Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Wielki Post
Autor Wiadomość
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-27, 22:32   

W ramach rekolekcji:

IX PRZYKAZANIE:
Nie pożądaj żony/ męża bliźniego/bliźniej...


http://www.radiojozef.pl/...07&aud_id=18733
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-28, 12:23   

28-02-2010

♥♥♥♥♥

Zamyślenia wielkopostne
ks.bp Józef Zawitkowski (2010-02-28)

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=20492

♣♣♣♣♣

Kazanie Pasyjne na II Niedzielę Wielkiego Postu –

Pojmanie i proces Jezusa
Farsa procesu


Robert miał niewielką, ale dobrze prosperującą firmę budowlaną. Dorabiał się przez kilka lat, raczej ciężką i uczciwą pracą, nie oszukując i nie prowadząc podejrzanych interesów. Ale i tak w małym miasteczku, w którym mieszkał wszyscy mu zazdrościli i podejrzewali o machlojki. Nie przejmował się tym za bardzo, bo mimo tego miał zamówienia, a ludzie byli zadowoleni z jego usług. Nie było więc podstaw by się niepokoić i przejmować ludzkim gadaniem. Chociaż niektórzy wychodzili ze skóry, żeby mu zaszkodzić, ze zwykłej i całkowicie bezinteresownej zazdrości. Zastanawiało go tylko skąd się takie uczucia biorą, dlaczego ludzie tak wiele wysiłku i pomysłowości używają, żeby zaszkodzić drugiemu. Zazdrość to na pewno najbardziej nieekonomiczne uczucie. Przecież gdyby ten wysiłek i pomysłowość wykorzystali w pozytywny sposób, to sami mogliby żyć znacznie lepiej i dostatniej.

Tego feralnego wieczoru wracał z budowy, którą prowadził w sąsiedniej miejscowości. Nie było ani późno, ani zbyt ciemno, nie padał deszcz. On sam nie był ani zmęczony, ani i tym bardziej pijany, bo nigdy nie pił, nie miał do tego zdrowia i od lat nie wypił nawet piwa. Jechał spokojnie i oto nagle, nie wiedział nawet kiedy, zobaczył kilkuletnie dziecko na masce swojego samochodu … Zatrzymał się natychmiast, wysiadał i podbiegł do leżącego na poboczu dzieciaka. Dziecko nie reagowało, nie ruszało się, nie oddychało. Podniósł je najdelikatniej jak umiał, ułożył na tylnym siedzeniu i pojechał do szpitala. W szpitalu stwierdzono zgon. On sam zgłosił się na policję. Alkomat –jak na złość był zepsuty, ale policjant przyjmujący zeznanie nie stwierdził “spożycia alkoholu”. Niestety w procesie nie dano wiary policjantowi, ale tym, którzy zaświadczyli pod przysięgą, że widzieli go pijącego w tym feralnym dniu na budowie. Zresztą sam proces był farsą, przeprowadzony pośpiesznie i bez zachowania najbardziej elementarnych zasad dochodzenia. Przesłuchano kilku zupełnie przypadkowych świadków, których on sam absolutnie sobie nie przypominał. Kiedy wysiadł z samochodu, aby podnieść dziecko nie spotkał nikogo, nikt nie podszedł wtedy, nie zapytał o to co się stało, nie zareagował, droga była pusta, a tu nagle na procesie tylu naocznych świadków, tylu ekspertów, tylu oskarżycieli! Skąd oni wszyscy się wzięli?

Prokurator zażądał wyroku, obrońca nie próbował go nawet bronić, sąd pośpiesznie i beztrosko zakończył sprawę. Zazdrośnicy byli usatysfakcjonowani, znaleźli w końcu “haka” na tego, który na pewno nie doszedł do takiej firmy w uczciwy sposób i czekali tylko, że prędzej czy później podwinie mu się noga, że wpadnie, że popełni błąd i … nadarzyła się okazja. Czemu nie skorzystać? Nawet jeśli dostanie wyrok tylko w zawieszeniu, to i tak ten nie lubiany “świętoszek” ma za swoje. Nikt na tym nie skorzystał, nikt z tego nic nie ma, ale i on nie będzie się chełpił swoim dobrobytem i swoją podejrzaną uczciwością.

Drobna, niewielka sprawa bez znaczenia. Świat się od tego nie zawalił, nawet w gazetach nie pisano, bo i o czym? Człowiek uczciwy i pracowity został wykończony. Zazdrośnicy, bezinteresowne hieny zadowolone. Nic wielkiego się nie stało.

****************

To samo powtarza się od stuleci … od tysiącleci. Niewygodnemu, niepokornemu, buntownikowi, politycznie niepoprawnemu, a nawet tylko normalnie uczciwemu człowiekowi zawsze można zaszkodzić, wytoczyć sfingowany proces i zawsze znajdą się tacy, którzy go wydadzą, wskażą palcem, oskarżą, dostarczą wygodnych, niezaprzeczalnych dowodów i ostatecznie uciszą. Człowiek prawy jest wyrzutkiem i wrzodem, jest oskarżeniem dla robiących karierę, dla zaangażowanych w polityczne gierki, dla szukających własnych korzyści. Kiedy przyglądamy się starożytnym “aktorom” tego karykaturalnego procesu: Judasz, arcykapłani: Annasz i Kajfasz, namiestnik Piłat, król Herod, tłumy, barbarzyńscy rzymscy żołdacy … to można zobaczyć, że każdy z nich miał interes w “pozbyciu się”, w skazaniu i zamordowaniu Chrystusa i każdy do tego wyroku, na swój sposób przykładał rękę. Co więcej, wszyscy ci “aktorzy” do dzisiaj obecni są w tak wielu współczesnych, “sprawiedliwych” procesach. W każdym systemie politycznym i w każdym systemie społecznym, w każdej warstwie i w każdym czasie znajdą się zdrajcy i krzywoprzysięzcy, którzy za odpowiednią opłatą zeznają, to co należy, to co pasuje oskarżycielom do ich wyroku. W każdej społeczności i każdym systemie i grupie społecznej znajdziemy sprzedajnych judaszy, podstępnych i święcie oburzonych kajfaszy, annaszy i arcykapłanów, ale także bezwolnych i zastraszonych piłatów, skretyniałych herodów. Nie trudno także znaleźć barbarzyńskich oprawców, sadystycznych żołdaków, o czym możemy się przekonać z codziennych wiadomości i doniesień z różnych frontów współczesnych, cywilizowanych wojen. Nie brakuje też na pewno nigdy i nigdzie przekupnych i tępych tłumów, które gotowe są jak w transie krzyczeć “krew jego na nas i na dzieci nasze”. Nie brak i gapiów, którzy przyglądać się będą z rozkoszą najbardziej nawet nieludzkim egzekucjom i widowiskom, bo są one przecież tak ekscytujące. Proces Chrystusa trwa nadal i powtarza się, powiela i zwielokrotnia, ilekroć wygrywa ludzka głupota i zawiść, chciwość i pazerność, przebiegłość i tchórzostwo, koniunkturalizm i zwykła małoduszność, ludzka obojętność i bezduszna miernota. Wystarczy przypatrzeć się tylko naszym czasom i temu co nam oferują współczesne “sprawiedliwe sądy” i “trybunały demokracji”, sędziowie i politycy, twórcy kultury, manipulatorzy pseudo-wartości, piewcy nowej wolności i twórcy nowej mody, i nowej etyki opartej o jedyną zasadę “maksimum przyjemności przy minimum odpowiedzialności”.

