Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
mąż ciągle krzyczy
Autor Wiadomość
anika
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-06, 18:47   mąż ciągle krzyczy

Potrzebuje porady psychologa. Niby w moim związku wiele jest OK. Jestesmy 23 lata po slubie, mamy trzy córki- najstarsza 20 lat na studiach, młodsze w podstawówce. Mamy mieszkanie w duzym miescie, wykształcenie (mąz robi habilitacje, ja mam magistra), prace w budzetówce (mąz jest naukowcem, ja nauczycielem). Nie pijemy, nie palimy, nie jesteśmy hazardzistami, nie zdradzamy się. Mamy o czym rozmawiać, ciekawia nas podobne rzeczy, mamy podobną hierarchię wartości.Słowem idylla. Tyle, że moj mąz tego nie docenia. Cały czas coś mu się nie podoba i codziennie wrzeszczy ( przy dzieciach). Mąż bardzo precyzyjnie włada językiem, potrafi bardzo boleśnie ranić. Codziennie jestem zdołowana. Gdyby mnie choć raz uderzył lub zdradził odeszłabym natychmiast. Ale tego nie robi. Mieszkanie jest moje (spadek po babci). Nie mam jak przerwać jego słownej agresji. Mąż latami nie daje się namówić na poradę psychologa. Nie chcę by dzieci rosły w krzyku i bierności wobec słownej agresji. Ządam od męża, żeby się leczył lub wyprowadził, ale on mowi, żebym się sama wyprowadziła ( z mojego własnościowego mieszkania!). Nie wiem, co mam robić. Często myślę o samobójstwie. Złorzeczę mu w myslach. Jestem wierząca, a trudno mi zachowac spokój ducha i ocalić resztki uczucia do niego. Mąż krzyczy na moją pracę, jak mam radę pedagogiczną wrzeszcy, że zadzwoni do dyrektorki i każe jej siedzieć przy dzieciach. Pracuję, bo nie damy rady się utrzymać. Jak nie pracowałam, wrzeszczał, że nie zarabiam. Poradźcie co robić.
Anika

[ Dodano: 2009-07-06, 20:34 ]
Jeszcze chce dodać, że z tym krzyczeniem jest tak: to jakby osaczanie mnie i więzienie w domu. Np. Malujemy teraz pokój. Dzieci siedzą w domu. Pojawiła się możliwość, że pojadą na działkę ze starszą siostrą. Trzeba je odwieźć. Mąż nie lubi propwadzić (kupiliśmy używany samochód rok temu, prowadzi go maż po 10 latach pd zrobienia prawa jazdy). Mąż nie chce odwieźć dzieci. Robi awanturę, że jestem zbrodniarką- preze mnie dojdzie do tragedii itp. Mam już tego dosyć.

