Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Andrzej
2009-07-11, 22:35
JEZUS z Nazaretu odmienił moje życie - nasze życie:-)
Autor Wiadomość
Sati
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-17, 16:24   JEZUS z Nazaretu odmienił moje życie - nasze życie:-)

Jestem chrześcijaninem „z odzysku” jak mówi ks. Jan Góra (ten od Lednicy) i dodaje, że tacy najbardziej kochają, Nawróceni grzesznicy kochają najmocniej… (jak Maria Magdalena) bo mają świadomość co zyskali. I coś w tym jest. Wychowałam się w katolickiej rodzinie ale moja wiara była „letnia”. Jestem typowym przykładem człowieka, który ma wyższe wykształcenie, zajmuje dość odpowiedzialne stanowisko a nie potrafił mądrze żyć. Wykształcenie a prawdziwa mądrość, to dwie, jakże różne rzeczy. Zwykła, prosta kobieta ze wsi była często mądrzejsza ode mnie. Teraz wiem, że mądre życie, to Życie z Bogiem w centrum. Ale przyznaję, nie zawsze tak było.
Przez kilka lat byliśmy z mężem przeciętnym małżeństwem; ani dobrym, ani złym. Pamiętam, że bardzo przeżyłam ( duchowo) Pierwszą Komunię naszego syna. Później zaczęła się „równia pochyła”. W małżeństwie coraz bardziej się od siebie oddalaliśmy, na wiele lat odeszłam od Kościoła, mąż coraz częściej pił i przestał interesować się rodziną. Nigdy nie był człowiekiem religijnym, praktykującym, wierzącym. Małżeństwo kościelne zawarliśmy, bo ja chciałam, bo tak nakazywała tradycja, zwyczaj. Wtedy nie rozumiałam czym tak naprawdę jest małżeństwo sakramentalne. Ponieważ życie nie znosi pustki zaczęłam szukać Boga w religiach wschodu, interesować się filozofią pozytywnego myślenia, po prostu, kreować rzeczywistość po swojemu. Byłam w świątyni indyjskiej w Czarnowie k /Jeleniej Góry, Mysiadle k/W-wy, uczestniczyłam w obchodach urodzin mistrza duchowego, guru, Kryszna Kszetra Prabhu we Wrocławiu a nawet gościłam bahktów czyli wielbicieli Kryszny u siebie w domu.Byłam zafascynowana „innością” tej religii i kultury. Bardzo dużo czytałam. Pamiętam płakałam przy wersecie z „Bagavat Gity” – świętej księgi Indii, który mówił o tym, że „ten kto studiuje tę świętą księgę wielbi mnie (Boga) całą swoją inteligencją”. Płakałam ze wzruszenia. Chciałam zmienić siebie, stać się człowiekiem spokojnym, opanowanym, dobrym, łagodnym, życzliwym itd. itp. I nic. Pozostawało mi moje „chcenie”. Ja się nie zmieniałam. "Doskonalenie się", jest ważne w każdej religii ale pozostawało bez odpowiedzi, jak to osiągnąć ?. Wierzyłam w Boga, tęskniłam do niego, ale wydawał mi się tak odległy, daleki, nieosiągalny.
W rodzinie było coraz gorzej, tragicznie wręcz. Mąż narobił mnóstwo długów, jego firma zbankrutowała, pił coraz bardziej. Powiem tak; przeżyłam piekło żony alkoholika -awantury, interwencje policji, łzy, bezradność, strach, ogromne trudności finansowe i towarzysząca temu świadomość wielkiego cierpienia naszego dziecka. Wszyscy nakłaniali mnie do skończenia z tym małżeństwem. Wszyscy !.Wniosłam sprawę o rozwód widząc w tym szansę na normalne życie dla siebie i syna. Zastanawiam się czasami, co wtedy trzymało mnie przy życiu, że nie zwariowałam ?. Nasz syn ?. W jakimś sensie to od Piotrusia wszystko się zaczęło.
