Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: administrator
2006-05-26, 13:27
Dobre książki
Autor Wiadomość
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-29, 22:43   

Chciałabym Was prosić o to, żebyście znaleźli mi odpowiednie fragmenty Bibli, w których jest mowa, że człowiek tu szczęśliwy na ziemi (nie krzywdzący innych!) nie może trafić do nieba. Czyżby ludzi szczęśliwych czekało tylko piekło, za to że byli szczęśliwi na ziemi?

[ Dodano: 2008-03-29, 22:47 ]
Bo może odczuwanie szczęścia jest rzeczą grzeszną? Oczywiście zakładam, że osoba odczuwająca to szczęście przestrzega dekalogu.
Czy odczuwanie szczęścia, to objaw pychy?
Spróbujcie mi to wyjaśnić, plisss.
 
     
agnicha
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-30, 12:29   

Ola2 napisał/a:
Bo może odczuwanie szczęścia jest rzeczą grzeszną? Oczywiście zakładam, że osoba odczuwająca to szczęście przestrzega dekalogu.
Czy odczuwanie szczęścia, to objaw pychy?



Olu co Ty za głupstwa opowiadasz?!?

Przecież Pan chce abyśmy byli szczęśliwi tu na ziemi...Przcież Bóg to nasz OJCIEC, który kocha bezwarunkowo i kocha miłością doskonałą = chce dobra dla swoich dzieci....

Inną sprawą jest to czym dla Ciebie jest szczęście? Gdzie jest jego granica?
Dla mnie, pozwolić sobie naszczęście można tyllko do tego stopnia aby nie krzywdzić i nie naruszać godności drugiego człowieka...

Dlaczego sądzisz że odczuwanie szczęścia jest objawem pychy? grzeszną rzeczą?
Poczytaj psalmy...."przy wtórze cytry i dźwiękach harfy chwalcie Pana..."
Szczęście nie jest objawem pychy...to co dzieje się w Twoim sercu, czy jest przepełnione pychą to już Ty wiesz najlepiej....
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-30, 14:46   

Ola2, a co to jest SZCZĘŚCIE? czy jest uniwersalna definicja szczęścia?

[ Dodano: 2008-03-30, 13:47 ]
A może pojęcie szczęścia jest jak plecy???? Każdy ma swoje.................
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-30, 15:33   

Nałogu, dla pytania mojego nie jest potrzebna definicja szczęścia. Zrobiłam założenie dodatkowe, że to ewentualne szczęście nie krzywdzi ludzi i ja przestrzegam dekalogu.
Pewnie, że nie ma uniwersalnej definicji szczęścia i każdy je odczuwa i pojmuje inaczej.
Szczęście to szczęście i tyle.
Mnie interesuje, co innego, więc, jeśli chcesz podyskutować, to przeczytaj poprzedni mój post i nie zbaczaj mi tu z tematu. :mrgreen:
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-30, 15:48   

OLA..... można nie krzywdzić ludzi i wcale nie być szczęśliwym.

A co do szukania w biblii opowiedzi na zadane czy postawione pytanie ,to nie mam zamiaru szukac...... bo na ile znam biblię to nie przypominam sobie aby dziekolwiek stało napisane że człowiek odczuwający szczęście w życiu doczesnym i jednocześnie żyjący zgodnie z Dekalogiem nie ma gwarncji tego co potocznie nazywa sie "niebem".
Powodzenia w szukaniu...........
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-30, 15:52   

"OLA..... można nie krzywdzić ludzi i wcale nie być szczęśliwym."

To przecież oczywiste - znowu zboczyłeś :mrgreen:

A przecież nie prosiłam Cię, żebyś szukał :shock:

Ja również nie znalazłam, więc się mądrzejszych i bieglejszych w piśmie pytam :mrgreen:

[ Dodano: 2008-03-30, 16:04 ]
Agnicha napisała: "Olu co Ty za głupstwa opowiadasz?!?"

Agnicho, nie opowiadam, tylko zadaję pytania. Część na nie odpowiedziałaś. Dzięki.
Do tych pytań zainspirowało mnie wcześniejsze pytanie-nie to stwierdzenie Elzd1.