[ Dodano: 2009-07-06, 22:59 ]
Piszę z przerwami, bo nie chcę, żeby wiedział, że opisuję nasza sytuację. Mąż codziennie mi dokucza. Cytuję:"Twój ojciec był pieprznięty", "Jesteś zimnym, bezwzględnym robotem"( to o tym, że jak trzeba koncentruję się na pracy."nie przychodzisz jak człowiek, jak kobieta" to o tym, że domagam się stanowczo, np. żeby po tzrech latach od zakupu zamontował sprowadzone przeze mnie półki. Dodam, że nie prosze znajomych o pomoc np. w remoncie, bo on nimi pomiata i mi głupio. Cytuję dalej "wygladasz jak cielsko wieloryba wyrzucone na brzeg (mam lekka nadwagę, miedzy innymi dlatego, ze ciagle coś trzeba robić do jedzenia, bo on ciągle wrzeszczy, że na obiad były "trzy ogłąbiałe kartofelki". Problem jest głębszy. Mąż nie lubi swojej pracy, nie akceptuje liczby naszych współnych dzieci. Uważa, że dzieci go ograniczają. Kiedy urodziło sie drugie dziecko, przez cały rok nosiłam je na rękach dzień i w nocy (miało okropne kolki). Mąż spał osobno. Co noc o czwartej nad ranem wpadał do naszego pokoju z wrzaskiem, że Bóg nas pokarał nienormalnym dzieckiem, że on nie śpi i nie może przcować i .....wypadał. Nie pomagał mi w utulaniu dziecka, choć ledwie sie tzrymałam na nogach. Uratowało mnie wtedy odmawianie Różańca- inaczej bym chyba zasnęła na stojąco.
Mam problemy z sercem. Kiedyś(po zakupach) czułam się tak źle, że położyłam się w butach zimowych na łóżku. Mąż zamiast zainteresować się stał nade mną i wrzeszcał (przy dzieciach), że jak się nie ma zdrowia na troje dzieci to się ich nie rodzi i kto teraz się zajmie dziećmi. Trzy lata temu miałam poważniejsze problemy z watrobą, podejrzewali żółtaczkę wszczepienną lub nowotwór. Prosiłam męża, żeby ukrywać to przed dzieći, że nawet umierając można szcześliwie żyć, ale on wrzeszczał. Wydaje mi się że mąż lubi pomiatać ludźmi. Kiedy niedawno miał problemy w pracy, ja wspierałam, był jak anioł. Ledwie ułożyło się po naszej myśli- już mną pomiata (słownie). Realizowałm ostatnio w pracy duży projekt mojego pomysłu. Dach w domu się znosił od jego wzrzasku, z trudem dokończyłam zadanie. Kiedy na niego huknę mąż przycicha i przez jaiś czas robi z siebie moją ofiarę. Co mam robić? jestem pokojowo nastawionym do zycia człowiekiem. Nie lubię agresji słownej, ale nie chcę też, żeby dzieci chowały się w ciałym krzyku. Czy mam też krzyczeć na niego? jaki to przykład dla dzieci?!! Poóbowałam już milczenia, jak on wrzeszczy, ale wtedy wrzeszczy, że go lekceważe i że przedepczę po jego trupie. Jak mówie, zeby poszedł do psychoploga, albo się wyprowadził, odpowiada, żebym się sama wyprowadziła. Jest jeszcze jedna ważna sprawa- on mnie w ogóle nie dotyka, nie przytula, spi ze mną bardzo rzadko raz na pół roku i to mimo podejmowania przeze mnie inicjatywy. Nie ma kochanki, raczej nie potrzebuje seksu. Ja potrzebuje normalnego faceta!!!! Takiego, który by mnie wspierał, przytulał, który byłby dla mnie czuły111 Potrzbuję przyjaciela, któtryby spokojnioe pomół mi w wychopwaywaniu dzieci. Najstarsza córka mówi, że na moim miejscu wyrzuciłaby go z domu. Co mam robić? anika
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-07, 07:46   

Anika..... nie jestem psychologiem.Moge podzielić sie z Tobą swoim doświadczeniem bycia mężem,ojcem,bycia juz dość długo małżonkiem.

Tak na początek....... z Twojego opisu można wnisokować że Twój mąż ma niskie poczucie własnej wartości.
Wydawało by się to sprzecznością w konfrontacji z jego zachowaniem.............

Mam wrażenie że Twój mąż jest pełen lęków,ucieka w krzyk i wrzask na Ciebie by zagłuszyc w sobie nieporadność,by dowartościowac się Twoim kosztem.Bo wydaje sie mu ,że w stosunku do Ciebie może to zrobić bezkarnie,bez konsekwencji.
Jest to poprostu przemoc słowna i emocjonalna.
Jego zachowania otwarcie agresywne wobec Ciebie przybieraja tez postać zachowań biernoagresywnych.
Chcac Tobie "dokopać" uderza w to co może Ciebie zdołować.....w dzieci,uderza w Twoją rodzinę pierwotną,w ojca,udzerza w pracę,w to co lubisz i robisz dobrze.
Wtedy dowartościowuje się ,podbudowuje swoje niskie poczucie wartości.Tłumi agresją swoje lęki.
Jednocześnie jak się postawisz i hukniesz na niego ucieka od zachowań otwarcie agresywnych w zachowania biernoagresywne poprzez zamiany poczucia winy na poczucie skrzywdzenia,ucieka w manipulację ,gra skrzywdzonego,nieszczęśliwego człowieczka.

Anika ,mam wrażenie że Ty tez sobą (pewnie nieświadomie) manipulujesz pisząc:"Mamy o czym rozmawiać, ciekawia nas podobne rzeczy, mamy podobną hierarchię wartości.Słowem idylla"

By w następnym zdaniu napisać:"tyle, że moj mąz tego nie docenia. Cały czas coś mu się nie podoba i codziennie wrzeszczy "

Wrzask nie jest idyllą,wrzask jest agresją,wrzask jest oznaką zaniku komunikacji małżeńskiej,wrzask może być też wyrażaniem lęków,wrzask jest wyrażaniem czegoś co boli,ucieczką przed sobą.
Wrzask nie jest dobrą płaszczyzną komunikacji.