Ale najpierw był jeden z Jego zaufanych, jeden z Dwunastu, do którego On nadal zwraca się słowem “przyjacielu(!)”, a który wydaje Go zdradzieckim pocałunkiem. I od tamtego czasu, zawsze znajdzie się jakiś Judasz, który zdradzi, wyda, wskaże palcem, z uśmiechem pocałuje, dla kilku srebrników, dla doraźnej korzyści, dla “wyższych racji”, dla takich lub innych “racjonalnych” czy politycznych powodów. Zawsze znajdzie się jakiś politycznie poprawny Judasz, który doniesie, zadenuncjuje, dostarczy “niezbitych” dowodów, szepnie tam, gdzie trzeba i komu trzeba, żeby niewygodnego wykończyć, żeby leżącemu dokopać, żeby rywala zgnoić. I tak od dwóch tysięcy lat powtarza się ustawicznie zdrada Jezusa, wydawanego i sprzedawanego w Jego braciach, w tych niewinnych i zdradziecko, podstępnie wydanych. Od dwóch tysięcy lat powtarzają się pojmania, w których niewinni traktowani są jak zbrodniarze, a zbrodniarze szyderczo się uśmiechają i stroją się w piórka niewinnych stróżów prawa i sprawiedliwości. I nie trzeba przypominać wielkich procesów politycznych z lat stalinizmu, nie trzeba odwoływać się do specyficznego pojęcia socjalistycznej sprawiedliwości. Wystarczy przyjrzeć się temu co dzisiaj, i co dookoła nas się dzieje. Wystarczy zobaczyć, jak my sami “załatwiamy” porachunki między sobą, jak w cywilizowany sposób i z uśmiechem na ustach, w białych rękawiczkach wykańczamy innych.

A ileż to razy było tak w moim życiu, że i ja doniosłem, wydałem, zdradziłem, bo tak się opłacało, bo tak było wygodniej, bo trzeba było zachować swoją pozycję, bo tego wymagała sytuacja. Ileż to razy ja okazałem się fałszywie uśmiechniętym Judaszem, zdrajcą, sprzedawczykiem, kanalią tylko dlatego, że się bałem, że obiecywano za taką zdradę drobne zyski i niewielkie dopłaty? Ileż to razy dla tych doraźnych drobnych zysków zdradziłem przyjaciół i zdradziłem, zaparłem się Chrystusa, jak Piotr wołając “Nie znam tego człowieka, co ty wygadujesz. Nigdy z nim nie chodziłem. Nie mam z nim nic wspólnego!!” Ile razy stałem w tłumie i krzyczałem “Na krzyż z nim!”? Czy ja naprawdę nie mam sobie nic do zarzucenia w procesie Jezusa i takich jak On niewinnie skazanych, potępionych, wyśmianych i wyszydzonych? Ilu ludzi żywcem ukrzyżowałem, pogrzebałem, skazałem na nieistnienie, na zapomnienie tylko dlatego, że byli niewygodni dla któregoś z moich szefów? A ilu poświęciłem ze zwykłego lenistwa i konformizmu, mówiąc bezdusznie i szyderczo: “a co mnie to obchodzi, to nie moja sprawa”, albo “nie mój cyrk, nie moje małpy“? I umywałem ręce, jak Piłat zadowolony ze znalezionego kompromisu, z faktu, że udało mi się wyjść z kłopotu przez sprytny i dowcipny gest.

A ty? Czy nigdy nie brałeś udziału w takim procesie? Nie musiał być wielki, nie musiał toczyć się przed sądem. Nie trzeba było nawet składać fałszywych zeznań czy fałszywie przysięgać. Wystarczyło, że we właściwym momencie przytaknąłeś głową, że szepnąłeś kilka wątpliwych “prawd” komu trzeba, że nie zareagowałeś wtedy, kiedy kogoś wykańczano, że siedziałeś cicho, żeby nie stracić pozycji. Wystarczy, że dla utrzymania swego “status quo”, swojego stołeczka biłeś brawo, kiedy należało krzyczeć: “nie zgadzam się, to nieprawda!!!”. Wystarczy, że byłeś w tłumie potępiających bez jakichkolwiek dowodów winy. To wystarczy. Parodia procesu, kpina ze sprawiedliwości i praworządności, naginanie faktów do z góry przyjętych założeń, śmierć cywilna na którą skazujemy tych wszystkich, którzy są niebezpieczni, albo tylko niewygodni, albo tylko inaczej myślący, nie poddający się powszechnemu praniu mózgów … szczucie plotkami i pomówieniami, to stale powracające elementy tego samego procesu Jezusa, sfingowanego i niesprawiedliwego procesu! Od 2 tysięcy lat karykatura procesu Jezusa powtarza się ustawicznie. I my ustawicznie bierzemy udział w tych bezprawnych, szyderczych procesach, w sposób świadomy lub nawet nie do końca świadomy, a jednak nigdy nie bez winy.

Analiza procesu Jezusa, prowadzanie skazanego przed wyrokiem od Annasza do Kajfasza, od Heroda do Piłata, pokazuje nie tylko niesprawiedliwość i bezprawność tego procesu, ale i nieudolność całej “maszyny sprawiedliwości”, ludzkiej sprawiedliwości, która bezlitośnie miele swoje ofiary. Ta nieudolność i bezduszność widoczna jest przecież do dzisiaj we wszystkich “praworządnych” i konstytucyjnych instytucjach, wydających wyroki śmierci już nie pojedynczo, ale zbiorowo, w instytucjach decydujących o losie już nie jednostek, ale całych grup społecznych, całych narodów. A wszystko to w imię prawa i sprawiedliwości, w imię humanizmu, równości i braterstwa, w imię wolności i –ostatecznie- pychy. Europejskie i narodowe parlamenty dekretujące w całym majestacie prawa, z zachowaniem demokratycznych procedur, że dzieciobójstwo nie jest morderstwem, że eutanazja nie jest zbrodnią, to także sfingowane karykaturalne procesy Jezusa. Nie trzeba się odwoływać do nazistowskich i stalinowskich zbrodni ludobójstwa, żeby uświadomić sobie jak bardzo ślepa i bezduszna, jak bardzo wyrafinowana i perwersyjna jest “machina ludzkiej sprawiedliwości” i ludzkiego prawa. I tłumy pytające jak Piłat, z ironią i drwiną: “A cóż to jest prawda?” i z bezduszną tępotą przyklaskujące prześmiewcom i obiecującym złote góry ideologom.

Annasz, Kajfasz, Herod, Piłat, rzymscy setnicy i żołnierze, i tłumy, ludzie którzy bezmyślnie zgadzają się na tę kaźnię i traktują ją jak rozrywkę, oni wszyscy są nadal obecni i nadal skazują, potępiają, wydają wyroki, spiskują i z obojętnością patrzą jak niewinni są poniewierani i mordowani, jak sprawiedliwi wydawani są na śmierć i na pośmiewisko. Proces Jezusa ze wszystkimi jego “aktorami” nieustannie trwa nadal i ja w nim także uczestniczę. Ja także gram w nim jakąś rolę, nawet jeśli jestem tylko bezmyślnym gapiem, niezaangażowanym przechodniem, postronnym obserwatorem.

Panie, przewrotnie skazywany we wszystkich niesprawiedliwych wyrokach świata, sądzony we wszystkich farsach sprawiedliwych procesów … w Twoim pojmaniu i w Twoim procesie one wszystkie są już obecne. A Ty jesteś obecny i skazywany w nich wszystkich, aż do dzisiaj!!!

materiał ze strony:
http://spoko.wordpress.com/

==========================================================

II Niedziela Wielkiego Postu

Gorzkie żale


CZĘŚĆ II

Śpiewana w II i V niedzielę Wielkiego Postu

Intencja

W drugiej części rozmyślania Męki Pańskiej będziemy rozważali, co Pan Jezus wycierpiał od niesłusznego przed sądem oskarżenia aż do okrutnego cierniem ukoronowania. Te zaś rany, zniewagi i zelżywości temuż Jezusowi cierpiącemu ofiarujemy, prosząc Go o pomyślność dla Ojczyzny naszej, o pokój i zgodę dla wszystkich narodów, a dla siebie o odpuszczenie grzechów, oddalenie klęsk i nieszczęść doczesnych, a szczególnie zarazy, głodu, ognia i wojny.

