Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Bóg dzisiaj mówi do mnie
Autor Wiadomość
Agnieszka
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-03, 20:05   

Dziękuję Teresko ! Mnie tak ciągle chodzi po głowie , żeby cały czas szukać chwały Pana a nie swojej ( do czego mamy tendencje ) i wtedy te relacje pięknie się układają bo ich fundamentem jest Chrystus .

Przyjaznie , ja w ostatnich miesiącach dostałam tylu Przyjaciół ...obym umiała byc taka przyjaciółką dla Nich jak Oni są dla mnie . ....

" Weselcie z weselącymi się , płaczcie z płaczącymi " Rz 12, 15 - stara jak świat ta empatia...
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-03, 21:48   

och Teresko ,
tak wiele dostaje tej miłości o której piszesz , PANIE DZIĘKI


http://www.youtube.com/watch?v=5ilqyyg5Wsg
 
     
tereska
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-04, 07:14   

Dzisiejsze czytania rodzą we mnie pytanie:
Dlaczego brak wyrzeknięcia się wszystkiego dla Chrystusa wpływa na jakość naszej miłości do bliźniego ?
Proszę, napiszcie, jak znacie odpowiedź!
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-04, 08:12   

"Nie idziemy naprzód, jeśli nie podejmujemy się niesienia rzeczywistości, która każdego dnia staje przed nami. Naszym krzyżem jest to wszystko, co odnosi się do nas i naszych relacji z innymi. Krzyżem są nasze bolesne wspomnienia, pamiętanie o doznanych krzywdach, żal przeobrażający się w niechęć, urazy, nie przebaczenie, trwanie w gniewie. Wszystko to, co nie jest jeszcze we mnie przemienione, trzeba nosić, aby iść za Jezusem. (.....)

Naszym krzyżem są relacje z ludźmi. Lęk przed nimi, brak szczerości i prawdomówności, obawa przed tym, co o nas myślą, co zamierzają, jak nas oceniają.
Nieść własny krzyż to również wyrażać swoją zgodę na życie z ludźmi, których zmienić nie możemy, którzy zmienić się nie chcą lub nie potrafią, a równocześnie nie pozwalają sobie pomóc. Niesiemy własny krzyż przez akceptację siebie i innych, współczucie, okazane miłosierdzie osobom trudnym. Krzyżem jest zachowanie spokoju i cierpliwości w powolnej przemianie siebie samych. Uznanie, że Bóg ma swój czas, w którym uczyni nas „nowymi ludźmi”.
Wyrzekam się, mając przed sobą określoną perspektywę, konkretne dobro wyrażające się w jakości, w głębi życia, jego pięknie. Dokonuję wyboru rezygnując z mniejszego dobra na rzecz większego. Chrześcijanin nie wybiera między tym, co złe a dobre, lecz między tym, co dobre a lepsze. Oddając wszystko, kim jestem i co posiadam, odnajduję się w rękach Boga, mogę pójść za Nim. Oddaję, powierzam i składam w ofierze zarówno dobro jak i zło, które w sobie poznaję. Powierzam wszystko to, co nazywam moją przegraną, moim sukcesem, moją wielkością i małością, grzesznością i życiem w łasce. Jezus chce wszystkiego, co określa moją osobę i moje życie, aby wszystko przemienić. z "Przemiany"
Jak nie oddamy Jezusowi : bolesnych wspomnień, pamięci o doznanych krzywdach, żalu , niechęci, urazy, nie przebaczenie, trwania w gniewie , to tym samym nasza miłość do bliźniego jest skażona. A nasz krzyż , ciężki i gorzki. Gdy oddamy MU WSZYSTKO , to nasz krzyż - życie lekkie i słodkie , bo Pan wszystko PRZEMIENIA.
Trzeba to robić codziennie , od nowa , i jeszcze i jeszcze.

