Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Otwarty przez: administrator
2006-04-11, 11:24
Właśnie się dowiedziałam/łem, że...

Czy wierzysz w uzdrowienie Twojego sakramentalnego małżeństwa?
TAK
85%
 85%  [ 254 ]
NIE
14%
 14%  [ 43 ]
Głosowań: 297
Wszystkich Głosów: 297

Autor Wiadomość
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-27, 20:35   

Nalogu ...nie badz taki okrutny....Bebcik juz oberwała za brak działan, zrozumiała

Bebcik...... jest Ci żle z Andreą takim jaki jest teraz ,ale i chyba nie bardzo chcesz(pewnie podświadomie) aby on zaczął się zmieniać........ bo teraz jego zachowaniami prawoie wszysko da sie usprawiedliwić,jest kogo obwinic,jest na kogo zwalić wszystkie plagi tego świata .
....gdzies Ty chłopie wyczytał coś podobnego?....chyba nie sądzisz że z lubością znosi fizyczną i psychiczną przemoc?. Przecież ona na nikogo niczego nie zwala, sama czuła sie winna za swoja bezradność. .....no nałogu :-x

Prawdopodobnie więcej zrozumienia masz dla Andrei, bo znasz ten mechanizm, objawy, może przyczyny.....więc przegadaj komu trzeba,może to właśnie Ty jesteś w stanie pomóc facetowi zrozumieć jakie spustoszenie w jego organiźmie i rodzinie czyni alkochol.

Andrea....osobiscie jestem przerażona tym co wyczytałam w postach Twojej żony....sam przyznałes,że w "takim" stanie nie wiesz co robisz.....ano sorki,ale jesteś niebezpieczny. Niszczysz zdrowie swoje i bliskich....stosujesz przemoc fizyczną i psychiczną....jesteś słabym i chorym człowiekiem, wiec zacznij od naprawiania siebie.Twoja żona nie jest lekarzem,nie jest psychologiem....nie jest w stanie zapanowac nad Twoimi emocjami, Ona może i powinna wymagac od Ciebie podjecia odpowiedniego leczenia....... zwróć sie do fachowca,a nie domagaj sie opieki od tych, którzy sami jej potrzebują.
Jesli wierzysz w Boga rób jak przykazał i pełnij role jaka winienen pełnić mężczyzna w rodzinie.
Idź do spowiedzi, kup i przeczytaj ksiazke "Warto być ojcem", lecz się!!!....masz wiele do zrobienia....i do stracenia, jeśli tego nie zrobisz!!! Skorzystaj z pomocy Nałoga, jesli sam nie wiesz co robić, gdzie szukać .....z pewnością Ci pomoże.
Nie jest naszym celem dokopanie Ci, niczego za Ciebie, za Was nie zrobimy, ale mozemy uzmysłowić ,ze nie wszystko stracone.....i tym samym "zmusić" do działania.Mozesz uratować siebie i swoją rodzine....tylko rusz sie....wymagasz od innych, wymagaj rowniez od siebie.
Zacznij od siebie.

"Dziekuje Wam bardzo za rady i wsparcie. Wezme sobie do serca i do glowy na ile potrafie. "
...świetnie Andrea.....napewno wiele potrafisz....tylko chcij, zacznij i nie rezygnuj.....wierzymy w Ciebie.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-28, 06:35   

Lena,Bebcik........ to nie jest okrucieństwo z mojej strony kierowane w sposób bezpośredni do Bebcika.Ja opisałem poprostu schematy,mechanizmy emocjonalne rodzin(żon,dzieci,bliskich) współuzależnionych.To są takie mechanizmy.
Lena,właśnie to co nazywasz "Przecież ona na nikogo niczego nie zwala, sama czuła sie winna za swoja bezradność. .....no nałogu " to poczucie winy Bebcika jest nieświadomym wchodzeniem we współuzależnienie:poczucie winy,wstyd,lęk i chęc przykrywania wszystkiego co negatywne w stosunkach miedzyludzkich związanych z alkoholikiem.
Andrea -mam nadzieję -że trafi na terapię czy mityng.Tak zadeklarował się mi na priv.
I dobrze.
Dobrze by było gdyby Bebcik troszkę wsparł Andrę,bo to bardzo trudna decyzja.
Bebcik tez powinna cos robić ze sobą....może nie od dziś,ale jej terapia czy Al-anon też sie przyda.
A co do Andrea.... jak podjał decyzję o wejściu na droge zmiany siebie bo poziom przyjemnosci z picia jest duzo mniejszy jak ból spowodowany piciem ,to ma spora szansę na zdrowienie.Trzeżwieć trwale i skutecznie powinno się dla siebie....nie dla żony,rodziny,matki czy otoczenia.Bo w przypadku trzeżwienia dla "kogos" może nastąpić rozczArowanie tym "kims" i nawrót picia.To cięzka praca.
Życzę Bebcikowi i Andrea Pogody Ducha i wytrwałości.Życzę 24 godzin w trzeżwości...... nieprzerwanych 24 godzin.
A tak jeszcze dośc egoistycznie............ życzę aby ten dystans jaki dzieli nas(Andrea i mnie) iluś tam 24 godzin trzeżwości nigdy sie nie zmienił.
Pogody Ducha
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-28, 07:37   

