Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Zespół alienacji rodzicielskiej
Autor Wiadomość
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-16, 21:50   

malek
O poranieniu serca i naszych reakcjach, bardzo dobre kazanie. Posłuchaj.
http://www.kazaniaksiedza...nna-homilia.mp3
Ja też wierzę,że się zejdziecie z mężem na jednej drodze idąc w tę samą stronę. :mrgreen:
 
     
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-16, 21:56   

malek napisał/a:
Ja nadal wierzę, że mój mąż będzie dobrym człowiekiem...kiedyś był!

Ja wierze że jest dobrym człowiekiem......dlatego jest,przyszedł tu do nas.
Nikt w to nie wątpi nawet przez chwilę

.........pisała juz o tym kinga.

Ci niedobrzy tu nie przychodzą-

Irku ....widzisz ???? tyle wiary,tyle rąk wyciągniętych do pomocy.

Bierz,korzystaj............


Gosiu a teraz cos do Ciebie
Cytat:
nie nazywaj mnie Gochą, proszę! Dlaczego? Ktoś mnie tak nazywał i to nie jest dla mnie miłe Może kiedyś będzie obojętne....
_________________


Uczmy sie najpierw pokonywac te małe rzeczy-one sa drogowskazam jak uporac sie z tymi wielkimi.
Akceptacja zwrotu(Gocha)-to przecież taki niewielki krok.

Czy tak trudny?????
 
     
malek
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-16, 22:30   

Kingo prawda nas wyzwoli...jakże trafne słowa!
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-17, 08:51   

Malek, od razu mi sie nóz w kieszeni otwiera, jak piszesz o mężu, że masz nadziej ę, że On kiedyś będzie dobrym człowiekiem !!! Ech......a TY kiedyś też będziesz dobra ??

Zabolało ??
Jak można tak oceniać ??
Zobacz Gosiu....ile ludzi chciało tu z Irkiem rozmawiać i nikt nie pomyślł o Nim, że nie jest obrym człowiekiem ! Nikt by z nas tu z takim nie rozmawił.
Irek to dobry i wartościowy człowiek !!
Tak jak i TY .
Czy masz jakieś wątpliwości również do siebie ??
Bo ja nie mam !
A co się stało w życiu Irka, że jest inny niż kiedyś.....pewnie to samo sprawiło, że i Ty jesteś teraz inna !

Gosia....najpierw patrzymy na siebie, najpierw siebie zmieniamy ...najpierw i tylko i wyłącznie ! Nie mamy wpływu na innego dorosłego człowieka....mamy wpływ tylko na siebie !!
Zabaj o siebie, żebyś Ty stała się dobra jak chleb ! Najpiwrw TY !!! Pozdro !! EL.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-17, 12:19   

malek,Giaur73,

a może i Wy sprubójecie rekolekcji serc?
Zaproponowałam je dziś innej parze, ale jakoś i do Was mi pasują. Mocujecie się ze swoimi przemyśleniami i uczuciami samotnie a może nie tędy droga. W rekolekcjach serc nie trzeba być fizycznie razem,żeby przeżywać je wspólnie. Zresztą oceńcie sami:

kinga2 napisał/a:
Na podejmowanie ostatecznych decyzji czy motanie się zawsze jest czas, a co powiecie na rekolekcje z Jezusem oko w oko?