W listopadzie 2005 roku Piotr (na drugie imię ma Paweł) został poproszony na chrzestnego i potrzebne było zaświadczenie. Poszłam do ks. proboszcza w naszej parafii i tu usłyszałam wiele bardzo przykrych słów; że nie chodzę do kościoła a przechodzę obok, że kilka lat nie przyjmowaliśmy księdza, że nigdy nie widział nas razem z mężem w świątyni. W tych słowach było wiele prawdy, która..... zabolała. To bardzo głupie ale postanowiłam być w kościele codziennie, aby miał „powyżej uszu” mojego widoku (bo jednak czasami, aczkolwiek rzadko chodziłam a on twierdził, że mnie nie widział). I tak się zaczęło. Bardzo szybko uczestnictwo we Mszy św. stało się dla mnie czymś niezwykłym, jakimś nieziemskim misterium, zetknięciem nieba z ziemią.
Wiara zaczyna się od słuchania i ja słuchałam, słuchałam, słuchałam. Odzyskałam wzrok i słuch. Słowo, które słyszałam w świątyni niosło radość, nadzieję, miłość. Było jak balsam na moją poranioną duszę. Naprawdę. Słyszałam, że Bóg mnie kocha, że kochał zawsze, że pragnie mojego dobra, mojego szczęścia, że mi wybacza tylko mam już nie grzeszyć. Miałam świadomość, że kapłani przekazują mi wiernie to, czego Jezus nauczał prawie 2000 lat temu, przemierzjąc przez 3 lata ścieżki Palestyny. Przekazują wiernie Jego Słowo. Postanowiłam cały 2006 rok uczestniczyć codziennie we Mszy św. aby sobie wszystko „poprzypominać” bo, (tak sobie wtedy myślałam) jak umrze któreś z rodziców, to muszę wiedzieć jak się modlić, jak się zachować, co wypada a co nie. Już wtedy miałam jakieś niejasne przeczucie, że....
Było we mnie szczere pragnienie życia po chrześcijańsku. W styczniu 2006 roku trafiłam na cykl katechez neokatechumenalnych w naszej parafii bo zaintrygował mnie tekst zaproszenia; „jeżeli rozpada się twój związek, jeżeli chcesz poznać Chrystusa- przyjdź”. Ja chciałam. W czasie ich trwania, 12 lutego 2006 roku nagle umiera moja mama. Przypadek ?. Nie. W życiu nie ma przypadków.
Kontakt z żywym Słowem Bożym uświadomił mi, czym naprawdę jest wiara i pozwolił spokojniej znieść śmierć mamy. Bycie z ludźmi we wspólnocie dało mi siłę do podjęcia decyzji o wycofaniu pozwu o rozwód i przebaczeniu mężowi. Początkowo, kiedy usłyszałam od Marka – naszego katechety – że powinnam przebaczyć i poprosić o wybaczenie swojego męża, to myślałam, że on zwariował, ale coś kazało mi "iść nacałość", zawierzyć bezgranicznie i do końca. Uświadomiłam sobie, że ja też nie jestem bez winy. Nie raz zraniłam swojego męża słowem, brakiem czułości, empatii. Zrozumiałam co to znaczy, że mamy pozwolić aby w naszym sercu narodził się Chrystus i często powtarzane przez Ks. Bpa Zbigniewa Kiernikowskiego (naszego diecezjalnego duszpasterza) słowa „o umieraniu dla drugiego człowieka”. „Umieraniu” czyli rezygnacji
z siebie, ze swojego ja, swoich racji, ambicji, egoistycznego dążenia aby mi było przyjemnie. Mi. A co z drugim człowiekiem ???.
Byłam tak potwornie zmęczona dotychczasowym życiem. Pamiętam zaskoczenie
