Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesadna pruderia przyczyną nieszczęścia?
Autor Wiadomość
Jarosław
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-27, 10:50   

Nirwanna napisał/a:
Jarku, to o co w.z. się pyta - to kluczowe jest. Czy jak żona wróci, będzie przez Ciebie kochana tak jak ona chce? Czy tak jak ty chcesz?


Nie zakładam, że wróci, powtarza , że mnie już nie kocha ale takim tonem jakby chciała powiedzieć:
Nienawidzę cię.
A kwintesencja rozpadu zacznie się po pierwszej rozprawie.
Obrazowo mówiąc można to przyrównać do tego że jak teraz naszą łąkę poryły kretowiska to po rozprawie będzie tak jakby po tej łące przejechał się batalion czołgów.

[ Dodano: 2009-11-27, 10:53 ]
mari napisał/a:
Jarosław napisał/a:

Ciekawe czy gdyby Gogol zdradził mąż też byłaby taka wyrywna do brania winy na siebie.

Jarosławie,
nie zrozumiałeś ani Gogol, ani Nałoga.

To co się kryje między słowami, wydawało mi się, że jasno odebrałem intencję ich wpisów.
Chodziło o to, że współwinnym zdrady zdradzacza jest zdradzony pomimo tego, że nawet nie czerpał z tych aktów żadnej satysfakcji.
Trochę to pokrętne, ale może Ty coś widzisz co dla mnie pozostaje ukryte.

[ Dodano: 2009-11-27, 10:56 ]
kasia napisał/a:

Są osobniki, różne. Jeden nie zwróci uwagi w ogóle na ponętne ciało uwydatnione, odkryte i jakby podane na patelni

Osobnicy nie zwracający na takie rzeczy uwagi są chorzy. Każdy zdrowy mężczyzna zwróci na to uwagę. Tak jesteśmy "zaprojektowani".
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-27, 11:37   

Jarek........... mam wrażenie ,ż eTy kochałeś,kochasz swoją zonę "za coś",a nie mimo wszystko.
Kochanie "za coś" nie jest postawą miłości małżeńskiej.
Co do odpowiedzialności za kryzys ,za zdrady,za rozpad małżeństwa,to wg mnie za kryzsy odpowiadają obie strony.Dlaczego???bo kryzys najczęsciej jest wynikiem zaniedbania tego co najważniejsze w małżeństwie......KOMUNIKACJI.Zaniedbania pracy nad rozwojem duchowym,nad swoim "JA".
Natomiast za kontynuacje toksycznego przekazu międzypokoleniowego to w sposób bezspośredni odpowiada ten kto to kontynuje.Choć nie może sie czuć zwolniona z odpowiedzialności ta tzw .druga strona związku małżeńskiego ,bo najczęściej wie ,że jego/jej wybranek pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej,że jego przekaz międzypokoleniowy jest obciażony wadą.
A jak nie wie ???............ to znaczy że nie chciał/a wiedzieć że takiego partnera sobie wybiera za współmałżonka.

Natomiast za zdradę odpowiada zawsze ten co zdradza.Zdradzacz odpowiada za zdradę i nie może usprawiedliwiać siebie jakimis tam okolicznościami.

Jarosław........... piszesz:"Nie zakładam, że wróci....." a więc chyba trudno mówić w Twoim przypadku o podejmowanym wysiłku aby wróciła,abyś Ty przyjmował spójną postawę wyznawaną podczas przysięgi małżeńskiej.

Mój znajomy ksiądz często w rozmowie żartami wskazuje ludzką ułomność......... najłatwiej spowiadać się jest z cudzych grzechów pomijając swoje............

Czy widzisz jakieś analogie u siebie????
 
     
Jarosław
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-27, 11:51   

nałóg napisał/a:


Natomiast za zdradę odpowiada zawsze ten co zdradza.Zdradzacz odpowiada za zdradę i nie może usprawiedliwiać siebie jakimis tam okolicznościami.