HYMN

http://liturgia.wiara.pl/...ie2006_gn07.mp3

1. Przypatrz się, duszo, jak cię Bóg miłuje, * Jako dla ciebie sobie nie folguje. * Przecie Go bardziej, ni katowska, dręczy, * Złość twoja męczy.
2. Stoi przed sędzią Pan wszego stworzenia, * Cichy Baranek, z wielkiego wzgardzenia; * Dla białej szaty, którą jest odziany, * Głupim nazwany.
3. Za moje złości grzbiet srodze biczują; * Pójdźmy, grzesznicy, oto nam gotują, * Ze Krwi Jezusa dla serca ochłody * Zdrój żywej wody.
4. Pycha światowa niechaj, co chce wróży, * Co na swe skronie wije wieniec z róży, * W szkarłat na pośmiech cierniem Król zraniony * Jest ozdobiony!
5. Oby się serce we łzy rozpływało, * Że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało! * Żal mi, ach, żal mi, ciężkich moich złości, * Dla Twej miłości!

LAMENT DUSZY NAD CIERPIĄCYM JEZUSEM



1. Jezu, od pospólstwa niewinnie, * Jako łotr godzien śmierci obwołany, * Jezu mój kochany!
2. Jezu, od złośliwych morderców * Po ślicznej twarzy tak sprośnie zeplwany, * Jezu mój kochany!
3. Jezu, pod przysięgą od Piotra * Po trzykroć z wielkiej bojaźni zaprzany, * Jezu mój kochany!
4. Jezu, od okrutnych oprawców, * Na sąd Piłata, jak zbójca szarpany, * Jezu mój kochany!
5. Jezu, od Heroda i dworzan, * Królu niebieski, zelżywie wyśmiany, * Jezu mój kochany!
6. Jezu, w białą szatę szydersko * Na większy pośmiech i hańbę ubrany, * Jezu mój kochany!
7. Jezu, u kamiennego słupa * Niemiłosiernie biczmi wysmagany, * Jezu mój kochany!
8. Jezu, przez szyderstwo okrutne * Cierniowym wieńcem ukoronowany, * Jezu mój kochany!
9. Jezu, od żołnierzy niegodnie * Na pośmiewisko purpurą odziany, * Jezu mój kochany!
10. Jezu, trzciną po głowie bity, * Królu boleści, przez lud wyszydzany, * Jezu mój kochany!



Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony, * dla nas zelżony i pohańbiony! * Bądź uwielbiony! Bądź wysławiony! Boże nieskończony!

ROZMOWA DUSZY Z MATKĄ BOLESNĄ



1. Ach, widzę Syna mojego * Przy słupie obnażonego, * Rózgami zsieczonego!
2. Święta Panno, uproś dla mnie, * Bym ran Syna Twego znamię * Miał na sercu wyryte!
3. Ach, widzę jako niezmiernie * Ostre głowę ranią ciernie! * Dusza moja ustaje!
4. O Maryjo, Syna swego, * Ostrym cierniem zranionego, * Podzielże ze mną mękę!
5. Obym ja, Matka strapiona * Mogła na swoje ramiona * Złożyć krzyż Twój, Synu mój!
6. Proszę, o Panno jedyna, * Niechaj krzyż Twojego Syna * Zawsze w sercu swym noszę!

materiał ze strony:
http://liturgia.wiara.pl/doc/418999.Gorzkie-Zale
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-01, 16:53   

01-03-2010

♥♥♥♥♥

Zamyślenia wielkopostne
ks.bp Józef Zawitkowski (2010-03-01)

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=20505

♣♣♣♣♣

22.III.2009 Rekolekcje Wielkopostne 2009. Nauka wygłoszona podczas Mszy Świętej o 9.30 przez x profesora Michała Janochę

http://www.kosmaty.pl/kan.../20090322_h.mp3

•••••

23.III.2009 Rekolekcje Wielkopostne 2009. Nauka wygłoszona podczas Mszy Świętej o 18.30 przez x profesora Michała Janochę ( o kuszeniu)

http://www.kosmaty.pl/kan.../20090323_h.mp3

•••••

24.III.2009 Rekolekcje Wielkopostne 2009. Nauka wygłoszona podczas Mszy Świętej o 18.30 przez x profesora Michała Janochę

http://www.kosmaty.pl/kan.../20090324_h.mp3

•••••

25.III.2009 Rekolekcje Wielkopostne 2009. Nauka wygłoszona podczas Mszy Świętej o 18.30 przez x profesora Michała Janochę

http://www.kosmaty.pl/kan.../20090325_h.mp3

•••••
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-02, 12:02   

02-03-2010

♥♥♥♥♥

Zamyślenia wielkopostne
ks.bp Józef Zawitkowski (2010-03-02)

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=20518

cyt.:"Powołanie jest łaską, którą mi dał Bóg,
a często przez czyjąś modlitwę,
przez czyjeś zasługi."

♣♣♣♣♣

Pieśni

http://www.kosmaty.pl/kan...20080224_p5.mp3

http://www.kosmaty.pl/kan...20080224_p6.mp3


•••••
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-03, 13:02   

03-03-2010

♥♥♥♥♥

Zamyślenia wielkopostne
ks.bp Józef Zawitkowski (2010-03-03)

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=20531

♣♣♣♣♣
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-03, 13:14   

Nauka rozpoczynająca Rekolekcje Wielkopostne: BĄDŹMY UCZNIAMI CHRYSTUSA - wygłoszona podczas Mszy Świętej o 9.30 przez x Wojciecha Bartkowicza

http://www.kosmaty.pl/kan.../20080302_h.mp3

======

Homilia - Nauka II dnia Rekolekcji Wielkopostnych: BĄDŹMY UCZNIAMI CHRYSTUSA - wygłoszona podczas Mszy Świętej o 18.30 przez x Wojciecha Bartkowicza

http://www.kosmaty.pl/kan.../20080303_h.mp3

======

Homilia - Nauka III dnia Rekolekcji Wielkopostnych: BĄDŹMY UCZNIAMI CHRYSTUSA - wygłoszona podczas Mszy Świętej o 18.30 przez x Wojciecha Bartkowicza

http://www.kosmaty.pl/kan.../20080304_h.mp3

======

Homilia - Nauka IV dnia Rekolekcji Wielkopostnych: BĄDŹMY UCZNIAMI CHRYSTUSA - wygłoszona podczas Mszy Świętej o 18.30 przez x Wojciecha Bartkowicza

http://www.kosmaty.pl/kan.../20080305_h.mp3

======
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-04, 14:59   

04-03-2010

♥♥♥♥♥

Zamyślenia wielkopostne
ks.bp Józef Zawitkowski (2010-03-04)

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=20544

♣♣♣♣♣
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-04, 22:10   

Rekolekcje Wielkopostne 2009 - ks. prof. Bogdan Czesz
Chrystus-naszym życiem

cz.I
http://patrz.pl/mp3/rekol...of-bogdan-czesz

cz.II
http://patrz.pl/mp3/rekol...gdan-czesz-cz-2

cz.III
http://patrz.pl/mp3/rekol...gdan-czesz-cz-3

cz.IV
http://patrz.pl/mp3/rekol...gdan-czesz-cz-4
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-04, 22:28   