Wiem nałogu,że masz rację.....a Ty wiesz,że to nie była pretensja do Ciebie ;-)
Mam nadzieję,że Andrea obietnicy dotrzyma....zacznie od siebie,a Bebcik wesprze go w działaniach jak tylko mocniej stanie na nogi, bo sama pomocy potrzebuje.
Do dzieła Kochani....sporo pracy przed Wami i zbyt dużo do stracenia macie!
Będziemy Wam sekundować, wspierać,a w razie potrzeby "wodą lać" ;-)
Powodzenia :-)
 
     
bebcik
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-28, 08:33   

Nie wierzę w deklaracje męża bo on nie jest w stanie pojąc istoty swojego problemu. On nadal uważa że całe zło to moja wina a on tylko jest nadwrazliwy. Nawet jeżeli zacznie chodzić na mitingi itp to bedzie to robił tak aby nie dotknąć tego co jest w nim. Juz znam dobrze to jego gry. Nie jest w stanie dotrzeć do siebie i nigdy tego nie zrobi. Za wygodnie mu z tym. totalny egoizm w czystej postaci.
Dziekuję za troskę
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-28, 09:24   

Bebcik rozumie,że masz w tej kwestii doświadczenie i możesz nie ufać mężowi, ale.....człowiek bez wiary i nadzieji umiera.

Nawet jeżeli zacznie chodzić na mitingi itp to bedzie to robił tak aby nie dotknąć tego co jest w nim.
......skąd taka pewność?...dlaczego przekreślasz na starcie?.....wiesz co robisz?
Ponad to....skoro tak uważasz.....chyba możecie pójść razem?

Nie jest w stanie dotrzeć do siebie i nigdy tego nie zrobi.
........ sam nie jest w stanie, dlatego właśnie zdecydował co zdecydował.....dobrowolnie,bez Twoich nacisków idzie po pomoc,zamierza zrobić to co wszyscy mu ty sugerują.....czyż nie o to chodziło?
A Ty?...co Ty zamierzasz? Jesteś w nienajlepszym stanie....co robisz aby to zmienić?

Pozwole sobie jeszcze zacytować Twoją wcześniejszą wypowiedź....
A ja w tym tkwię i nie wiem jak wybrnąć, co zrobić aby zmienić takie życie. Najgorsze to poczucie bezradności.
........sugestie odnośnie tego co robić są wyżej :-/ Nie jesteś bezradna!
 
     
kasia1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-28, 09:52   

to nie tak, Bebcik :(
jesteś poraniona, skrzywdzona, doznałaś wielu zawodów... rozumiem to... ale kiedyś, przed Bogiem, przyrzekałaś kochać swojego męża... więc Go dzisiaj kochaj...
kochaj miłością twardą, kochaj miłością stanowczą... bo rzeczywiście tylko taką miłością możesz Mu pomóc... ale kochaj... nie przekreślaj, nie oceniaj , nie spisuj na straty...
Andrea podjął jakieś decyzje... chce walczyć ze swoim uzależnieniem... ale bardzo potrzebuje wsparcia...
On musi mieć świadomość, że od dzisiaj nie wolno Mu wypić nawet pół kropli alkoholu... ale musi też mieć poczucie, że jak dopadnie Go słabość i będzie chciał sięgnąć po butelkę, to będzie ktoś, kto Go przed tym powstrzyma...
Może wtedy pisać tu, na forum i zawsze dostanie nasze wsparcie... dobre słowo, modlitwę... ale Ty jesteś osobą najbliższą Mu... i Ty w takiej chwili możesz Go mocno przytulić i trzymać tak, jakbyś trzymała dziecko, które chce Ci skoczyć w ogień...
Bebcik... miłością można naprawdę bardzo wiele dobrego zdziałać...
To prawda, że sama musisz być wewnętrznie silna... dlatego namawiamy Cię na terapię z psychologiem, na udział w grupie al-anon...
Bebcik... daj szansę Andrei, sobie, Waszm dzieciom... może być w Waszym życiu lepiej, ale samo się nic nie zrobi...
Wierzę, że Wam się uda :-)
 
     
Andrea
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-30, 16:04   dziekuje za wsparcie, za rady

