Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
SPOWIEDŹ
Autor Wiadomość
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-10-02, 11:44   

Z MODLITEWNIKA "CHWALMY PANA"

I przykazanie
nakazuje czcić Pana Boga i służyć Mu przez wiarę, modlitwę i dobre uczynki.
Przeciw pierwszemu przykazaniu Boskiemu grzeszy:
Kto pacierza zaniedbuje, albo nie nabożnie odmawia.
Kto się wiary świętej wstydzi albo się wiary wypiera.
Kto dobrowolnie wątpi o jakiejś prawdzie wiary.
Kto wierzy w zabobony lub czary.
Kto znieważa poświęcone miejsca i rzeczy (kościół, cmentarze, krzyże, obrazy itd.).
Kto zuchwale, licząc na miłosierdzie Boże, grzeszy.

Uwaga: Gdybyś dłuższy czas nie chciał się modlić, popełniłbyś grzech ciężki.
Kto umie dobrze się modlić, umie dobrze żyć.

II przykazanie
nakłada obowiązek czci św. Imienia Bożego.
Przeciw drugiemu przykazaniu Boskiemu grzeszy:
Kto imiona święte lekkomyślnie wymawia.
Kto na Boga narzeka, szemrze przeciw Bogu.
Kto żartuje z Boga i rzeczy świętych.
Kto się z Boga albo ze Świętych Pańskich albo z Kościoła naśmiewa.
Kto przeklina albo święte słowa w złości wymawia.
Kto lekkomyślnie lub fałszywie przysięga, albo się Bogiem świadczy (np.: jak Bóg nade mną, Rany Boskie).
Kto Bogu coś obiecuje, ślubuje, a ślubu nie zachowa.

Uwaga: Najczęściej "przysięgi" dzieci są jedynie wymawianiem imion Świętych bez uszanowania. Unikaj i takiego grzechu.
"Przekleństwo, mówi Pan Zastępów, przyjdzie na dom przysięgającego kłamliwie na Imię Moje i zamieszka w domu jego i zniszczy go" (Zach. 5- -3,4).

III przykazanie
zabrania pracy w dni święte oraz zobowiązuje do oddawania czci publicznej Panu Bogu.
Przeciw trzeciemu przykazaniu Boskiemu grzeszy:
Kto w niedzielę i święta z własnej winy opuszcza Mszę świętą albo za późno na nią przychodzi, lub przed zakończeniem wychodzi.
Kto kazania i naukę zaniedbuje.
to się w kościele nabożnie nie zachowuje.
to w dzień święty wykonuje ciężką pracę bez koniecznej potrzeby.

Uwaga: Grzech ciężki popełniłby ten:

kto by w niedzielę i święta opuścił bez ważnej przyczyny chociażby jedną z głównych części Mszy św.: Ofiarowanie, Przeistoczenie, Komunię świętą
kto by w dni święte wykonywał pracę ciężką przez dłuższy czas, bez koniecznej potrzeby lub pozwolenia władzy duchownej. Przez "konieczną potrzebę" należy rozumieć albo wyraźny nakaz miłości bliźniego (dowóz żywności do wielkich miast, przewóz podróżnych, ratunek i pielęgnowanie chorych, pomoc w nieszczęśliwym wypadku), zwalczanie klęski żywiołowej (pożar, powódź) albo ważne dobro społeczne. "Poświęcaj niedzielę Bogu, szczęście będzie w twym progu".

IV przykazanie
nakazuje czcić rodziców, szanować przełożonych i słuchać prawowitej władzy państwowej.
Jakim jesteś synem czy córką względem swych rodziców? Może krnąbrnym, nieposłusznym, lekceważącym rodziców.., życzyłeś im źle..., jesteś przyczyną zgorszenia w domu? Jak się odnosisz do władz i przełożonych?
Jeśli jesteś ojcem lub matką: czy spełniasz obowiązki wobec swych dzieci? Czy troszczysz się o ich dobre wychowanie w duchu Bożym? Czy uczysz zasad wiary, modlitwy, prowadzisz dzieci do kościoła? Strzeżesz przed zgorszeniem?

Uwaga: Znaczne przekroczenie przeciwko szacunkowi, miłości i posłuszeństwu wobec rodziców i przełożonych jest grzechem ciężkim.

"Rodziców czcząc dziecię, ma zawsze szczęście na świecie".

V przykazanie
nakazuje miłować bliźnich i nie czynić nikomu krzywdy.
Przeciw piątemu przykazaniu Boskiemu grzeszy:
o bliźniemu nieszczęścia, choroby lub śmierci życzy.
to bliźniego przezywa lub niewinnego bije, rani.
Kto komuś zazdrości.
Kto z bliźnim w niezgodzie, w gniewie żyje, przebaczyć mu nie chce.
Kto się pychą wynosi i drugim gardzi.
Kto nadmiernie je lub pije, kto się upija albo innych do pijaństwa zachęca.
Kto bliźniego do grzechu zwodzi lub namawia, albo zły przykład daje.
Kto innym do grzechu pomaga, albo milczy na grzechy cudze.
Kto z ułomnych i kalek się naśmiewa.
Kto zwierzęta męczy.

Uwaga: grzechem ciężkim jest wielki gniew, głęboka nienawiść, rzeczywista nieprzyjaźń. Wyznaj, jak długo to trwało. Jeśliś kogo obraził, przeproś i pogódź się przed spowiedzią. Gorszyciel powinien usiłować gorszonego, nawrócić.

