Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Tylko dla facetów ;-)
Autor Wiadomość
w.z.
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 13:55   

agnieszka78 napisał/a:
czasami zabawnie jest jak moje chłopiszcze szuka grzechu we mnie


Też to przerabiałem. Np. jedziemy samochodem i jakaś fajna dziewczyna idzie, no i czasami oczy gdzieś uciekną gdzieś w jej kierunku - to żona pilnuje: " a widzisz, zgrzeszyłeś, a Jezus powiedział kto pożądliwie spojrzy na kobietę to tak jakby cudzołożył". Czyli remis ???!!!
 
     
Małgorzta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 14:07   

Milerka napisała:
Ci, którzy karmią się miłością Boga w Eucharystii, nie muszą nieustannie zabiegać o to, by ktoś z ludzi ich wybrał czy zaakceptował. Nie muszą tego czynić, dlatego że potrafi ą sobie radzić z samotnością i z różnymi formami odrzucenia.
To prawda ja poczułam ogromny głód Eucharysii i czuje niesamowitą pomoc Bożą i mimo trudności mimo że czasami wydaje mi się, że nie wytrzymam to daję radę bo czuje pomoc nadprzyrodzoną.
Przebaczenie to jest podstawa dostapienia pokoju w sercu i dlatego mój mąż przeżywa wewnętrzna walkę dobra ze złem bo co z tego, że był u spowiedzi jak się ze mną nie pojednał i nie chce sie pojednać to jest straszne były ministrant nie spełnia wrunków spowiedzi i z czystym sumieniem idzie do Komuni to jest dla mnie nie do pojęcia, ale Panie Boże Ty się tym zajmij Ty wiesz co robisz. Tobie zawierzam Boże miłosierny i wiem muszę się modlić gorąco aby Go ratować.
JEZU UFAM TOBIE!
 
     
markow
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 14:11   Re: Tylko dla facetów ;-)

Mirela napisał/a:

Ten pogrubiony tekst mówi mi ,że nie rozumiesz pojęcia miłości, co jest normalne ,albo nie wiesz , lub nie masz prawidłowego wzorca mężczyzny... Przede wszystkim , to Ty pozwalałeś się tak traktowac !!! Dałeś sam żonie no to przyzwolenie... Myślę sobie ,że wiele w tym prawdy co mówi Twoja żona o "facecie z jajami", wspominasz ,że stajesz sie mężczyzną...Chłopie Ty już jesteś OJCEM...!!! Myślę sobie,że kiedy Twoja żona mówiła sakramentalne TAK , to miała przekonanie ,że mówi to MężCZYźNIE!!! Hm...wtedy miała przekonanie, dlaczego je straciła?
I jeszcze coś ..."W dalszym ciągu ktoś inny DBA o żonę". A Ty jak dbasz w tych okolicznościach, bo przecież one z niczego nie zwalniają? I jak to możliwe,że na to pozwoliłeś,żeby ktoś inny zadbał?
Dalej ,co składa sie na ślubowanie , na sakramentalne TAK, co to miłośc?


Dzięki za powitanie ;-)
Tak masz rację, ten tekst mówi to, co napisałaś. A jak napisałem później użyłem skotów myślowych, więc jest to uproszczone. W moim przypadku można mówić raczej o pewnym zniewoleniu, które jak zaobserwowałem dotyka wielu. Zniewoleniu drugą osobą, które faktycznie nie jest prawdziwą miłością. Dlatego napisałem w ten sposób, żeby pokazać jak z tego zniewolenia się wyrywam wracam do równowagi jaką miałem w chwili zawarcia małżeństwa.

A teraz na przekór ;-)
Przytoczony przeze mnie Twój tekst mówi mi , że usprawiedliwiasz zdradę mojej żony.
Dużo pytań z Twojej strony. Podejrzewam, że z chęci pomocy. Odpowiem tylko tyle: ZAUFANIE. Zaufałem żonie, że będzie wierna przysiędze małżeńskiej ...