Zadajesz pytanie:"Czy mam też krzyczeć na niego?"

wg mnie nie,ale powinnaś jasno,wyrażnie i stanowczo powiedzieć "NIE" "STOP" wrzaskom.
Wyrazic naspokojniej jak potrafisz,ale stanowczo sój sprzeciw wobec zachowań agresywnych wobec Ciebie i dzieci.Przerwać spralę agresji.
Jak?? naprościej........ mówiąc mu, że jego wrzaski są oznaka jego słabości,ale Ciebie ranią i nie życzysz sobie aby tak się zachowywał.
Stanowczość i konsekwencja.
Zaczyna wrzeszczeć???? mówisz: nie będę z Tobą rozmawiac w ten sposób.To jest zachowanie agresywne , to jest przemoc emocjonalna a przemoc emocjonalna,agresja słowana jest karalna z kodeksu karnego.

Sądze, że Twój maz jest lękliwym,słabym facetem,z niskim poczuciem wartości,z problemami z akceptacją siebie i jak postawisz mu się twardo i konsekwentnie to mimo że będzie jeszcze próbował ,to jednak przestanie.
Choć to wcale nie załatwi jego problemów ze sobą.
Jemu jest potrzebna pomoc teraputyczna.
Bo jest agresorem wg Twojego opisu.Nie umie poradzić sobie ze złością i z jej wyrażaniem.
Piszesz:"Wydaje mi się że mąż lubi pomiatać ludźmi"
Pewnie tak.......bo jest bardzo słąbym człowiekim.
Pogody Ducha
 
     
anika
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-07, 19:26   mąż ciągle krzyczy