O to właśnie mi chodziło, Gogol zaczęła wprowadzać do dyskusji pewne wątki o naturze herezji, co do odpowiedzialności za zdradę jakoby szukając przyczyny w złym odnoszeniu się współmałżonka.
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-27, 11:52   

Jarosław napisał/a:
Nie zakładam, że wróci, powtarza , że mnie już nie kocha

Jarku, uzależniasz swoje działanie od działania żony, i swoją postawę od postawy żony. Oczywiście, że łatwo jest kochać kogoś, kto jest miły i mówi nam że nas kocha. A jak mówi, że nienawidzi... to wtedy my też? To się nie nazywa miłość, tylko coś w rodzaju wdzięczności. Kocham jak ty kochasz, a jak ty nie kochasz to ja też nie.
Jarku, my się pytamy, jaki jesteś Ty, jaka jest Twoja postawa, i Twoja decyzja. Niezależnie od tego co robi i mówi Twoja żona. Zatem.... ?
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-27, 11:58   

Jarosławie!
Myślę że naprawdę nie zrozumiałeś to co chcę Ci zasygnalizować,wiem ,że ciężko jest się przyznać do jakiejkolwiek winy a co dopiero do winy czy współwiny w zdradzie współmałżonka.Przecież nie mówię o winie wprost ,bo chyba taka winę to każdy odróżnił by sam .Tak jak nałóg napisał po latach małżeństwa wydaje nam sie ,że współmałżonek to własność,zrobienie prostej kawy ,uśmiech na dzień dobry,jakieś miłe gesty na co dzień,spacery itp. po prostu proza życia,która niestety szybko przez was mężczyzn zostaje zapomniana i uważacie ,że praca to wszystko ,że należy Ci sie wieczór z telewizorem a nie z żoną .Czasami tak jest ,że mąż nie pomyśli ,że ta żona ,która nawet nie pracuje zawodowo czeka na tego męża z pracy nie tylko z obiadem a przede wszystkim po to aby z nim rozmawiać podzielić sie tym co wydarzyło sie w rodzinie przez cały dzień a tu niestety mur,nie mów mi ,że tak nie jest bo wiem to z własnej autopsji,ja jednak nie dawałam za wygraną .jestem osoba silną i potrafiłam rozładować wiele gromów z jasnego nieba,lecz kiedy to trwa długo to i akumulatory sie wyczerpują i zaczynają sie kryzysy.
Kobieta jest istota ,dla której przede wszystkim ważne jest okazywanie uczuć,ciepła opiekuńczości to dużo dla nas kobiet znaczy,krytyka prowadzi do tragedii,to wie każdy nawet dziecko,które jest ciągle krytykowane nie rozwija sie prawidłowo.
Pytasz się czy jakby mnie mąż zdradził to czy byłabym taka wyrywna ,widzisz wydaje mi się ,że ja nie jestem wyrywna tylko bardzo obiektywna,po tylu latach małżeństwa wiem ,że zawsze przy jakichkolwiek problemach winne są dwie strony,stwierdziłeś,że mężczyzna zawsze sie oglądnie za kobieta ładna bo to ma w naturze więc chyba kobiety też maja w naturze obejrzeć się za przystojnym mężczyzną a niestety kobiety odepchnięte przez ważne sobie osoby upadają w różny sposób nawet ten drastyczny jaikm jest zdrada.Wiem ,że to jest trudne ale widzisz uczą nas tu tej prawdziwej miłości ,która wybacza i zostawia "zdradzaczom jak to brzydko zostało nazwane(dziwna nazwa)
szansę powrotu,a na to nie wszyscy są gotowi.jeżeli chodzi o moja osobę to jakbym została zdradzona to pewnie by bolało ale wiesz mi byłby to poważny powód zastanowienia sie nad sobą.zdrada nie zawsze musi oznaczać koniec związku,znam małżeństwa ,które potrafiły podnieść się z godnościa z tego upadku po ciężkiej pracy są o ironio szczęśliwsze po zdradzie bo zasmakowały tego co mogą stracić na zawsze.Myślę,że wiele osób rozumie o czym piszę,mam na to dowody czytając ich reakcje na moje posty w tym temacie.Nikogo nie osądzam ,bo nikogo osądzać nam nie wolno i wcale nie jestem feministka jak Ci się zdało.Pragnę ciszy i spokoju u boku męża o którego też teraz walczę mimo,że jeszcze niedawno uważałam ,że nie ma sensu wyciągać kolejny raz ręki.
uwierzyłam w moc modlitwy i sie opłacało wiara czyni cuda,teraz to wiem.
Wiesz ,kiedy wzięłam do reki telefon,aby uczynić to co dyktuje mi serce,wbrew rozsądkowi,kiedy prosiłam o miejsce na rekolekcje dla nas to zrozumiałam ,że pan postawił mi taka osobę ,która żartem ale podpowiedziała mi jak ma się modlić i do kogo w tej mojej beznadziejnej sprawie,widzisz posłuchałam i pomogło.
Co do NAŁOGA do ja niestety zawsze będe po stronie jego wypowiedzi bo są zgodne z moimi i ja i on wie o co chodzi,zawsze albo często mówi się prawda o nas samych nas wyzwoli to prawda.Pozdrawiam wszystkich z nadzieja w Bogu.
 
