Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Wigilijne Świadectwo Niepoprawnej
Autor Wiadomość
Niepoprawna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-24, 12:18   Wigilijne Świadectwo Niepoprawnej

Pewnie wielu z Was mnie nie kojarzy. Na forum bywałam niewiele, nie udzielałam się za bardzo w wątkach. Ale dzisiaj chciałam się podzielić nadzieją z tymi, u których tli się jej jeszcze mała iskierka.
Historia banalna. Osiem lat związku, następnie ślub i żyli długo i szczęśliwie... do czasu. Dwa lata później coś się zmienia. Małż chodzi jak struty, odezwać się nie można, bo słychać tylko krytykę. Przed Bożym Narodzeniem mamy poważną rozmowę - dowiaduję się, że zastanawia się nad odejściem. We mnie jakby piorun strzelił, od tego czasu zaczynam czuć się jak we śnie. Nic nie jest rzeczywiste, nie trafia do mnie, że to może być prawda. Że on, mój najlepszy przyjaciel, człowiek z którym chciałam się zestarzeć ma inne plany. Postanawiam walczyć. Znajduję to forum, staram się być miła, uśmiechnięta, idealna - ale trochę trudno ze świadomością, że on już mnie nie chce. Mieliśmy poczekać pół roku z decyzją, ale nie wytrzymałam. W międzyczasie dowiedziałam się, że jego uczucia skierowane są do kogoś innego. Życie stało się nieznośne, męczyłam się, szarpałam, chociaż to nie przynosiło rezultatów. Miałam dosyć kłamstw, bycia tą niedobrą. Dałam mu miesiąc na decyzję, mając nadzieję, że to zmusi go do przemyślenia. Oczywiście nie poszło po mojej myśli. Pod koniec lutego się wyprowadził.
Nie dałam za wygraną. Zaglądałam na forum, czytałam masę książek. Pomagało to w chwilach, kiedy chciało się tylko wyć. On coraz bardziej ograniczał kontakty. Miałam nadzieję, że chociaż Wielkanoc spędzimy razem, ale nie wyszło. Jeszcze czasem zdarzały się krótkie przebłyski sympatii z jego strony, które podsycały iskierkę nadziei. Zgasła ona pewnego dnia, kiedy przez telefon powiedział mi, że odnalazł miłość swojego życia, chce się z nią ożenić, mieć dzieci i jak najszybciej potrzebny mu rozwód. Wtedy coś we mnie pękło, ale byłam już tak "oczytana", że przestałam się szarpać. Poprosiłam tylko o czas na decyzję. Miał się odezwać za dwa miesiące.
W tym czasie wszystko totalnie się zmieniło. To znaczy ja się zmieniłam. Poznałam wspaniałych ludzi, odświeżyłam stare przyjaźnie. Każdy dzień był przygodą. Widziałam piękno wokół mnie, byłam szczęśliwa. Małżowi dałam całkowity spokój - żadnych telefonów, smsów, totalnie nic. Pogodziłam się po prostu z końcem naszego związku. Nawet zaczynałam chcieć mieć to wszystko już za sobą, zacząć układać życie od początku. Spotkaliśmy się raz - podrzuciłam mu jakieś rzeczy. Pogadaliśmy 2 godziny w samochodzie, było nawet ok, trochę jak za dawnych czasów. Dwa tygodnie później zadzwonił. Głos miał smutny, chciał się spotkać. Byłam właśnie na ognisku z przyjaciółmi, ale zaproponowałam, że podjadę na pół godzinki jeśli ma taką potrzebę. Okazało się, że ma wątpliwości. Panienka oczywiście zrobiła go w trąbę i zaczął tęsknić za starą poczciwą żonką, której może ufać. Byłam w szoku. W tym momencie już tego nie chciałam. Pragnęłam, aby dał mi spokój. Powiedziałam mu, że nie zamierzam być jego pocieszycielką, ale jak chce się od czasu do czasu spotkać to ok. I potem już poleciało - ślub kolegi, wyjazd w bieszczady. Zaczęliśmy się znowu sobą cieszyć. Po trzech miesiącach wrócił do domu. Jak jest? Na pewno lepiej niż kiedyś, oboje czegoś się nauczyliśmy, zaczęliśmy bardziej świadomie przeżywać życie. Wierzymy, że będzie dobrze i staramy się żeby tak było.
Wiem, że miałam szczęście. Mój aniołek czuwał nade mną przez ten cały czas (i nadal czuwa) i powolutku siał dywersję w szeregach wroga. Ale tak jak tu piszecie - ode mnie już nic w tej kwestii nie zależało. Ja zajęłam się tym, czym mogłam sobą, swoim życiem. Zmieniłam to co było w moich kompetencjach. Dlatego proszę was wszystkich - odpuśćcie czasem - przestańcie się szarpać, myśleć, kombinować. Zacznijcie żyć, zacznijcie być szczęśliwi pomimo. To działa. Tak czy inaczej wygracie. Jeżeli nie swoje małżeństwo, to przynajmniej siebie.
Życzę wszystkim cieplutkich świąt i słówko na Nowy Rok - spełniajcie swoje marzenia.