w sądzie, kiedy na kolejnej sprawie o znęcanie się fizyczne i psychiczne nad rodziną, powiedzieliśmy (ja i nasz syn), że przebaczamy i prosimy o umorzenie sprawy. Wszyscy wtedy byli w lekkim szoku; pan sędzia, znajomi, rodzina. A my z Piotrkiem byliśmy szczęśliwi. Spadł nam kamień z serca. Pamiętam, ile we mnie było nienawiści, niechęci, złości do męża i całego świata. Pamiętam jak strasznie przygniatała mnie świadomość „przegranego życia”.I pamiętam, że kiedy zaprosiłam do swojego życia JEZUSA, te wszystkie negatywne uczucia jakie miałam w sercu znikły jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki„ Przyjdźcie do mnie wszyscy którzy utrudzeni i umęczeni jesteście a ja was pocieszę .”.Poczułam niemal fizycznie głęboką prawdę tych słów. Zrozumiałam, że każde wypowiedziane przez Jezusa słowo jest PRAWDĄ – jest ŻYCIEM -jest DROGĄ. Jeżeli chcemy aby Jego Słowo odmieniało nasze życie, to musimy je traktować jak instrukcję – którą należy dokładnie wykonać, zastosować. Tak jak apostołowie, którzy łowili całą noc i nie złowili nic a kiedy zarzucili sieć dokładnie w tym miejscu i tak jak polecił im JEZUS – sieć, aż rwała się od nadmiaru ryb. Drugiego człowieka, choćby był nie wiem jak podły, zły, zepsuty…możemy zdobyć, zmienić tylko miłością. JEZUS właśnie tego mnie uczył i tego ode mnie oczekiwał. Zrobiłam coś, do czego nie byłabym zdolna, gdyby nie JEGO moc. Im bardziej poznawałam Jezusa tym bardziej byłam Nim zauroczona, zachwycona. To najbardziej niezwykła i czysta moralnie Postać jaką znał świat. Tak bardzo chciałam iść w Jego ślady i być chociaż odrobinę do Niego podobna, bo w zachwycie jest zawsze chęć naśladowania .Poprosiłam męża o wybaczenie i zaczęłam na niego patrzeć inaczej, jak na brata w wierze. Zaskoczyłam go tym totalnie. Zauważył jak się zmieniłam, zaczął chodzić ze mną na Mszę św., po kilkunastu latach (ostatnio był u spowiedzi kiedy zmarł jego ojciec) przystąpił do Sakramentu pokuty, chodzimy razem na sobotnie Eucharystie we wspólnocie. Zmieniły się jego relacje z synem, jest bardziej odpowiedzialny, bardziej opanowany, spokojny. Nie pije alkoholu trzeci rok. Z szacunkiem mówi o posłudze Kapłanów. Wiele rzeczy robimy wspólnie, dużo rozmawiamy (właśnie kończy w tej chwili malowanie całego naszego mieszkania i robi to super). Troszczy się i jest serdeczny w stosunku do mnie. Oto co otrzymałam wzamian za powiedziane Jezusowi "tak, ja chcę". Chcę się zmieniać, chcę żyć na codzień zgodnie z Twoim Jezu... nauczaniem.
W ciągu tych 3 ostatnich lat ciągłego nawracania się, przeżyłam poważne załamanie.Mąż nie pracował, a we mnie dojrzewał zamiar wniesienia wniosku o separację. Już nie o rozwód tylko separację. Chodziło o sprawy finansowe, materialne, o uregulowanie pewnych kwestii prawnych, było mi bardzo ciężko. Chciałam to załatwiać po ludzku, po swojemu. Ale podczas Mszy św.(to był pierwszy piątek miesiąca) poczułam, że muszę iść do spowiedzi, po prostu jakaś siła mnie pchała. Właśnie wtedy spotkałam się z taką niesamowitą życzliwością ze strony Kapłana z nazej parafii - Ks. Adama, że nie wątpię już ani odrobinę w działanie Ducha Świętego w Sakramencie pokuty. Wspaniały Kapłan, którego znałam i darzyłam ogromnym szacunkiem, poradził pojechać na rekolekcje małżeńskie do Wesołej k/ Warszawy . Rekolekcje– Kana-2007. Dał adres, skontaktował z ludźmi, którzy uczestniczyli w takich rekolekcjach w poprzednich latach. To było niesamowite ale mąż się zgodził. Tuż przed samym wyjazdem piętrzyły się trudności (znajomi z usmiechem twierdzili, że to szatan działa i chce nam przeszkodzić). Było cudnie – błogosławiony dla nas czas. Wspaniali ludzie. Czuło się, że Duch Święty jest wśród nas. Takie niezwykłe poczucie jedności, serdeczności. Duchowej i fizycznej jedności, bo