"Biada człowiekowi, który daje zgorszenie, lepiej by mu było, gdyby zawieszono kamień młyński u szyi jego i z topiono go w głębokości morskiej" (Mat. 18-6).

VI i IX przykazanie
Przez te przykazania każe Pan Bóg panować nad zmysłowością, która się w nas budzi, a którą musimy poddać pod rozkazy rozumu.
Może myślałeś o rzeczach nieskromnych, pragnąłeś lub o tym rozmawiałeś?
Czy nie popełniłeś czynów przeciwnych prawom Bożym i naturalnym?

Uwaga: Jeżeli miałeś przy grzechach przeciwko VI i IX przykazaniu upodobanie albo popełniłeś je dobrowolnie - zgrzeszyłeś ciężko i powiedz, ile razy to było. Jeżeli natomiast kusiło cię do myśli lub pragnień bezwstydnych, a ty nie chciałeś o tym myśleć i oddaliłeś pokusę (modliłeś się), to nie masz grzechu, ale zasługę dla nieba. Jeżeli masz jakąś wątpliwość, powiedz ją szczerze kapłanowi na spowiedzi i czyń co ci wskaże.

VII i X przykazanie
Czy prawość, sprawiedliwość, prawda nie są pokrzywdzone przez ciebie, przez intrygi, podstępy i chytre działanie na szkodę bliźniego, przez krzywdzenie go oszczerstwem, obmową, fałszywym świadectwem?
Czy nie prowadzisz życia próżniaczego?
Czy nie krzywdzisz ludzi pracy, lub w jakikolwiek sposób zależnych od ciebie, wyzyskując ich pracę zatrzymując niesłusznie ich należność?
Czy nie grzeszysz przeciw miłości obojętnością na przykre położenie drugich, któremu mógłbyś zaradzić?
Czy należycie szanujesz własność społeczną i państwową?
Jeżeli ci ją powierzono, - czy o nią dbasz i sumiennie czuwasz nad jej całością?
Czy nie zdradzasz zaufania drugich w sposób nieuczciwy i nikczemnie nie robisz z tego użytku?
Czy nie odrzucasz zuchwale pociech religijnych, którymi Bóg chce serce twoje pokrzepić?
Czy ze swych długów i powinności sumiennie się wywiązujesz?

Uwaga: Kto nie chce zabranych rzeczy oddać i szkody wyrządzonej wedle możności naprawić, nie może otrzymać rozgrzeszenia albo też naraża się na nieważność spowiedzi, bo jak uczy św. Augustyn: "grzech nie będzie odpuszczony, dopóki wziątek nie będzie zwrócony". Pamiętaj dobrze, że nie dość za wyrządzoną szkodę lub kradzież żałować, mieć wolę poprawić się i wyspowiadać, jak przy innych grzechach ale trzeba koniecznie wedle możności całą krzywdę wynagrodzić i rzecz skradzioną zwrócić temu, do kogo należy. Nie wolno ci z krzywdy ludzkiej czynić jałmużny ubogim, ofiary na kościół lub innego dobrego uczynku, bo Bóg się brzydzi jałmużną skradzioną. Można to tylko wtedy uczynić, gdy nie wiesz, czyja to była krzywda i komu ma być zwrócona. Gdy masz wątpliwość poradź się spowiednika.

"Nie mylcie się, ani złodzieje, ani drapieżcy, nie posiądą królestwa niebieskiego". "Przekleństwo spocznie na domu złodzieja". (I Kor. 6-9, 10; Zach. 5--3,4)..

VIII przykazanie
Przeciw ósmemu przykazaniu grzeszy:
Kto kłamie.
Kto o bliźnim źle myśli, albo go posądza.
Kto tajemne błędy i wady bliźniego niepotrzebnie wyjawia.
Kto bliźniego obmawia lub oczernia (na drugiego coś złego zmyśla).
"Obrzydliwe są Panu wargi kłamliwe" (Przyp. 12-22).


Uwaga: Grzech ciężki popełnia, kto rozmyślnie wyrządza bliźniemu wielką szkodę lub krzywdę na dobrym imieniu. Jako rzeczy skradzione i krzywdy poczynione na majątku trzeba oddawać i wynagradzać, tak trzeba szkodę i krzywdę na sławie bliźniego wedle możności naprawić i wynagrodzić przez odwołanie lub przeproszenie bliźniego.

Przykazania kościelne
Czy w dni postne jadłeś potrawy mięsne z własnej winy? Ile razy? (Jeżeli ktoś stołuje się w jadłodajniach zbiorowych, może spożywać wszystkie potrawy, jakie tam podają, pod warunkiem modlitwy w intencji Ojca św. w tym dniu i złożeniu jałmużny postnej raz na kwartał).
Czy dopełniłeś obowiązków wielkanocnej spowiedzi i Komunii św.?
Siedem grzechów głównych
Czy byłeś pyszny, zarozumiały z powodu swych zdolności, ubrania lub bogactwa, stanowiska? Czy gardziłeś uboższymi od siebie lub ciężko pracującymi, wyśmiewałeś się i szydziłeś z mniej uzdolnionych?
Czy byłeś chciwy, skąpy, twardego serca dla potrzebujących? Czy byłeś uczynny dla rodzeństwa lub ubogich?