P.S. Agnicho, nie życzę sobie słowa "głupstwa".
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-30, 19:10   

:shock:
Olusia, a cóż ja Ci zawiniłam, żebyś dla mnie szukała czegoś, czego nie ma ?
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-30, 19:46   

Jestem szczęśliwa !! Nie czuję się z tym źle ani pyszna ! Jest mi dobrze....bardzo ! A dodatkowo zabiegam o niebo i szczęście w niebie . EL.
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-30, 20:00   

No, co. Tu nie było żadnych podtekstów i czepiania się Eluś.
Poprostu niedziela błogi spokój, więc szczęśliwość mnie ogarnęła. Wlazłam se na forum, przeczytałam i refleksja mnie naszła.
Ale jeśli mi wolno odczuwać to szczęście, to idę se dalej odczuwać, bo jutro to już nie będę miała czasu na to :mrgreen:
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-13, 23:17   

"Moc modlitwy żony"

http://www.dobryskarbiec....ony-p-5126.html

A tutaj fragment:
http://www.dobryskarbiec....ny_fragment.pdf
 
     
markow
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-07, 16:35   

Nowość wydawnictwa WAM

MAŁŻEŃSTWO. PROBLEM CZY SZANSA

Johnston Catherine, Kendall Daniel SJ, Nappi Rebecca

Celem tej książki jest ułatwienie wzajemnej komunikacji i porozumiewania się w małżeństwie i rodzinie. Zebrano w niej wiele pytań, jakie rodzą się pośród zwyczajnych zmagań z codziennością. Odpowiadając na nie, autorzy posiadający znaczące doświadczenie w pracy z narzeczonymi i małżeństwami, starają się wskazać kierunek myślenia i rozwiązywania konfliktów. Nie o samych jednak konfliktach i problemach jest tu mowa - książka stara się być też narzędziem służącym nie tylko jako pomoc w "sklejaniu rozsypanej mozaiki życia rodzinnego", lecz chce pomóc także w codziennym wzrastaniu w wierze i wzajemnym zrozumieniu. Nie są to recepty, "kucharskie przepisy na udany związek", ponieważ każde małżeństwo jest inne. Jest to garść pomysłów nie tylko na to, jak poradzić sobie z trudnościami, ale także jak z trudnych doświadczeń wyciągnąć pozytywną naukę.

http://katalog.wydawnictw...ge=opis&Id=2135
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-11, 14:33   

fragmenty wybranych pozycji ks.Józefa Augustyna SJ

http://www.jezuici.pl/~jaugustyn/oa3.html
-------------------------------------------------------------------------------------------
Fragmenty ksiązki......"Jak zgadzać się na własne życie" Lucyna Słup i Józef Augustyn SJ

Początkiem zgody na swoje życie jest zgoda na siebie samego.
A zgoda na siebie płynie z poznania siebie i z uznania własnej,
niepowtarzalnej wartości, z prawdy o naszym życiu.

Zgoda na życie wymaga wielkiej świadomości siebie, wymaga
uczciwości, wymaga prawdy, wymaga ofiary. Jak każde leczenie
choroby jest zwykle bolesne, tak samo leczenie z naszych buntów
wobec życia jest także procesem bolesnym, wymagającym wyrzeczeń.
Zgoda na życie domaga się najpierw wyrzeczenia się
oszukiwania siebie, domaga się zdemaskowania fałszu. Wyrażenie
zgody na własne życie domaga się prawdy o naszym życiu.