Pogrubiona czcionka pokazuje jak można zinterpretować tekst. Przecież wiem, że nie popierasz takich rzeczy.
A więc ostrożnie ... słowo pisane nie jest w stanie w pełni oddać sytuacji osoby piszącej na forum. Warto, żeby wszyscy o tym pamiętali.
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 15:27   Re: Tylko dla facetów ;-)

markow napisał/a:

Dzięki za powitanie ;-)
Tak masz rację, ten tekst mówi to, co napisałaś. A jak napisałem później użyłem skotów myślowych, więc jest to uproszczone. W moim przypadku można mówić raczej o pewnym zniewoleniu, które jak zaobserwowałem dotyka wielu. Zniewoleniu drugą osobą, które faktycznie nie jest prawdziwą miłością. Dlatego napisałem w ten sposób, żeby pokazać jak z tego zniewolenia się wyrywam wracam do równowagi jaką miałem w chwili zawarcia małżeństwa.

A teraz na przekór ;-)
Przytoczony przeze mnie Twój tekst mówi mi , że usprawiedliwiasz zdradę mojej żony.
Dużo pytań z Twojej strony. Podejrzewam, że z chęci pomocy. Odpowiem tylko tyle: ZAUFANIE. Zaufałem żonie, że będzie wierna przysiędze małżeńskiej ...

Pogrubiona czcionka pokazuje jak można zinterpretować tekst. Przecież wiem, że nie popierasz takich rzeczy.
A więc ostrożnie ... słowo pisane nie jest w stanie w pełni oddać sytuacji osoby piszącej na forum. Warto, żeby wszyscy o tym pamiętali.


No to" przekorny "facet jesteś...skoro tak na przekór... ;-)
Nie musisz nic podejrzewac...Jasno i otwarcie napisałm intencje....
Cytat:
Ps. Nie traktuj tego postu jak atak... To spostrzeżenia...które mogą okazac się meritum i mogą pomóc zmienic wiele na lepsze..
ODPOWIEDZI NA ZADANE PYTANIA Są DLA CIEBIE, NIE MA POTRZEBY ODPOWIADAC MI NA NIE...

Cytat:

A więc ostrożnie ... słowo pisane nie jest w stanie w pełni oddać sytuacji osoby piszącej na forum. Warto, żeby wszyscy o tym pamiętali.

Tyż prowda...szczególnie trzeba miec na uwadze subiektywizm osoby pokrzywdzonej, skupionej na swoim cierpieniu...Jednak pomimo subiektywizmu...doskonale Wszyscy tutaj wiemy co to jest CIERPIENIE, a jego nie da się ważyc , na mniejsze , czy większe...

Cytat:
markow Zniewoleniu drugą osobą, które faktycznie nie jest prawdziwą miłością. Dlatego napisałem w ten sposób, żeby pokazać jak z tego zniewolenia się wyrywam wracam do równowagi jaką miałem w chwili zawarcia małżeństw

Bardzo się cieszę ,że podjęłeś chęc walki o prawdziwą Miłosc.
Jedną z form pokonania takiego zniewolenia jest odkrycie w sobie wartości Bożych, akceptacji SIEBIE z wadami i zaletami. Uwalnia nas to również od zabiegania o akceptację w środowisku.
Pozdrawiam serdecznie:)
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 20:50   

w.z.....przeprosiłeś(uznałeś swoje niedociągnięcia ,bądź błedy),powiedziałeś,że ma prawo w każdej chwili do Ciebie wrócić i co ważne ...zachowałeś się jak na męża przystało....stanąłeś po jej stronie mimo wielu przeciwności.
Popieram rownież Twój sprzeciw co do zachowania żony (które opisujesz) bo z całą pewnością było złe.
Gratuluje postawy......pełnego miłości, odpowiedzialnego sprawowania należnej Ci władzy.....to jest własnie to o czym rozmawialiśmy w innym poście.Nie zgadzam sie tylko z jednym...co do pracy i innych temu podobnych czynników mających wpływ na zdradę...upieram sie przy człowieku, jego hierarhii wartości,sumieniu...itp.
Myslę,że sam w sobie również się zmieniłeś i ta zmiana zaowocowała powrotem żony.