Dziękuję Ci Nałóg za dobre słowo. Samo pogadanie o problemie wycisza. Twoje rady są słuszne, tylko nie do końca działaja w tym wypadku. Mój mąz oczywiście potrzbuje terapeuty, ale konsekwentnie go odmawia. Nawet raz ksiądz zadał mu terapię jako pokutę i nie poszedł. Wytłumaczył to sobie, że ksiądz zbyt się wtrąca w jego sprawy.
Kiedy krzyczy srtaram sie byc kategoryczna, ale to niewiele daje bo wtedy maż stosuje cały repertuar przemocy słownej , histerii i manipulacji na oczach dzieci. Wrzeszcy że umiera, robił już numery z tarzaniem sie po podłodze (atak serca on chyba sobie nie zdaje sprawy z tego, ze to cyrk) to na szczeście chyba nie było przy dzieciach- kiedy wykręciłam numer pogotowia doczołgał sie do telefonu i wyłaczył go. Kiedy teraz o tym piszę chce mi się smiać, ale wtedy nie było mi do smiechu. Mówiąc krótko on nie ma zadnych zahamowań w agresji słownej, moja stanowczość, opanowanie i kultura osobista doprowadzają go do jeszcze większej wściekłości i skrupia się to na dzieciach. Poważnie zastanawiam sie od wielu lat nad separacją, tyle z nim wycierp[iałam nerwów, ze z ulga zostałabym sama. Tyle, że on ani myśli odejść. Kogo by wtedy poniżał? Gdyby mieszkanie było jego spakowałabym manatki i odeszła, byłabym wtedy w sytuacji dobrej do ustawiania granic- jak nie pójdziesz do terapeuty - nie wrócę. Ale mieszkanie jest moje i nie będę mu oddawał pola. Nie chodzi nawet o moją pazerność na mieszkanie( tu jeszcze przed wojną mieszkali moi dziadkowie, tu przeżyli okupację, tu sie wychowywałam), ale jak się wyprowadze, to on będzie udawał idealnego ojca, a ze mnie zrobi matkę, która porzuciła dzieci.
Ta sytuacja ma jedną dobrą stronę- mam ogromne doswiadczenie z agresją słowną, zrobiłam się opanowana i uważna i naprawde potrafię pomagać ludziom, co jest niezwykle ważne w miom zawodzie. Czasami myślę że ten krzyż Pan Bóg dał mi po to, bym odkryła swoje powołanie.
No ale po pierwsze szkoda mi dzieci. Nawet młodsze córki mówią, że chcą mieć normalny dom.
Po drugie ta sytuacja ( agresja słowna, brak czułości, brak wsparcia, brak seksu) naraża mnie na okropne pokusy. Niby jestem po czterdziestce, ale kiedy całkiem atrakcyjna, aktywna zawodowo i społecznie kobieta potrzebuje wsparcia, to to się wyczuwa. Mam wrażenie, że przyciągam facetów. Niby tego swiadomie nie chcę, chcę ratowac moje małżeństwo. Modlę się w tej intencji i staram się wspierać mojego męża. Ale z drugiej strony ogromnie pragnę, by przy moim boku był normalny facet, marzę o separacji z mężem i ułożeniu sobie życia na zasadzie białego małżeństwa. Albo, zwłaszcza kiedy mąż "umiera" na chorobę o której ostatnie mówili w telewizji( on umiera codziennie), no to....aż wstyd powiedzieć co sobie myśłę. Uważam, że życzenie najbliższej osobie śmierci to okropna zdrada, staram się panować nad moimi myślami, ale to nie takie łatwe.
Po trzecie ta sytuacja często doprowadza mnie do myśli samobójczych, resztkami sił się powstrzymuję, żeby się nie rzucić pod autobus. To jest chorobogenna sytuacja. Trudno jest żyć z agresorem pod jednym dachem i być normalnym, czułym dla dzieci, uważnym dla ludzi i zdrowym.
Dlatego wielokrotnie proponowałam mężowi wyprowadzkę (nie chcę od niego żadnych pieniędzy- wolę głodowac z mojej budzetowej pensji i miec spokój) lub leczenie. Jego pensja starczy mu na jedzenie i wynajęcie mieszkania. Ale on ani myśli
Kiedy byłam młodsza duzo gwałtowniej reagowałam na jego agresję. Np. Kiedyś o mały włos nie obciełam mu ucha. To potworne, ale ponizaniem doprowadził mnie do takiej wściekłości, że cała się trzęsłam. I wtedy zażadał, żebym mu obcięła włosy, co było jeszcze przed awantura ustalone. Zapytałam, czy sie nie boi, ze zrobię mu krzywdę, bo jestem potwornie zdenerwowana. Ale się nie bał. Obcinałam włosy duzymi nożyczkami i cały czas wałczyłam ze sobą, żeby go nie skaleczyć. Na szczeście najstarsza córka, wtedy sześcioletnia, wyczuła sprtawę i stanęła pprzy jego plecach. Nie mogłam mu obciąć ucha na oczach dziecka- to go uratowało. To było czternaście lat temu. Nauczyłam się nad sobą panować, ale jego wrzask budzi we mnie emocje o tej mocy. Tylko, że staram się je, jak to się mówi w psychologii przepracować. No i przemodlić. Ale ile można tak żyć?
Moj mąż cały czas mówi, że nie jestem normalna, że jestem z nienormalnej rodziny. Mówi rzeczy typu:" w co ja wdepnąłem?( o naszym małżeństwie, "twardy gatun, babochłop, chłop( o mnie- mam problemy z nadmierną ilością testosteronu, chociaż nigdy nie brałam żadnych leków hormonalnych).Byłam nawet u psychologa, pytać, czy moje emocje nie wskazuja na potrzebę leczenia psychiatrycznego, co ciągle sugeruje mój mąż, ale psycholog stwierdził że to mąz potrzebuje terapi.
Generalnie to jakoś z tym wszystkim żyję, ratuje mnie to że jestem wierząca, ale szkoda mi dzieci i chce żyć bez agresji. Co robić?
Anika
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-07, 20:09   

Anika....stawiać granice...... jest przemoc emocjonalna???dzwoń po policje.......
leży na podłodze z wściekłośći???dzwoń po karetke psychiatryczną...........
A dzieci??? no cóż...chyba są już duże i widzą........ stawiaj granice.........Twarda miłość

[ Dodano: 2009-07-08, 07:12 ]
Anika..... nie wiem gdzie mieszkasz,ale jak gdzieś w pobliżu W-wy to zairzyj na stronę www.przystanmielno.org.pl ...jest tam grupa wsparcia dla kobiet mających problemy w związkach oraz grupa wsparcia dla meżczyzn z problemami.Grupa kobieca jest typową grupa samopomocową,natamiast męską grupę prowadzi Leszek Kapler.

Natomiast co do Twojej rzekomej nienormalności............. możesz zawsze mu odpowiadać:jak sobie wybrałeś tak masz....trzeba było patrzeć przed ślubem.