Nieczystość (patrz VI i IX przykazanie Boże).
Czy byłeś zazdrosny, cieszyłeś się z cudzego nieszczęścia, szkody lub kary, gdy drugiego ganiono lub gdy drugiemu gorzej się powodziło niż tobie, albo smuciłeś się, gdy inni otrzymywali więcej, coś lepszego?
Obżarstwo i pijaństwo (patrz V przykazanie Boże).
Gniew (patrz V przykazanie Boże).
Czy byłeś leniwy przy wstawaniu w nauce i pracy
Czy z lenistwa opuszczałeś pracę, szkołę, nabożeństwa szkolne? Czy pracowałeś i uczyłeś się sumiennie lekcji szkolnych? Czy byłeś w szkole uważny? Czy przeszkadzałeś kolegom? Czy pracę swą wykonywałeś na termin umówiony?

Uwaga: Nadto, jeśliś jakiś grzech popełnił, który ci sumienie Wyrzuca chociaż w powyższy -rachunku sumienia nie jest wymieniony, masz obowiązek z_ niego także się wyspowiadać.
Staraj się wyznać przed kapłanem wszystko szczerze, jasno, zwięźle i pokornie.

http://www.kuria.gliwice....?numer=22&art=3
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2010-10-02, 12:25   

Kinga dobra praca- ale wiesz chyba się zdołowałam przez ten tekst bo wiem ,że nigdy taka nie będę a kusy podesłał mnie myśl :evil: .ze jest to nie mozliwe być takim człowiekiem- jestem do niczego bo tylko niektóre grzechy mnie nie dotyczą.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-10-02, 13:09   

gogol,
ja też mam niezły bagaż do zrzucenia , więc nie jesteś sama. :-P , a co do tego czy mozna być takim człowiekiem bez skazy to
: można!
Maryja taka jest. Jezus taki jest.My tacy będziemy :mrgreen:
 
     
Grażka
[Usunięty]

Wysłany: 2010-10-02, 15:55   

W ksiegarni małzeńskiej można nabyć maleńką ksiazeczkę za niecałe 3zł
Rachunek sumienia małżonków
2 w 1 dla meża i dla żony
dowiedziałam sie wiele nowego
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-10-04, 23:56   

Domowe porządki

Epoka wolnego rynku

Systematyczna spowiedź odgrywa ogromną rolę w przemianie charakteru człowieka, czyli w "pracy nad sobą".

W epoce wolnego rynku, kiedy wydaje się, że wszystko może być przedmiotem handlu, toczy się dramatyczna walka o ludzką duszę; walka, która jest najważniejszym egzaminem dla każdego człowieka. Nie jest to temat medialny. Wręcz przeciwnie: celowo się go ignoruje lub wyśmiewa w środkach masowego przekazu, a co za tym idzie w świadomości społecznej funkcjonuje jako on mało istotny. Tymczasem prawdą jest, że to, co najważniejsze, rozgrywa się w ciszy ludzkiego serca bądź przy kratkach konfesjonałów. Stawka jest bardzo wysoka - prawdziwa wolność i szczęście człowieka wypływające z bliskości Pana Boga.

cały tekst tu:
http://www.katolik.pl/ind...rtykuly&id=2544
 
     
tereska
[Usunięty]

Wysłany: 2010-10-11, 12:19   rachunek sumienia

Zamieszczam rachunek sumienia z modlitwą o pogodę ducha z sycharowskich 12 kroków , który rozdawany był na rekolekcjach i wiem, że dla wszystkich chętnych nie starczyło, teraz możecie go wydrukować i puszczać dalej w świat. Oba teksty w wersji męskiej i żeńskiej.

BOŻE, UŻYCZ MI POGODY DUCHA,

abym godziła się z tym, czego nie mogę zmienić,
Odwagi, abym zmieniała to, co zmienić mogę,
I mądrości, abym odróżniała jedno od drugiego.
Pozwól mi co dzień żyć tylko jednym dniem
I czerpać radość z chwili, która trwa.
Pozwól mi, w trudnych doświadczeniach losu
Ujrzeć drogę wiodącą do wewnętrznego pokoju .
Pozwól mi – jak uczynił to Jezus – przyjmować
ten grzeszny świat takim, jakim jest,
a nie takim jakim, ja chciałabym, aby był.
Pozwól mi Tobie zaufać, że wszystko poprowadzisz
właściwie, jeżeli powierzę się Tobie i Twojej woli.
W ten sposób, będę mogła już w tym życiu
przybliżyć się do szczęścia, które czeka na mnie
w wieczności przy Tobie, Panie!

Amen

BOŻE, UŻYCZ MI POGODY DUCHA,

abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
Odwagi, abym zmieniał to, co zmienić mogę,
I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.
Pozwól mi co dzień żyć tylko jednym dniem
I czerpać radość z chwili, która trwa.
Pozwól mi, w trudnych doświadczeniach losu
Ujrzeć drogę wiodącą do wewnętrznego pokoju .
Pozwól mi – jak uczynił to Jezus – przyjmować
ten grzeszny świat takim, jakim jest,
a nie takim jakim, ja chciałbym, aby był.
Pozwól mi Tobie zaufać, że wszystko poprowadzisz
właściwie, jeżeli powierzę się Tobie i Twojej woli.
W ten sposób, będę mógł już w tym życiu
przybliżyć się do szczęścia, które czeka na mnie
w wieczności przy Tobie, Panie!

