Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Odbudowywanie
Autor Wiadomość
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2006-07-23, 17:23   

Tu się, Andrzej z Tobą zgadzam. Mąż przestał nosić obrączkę. Właśnie odbudowywaliśmy nasz związek. Poznał dziewczynę. To, co później mówiła - "Nie miał obrączki, więc myślała, że jest wolny". Potem było już za późno - kiedy się dowiedziała. Szatan zaatakował.
 
     
Mateusz
[Usunięty]

Wysłany: 2006-07-23, 17:33   

Ja obrączkę noszę prawie cały czas... zdejmuję tylko do takich prac, kiedy by mogła się zniszczyć... ale rzadko to się zdarza... Moja żona nie nosiła jej już od wielu miesięcy... ponoć jej spadała... :-(
Ostatnio zażądała nawet, bym jej oddał, bo to JEJ obrączka, ale nie uczyniłem tego... nie przestałem być przecież jej mężem! Dla mnie ten krążek ma szczególne znaczenie, a ona o tym wie i chciałby mnie go pozbawić, tak jak zniszczyła jedyną kartkę, na której było jej wyznanie miłości wobec mnie :-(
Nie zmienia to jednak faktu, że kacham ją nadal i będę kochał do końca życia!
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2006-07-23, 17:36   

Taką kartkę z wyznaniem miłości mego męża do mnie dałam mu, aby przypomnieć, ale podejrzewam, że zrobił to, co Twoja żona.
 
     
rot
[Usunięty]

Wysłany: 2006-07-24, 20:38   

Może nie mam nastroju do dyskusji, ale muszę się odezwać... czy któryś z Was Panowie chociaż raz w życiu ciężko fizycznie pracował ?? Tak dla przykładu na wysokościach od kilkunastu do kilkudziesięciu metrów, przy urządzeniach pod napięciem, pracujących z częstotliwością kilku GHz. Wiara - wiarą, symbol - symbolem, a logika - ligiką... Skoro zdejmujecie obrączki, by się nie zniszczyły... to Wasza sprawa, Ja nie noszę obrączki BY PRZEZYĆ bezpiecznie... i wrócić do domu, gdzie czekają dzieci... A przed każdym wejściem na maszt nawzajem z całym zespołem obszukujemy się, aby któryś nie miał czegoś metalowego na sobie...
Poza tym maszty takowe stoją przeważnie na tzw. wygwizdajewie... trudno tam o umywalnie z prawdziwego zdażenia... no cóz niektórzy nie potrafią zrozumieć spartańskich warunków pracy "roboli".. Ale to już nie moja wina...
 
     
Mateusz
[Usunięty]

Wysłany: 2006-07-24, 20:51   

Hej Rot!
Mam wrażenie, że odbierasz nasze wypowiedzi jako ataki.... a tak nie jest!
Ja napisałem, że zdejmuję obrączkę, choć rzadko. Obecnie pracuję w biurze, ale zdarza mi się imać prac fizycznych (kiedyś więcej ;-) ) i wiem, że są momenty, kiedy można zniszczyć obrączkę lub urwać sobie palec, kiedy ona by zahaczyła o jakiś element mechaniczny. Aspekt przewodzenia elektrycznego też rozumiem, bo łelektryk ze mnie jezd... ;-)
Ma wrażenie, że masz jakiś kompleks na tle ludzi pracujących fizycznie.
A ja Tobie powiem, że mam do nich wielki szacunek. Szacunek do ich doświadczenia, którego ja nie posiadam, bo mogę się od nich wiele nauczyć... Mój dział zarządza ponad 200 pracownikami fizycznymi, którzy też na codzień "skaczą" na wysokościach (nawet mieliśmy niedawno śmiertelny wypadek :-( ), pracują przy wysokim napięciu, podnoszą maszyny ważące tony... To dzięki tym ludziom mam pracę.
Reasumując, obrączka jest dla mnie bardzo ważnym symbolem, poświęconym, coś dla mnie znaczy. Kiedy ją ściągam, to z szacunkiem całuję i chowam do portfela. :-)
 
     
rot
[Usunięty]

Wysłany: 2006-07-25, 07:57   

Owszem, odebrałem Twój oraz Mateusza post jako atak na tych, co nie noszą obrączek. Ty przedstawiłeś swoje racje ja swoje, a mówienie o kompleksie na tle ludzi pracujących fizycznie jest totalnym nieporozumieniem.
"Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia..."
sam napisałeś, że nimi zarządzasz... a ja pracowałem właśnie "tam" na górze... Niestety po urlopie na którym teraz jestem przesiądę się na takie miejsce na jakim teraz Ty siedzisz... Po pierwsze wiek... po drugie psychika... nie chcę ich narażać na niebezpieczeństwo. Będę koordynatorem tych prac. Wracamy do sprawy obrączki... teraz już nie muszę jej zakładać...
 
     
relinka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-08-04, 16:59   

Mój mąż też nie nosi obrączki. Od chyba 15 lat. Jak zdjął tłumaczył, że dlatego ,że mu przeszkadza w pracy(miał styczność z elektrycznością). I wierzę mu, że dlatego. w tej chwili mógłby ją nosić. Ale nie założył od tamtego czasu. Wierzę, że obrączka wcale nie przeszakadzałaby mu mnie zdradzić. Jest wiele pań, którym nie przeszkadza, że ktoś ma żonę.
 