Mam jednak pewne zastrzeżenia ......
Wczoraj spróbowałem o czymś z przeszłości pogadac, ale nie dało się. Zostawiam to. Liczę, że Bóg, może przez inne osoby coś jej pokaże.
i....
na razie nie da się o tym porozmawiac, za dużo bólu z jednej i z drugiej strony. Może kiedyś ...
Jedynie boję się by ta moja zazdrośc znowu czegoś nie popsuła.


w.z......po co?, do czego Ci to potrzebne?
Wracając do przeszłości otwierasz nie zagojone jeszcze w pełni rany.
"winni" bardzo bronią się przed uznaniem swojej "winy", wiec jeśli zaczniesz wracać, dociekać, umoralniać....możesz rozpętać burze.Możesz również usłyszeć... bo to przez Ciebie...itp....tego chcesz?
Rozmawiać owszem... patrząc w przód...nie w tył.
Dostrzegasz pozytywne zmiany, dzieje się u Was ........wiec na tym sie skup i tym ciesz,bo masz z czego.
Jeszcze raz gratuluje i pełni szczęścia życzę :-)
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 21:49   

w.z. napisał/a:
Po prostu nie ruszam pewnych tematów. Wczoraj spróbowałem o czymś z przeszłości pogadac, ale nie dało się. Zostawiam to. Liczę, że Bóg, może przez inne osoby coś jej pokaże.

Jedynie boję się by ta moja zazdrośc znowu czegoś nie popsuła.


lena napisał/a:
Mam jednak pewne zastrzeżenia ......
w.z......po co?, do czego Ci to potrzebne?
Wracając do przeszłości otwierasz nie zagojone jeszcze w pełni rany.
"winni" bardzo bronią się przed uznaniem swojej "winy", wiec jeśli zaczniesz wracać, dociekać, umoralniać....możesz rozpętać burze.Możesz również usłyszeć... bo to przez Ciebie...itp....tego chcesz?
Rozmawiać owszem... patrząc w przód...nie w tył.


A ja nie wiem czy tak być może: zamknąć kawałek życia i udawać, że nic się nie stało.
Skoro jakiś temat z przeszłości się przypomniał, znaczy, że nadal sprawa jest niezamknięta. Trzeba coś z tym zrobić, bo za chwilę wyskoczy kolejna.
To tak jak z nieboszczykiem: zamiast pochować jak należy ( rozliczyć przeszłość), zamyka się trupa w szafie. Na pozór go nie ma, nie widać. A naprawdę siedzi w tej szafie i śmierdzi coraz bardziej.
Moim zdaniem ( tak zresztą i psycholodzy mówią), przeszłość trzeba rozliczyć. Skoro są pytania, trzeba wyjaśnić. Bo te sprawy będą się nawarstwiać, zaczną pokrywać się kurzem, z którego ppwstają zarazki.
Niedomówienia znów doprowadzą do braku zaufania. I po co to komu?
 
     
GregS
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 22:01   

elzd1 napisał/a:
A ja nie wiem czy tak być może: zamknąć kawałek życia i udawać, że nic się nie stało.
Skoro jakiś temat z przeszłości się przypomniał, znaczy, że nadal sprawa jest niezamknięta. Trzeba coś z tym zrobić, bo za chwilę wyskoczy kolejna.
To tak jak z nieboszczykiem: zamiast pochować jak należy ( rozliczyć przeszłość), zamyka się trupa w szafie. Na pozór go nie ma, nie widać. A naprawdę siedzi w tej szafie i śmierdzi coraz bardziej.
Moim zdaniem ( tak zresztą i psycholodzy mówią), przeszłość trzeba rozliczyć. Skoro są pytania, trzeba wyjaśnić. Bo te sprawy będą się nawarstwiać, zaczną pokrywać się kurzem, z którego ppwstają zarazki.
Niedomówienia znów doprowadzą do braku zaufania. I po co to komu?