Ojciec wiary niełatwej
Dariusz Piórkowski SJ

„Bóg wystawił Abrahama na próbę. Rzekł do niego: »Abrahamie!«. A gdy on odpowiedział: »Oto jestem«, powiedział: »Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jaki ci wskażę«". (Rdz 22, 1-2)

Chyba żadna inna scena w Starym Testamencie nie doczekała się tylu interpretacji, co ofiara Izaaka. Niektórzy psychoanalitycy, jak Alice Miller, twierdzą, że ta historia przygotowała grunt pod przyszłe wykorzystywanie dzieci. Izaak był zaledwie pionkiem w ręku „dorosłych": Abrahama i Boga, którzy załatwiali swoje porachunki. Rembrandt na dwóch obrazach ukazuje patriarchę, który patrzy w niebo, a nie na swego syna, co zdaniem znawców ma wyrażać ślepe posłuszeństwo Bogu. Tak czy owak, trudno zrozumieć to wydarzenie, pomijając jego biblijny kontekst. Łatwo o nieporozumienie, jeśli przeoczymy fakt, że pomiędzy Bogiem a Abrahamem istnieje wzajemne zaufanie. Ponadto Bóg i czytelnik wie, że tocząca się akcja jest próbą. Patriarcha nie posiada tej wiedzy. O co więc chodzi?

Podczas lektury tego tekstu szybko może zrodzić się pytanie, dlaczego ojciec Izaaka bez najmniejszej zwłoki odpowiada na wezwanie Jahwe. Zadziwiające jest również to, że autor nie wspomina ani słowem o uczuciach Abrahama. Dlaczego się nie burzy, nie interweniuje, nie spiera z Bogiem, jak czynił to wcześniej, błagając śmiało o ocalenie Sodomy i Gomory? Czy Abraham zaniemówił i poddał się własnej bezradności? Brak opisu stanu emocjonalnego patriarchy jest tym bardziej niepojęty, że w grę wchodzi los jego własnego syna, najbliższej mu osoby.

Możemy przypuszczać, że spokój Abrahama opiera się na dotychczasowym doświadczeniu. Prawdopodobnie, słysząc wezwanie Boga, sięgnął pamięcią wstecz i uświadomił sobie, że już raz znalazł się w podobnej sytuacji. Przecież Saraj była zbyt stara, aby mieć dziecko. A jednak doszło do cudu. Izaak został poczęty, chociaż po ludzku wydawało się to niedorzecznością. Poza tym, podczas zawarcia przymierza Bóg obiecał: „Oddaję tobie i twym przyszłym potomkom kraj, w którym przebywasz, cały kraj Kanaan, jako własność na wieki" (Rdz 17, 8). A przecież Izaak jest jego dziedzicem. Jeśli dotąd Jahwe spełniał swoje obietnice, dlaczego teraz miałby zaprzeczyć samemu sobie? Okazałby się niewiarygodny, zmienny i pełen sprzeczności.

Abraham nie miał pojęcia, w jaki sposób Bóg wybrnie z tej opresji, ale wierzył, że nastąpi coś nieoczekiwanego. Nawet nie wdaje się w rozważania w stylu: „Jeśli utracę Izaaka, to pewnie otrzymam następnego syna". Przeciwnie, w trakcie drogi, odpowiadając na pytanie chłopca, mówi: „Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie, synu mój" (Rdz 22, 8). Ojciec wiary wiedział jedno: Jahwe nie może zwodzić i ma dobre zamiary. Jest to dokładne przeciwieństwo postawy węża podczas kuszenia pierwszych rodziców w Edenie. Pod jego wpływem Adam i Ewa zwątpili w życzliwość Stwórcy.

Czasem bywa tak, że stając przed nową sytuacją lub wyzwaniem, od razu snujemy najczarniejsze scenariusze. Że nie wyjdzie, że nawet nie warto próbować, że lepiej uciec, że trzeba dać sobie spokój, że zbyt wiele stracimy. Ale jeśli w takich momentach zatrzymamy się i spojrzymy wstecz, na pewno zauważymy podobne sytuacje, w których jednak nam się powiodło. Co więcej, wiele razy spodziewaliśmy się czegoś nieprzyjemnego, a po czasie okazywało się, że jednak wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Zaufanie wypływa ze zdolności zauważania dobra w przeszłości. Biblijnie rzecz ujmując, chodzi o wspominanie dzieł Pana, które jest jedną z form miłości, gdyż wyzwala nas z lęku o przyszłość. Tę umiejętność trzeba w sobie ciągle ożywiać i ją stosować.

Dlatego Bóg nieustannie wzywa Izraelitów do przywoływania z wdzięcznością wielkich wydarzeń w ich historii, by w konfrontacji z teraźniejszością i przyszłością nie ulegli załamaniu czy zniechęceniu. Mojżesz stwierdza wyraźnie, że wspominanie wiąże się z wysiłkiem i trzeźwym czuwaniem. „Tylko się strzeż bardzo i pilnuj siebie, byś nie zapomniał o tych rzeczach, które widziały twe oczy, by z twego serca nie uszły po wszystkie dni twego życia, ale ucz ich swych synów i córki" (Pwt 4, 9). Wspominanie zachowuje w nas świadomość ciągłości dobra lub, w języku biblijnym, wierności Boga, która uwidacznia się w naszym życiu.

Wierność ma dwa oblicza. Nie można oddzielać Abrahama, który odważa się prawować z Bogiem w przypadku Sodomy i Gomory, od Abrahama, który bez najmniejszej obiekcji i w milczeniu wypełnia wolę Jahwe, godząc się na ofiarę ze swojego syna. Czy tak nie jest w naszym życiu? Przeżywamy czas, kiedy wierność domaga się milczącego przyzwolenia, czyli zaufania. Ale ta sama wierność w innych sytuacjach każe przypomnieć bliskiej osobie o jej powinnościach, na wzór Abrahama rozmawiającego z Bogiem: „Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie?" (Rdz 18, 20). Nie byłoby to możliwe bez wzajemnego zaufania.

Intrygujący jest również cel całej opowieści. Bóg wystawia Abrahama na próbę, gdyż patrzy na niego przez pryzmat wielkiego planu dotyczącego całej ludzkości. Chce się dowiedzieć, czy Abraham będzie w stanie udźwignąć taką odpowiedzialność. Ale po co Bóg miałby kogoś testować i sprawdzać? Czyż brakuje Mu wiedzy? Czy urządza sobie z Abrahamem, a także z nami, jakąś grę i komedię pomyłek? Wszystko wie, ale udaje dla niepoznaki, że jednak nie? Co oznacza wyznanie anioła na końcu sceny: „Teraz poznałem, że boisz się Boga"?

W 18. rozdziale Księgi Rodzaju Bóg udaje się do Sodomy i Gomory, aby zbadać, czy prawdziwe są doniesienia, jakie do Niego dotarły. „Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do Mnie doszło, czy nie; dowiem się" (Rdz 18, 22). Ciekawe jest to, że Bóg chce zasięgnąć informacji. Na miejscu, „na własnej skórze" doświadcza niegościnności mieszkańców i moralnego zepsucia.

W obu historiach Bóg rzeczywiście nie wiedział, jaki okaże się Abraham i mieszkańcy przeklętych miast. Tak wyobrażali sobie Izraelici. Próba miała objawić rzeczywistą kondycję człowieka, zdatność do wypełnienia misji. Jednakże próby nie można rozpatrywać jako testu na wytrzymałość czy zaliczenie przepisów. Biblijna próba zawsze wydarza się tam, gdzie istnieje międzyosobowa relacja.

