam być. ......

No właśnie....i moim zdaniem tu jest źródło wszystkich innych problemów....tylko
...jak chcesz sie dowiedzieć kim jesteś,kiedy tak sama siebie "zniewoliłaś"???

Póki nie zburzysz tego muru,nie uwolnisz uczuć i emocji.....nie dowiesz się.

Tłumienie uczuc i emocji to najgorsze co możesz dla siebie i innych zrobić.
Nie wiem ile czasu,lat tak działasz,ale na dłuzszą metę zwyczajnie sie nie da.

Tez próbowałam pobić rekord....do czasu.

Może Ci sie wydawać,że dajesz rade,bo egzystujesz jeszcze.......jeszcze!!!.
"Żyjesz"/egzystujesz se "spokojnie" w swojej samotni,nie płaczesz,nie złościsz sie,nie krzyczysz,pracujesz, dziećmi jakoś się zajmujesz ........ na pozór "ok".........bo.....zrzera Cię po cichu,od środka.
.....a to głowa boli,a to serducho,czy żołądek niedomaga, a to w krzyżu strzyknie,a to spać sie chce,albo przeciwnie nie mozna,a to pamieć zawodzi,a to sił i chęci brak...............itp...itd.

Ks. Marek Dziewiecki pisze......
Emocje to wewnętrzny przyjaciel, który mówi nam prawdę o nas samych i o sytuacji, w której się znajdujemy.
.....są cennym darem od Boga. Darem, który umożliwia nam dostęp do prawdy o naszym życiu...... są nie tylko źródłem informacji. Niosą ze sobą także energię i motywację do działania.


........tak wyrywkowo tylko.....całość tu....http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/ID/md_0310_emocji.html

Przemyśl,poczytaj....masz jeszcze ...

http://pierzchalski.eccle...09-01&sz=&nr=87
http://pierzchalski.eccle...7&id=07-01&t=29
http://pierzchalski.eccle...9-01&sz=&nr=169
http://pierzchalski.eccle...d=09-01&sz=&a=5
http://www.deon.pl/religi...-wole-boza.html

....i wiele wiele innych.....szukaj.

Dzisiaj jestes jak ta napompowana piłka,którą usilnie próbuje sie wcisnąć pod wodę.

Renatko....nie jestem wszechwiedząca,nie wszystko wiem,nie znam się....nie znam Ciebie i nie muszę mieć racji.
Próbuje sie utożsamić,coś wydedukować na podstawie Twego pisania....korzystam tez z własnych doświadczeń....tyle.
Możesz wziąć pod uwage,ale nie musisz.


Teraz trochę z cytatami.....

Fajnie być w gronie fizycznych osób, którzy ........................... Po prostu móc być. Móc być sobą. To, co mówil Nalóg. Nie pytają.................................Siedzisz sobie, jesteś, możesz być, masz prawo być jaki jesteś.
W domu wśród swoich nie mam takiego "luksusu".

....a czy sama sobie ów luksusu nie odebrałaś?

Dzieciństwo mam przerobione. Juś mnie nie trzyma. Wydawało się, że wszystko będzie O'key, na prostej drodze, postarać się i będzie robiło się lepiej .A tu...........okazuje się, że guzik z pętelką.
Myślę, że zostało mi do przerobirnia moje małżeństwo. Też było sporo sytuacji nieciekawych, na które też złożyły się różne aspekty
1. osoba męża, jego też traumatyczne przeżycie z dzieciństwa (i nie tylko)
2. moja osoba. Teraz dzieciństwo mam przerobione, wtedy byłam jeszcze bardziej emocjonalnie niedorozwinięta. W ogóle na poziomie nimowlaka i to poranionego.
Z czynś takim nie mogło się udać.
Dlatego tyle potwornych upadków i sięgnięcie "dna"
Teraz z wielu rzeczy wyszłam zupełnie całkowicie, ale................te nieszczęsne doświadczenia z okresu małżeństwa, chyba na razie są nie do pokonanoe.

...a moim zdaniem,to nie małżestwo masz do przerobienia,ale........okres długo, długo przed.

Ktoś,lub coś przyczyniło się do tego jaka jestes. ....... ukształtowało tak a nie inaczej.
Coś skrzywiło rzeczywistość, obraz siebie.....spowodowało,że mówisz o sobie....słabeusz,nieudacznik.....nie umie, nie potrafię, nie dam rady....nie warto,bo i tak bedzie źle.....jestem gorsza.....itp

AA tak, super, na bieżąco i to żeby poczuć się dobrze między ludźmi, zroumienie ale muszę "przerobić' historię swojego małzeństwa, żeby..............móc iść dalej, umieć sobie radzić z sytuacjami codziennego dnia, a nie zwiewać, chować głowę w piasek. trwać.........................w .................beznadziejności?

