Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Nigdy nie zrozumię, co się dzisiaj stało
Autor Wiadomość
Oli
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-11, 14:44   

Kochani, stało się coś jeszcze chyba dziwniejszego. W poniedziałek kiedy wróciłam z pracy do domu dostałam smsa : " Będę, za 40 minut". Od mojego męża oczywiście, zapytałam czy się nie pomylił, bo to chyba nie do mnie, ale odp.że właśnie do mnie. Przyjechał i został. Przywiózł część swoich rzeczy, twierdził,że bardzo chce tego powrotu, ale we wtorek już chciał uciec. Stwierdził,że tu nie pasuje,że to nie jego miejsce i że się pomylił. Powiedziałam,że jeśli musi odejść to lepiej teraz niż później. Nie odszedł, jest do dzisiaj, nie wiem czy nie przyjdzie kolejny kryzys, czy nie będzie znowu chciał uciec, chyba bardzo się boi, ze się nam nie uda. Ciągle są nie załatwione tamte sprawy. Tamto mieszkanie, i dziewczyna. Choć twierdzi,że bardzo się zmienił i nie mam się czego obawiać. Minęły 3 dni, ale jak postępować dalej, co zrobić żeby to przetrwał, zeby nie zaprzepaścić szansy. Ja też się boję.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-11, 15:10   

Oli,
Nie będę Cie pocieszać, ale chcę Ci powiedzieć,że wśród moich znajomych widziałam taką sytuację: Zanim facet wrócił do domu na stałe to uciekał do kochanki chyba 6 razy. Nie wiem jak wytrzymała to jego żona, ale dziś są razem. To ogromna trauma, bo do dziś nie rozmawiała ze mną o tym. Mam wrażenie,że nadal nie przetrawiła tej sytuacji, ale łatwiej jej było otworzyć sie w środku kryzysu niż pod koniec.
Piszę o tym, abyś wiedziała,że to bardzo trudne przeżycie i żebyś nie wymagała od siebie zbyt wiele. Nie analizuj tylko patrz i żyj tak normalnie jak tylko możesz. Na analizę przyjdzie czas, gdy już sie pozbieracie oboje. Teraz oboje będziecie mieli chwile gdy nie zrozumiecie sami siebie.
 
     
agnieszka78
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-11, 23:02   

pytasz jak nie stracić szansy... nie wkładaj mu do głowy takich "genialnych" pomysłów jak ten:

Oli napisał/a:
Wiecie, ja mu wczoraj napisałam,że chyba już nas nie chce, ze ma inne życie, już poukładane, z nowymi sąsiadami, nową fajną "teściową" i nową "żoną" i chyba my już mu tam nie pasujemy( wiem,że to trochę złośliwe) ....


oczekujesz że on da wyraz swojej miłości do Ciebie i zaprzeczy takim słowom? a może mu przedstawiasz "fajne" scenariusze?
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-12, 13:28   

Oli, mam nadzieję, że już więcej nie odwieziesz męża do kochanki... Drogę na pewno zna... Gdyby zechciał do niej wrócic - nie ułatwiaj mu tego, jak poprzednio. Ty jesteś jego żoną, jak mogłaś go tam zawieźć... Kiedy powiedział, że jednak chce do tamtej, zatrzymałabym samochód - tylko tyle, nic ponadto. A najlepiej, to gdyby sam powrócił, jak przystało na dorosłego faceta - dobrowolnie, świadomie.
Oli, zdajesz się być bardzo pomocną dla męża w tym miotaniu się pomiędzy dwoma kobietami... Chyba więcej stanowczości potrzeba z Twojej strony.
Oli, napisz, jak teraz pomiędzy Wami.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-12, 15:08   

Oli........... podkładasz poduchę pod tyłek mężowi.....więc???ma miękkie lądowania........
 