Wg mojej wiedzy i doświadczenia to tylko twarde granice,twarde ich przestrzeganie, twarda asertywność,twarda miłość może doprowadzić do zmiany u Twojego męża.
Twarda miłość z Twojej strony powinna mu pokazać granice ,których przekroczenie powoduje przykre konsekwencje,gdzie ich przekroczenie wiąże się z bólem emocjonalnym,z konsekwencjami prawnymi.

To że kochasz męża nie daje mu prawa by Cię krzywdził,a Tobie nie daje prawa do tego byś pozwalała sie krzywdzić.

Przywalając na krzywdzenie siebie ignorujesz przykaznie:Nie zabijaj........... pozwalasz na to by Twój mąż popełniał grzech.
Ja wiem,znam kilka osób gruntownie wykształconych,zajmujących wysokie stanowiska,lekarzy,naukowców ,inteligentnych a stosujących w zaciszu domowym poprostu terror.
To są bardzo trudni do "naprawy" ludzie........... bo uważają siebie za kogoś wyższego ,lepszego.....choć pod pokładami pychy i egocentryzmu są galaretą leków i obaw.
Sa "mocni" wobec słabszych i najbliższych.W konfrontacji z silniejszymi(np.przełożonymi w pracy) są ulegli i ugrzecznieni,często są tchórzami nienawidzącymi podświadomie siebie tak bardzo ,że odreagowują tę nienawiść na najbliższych.

Anika.............. ja sugerował bym Ci jednak zjęcie sie najpierw sobą....pozostawienie męża z jego agresją na jakiś czas i zajęcie się sobą.
Pewnie wywoła to co piszę u Ciebie opór i bunt..................... niestety,ale Ty żyjąc z agresorem ,z osobą dysfunkcyjną stałaś się też chora(akcja z nożyczkami i uchem).
To Ty dla siebie potrzebujesz wsparcia i przyswojenia zasad obronnych i postępowania z chorym na agresję mężem.
Anika........... Ty potrzebujesz pomocy na równi z mężem....tylko w trochę innym zakresie.............

Pogody Ducha
 
     
Kobieta74
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-10, 18:04   

" Byłam nawet u psychologa, pytać, czy moje emocje nie wskazuja na potrzebę leczenia psychiatrycznego, co ciągle sugeruje mój mąż, ale psycholog stwierdził że to mąz potrzebuje terapii"
ciekawe,ze zazwyczaj pomocy szukaja osoby,które w mniejszym stopniu sa odpowiedzialne za dysfunkcyjna sytuacje. a "oprawcy" twierdza,ze sa zdrowi i to nie oni powinni sie leczyc.ja tez chodzilam na terapię,maz nie. i on wszystkim wkoło opowiadal,ze ja jestem psychicznie chora i lecze sie u specjalisty.ja ide do przodu a on wciaz nie.trudne to wszystko jest.
dasz rade kobieto.trzymaj się:)
 