....po raz kolejny i któryś już tam....."przekonujesz"...nas,siebie(nie wiem) ,że dzieciństwo już przerobiłaś i że małżeństwo do przerobienia zostało.
Jestem innego zdania,a dlaczego?

dlatego.....

Chcąc przebaczyć mężowi miałam między innymi wypisać na kartce to co dobre w moim mężu. I............przypomniało mi się, że na początku wieloma umiejętnościami mojego męża byłam zachwycona. I w ogóle nim, jak sobie radzi (wtedy radził) w życiu pomimo inwalidztwa.
Teraz, przypomniało mi się to co mu kiedyś powiedziałam,.................że........(jest taki fajny, wspaniały, tyle potrafi - chodzi o sens)..........dokładnie nie pamiętam, i że gdyby był zdrowy, nie inwalidą to w ogóle nie chciałby zwrócić na mnie uwagi, na pewno nie chciałby być ze mną. Że nie dorastam mu do pięt. Wtedy chyba zaprzeczył, ale ja nigdy w to nie uwierzyłam.


.....i na tym koniec....narazie...może :-)

[ Dodano: 2012-07-05, 01:55 ]
Ps.

Zapomniałam.....to jak zyjesz,jak sie czujesz....typowe oznaki depresji.
Tak na marginesie.