Amen

RACHUNEK SUMIENIA
1. Co udało mi się dziś dobrego zrobić? /piszemy/
2. Co udało mi się dziś nabroić? /uświadamiamy sobie, nie piszemy/
3. MODLITWA ODDANIA

Oto Jezu teraz staję przed Tobą, z tym co mam. Dziękuję za dobro jakie udało mi się dzięki Twojej łasce dziś uczynić. Popatrz Jezu na to, co dziś nabroiłem, Tobie to powierzam, zrób coś z tym, aby mnie nie oddalało od Ciebie. Przemieniaj mnie. Ty wiesz najlepiej czego mi potrzeba. Tobie się oddaję. Amen

4. Co dziś czułam? /uczucia nie są ani dobre ani złe, są informacją o nas – piszemy/
5. Dziękujemy Bogu za te informacje,a na koniec modlimy się modlitwą „Ojcze nasz”.
6. Co 7 dni czytamy te nasze zapiski i piszemy co z nich widać.


RACHUNEK SUMIENIA
1. Co udało mi się dziś dobrego zrobić? /piszemy/
2. Co udało mi się dziś nabroić?
/uświadamiamy sobie, nie piszemy/
3. MODLITWA ODDANIA

Oto Jezu teraz staję przed Tobą, z tym co mam. Dziękuję za dobro jakie udało mi się dzięki Twojej
łasce dziś uczynić. Popatrz Jezu na to, co dziś nabroiłem, przepraszam Cię. Tobie to powierzam, zrób coś z tym, aby mnie nie oddalało od Ciebie. Przemieniaj mnie. Ty wiesz najlepiej czego mi potrzeba. Tobie się oddaję. Amen

4. Co dziś czułem? /uczucia nie są ani dobre ani złe, są informacją o nas – piszemy/
5. Dziękujemy Bogu za te informacje, a na koniec modlimy się modlitwą „Ojcze nasz”.
6. Co 7 dni czytamy te nasze zapiski i piszemy co z nich widać.



Jest to narzędzie zmiany sposobu patrzenia na siebie z negatywnego na pozytywny.
Jeżeli ktoś chciałby tak samo zmienić swój sposób patrzenia na jakąś bliską osobę, z którą relacja jest w kryzysie, to można zrobić dodatek do tego rachunku sumienia w postaci jednego pytania:

Co mi się dziś w tobie podobało? /piszemy/

Można pod koniec dnia temu komuś wysłać smsa lub wręczyć karteczkę z wypisanymi spostrzeżeniami.



Powodzenia w codziennej pracy.
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2010-10-15, 14:03   RACHUNEK SUMIENIA MAŁŻONKÓW CHRZEŚCIJAŃSKICH

