Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Czy powinnam powiedzieć Mu prawdę?
Autor Wiadomość
Mada83
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-12, 11:37   Czy powinnam powiedzieć Mu prawdę?

Od sześciu lat jestem w stałym związku, niestety nie jesteśmy połączeni węzłem małżeńskim. Ciągle mam jednak cichą nadzieję, że to się zmieni, nie jestem pewna czy powinnam pisać na forum o moich problemach. Przechodziliśmy różne etapy, były lata dobre, ale i złe jak w każdym związku. Jednak ostatnio wszystko się zawaliło, głównie z mojej winy bo przestałam się starać o to co nas łączy i zaczęłam szukać nowych znajomości, ale od początku.
Moje dzieciństwo nie było łatwe, ojciec alkoholik, uważał, że nikt go nie kocha i cały świat jest zły, mama pracowała na kliku etatach, aby nie zabrakło nam niczego. Finansowo może nie było źle, ale brakowało miłości, zwykłej rozmowy, ludzkiej życzliwości. Nidy nie zapomnę jak pierwszy raz dostałam od ojca w twarz, miałam wtedy 12 lat, jak powiedział, za krzywe spojrzenie. Miałam problemy w szkole z trudem ukończyłam technikum ekonomiczne i zdałam maturę. W szkole zaczęły się też moje problemy z jedzeniem. Zawsze byłam "inna", wyższa i grubsza ( oczywiście ta inność bardzo mi przeszkadzała), chciałam schudnąć za wszelką cenę jednak nie mogłam powstrzymać się od jedzenia (jadłam gdy byłam zdenerwowana), aż w końcu i na to znalazłam sposób- wymioty. Po dwóch latach walki samej ze sobą ( bo teraz mogę tak to nazwać schudłam prawie 40 kg) uświadomiłam sobie, że nie daje już sobie rady z tym co robie, że to jest silniejsze ode mnie. Nie było wtedy nikogo kto mógłby mi pomóc, powiedzieć, że to tak naprawdę poważna choroba- bulimia. Pamiętam tylko ludzi, którzy nigdy we mnie nie wierzyli, że dam sobie rade. Dziś już się nie boję, chociaż wiem, że to siedzi gdzieś głęboko w mojej psychice. Na szczęście pojawił się ON.
Konrada poznałam w wieku 22 lat, bardzo mi się podobał i imponował swoim odpowiedzialnym zachowaniem (jest starszy ode mnie o 6 lat). To On jako jedyny wyciągnął do mnie rękę gdy potrzebowałam pomocy, rozmawiał, przytulał, powtarzał, że bardzo kocha i nikogo wcześniej tak nie kochał jak mnie. Spędzaliśmy razem bardzo dużo czasu, byliśmy nierozłączni, czułam się wtedy tak bardzo dowartościowana, potrzebna w końcu innej osobie. Pewnego dnia postanowiliśmy, że zamieszkamy razem, poszliśmy nawet o krok dalej i przeprowadziliśmy się do Lublina. Chcieliśmy zacząć wszystko od zera, aby nikt nas nie znał i nie oceniał ( zwłaszcza mi na ty zależało, przez moja chorobę straciłam wielu "przyjaciół"). Większe miasto dawało nowe możliwości. Konrad znalazł pracę w jednej z większych lubelskich firm produkcyjnych ja zaczęłam prace w barze i jakoś powolutku zaczęło się nam układać to nasze "nowe" wspólne życie. Zaczęliśmy się docierać, poznawać swoje słabości i swoje mocne strony, zawsze byliśmy dla siebie oparciem. Cały ten czas mieszkamy na stancji, najpierw