     
anika
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-26, 23:34   

Tak się ostatnio zebrałam w sobie i raz a dobrze postawiłam mężowi granice. Najpierw postawiłam się przy remoncie(odnawiamy sami dwa pokoje, po 20 latach było tak brudno, że sie juz nai dało wytrzymac -mąż oczywiście był przeciwny. My mamy mnóstwo ksiazek i taki remont to koszmar. Namawim go na remont od wielu lat. wedeług niegi, chcę go zabic remontem.
Było tak: Najpierw ja mu przy czymś pomagałam- a on mi wymysla, ze nie tak. Wiec powiedziałam, że juz dwa tygodnie pracuję przy przenoszeniu jednego pokoju, to teraz niech on sam pracuje przy drugim, a ja wyjeżdzam. Ta awantura była przy dzieciach. Powiedziałam, do dzieci, że jak chcą mogą z nim zostac, jak chcą niech się pakują i wyjedziemy pod miasto(na zaprzyjaźnioną działkę , z której właśnie ledwi co wróciły. No cóż, takie rozgrywki z mężem są zawsze niestety kosztem dzieci, ale odniosłam wrażenie, że one były zadowolone, że się postawiłam.
Mąż jak się zorientował, że to nie zarty zaraz zmienił ton. Aż mi się chciało śmiać.
Spytał czy nie możemy porozmawiać. takiego pytania nie słyszałam chyba przez całe małżeństwo!!
Powiedziałam, że mam dosyć jego krzyków. Postawiłam warunki:terapia, separacja lub normalne zachowanie. Wybrał to trzecie i cały dzień pracował jak trusia.
Ale następnego dnia było juz gorzej. pomagałam mu wypełnic papiery. On nie znosi różnych dokumentacji , więc pomagam mu jakbym ja to lubiła. Pomyliłam się i zaczął na mnie krzyczeć i obrażąc mnie. Powiedziałam, że nic nie wypełnię, jak mnie nie przeprosi. Dostał ataku szału:wrzeszczal, gniótł papiery, łapał się za serce, ale byłam nieprzejednana, aczkolwiek zachowywał się tak, że się trocghę bałam, że zacznie czymś rzucać, cięższym niż papiery. Dzieci były przerażone. W końcu, kiedy zajełam się remontem i nadal nie robiłam jego papierów zaczał wrzeszceć jak w jaiejś malignie preperaszam, przeprawszam pomóz mi, pomóz mi, no wiec usiadlam z nim i wypełniliśmy. Dostał potem jakiejś depresji- nic nie umiał zrobić, zachowywał się jak człowiek w ciężkiej depresji. W nocy straszył mnie popełnieniem samobójstwa. Ale kiedy upewniwszy się, że nie chce karetki położyłam się spokojnie spać, uspokoił się.
W końcu z trudem się pogodziliśmy. Ale ja po takich cyrkach jestem wykończona. Szkoda mi dzieci. Czuję się samotna w tym zwiazku. Już go chyba rozgryzłam- jemu jest potrzebna twarda ręka kobiety, wtedy chodzi jak w zegarku (jego nie żyjąca już matka miała bardzo silny charakter, byli ze sobą bardzo związani). Ale mnie taki typ zwiazku męczy!!!Chcę żeby on dojrzał, nie chcę być jego mamusią!!!
Anika
 
     
Basia73
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-27, 11:56   

Sama sobie udzieliłaś odpowiedzi: mąż miał matkę o silnej osobowości.
Nie musisz krzyczeć tak jak on. Wystarczy, że ustalisz granice, których nie ma prawa przekraczać. On musi mieć granice i zasady. Warto ustalić zasady życia domowego. Dla całej rodziny, bo inaczej to się wykończycie.
 
     
anika
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-31, 07:25   

Jak wyznaczyć granice, bez obciążania dzieci i siebie awanturami i cyrkiem, który opisałam powyżej? Każda stawiana mojemu męzowi granica: np. nie życzę sobie, żebyś się tak do mnie zwracał , kończy się złośliwościami pod moim adresem, krzykiem lub cyrkiem z umieraniem itp. Gdybysmy mieszkali w jego mieszkaniu po prostu bym się wyniosła, wtedy by o mnie zabiegał. ale mieszkanie jest moje. On nawet często mówi, żebym się wynosiła do mamusi.
Pozdrawiam Anika
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-31, 08:45   

Pytasz:"Jak wyznaczyć granice, bez obciążania dzieci i siebie awanturami i cyrkiem, który opisałam powyżej?"

Dośc proste ...choć nie pisze że łątwe............ być konsekwentną aż do bólu.Raz ustalone granice nie moga być przesuwane,łamane.Przekroczenie granic musi powodować ból u przekraczającego,musi przynosić przykre konsekwencje.
Twarda miłość.A to jest kochanie człowieka ,jego akceptowanie przy nie akceptowaniu poczynań,przy nie ujmowaniu czy zdejmowaniu konsekwencji związanych z poczynaniami.
Kochaj siebie i rodzine Twarda Miłościa
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-31, 16:41   

Droga Aniko....mam w Twojej sprawie takie zdanie jak Nałóg.
Nie czytam dokladnie odpowiedzi, dokladnie przeczytałam Twój post.

Kochana, Twój mąz ma wielki problem sam ze sobą. Nie lubi siebie ! Siebie samego nie szanuje, nie kocha....to jak ma kochać, lubić i szanowac innych ? To co czuje sam do siebie przenosi na Ciebie, ponieważ Ty jesteś osobą dla Niego najbezpieczniejszą !

I po raz kolejny, jak mantrę muszę potórzyć to, co często tu cytuję - Ludzie traktuja nas tak, jak sobie na to pozwalamy !!

Aniko, zwyczajnie sobie pozawalasz na to, żeby mąz Cię tak traktował. Zwyczajnie pozwalasz męzowi na siebie krzyczeć....odreagowywać Jego stres .