Polega to na tym,że bez względu na to gdzie ludzie się znajdują jest z nimi Chrystus.Super jeśli jest mozliwe być w kościele przed Świętym Sakramentem, ale wystarczy też krzyż czy obrazek Miłosiernego Jezusa.
Nie musicie do tego być razem, więc wyjazd nie przeszkadza w niczym, tylko jedno robicie wspólnie-umawiacie się co do godziny i długości tych rekolekcji w danym dniu.
Kiedy już to ustalicie siadacie przed Jezusem w ciszy i prosicie- Panie proszę uzdrawiaj mnie i moje relacje z żoną/ mężem. Jestem tu i słucham sercem co chcesz mi powiedzieć.
Reszta czasu to cisza poświęcona wsłuchaniu się we własne serce, natchnienia od Boga i wyciszanie galopujących emocji. Takie spa dla ducha.
Z założenia nie robi sie krótszych terapii niż 15 minut, dlaczego tego nie wiem, ale pewnie to ważne.
Na zakończenie takiego trwania w ciszy dziękujemy Bogu za naukę umieszczoną w sercu.
Nie martwcie się jeśli pozornie nic nie czujecie lub nie zagościło w Was konkretne przesłanie, Wasze serce zna temat rekolekcji. Pozwólcie mu trwać na tych rekolekcjach.
Nie ma maksymalnego czasu ( ilości dni), ale minimum to trzy.
Jesli się zgodzicie na taką formę to po powrocie żony do domu będziecie mieli swoje przemyślenia i może pomysły co dalej, ale na pewno będą to owoce Miłości, a nie egoizmu czy lęku.
Nie odpowiem Wam czego sie spodziewać, bo to Wasze serca będą rozmawiały z Bogiem w imieniu Waszego Sakramentu. Wasze duchowe ciało musi się zintegrować, abyście w realu się dogadali, a jak to już tajemnica Waszych serc.
Jeśli chcecie to na cały ten czas możecie poprosić Waszych Aniołow Stróżów o nieustającą modlitwę w intencji tych rekolekcji serca.

Może warto spróbować?


Mam nadzieję,że i Wam pomogą jeśli zechcecie z nich skorzystać.
 
     
malek
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-17, 13:59   

El ja myślę, że wszyscy mamy problem z odbiorem tego co tak naprawdę myśli drugi człowiek...ja jeszcze dodatkowo z poprawnym formułowaniem myśli.
Gdybym myślała, ze mój mąż jest złym człowiekiem, to nawet nie chciałabym chcieć...
Tak naprawdę to nie ma złych ludzi, tylko niektórzy źle postępują...tylko i wyłącznie to miałam na myśli. Mój mąż bezsprzecznie jest dobrym człowiekiem, eh zastosowałam typowe, luźne, głupie zresztą, stwierdzenie, przepraszam i Was i jego, jeżeli tak to zrozumieliście.
On sam z siebie nie chce pisać co go boli i może będzie na mnie zły, ale wiem, że próbuje się zmienić i wrócić do Boga...zerwać ze złem. Musimy go wspierać, a nie dołować (niestety nadal czasem to robię...tak trudno pohamować złe emocje!) Boże pomóż! Za dużo we mnie jeszcze "ja"....
Bardzo chętnie skorzystam z takich rekolekcji Kingo i jeżeli mąż zechce......
Sobie do zarzucenia mam bardzo wiele, tak samo jak i on próbuję coś z tym zrobić (dużo modlitwy, rekolekcje, terapia)....mam nadzieję, że z Bogiem....musi się udać. Bardzo tego pragnę....mieć siłę męża z ognioodpornego :-/
Miłego popołudnia
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-17, 14:18   

"Mamy jeszcze wolne miejsca na rekolekcje dla małżeństw w Laskach, w
terminie 9 – 11 kwietnia, zaprośmy znajome małżeństwa."


www.malzenstwo.pl

Byliśmy z żoną...........polecam........rekolekcje sa pod opieką jezuitów

[ Dodano: 2010-03-17, 15:35 ]
<Malek..... wróciłem do Twoich "starych" postów........... wróciłem z inspiracji Irka..... bo pytał mnie co mam na myśli pisząc "wyrko"............ wróciłem by przypomniec sobie Waszą historię............
Irek........to moje "wyrko" oznacza poprostu zdradę........ zdradę emocjonalną,psychiczną,zdradę fizyczną.......poprostu romans,kochankę.
Zdradą jest też pozostawienie matki z dziećmi i ucieczka do mamusi czy babci......zdradą jest też targowanie się o środki materialne na utrzymanie i wychowanie własnych dzieci(chyba że są to najzwyczajniejsze faneberie),zdradą jest tez szantażowanie matki swoich dzieci w sposób otwarty czy zawolułowany,zdradą są zachowania biernoagresywne wobec żony a pośrednio także wobec dzieci.

I wtedy u dzieci występuje syndrom PAS........... jako efekt kryzysu małżeńskiego ich rodziców.
Fajnie ,że ten temat wywołałeś.........choć nie jest on wcale nowy........... temat dzieci jest ciągle poruszany prawie że w każdym wątku.................

Poteoretyzuję trochę na ten wywołany przez Ciebie temat...........

Zastanawiałem się "PO CO" wywołałeś ten temat...............