wynajmowaliśmy pokój w bloku, teraz parter w domku jednorodzinnym i tak naprawdę od tego czasu zaczęliśmy bawić się w rodzinę, niestety tylko dwuosobową. Zawsze byłam i nadal jestem bardzo wdzięczna Konradowi za to co dla mnie zrobił, że podał mi swoja pomocną dłoń. Byłam mu wdzięczna do tego stopnia, że zgadzałam się na wszystko, nawet na antykoncepcję. Tabletki biorę (brałam) od 4 lat i dzisiaj zaczynam tego żałować (niedawno zrobiłam badania i okazało się, że mogę mieć poważne problemy z zajściem w ciążę). Ta informacja bardzo mnie załamała i stała się jedyną rzeczą o której myślałam. On zawsze powtarzał, że jeszcze nie jest gotowy na dzieci, chociaż w tym roku skończy już 34 lata. A małżeństwem nie jesteśmy chyba dla wygody, tak przynajmniej teraz mi się wydaje, bo łatwiej się rozstać gdy coś się nie układa.
Pewnego dnia, we wrześniu zeszłego roku wrócił do domu pijany i jak nigdy wcześniej zaczął się na mnie wydzierać, szarpać mnie i wyzywać. Niestety ja nie jestem osobą uległą, która podkuli ogon i będzie siedzieć cicho więc zaczęłam wymawiać mu moje "krzywdy" to, że On już mnie chyba nie kocha, bo nie chce abym była jego żoną ( tyle lat razem a On nigdy nawet nie chciał rozmawiać o ślubie), że nie chciał dzieci a teraz mogę ich już nie mieć przez jego wygodę. Od tego czasu coś między nami zaczęło się psuć. Coraz częściej wracał pijany, szukał zaczepki do kłótni (tylko wtedy miał ochotę rozmawiać), zaczął sprowadzać do domu kolegów, sponsorować ich wspólne libacje. Przeprowadziłam się do drugiego pokoju, zaczęłam go unikać, On przestał całkiem ze mną rozmawiać. Czułam się wtedy taka samotna, nikomu niepotrzebna, taka zbędna, taka niczyja, aż pewnego dnia dostałam esemesa, był on od nieznajomego mężczyzny. Zaczęliśmy razem pisać, dziennie potrafiłam wysłać nawet około 150 wiadomości, oczywiście na wszystkie otrzymywałam odpowiedzi. Potem zaczęły się rozmowy telefoniczne, głównie nocne,kiedy Konrad spał ewentualnie gdy był w pracy (chociaż byliśmy w oddzielnych pokojach nie chciałam go prowokować do kolejnej awantury). Wojtek moja esemesowa miłość ( tak wtedy myślałam) był starszy ode mnie o 17 lat (byłam świadoma różnicy wieku, był rozwodnikiem, miał dwie córki. Potrafił rozmawiać ze mną na wszystkie możliwe tematy a tego bardzo mi wtedy brakowało- zwykłej rozmowy. Potem okazało się, że ma problem alkoholowy i komornika na karku. Nie zapomnę trzech tygodni przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy dzień w dzień był pijany, dzwonił do mnie i prosił o rozmowę, mówił, że ma tylko mnie i tylko ja mu mogę pomóc z tego wyjść. Powtarzał, że chce dla mnie zmienić swoje dotychczasowe życie, zmienić miejsce zamieszkania, otoczenie, odciąć się od wszystkiego co otaczało go do tej pory, potrzebuje tylko pomocy osoby, która będzie potrafiła go pokochać. Starałam się go zawsze wysłuchać i zrozumieć jego problemy. Bywało tak, że rozmawialiśmy telefonicznie przez 10 godzin do tego dochodziły