RACHUNEK SUMIENIA
MAŁŻONKÓW CHRZEŚCIJAŃSKICH






WPROWADZENIE


Prawie o tym samym piszą – tylko różnymi językami: po swoim nawróceniu św. Paweł - językiem ewangelicznym, a dr A. Carrel po swojej konwersji – językiem naukowym.
Św. Paweł: „Bracia! Jeżeli razem z Chrystusem powstaliście z martwych, szukajcie tego, co w górze jest, gdzie Chrystus siedzi po prawicy Bożej. Starajcie się o to co w górze jest, nie o to, co jest na ziemi… Umartwiajcie zatem, co w ciele jest ziemskiego: nierząd, nieczystości, namiętności, złe pożądliwości i chciwość…Teraz wyrzućcie precz to wszystko: gniew, niechęci, złość, bluźnierstwo, a sprośne mowy niech nie kalają ust waszych. Nie okłamujcie się wzajemnie. Zwlekliście przecież z siebie starego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekliście nowego człowieka…
Tak jak to przystoi wybranym, świętym i umiłowanym, niechaj rozgrzeją w Was uczucia serdecznej litości, dobroci , pokory, łagodności i cierpliwości. Znoście jedni drugich i darowujcie sobie wzajemnie, jeśli kto ma powód do skargi na drugiego; jak Pan darował Wam , Wy także darować macie. A ponad wszystko miłujcie miłość, która jest węzłem doskonałości. Cokolwiek czynicie słowem lub uczynkiem, czyńcie wszystko w imię Pana Jezusa. Przez Niego Bogu Ojcu dzięki składajcie” (Kol 3, 1-17 ).
„Żony niechaj będą poddane swoim mężom jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głową kościoła: On - Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi tak i żony mężom – we wszystkim. Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawać przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mając skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. Mężowie powinni miłować swoje żony tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje.
Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz (każdy) je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus – Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka , a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła. W końcu więc niechaj także każdy z was tak miłuje swoją żonę jak siebie samego. A żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża” (Ef 5, 22 -33).
Dr A. Carrel: „Cały świat fizyczny i całe życie zbudowane są w pewien określony sposób i podlegają prawom. Prawa te są „nieme” i bez żadnego ostrzegania, niszczą tych, którzy przeciwko nim wykraczają… Nikt nie może bezkarnie pogwałcić praw życia… Religia leży u podstaw życia. Zasady postępowania wyprowadzone z praw życia są w uderzającej zgodności z zasadami moralności chrześcijańskiej… To co się sprzeciwia prawom moralnym nazywa się grzechem. Grzech jest czynnikiem rozbicia i rozkładu. Cnota czynnikiem zespalania…” (Dr A. Carrel, Fragmenty dziennika).
W świetle tych wypowiedzi i wezwań, które w istocie są światłem Ewangelii, staje się jasne, że każdy człowiek, który narusza i łamie prawa „ludzkiego życia” szkodzi swemu - najszczerzej pojętemu losowi nie tylko na poziomie duchowym, lecz i fizjologicznym, nie tylko na nadprzyrodzonym, lecz i przyrodzonym – nie tylko „wiecznym”, lecz i „doczesnym”. Chrześcijanin winien ponadto pamiętać, że za tymi prawami stoi Osoba Boga, a więc łamanie praw, świadome przekraczanie praw i przykazań - to osobista obraza Najwyższego Majestatu Stwórcy, Odkupiciela i Ojca.
I tutaj tkwi największe zło grzechu, jako czynnika rozkładającego jedność z Bogiem i z ludźmi, uśmiercającego najwyższą wartość moralną – miłość. Wielu ludzi – nawet katolików - nie widzi ostro tego zła; sądzi że można poza Sakramentem Pojednania uciec przed konsekwencjami grzechu, że można ukryć się z nim przed Obliczem Bożym w jakiejś gęstwinie usprawiedliwień, jak to usiłowali uczynić nasi pierwsi rodzice… Wielu bagatelizuje grzech, nie uświadamiając sobie, że to naprawdę największe zło, że dzieje grzechu ani nie są zabawne, ani jednopoziomowe, ani krótkofalowe.
Grzech powszedni? – śmiertelny? Tutaj linie graniczne nie są ostre, a często bardzo niejasne. Warto jednak przynajmniej przypomnieć, że grzech śmiertelny, a więc uśmiercający miłość i łaskę uświęcającą, ma miejsce tam, gdzie łączą się 3 czynniki: ważna materia przestępstwa, zawsze względnie pełna świadomość zła zamierzonego lub dokonanego czynu oraz względnie pełna wolność. Jeżeli któryś z tych czynników nie jest pełny, w zasadzie nie trzeba tam widzieć grzechu ciężkiego, śmiertelnego. Zaznaczam jednak, że dziedzina erosu i małżeństwa stanowi bardzo ważny teren wartości i stąd łatwo tutaj o ciężkie wykroczenia przy pełnej świadomości i wolności woli. „Nie łudźcie się: ani rozpustnicy, ani cudzołożnicy, ani , bałwochwalcy, ani rozwiąźli… nie posiądą Królestwa Bożego” – pisze św. Paweł (1 Kor 6, 10). Tym bardziej bez pokuty nie posiądą go zabójcy nie narodzonego dziecka, czy nawet zwolennicy „autonomii seksu" i środków antykoncepcyjnych.
Zresztą konsekwentny chrześcijanin mniej powinien zastanawiać się, jaki to grzech, a więcej wyzwalać w sobie żalu za k a ż d y grzech i od każdego grzechu oddalać się w głąb Królestwa Miłości i Łaski.
I głównie temu wchodzeniu w głąb życia Bożego ma służyć poniższy rachunek sumienia. Będzie on oczywiście pomocny i do powszedniej spowiedzi, ale cele jego są dalsze i głębsze: ma on uczyć coraz lepiej poznawać prawdę o sobie samym w najbardziej doniosłej przestrzeni życia - małżeńskiego i rodzinnego; ma budzić nieodzowny do postępu duchowego samokrytycyzm, poczucie winy, zdolność kwestionowania w szczerości i pokorze już zrutynizowanych poglądów i postaw wobec Boga, Kościoła i najbliższych ludzi – swego małżonka i dzieci; ma pobudzić do współpracy z łaską Bożą przez ofiarne wysiłki, ciągłe opory przeciw pokusom i podejmowanie osobistej codziennej pokuty za niewierności na drodze postępu i upadki.
Krótko: ten rachunek sumienia ma w podtekście ukazywać w świetle prawdy odkrytej przez ludzi i w świetle Prawdy Objawionej – Ewangelii – ideał i drogę postępu, doskonalenia się i świętości, do której są powołani chrześcijańscy małżonkowie.
Toteż poniższy rachunek sumienia, odkrywający szczegóły codziennego życia wspólnoty małżeńskiej i rodziny nie tyle przed każdą spowiedzią, ile z okazji uroczystości i wydarzeń niecodziennych (W. Post, rekolekcje, rocznica ślubu, pierwsza komunia św. dzieci), w okresach kryzysów, „niżów” moralnych i zastojów, które zawsze przechodzą w niebezpieczne regresje i inwolucje.
Warto też odczytywać go i po to, by uświadamiać, że z Chrystusem Odkupicielem nie ma sytuacji beznadziejnych, że, zawsze znajdzie się wyjście „wzwyż” , że „kochać – to znaczy powstawać”, że każda chrześcijańska rodzina jest w stanie nawet z popieliska wydobyć żar miłości i rozpalić na nowo ognisko, przy którym będzie światło i ciepło nie tylko dla domowników, lecz także dla zbłąkanych serc, które zwątpiły o istnieniu wiecznego Dobra na ziemi.

Opracowano w dniu św. Rodziny
We Wrocławiu 1985r.



I. MAŁŻEŃSTWO CHRZEŚCIJAŃSKIE
JEST SAKRAMENTEM


„Chrystus Pan szczodrze błogosławił tę wielokształtną miłość, która powstała z Bożego źródła miłości…Jak bowiem niegdyś Bóg wyszedł naprzeciw ludowi swemu z przymierzem miłości i wierności, tak teraz Zbawca ludzi i Oblubieniec Kościoła wychodzi naprzeciw Chrześcijańskich małżonków przez sakrament małżeństwa. I pozostaje z nimi po to, aby tak, jak On umiłował Kościół i wydał zań Siebie samego, również małżonkowie przez obopólne oddanie się sobie miłowali się wzajemnie w trwałej wierności” (Sob.Wat. II, KDK, 48).
Toteż chrześcijanin, który pozbawia swoje małżeństwo charakteru związku religijnego i sakramentalnego, rani albo zabija w sobie Miłość Najwyższą, czyli popełnia grzech.