No właśnie i wraca tu poruszana kiedyś przeze mnie sprawa PRZEBACZENIA.
Czy można przebaczyć coś o czym się nie wie?, gdy współmałżonek mówi: "przebacz mi, ale o nic mnie nie pytaj, bo o tym nie chcę mówić" ?? Czy nie będzie to wracać jak bumerang?
Czy aby cokolwiek przebaczyć trzeba wiedzieć co przebaczać ??
Tak, to o czym się dowiemy może boleć, może bardzo boleć, ale czy nie należy tego przysłowiowego trupa z szafy" pochować, czy też wszystkiego "wyborować do czysta", zamknąć ten rozdział życia i spokojnie odbudowywać małżeństwo i nadrabiać stracony czas ??
 
     
Anuszka
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 23:01   

Ja chyba czegos nie rozumiem. Ha! Na pewno nie rozumiem i nie mysle po Bozemu. Te zony, ktore robia takie Wam jaja, upokarzaja zdrada, ciaganiem po sadach......Ja mam wrazenie, ze opisujacy te sprawy Panowie pozenili sie z niedojrzalymi kobietami, ktore obraz milosci to z Harlekinow czerpia, ze kolezanki powiedza, iz one nie pasuja do nich, bo sa mezatkami i one juz przyjmuja to jako sygnal, ze niemodne sa tracaja myszka. Cos chyba nie tak. Malzenstwa nie idzie ot tak, bo kolezanka powiedziala lub Harlekiny poczytalam, zniszczyc. Jezeli komus w zwiazku jest dobrze to nie szuka sie czegos innego. Bo kaprys mam i mysle tylko o sobie, dzieci mi zwisaja, znajde se z nudow kogos innego. Jakies to wszystko niedojrzale i az dziwne. No i jezeli tylko o to biega to jakis niesamowity natlok przykladow niedojrzalych zon nam tu zaserwowano. No dobrze zostawmy to. Byc moze tak jest.Nie wiem, nie znam sie.
Mnie zastanawia jedno...hm...chyba bym nie potrafila. Zdrada to spore upokorzenie. Przebaczyc nie jest latwo taki czyn. Kiedy czlowiek sie naslucha w sadzie jakiz to on podly jest, to odechciewa sie zycia z kims, kto o nas tak gadac. Takie to troche jakby trzymanie na przymus tej osoby przy nas. Nie odejdziesz bo dalas slowo, nie dopuszcze zebys przysiege zerwala bo? No wlasnie bo? Takich rzeczy szybko sie nie wybacza....jak potem zyc pod jednym dachem z kims, kto nas nienawidzi ?
Zycze aby Wam sie udalo i zebyscie w malzenstwie wytrwali.
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 23:41   

elzd1 napisał/a:
A ja nie wiem czy tak być może: zamknąć kawałek życia i udawać, że nic się nie stało.


....no i wiedzieć nie możesz,bo w takiej sytuacji nie byłaś.....więc Twoje wątpliwości są uzasadnione.
Rzadko kiedy bywa tak, że ten nawrócony od razu wraca, zwykle jego powrót poprzedzony jest okresem płaczu wzajemnego obwiniania,wałkowania tematu czego powodem jest jeszcze wieksze oddalenie i zadawanie nowych ran. Przykładów tego typu sytuacji mamy na forum bez liku.Kiedy juz wraca z reguły nie obywa sie bez rozmowy,pewnych wyjaśnień, przyrzeczeniach na przyszłośc...itp.....Jednak zawsze coś pozostanie niewyjaśnione, niezrozumiałe.....bo wciąz nie potrafimy pojąć dlaczego i żadne wytłumaczenie nas nie usatysfakcjonuje z prostej przyczyny...bo jestesmy ludzmi wiary i przysięga małżeńska ma dla nas ogromną wartość.Więc pytam po co?

Zawsze trzeba wiedzieć, kiedy kończy się jaki etap w życiu. Jeśli uparcie chcemy w nim trwać dłużej niż to konieczne, tracimy radość i sens tego, co przed nami.

elzd1 napisał/a:
Skoro jakiś temat z przeszłości się przypomniał, znaczy, że nadal sprawa jest niezamknięta. Trzeba coś z tym zrobić, bo za chwilę wyskoczy kolejna.