esemesy, byliśmy w tem sposób nierozłączni. Opowiadałam mu o swoim życiu o moich problemach, On odwdzięczał się tym samym (przy czym moje problemy były niczym w porównaniu z jego). Dużo mówił o swoich córkach, że są jedyna rzeczą jakiej nie popsuł w życiu, o swojej byłe żonie o tym co z nim przeszła przez 19 lat małżeństwa. Mówił tak szczerze (nie wstydził sie płakać), że wierzyłam w każde jego słowo, ufałam mu. Chciałam pomóc Wojtkowi za wszelką cenę. Postanowiliśmy, że zamieszkamy razem, wynajmiemy stancję a Wojtek będzie dojeżdżał do pracy do Puław, mówił, że to tylko 40 minut drogi. Na nowe mieszkanie mieliśmy przeprowadzić się 18 lutego jednak nie dotrwaliśmy do tego czasu. Jestem bardzo ciekawską osobą i może przez to wszystko popsułam. Chciałam zobaczyć jego córki ( tyle o nich mówił) oczywiście znalazłam Je na Naszej Klasie do starszej napisałam nawet wiadomość, która dopełniła wszystkiego. Odpisała mi, że jeśli chce poznać całą prawdę o małżeństwie Jej rodziców, powinnam przeczytać posty jej matki, które pisała na tym forum w poprzednich latach. Oczywiście przeczytałam wszystko od początku do końca, niektóre fragmenty nawet po kilka razy, aby móc lepiej zrozumieć co przeżywała ta Kobieta, jak poświęcała się by wyciągnąć swojego Wojtusia z nałogu alkoholowego i " niewoli telefonicznej", która nim władała. Miałam do niego wiele pytań, do końca nie mogłam uwierzyć w to wszystko co pisała jego była. Zawiódł mnie, cały czas okłamywał a ja stawiałam na szali miłość do niego i do Konrada. Dziś już wiem, że wszystko co Ona pisała było szczerą prawdą a ja nie byłam pierwszą kobietą u której szukał miłości i "pomocy". Nasza znajomość trwał tylko pięć miesięcy, albo aż tyle, zakończyła się tak samo jak i zaczęła- przez esemesa. Wojtek napisał mi, że jestem świetną dziewczyną, ale nie dla niego bo nie potrafił by być mi wierny. Teraz dziękuje mu za tą szczerość, chociaż wtedy bardzo bolało. Chciałam z nim jeszcze porozmawiać, ale On już nie odbiera ode mnie telefonów. Pogodziłam się już z tym, że byłam tylko kolejną zabaweczką i nic więcej z tego nie będzie.
Dziś jednak mam inny, poważniejszy problem. Czy powiedzieć o wszystkim Konradowi? Przez to wszystko zrozumiałam, że tak naprawdę tylko jego jedynego kocham i chcę być tylko z nim. Czy On zrozumie, że to była tylko chwilowa słabość? Czy jeśli Mu powiem to będzie umiał mi wybaczyć? On zaczął nawet się starać o to żeby było jak dawniej - uczymy się na nowo rozmawiać. Może i ja powinnam zacząć walczyć o Niego, o odbudowanie naszej miłości, która kiedyś była tak wielka, pomóc mu w walce z jego alkoholizmem (może jeszcze nie jest z późno na to). Jestem osobą która nie potrafi kłamać, zwłaszcza jeśli mamy być razem. Mam do siebie wielki żal, wszystko co się stało było głównie moją winą- niestety za mało się starałam. Boli bardzo, że sami robimy sobie krzywdę, że tak trudno potem wyjść na prostą. Nie potrafię poradzić sobie z moimi myślami.
Magda
 