http://www.youtube.com/watch?v=xwMLA3KFmwU

[ Dodano: 2009-11-04, 08:40 ]
modlitwa -oddaje Ci życie me
http://www.youtube.com/watch?v=KAFQXsSZA2w
 
     
mari
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-04, 12:35   

1Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą. Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże, strażnik czuwa daremnie. 2Daremnym jest dla was wstawać przed świtem, wysiadywać do późna - dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko; tyle daje On i we śnie tym, których miłuje. 3Oto synowie są darem Pana, a owoc łona nagrodą. 4Jak strzały w ręku wojownika, tak synowie za młodu zrodzeni. 5Szczęśliwy mąż, który napełnił nimi swój kołczan. Nie zawstydzi się, gdy będzie rozprawiał z nieprzyjaciółmi w bramie.
Ps 127
Ostatnio zmieniony przez mari 2009-11-20, 10:38, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Agnieszka
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-04, 16:20   

(Rz 13,8-10)
Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne - streszczają się w tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.

10 przykazań w jednym - Boża miłosć nie cudzołoży , Boża miłość nie rozbije rodziny , Boża miłość nie ukradnie , Boża miłość nie zabije , Boża miłośc nie zazdrości . Boża miłośc nie mówi - JA MNIE MOJE . Kiedyś przeczytałam książkę K. Hagina " miłośc - droga do zwycięstwa" . Na początku uderzyło mnie , stwierdzenie że w NT nie obowiązuja juz przykazania mojżeszowe , nie ma litery Prawa , ale wszystko zrozumiałam gdy zacytował ten fragment listu do Rzymian ......Spodobały mi się słowa z "wyszperanej " strony "Jezus zbawia nie dlatego, że dobrze żyłeś, ale abyś dobrze żył."

"Przez niego bowiem zostaliśmy stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, które Bóg wcześniej przygotował, abyśmy w nich postępowali" (Ef 2,10).

Im więcej przyjmuję Bożą miłośc tym więcej potrafię jej dać i tak objawia się miłośc do blizniego , i konsekwencją jest to , że ten grzech idzie przede mna bo po prostu mnie brzydzi.

Ale przyjąc Bożą miłośc to wcale nie jest takie proste....tak wielu z nas ma obraz Boga zniekształcony wizerunkiem ziemskiego Taty...
 
     
Agnieszka
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-04, 16:53   

(Łk 14,25-33)
Wielkie tłumy szły za Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć. Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.

CENA PRAWDZIWEGO UCZNIOSTWA JEST WYSOKA , ALE GDY SIĘ NIE WYRZEKNIEMY WSZYSTKIEGO , GDY NIE OODAMY MU KAŻDEJ DZIEDZINY ŻYCIA TO NIE JESTEŚMY PRAWDZIWIE UCZNIAMI . OCZYWIŚCIE NIE KAŻDY MUSI BYC UCZNIEM , DO ZBAWIENIA WYSTARCZY BYĆ BOŻYM DZIECKIEM....ALE CZY TO JEST ŻYCIE NA 100 PROCENT ?.....
WIELU Z NAS PŁACI DZIS ZA PRZYNALEZNOŚĆ DO CHRYSTUSA ( NAWIEDZENI :-) TO JEDEN Z ŁAGODNIEJSZYCH EPITETÓW )

CHCĘ ŻYĆ NA 100 PROCENT....
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-04, 19:22   

"Jezus przypomina, że nasza miłość do Niego powinna być większa od miłości „ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, a także własnego życia”. Miłość Boga powinna mieć pierwszeństwo i być aktem rozstrzygającym we wszystkich relacjach z ludźmi, w podejmowanych decyzjach i dokonywanych wyborach ". I wtedy masz BOŻY SPOKÓJ I BOŻĄ RADOŚĆ

ps: :-) Agnieszka nie dość , że zabierasz mi duże liter, to moje 100% też , :mrgreen:

Super, nawiedzeni mnożą się jak wirusy :lol:

U nas za oknem zima , biało.....cudnie, siedzieć przy kominku , w taki wieczór.

Z MIŁOŚCIĄ w świat
 
     
tereska
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-04, 21:56   

Nie ma rady trzeba oddać Bogu chwałę.