     
Jarosław
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-27, 12:00   

nałóg napisał/a:

Jarosław........... piszesz:"Nie zakładam, że wróci....." a więc chyba trudno mówić w Twoim przypadku o podejmowanym wysiłku aby wróciła,abyś Ty przyjmował spójną postawę wyznawaną podczas przysięgi małżeńskiej.

Czy widzisz jakieś analogie u siebie????

Tak daleko nie sięgam wyobraźnią do tego by odeszła to czekają mnie pewnie co najmniej dwie rozprawy, spłacenie ją z mieszkania albo kupienie kawalerki bo tego się domaga.
Do tego dojdzie boksowanie o syna.
Pragnę w tym wszystkim poruszać się z miłością, ale zdaję sobie sprawę, że prawdziwą twarz pokaże już w sądzie i po rozprawie.
Nie robię projektów tylko nadmieniam, że jest kochanek a mieszkamy wciąż razem , a jutro wypływa promem z ukochanym do Szwecji na tzw. Andrzejki a co jak się bawić to bawić , a nie tam próbować ratować małżeństwo.

Tak więc do powrotu jest bardzo daleko gdyż póki co śpimy w jednym łóżku, łożę na utrzymanie.
A po rozprawie zacznie strzelać fochy pół biedy jak się wyprowadzi, ale jak zacznie dzielić lodówkę czy pokoje to wzbudzi dodatkowe niezdrowe relacje.
No ale da Bóg dzień da Bóg radę jak to mówią w moich stronach.
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-27, 12:11   

Jarosławie chyba nie znasz do końca znaczenia słowa herezja ja mówiłam o współwinie a nie o usprawiedliwieniu tego kto zdradza ,przeinaczasz moje słowa.Powodzenia w myśleniu.
Z Bogiem.
 
     
Jarosław
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-27, 12:14   

gogol napisał/a:
Jarosławie chyba nie znasz do końca znaczenia słowa herezja ja mówiłam o współwinie a nie o usprawiedliwieniu tego kto zdradza ,przeinaczasz moje słowa.Powodzenia w myśleniu.
Z Bogiem.

To taka metafora , natomiast żadnej współwiny pomimo dogłębnego myślenia w zdradzie nie dostrzegam u zdradzanego.
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-27, 12:16   

Jarosławie
Jednak ciągle to Ty jesteś cacy a twoja żona be- to chyba jest nie tak.
pracujmy nad sobą ,powodzenia.
 
     
mami
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-27, 12:43   

kiedy w związku jest źle, nalezy walczyc najpierw o poprawe,
zamiast uciekac przed problemem...w nałogi, prace, zdrady...
kryzys należy przerobić z partnerem, nie zas poprzez alkohol czy uciekanie w prace czy inne związki

dodawanie dodatkowych problemów nie słuzy wyjściu z kryzysu tylko jego pogłębieniu, a zdrada jest ogromnym obciążeniem dla związku, który już i tak ma wiele problemów, i może być gwoździem do trumny do jego całkowitego unicestwienia...wiele par nie potrafi sobie poradzic po takim zdarzeniu...