Dlaczego trzeba nam dążyć do zgody na nasze życie?
Mówiąc prosto, ponieważ innego wyjścia nie mamy. Albo
zgodzimy się na życie i odkryjemy jego sens, smak i radość (także
pośród trudu życia), albo będziemy trwać w tępym buncie
przeklinacjąc nasze życie. Buntem tym będziemy krzywdzić nie
tylko siebie, ale także naszych najbliższych. Trzeciego wyjścia
nie ma.
Podstawowe oszustwo, jakiemu często podlegamy, to szukanie
jakiejś "trzeciego wyjścia, trzeciej drogi". Pan Jezus mówi
bardzo wyraźnie: "Wasza mowa niech będzie: tak - tak, nie - nie".
Nie mówi: raz - tak, raz - nie. Zgoda na życie domaga się "tak"
we wszystkich wymiarach. Jeżeli na pewną formę życia mówimy -
tak, a na inną - nie, to rodzi się niespójność, która jest
źródłem nerwicowego rozbijania się.
Mówiąc potocznie, zgoda na życie bardzo się "opłaca".
Dopiero bowiem pełna akceptacja życia odsłania nam, jak niezwykłe
istnieją w nas energie emocjonalne, intelektualne, duchowe,
dzięki którym możemy nasze życie uczynić twórczym i ciekawym.
Buntując się zaś przeciwko życiu tracimy wiele sił na budowanie
pozorów życia, na życiowe iluzje.
Dlaczego można zgodzić się na życie?
Ponieważ intuicyjnie czujemy, że jesteśmy do tego zdolni.
Owszem, bywają w naszym życiu chwile zwątpienia, rozpaczy,
zamknięcia w sobie, ale są to tylko "chwilowe zaćmienia słońca".
Pragnienie życia, pełnia życia jest głębokim pragnieniem każdego
z nas. Nosimy w nas nieświadome nieraz, ale głębokie przekonanie,
iż nasze życie - choć bywa trudne i bolesne - jest ono sensowne
i celowe. Właśnie z tego przekonania rodzi się świadomość, iż
możemy przyjąć nasze życie takim, jakim ono jest. Zagubienia,
zranienia życiowe i słabości nie mogą stać się powodem do
odrzucenia, ale winny być przyjęte jako miejsca naszej życiowej
odpowiedzialności.
Akceptacja siebie i swojego życia jest konieczna także ze
względu na naszych bliskich, przez których czujemy się kochani
i których chcemy kochać. Niezgoda na własne życie niezależnie od
tego, jaką formę przybiera, jest skierowana nie tylko przeciwko
własnemu życiu, ale także przeciwko życiu innym. Nikt z nas nie
jest samotną wyspą. Ludzkie życie moglibyśmy porównać do wspólnej
wspinaczki alpejskiej, w czasie której jesteśmy wszyscy powiązani
linami. Z niektórymi osobami bywamy powiązani grubymi linami, z
innymi zaś cienkimi sznurkami. Jeśli ktoś odrywa się od skały i
spada w przepaść rozpaczy, agresji, nałogów, samobójstwa, pociąga
tym samym za sobą innych.


Autorzy piszą równiez o istnieniu "trzeciego pokoju" naszego wewnętrznego śmietnika

Aby naprawdę zgodzić się na życie musimy uznać, że ten
"trzeci pokój istnieje", pokonać opór i otworzyć do niego drzwi.
Inaczej mówiąc: musimy odrzucić złudzenia dotyczące siebie -
swojej wyjątkowości, nadzwyczajności, posłannictwa itd.
Aby się zgodzić na swoje życie trzeba sobie w pewnej chwili
powiedzieć: ,,Skończ z udawaniem. Nie jesteś wyjątkowy i
oryginalny. Jesteś chory, poraniony, zależny, ubogi, jesteś
wariatem''. "Ty bowiem mówisz: ,,Jestem bogaty'' i ,,wzbogaciłem
się''i ,,niczego mi nie potrzeba'', a nie wiesz, że to ty jesteś
nieszczęsny i godzien litości i biedny, i ślepy, i nagi." (Ap
3,17). Zgoda na swoje życie rozpoczyna się wtedy, gdy mówimy:
"Jestem ubogi, poraniony, jestem wariatem. To jest prawda o mnie
i tej prawdzie nie mogę zaprzeczyć."
Gdy zaczynamy dostrzegać swój wewnętrzny śmietnik,
najczęściej chcemy zanegować jego istnienie lub usunąć go "Jak
się tego pozbyć, co zrobić, żeby tego nie było." Tymczasem...w
psychice niczego nie da się zniszczyć, wszystko można natomiast
uzdrawiać i porządkować. Dlatego zgoda na życie wymaga rezygnacji
z kreowania rzeczywistości emocjonalnej człowieka, ze stwarzania
własnej psychiki.
Na pewno myli się każdy, kto chce być ,,nowym człowiekiem''
nie licząc się z własną historią życia i głębią własnych zranień.
Prawdziwa zgoda na życie domaga się przyjęcia głębi własnych
zranień i zgody na własne zranienia. Jeżeli się na nie nie
zgodzimy i nie przyjmiemy ich, nigdy nie zostaniemy uzdrowieni.
Pokonanie oporu, otwarcie drzwi do "trzeciego pokoju"
zobaczenie tego, co w nas naprawdę tkwi - to wszystko jest bardzo
bolesne. I bywa, że jeśli się na to zdecydujemy, naszym pierwszym
odruchem jest przerażenie a nawet wstręt. Nagromadzone latami
śmieci strasznie cuchną... Bolą nas wspomnienia, skrzywdzenia,
rany, które zadaliśmy innym, boli nas rzeczywistość własnej
nędzy. Jednak otwarcie "trzeciego pokoju", czyli mówiąc inaczej
"dostrzeżenie prawdy o sobie" jest konieczne, bo właśnie ta
prawda stanowi fundament naszej zgody na życie.