Pogody ducha
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-24, 19:58   

Niepoprawna

jednak coś poprawiłaś w swoim życiu :lol:
super , gratulacje

Tak , żyć by być szczęśliwym . Żyć każdego dnie pełnią życia i za wszystko dziękować Panu.
Siedzę po kolacji wigilijnej w otoczeniu moich cudownych córek , śpiewamy kolędy , gramy w gry planszowe. A o północy - Pasterka .
Ach , Panie , życie jest takie cudowne - choć w oczach łza się kręci , że męża zabrakło za stołem . Może za rok Pan sprawi ten cud.
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-24, 20:02   

Niepoprawna, to piękne świadectwo!!! :-D
Niech Was nieustająco otula miłością Nowonarodzone Dzieciątko Jezus! :-D
 
     
Agnieszka_ns1
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-27, 23:13   

I teraz chciało by się powiedzieć...i będą żyli długo i szczęśliwie. Też tak bym chciała ale... nie mamy dwóch lat stażu tylko 17 plus 3 przed, i mamy dzieci, i w każdym z nich widzę cząskę jego, i nie potrafię się zdystsansować. Jest z nami... ale na jak długo to mi wystarczy? Czasem wydaje mi sie, że gdyby odszedł to miał by szansę nas docenić. Może się mylę... Zyję bo muszę ale każdego dnia jest mi trudniej. Nie moge sie uwolnić...
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 08:26   

Agnieszko - może załóż własny wątek? opisz szerzej, co czujesz? Łatwiej będzie coś Ci doradzić, podzielić się nadzieją :-)
 
     
ak70
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-05, 10:28   

Niepoprawna... pamiętam Twoje posty pełne łez, rozpaczy i bólu. Cieszę sie bardzo!! Mądra z Ciebie kobietka, potrafiłaś puścić w odpowiednim momencie i... opłaciło się, poskutkowało... ja popełniłam błąd, nie znałam jeszcze, niestety, tego forum :-(
Teraz, dziś, zrobiłabym inaczej w tamtej sytuacji, ale cóż: nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki.

Dziękuję Ci bardzo za to świadectwo. Kiedy je przeczytałam poczułam, że to działa, to może sie udać, jeśli ktoś kocha, jest konsekwentny, stanowczy i mądry.

Pozdrawiam Cie/Was serdecznie w Nowym Roku i życzę umacniania miłości, budowania relacji i samych szczęśliwych dni na resztę nowego życia :-)
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-05, 10:57   

Niepoprawna............ tak 3-maj.......i nie zapminaj ,że nic nie jest dane nam na zawsze.
Jak ognisko musi byc podtrzymywane tak i komunikacja małzeńska to nieustanna praca.
Dbajcie o komunikację i ............... jedżcie na SPOTKANIA MAŁŻENSKIE...... aby ugruntować to co po apogeum kryzysu.
Bo małżeństwo to jeden ciągły kryzys................ tylko jego natężenie i amplituda jest różna.
Mam wrazenie że Ty Niepoprawna nalezycie zrozumiałaś Modlitwę o Pogodę Ducha.
Ak70............... polecam tę modlitwę.
Pogody Ducha
 
     
ak70
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-05, 11:11   

Nałóg... stosuję. Codziennie, a nawet kilka razy dziennie... tylko problem z zastosowaniem. Mam jednak nadzieje, że na wszystko przyjdzie czas.
Pozdrowienia z Nowym Rokiem. Pogody Ducha :-)
 
     
artuana
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-09, 14:41   

Niepoprawna,
naprawdę miałaś dużo szczęścia, że jesteście razem.
Niewiele jest tu na forum takich świadectw.
Pomimo starań zdradzonych małżonków o odbudowanie małżeństwa, modlitw, zmian siebie, "otwarcia klatki" nie widać żeby zdradzacze wracali.