Ta opowieść poucza nas również, że obietnice dane przez Boga, ale również przyrzeczenia, które składamy sobie nawzajem, nie zawierają gwarancji, że nic przykrego nie spotka nas po drodze. Co więcej, bardzo często zapewnienia szczęścia bywają zakwestionowane przez codzienne życie. Jednak w takich momentach ciągle chodzi o to samo: Czy ufasz? Czy wierzysz, że ostatecznie będzie dobrze?

„Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać" (1 Kor 10, 13). To oświadczenie nie pozostawia żadnych wątpliwości. Zaufanie Bogu nie jest jedną z opcji, lecz jedyną możliwością. Chociaż w chwili próby tak trudną.

W rozpoczynającym się II tygodniu Wielkiego Postu czytania ze Starego Testamentu na różne sposoby będą opisywały dramat człowieka, który przestaje ufać Bogu i schodzi na manowce. Tak naprawdę u podłoża każdego grzechu leży brak zaufania. Te same czytania będą wskazywały nam panaceum, które przywraca tę zdolność i pozwala powrócić na właściwą drogę.

materiał ze strony:
http://www.deon.pl/religi...-nielatwej.html
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-05, 14:09   

05-03-2010

♥♥♥♥♥

Zamyślenia wielkopostne
ks.bp Józef Zawitkowski (2010-03-05)

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=20559

♣♣♣♣♣

Rozważania Drogi Krzyżowej

http://www.dominikanie.com/droga.htm

rózne rozważania-warto zaglądać
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-06, 11:51   

06-03-2010

♥♥♥♥♥

Zamyślenia wielkopostne
ks.bp Józef Zawitkowski (2010-03-06)

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=20571

♥♥♥♥♥

Walka duchowa - jak nie dać się pokusie?
Bronisław Mokrzycki SJ

Przez chrzest święty zostaliśmy włączeni w Paschalne Misterium Chrystusa. Na mocy tego sakramentu mamy udział w męce Pana po to, by mieć też udział w Jego zwycięstwie. Stąd, jak mówi Św. Augustyn, również w kuszeniu Jezusa musimy odnaleźć siebie. Musimy wiedzieć, że Jezus jest z nami, gdy jesteśmy kuszeni. To On daje nam siłę do pokonania pokusy, gdy szczerze tego pragniemy i o to prosimy.

Być czujnym!


Święty Łukasz opis kuszenia Pana rozpoczyna od znaczącej wzmianki: „Jezus pełen Ducha Świętego powrócił znad Jordanu”. I dalej mówi o Jezusie: „przebywał w Duchu na pustyni, gdzie był kuszony przez diabła”. Jest to bardzo ważna uwaga. Ma ona dla nas znaczenie praktyczne. Właśnie wtedy, kiedy jesteśmy zjednoczeni z Bogiem, kiedy jesteśmy pełni Ducha Świętego, przygotujmy się na pokuszenie! I nie myślmy, że skoro przychodzą pokusy to widocznie było źle. Nie! Właśnie dlatego, że było dobrze czy bardzo dobrze, musi teraz przyjść próba. Mówi o tym Biblia: „ponieważ byłeś przyjemny Bogu, potrzeba było, aby cię pokusa doświadczyła” (Tb 12, 13 - według Wulgaty); „Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu - w piecu utrapienia” (Syr 2, 5). Czuwajmy, bowiem nasze oddanie Bogu musi być wypróbowane.


Zauważmy też, że kuszenie Pana na pustyni ma pewien rytm. Szatan trzykrotnie próbuje skusić Jezusa. W swoim działaniu jest nieustępliwy - pokonany w pierwszej pokusie, wraca po raz drugi; pokonany ponownie - uderza po raz trzeci. I, jak podaje Ewangelista, nawet po trzeciej porażce, odstępuje od Jezusa tylko do czasu.


Czuwajmy więc! Odrzuciwszy jedną pokusę, nie triumfujmy zbyt szybko. Nie cieszmy się pochopnie, myśląc, że walkę mamy już za sobą. Szatan nigdy nie daje za wygraną! Wciąż jesteśmy w drodze, a to znaczy - wciąż jesteśmy „pod obstrzałem”. „Co to za życie?” - może ktoś pomyśli. Wspaniałe! Na miarę wielkości człowieka! Na końcu nie ominie nas nagroda, triumf, pełne zwycięstwo. Na końcu nie będzie już pokus, prób i doświadczeń. A teraz? Teraz musimy walczyć. Jednak już teraz możemy żyć w radości i poczuciu bezpieczeństwa. W jaki sposób? Trzymając się Jezusa, naśladując Go, lgnąc do Niego całym swym jestestwem. Wygaszajmy „wszystkie rozżarzone pociski złego” (Ef 6, 16) przez wiarę, nadzieję i miłość, przez Słowo Boże i sakramenty święte, przez pokorną adorację Boga jedynego, żywego i prawdziwego.


Działać szybko!

Po drugie, w pokusie trzeba działać szybko, natychmiast (łac. statim). Jezus rozprawia się z pokusą krótko, zdecydowanie, od razu. Ucina pokusę jednym zdaniem Pisma Świętego, jak ostrym cięciem miecza (zob. Ef 6, 10-20). W taki sposób zwycięża! Przez to daje nam wskazówkę jak zachować się w walce: nie przyglądać się pokusie, nie zwlekać z odsunięciem jej, bo w przeciwnym razie klęska jest nieunikniona. Trzeba nabierać wprawy w mężnym posługiwaniu się mieczem Słowa Bożego, w natychmiastowym odcinaniu wszelkiej pokusy. Posiadanie takiej umiejętności to prawdziwy skarb!



Nie dyskutować!

Z zasadą statim ściśle wiąże się kolejna: z kusicielem nie wolno dyskutować! Pan Jezus nie prowadzi dyskusji z szatanem. Jest to dla nas ważne pouczenie, że nie można wchodzić w dialog ze złym duchem! A tak właśnie postąpiła biblijna Ewa. Dała się wciągnąć w dyskusję z szatanem i choć uczyniła to w dobrym celu, stając w obronie Pana Boga, którego szatan oskarżał - przegrała wszystko. Czas dyskusji podziałał na korzyść szatana, który najpierw sprowokował niewiastę do przesady w słowach, a potem i do grzesznego czynu (zob. Rdz 3, 1-6). Inteligencja szatana jest tak przebiegła, a siła pokusy tak wielka, że w walce z nią nie wolno mędrkować, licząc na własne siły. W potyczce z kusicielem człowiek sam sobie nie poradzi! Gdzie więc szukać światła i siły?


Miecz Słowa Bożego

Tak dochodzimy do bardzo ważnej zasady zachowania się w pokusie: trzeba odwoływać się do Słowa Bożego. Święty Paweł w Liście do Efezjan powie: „Weźmijcie (...) miecz Ducha, to jest słowo Boże” (Ef 6, 17). W Biblii znajdziemy moc do pokonania zła. To jest najodpowiedniejsza broń w walce z szatanem!


Post

Zwróćmy uwagę na jeszcze jedną ważną wskazówkę zawartą w perykopie ewangelicznej mówiącej o kuszeniu Jezusa na pustyni. Otóż, Jezus jest kuszony przez diabła w czasie, gdy przebywa na pustyni, poszcząc przez czterdzieści dni. Jest głodny!


Przez podjęcie tego umartwienia, Jezus przygotowuje się do wypełnienia misji powierzonej Mu przez Ojca. Zaczynając dzieło zbawienia, już przyjmuje krzyż. To za ciebie i dla ciebie. Dla podtrzymania i pouczenia nas, że nie jest ważne nasycenie, lecz najważniejsze jest zbawienie. Krocząc drogą zbawienia, trzeba nam stoczyć duchową walkę z szatanem i w niej zwyciężyć. A szatana nie zwycięża się w sytości! To znaczy - aby skutecznie walczyć z pokusą, potrzebny jest post, czyli umartwienie ciała i zmysłów.