....takich przypominajacych się tematow bedzie jeszcze wiele...wystarczy najmniejszy szczegół, jakieś skojarzenie,reklama w telewizji, artykuł w gazecie,internecie........takie momenty przychodzą i przychodzić bedą i co gorsza moga sie nigdy nie skończyć, ale można nauczyć sie z nimi żyć.

GregS napisał/a:
Tak, to o czym się dowiemy może boleć, może bardzo boleć, ale czy nie należy tego przysłowiowego trupa z szafy" pochować, czy też wszystkiego "wyborować do czysta"


mamy prawo wiedzieć, możemy pytać, ale.... trzeba wziąć wzgląd również na to,że owa prawda może być zupełnie inna niż ta jakiej się spodziewamy i zamiast.....
"zakopać tego trupa" można go odkopać,a smród bedzie się rozchodzil do końca naszych dni .....zamiast "wyborować do czysta" można nieziemsko nabrudzić i zatruć samego siebie.Wybór należy do nas.

Dla zainteresowanych (wywiad z księdzem Markiem Drzewieckim)
Jeśli dochodzi do zdrady, to jej nieuchronną konsekwencją jest nie tylko dramatyczne cierpienie ale też równie dramatyczny kryzys małżeństwa. Odkrycie, że jest się zdradzanym, wiąże się z ogromnym szokiem oraz powoduje długotrwały uraz psychiczny i moralny. Czasem poczucie krzywdy u osoby zdradzonej jest tak wielkie i bolesne, że nie ma raczej szans na złagodzenie tego bólu i na powrót do wspólnoty małżeńskiej. W takim przypadku nie pozostaje zwykle nic innego, jak złożenie przez osobę skrzywdzoną wniosku o separację.

W świetle Ewangelii optymalnym rozwiązaniem jest przezwyciężenie kryzysu poprzez pojednanie i przebaczenie. W odniesieniu do osób nie ma bowiem sytuacji nieodwracalnych. Zawsze możliwa jest radykalna przemiana, nawrócenie i przezwyciężenie przeszłości. Przebaczenie i pojednanie to droga, którą Chrystus proponuje w obliczu każdego grzechu i każdej krzywdy. Droga ta nie może mieć jednak nic wspólnego z naiwnością czy z tolerowaniem zła. Prawdziwe pojednanie jest możliwe wyłącznie wtedy, gdy małżonek, który dopuścił się zdrady, uznaje swoją winę oraz radykalnie się zmienia. Jeśli warunek ten zostaje spełniony, to potrzebne jest jeszcze zadośćuczynienie wyrządzonej krzywdy i zadanego bólu. Najdojrzalszym sposobem wynagrodzenia zdrady nie jest ciągłe wypominanie sobie bolesnej przeszłości, lecz okazywanie tu i teraz dojrzałej, ofiarnej, wiernej miłości małżeńskiej i rodzicielskiej.


Od siebie moge dodać......jesteśmy RAZEM,jest FAJNIE, jestem szczęśliwa bowiem nauczyłam się nie uzależniać swego szczęścia od drugiego człowieka,ale do pełni szczęscia małżeńskiego brakuje jednego....patrz wyżej podkreślone zdanie.
Być może nigdy tego nie usłysze........ale nie chce tez po raz kolejny usłyszeć......... to przez Ciebie, Ty mnie do tego zmusiłaś.
Na tym zakończe ponieważ tego typu wspomnienia powodują niepotrzebny ból.
Żyje tu i teraz i cieszę się dniem dzisiejszym czego i Wam życzę :-)
 
     
GregS
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-29, 00:02   

lena napisał/a:


mamy prawo wiedzieć, możemy pytać, ale.... trzeba wziąć wzgląd również na to,że owa prawda może być zupełnie inna niż ta jakiej się spodziewamy i zamiast.....
"zakopać tego trupa" można go odkopać,a smród bedzie się rozchodzil do końca naszych dni .....zamiast "wyborować do czysta" można nieziemsko nabrudzić i zatruć samego siebie.Wybór należy do nas.