Bardzo Wam WSZYSTKIM jestem wdzięczny za wsparcie i za rady. Tak jak napisał Nalog, to była trudna decyzja, w ogole ujawnnić się w tym wątku, przestać wreszcie kombinowac, tylko działać. Do tej pory myslalem tak, że jak w domu bedzie ok, to i ja będę ok, a nawet jak nie bedzie, bo czesto nie było, to sobie sam poradze, że jestem wstanie wszystko znieść w imię milości, troski o dzieci, nierozerwalności małżeństwa, silnym postanowieniem, modlitwą, umiejetnością wybaczania ... Pewnie o wiele lat za późno się obudziłem, zrozumiałem. Teraz jest zal i ból za swoją pychę i glupotę, za to co mogłem zrobic dla rodziny, a nie zrobiłem, strach i przerażenie na przemian z nadzieją i ufnością w moc Pana Jezusa, że nas nie zostawi w tym stanie.

nałóg napisał/a:
Andrea -mam nadzieję -że trafi na terapię czy mityng.Tak zadeklarował się mi na priv.

Od Andrzeja dostalem info że w srode na Skaryszewskiej pan Jacek z Radia Jozef prowadzi zajęcia, pojechalem, nic "nowego" sie nie dowiedzialem co jest dla mnie. Mityngi AA. Szybka decyzja, czas działac, czwartek. Google i bingo, jest otwarty miting AA przy sąsiedniej parafii. Poszedłem z wielkim lękiem, a okazało sie, że zostalem ciepło przyjety, wysłuchany, oświecony, etc. Także pierwsze "koty za ploty" mam za sobą.
:)
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-30, 16:19   

I oby te pierwsze koty za płoty nie były ostatnie, bo przechlapiesz sobie i rodzinie życie!
Amen
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-30, 16:33   

No Andrea...przeszedłeś sam siebie(w dobrym tego słowa znaczeniu oczywiście).... na taką wiadomośc wszyscy z nadzieją czekaliśmy.Słuszna i dojrzała decyzja.....brawo.
Wytrwałości i siły w realizacji podjetych działań.Powodzenia :-)
 
     
Anula1
[Usunięty]

Wysłany: 2009-08-22, 04:39   

Jestem żoną trzeźwiejącego alkoholika. W każdej minucie dziękuję Bogu, że od 5 miesięcy nie pije. Nie zmienia to faktu, że i tak cierpię. Cierpię, bo po fazie obwiniania mnie o całe zło, m.in. o to, że wróciliśmy do miasta, w którym mieszkamy, bo CHCIAŁAŚ WRÓCIĆ DO PRACY, A PRZEDTEM BYŁAŚ CUDOWNĄ MAMUSIĄ... mój mąż oddala się ode mnie coraz bardziej. Widzę jak cierpi, ale mówi, że nie chce ode mnie wsparcia. Chodzi na mityngi AA, jest po terapii. Nie chce mnie przytulić, przypomina jak to ja nie chciałam kiedyś. Znalazł sobie powierniczkę "od serca" i to jej się zwierza mailowo, mimo, że wie jak bardzo mnie to rani.
Trudna droga przed Tobą. ALE NIE PODDAWAJ SIĘ. Poczujesz ulgę, że dzieci mogą spokojnie spać a Ty nie musisz zastanawiać się, czy w ciągu dnia mąż na pewno odbierze dzieci ze szkoły i da im jeść.
Musisz chodzić na Al-Anon!!! Zdobędziesz tam siłę, aby przetrwać kolejne dni.
 
     
ania.....
[Usunięty]

Wysłany: 2009-09-26, 14:30   

Koriolan bardzo Cię rozumiem, mój mąż też nie chce rozmawiać i też za każdym razem jak sie widujemy ( to było tylko 3 razy mam nadzieję,że wróci) to historia mojego małżeństwa, proszę ( błagam) o radę