Bezpieczne schronienie

Mówiąc o sposobach obrony przed kusicielem, trzeba wskazać na inną jeszcze pomoc, którą otrzymaliśmy w darze od Boga. Tym nieocenionym darem jest dla nas Najświętsza Maryja Panna. W Niej jaśnieje postawa Jezusa zwycięskiego, w Niej szatan nigdy nic nie zyskał! Maryja, dana nam pod krzyżem za Matkę (zob. J 19, 27), stanowi bezpieczne schronienie i skuteczną obronę przed atakami złego ducha. Ukazywana jest w ikonografii jako Niewiasta, która chwyta strzały szatańskich pokus i łamie je.

Jeżeli nasze pragnienie oddawania czci samemu Bogu zostanie zawierzone Maryi, będzie ono pragnieniem żywym i mocnym, dającym siłę do duchowej walki o prawdę i dobro w naszych sercach.

Więcej w książce Pokutujcie

materiał ze strony:
http://www.deon.pl/religi...ie-pokusie.html
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-07, 14:57   

07-03-2010

♥♥♥♥♥

Zamyślenia wielkopostne
ks.bp Józef Zawitkowski (2010-03-07)

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=20584

♥♥♥♥♥

Jest już trzecia niedziela Wielkiego Postu.
W kościołach są już rekolekcje,
czas nawróceń, refleksji, spowiedzi.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-07, 15:01   

INTENCJA III

W tej ostatniej części będziemy rozważali, co Pan Jezus wycierpiał od chwili ukoronowania aż do ciężkiego skonania na krzyżu. Te bluźnierstwa, zelżywości i zniewagi, jakie Mu wyrządzano, ofiarujemy za grzeszników zatwardziałych, aby Zbawiciel pobudził ich serca zbłąkane do pokuty i prawdziwej życia poprawy oraz za dusze w czyśćcu cierpiące, aby im litościwy Jezus krwią swoją świętą ogień zagasił; prosimy nadto, by i nam wyjednał na godzinę śmierci skruchę za grzechy i szczęśliwe w łasce Bożej wytrwanie.

HYMN

Duszo oziębła, czemu nie gorejesz? Serce me, czemu całe nie truchlejesz? Toczy twój Jezus z ognistej miłości Krew w obfitości.

Ogień miłości, gdy Go tak rozpala, Sromotne drzewo na ramiona zwala; Zemdlony Jezus pod krzyżem uklęka, Jęczy i stęka.

Okrutnym katom posłuszny się staje, Ręce i nogi przebić sobie daje, Wisi na krzyżu, ból ponosi srogi Nasz Zbawca drogi!

O słodkie drzewo, spuśćże nam już Ciało, Aby na tobie dłużej nie wisiało! My je uczciwie w grobie położymy, Płacz uczynimy.

Oby się serce we łzy rozpływało, Że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało! Żal mi, ach, żal mi ciężkich moich złości, Dla Twej miłości!

Niech Ci, mój Jezu, cześć będzie w wieczności Za Twe obelgi, męki, zelżywości, Któreś ochotnie, Syn Boga jedyny, Cierpiał bez winy!

LAMENT DUSZY NAD CIERPIĄCYM JEZUSEM

Jezu, od pospólstwa niezbożnie Jako złoczyńca z łotry porównany, Jezu mój kochany!

Jezu, przez Piłata niesłusznie Na śmierć krzyżową za ludzi skazany, Jezu mój kochany!

Jezu, srogim krzyża ciężarem Na kalwaryjskiej drodze zmordowany, Jezu mój kochany!

Jezu, do sromotnego drzewa Przytępionymi gwoźdźmi przykowany, Jezu mój kochany!

Jezu, jawnie pośród dwu łotrów Na drzewie hańby ukrzyżowany, Jezu mój kochany!

Jezu, od stojących wokoło I przechodzących szyderczo wyśmiany, Jezu mój kochany!

Jezu, bluźnierstwami od złego, Współwiszącego łotra wyszydzany, Jezu mój kochany!

Jezu, gorzką żółcią i octem W wielkim pragnieniu swoim napawany, Jezu mój kochany!

Jezu, w swej miłości niezmiernej Jeszcze po śmierci włócznią przeorany, Jezu mój kochany!

Jezu, od Józefa uczciwie I Nikodema w grobie pochowany, Jezu mój kochany!

Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony, Dla nas zmęczony i krwią zbroczony. Bądź uwielbiony! Bądź wysławiony! Boże nieskończony!

ROZMOWA DUSZY Z MATKĄ BOLESNĄ

Ach, Ja Matka boleściwa, Pod krzyżem stoję smutliwa, Serce żałość przejmuje.

O Matko, niechaj prawdziwie, Patrząc na krzyż żałośliwie, Płaczę z Tobą rzewliwie.

Jużci, już moje Kochanie Gotuje się na skonanie! Toć i ja z Nim umieram!

Pragnę, Matko, zostać z Tobą, Dzielić się Twoją żałobą Śmierci Syna Twojego.

Zamknął słodką Jezus mowę, Już ku ziemi skłania głowę, Żegna już Matkę swoją!

O Maryjo, Ciebie proszę, Niech Jezusa rany noszę I serdecznie rozważam.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!


źródełko:
http://www.milosierdzieboze.pl/zale.php?text=42
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-07, 15:05   

III Niedziela Wielkiego Postu – Biczowanie
Oprawcy

Od lat w Mozambiku i Angoli -praktycznie bezkarnie- urządza się polowania na dzieci, aby z nich “wycinać” wątrobę, nerki, szpik kostny czy inne organy i tkanki potrzebne do przeszczepów dla ludzi żyjących w bogatych krajach północy, a później tak “spreparowane” dzieci beztrosko porzuca się w buszu, aby się wykrwawiły? Życie dzieci bogatych ratuje się uśmiercając w bestialski sposób dzieci najuboższe. Katolicka siostra misjonarka, która poinformowała o tym zdumione media zginęła w tajemniczych okolicznościach. Proceder jest praktycznie bezkarnie rozwijany za cichym przyzwoleniem miejscowych władz i na zapotrzebowanie wielkich, renomowanych klinik w USA, Szwajcarii, Francji i Brazylii. Chociaż w Brazylii spada ostatnio zapotrzebowanie na “afrykańskie” przeszczepy, gdyż miejscowe, południowoamerykańskie gangi już wyspecjalizowały się w “łapankach” na miejscowe dzieciaki. Inną formą handlu żywym towarem jest oficjalna adopcja dzieci z ubogich krajów, takich jak kraje afrykańskie, Indie, Indonezja czy Bhutan przez rodziny, które mają chore dziecko. To adoptowane dziecko jest później całkowicie legalnie używane jako dawca przeszczepów dla swojego, chorego.

Biczowanie, jakie mieliśmy okazję oglądać w filmie “Pasja” było niesamowitą torturą, tym bardziej okrutną i perwersyjną, że zadaną z wyrafinowaniem i bestialstwem. Żołnierze wszystkich armii świata i wszystkich czasów umieją się zabawiać w wyrafinowany sposób i dziką przyjemność sprawia im widok lejącej się, ludzkiej krwi. W zamyśle Piłata miało ono “zmiękczyć” zatwardziałe serca pospólstwa, a skrwawiony strzęp ludzkiego ciała miał wzbudzić litość w tłumach i wyjednać ułaskawienie dla Jezusa, ale w rzeczywistości biczowanie było etapem wstępnym ostatecznej kary i “zmiękczyło” raczej skazańca. Ukazany w filmie sadyzm oprawców nie jest przesadzony, jeśli przypomnimy sobie wybryki żołdaków różnych kultur, cywilizacji i okresów historycznych.