Może warto podjąc takie ryzyko?, a może lepiej wszystko odciąć grubą kreską i udawać, że nic się nie stało ?
 
     
lodzia
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-29, 07:53   

GregS napisał/a:
Czy można przebaczyć coś o czym się nie wie?,

można...
 
     
w.z.
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-29, 08:01   

GregS napisał/a:
Może warto podjąc takie ryzyko?, a może lepiej wszystko odciąć grubą kreską i udawać, że nic się nie stało ?


Sytuacje nasze są bardzo różne. Pamiętam jakąś dziewczynę z forum, w kryzysie, która chyba jakiś rok temu opowiedziała mężowi o zdradzie. A może czasami lepiej nie mówic, zwłaszcza jak wszystko się układa?

Moja sytuacja była trochę dziwna - tzn. wszyscy z pewnej małej miejscowości łącznie z rodziną mojej żony mówili, że ona mnie zdradza. Wynikało to z jej luźnego zachowania wobec mężczyzn i dlatego tak mówiono. Z jej relacji wynika, że wtedy jeszcze mnie nie zdradziła, jednak wczoraj dowiedziałem się, że już wtedy jej znajomi, których nie akceptowałem, proponowali jej seks na boku. Później odeszła do zupełnie innego człowieka w jakiś sposób zamykając usta krytykom, którzy twierdzili że jest niewierna ;(. Poplątane to wszystko. Wtedy to mocno przeżywałem ponieważ obce osoby przychodziły do mnie i opowiadały z kim i gdzie moja żona mnie zdradziła - w efekcie wylądowałem w szpitalu, a ona w pewnych sprawach dalej kłamała co niestety podważyło jej wiarygodnośc. Np. zamiast byc u rodziców pojechała na imprezę itp. Jej rodzice byli za mną ponieważ nie podobało im się zachowanie córki. Dlatego kłamstwa to straszna rzecz.
Nie było u nas spektakularnego przebaczenia, oczyszczenia. Brakuje mi tego. Do pewnych spraw podchodzę jednak rozsądniej - wcześniej ślepo we wszystko wierzyłem, teraz staram się przewidywac co może wyniknąc z jakichś jej pomysłów i uprzedzam fakty.
Może to dziwne, ale mimo, że jest ona teraz wierząca to jestem nieufny i bałbym się ją zostawic sam na sam z jakimś księdzem.
Niemniej to co się stało jest dla mnie wielkim cudem i myślę, że pomału Bóg jej wszystko pokaże. A czy będziemy wracac do przeszłości - wątpię - ona już sobie wszystko przebaczyła.
Dlatego moim zdaniem lepiej nie mówic o przeszłości, zostawic to Bogu i innym. O tym tak szybko się nie zapomni, a lepiej jak ktoś inny to uświadomi partnerowi.
Kurczę, tak to czytam co tu wypisuję i dociera do mnie, że jednak coś tam w środku boli. Coś nie jest załatwione do końca. Na razie nie będę miał czasu tu zaglądac, ale obiecuję za kilka miesięcy opisac jak wygląda sytuacja. Pozdrawiam i życzę wszystkim miłego długiego weekendu.
 
     
rzaba
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-29, 08:05   

mozna wybaczyc wile, mozna wybaczyci to czego sie nie wie, mozna wybaczyc zdarde, jesli sie o niej wie, choc boli, ale mozna... po wielu cierpieniach mozna byc szczesliwym, trzeba tylko chciec... a chciec to móc... jednak nie wystarczy chęc jednej osoby, nie wystarczy chęc osoby, która została skrzywdzona... to osoba, która nas zraniła musi chcieć sie zmienic, musi chciec i soebie przebaczyc...
 
     
lodzia
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-29, 08:10   

rzaba napisał/a:
jednak nie wystarczy chęc jednej osoby, nie wystarczy chęc osoby, która została skrzywdzona... to osoba, która nas zraniła musi chcieć sie zmienic, musi chciec i soebie przebaczyc...

tak tak kochana rzabko...
i dlatego my też musimy wybaczyć sobie, bo często też skrzywdziliśmy :!:
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,01 sekundy. Zapytań do SQL: 8