kryzys i jego znaczenie

"Iść, ciągle iś w stronę słońca, aż po horyzontu kres...''
- śpiewał kiedyś zespół ,,2+1''. Droga ku akceptacji własnego
życia jest niewątpliwie drogą długą i prowadzącą ku wolności
wewnętrznej - ,,w stronę słońca...'' Myliłby się jednak ktoś, kto
sądzi,że ma ona kształt linii prostej - wystarczy na nią wejść,
a dalej wszystko toczy się samo.Droga prowadząca do zgody na
własne życie rozwija się ruchem spiralnym. Idąc nią napotykamy
na ,,słoneczne polany" ale także i na ,,ciemne lasy ", które
wydają się nie mieć końca, na sytuacje pozornie bez wyjścia.
Mimo, że najchętniej byśmy je ominęli, to właśnie dzięki tym
trudnym, kryzysowym sytuacjom dokonuje się w naszym życiu
najwięcej.
Kryzysy spotykające nas w życiu są rzeczą normalną i pełna
zgoda na życie jest niemożliwa bez akceptacji tego faktu. Mimo
potocznego, negatywnego zabarwienia słowa ,,kryzys", są one
doświadczeniami pozytywnymi prowadzącymi do otwarcia nowych,
życiowych horyzontów. Inaczej mówiąc kryzysy mogą stać się naszą
wielką szansą na bardziej pogłębioną i pełniejszą zgodę na życie
- pod warunkiem, że zostaną przyjęte i właściwie podjęte.
Każdy kryzys- niezależnie od tego, jakich wartości, czy jakiej
dziedziny życia dotyczy - charakteryzuje się pewną dynamiką (11).
Rozpoczyna się w momencie gdy z ,,jasnej polany" - wkraczamy w
,,ciemny las'', gdy ,,wali się nam świat'', gdy to, co dotychczas
znane staje się obce. Jesteśmy zaskoczeni, często przerażeni nową
sytuacją, nie umiemy się w niej odnaleźć. Zawodzą nasze
sprawdzone metody, sposoby reagowania - czujemy się jak w
pułapce.
Już w tym momencie stajemy przed wyborem. Możemy - odwołując
się do utrwalonych sposobów reagowania próbować cofnąć się do
sytuacji sprzed kryzysu albo zaakceptować fakt zupełnych
ciemności i starać się wytrwać. Tylko drugi sposób zachowania się
gwarantuje nam przejście przez tę fazę kryzysu, tzw. fazę
zagubienia.
Jeżeli go wybierzemy, wkrótce okaże się, że ciemność staje
się jeszcze większa.W tej następnej fazie kryzysu - fazie
dezorientacji negujemy dotychczasowe wartości i sposoby
postępowania,gdyż boleśnie doświadczamy, że one się nie
sprawdziły. Często kwestionujemy wszystko, czym żyliśmy do tej
pory. Tu także możemy się cofnąć lub... przeczekać akceptując
dezorientację w czujny, ,,nasłuchujący''sposób i starać się
odnaleźć drogę, która z ciemności wyprowadzi nas ku światłu.W ten
sposób wchodzimy w fazę trzecią,gdzie najważniejsze staje się
odczytanie, rozeznanie tego,co mamy czynić.
Rozeznanie i wybór odpowiedniego sposobu zachowania się w
sytuacji kryzysowej wiąże się zawsze z walką wewnętrzną, z
trudem, z cierpieniem. Poznawanie prawdy o sobie, zrywanie z
dotychczasowym sposobem myślenia i reagowania, szukanie nowej
drogi - to wszystko nas bardzo boli. Na każdym etapie kryzysu
mamy ochotę się wycofać, ale tylko przejście przez wszystkie jego
fazy pozwoli nam w procesie akceptacji życia posunąć się o krok
dalej.
Jaden kryzys nie jest przegrany, jeżeli podejmujemy go z
Chrystusem, który nas umacnia i pomaga wybrać właściwą drogę.
Zaufanie Jego prowadzeniu na każdym etapie kryzysu, odczytywanie
tego, czego On od nas oczekuje sprawia, że nasze życie staje się
coraz bardziej zgodne z Jego wolą. Na podstawie przyjmowania
sytuacji kryzysowych widać wyraźnie, że zgoda na własne życie nie
ma nic wspólnego z biernością i cierpiętnictwem ale jest twórczym
szukaniem Prawdy.
Odnalezienie właściwej drogi i wejście na nią sprawi, że
ciemność zacznie się przerzedzać. Wyjdziemy znowu na ,,słoneczną
polanę''. Otworzą się przed nami nowe perspektywy, nowe
możliwości działania. Podejmiemy życie na nowo w nowej sytuacji.
Będziemy czuć się dobrze, swojsko, bezpiecznie- aż do następnego
kryzysu...
Droga akceptacji życia nigdy się nie kończy i prawdziwym
nieszczęściem byłoby stwierdzenie, że już doszliśmy do celu.
Wprawdzie z biegiem lat ,,słoneczne polany" kuszą nas coraz
bardziej ale tym mocniejsze powinno być nasze wewnętrzne
pragnienie, aby iść dalej, aby nie ustawać w dążeniu, w wysiłku,
w trudzie... W trudzie poznawania siebie,przemiany swoich postaw
i w trudzie ufania na nowo w każdej sytuacji, w trudzie
poddawania się Bożemu prowadzeniu.