     
Oli
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-12, 16:02   

Nałóg bo tak bardzo chcę żeby się udało......wiem,że to złe. Różo wiem,że ty dałaś radę, ja nie wiem czy się uda, bo już kiedyś przecież wracał i znowu odchodził, na razie nie powtórzył się kryzys z wtorku, jest idealnie mogłabym powiedzieć, na prawdę. Bardzo się stara, a ja nie pytam o przeszłość, nie wypominam, staram się żyć normalnie na ile to możliwe... gdyby było tak jak jest zawsze , to szczerze kochani, niczego innego mi nie potrzeba. Choć pewnie przyjdą kryzysy. Dużo się modlę za nas i zobaczymy, przecież nie wiem co ma w głowie, za czym tak na prawdę tęskni, czego chce. Mam nadzieje,że się tu odnajdzie i nie powtórzy tego ostatniego stwierdzenia,że to nie jego miejsce....... Pozdrawiam i proszę o wsparcie w modlitwie. ;-)
 
     
w.z.
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-12, 16:16   

Oli, podpowiem Co co ja zrobiłem. Mając już wcześniej jakieś doświadczenie charyzmatyczne postanowiłem pojechać z żoną i dziećmi do ludzi, którzy byli gorliwymi chrześcijanami (zielonoświątkowcami). I myślę, że ten duch trochę się nam udzielił. Oczywiście nie polecam Kościoła Zielonoświątkowego, ale akurat nie mamy w pobliżu katolickich charyzmatyków. Duch Święty potrafi zdziałać cuda. Modlitwa nas samych czasami nie wystarczy.
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-12, 16:50   

Cytat:
jest idealnie mogłabym powiedzieć, na prawdę. Bardzo się stara, a ja nie pytam o przeszłość, nie wypominam, staram się żyć normalnie na ile to możliwe...

Oli, jak to miło, taakie wieści. :-D Chwała Panu!
Tak, to bardzo ważne, żeby nie wypominać, czyli tym samym - nie przypominać tamtej, pozwolić zapomnieć. A ochota, aby wspomnieć na pewno będzie, bo i gorszy dzień może zdarzyć się... Potrzebne będą teraz wszystkie cnoty pod słońcem, a można wypracować chociaż troszkę z nich - na modlitwie, adoracji. Wspomnę o Tobie na Drodze Krzyżowej, właśnie zaraz idę.
Cieszę się razem z Tobą. :-D Daj odczuć mężowi, że jest kochany, że tylko tutaj, przy Was jest jego miejsce.
Oli, pisz, co dzieje się dalej, będę Cię wspierać modlitwą.
 
     
Oli
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-13, 15:47   

w.z. , Różo dziękuję wam za wsparcie, trudno się powstrzymać - Różo masz rację. Są chwile kiedy się bardzo boję, np. dzisiaj mąż dzwonił do koleżanki, a ja już na słowo koleżanka drżę, choć pytał ją tylko o pracę. Po chwili pojechał do swojego ojca, a ja już w głowie tysiąc myśli, czy przypadkiem na pewno do ojca i czy po drodze nie spotka się z byłą ....... strach wciska się w błahe sytuacje naszego życia, ale staram się nie wspominać, nie wypominać niczego. Dziękuję Różo za modlitwę. W.z. myślałam o jakiejś wspólnocie ale po malutko, nie wszystko na raz, mój mąż jest ogólnie nie dobrze nastawiony do Kościoła, spróbuję ale tak wolniutko,żeby nie było,że zmuszam, może się uda, wiem,że Pan Bóg to jedyna siła, która może nas ocalić.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-13, 16:50   

Oli,
Dla Twojego wyciszenia oraz wsparcia zajrzyj tu:
http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=4784

Ta forma rehabilitacji duchowej dla małzeństw zawsze jest zalecana po zetknięciu z cudzołustwem lub innym trudnym wydarzeniem w pożyciu małżeńskim związanym z wykroczeniem przeciwko czystości. Pomaga. :->
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-13, 17:42   

Cytat:
Po chwili pojechał do swojego ojca, a ja już w głowie tysiąc myśli, czy przypadkiem na pewno do ojca i czy po drodze nie spotka się z byłą ....... strach wciska się w błahe sytuacje naszego życia, ale staram się nie wspominać, nie wypominać niczego.