[ Dodano: 2009-09-26, 15:31 ]
Męża poznałam prawie 5 lat temu i prawie od razu staliśmy się parą , tworzyliśmy udany związek,po 2 latach wzieliśmy slub, byłam w ciąży, nie chciałam wtedy ślubu ale mąż nalegał (że i tak kiedyś się pobierzemy i że kocha i to się ne zmieni, że pragnie tego), uległam mu, miałam wątpliwości, bałam się, że to przez mojąciąże, ale przekonał mnie ,że tak nie jest. Powodem moich wątpliwoścu było też to, że on miał 19 a ja 18 lat. Zachowywał się cudownie przez okres ciąży, porodu, zajmował się nami ,a ja nim. Wiadomo były czasem kłótnie ale zwykle szybko się godziliśmy. Nie poweim ,że było idealne, ale tworzyliśmy zgodny związek i uwarzam wspaniałą rodzinę. Mimo studiów, pracy zajęć wychodziliśmy dośc często do kina, na impreze, do znajomych. i tak było przez 2 ipół roku. Nagle z dnia na dzień wyprowadził się ( w dzień w który się wyprowadził też było wszystko dobrze i planowaliśmy wakacje na które mieliśmy za 2 dni wyjechać, mówił że kocha i jest szczęśliwy, często pytałam jak się czuję, jakie ma potrzeby oczekiwania i wszystko było dobvrze) i pojechał do kumpla. Nastepnego dnia już zdjął obrączk ę( wcześniej był osobą wierzącą, nigdy tego nie robił) i schował ją do portfela, zaczął się pakować i jako powód podał, że nie widzi sensu. Dałam mu moją obrączkę jak oświadczył że swoją zdjął i powiedziałam, żeby mo ją oddał jak to się wszystko skończy i znów załozy mi ją na ręke. Niestety zgubił tego samego dnia. Pojechał z tym kumplem na impreze i tak samo nastepnego dnia i nastepnego.... tak spedził cały urlop, kiedy ja siedziałam z dzieckiem i cały czas szukałam sposobu na ratowanie małżeństwa.To trwa już miesiąc, wyrowadził się od rodziców do kuplam, remontuje mu mieszkanie,zaczął palić marihuane,stał się bardzo wulgarny , kłamie najbliższych . Nie poznaję go wogóle.Chce rozwodu, tak nagle. Nie ma innej kobiety (jestem tego pewna, nie wiem czy mam się z tego cieszyć bo bym miała jakiś powód konkretny),Dziecko widział przez ten czas 3 razy i nawet jej lizaka nie kupił , zachowuje się strasznie, Mnie nagle przestał kochać i mówi to z uśmiechem i taką głupią ironią a mnie to strasznie rani. Wiem ,że jesteśmy młodzi ale ja naprawde chcę ratować to małżeństwo, rodzinę, nie wiem co robić, proszę błagam ) o porade. On mimo to uwarza, ze jest dobrym ojcem a to co robi poza spotkaniem z dzieckiem nie powinno mnie interesować. Nie rozumiem jak mozna w jeden dzień skreslić szczęśliwą rodzine i małżeństwo? proszę o poradę


Staram się naprawdę odbudować to wszystko , modlę się o moje małżeństwo, mama męża zamówiła już 2 msze ,ale mąż śmieje się z tego na jednej był bo mu kazała na drugą już nie przszedł (mieszkał już u kolegi), dzwonię do niego opowiadam co u córki ale nic, on nagle stwierdził ,że nie ma sensu to małżeństwo i już, chce być ojcem brać na spacerki itp ale boję się, skoro wiem że zażył narkotyki ( troche tego palił) to poprostu jako matka boję się i tym że od razu od dziecka do kumpli i takie zachowanie typu impreza , kumple oczywiście że dobrze robi , że jest dobry ojciec i facet i tyle. Ja sobie z tym naprawde nie rdze, musze chyba skorzystać z porady psychologa, bo ciągle płaczę i się zadręczam, że byłam taką złą zoną i matką że odszedł , bo ze mną się nie da być. Powieział mi z uśmiechem ,że mnie sie nie da kochać, że córka za pare lat zrozumie jaką ma beznadziejną matkę ,że on jej wszystko wytłumaczy i ona będzie go kochała a mnie nie. Chciałam z nim spokojnie o tym porozmawiać nie raz ale ona przychodzi na te spotkania całkiem inny, nie da się z nim rozmawiać nie słucha mnie, te rozmowy wyglądają tak ,że ja mówię on wogóle na mnie nie patrzy, rozgląda się, ignoruje itp i trwa to najdłużej 20 minut. mam 21 lat i nie chcę aby moja rodzina się już skończyła która kocham, staram się córeczce zrekompensować utratę ojca ale ona wogóle zanim nie t ęskni i do mojego taty (a swojego dziadka) mówi tato. Denerwuje mnie to ,że nie ma przy niej ojca, który bedzie czasami.Błagam o pomoc Nie chcę rozwodu
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-15, 12:05   

[quote]i pojechał do kumpla[quote]
I być może od tego zaczęło się zło... Nigdy nie dowiesz się, co Twój mąż tam usłyszał, co za wizję szczęśliwego życia bez żony - roztoczył przed nim kolega. Wiadomo, Pan Bóg posługuje się ludźmi, ale szatan - też. To może być ten ukryty winowajca, ale on właśnie lubi być moocno ukryty... Więc kto jest winny?? Już w Twojej głowie winny znalazł się, czyli Ty sama... Znowu przestrzegam przed zbytnim obwinianiem siebie, ostrożnie z tą winą, żeby nie pogrążyć się w rozpaczy do reszty.
Moim zdaniem, Twój mąż - zachęcony, zatęsknił za "wolnością"... Może dopiero, kiedy ta wolność mu troszkę "dokopie" - powróci. Teraz pozostaje tylko ufna modlitwa i duużo cierpliwości.
Pozdrawiam.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 12