     
kasia
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-12, 12:14   

Magda, spójrz jakie konsekwencje niesie za sobą życie w ciężkim grzechu. Bóg, Twój Ojciec chce Twojego szczęścia i szczęścia Twoich bliskich. Relacja w jakiej jesteś/byłaś nie jest błogosławiona, stąd Twoja ciągła tęsknota. Bez wspierającej mocy sakramentu, bez możliwości działania w Ciele jakim nie jesteście na dzień dzisiejszy nie widzę :shock: odnalezienia szczęścia w niesakramentalnym układzie.
Dlatego... od początku 8-) zacznijcie swoją relację w CZYSTOŚCI przedmałżeńskiej i proś Boga, by Ci wskazał Twego męża. Buduj ze swoim nażeczonym relację w świetle przykazań Bożych, a zobaczysz.. Radość Twoja będzie wielka :-D
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-12, 12:31   

Mada83 napisał/a:
Czy powiedzieć o wszystkim Konradowi? Przez to wszystko zrozumiałam, że tak naprawdę tylko jego jedynego kocham i chcę być tylko z nim. Czy On zrozumie, że to była tylko chwilowa słabość? Czy jeśli Mu powiem to będzie umiał mi wybaczyć? On zaczął nawet się starać o to żeby było jak dawniej - uczymy się na nowo rozmawiać. Może i ja powinnam zacząć walczyć o Niego, o odbudowanie naszej miłości, która kiedyś była tak wielka, pomóc mu w walce z jego alkoholizmem (może jeszcze nie jest z późno na to). Jestem osobą która nie potrafi kłamać, zwłaszcza jeśli mamy być razem.


Witaj Mada 83,
długi post wiele dylematów, ale moja odpowiedź chyba Cię zaskoczy.
Po pierwsze skoro nie potrafisz kłamać to dlaczego okłamujesz sama siebie?
Jaki facet kocha na kocią łapę? Jaki facet wykorzystuje naiwność osoby z DDA? Jaki facet zamienia w piekło swoje i cudze życie alkocholem? Jaki facet narazi zrowie i życie kobiety swojego życia przez antykoncepcję?
Odpowiedź jest jedna. To nie facet tylko niedojrzały dzieciuch, który jak dobrze zauważyłaś bawił się z Toba w rodzinę.
Po drugie to co czujesz to nie jest miłośc tylko uzależnienie psychiczne z powodu Twojego DDA, potrzebujesz terapii. Świadczy o tym także bulimia- nie oszukujmy się choroba zaleczona wróci jeśli nie opuścisz kręgu zła w którym się obracasz.
Po trzecie najwyższy czas odzyskać zgubiona gdzieś godnośc kobiecą i powiedzieć basta. A co z Twoją czystością, pięknem wewnętrznym? Chcesz dzieci, a pomyslałaś jaką chcesz dać im matkę?
Może zadbaj najpierw o siebie, własne wnętrze-duszę i serce. Oczyść wszystko co złe we własnym życiu, uporządkuj sprawy z Bogiem, odejdź z grzesznego związku i nie łudź się nie będzie w nim lepiej. Stoisz na równi pochyłej z tendencją w dół.
Twój Konrad to wygodny i egoistycznie nastawiony do ciebie człowiek, który jeśli macie być razem, to z pozycji singla podejmie terapię( alkochol-agresja-przemoc), odetnie się od kumpli od kielicha, i poprzez lata abstynencji udowodni swoje prawdziwe uczucie do Ciebie.
Jesli nie potraficie czekać nie jesteście dla siebie, bo tak naprawdę nie kochacie się szczerze. On stanie się katem - Ty ofiarą i jeszcze chcesz w to wszystko wpakować potencjalne dzieci. BRRRR!
Po czwarte ciesz się z kryzysu i dziękuj Bogu, że tak to idzie. Już jeden Wojtuś pokazał Ci ile znaczy słowo wypowiedziane przez uzależnionego człowieka- i to nie ma znaczenia jakie to uzależnienie.
To jest Twój czas na odzyskanie siebie.
To jest czas na odszukanie Boga.
To jest czas na dorastanie do roli kobiety i matki ( w przyszłości) i nauczenia się co oznacza taka godność.
To jest czas na SAMOTNĄ drogę do odszukania zranień serca i wystawienia ich na leczniczą działalność Jezusa Chrystusa.
To jest czas na podjęcie Terapii dla DDA.

Jesli chcesz faktycznej pomocy i rady, to pakuj się i odejdź od Konrada ( nie pakuj się w żaden ślub i nie słuchaj obietnic- bo to będą obiecanki-cacanki) Nie szukaj nowego chłopa tylko zajmij się sobą.
Bóg chce dla Ciebie godnego i dobrego życia, nie zamykaj mu drzwi chwilowymi chciejstwami. STAŃ SIĘ KOBIETĄ PIĘKNĄ WEWNĘTRZNIE I ZEWNĘTRZNIE.