Zwróciłam uwagę na jedno zdanie, które napisałaś:
"....Panienka oczywiście zrobiła go w trąbę i zaczął tęsknić za starą poczciwą żonką, której może ufać..."

A jeśli panienka nie zrobiłaby go "w trąbę" to .... wróciłby do Ciebie?
:oops:

Zyczę Ci wszystkiego najlepszego, ale nie "spocznij na laurach". Tak, jak napisał Ci Nałóg: Spotkania Małżeńskie, czy inne rekolekcje dla małżeństw, stała komunikacja małżeńska i ...ograniczone zaufanie ( po zdradzie raczej nie może być inaczej).
 
     
w.z.
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-09, 16:26   

artuana napisał/a:
i ...ograniczone zaufanie


A czy to wtedy jeszcze jest miłośc? Moim zdaniem Niepoprawna powinna ufac, a z drugiej strony trzymac się tej postawy jaką wypracowała w sobie w kryzysie. To nie wyklucza wcale zaufania. To jej postawa m. inn. spowodowała, że mąż wrócił. I warto dalej pracowac nad sobą, nad związkiem. Tak jak pisze nałóg - małżeństwo to nieustanny kryzys. Moim zdaniem ten kryzys bez Boga jest bardzo trudny do przejścia.
 
     
artuana
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-09, 18:00   

w.z.
o ograniczonym zaufaniu wspomniałam dlatego, że zrozumiałam iż mąż Niepoprawnej wrócił głównie dlatego, że ".... panienka zrobiła go w trąbę".
Czyli najpierw panienka go zostawiła i mąż przypomniał sobie, że ma jeszcze żonę, do której może wrócić.
Może źle to odczytałam, może mąż Niepoprawnej sam chciał zakończyć zdradę i wrócić do żony, bo zrozumiał swój błąd ?
Jak było naprawdę wie chyba tylko on sam.

Ale na pewno praca nad związkiem w bliskiej łączności z Bogiem jest teraz niezbędna.
 
     
lodzia
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-09, 22:40   

nie da się niezaufać... trzeba udać że nasi najbliżsi są szczerzy. U mnie wiele złego sprawiło to że dałam sobie wmówić "pewnym osobą" że mam nie udać mężowi. Myślę, że kiedy bym mu zaufała i posłuchała w przeszłości wiele kłopotów by nas ominęło... Teraz ufam i słucham tego co mówi i nie daje się wkręcać:) że mam nie udać

[ Dodano: 2010-01-09, 22:49 ]
zamiast słowa "udać" miało być oczywiście "ufać"-coś mi przeskoczyło podczas pisania
 
     
w.z.
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-09, 23:06   

Lodziu, mi też przyjaciele mówili żeby nie ufac. Że jak żona wróci to tylko po to by mnie do końca zniszczyc, ale ja inaczej nie potrafię, albo kocham, albo nie. Faktem jednak jest, że gdyby moja żona nie nawróciła się, dopingując mnie tym samym do mocniejszego zaufania Bogu, to różnie by się to mogło skończyc. Warto ten czas, który Pan nam dał wykorzystac na rekolekcje, spotkania małżeńskie itp.. Bo sama "wiara bez czynów jest martwa", a Bóg chyba od nas oczekuje pracy nad małżeństwem. Nam niestety jest trochę trudno przy trójce małych dzieci, bo już zdarzało się nam, że ksiądz nas wyprosił z rekolekcji ponieważ mu dzieci przeszkadzały, ale akurat nas to nie zraża ;).
 
     
JAPI
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-17, 20:56   

Hej Niepoprawna !
Ja też miałem tutaj kiedyś swój czas i swoją walkę. I też odpuściłem, niestety dopiero po rozwodzie. I dzisiaj też odnalazłem się choć nie powiem żebym tętnił szczęściem. ALe Twoja historia może naprawdę dawać siłę ! Ja niestety nie doświadczyłem takiego szczęścia. Przed chwilą pożegnałem Synka który był u mnie cały weekend i wsiadł do samochodu z moją Żoną i jej kochankiem. I tym bardziej miło mi przeczytać że komuś się to inaczej ułożyło.
Wlałaś mi do serca wiele optymizmu, dziękuję ! :-)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 11