Dla Piłata proces Jezusa to tylko okazja do pokazania swojej władzy, do udowodnienia Żydowskiej starszyźnie, że to właśnie on jest tu prokuratorem, a oni wasalami i poddanymi rzymskiego cezara. Dla tłumów okazja do rozrywki, a nawet do zarobienia paru groszy, bo przecież za kilka denarów czy srebrników można krzyczeć cokolwiek i domagać się śmierci nawet najbardziej sprawiedliwego. A jak to było w historii ludzkości, gdzie także polityka brała górę nad zwykłym ludzkim współczuciem i gdzie żołnierze także wykazywali się wyjątkową gorliwością.

Warto tutaj wspomnieć bojowników wielkiej i chwalebnej Rewolucji Francuskiej i to, z jakim okrucieństwem znęcali się nad mieszkańcami katolickiej Wandei, gdzie zginęło około miliona chrześcijan bestialsko mordowanych przez jaśnie oświeconych twórców nowej cywilizacji głoszących “wolność, równość i braterstwo”. To właśnie tam niemowlęta wieszano na szyjach ich matek. A Wandejczycy ginęli tylko dlatego, że nie chcieli zrezygnować z “zabobonów” katolickiej wiary, nie chcieli być oświeceni na siłę przez wielkich rewolucjonistów. W ciągu tylko dwóch lat Rewolucji Francuskiej zginęło 6-krotnie więcej ludzi, niż w ciągu 300 lat Hiszpańskiej Inkwizycji. Warto o tym pamiętać, kiedy europejska konstytucja chce się odwoływać do francuskich, oświeceniowych korzeni cywilizacji europejskiej.

Podobnie, należy przypomnieć sukcesy rewolucjonistów hiszpańskich, którzy w ciągu trzech lat (1936-1939) wyrżnęli ponad pół miliona ludzi w imię tych samych ideałów i pod sztandarami tej samej nowej cywilizacji. I znowu pod ciosami rozwydrzonych żołdaków padali przede wszystkim księża, zakonnice, ludzie wierzący tylko dlatego, że nie chcieli być na siłę oświecani.

Nie można nie wspomnieć meksykańskich wyzwolicieli ludu, którzy w latach 1900-1920 wymordowali ponad 2 miliony chrześcijan, głównie księży i wieśniaków, którzy byli tak uparcie głupi, że nie chcieli dać się wyzwolić z zabobonów.

A co powiedzieć o sukcesach radzieckich bolszewików, którzy w ciągu Wielkiej Rewolucji Październikowej, ale i wiele lat później krwawo i z brutalną siłą przekonywali o wyższości kolektywizmu i naukowego światopoglądu nad zabobonami katolickiej wiary. A mają na sumieniu nie mniej niż 60 milionów ludzkich istnień. I to tylko dlatego, że ludzie nie chcieli uznać “przodującej roli narodu”. Podobnymi sukcesami mogą poszczycić się ludowe Chiny, gdzie do dzisiaj nie wiadomo ile milionów ludzi zginęło i nadal ginie w imię “najbardziej humanitarnej i postępowej” ideologii ludzkości.

Nie można zapomnieć ekscesów niemieckich “Übermensch”, którzy przyczynili się do śmierci 50 milionów ludzi, zabijanych na frontach i eksterminowanych w komorach gazowych obozów koncentracyjnych w imię nowej rasy błękitnookich “aryjskich panów świata”. Ich eksperymenty w dziedzinie systematycznego mordowania na pewno na długo pozostaną niedoścignionym wzorcem dla kolejnych generacji sadystów.

A przecież nie można także zapomnieć o wybrykach amerykańskich wyzwolicieli Laosu i Wietnamu, Kambodży, Indochin i tylu innych miejsc na świecie, gdzie żołnierze –jak w procesie Jezusa- zabawiają się przednio katując swoje ofiary i z rozkoszą przyglądając się męce i cierpieniom drugiego człowieka. I to w imię najbardziej demokratycznego systemu cywilizowanego świata, gdzie codziennie ginie tysiące ludzi tylko dlatego, że mordowanie jest tak ekscytujące.

A co powiedzieć o islamskich fundamentalistach, którzy w imię miłosiernego Allacha od kilku już wieków z rozkoszą i lubieżną radością podrzynają gardła “niewiernych psów” i z pobożnym namaszczeniem patrzą jak na ich oczach ofiara wykrwawia się powoli, rzężąc i charcząc, dysząc i błagając o dobicie.

I można by tak wymieniać bez końca tych wszystkich sadystów, zboczeńców i oprawców, którzy lubują się widokiem ludzkiej krwi i którym radość sprawia ludzkie cierpienie. A człowiek to brzmi przecież tak dumnie!!! I można by tak bez końca podawać przykłady tych, dla których przelewanie ludzkiej krwi było jedynie sposobem do uzyskania władzy, do załatwiania swoich własnych interesów, jak dla Piłata w procesie Jezusa. I można by tak bez końca wyliczać imiona owych piłatów, herodów, cezarów, królów, robespierów, cesarzy, napoleonów, wodzów, hitlerów i stalinów, dla których ludzka krew była i nadal jest tylko i wyłącznie siłą napędową ich politycznej kariery. Dla nich nie ma znaczenia ludzkie cierpienie, nie liczy się ludzki ból i upokorzenie, a przelewana przez nich krew innych ludzkich istnień jest dla nich mniej cenna niż woda, w której obłudnie obmywają swoje dłonie.

Biczowany i sponiewierany Chrystus przeżywa na swoim ciele wszystkie te cierpienia, męki i katusze zadawane milionom niewinnych ofiar tortur i prześladowań. Jego krew przelana w czasie biczowania, to krew dziesiątków milionów ofiar ludzkich przelana w ciągu 21 wieków i nadal przelewana w czasie wszystkich wojen i konfliktów nawet tych najsprawiedliwszych i najbardziej politycznie uzasadnionych. To setki i tysiące litrów ludzkiej krwi!!!!, przelewanej przez miliony ludzi mordowanych w imię najbardziej szlachetnych ideałów: “równości, braterstwa, wolności” i postępu ludzkości.

Powiedzmy to jeszcze raz wyraźnie. Cały miniony XX wiek, to jedna wielka hekatomba ludzkiego cierpienia i nieszczęścia, to hektolitry ludzkiej krwi przelewanej w imię człowieka i szczytnych ideałów, albo tyko dla przyziemnych interesów nieludzkich ideologów i polityków. Cała historia człowieka, to nieustannie powtarzające się biczowanie Jezusa, zadawanie bólu, znęcanie się nad ofiarami dla sadystycznej przyjemności oprawców. Ci wszyscy, którzy protestowali przeciwko brutalnemu realizmowi “Pasji” zapomnieli najwyraźniej, że tego rodzaju brutalizm jest chlebem powszednim człowieka od tysięcy lat.

W czasie procesu w pretorium Piłata tłumy krzyczały:
- “Krew Jego na nas i na dzieci nasze!” (Mt, 27,25) i rzeczywiście Krew Jego spływa obficie na nas, leje się strumieniami w ludzkiej historii !!!!
- “Krew Jego na nas i na dzieci nasze!”, bo to także krew owych milionów dzieci rocznie, którym nie pozwala się narodzić, którym odmawia się prawa do życia, których krew jest przelewana zanim jeszcze zaczną samodzielnie oddychać.
- “Krew Jego na nas i na dzieci nasze!” i na naszych zniedołężniałych i schorowanych rodziców, wobec których najlepiej zastosować eutanazję i w ten sposób rozwiązać jeden z trudniejszych problemów współczesnej wspaniałej i przebogatej cywilizacji.