Spójrz jak przykre są te słowa, choć prawdziwe:
(20) Obrzydłe dla Pana są serca przewrotne, On tych miłuje, których droga prawa. (21) Na pewno zło nie ujdzie bezkarnie, a potomstwo prawych ocaleje. (22) [Czym] w ryju świni złota obrączka, [tym] piękna kobieta, ale bez rozsądku. (23) Pragnieniem prawych jest tylko dobro, oczekiwaniem złych ludzi jest gniew.

(Ks. Przysłów 11:20-23, Biblia Tysiąclecia)

A jak pięknie i melodycznie brzmią te:

(8) Cicho! Ukochany mój! Oto on! Oto nadchodzi! Biegnie przez góry, skacze po pagórkach. (9) Umiłowany mój podobny do gazeli, do młodego jelenia. Oto stoi za naszym murem, patrzy przez okno, zagląda przez kraty. (10) Miły mój odzywa się i mówi do mnie: Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź! (11) Bo oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł.

(Pieśń nad pieśniami 2:8-11, Biblia Tysiąclecia)

Zapewniam Cię,że właśnie te drugie są Twoim przeznaczeniem życiowym, więc zawalcz o siebie. Masz prawo usłyszeć je od przyszłego mężą wkładając na palec obrączkę w Kościele, a nie kulić się pod razami konkubenta oprawcy, gdzieś nocą i w samotności.
WYBIERAJ.
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-12, 13:49   

"Chcieliśmy zacząć wszystko od zera"

Magdo , zaczęłaś dwa razy,dwa razy od zera... I choć rozumiem Cię, tak bardzo przecież chciałaś być kochaną... I to jest takie ludzkie, żeby ktoś przytulił, powiedział, że jestem kimś ważnym...
Magdo, już dwa razy budowałaś zamki z piasku, nie oparły się burzom, bo były zamkami z piasku i na piasku... Wyciągnij wnioski dla siebie, że już więcej tak nie można...
Chodzi o ten fundament, żeby wiedzieć, na czym budować...Czyli na pewno na miłości - tej pobłogosławionej przez Jezusa. Nie udało się, bo też nie miało prawa udać się, chciałaś o własnych siłach zbudować szczęście, nie wiedząc, że o własnych siłach to my możemy budować tylko iluzje o szczęściu...
Moja rada - dobra spowiedź, pojednanie serca z Bogiem, modlitwa, a może pomoc psychologa - pewnie miałby trochę pracy...
Chwała Panu, że nie pozwolił Ci trwać w grzechu cudzołóstwa, widzisz, jak o Ciebie zabiega - przysłał Cię tutaj... żeby powiedzieć Ci, że chce dla Ciebie szczęścia prawdziwego, trwałego, że na takie zasługujesz... Może więc pora zacząć coś... nie od zera.
 
     
Mada83
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-15, 19:05   

Może faktycznie powinnam Go zostawić aby zrozumiał swoje błedy, jednak po tylu wspólnych latach nie jest to takie łatwe. Jeszcze tak niedawno uczęszczaliśmy razem na niedzielne Msze Święte, teraz tylko śmieje się ze mnie, gdy przed pracą idę do Kościoła, aby przynajmniej przez chwiłe pobyć w tym miejscu i pomodlić się. :-(
Boję się tylko, że nie dam sobie rady sama. Rodzina jest daleko a "przyjaciele" no cóż.....
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-15, 21:28   