wszystko robiliśmy wspólnie (posiłki, modlitwa, konferencje, sprzątanie), mnóstwo czasu na „bycie ze sobą”; rozmowy, wspomnienia. Rozmowy jakich z mężem nie prowadziliśmy od lat; nasze pierwsze pocałunki, pierwsze "kocham", co w sobie ceniliśmy najbardziej, gdzie zawiedliśmy itp.itd. To było okrywanie siebie - od nowa.To tam, w gronie Przyjaciół Jezusa z Nazaretu, zrozumieliśmy czym jest małżeństwo sakramentalne, czym jest bycie ze sobą na dobre i złe i czym jest miłość w małżeństwie. Ponownie i tym razem świadomie, zaprosiliśmy do swojego życia JEZUSA, a ON dokonał cudu, jak w Kanie. Naszym marzeniem jest aby nasz syn widział w nas ludzi odmienionych przez Boga. Serdecznych i życzliwych dla siebie i innych. Ludzi żyjących Ewangelią. Jest w tej chwili w Anglii ale mamy ze sobą kontakt. Wiem jak bardzo się cieszy, że między nami jest tak jak jest. Modlimy się za niego a on często nas prosi o modlitwę, bo wie jak wielka jest jej moc. Myślę, że nasze świadectwo, nasz przykład jest dla niego najbardziej wiarygodnym znakiem, dowodem istnienia i działania BOGA. Podnieść się z takiej sytuacji w jakiej byliśmy jako rodzina, jest możliwe tylko z Bogiem. „Jarzmo moje jest słodkie” mówi Jezus. Dokładnie tak jest. Myśmy tego doświadczyli. Rozumiemy, co jest naprawdę ważne i bezcenne w życiu. Bóg, rodzina, serdeczne, ciepłe relacje z drugim człowiekiem - bliźnim.
Jest jeszcze w tej historii „wątek Maryjny”. Moja Mama zawsze bardzo przeżywała problemy mojego małżeństwa. Była dobrym, kochającym Jezusa człowiekiem. Kiedy zmarła, bardzo za nią tęskniłam, bardzo. Zaznaczam, że wcześniej nie modliłam się na różańcu, nie czułam niezwykłości Maryi, nie rozumiałam kultu jakim otaczana jest jej postać. Dokładnie 6 miesięcy po śmierci, moja mama przyśniła mi się. Była w kuchni naszego rodzinnego domu; piękna, młoda, uśmiechnięta; trzymała w rękach dużą, okrągłą tacę a na niej kilkanaście takich drobiazgów z kamionki. Kiedy się tak wpatrywałam w tacę zobaczyłam obrazek oparty o jeden z tych drobiazgów. To był obrazek Matki Boskiej z Medugorje. Jak rozumiałam ten sen ?. Moja mama wskazuje mi postać Matki Boskiej, naszej „niebieskiej” Matki. Mam się do niej modlić i za nią podążać.
I dokładnie tak robię. Jest codzienny różaniec, udział w nabożeństwach majowych
i październikowych, jest z mojej strony (już 3 rok) uczestnictwo w środowych nabożeństwach do Matki Nieustającej Pomocy . Ja dopiero teraz zrozumiałam niezwykłość Maryi. Przeczytałam na Jej temat wiele książek. I wiem, że za Jej pośrednictwem otrzymałam wiele łask.
W 2007 roku w lutym uczestniczyłam w rekolekcjach dla nauczycieli w Siedlanowie. W Domu Rekolekcyjnym, w kaplicy jest obraz Matki Boskiej zmierzającej do Elżbiety, kiedy Maryja dowiedziała się, że jej kuzynka spodziewa się dziecka. Pamiętam, że w drugim dniu rekolekcji wstałam raniutko, kiedy wszyscy jeszcze smacznie spali, i przed tym obrazem modliłam się za moją mamę. Płakałam, bo nadal bardzo mi jej brakowało. Czułam jej duchową obecność ale brakowało mi jej fizycznie; chciałam się przytulić, pocałować. W tym dniu wróciłam z rekolekcji do domu i położyłam się wcześniej spać bo na drugi dzień w miejscowości gdzie mieszkali rodzice, rano, miała być odprawiona Msza św.za duszę mojej mamy, w rocznicę jej śmierci. Miałam tam jechać. Pzed przebudzeniem – dokładnie w rocznicę śmierci, w czasie kiedy mama umarła około 5.oo rano - przyśniła mi się. Tak samo jak w poprzednim śnie, w kuchni rodzinnego domu; młoda, uśmiechnięta, szczęśliwa. Przytuliła mnie do siebie, objęła mocno. Pamiętam, czułam że jest szczęśliwa, więc tylko zapytałam „Skoro mamo jesteś taka szczęśliwa to czemu ja wciąż płaczę ?”