Może sie mylę ,ale tak mi świta ,że miałeś swój cel w tym............ czy tym celem nie miało być odwarócenie uwagi od Waszego kryzysu małżeńskiego,od rozstawania sie rodziców,od odchodzenia mentalnego od rodziny jako wątku głównego i przesunięcia ciężaru dyskusji na temat jak "poprawnie" rozstawać się z matkami/ojcami swoich dzieci by one zaakceptowały wybraną filozofię życia jednego z rodziców?????

Odnajduję w Twoim wątku Twoje zachowania biernoagresywne, manipulacyjne............... czytałeś pewnie wypowiedzi żony-malek-Gosi i było Ci żle........
Czy ten wątek nie był odpowiedzią na wylewany ból Gosi? czy nie miał na celu swego rodzaju zakamuflowanego ataku na Twoją żonę????
Czym ????
A no tym ,że jako matka jest współautorką syndromu PAS u Waszych dzieci.......... że to nie tylko Ty masz być tym winnym bólu dzieci............... w efekcie rozpadu małżeństwa i
Odczytuję ten Twój post jako podjęcie próby zracjonalizowania poczucia winy i wysiłku by choć w cześci tę winę przerzucić na Gosię.
Czy to miała być zamiana poczucia winy na poczucie skrzywdzenia poprzez swoistą obrone dzieci????

Malek jest tu na forum już dość długo............ pisała dużo........ wylewała swój ból..... dostawała zwroty.....czasami nawet dość ostre............. chyba dojrzała już do widzenia swojego udziału w kryzysie..........ale to Ty odszedłeś z domu...........
Chcesz by dzieci nie cierpiały z powodu PAS?????
To wracaj chłopie do domu................ i bierz się za naprawę ......najpierw siebie,a poprzez siebie Waszej rodziny...............
Jak wrócisz i zaczniesz "chcieć chcieć " rozmowy,wysiłku,pracy z własną żoną i matką Twoich dzieci to masz jak w banku ...............forum będzie Was wspierać modlitwą ,bedzie Wam kibicować.............a jak zechcecie to będzie tez WASZYM LUSTREM.

Piszesz ,że masz gdzie sie wyżalić i wygadać............ a może tak wspólna terapia?
może rekolekcje małżenskie? a może poprostu mediator katolicki?????
Bo chyba najbardziej to Wam potrzeba mediacji

Irek??? zabolało??????? jak tak tzn ż ejest dobrze.........bo nie zatraciłeś czucia

Pogody Ducha Irek
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-17, 17:01   

Gosiu, ja miałam tak, jak TY !
Chciałam się pogodzic, chciam, żeby małżeństwo nasze sie pozbierało, żeby to co złe odeswzło, żeby wróciło jak było.....ale.....ale to mój mąż miał sie zmienić.....a ja łaskawie czekałam na Jego przemianę, przeproszenia itp.

A mnie się wydaje, że każdy ma swoja bajkę !
Gosi jest źle.....bo....
Irkowi też źle bo.,.....

Jeszcze byc może są na etapie szukania winnego.....ale mam wrażenie, że Gosia juz dużo widzi i wie.

Wydaje mi się, że tak jak Gosia czuje sie poraniona przez męża , tak i Irek poraniony przez żonę.....bo....słowa nie te, za ostre, krzywdzące itp.

Miałam tak samo Gosiu....nie chciałam tak mówić, a mówiłam ! Chciałam wołać, kocham Cie i potrzebuję, a mówiłam, jak mąż się zmini to ja go przyjmę.
Ale mój mąz mówił dokładnie to samo co ja !

Gosiu i Irku....walnęło u Was i rozpada się.....trzeba coś z tym zrobić !!! I to Wy sami musicie cos zrobić ! Rozwalić.....i co ...kto poniesie konsekwencje, kto taki odważny ??
Pamiętam o Was w modlitwie! Niech Bóg Was prowadzi !!! EL.
 
     
malek
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-20, 08:21   

Dziękuję El za modlitwę i dobre słowo, dziękuję wszystkim...
Mąż jest teraz na rekolekcjach. Wspomóżmy go, proszę, modlitwą, alby Pan dał mu siłę....
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-20, 09:18   

malek
Mniej nadzieje w Bogu te rekolekcje to dobry znak.Wspieram oczywiście Ciebie i męża modlitwą.
 