Zgodzić się na całe życie to także zgodzić się na Boga,
który daje nam takie kruche, ograniczone, pełne konfliktów
istnienie. Jedynie zgoda na Niego, więcej- na Jego pierwszeństwo
w naszym życiu sprawi, że to życie ma szansę stać się (a raczej
wciąż stawać się) harmonijną całością. ,,Gdy Bóg jest na
pierwszym miejscu, wszystko inne jest na swoim miejscu '' - mówi
św. Augustyn. Jeżeli przyznamy Bogu pierwsze miejsce w naszym
życiu i pozwolimy Mu na to, aby nas oczyszczał, nasze życie
będzie się stawać coraz bardziej uporządkowane. Jeżeli na Jego
miejscu postawimy kogokolwiek lub cokolwiek innego, jeżeli
będziemy starać się budować życie wokół innej niż Bóg nadrzędnej
wartości - poniesiemy klęskę


mowa równiez o naszych lękach, depresjach, negatywnych uczuciach jakie nam towarzyszą....czym są, jak sobie z nim radzic i jak z nich wychodzić.
 
     
agnieszka78
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-16, 11:49   

Autorzy: Elliot Aronson, Carol Tavris
Tytuł: Błądzą wszyscy (ale nie ja)
Dlaczego usprawiedliwiamy głupie poglądy, złe decyzje i szkodliwe działania?


Dlaczego ludzie uchylają się od odpowiedzialności, kiedy wszystko się wali? Skąd bierze się parada osób publicznych, które nie potrafią przyznać się do błędu? Jaka jest przyczyna niekończących się kłótni małżeńskich dotyczących tego, kto ma rację? Dlaczego widzimy obłudę u innych, ale nie u siebie? Czy wszyscy jesteśmy kłamcami? A może naprawdę wierzymy w historie, które opowiadamy?
W tej niezwykle wnikliwej i zajmującej książce znani psychologowie społeczni, Carol Tavris i Elliot Aronson, przyglądają się mechanizmom i obwodom mózgowym odpowiedzialnym za samousprawiedliwianie. Kiedy popełniamy błąd, musimy złagodzić dysonans poznawczy, który zagraża naszemu poczuciu własnej wartości. Dlatego tworzymy fikcje, które uwalniają nas od odpowiedzialności, przywracają nam przekonanie o własnej inteligencji, moralności i słuszności – przekonanie, które często każe nam brnąć coraz głębiej w działania głupie, niemoralne i błędne.
Odwołując się do wieloletnich badań, autorzy książki Błądzą wszyscy (ale nie ja) przedstawiają fascynujące wyjaśnienie zjawiska samooszukiwania – jego mechanizmów, szkodliwych skutków i sposobów, w jakie możemy się od niego uwolnić. Przewróć stronę, ale wiedz, że już nigdy nie uchylisz się od odpowiedzialności równie łatwo, jak dotąd.