. CZUŁAM DOTYK I ZAPACH MAMY. Ja to czułam jeszcze przez kilka dni.:-).Myślę, że moja modlitwa do Maryi, żarliwa, szczera, serdeczna sprawiła, że przyśnił mi się taki sen. Niejeden Kapłan mi mówił, że powinnam dziękować Bogu za ożywienie wiary i możliwość ponownego kontaktu z mamą. I dziękuję. Codziennie. Za Dar Kapłaństwa, za Ich posługę, za Ich żarliwość bo miałam szczęście poznać naprawdę cudownych Księży i wiele, bardzo wiele im zawdzięczamy. Mój mąż i ja.
Wszystkim, którzy napotykają na problemy w swoim małżeństwie powiem z całą odpowiedzialnością jedno; rozwód to brama do piekła. Pamiętajcie o tym. Każde małżeństwo w oczach Boga jest święte – nierozerwalne i warte, by poświęcić wszystko dla jego ratowania. Wszystko.
Podsumowując. Byłam na dnie. Byliśmy w piekle. Sami je sobie stworzyliśmy, Żyliśmy z daleka od Boga. Tyle razy zamykaliśmy drzwi swojego domu i serca przed Jezusem a ON jednak cały czas cierpliwie czekał. Kochał i czekał. I kiedy zawołaliśmy, przybył i nas prowadzi. Delikatnie, w całkowitej wolności.
Chcemy iść za Jezusem, który jest celem naszego życia i tylko z Nim ma ono sens. Głęboki sens. Wiara jest dla nas niezwykłym bogactwem. Nasze uczestnictwo we wspólnocie, w praktykach religijnych jest źródłem radości. To wszystko odbywa się nie pod przymusem, nie dlatego że tak wypada, że jest taka tradycja. To odbywa się w radości i całkowitej wolności. EUCHARYSTIA jest źródłem siły, adoracja Najświętszego Sakramentu jest źródłem Siły, Sakrament Pokuty jest źródłem siły, czytanie Pisma Świętego ubogaca i jest źródłem ogromnej siły. To nam pozwala coraz lepiej poznawać i coraz bardziej kochać Boga za Jego wierność, miłość, troskę o nas. Trzeba Bogu ufać i wierzyć. To podstawa. Wiara i zaufanie. Cały Stary i Nowy Testament przekazuje nam tę prawdę o Bogu.
JESTEM SZCZĘŚLIWYM CZŁOWIEKIEM. Dzielę się tą radością z tymi , którzy chcą słuchać. Staram się tak żyć aby gdy przyjdzie czas, nie stanąć przed Jezusem z pustymi rękoma. Ja teraz „smakuję życie”, cieszę się każdą chwilą, każdą sekundą, każdym dniem. Nieustannie pogłębiam swoją wiedzę o Bogu. Jest tyle wspaniałych książek, które uczą, wyjaśniają, pozwalają spojrzeć głębiej, inaczej. Modlimy się o dobrą, wierzącą żonę naszemu synowi. To jest takie moje ciche marzenie.
O chrześcijaństwie można mówić różne rzeczy, można je krytykować (i wielu to czyni), można na nim nie pozostawić tz. suchej nitki ale ono działa od prawie 2000 lat. Działa i odmienia ludzkie życie. Odmieniło nasze życie. JEZUS je odmienił. Jest dla nas Kimś bliskim, drogim i bardzo kochanym :-) .
Chciałabym móc pod koniec swojego życia powiedzieć za św. Pawłem, moim ulubionym, ukochanym Apostołem „w dobrych zawodach wystartowałam, bieg ukończyłam, wiary dotrzymałam” :-) [/b] Kaśka
Ostatnio zmieniony przez Sati 2008-06-11, 20:11, w całości zmieniany 7 razy  
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-18, 21:45   