Grzechem jest:

- nie pamiętać o religijnym charakterze swego małżeństwa;
- nie pogłębiać i nie ożywiać świadomości, że przez Sakrament wszedł do życia małżeńskiego sam Chrystus i chce w nim pozostać;
- nie dokładać troski, aby nasze małżeństwo coraz bardziej jednoczyło się w Bogu;
- nie modlić się nigdy o pogłębienie jedności i miłości małżeńskiej;
- lekceważyć wspólną modlitwę, wspólny udział w Eucharystii, wspólne czytanie Pisma Świętego.;
- nie czytać żadnych książek katolickich o małżeństwie;
- nie dbać o emblematy religijne w mieszkaniu – krzyż, obrazy – zawieszenie na honorowym miejscu, a nie w kąciku;
- lekceważyć religijne elementy rocznicy ślubu (Msza św., Komunia);
- zapominać, że małżeństwo ma być jedną z dróg uświęcenia się, a rodzina nasieniarnią miłości do Boga do ludzi i do Ojczyzny.



II. MAŁŻEŃSKA WSPÓLNOTA MIŁOŚCI


„…I ślubuję ci miłość…oraz to, że nie opuszczę cię aż do śmierci”. Miłość jest wielokształtna. To nie tylko uczucie erotyczne; to przede wszystkim: widzenie wartości, szacunek, troska, odpowiedzialność i oddanie. Jest ona „sztuką”, której można i trzeba się uczyć do końca życia. Miłość na co dzień odżywia się „drobiazgami”, których znaczenie ludzie epoki mikroelementów winni szczególnie cenić (kultura, uprzejmość grzeczność).

Grzechem jest:

- tolerować egoizm, zabiegając o swoje dobro, o swoją „cząstkę,” nie licząc się z drugą osobą;
- nie sprowadzać słowa „mój” do „nasz” – w małżeństwie wszystko „nasze”;
- nie dostrzegać specjalnej sytuacji duchowej drugiej strony – i nie wczuwać się w tę sytuację (choroba, zmęczenie, wyczerpanie nerwowe);
- nie znać newralgicznych punktów charakteru swego współmałżonka, albo znając, ranić je intencjonalnie lub przez brak delikatności;
- jednostronnie i arbitralnie załatwiać sprawy rodziny i domu; nie dzielić w duchu ofiarnej miłości pracy domowej, ciężarów i kłopotów dnia, wprowadzając rozdzielnik: „ile ty, tyle ja”;
- pozostawiać po sobie brudy i nieporządek z myślą , że „on”, „ona” posprząta (łazienka, popiół z papierosów, papiery itp.);
- pozwalać się obsługiwać z lenistwa i gruboskórności;
- zamykać się w tajemniczym, urażonym milczeniu, nadąsaniu (nie wiedzieć o co);
- wdzierać się wścibsko i natrętnie w przyczyny „czarnego dnia”, powodując pogłębienie depresji;
- odrzucać opryskliwie gesty pojednania, pomocy, czułości;
- w rozmowach i dyskusji ulegać irytacji, podnosić głos, używać poniżających epitetów i wulgarnych słów;
- po konflikcie długo nosić w sercu gniew i urazy - nie dążyć do pojednania niezależnie od tego, czyja racja zwycięża;
- za wszelką cenę dążyć do wykazania i przeprowadzenia „swojej” racji;
- nie pozostawić drugiej osobie możliwości „zachowania twarzy”;
- ranić miłość własną współmałżonka, podkreślając swoje racje („aha! miałem rację”);
- cieszyć się z upokorzenia i porażek współmałżonka;
- stwarzać w domu klimat napięć i niepokoju („przyczepiać” się do byle czego i kogo);
- w konfliktach i trudnościach ułożenia życia widzieć winę tylko po stronie współmałżonka;
- nie interesować się pracą zawodową i sukcesami współmałżonka;
- zanudzać go przechwałkami o własnych sukcesach i zaletach;
- podkreślać swoją „wyższość” w płaszczyźnie inteligencji, wykształcenia lub „pochodzenia społecznego”;
- nie znajdować słowa uznania i pochwały za wkład pracy, sukcesy i gusty współmałżonka (urządzenie mieszkania, strój, uczesanie, potrawy);
- rzadko używać słów; „proszę”, „dziękuję”, „przepraszam”; - mimo zmęczenia i kłopotów nie zdobyć się na spokój, pogodę, humor;
- należeć do tych, którzy okazują kurtuazję uprzejmość tylko na „wynos”;
- nie dbać o wspólne imprezy i rozrywki (wczasy, wycieczki, odwiedziny);
- zapominać o uroczystościach rodzinnych, jak rocznica ślubu, imieniny, jubileusze;
- zapomnieć, że bieżące konflikty rozwiązuje się najłatwiej przez słowo lub gest przebaczenia i czułości (pocałunek);
- wyrażać pryncypialnie swój zawód i rozczarowanie z powodu niepoprawnych wad współmałżonka – stwarzając wrażenie, że „sprawa beznadziejnie przegrana”;
- przypominać i wypominać grzech przeszłości, niedotrzymane obietnice;
- nie dość okazywać opieki, wyrozumiałości i cierpliwości swojej żonie w okresie ciąży;
- przesadnie chwalić inne żony i mężów wobec współmałżonka;
- za mało podejmować pracy nad przemianą, doskonaleniem swojej osobowości według wskazań Ewangelii;
- za mało modlić się jedność i miłość z Bogiem i ze sobą;
- lekceważyć ubezpieczającą i ubogacającą się rolę „wspólnoty rodzin”, „Rodziny Rodzin” (grupy nieformalne małżeństw chrześcijańskich).