Biczowanie Jezusa, ociekającego krwią strzępu ludzkiego ciała powtarza się na przestrzeni historii z przerażającym realizmem. A ludzkie bestialstwo i przewrotna pomysłowość nie mają granic. Chyba w żadnej innej dziedzinie ludzkiego życia pomysłowość i wynalazczość człowieka nie były tak rozwinięte jak w dziedzinie zabijania i zadawania kaźni. Począwszy od wymyślnych biczów i krzyży rzymskich panów świata, a na niemniej pomysłowych kulach dum-dum rozrywających się w ciele postrzelonej ofiary skończywszy. Począwszy od wielogodzinnych widowisk na arenach rzymskich cyrków, a skończywszy na telewizyjnych widowiskach przedstawiających na bieżąco i z detalami kolejne konflikty zbrojne współczesnej cywilizacji. Aby doznać dreszczyku emocji nie trzeba już uczestniczyć w męczących spektaklach i widowiskach. Wystarczy zasiąść wygodnie w fotelu przed telewizorem i oglądnąć kolejną dawkę horroru dzienników telewizyjnych.

Chyba żadna inna dziedzina ludzkiej aktywności nie była tak dynamicznie rozwijana, jak właśnie dziedzina uśmiercania i zadawania bólu. Od wieków i do dzisiaj przecież na zbrojenia i rozwój metod zabijania i uśmiercania wydawano i wydaje się największe sumy w budżetach narodowych niemal wszystkich państw cywilizowanego świata. Największe przemysły, o największych i praktycznie nieograniczonych nakładach i budżetach to przemysły zbrojeniowe wszystkich krajów na świecie.

Ale czy zdajemy sobie sprawę, że to biczowanie, znęcanie się nad drugim człowiekiem, wcale nie musi wyglądać tak brutalnie i drastycznie? Czy zdajemy sobie sprawę, że czasami wystarczą słowa, żeby człowieka dosłownie ubiczować? Czy my sami, w naszym codziennym życiu nie dokonujemy podobnych, sadystycznych aktów, w białych rękawiczkach?

Bożena miała 17 lat, kiedy zaszła w ciążę. Dla niej samej –kiedy się o tym dowiedziała- było to szokiem i w pierwszej chwili chciała się od razu pozbyć tego niechcianego dziecka, ale po kilku dniach, a szczególnie po rozmowie z katechetką uznała, że jedynym dobrym wyjściem z sytuacji będzie to dziecko urodzić. Katechetka pokazała jej kilka zdjęć, na których poczęte dzieci wyglądały tak cudownie. To przecież nie jest tylko kilka bezkształtnych komórek, to nie jest jedynie bezosobowy płód, to jest już człowiek, to jest dziecko, moje !!! dziecko, mówiła sobie Bożena w swoim dziecięcym jeszcze rozumowaniu. Te kilka zdjęć i pełna powagi i zrozumienia rozmowa z katechetką uświadomiły jej, że nie wszyscy ją potępiają. Oczywiście nikt nie pochwalał jej głupoty i tego co zrobiła, ale przynajmniej katechetka pokazała jej, że nie wolno naprawiać jednych błędów przez popełnianie kolejnych, jeszcze gorszych. Zrozumiała, że jej grzech nie może być zmazany przez inny, cięższy grzech morderstwa.

Niestety matka i starsza siostra nie chciały nawet o tym słyszeć. Według nich to był skandal i hańba dla ich rodziny. Ojca już nie miała, bo odszedł od nich kiedy była jeszcze dzieckiem. Z tamtego okresu pamiętała tylko nieustanne kłótnie w domu i matkę wiecznie niezadowoloną z małych zarobków ojca. Podejrzewała, że ostatecznie odejście ojca było spowodowane ustawicznymi pretensjami i awanturami matki, która była wiecznie i ze wszystkiego niezadowolona. Teraz też, reakcja matki na jej ciążę była jednoznaczna: “usunąć i nawet nie ma o czym dyskutować!” Dla matki daleko ważniejsza była pozycja społeczna i reakcja sąsiadów, znajomych i krewnych, a szczególnie trzech sióstr matki, które -jak zły sen- były stale obecne w życiu ich rodziny i wydawały nieodwołalne i kategoryczne wyroki o wszystkich i o wszystkim. Tak było zawsze i w każdej trudnej sytuacji. Zbierał się triumwirat “trzech ciotek”, wydawał wyrok i podejmował nieodwołalną decyzję. Także i w tej sytuacji “rada rodzinna” postanowiła jednoznacznie i definitywnie załatwić kłopotliwą sprawę. Znaleziono życzliwego i wyrozumiałego ginekologa, który zgodził się po ludzku potraktować młodą dziewczynę i pomóc jej, aby nie zmarnowała sobie życia już na początku. Problem był tylko w tym, że Bożena nie chciała się zgodzić na takie “życzliwe rozwiązanie”. Jaj matka nie mogła zrozumieć uporu głupiej i krnąbrnej córki, która koniecznie chciała sobie skomplikować życie i pozwoliwszy sobie zrobić dziecko, nie chciała się go pozbyć. Tak było w ciągu pierwszych dwóch tygodni, kiedy Bożena zdecydowała nie pozbywać się dziecka. A później było już tylko coraz gorzej. Matka i ciotki, wspomagane przez starszą siostrę przypuszczały coraz bardziej bezpardonowe ataki, tłumacząc, strasząc, przekonując, szantażując i próbując wymusić na 17 letniej dziewczynie zmianę jej decyzji. Były prośby, były groźby, był i szantaż; wyniesiesz się z domu, nikt cię tutaj nie będzie utrzymywał z bachorem!

Co zrobić, gdzie pójść, niewielkie miasteczko w którym wszyscy wszystkich znają, w którym nie ma żadnej poradni życia rodzinnego, żadnego domu czy przytuliska dla samotnej matki. Katechetka wprawdzie mówiła, że jej pomoże i nawet chciała z nią jechać do takiego domu prowadzonego przez zakonnice, ale Bożena bała się, że taka ucieczka z domu (była przecież nieletnia) mogła zaszkodzić nawet katechetce, jeśli matka się na nią zaweźmie ze swoimi siostrami.

A nagonka ze strony “rodziny” stawała się coraz bardziej zmasowana. Od rana do wieczora, przy każdej okazji ponawiane groźby i drwiny. Stało się to szczególnie złośliwe i okrutne, kiedy Bożena nie mogła już chodzić do szkoły, bo ciąża była już zbyt widoczna. Do tych otwartych ataków ze strony matki, ciotek i starszej siostry dołączyły się jeszcze wymowne i pełne politowania ukradkowe spojrzenia sąsiadek, które z wyreżyserowaną dobrocią, życzliwością i faryzejską troską pytały: “Jak ty dziecko, poradzisz sobie z dzieckiem?” W siódmym miesiącu ciąży Bożena przeszła już wszystkie możliwe stopnie upokorzenia i poniżenia, zastraszenia i upodlenia ze strony “najbliższych” i poznała całą gamę obłudnie troskliwej życzliwości ze strony sąsiadek i znajomych.

Na początku ósmego miesiąca dała za wygraną i sama znalazła radykalne rozwiązanie kłopotliwej sytuacji. Na jej pogrzebie matka, siostra i trzy ciotki, wszystkie były ubrane w gustowne, czarne żakiety i wszystkie pięć płakały szczerze po stracie “nieodżałowanej córki, siostry i siostrzenicy” (jak głosił napis na klepsydrze)

http://spoko.wordpress.co...stu-biczowanie/
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8