Dziś rano pod wpływem czytań zrodziło się we mnie pytanie /patrz wyżej/, na które Bóg odpowiedział mi pod koniec dnia.
Pojechałam na mszę o uzdrowienie, nie bez przeszkód, ale dzięki interwencji Bożej udało się.
I tam najpierw trafiły do mnie słowa z pieśni: "wszystko oddać dla Niego, Jego miłością żyć ", no to oddałam Mu to moje poranione serce, zbliżyłam je do Jego przebitego serca i odczułam jak boleśnie jest zranione, aż mi łzy popłynęły, bo przez to stał mi się taki bliski, jednocześnie miałam świadomość , że mimo tak bolesnego zranienia płynęła z Jego serca miłość.
A potem ksiądz powiedział przez mikrofon. Jest tu osoba , która czci małą św. Tereskę i dzięki jej wstawiennictwu otrzymuje właśnie Ducha Miłości, w jej rodzinie brak miłości...
Poczułam się zupełnie rozbrojona.

Dziękuję Jezu :-) , dzięki św.Teresko ;-)
Maryjo, w Twoje ręce dodaję te łaski jakie dziś dostałam, zadbaj o ten dar. Bo został on zarazem dany jak i zadany.

Odpowiadając już wprost na to poranne pytanie, mogę powiedzieć, że oddając Bogu wszystko, zyskujemy wolność od siebie, i możemy zacząć uczyć się kochać innych Jego miłością.
Ostatnio zmieniony przez tereska 2009-11-05, 16:43, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Agnieszka
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-05, 08:56   

Panie , ja zdam sprawę z siebie , tylko , mój mąż z siebie . Mam życ dla Ciebie , w takiej perspektywie nikt mi nic nie jest winny . nic ...powiedz tylko jak podejmowac decyzję Panie , chcę wołac do Ciebie " pomścij swoje dzieci " a Ty mówisz nie zajmuj się tym......

Byłam wczoraj na spotkaniu Odnowy ....spotkanie było prowadzone w kierunku " zajmij się bogiem , uwielbiaj Go , patrz na Niego , siej w Królestwo Boże , wyglądaj swoich bliznich , zaspokajaj ich potrzeby ,wołaj do Boga , żeby stawiał na drodze twojej potrzebujących braci a Pan zajmie się resztą , nie myśl o problemach , tylko o Bogu , on wyprostuje twoje scieżki ...'
 
     
pullo
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-05, 09:07   

Mirakulum piszesz :
Cytat:
"Jezus przypomina, że nasza miłość do Niego powinna być większa od miłości „ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, a także własnego życia”. Miłość Boga powinna mieć pierwszeństwo i być aktem rozstrzygającym we wszystkich relacjach z ludźmi, w podejmowanych decyzjach i dokonywanych wyborach ". I wtedy masz BOŻY SPOKÓJ I BOŻĄ RADOŚĆ


Zastanawiam się właśnie czy najpierw Bóg , czy małżonek , czy może jak dr.Guzewicz mówił ,że z małżonkiem razem do Boga.
Tylko jak to zrealizować ? Skoro czasami małżonek inaczej rozumie Boga i nie ma potrzeby pogłębiania swojej wiary ?
Wytykać nie można , pozostaje modlitwa, czytanie słowa bożego i dawanie przykładu.

P.S.
Cieszę się , że jesteś na forum - bo dajesz wspaniałe świadectwo wiary. Chodź przyznam ,że na początku jak zaczęłaś pisać sądziłem ,że się szybko wypalisz ze swoją gorliwością - jak widać myliłem się.
 
     
tereska
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-05, 16:42   

Bracia:
Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie; jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana.

Dlaczego więc ty potępiasz swego brata? Albo dlaczego gardzisz swoim bratem? Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga.

Tak więc każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu.

/Rz 14,7-12 /

Te słowa są dla mnie kolejną lekcją w nauce odzyskiwania wolności od siebie i otwierania się na życie Miłością Jezusa do moich bliźnich.

Poza tym bardzo mi się podobają słowa:

Nikt nie żyje dla siebie
/Rz. 14,7/

A także Psalm 27, który jest modlitwą pełną ufności, niewinnie prześladowanego. Tak go odbieram / taka moja parafraza/.