Piszesz, że jak dzieci maja się z takim domu wychowywaC ? Kobito...One juz się wychowały w tym domu !

Wiesz...martwi mnie to, że trzymasz swój stan zdrwia w tajemnicy przed dziećmi . Co jeszcze trzymasz w tajemnicy ? Może i to, że mąz krzyczy, poniża....wszystko tak - ale zeby dzieci nie widziały i nie słyszały ??

Twoja dzieci nie są już dziećmi ! Młodziez i dorosła kobieta ! Widzą i więdzą więcej , niż się Tobie wydaje !

Słusznie zauważasz, że mąz powinien sie leczyć.....ale jak piszesz, On nie chce ! A Ty nie masz na to ( i na Niego) wplywu.

Więc co możesz zrobić ?
A możesz zająć się sobą i ze sobą = dla siebie cos zrobić, żeby ten koszmar przerwać.

No to co możesz zrobić ze sobą i dla siebie Aniko ??

Możesz to Ty podejśc do psychologa i szukac pomocy, ponieważ i w Tobie jest coś, co pozwala tak dać się traktować - trzeba to zobaczyć, nazwać i zmienić.

Wiesz...ja jestem trochę ostra babka ...no byłam...Kiedyś to i ja bym wrzeszczała , ale teraz wiem ile warte jest milczenie....teraz to ja bym milczała, tak długo, aż mąz zrozumie, że przegiął. I nie chcodzi tu o obrażanie się na męża....Nie ! Zwyczajne nie odzywanie się do kogoś, kto mnie żle traktuje. Owszem obiad, rola żony w domu.....ale wiesz....nie jesteś niczyją niewolnicą, a dajesz się traktować jak nieolwnica.
Zyjesz w wolnym kraju i jesteś wykształconą Kobietą.
Najwyższy czas powiedziec STOP !

Myślę, że nic by sie nie stało, gdybyś zwyczajnie wyszła z pokoju lub nawet z domu, kiedy mąż krzyczy.
Pokaż Mu, że przegina !
I niech sobie swoje tyrady manipulujace Tobą wygłasza teraz do ściany...to muru....a Ty sie stań murem !
Pokaż plecy...wyjdź bez slowa.
Nie słuchaj i nie dawaj wpuszczać się w te dyskusje.
Trakltuj męża jak chorego...a Twoje milczenie będzie dla Niego lekarstwem.

Wiesz...może tak sprobuj...milczeć i wycofywać się z sytuacji krzyku, poniżania- pokaż, że już Cię to nie wzrusza i nie rusza.
Może to będzie metoda.
A jak nie to trzeba w sobie szukac dalej ! W sobie !! Co ja mogę w tej sytuacji dla siebie !!
Zacznij bardziej troszczyć się o soebie ....a mąz da sobie radę...a jak nie da rady, to spuści z tonu. Jest jeszcze takie miczne slowo ( ktore mąz powinien wreszcie zacząć stosowac wobec Ciebie) - proszę!

Aniko, powodzenia !
Powoli i małe kroczki - byle do przodu!!
Pozdrawiam !! EL.
 
     
zygmunt
[Usunięty]

Wysłany: 2009-09-06, 08:11   

hej mysle ze podpowiedz przedmówcy nie jest najlepszym rozwiązaniem poniewaz mnie obojetnosc jaka jest milczenie czy lekcewazenie bardziej denerwuje.
 
     
Katarzyna74
[Usunięty]

Wysłany: 2009-09-06, 09:43   

Zygmuncie - El. nie radzi, aby lekceważyć.

Radzi tylko - słusznie zresztą - aby nie pozwalać na agresję słowną skierowaną na nas. Nikt nie ma prawa podnosić na nas swojego głosu! Krzyczeć, obrażać. Nikt. Skoro mąż potrzebuje krzyczeć - to ma problem i powinien z tym walczyć. Może pokrzyczeć sobie do ściany. Ale my nie musimy słuchać krzyków, wyzwisk.

I nie powinniśmy tłamsić siebie, przełykać łez i słuchać w pokorze przekleństw czy pretensji wyrażanych bardziej w decybelach, niż w treści - po to tylko, aby ten krzykacz przypadkiem się jeszcze bardziej nie zdenerwował.

Jeśli denerwujesz się czyjąś obojętnością, milczeniem to jest to niestety Twój problem, który musisz przerobić.