Mada, powinnaś odejść, ale nie po to aby on zrozumiał swoje błędy czy może jeszcze coś tam on powinien.... Zdejmijże tego faceta z piedestału! Pan Bóg stać tam powinien! I On właśnie wyprowadza Cię na pustynię, abyś mogła odzyskać siebie! Abyś nigdy nie musiała już tak pisać: Boję się tylko, że nie dam sobie rady sama. Rodzina jest daleko a "przyjaciele" no cóż..... Żaden facet nigdy Ci nie zapewni tego, że nie będziesz się bała - samotności, i wielu innych rzeczy. Rodzina też nie. Ani przyjaciele. Oni są potrzebni, ale inaczej. Tę moc ma tylko Jezus Chrystus i Ty sama - bo Ty musisz Mu na to pozwolić, na to wprowadzenie w życie bez lęku. I dopiero wtedy, nie wcześniej, będziesz mogła stworzyć z mężczyzną mądry i zdrowy związek :-)
Życzę Ci tego, Mada - powodzenia, pozwól Mu.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-15, 21:38   

Mada83 napisał/a:
Od sześciu lat jestem w stałym związku, niestety nie jesteśmy połączeni węzłem małżeńskim.

i
Mada83 napisał/a:
Jeszcze tak niedawno uczęszczaliśmy razem na niedzielne Msze Święte, teraz tylko śmieje się ze mnie, gdy przed pracą idę do Kościoła, aby przynajmniej przez chwiłe pobyć w tym miejscu i pomodlić się.


No i sama zobacz. Chodziliście do Kościoła na Msze, a co z nich wynosiliście, jakie korzyści dla Was skoro zyliście tyle lat w konkubinacie?
Widzisz Bóg nierychliwy ale dobrotliwy i dla Twojego dobra masz kryzys. Jesli z niego nie skorzystasz nie wiadomo czy i kiedy dostaniesz jeszcze szansę. Patrz na siebie nie na partnera. Jaką miłością chcesz obdarzyć kogoś i sama chcesz zostać obdarzana.
Wiem że zmiana życia jest trudna, ale to nałóg. W Twoim przypadku to nałóg, a każdy nałóg zabija.
Odwyk to jedyna droga ratunku.
 
     
Mada83
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-17, 15:43   

Macie chyba całkowitą rację, zostawie Go i w końcu zajmę się sobą, swoim zdrowiem, pogłebiamiem swojej wiary w Naszego PANA. Na szczęsie nie zrezygnowałam ze stancji na której mniałam zamieszkać z Wojtkiem (będe musiała jakoś pogodzić się z tym, że jestem tam sama a nie z Nim, bo to jutro jest ta magiczna data, która miała zmienić moje życie). Napewno na początku nie będzie to łatwe ale postaram sie być silna. :-|
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-18, 08:40   

Mada, na pewno nie będzie łatwo, zawsze jest trudno kiedy trzeba od nowa, i na dokładkę - w nieznane. Ale to niezbędny etap w życiu człowieka - ku dojrzałości, ku mądrości, ku świętości :-)
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-18, 09:48   

Cytat:
postaram sie być silna. :-|


nie musisz być silna , poproś Jezusa o siłe, możesz być bezsilna z opuszczonymi rękami , pozwól działać Panu . " TY JEZU SIĘ TYM ZAJMIJ.

http://www.katolicki.net/...tym_zajmij.html

"Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi oczami duszy: Jezu, Ty się tym zajmij! Postępuj tak we wszystkich twoich potrzebach. Postępujcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie, nieustanne i ciche cuda. To wam poprzysięgam na moją miłość."

Z BOGIEM
 
     
katblo
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-18, 11:33   Mada!

Zapraszam na inaugurację do Rzeszowa 27 lutego lub 27-28 marca!
 
     
Mada83
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-19, 18:28   

Już się spakowałam i jutro rozpoczynam znowu nowy etap w moim życiu.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-19, 18:49   

Mada83,

Bedziemy Cie wspierac w kadej sytuacji. Z Bogiem wszystko sie uda. :mrgreen:
 
     
Mada83
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-19, 18:57   

Dziękuję za wsparcie :-)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 9