     
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-20, 09:34   

EL. napisał/a:
Miałam tak samo Gosiu....nie chciałam tak mówić, a mówiłam ! Chciałam wołać, kocham Cie i potrzebuję, a mówiłam, jak mąż się zmini to ja go przyjmę.
Ale mój mąz mówił dokładnie to samo co ja !

Gosiu i Irku....walnęło u Was i rozpada się.....trzeba coś z tym zrobić !!! I to Wy sami musicie cos zrobić ! Rozwalić.....i co ...kto poniesie konsekwencje, kto taki odważny ??

A kto taki odważny by wkońcu przejżeć na oczy??
kto taki odwazny by zaprzeczyc własnemu odczuciu skrzywdzenia???

kto taki odwazny by złośc,przemienic w miłość???

czy odwaga ma byc tylko ROZWALIĆ????

Irku i Gosiu kiedy juz włazło zło,kiedy juz stało sie-czas mądrze pokonac to zło.
A stanie sie to tylko wtedy -kiedy nie będziecie widziec nawzajem w sobie wrogów.
Zaufac męzowi???? zaufać zonie????-poprostu zaufać drugiemu człowiekowi,tak jak potraficie ufac innym.

Pogody Ducha ....i dużej łaski Bożej

pozdrawiam
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-20, 10:01   

NORBERT napisał/a:
Zaufac męzowi???? zaufać zonie????-poprostu zaufać drugiemu człowiekowi,tak jak potraficie ufac innym.

A mnie tak jakoś w sercu gra, że w końcowej i ostatniej fazie kryzysu tuż przed jego zakończeniem i ku jego zakończeniu to zaufanie drugiemu człowiekowi jest bardziej zaufaniem sobie.
Tak naprawdę to sobie i swojej umiejętności kochania i służenia drugiemu musimy zaufać, aby wyciągnąć rękę i nie cofnąć jej gdy wyciągnie ją też druga osoba-mąż/żona.
To moment gdy sprawdza się w praktyce ile z tych wiadomości, które zdobyliśmy o sobie podczas kryzysu i umiejętności jest w nas prawdziwa , a ile tylko wyobrażeniem o naszej poprawie wewnętrznej...... Zaufanie do siebie przełoży się zatem na zaufanie do współmałżonka do innych ludzi. Takie prawdziwe bez zbędnych oczekiwań i wyobrażeń, otwarte na innych....
Czy Wy też tak czujecie?
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-20, 20:37   

Tak, bardzo podobnie. Taka praca nad sobą powoduje znajomość siebie, kontakt z samym sobą - to do wewnątrz; oraz odwagę bycia sobą na co dzień - na zewnątrz. A to z kolei powoduje właśnie zaufanie samu sobie - że cokolwiek się nie zdarzy to ja będę wiedzieć jak postąpić. To powoduje, że można bez lęku wychodzić do ludzi, nawet tych, z którymi mamy trudne relacje.
 
     
Giaur73
[Usunięty]

Wysłany: 2010-10-26, 10:42   

Myslę, że i ten post wymaga dopowiedzenia.
nałóg napisał/a:
Czy ten wątek nie był odpowiedzią na wylewany ból Gosi? czy nie miał na celu swego rodzaju zakamuflowanego ataku na Twoją żonę????
Czym ????
A no tym ,że jako matka jest współautorką syndromu PAS u Waszych dzieci.......... że to nie tylko Ty masz być tym winnym bólu dzieci............... w efekcie rozpadu małżeństwa i
Odczytuję ten Twój post jako podjęcie próby zracjonalizowania poczucia winy i wysiłku by choć w cześci tę winę przerzucić na Gosię.
Czy to miała być zamiana poczucia winy na poczucie skrzywdzenia poprzez swoistą obrone dzieci????
- w dużej mierze był. Był też krzykiem tęsknoty...

Ktoś napisał, że nie ma PAS, jeśli rodzina jest zdrowa. To "oczywista oczywistość", niestety nieoczywista, gdy jest się zapatrzonym w siebie.

Mam nadzieję, że wszystkie zranienia dzieci zostaną uzdrowione prze Jezusa. On bierze w obronę maluczkich.

Na koniec napiszę tylko, że moje relacje z dziećmi są teraz bardzo dobre. Odżyły, przebaczyły i ufaja mi, tak jak kiedyś.

Chwała Panu!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 8