III. DALSZY KRĄG WSPÓLNOTY MAŁŻEŃSKIEJ
- KREWNI I PRZYJACIELE


Trzeba pamiętać, że więzy uczuciowe z rodzicami są pierwotne w stosunku do małżeństw. I stąd należy je akceptować u męża i u żony. Ale każde ze stron winna poczuwać się do obowiązku, by więcej serca inwestować w nową rodzinę małżeńską. Albowiem „opuści mężczyzna swoją matkę i połączy się z żoną” (Rdz 1,2).

Toteż grzechem jest:

- odmawiać szacunku rodzicom i krewnym współmałżonka;
- wydawać o nich ujemne sądy, wyrażać się z niechęcią i lekceważeniem;
- nie szanować uczuć miłości do rodziców i krewnych swego współmałżonka;
- zazdrościć i zwalczać te uczucia;
- tkwić w istotnych sprawach małżeńskich w zależności od rodziców;
- pozwalać rodzicom na daleko idącą ingerencję w życie małżeńskie;
- tworzyć z rodzicami wspólny front walki ze współmałżonkiem;
- zbyt szczelnie izolować się od rodziców współmałżonka, nie podejmując wobec nich żadnych przyjaznych gestów (odwiedziny, podarunki, udział w uroczystościach rodzinnych).



IV. WSPÓLNOTA W DZIEDZINIE MATERIALNEJ


Jedności i miłości małżeńskiej ma służyć wspólnota dóbr materialnych, a więc grzechem jest burzenie tej wspólnoty:

- nie dążyć do stworzenia wspólnej kasy – nie uwzględniać budżetu i głównych wydatków - nie nazywać ich „nasze”;
- żądać od współmałżonka drobiazgowych rozliczeń w atmosferze nieufności i podejrzeń;
- czynić gderliwie wymówki o małych zarobkach;
- sugerować mu nieuczciwe sposoby zdobywania pieniędzy;
- trwonić nieodpowiedzialnie pieniądze na zbytkowne i trzeciorzędne wydatki (stroje, alkohol, przyjęcia);
- zmuszać współmałżonka do upokarzających próśb o pieniądze na wydatki codziennego utrzymania;
- wyrażać pogląd i postępować tak, jakby wartości materialne stanowiły o zachowaniu i o rozwoju miłości małżeńskiej („przecież wszystko jej daję – czego więc chce jeszcze”);
- nie podtrzymywać na duchu współmałżonka w sytuacjach trudnych, w niepowodzeniach i stresach materialnych (mała gaża, kradzieże, zguby);
- interesować całą swoją energie i czas na dorabianie się materialne kosztem wartości moralnych, kulturalnych i wychowawczych („agent do robienia pieniędzy”).



V. WSPÓLNOTA MIŁOŚCI
W POŻYCIU MAŁŻEŃSKIM


Jedności i miłości małżeńskiej ma służyć pożycie małżeńskie. „Miłość wyraża się i dopełnia w szczególny sposób właściwym aktem małżeńskim. Akty zatem, przez które małżonkowie jednoczą się z sobą w sposób intymny i czysty, są uczciwe i godne” (Sob. Wat II, KDK, 49).

Toteż grzechem jest naruszenie tkanek tej miłości i przeżywanie jej niegodnie:

- wyznawać i uprawiać autonomię seksu;
- nie liczyć się z sumieniem i prawem moralnym w tej dziedzinie, traktując ją jako obszar niczym nie krępowanej własnej woli i samowoli;
- przeżycia zmysłowe uważać za istotę i cel małżeństwa;
- wyrażać pogląd i postępować, jakby oddanie ciała wystarczyło dla autentycznej miłości;
- nie liczyć się zatem ze stanem zdrowia i usposobieniem żony przy podejmowaniu aktów małżeńskich;
- nie liczyć się z kulturą, skromnością i delikatnością w pożyciu małżeńskim: zapominać, że współmałżonek jest osobą, a nie rzeczą i narzędziem;
- przyjmować i narzucać postawy, czynności i gesty uwłaczające godności człowieka i chrześcijanina;
- nie chcieć zachować rytmu i opanowania, aby w zbliżeniach „iść wspólnym krokiem”;
- nie zdobywać dyscypliny i panowania nad swoją zmysłowością, aby w imię miłości narzucić sobie wyrzeczenie, kiedy tego potrzeba;
- nie szukać rady duszpasterza w sprawach moralnie wątpliwych;
- stawać się źródłem pokus dla męża lub żony;
- zatruwać się i zatruwać drugą stronę zazdrością i nieuzasadnionymi podejrzeniami;
- nawiązać nawet „niewinne” flirty (zwłaszcza w biurze, w pracy, lub na wczasach);
- naiwnie, nie licząc się zdaniem współmałżonka, korzystać z usług swojego szefa czy kolegów biurowych (prezenty, samochód, kawiarnia, przyjmować i pisać listy za plecami współmałżonka);
- celowo oddalać się często lub na długi czas z domu (delegacje, wczasy, wyjazd za granicę…);
- opóźniać bez akceptowanych przez współmałżonka powodów powroty do domu;
- wchodzić w groźną koleinę towarzystwa alkoholowego, „przygód” i zdrad małżeńskich;
- nie udzielić przebaczenia w niedoskonałościach, wadach i grzechach swego współmałżonka;
- po przebaczeniu wypominać mu dawne winy i upadki;
- grozić rozwodem i podejmować kroki ku rozwodowi;
- nie widzieć w „rozwodzie”, pojmując stronę społeczno - wychowawczą, także wielkiego zła moralnego;
- zmyślać lub przejaskrawiać powody do uzyskania separacji lub deklaracji o nieważności małżeństwa w sądzie duchowym;
- nie dbać i nie poczuwać się do odpowiedzialności za los duchowy i materialny współmałżonka po jego odejściu;
- nie modlić się i nie pokutować za grzechy swego współmałżonka;
- nie dostrzegać w sobie żadnej winy w kryzysach życia małżeńskiego;
- nie dziękować nigdy Bogu za radości życia i obcowania małżeńskiego.