jak partner czuje sie w związku źle powinien szukac dróg wyjścia z niego poprzez zrozumienie zachowań drugiego człowieka, terapie

jesli zdradzam nie moge sie usprawiedliwiac iż mąż mnie zaniedbał, taka oczywiście może byc prawda, ale to ja podejmuje krok zdrady i na mnie spoczywa odpowiedzialność za niego... inaczej tłumacze swoje zachowaniem zachowaniem drugiej osoby, a tym samym obarczam ja wina... siebie zwalniam z poczucia odpowiedzialności lub biorę ją na siebie w nikłym stopniu... wiele par przechodziło brak właciwego wybaczenia zdrady jak i odpowiedzialności za to, potem znów działo sie to samo...

za chore odczucia innej osoby nie jestem winna, jak ktoś ma niecne mysli to jest to jego problem, i powinien sam przerobić swoj problem,
bądź byc zmuszony do leczenia jak są to zachowania krzywdzące inną osobe...
osoba zgwałcona nie jest winna! nawet jesli prowokowała to jeśli na koniec powiedziała NIE druga strona powinna to uszanowac!
jednak pokutuje wciąz mówi nie a myśli tak...

jeśli ktoś po pijanemu sie awanturuje,
jeśli ktoś jest gwałtowny i porywczy i w ataku agresji stosuje przemoc to bez względu jak ja przyczyniłam sie w danej sytuacji do całego zajścia nie jestem winna chorym zachowaniom tej osoby, ponieważ jesteś człowiekiem, który ma wpływ na to co robi...
używa do tego rozumu jeśli on zawodzi powinien poszukac pomocy,
niech posługuje sie sumieniem, jeśli ono zawodzi powinien poszukac pomocy

co do postu nałoga, był bardzo dobrym przykładem wyjaśniającym skutki kryzysu, jakim jest zdrada,

pozwala to wielu osobom zdradzonym, którzy czują ogromne skrzywdzenie zrozumieć
przyczyny zachowań drugiej strony, a poprzez to wybaczyc,
/taki tez pewnie był przekaż dla Jarka, który na dzień dzisiejszy nie jest jeszcze gotowy na przyjęcie tej prawdy... każdy ma swój czas../
akt wybaczenia zdrady jest aktem przerobienia ogromnego poczucia nie tylko skrzywdzenia, ale dowartościowania, i powrotu na nowo wysokiej samooceny....
uzył troche nietrafnego znaczenia, które ty gogol podłapałaś i zle skomentowałaś... dlatego była moja odpowiedz...
napisałaś, wciąż piszesz, tak jakby druga strona miała prawo sie usprawiedliwiac, iż jej zachowanie było odzewem na zachowanie partnera...a tak nie jest,
na mądrzejszym, dojrzalszym ciązy obowiązek zatrzymania krzywdzenia, czy dalszego pogłebiania kryzysu
...
jesli czuje sie zle w zwiazku bo ktoś mnie nie docenia, nie daje mi prawa do odreagowania czyli wyrównania krzywd... bo tym jest takie zachowanie, takie zachowania niestety nie idą w parze z wyjściem z kryzysu, a jedynie jego pogłębieniu czy całkowitym jego rozwiązaniu...
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-27, 13:56   

Jarek................
Był taki facet na forum..........miał nick Norbert.............. był tez taki okres jego pisania na forum ,że był dośc podobny do Ciebie w swoim pisaniu.
Spowiadał się z grzechów żony i eksponował swoje "MNIE" czyli chciejstwa.
Ale On przejrzał ,bo mimo szeroko otwartych oczu on spał,śnił i marzył.Żył w woobrazni,nie w realiach.
I wiesz co???? Norbert pod sporym wpływem (chyba) forum przebudził się,otworzył oczy,podjął wysiłek znalezienia swojego lustra,skonfrontował swoje "MNIE' ze swoim "JA"................i wiesz co??? chyba wyszło mu to na dobre............... mimo ,że jego małżeństwo nie scaliło się.Ale on poznał siebie.................swoje mocne i słabe strony ,wady i zalety charakteru.Słabe mniej czy bardziej skutecznie "szlifuje" a dobre poleruje.
Obyś i Ty przejrzał ,przebudził się.
Wiesz............facet chodzący w "piżamce" o godz.20.30 po domu............

Zacznij od siebie...................... po raz kolejny Ci to piszę,piszą inni..............