Dziękuję Sati.
 
     
kasia1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-19, 09:48   

ja też dziękuję... i serdecznie pozdrawiam :-)
 
     
Małgorzta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-19, 14:36   

Sati to Twoje świadectwo w piekny sposób poazuje wszystkim ludziom, że Jezus uzdrawia tak samo dziś jak i 2000lat temu i że rzaden człowiek Mu nie jest obojetny. Ja czułam Go zawsze ale teraz doświadczam Jego obecności jeszcze bardziej. Jestem w kryzysie a mam ochotę krzyczeć Jezus żyje ludzie uwierzcie w to, to On musi być na pierwszym miejscu i to On może wszystko. On dotknął moich ran podczas Mszy Św. z modlitwą o uzdrowienia i czuje że mnie prowadzi od miesiąca uczestnczę w spotkaniach Odnowy w Duchu Św. , uczestniczyłam w nocnym czuwaniu w wigilie Zesłania Ducha Św. , a w sobotę byłam w Częstochowie na Kongresie Odnowy , codziennie jestem na Mszy Św. czytam książki o Duchu ŚW. modlę się i czuję się jak nowo narodzona i czuje że Duch Św. mnie prowadzi to czego doświadczam to jest niesamowite, aż nie do pojęcia i modle się, aby to pragnienie bycia blisko Jezusa nigdy się nie skończyła, a Matkę Przenajświetrzą proszę o wstawiennictwo. I mimo, że przeżywam trudności to daję radę. I wcale bym tego wszystkiego nie pisała, ale właśnie czuję, że powinniśmy pisać dawać świadectwa o tym że Jezus działa również dziś że Duch Św. napełnia nas swoimy darami.
Przypominam wszystkim którzy jeszcze nie wiedzą że w Łodzi teraz w niedziele i w poniedziałek będą cudowne Msze ŚW. z modlitwa o uzdrowienie szczegóły na stronie www.odnowa.jezuici.pl
JEZU UFAM TOBIE!
 
     
iwi
[Usunięty]

Wysłany: 2008-07-03, 15:17   

Sati
DZIEKUJE
 
     
miriam
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-11, 22:46   

Dla tych, którzy nie zdążyli się jeszcze zapoznać z pięknym świadectwem wiary i miłości odświeżam wątek Sati. :-D
 
     
Danka 9
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-12, 16:57   

dziękuję miriam

najbardziej spodobał mi się ten kawałek
Cytat:
Poprosiłam męża o wybaczenie i zaczęłam na niego patrzeć inaczej, jak na brata w wierze. Zaskoczyłam go tym totalnie. Zauważył jak się zmieniłam, zaczął chodzić ze mną na Mszę św., po kilkunastu latach (ostatnio był u spowiedzi kiedy zmarł jego ojciec) przystąpił do Sakramentu pokuty, chodzimy razem na sobotnie Eucharystie we wspólnocie. Zmieniły się jego relacje z synem, jest bardziej odpowiedzialny, bardziej opanowany, spokojny


daje nadzieję
 
     
sofia
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-13, 14:13   

CHWAŁA PANU za to świadectwo.

bo dla Boga nie ma rzeczy niemozliwych .....
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-19, 21:05   

Sati
dzięki , to wspaniałe świadectwo , czytałam je na początku września i wtedy nic nie napisałam, bo to co opisywałaś, dopiero u mnie kiełkowało , Ale teraz , gdy i mnie przydarzają się te"cuda " co i Tobie . Gdy JEZUS moim PANEM i ZBAWIENIEM moim , chce wszystkim upadającym powiedzieć.
TO WSZYSTKO JEST MOŻLIWE I W TWOIM ŻYCIU , POWIEDZ TYLKO - CHCĘ JEZU , PRAGNĘ , TY SIĘ TYM ZAJMIJ CHRYSTE.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 11