     
Beata
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-06, 20:52   

Czy ktoś odpowie mi na moją watpliwość ?
Czy wątki o odbudowie, opowiadanie o tym na forum osobom , które obecnie są w separacji i mają dużo różnych przeżyć są pogrążone czytając , czy odzyskują nadzieję i wiarę ?
 
     
olenia
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-06, 21:23   

Od jakiegoś czasu czytałam wszystko na forum , czuję cierpienia innych ale najważniejsze jest stwierdzenie ,że komuś się udaje. Budujący jest fakt, że innym się udało i umacnia moją wiarę, że moje małżeństwo też może się odrodzić. Dlatego każdy, kto wygra walke o swoje małżeństwo powinien się tą radością podzielić.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-06, 22:08   

Beata, takie świadectwo, że komuś się udało - bardzo pomaga.
Przede wszystkim to dowód, że nie można przesądzać ostatecznie o rozpadzie rodziny, choćby sprawa wydawała się beznadziejna.
Poza tym możemy ogarnąć modlitwą te małżeństwa, żeby już dalej szli razem, nie wpadli w kolejny krysys.
Na pewno wyciaga się wnioski o swoim postępowaniu, świadectwa Wasze to księga życia, nauka dla każdego.
Pewnie że czasami zazdrość bierze, "dlaczego nie my? "
A zaraz przychodzi myśl - może jednak się uda i nam, kiedyś być razem.

Więc piszcie, o radościach ale i kłopotach.

Pozdrawiam
Elżbieta
 
     
Beata
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-07, 08:41   

Bo ja nieraz nie pisałam NIC, aby nie wzbudzać żalu.
Stąd moje pytanie.
 
     
rot
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-07, 09:31   

Powiem Ci Beato, że jak byłem "pogrążony" to lubiłem czytać, że komuś się udaje... dodawało mi to otuchy i wiary, że jest szansa, że też może mi się udać. A teraz mam podobne wątpliwości do Ciebie... nie minęło co prawda dużo czasu od poprawy u mnie, ale są radosne chwile, którymi chciałbym sie podzielić, ale też tego nie robię.
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-07, 09:42   

Beato,
Ja się cieszę że się komuś udaje- jednakże zawsze zalecam stoicyzm i powściągliwość dla stanów euforycznych. Ty akurat sobie świetnie radzisz z takim to podejściem do sprawy- boś realistka.
Nie zazdroszę i mnie to nerwa nie robi- że ktoś tam zaczyna odbudowę a ja- nie ... .
Mam swoje zdanie na temat możliwości zmiany mojej sytuacji.
Więc pisz Kobieto spokojnie.
Nie każdy tak "zwiewny iaczej jak ja".
Ale ludziom to pewnie pomaga bo nadzieję daje.
Mnie radochę tylko- że wam się udało.
A każdy powód do radochy dobry jak wiemy.
Zuzia ( realistka- radosna z powodu cudzego szczęścia).
 
     
aga70
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-07, 16:25   

Bardzo dobre pytanie Beato, powinni się wypowiedzieć wszyscy, ci w kryzysie i ci po. Ja jestem w trakcie i wszystkie posty o poprawie sytuacji, o tym ,że może być lepiej po prostu pochłaniam. Czytam jak sobie radziliście, jak postępowaliście co zmieniliście w sobie, że teraz jest dobrze. To daje nadzieję... staram się korzystać z waszych doswiadczeń, jeśli jestem w stanie to naśladować je.... Więc to jest moja goraca prośba: piszcie, piszcie jak najwięcej, bo to nam pomaga....
Na mnie największe wrazenie zrobiły posty EL i Mireli....wszystkie czytam i naprawdę bardzo mi pomogły w trudnych chwilach. Nie potrafię odczytać postów ze starego forum nie wiem czemu, dlatego nie znam wszystkich historii. Bardzo uwaznie śledzę posty Rota i rzeczywiście odkąd w jego małżeństwie jest lepiej pisze rzadziej, myślałam że może dlatego żeby nie zapeszyć? :))
Co dziennie staram się ogarniać modlitwą wszystkich z tego forum i mam nadzieję, na waszą modlitwę, to mnie wzmacnia i dodaje siły.
Pozdrwaiam
Aga
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 8