Pogody Ducha
 
     
Jarosław
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-27, 14:18   

nałóg napisał/a:

Wiesz............facet chodzący w "piżamce" o godz.20.30 po domu............

Zacznij od siebie...................... po raz kolejny Ci to piszę,piszą inni..............

Pogody Ducha

A Ty co, w gaciach śpisz? Wstaję o 4:30 to lubię się wcześniej wykąpać?
Skąd ten przekąs?
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-27, 14:20   

Mami ja nic nie podłapałam i nikogo nie usprawiedliwiam a Nałóg ujął to trafnie .Nikt nie usprawiedliwia tych co zdradzaja a wasze myslenie idzie ciągle w tym kierunku. Wiem napewno dopóki zdrady nie wybaczysz nigdy nie bedziesz szczęśliwa.
Zdrada jest tylko jednym grzeszem z dekalogu ,który narusza nasza wiare.Powinnaś posłuchac katechezy ks. Grzywocza na temat sakramentu spowiedzi a napewno otworzyły by sie szeroko oczy tak jak mnie.
Tu wszyscy pisza jednostronnie ,ciekawe czy takie wypowiedzi byłyby u tych co zdradzili.Problem zdrady jest bardzo trudny i napewno nie do zrozumienia po paru postach i rozmowach to dla niektórych długa terapia ale tez wiem ,że mozliwa.Wiec Mami napewno uważam ,że nie skomentowałam tego źle tylko każdy ma inne spojrzenie na ten problem i chwała Panu ,jeżeli jest temu komus z tym dobrze ,że zamiast dokonać analizy ubolewa to jego problem.uważam ,że z tej tragedii trzeba nauczyc sie bardzo wiele trudnych treści.Powodzenia.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-27, 14:46   

Woesz Jarku, mam takie przekonanie na podstawie swoich doświadczeń życiowych i obserwacji, że nikt ( żona ani mąż) nie odchodzą z domu, jak mu w tym domu jest dobrze !
W zasadzie nie zdradzają się, jak im ze sobą jest dobrze itp.

a do tego mam takie doświadczenia i obserwacje, że to jednak częściej mężczyźni zdradzają i dochodzą niż kobiety.
Bo kobiety zwłaszcza w Polsce i w naszej kulturze najpierw cierpią, próbują komunikować, pokazywać, szarpać się, pokazywać złe humory, niezadowolenie itp.
Cierpią częśto po cichu.
Ale jak juz przebierze sie miarka, to kobiety są bezwzględne.....odchodzą równie jak mężaczyźni, bez skrupułów.

Jarek....czy Ty sobie zdajesz z tego sprawę, czy nie....TY nam tu ciągle przedstawiasz swoja zoną jako osobę złą i beznadziejną. Za to siebie jako osobę walczącą o związek i dobrą.
Ale wiesz, jak Ty argumentujesz swojej żonie tak jak nam tutaj....to tylko od Ciebie Chłopie zwiewać !

Marudny, niezadowolony, niezauważający nic dobrego w żonie, krytykujący, oceniający, pesymista, smutas itp.....
Jak Ona to słyszy i widzi skrzywiona ciągle minę....to On MUSI zwiewać....bo każdy z nas by zwiewał Jarku !!
MY ludzie chcemy otaczać sie ludźmi dobrymi, spokojnymi, wesołymi, uśmiechniętymi, radosnymi tp !!

Kurcze Jarek....zagraj chociaz raz wesołego przed żoną ! I zobacz co sie będzie działo !!

Chłopie, jeszcze troche i syn tez ucieknie....bo jest manipulowany i w końcu to odkryje !!

Najpierw TY....to znaczy Jarku...stań przed lustrem i zobacz najpierw swoja skwaszona minę....i to najpier ja zmień !!! Uśmiech i radość z tego co masz....a nie permanenty smutek z tego co straciłeś ! Bo zacznę mysleć, że jesteś egoistą i tylko chcesz mieć ! Więc dlatego tracisz !
Bo żeby być szczęśliwym , trzeba umieć dawać !! Co dzisiaj dałeś żonie ? Jaki miły gest ? I jak sie wtedy poczułeś ??
Pozdro !! EL.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 9