(Art. o małżenstwie dot.ww zjawiska jest w aktualnych Charakterach)

m_zdjecie_7_791886687_bladza-wszyscy.jpg
Plik ściągnięto 3809 raz(y) 4,9 KB

 
     
Ida
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-19, 23:13   

Witam wszystkich odwiedzających to forum.Natknełam się na pytanie o ksiązki Josepha Murphyego,jestem na etapie czytania jednej z nich:"PRAWA UMYSŁU.MYSLI KSZTAŁTUJĄ ŻYCIE."
J.Murphy był przez 28 lat pastorem w Los Angeles,religiznawca i filozof-"obywatel świata ducha",był prekursorem i krzewicielem myślenia pozytywnego.Przedmiotem jego badań było wnetrze człowieka-umysł i duch.Napisał ponad 40 książek,a oto tytuły,które polecam do przeczytania:
~~"POTĘG PODSWIADOMOŚCI"~~
~~"MAGIA WIARY"~~
~~"MĄDROŚĆ BIBLIJNA"~~
~~"PRAWDY KTÓRE MOGĄODMIENIĆ TWOJE ŻYCIE"~~
~~"NIESKOŃCZONE ZRÓDŁO TWOJEJ MOCY.KLUCZ DO POZYTYWNEGO MYŚLENIA"~~
~~"KOSMICZNY WYMIAR TWOJEJ MOCY.POZYTYWNE MYŚLENIE W HARMONI Z
UMYSŁEM KOSMICZNEGO WYMIARU"~~
~~"POTĘGA NIESKOŃCZONEGO BOGACTWA.MYŚLI KSZTAŁTUJA ŻYCIE"~~
~~"MOC PRZYCIĄGANIA PIENIĄDZA"~~

...proszę nie zniechęcać się po przeczytaniu kilku stron,bo to nie jest łatwa lektura do zrozumienia,ja przeczytałam kazdą z nich po kilka razy i wciąż do nich wracam.Niestety samo czytanie nic tu nie da,ponieważ potrzebna jest wiara i zastosowanie tych modlitw które są w każdej ksiazce podane.
"Prawdziwa modlitwa polega bowiem na myśleniu o Bogu...";"Prawdziwą wiarą jest milcząca wiedza twojej duszy."; "Prawdziwa modlitwa nie jest głośnym dzwiękiem warg,lecz głębokim milczeniem duszy obejmującej Boże stopy....modlitwa jest komunią z zamieszkującym w nas Bogiem,Wszechmogącym Duchem."; "Bóg mysli,mówi i działa przeze mnie...nie zapominaj,że to ty sam jesteś odpowiedzialny za to,co dzieje sie w twoim umyśle!"
Niech te fragmenty przyciagna was do książek Murphyego, a gwarantuje,że zaczniecie zastanawiać się nad wieloma sprawami tego świata,a przede wszystkim nad samym sobą.
Za każdym razem kiedy jestem w dołku sięgam po któras z tych książek i otwieram nie patrząc na nią.Czytam fragment i zawsze przynosi mi on ulgę i za każdym razem odnajduję w nich coś nowego,czego poprzednim razem nie zauważyłam. Ale ostrzegam,że gdyby zastosowanie rad z tych ksiązek było proste,to wówczas nie byłoby tylu ludzi skrzywdzonych,nieszczęśliwych,wszyscy byli by bardzo bogaci!a to nie tak,bo gdy staramy myśleć pozytywnie i szczeże modlić się,to automatycznie wkradają sie nam negatywne i zaprzeczające mysli(ja to nazwałam włanczaniem się mózgu do uczuć).
Gdy poraz pierwszy czytałam POTĘGĘ PODSWIADOMOSCI nic z niej nie zrozumiałam,no może niektóre fragmenty.A to tylko dlatego tak się stało,że czytałam ją szybko"od deski do deski",a za drugim razem odbywało sie to na innej zasadzie-przeczytany rozdział lub mały fragment analizowałam i próbowałam odnaleść coś co pozwoliło by mi na rozwiazanie moich problemów.
Nie zawsze mi się to udaje,ale nie rezygnuję i wam życzę wytrwałości i silniejszej wiary,po przeczytaniu książek MURPHYEGO.


POWODZENIA.Ida.

J.MURPHY-książki 002.jpg
POLECAM-PRZECZYTAJCIE.
Ida.
Plik ściągnięto 217 raz(y) 152,55 KB

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 12