Anonymous - 2012-07-05, 11:00

Witam!
Lena, dzięki, że napisałaś. Poruszyłaś mnie trochę, moje emocje. Po przeczytaniu gdybym miała coś powiedzieć chyba głos by mi trochę drżał. Biesamowita życzliwość z TWOJEJ STRONY a przeciać wcale mnie nie znasz.
Rzeczywiście moim podstawowym problemem jest nieumiejętność życia i nieprawidłowe relacje z ludźmi (albo odwrotnie). Jedno z drugiego wynika albo w jakiś sposób się wiąże.
Wiele z tego co napisałaś jest prawdą.
Zastanawiam się KIM JESTEŚ Z ZAWODU, - i - albo - JAKIE MASZ DOŚWIADCZENIE w..................pracy z człowiekiem?
Rzeczywiście, chcę zmienić się przez rozum. Może nie tylko bo trzeba, bo dla swoich itp. Również chciałabym dla siebie. Przez rozum, który mi podpowiada, że warto.
Że nie chcę? Bardziej, że nie potrafię chcieć, to mnie przerasta. Ba, nawet nie potrafię się poddać jeśli coś zaczyna się dziać. Tak dzieje się na AA. Na początku jakbym się............otwierała, ale jakoś znów zblokowałam się, jestem, ale bardziej..............rozumowo. Chodzę, mam postanowienie, że będę chodzić prawie zawsze, ale............zauważyłam, że czasami zaczynam się nudzić. Niby coś powiem o sobie, ale jednak się blokuję. Masz rację, że to jest mi swoiskie, znajome, czuję się dobrze bezpiecznie. I to nie to, że nie chcę inaczej. To inaczej zupełnie mnie przerasta, jest nieosiągalne, ba, myślę, a nawet jestem pewna, że mogłoby mnie zabić.
Na którymś spotkaniu na AA powiedziałam, że zbyt raptowne otwieranie się na człowieka zabiłoby mnie. I...........chyba jakoś wycofałam się z tego otwierania się. Dlaczego? to nie świadomie czy z rozmysłem. Inaczej nie potrafię, gdzieś wystraszyłam się tego co zaczynało się we mnie dziać. To ponad moje siły, możliwości. Zaczynałam "wariować" gdzieś w środku.
Jeszcze coś napiszę. W maju byłam w Gorzkowicach na Mszy św, z modlitwą o uzdrowienie. Prosiłam o................miłość w moim sercu, to żebym umiała kochać (jedyne co przyszło mi do głowy, myślałam, że najważniejsze, pojechałam głównie z moją córką i nie myślałam, żę mogłabym coś dla siebie chcieć. Musiałam szybko pomysleć.).
I.............gdy modlili się nade mną wzięło mnie na atak śmiechu. Ksiądz powiedział, żebym się temu poddała, ale nie potrafiłam, wystraszyłam się. To było silniejsze ode mnie. Jakaś wewnętrzna reakcja, że tak nie wypada, żebym ryknęła śmiechem. I........zblokowałam się, jakbym przestała odczuwać. Potem bardzo się źle z tym czułam, żałowałam, że zmarnowałam coś co Bóg chciał mi dać ale..............taka reakcja była silniejsza ode mnie.
Napisałaś, że w takiej swoistej izolacji czuję się pewniej, jest mi znajome. I owszem. Ale nie tylko o to chodzi. Inaczej nie dałabym rady żyć. Nie potrafiłabym w ogóle funkcjonować. Czy przeżyłabym chociaż jeden dzień? Nie jestem tego pewna. Chyba musieliby mnie zamknąć w wariatkowie i zaaplikować jakąś bardzo silną dawkę uśmierzającą tak, żebym nie miała możliwości nic myśleć ani czuć, ani rozumieć. Żeby.....................wykluczyć mnie ze społeczności żyjących, bo nie nadawałabym się do tego. A chyba nie o to chodzi. Może nie najciekawiej wygląda to moje życie, ale myślę, że całkiem znośnie i......................może nie idealnie, ale coś tam moje dzieci ode mnie korzystają. jestem z nimi. Jakoś wywiązuję się z tego co powinnam im dać. Nie najlepiej, ale najlepiej jak potrafię.
Czy marnuję dar życia? W pewnym sensie może tak. Ale żyję najlepiej jak potrafię, na ile mnie stać. I...................chociaż może tego nie widać to PRACUJĘ NAD SOBĄ. Bóg widzi na ile. On wie jak się to ma do moich możliwości. Dlatego jest cały czas ze mną i bardzo mnie wspiera.
Co do Boga, że pomoże wesprze. Wiem. Jestem przekonana. Pewna, że na nim można polegać. ale....................tak naprawdę, chyba tylko na Nim. Dlatego tak wiele mi się już udało i nadal "udaje".
Ale....................wybacz. Co do relacji z ludźmi. Tego nie jestem w stanie zbudować z Bogiem, nawet przy jakiejś tam pomocy ludzkiej. Bo to właśnie relacje z ludźmi mam zaburzone. Moja relacja z Bogiem jest.?????????????????? Może trudno samej obiektywnie to ocenić, ale całkiem dobra. Może.....................nie do końca potrafię całkowicie............polegać?..................oddać wszystko i nie martwić się.............? Ale i to powoli się staram.
To wcale nie takie proste, nawet jeśli "chcę".
W domu..............raczej wsparcia w tej kwestii nie będę miała. Owszem dorosła córka z chęcią by mi pomogła. Pewnie na drugą też mogłabym liczyć, ale ona jest w okresie dojrzewania, przecież nie będę obciążać dzieci. Ta dorosła...................sama ma bardzo dużo problemów. Chłopcy? jeszcze młodsi. Bez sensu.
Czy wyobrażasz sobie poprawę relacji z ludźmi, jeśli nie masz nikogo z kim te relacje możnaby naprawić? Tak naprawdę, żeby były blisklie? To jakaś paranoja. Obłęd.
Pisałaś o przerobieniu mojego życia.
Chodziło mi, że mam przerobione od strony grzechu i przebaczenia. jakbym wyszła na prostą przed Bogiem. Ale nie wiem czy na pewno to już prosta.
Co do uczuć? emocji? To trudne. Sama nie wiem, nie jestem pewna czy coś było ruszane, czy zupełnie nie.
Co do tego od kiedy żyję w izolacji, czy mam problem z kontaktem z ludźmi.
OD ZAWSZE.
W większym lub mniejszym stopniu, ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek była sobą czy dobrze się ze sobą czuła w swoim towarzystwie. Tak się z tym zrosłam jakby to była moja natura, jakby tylko tak było możliwe, jakby tak było prawidłowo.
Trochę nie masz racji co do bezsenności, płaczu.
Kiedyś płakałam jak nie mogłam sobie poradzić................itp, nawet dużo, zwłaszcza jak miałm jakiś konflikt z drugim człowiekiem. Ale .to już przeszłość. raxczej nie zdarza mi się płakać. Podobnie nie ma problemów ze snem. Jakoś wyćwiczyłam się, że gdy mam problem, głowa do poduszki, myśl, że muszę się od tego oderwać 1,2 minuty i śpię.( może trochę przesadzam, ale po 5 minutach z reguły śpię). Taka obrona organizmu, psychiki. Może nawet często nie myślę, ale gdy pojawia się problem, to robię się tak bardzo śpiąca, że sobie z tym nie radzę i muszę położyć się spać. Na? 1 godz. a nawet 1,5 czy 2. Taka obrona organizmu, żeby nie dać się wykończyć. Jest we mnie taki priorytet, że pomimo lekko zaangażowanego wieku mam bardzo młode jeszcze dzieci i nie mogę dać się wykończyć bo jestem im bardzo potrzebna. ( Najmłodszy ma dopiero 11 lat)
Podobnie nie ma bólów głowy. Zdarzają mi się naprawdę sporadycznie. Dawno temu tak. Ale przez kilka lat nie bolała mnie głowa. W ostatnim roku zdarzyło mi się 2 czy 3 razy. Jak byłam przemęczona z jakiegoś powodu.
Wydaje mi się, że teraz już nic nie może mnie zniszczyć. Zwłaszcza zewnętrzne sytuacje. Po prostu wszystko po mnie spływa.
Nie znaczy, że zupełnie. Czasami coś mnie denrwuje, jest ciężko czy coś w tym stylu. Ale wydaje mi się, że już nie na tyle, żeby mogło mnie zniszczyć, żebym nie dała sobie rady.
Ale.....................................bliskośc drugiego człowika (myślę, że) bardzo szybko mogłaby mnie całkowiecie pogrążyc. i to do...................nieuratowania.
Może dlatego taka obrona organizmu, że się nie daje otworzyć. Po prostu nie mam do tego..................? warunków, możliwości. I w ogóle.......................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................to co "przrobione" nie nadaje się, żeby o tym pisać.
Pozdrawiam