Pan tym, kto mnie zbawia, kogo mam się lękać, On jest obrońcą mojego życia, kogo mam się trwożyć? Choćby moi nieprzyjaciele chcieli mnie pożreć, , moje serce nie będzie się bać, choćby wybuchła przeciw mnie wojna, , nawet wtedy będę pełen ufności.
O jedno proszę i tego szukam, abym nie stracił bliskości z Tobą, wtedy przechowasz mnie w swym namiocie spotkania w dniu nieszczęścia, ukryjesz mnie w głębi swego serca, wydźwigniesz mnie na skałę.
Już teraz mi lepiej, i wierzę,że jeszcze zaśpiewam z radością dziękczynienie Bogu.
Boże, usłysz mnie, moje serce Cię szuka, nie odrzucaj mnie!
Boże, wierzę, że choćby wszyscy mnie opuścili, nawet Ci najbliżsi, Ty mnie przygarniesz.
Pomóż mi wytrwać na dobrej drodze, nie postępować tak jak moi nieprzyjaciele.
Nie wydawaj mnie na łaskę i nie łaskę tych co dyszą gwałtem przeciwko mnie, co świadczą kłamliwie.
Ufaj Panu, bądź mężny, niech się twe serce umocni, ufaj Panu!
 
     
Danka 9
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-05, 19:59   

Nikt nie żyje dla siebie
/Rz. 14,7/


A ja dzis zrozumiałam ile we mnie wygodnictwa, "falszywego" poswiecania sie dla innych, nadopiekuńczosci aby miec o sobie dobre zdanie, ze jestem taka dobra
dobra dla innych a dla siebie? czasem zbyt surowa

Nikt nie zyje dla siebie.
Kiedy jest sie malzenstwem zycie nalezy do tej drugiej osoby,moje zycie nalezy do moejgo meza
troche przerazające ale przede wszystkim nalezy do Boga
wiec jesli mąż nie traktuje mnie dobrze...to wolą Pana Boga jest buntowanie sie przeciw temu, chronienie siebie


co wtedy gdy nie umiem nalezec do męża? kiedy chcialabym byc blisko niego, ale nie umiem sie przełamać...nie umiem byc dla niego żoną
a on mężem takiej żony...spirala nakręca się
czy egoistyczne jest pragnenie bycia kochana i szanowaną? Czy to egoizm i szukanie swego?
Moze egozimem jest trzymanie męza przy sobie, jesli nie umiem z nim żyć i tworzyć rodziny...

Takie mnie refleksje naszły po dzisiejszym czytaniu
no i wyrzekniecie sie wszystkiego, oddanie wszystkiego Panu Bogu, wszyskich pragnien, spokojnego zycia, malzenstwa, zdrowia, macierzyństwa...nie upieranie sie przy tym w nadziei ze Pan BOg sam wie czym mnie obdarzyć, jaką łaską potrzebną do szczęscia :-D
 
     
tereska
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-06, 12:03   

Łk 16,1-8

Jezus powiedział do swoich uczniów:

„Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek.

Przywołał go do siebie i rzekł mu: «Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą».

Na to rządca rzekł sam do siebie: «Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu».

Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: «Ile jesteś winien mojemu panu?» Ten odpowiedział: «Sto beczek oliwy». On mu rzekł: «Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz pięćdziesiąt». Następnie pytał drugiego: «A ty ile jesteś winien?» Ten odrzekł: «Sto korców pszenicy». Mówi mu: «Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt».

Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła”.


Kiedy czytam ten fragment Ewangelii rodzi się we mnie pytanie: jak się zachowujemy, gdy spotyka nas nagła bieda?
Myślę, że zarządca znalazł się w na poważnym zakręcie życiowym , groziła mu żebranina i spadek z dobrej pozycji społecznej, coś bardzo dla niego poniżającego, czego bardzo się wstydził./ Dla mnie mnie osobiście największym poniżeniem była wizyta w MOPS- ie i zniszczenie dobrej pozycji społecznej , jaką miałam jako osoba publiczna./
Zarządca w swojej trudnej sytuacji postawił na relacje, postanowił zbudować przyjaźnie z tymi, których znał jako zarządca wykorzystując to, co jeszcze posiadał, władzę czynienia dobra.
Mógł oczywiście po prostu ukraść pieniądze, swojemu mocodawcy, ale on zainwestował w relacje.
I to Jezus pochwalił, ganiąc jednocześnie "synów światła", że zapominają, że najważniejsze jest w trudnej sytuacji zadbać o przyjaźnie z bliźnimi i Bogiem. Albo inaczej, czy umiemy tak zadbać o nasze przyjaźnie, że będą nam oparciem, gdy przyjdzie trudne doświadczenie?