Współmałżonek nie jest naszą własnością. Ma prawo do milczenia, jeśli nie ma ochoty mówić, ma prawo do smutku, jeśli tak się czuje, ma prawo do pobycia w samotności. Ma prawo, wręcz obowiązek chronić się przed agresją.

Nie ma natomiast prawa do agresji. Krzyki to też agresja, to przemoc!

Podstawą jest - szanować prawa współmałżonka i nie pozwalać na łamanie naszych praw.

Niby proste, a jak trudno o tym pamiętać.
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-09-06, 15:02   

Z WŁASNEGO DOŚWIADCZENIA WIEM , ŻE NAJPIERW MUSISZ SIE NAUCZYĆ SKUTECZNIE BRONIĆ . JA ZROBIŁAM TO NA GRUPIE TERAPEUTYCZNEJ DLA OSÓB DOZNAJĄCYCH PRZEMOCY. TRZEBA ICH POSZUKAĆ.

TWÓJ MĄŻ JEST PRZEMOCOWCEM.,
PRZEMOC TO PRZESTĘPSTWO.
TRZEBA TO ZATRZYMAĆ I TO NIE JEST TAKIE TRUDNE. TRZEBA BYĆ ZDETERMINOWANYM.
JA TEŻ JESTEM NAUCZYCIELEM. kIEDY BYŁAM KOMPLETNIE BEZSILNA I SZUKAŁAM POMOCY TO NIE ZASTANAWIAŁAM SIĘ CZY TO ZADZIAŁA . ROBIŁAM TO BO MOJE SPOSOBY NIE SKUTKOWAŁY.

nIE ANALIZUJ CO POWIEDZIAŁ, JAK CIE OBRAZIŁ itp. SKIERUJ CAŁĄ ENERGIĘ NAJPIERW NA POWSTRZYMANIA PRZEMOCY . i GDY ON CIĘ RANI POWIEDZ "STOP" - NIGDY WIĘCEJ. ...całej reszty można się nauczyć,

BY TEGO NIE SŁYSZEĆ( tych bezsensownych oskarżeń, przekleństw itp) , MODLIĆ SIĘ NAJPROŚCIEJ. JEZU UFAM TOBIE, JEZU DAJ SIŁĘ , RATUJ.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2009-09-06, 15:57   

anika napisał/a:
W końcu, kiedy zajełam się remontem i nadal nie robiłam jego papierów zaczał wrzeszceć jak w jaiejś malignie preperaszam, przeprawszam pomóz mi, pomóz mi, no wiec usiadlam z nim i wypełniliśmy. Dostał potem jakiejś depresji- nic nie umiał zrobić, zachowywał się jak człowiek w ciężkiej depresji. W nocy straszył mnie popełnieniem samobójstwa. Ale kiedy upewniwszy się, że nie chce karetki położyłam się spokojnie spać, uspokoił się.


Witaj,
to co opisujesz to przemoc słowna i szantaż emocjonalny. Niestety jest to trudne do wykorzenienia z osoby, która to stosuje ponieważ w wiekszości wypadków niemal zrasta się z takim zachowaniem całą swoją psychiką. Przyczyny takiego zachowania przeważnie tkwią w dzieciństwie, a raczej w jakiej dysfunkcyjnej jego części.
Proces uzdrowienia jest długi, ale możliwy. Potrzeba dużo miłości i zrozumienia ze strony otoczenia, ale też i rozwagi ponieważ czasem błędna terapia lub jej brak wywołują zachowania agresywne skierowane na otoczenie.
Nie poradzisz sobie sama i zakreślanie widocznych granic dla swojego bezpieczeństwa jest konieczne, ale musi być poparte konkretną pomocą. Takie osoby przeważnie tłumią w sobie ukryte lęki i kiedy ustaje ich przyczyna to rozprężenie emocji bywa nieprzyjemne lub nawet groźne dla otoczenia.
Myślę, że potrzebujesz rozmowy i konkretnych porad z pod tego adresu:
http://www.dromader.igabi...moc-domowa.html

Jednocześnie działając na płaszczyźnie ciała trzeba wzmóc ochrone na poziomie ducha.
Codzienne szczere wołanie: JEZU UFAM TOBIE i powierzenie się Niepokalanej Maryi umocni Cię i ochroni, kiedy będziesz traciła "zimną krew"
Z Panem Bogiem
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 8