Anonymous - 2012-07-05, 23:59

Zastanawiam się KIM JESTEŚ Z ZAWODU, - i - albo - JAKIE MASZ DOŚWIADCZENIE w..................pracy z człowiekiem?

...hm.....czasem szewc bez butów chodzi,a psycholog u kolegi na kozetce leży ;-)

Byłam sprzedawcą, referentem,sekretarką,potem rencistką.....od lat nie pracuje.
Nie mam tez żadnego doswiadczenia,no chyba,ze....własne.

Tak naprawdę Renatko,to ja niczego nowego nie napisałam,nic ponad to co czego byś Ty sama nie pisała i nie wiedziała.
Tak ...myślę,że wiesz,znasz teorie,a praktyka?......no cóż...nie od razu Kraków zbudowano.

Mój post....jakies poruszenie....emocje.
AA....j.w.
To już coś :)....a ,że za moment ponowne zamknięcie?.....CZAS...

Wystraszyłaś się...podobnie jak dziecko stawiające pierwsze kroki....1 kroczek,drugi kroczek,ekscytacja i.....pośladki.Nawet fajnie było,ale......bolało.Wycofanie i znowu......1,2,3 kroczek,wieksza ekscytacja i.......pośladki....ała...itd...itd...itd.....coraz bardziej do przodu.

Renatko...byłam jak Ty....a w kazdym bądź razie podobna.
Wystarczająco oberwałam od życia....."musiałam" się zmienić.
Na poczatku było "muszę"........dla dzieci,ale...... i "chcę" w końcu przyszło.

....a wszystko zaczęło sie tu.

Pisałaś o przerobieniu mojego życia.
Chodziło mi, że mam przerobione od strony grzechu i przebaczenia. jakbym wyszła na prostą przed Bogiem. Ale nie wiem czy na pewno to już prosta.


...a no właśnie....wyznałaś i zostało ci przebaczone...z Bogiem ok i świetnie,ale co ze sobą?

Co do tego od kiedy żyję w izolacji, czy mam problem z kontaktem z ludźmi.
OD ZAWSZE.
W większym lub mniejszym stopniu, ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek była sobą czy dobrze się ze sobą czuła w swoim towarzystwie.

Czy od zawsze?....niesądzę, raczej ......od "wtedy".......
Dla mnie nieważne,dla Ciebie jak najbardziej.

Wybierałaś sie do psychologa....byłaś?