Oli, znam to dobrze... Wystarczył dzwonek telefonu, wyjście chociażby do sklepu po papierosy, a w głowie już tysiąc pomysłów... To są chwile, kiedy trzeba toczyć z samą sobą ciężką walkę... Oli, najgorszy jest ten początek, musisz go jakoś przetrwać, potem - już tylko coraz lepiej, coraz łatwiej... Niech to będzie dla Ciebie pocieszeniem.
Trzymaj się, dasz radę! Gdybyś zasłabła :-D - pisz.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-13, 19:53   

Oli............ samym Wam będzie raczej ciężko...........a co Ty/Wy na terapię małżeńską? może Małżeński weekend?
 
     
Bafi
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-14, 23:25   

"Oli, znam to dobrze... Wystarczył dzwonek telefonu, wyjście chociażby do sklepu po papierosy, a w głowie już tysiąc pomysłów... To są chwile, kiedy trzeba toczyć z samą sobą ciężką walkę..."

Różo, Oli ... jak mi w tej chwili taka gonitwa myśli bliska jest...
Mąż do pracy dziś wyszedl dwie godziny wcześniej ( jeszcze parę miesięcy temu w taki sposob się z nią spotykał) mówiąc ,że ma do nadrobienia parę spraw. A ja walczę z myślami ,nawet przez moment chciałam pojechać sprawdzić...
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-15, 08:55   

Cytat:
A ja walczę z myślami ,nawet przez moment chciałam pojechać sprawdzić...

Bafi, gdybyś uległa tej pokusie, w ślad za nią poszłyby następne, bo przecież można sprawdzić i telefon i znaleźć w nim coś dla podsycenia własnej nieufności... poszukać obcych zapachów na mężowej koszuli :-D itd, ale to droga do nikąd, no chyba że choroba jest celem...
Czyli jednak próbować zaufać, a przynajmniej nie czynić nic, co mogłoby to zaufanie podważyć w jakiś głupi, niedorzeczny sposób. Śledzić własnego męża - to właśnie niedorzeczne, chore. Pewnie że trzymać rękę na pulsie, obserwować, ale na pewno nie na zasadzie - coś mi się wydaje, więc sprawdzam od razu, bo skoro raz okłamał to tak już będzie częściej.
Moje doświadczenie pokazuje, że zdradzacz powracający świadomie i dobrowolnie do domu - to człowiek już inny, bo lepszy, bardziej pokorny - mądrzejszy (o własne niechlubne doświadczenie). On naprawdę docenia to, co otrzymał, czyli przebaczenie wielkiej winy... Problem ze stroną zdradzoną, bo to właśnie w niej teraz budzą się najniższe insktynkty - złość, nieufność, chęć kontrolowania. I to jest właśnie ta trudna walka z sobą... Czasem sobie myślałam, że może wszystko zadziało się po to, aby ujrzały światło dzienne te najgorsze skłonności drzemiące w człowieku, bo to właśnie te trudne sytuacje tak naprawdę pokazują człowiekowi do czego jest zdolny, jak grzeszną jest jego natura... A zdradzacz, on już dostał za swoje, bo wyjście zdrady na światło dzienne to na pewno nie jest miłe, spadek poczucia własnej wartości nieunikniony...
A może Pan Bóg kochając tak bezgranicznie pozwala właśnie na taki upadek, żeby spokorniał, żeby poznał siebie i właśnie liczy na zdradzonego współmałżonka, że okazując miłosierdzie spowoduje u tegoż przemianę serca - nawrócenie. To byłoby to dobro, które Bóg chce wyprowadzic nawet z wielkiego zła... Może chodzi w tym wszystkim o potrzebę współpracy, może On na to liczy...Na pewno nie może chodzić o odtrącenie, potępienie, bo to zwykle równa się z odejściem od Boga, a pójście już na stałe drogą bez wiary, nadziei, czyli ku przepaści...
Trzeba uznać fakt szczerego powrotu za - również powrót do życia według zasad, czyli chociaż odrobinę - zaufać. Zaufanie budzi niejako potrzebę bycia tym, któremu ufać można - zobowiazuje.
Tak więc Bafi, więcej spokoju i świadomości, że to tylko skołatana psychika, nie rzeczywiste powody do niepokoju. Choć wiem, że wtedy ziemia zaczyna krążyć o wiele szybciej :-D , to tak naprawdę tylko nasze poranione serce...
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,01 sekundy. Zapytań do SQL: 5