Pozostaje jeszcze kwestia sposobu, w jaki to zrobił.
Jezus burzył wiele sztywnych schematów postępowania, uczniowie nie obmywali rąk przed jedzeniem, zrywali kłosy zbóż z obcych pól jak byli głodni, On uzdrawiał w szabat, a teraz chwali nieuczciwego zarządcę. Nie stosuje sprawiedliwej zapłaty dla robotników, daje tyle samo zarówno tym co pracowali cały dzień, jak i tym co przyszli pod wieczór do pracy /przypowieść o robotnikach w winnicy/.
Można by mu zarzucić, że wyznaje zasadę: "cel uświęca środki". Ale czy rzeczywiście tak jest? Dla Niego najważniejsza była miłość, a w niej jest jakaś wolność i odwaga w przekraczaniu zasad, które jej przeczą. Czasem sztywno trzymamy się zasad moralności, bo potrzebujemy na czymś się oprzeć, a Jezus mówi oprzyj się na relacji ze Mną, na relacji z innymi ludźmi i oprzyj się na Miłości, dlatego pochwalił nieuczciwego zarządcę.

Dla wszystkich, którzy mają problem ze zrozumieniem sercem tego fragmentu Ewangelii, polecam czytanie w kółko innego fragmentu Mt. 6, 25-34, aż trafi do serca prawda, że relacja uwalnia z lęku.

[ Dodano: 2009-11-06, 12:22 ]
Mam propozycję może Sycharowicze mieliby jakąś swoją patronkę.
Proponuję Mieczysławę Faryniak oto link do artykułu o niej:

www.opoka.org.pl/bibliote...6-faryniak.html

A poniżej uzupełnione informacje uzyskane po rozmowie tel. z siostrą niepokalnką z Dursztyna.

Mieczysława Faryniak
• Urodziła się 6 grudnia 1903 r. w Kętach, a zmarła 29 kwietnia 1990 r. w Nowym Sączu. Pochodziła z zamożnej, inteligenckiej rodziny o religijno-patriotycznych przekonaniach. W 1907 roku przeprowadza się do Bielska Białej. Tam kończy Krajową Szkołę Kupiecką, po której rozpoczyna dobrze płatną pracę w banku. W 1933 po zawodzie miłosnym przeżywa załamanie psychiczne i przechodzi na rentę.
• W 1934 roku odbywa przełomową „spowiedź generalną” w Ujsołach. W tym samym roku odwiedza Dursztyn. Wkrótce zakupuje tam ziemię na Skałce i od grudnia mieszka w zbudowanej specjalnie pustelni „betlejemce”. Angażuje się w życie mieszkańców Spisza, organizując zajęcia dla dzieci i młodzieży oraz pomagając ubogim.
• W czasie II wojny światowej od 4 grudnia 1944 roku ukrywa żydowskie małżeństwo, a ich małe dziecko umieszcza we wsi.
• W 1945 roku przyczynia się do założenia pierwszej polskiej szkoły podstawowej na Spiszu, której jest dyrektorką do 1948 roku. W 1984 opuszcza Dursztyn i zamieszkuje, aż do śmierci u sióstr Niepokalanek w Nowym Sączu.
• Została pochowana na cmentarzu w Dursztynie.
• Była jedną z największych współczesnych, polskich mistyczek. Jest w leksykonie mistyków. Nawróciła bardzo wielu młodych ludzi. To właśnie w Dursztynie rozpoczęły się pierwsze w Polsce spotkania muzyków chrześcijańskich, w których uczestniczyli artyści różnych wyznań. Odwiedzali ją ks. Franciszek Blachnicki i kardynał Karol Wojtyła.
Ostatnio zmieniony przez tereska 2009-11-06, 20:41, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8