Ps.
Cieszę się,że nie boli Cie głowa,ale.....tak naprawdę nie o nią chodziło :-D

Pozdrawiam i więcej wiary w siebie zyczę.



aaa....i nie czuj sie zobowiązana do odpowiedzi...nic nie musisz.
Pisz co i kiedy chcesz......czytaj,analizuj i czep jak najwięcej dla siebie

Anonymous - 2012-08-21, 10:47

Witam!
Dawno nie pisałam. Chciałabym dużo, bardzo dużo. Nie mam pojęcia czy wyjdzie mi cokolwiek sensownie. trudno.
Coś się we mnie dzieje.
To chyba pod wpływem Mirki. Jej szczęścia.
Cieszę się, że Jej się udało. Mirka, naprawdę się cieszę. Ale też.....................potwornie zazdraszczę.
Myślę, że nie zazdrością chorą. Ale taką.................., że też tak bym chciała. Wierzyć. Dążyć. Mieć nadzieję, że kiedyś może być naprawdę dobrze.
Myślałam, chyba nawet byłam pewna, że wierzę, staram się, modlę itp.
Ale teraz dotarło do mnie coś zupełnie innego. Może czułam to wcześniej, ale jakoś się do tego nie przyznawałam.
W moim pojęciu może będzie u nas kiedyś w miarę dobrze, dobrze,.....................bardzo dobrze? ................ tak w pojęciu czysto ludzkim?..............Ale tak, żeby wszytsko, razem i z Bogiem?................To całkowicie przerasta moje możliwości wyobraźni. Nie potrafię nawet myslęc, że byłoby możliwe za mojego życia.
Może brak ufności Bogu? Może.....coś z depresji, była tak sugestia. A może.................?
Gdzieś w moim bardzo mocnym przekonaniu dobrze będzie tylko wtedy gdy będę bardzo silna. Bogiem. Ale..................jesli coś z mojej strony będzie nie tak, z czymś nie będę sobie radzić to wszystko się zawali, legnie w gruzach.
Może to chore myślenie. Ale na razie nie potrafię inaczej.
Może też dlatego wiele spraw zawalam.
Pozdrawiam.

[ Dodano: 2012-08-21, 12:03 ]
Jeszcze dodam. Nie wiem czy potrzebnie.
Może.......?jednak ludzie mają jeszcze zbyt duży wpływ na mnie? zwłaszcza kiedy są blisko?
Nie daję się, ale chyba nie potrafię jeszcze sobie z tym radzić. Za mało Boga! Zaufania, powierzenia się....itp!
Jest u nas coś takiego jak przemoc ekonomiczna. Może dzieje się lepiej, jakby...........mąż starał się..................Bóg działał.
Ale gdzieś w rozmowie padło zdanie "jak sobie nie radzisz to się powieś"
Może nie całkiem na poważnie. I starałam się tego tak nie traktować.
Ale jak jakiś zły omen. Gdzieś utkwiło. "Owocuje" Że to co dobre, to tylko pozory.
Jak wierzyć?

Anonymous - 2012-08-21, 11:14

Nad takim tekstem to tylko wypowiedzieć Błogosławieństwo łamiące przekleństwo.

Postawić Krzyż Chrystusowy między tymi słowami a nami .

Pogody Ducha

Anonymous - 2012-08-21, 11:25

Mąż naprawdę ostatnio bardzo się stara. Myślę, ża nawet Przekracza siebie.
Ja.......też się staram.
Tyle...............,że chyba bez wiary. Albo z bardzo małą. Taką przez rozum.
Sercem nie umiem wierzyć.
Czasami mi się udaje.? Chciałabym. Zdarza mi się tak myśleć.
Ale chyba nigdy na poważnie nie wierzę.
Świadczą o tym moje reakcje. Decyzje. To co robię bez zastanowienia. Odruchowo. Chyba (prawie) zawsze jest na "nie".
Trochę przynudzam. truję.
Zbliża się początek roku szkolnego. Wydatki. Nawet dzieci martwią się czy będą miały wszystko co potrzeba. Ja też się martwię.
Mam sporo długów. Ila mąż sfinansuje dzieci? Czy się dogadamy? Jak mądrze postepować?
Bardzo mnie to przytłacza.
Do tego stopnia, że chociaż jest między nami lepiej, to ja myślę o seperacji. Takiej nieformalnej. Od poniedziałku do piątku. Że byłoby lepiej. Lepiej radziłabym sobie.
Chyba były "informacje" od Boga, że może być dobrze, że Bóg się tym zajmie. prosiłam. Ale i tak nie wierzą. Nie potrafię się z tym uporać. Ciągle wraca.
Czy to rzeczywisty problem, czy wyolbrzymiony przeze mnie? Tego nie wiem.
To tak tylko. Chciałam sie wypisać. Nie daję sobie rady.

[ Dodano: 2012-08-21, 12:29 ]
Mirka dzięki!

Anonymous - 2012-08-21, 13:10

jak dobrze,że znów piszesz delirium , brakowało mi Twoich wpisów :)

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group