VI. ODPOWIEDZIALNE RODZICIELSTWO


"Małżeństwo i miłość małżeńska z natury swej kieruje się ku rodzeniu i wychowaniu potomstwa. Dzieci są najcenniejszym darem małżeństwa... Dlatego prawdziwy szacunek dla miłości małżeńskiej i cały sens życia rodzinnego zmierzają do tego, żeby małżonkowie... skłonni byli mężnie współdziałać z miłością Stwórcy i Zbawiciela, który przez nich wciąż powiększa i wzbogaca swoją rodzinę" (Sob. Wat. II, KDK, 50).

Toteż wykroczeniem i grzechem jest:

- traktować małżeństwo jako instytucję konsumpcyjną, w której tylko poszukuje się ram wyżywania się zmysłowego i własnej przyjemności;
- bez bardzo ważnych powodów wykluczać rodzicielstwo;
- rodzić dziecko tylko dla własnego zadowolenia i własnych celów;
- bez bardzo ważnych racji ograniczać do minimum ilość dzieci (1-2);
- nieodpowiedzialnie, bez ważnych powodów pozostawać przy jednym dziecku, nie biorąc w rachubę trudności wychowawczych i przyszłego losu ("choroba jedynactwa");
- małoduszność, egoizm i ciasny lęk pokrywać wyższymi racjami, nie biorąc w rachubę Boga i Opatrzności Bożej;
- źle wyrażać się o rodzinach wielodzietnych;
- podejmować decyzję o ilości dzieci jednostronnie - nie biorąc pod uwagę sumienia i pragnień współmałżonka;
- wydawać na świat dzieci bez poczucia odpowiedzialności - w warunkach bezspornie godzących w ich dobro (choroby psychiczne, fizyczne, niezwykłe okoliczności zewnętrzne - por. enc. Humanae vitae);
- podejmować akty małżeńskie w stanie nietrzeźwym;
- nie znać etycznych sposobów regulacji poczęć (wstrzemięźliwość okresowa - metoda termiczna);
- nie liczyć się w pożyciu z tymi metodami;
- nosić w sobie i rozsiewać wokół uprzedzenia do tych metod;
- rozsiewać uprzedzenia do encykliki Humanae vitae bez przestudiowania jej treści;
- nie liczyć się w ogóle w poglądach i praktyce z nauką Kościoła w tej dziedzinie;
- nie akceptować z radością nawet dziecka "niechcianego";
- stosować w pożyciu nieetyczne środki regulacji poczęć (antykoncepcję mechaniczną, farmakologiczną, pigułki);
- dopuszczać zamiar zniszczenia poczętego dziecka;
- namawiać czy tylko sugerować „przerwanie ciąży";
- godzić się na zabójstwo człowieka nie narodzonego;
- aprobować i pochwalać takie zbrodnie;
- w decyzjach pozytywnych i negatywnych kierować się tyko wskazaniami i radami lekarza – nie liczyć się z etyką katolicką;
- w sytuacjach moralnie wątpliwych omijać duszpasterza i katolicką Poradnię Rodzinną;
- w niepowodzeniach i pod ciężarem buntować się przeciw Bogu i odmówić Mu zaufania zamiast zbliżyć się do Ukrzyżowanego.



VII. WYCHOWANIE DZIECI I SIEBIE


„Dzieci, a nawet wszyscy pozostający w kręgu rodzinnym znajdują łatwiej drogę szlachetności, zbawienia i świętości, jeżeli torować ją będzie przykład rodziców i modlitwa rodzinna. Małżonkowie zaś ozdobieni godnością oraz zadaniem ojcostwa i macierzyństwa, wypełnią sumienne obowiązki wychowania zwłaszcza religijnego, które należy przede wszystkim do nich” (Sob. Wat. II KDK).

Toteż grzechem jest zaniedbywać te obowiązki:

- nie okazywać zainteresowania i czułości dziecku po urodzeniu;
- nie pamiętać, że jego struktura charakteru formuje się we wczesnym dzieciństwie (0-3-7 lat!);
- nie uzgadniać między sobą zasad i metod wychowawczych;
- traktować dziecko jako swoją własność, zapominając, że jest ono Dzieckiem Bożym i „naszym” (nie „moim”);
- uważać siebie w dziedzinie wychowania za najwyższą i nieomylną instytucję, lekceważąc wskazania pedagogiki, duszpasterzy i Ewangelii;
- nie poddawać rewizji swych poglądów i praktyki wychowawczej;
- nie trzymać się linii wychowawczej uzgodnionej między rodzicami;
- podważać nielojalnie autorytet współmałżonka w oczach dziecka;
- „kupować” względy dziecka przez lekceważenie wymagań współmałżonka, przez nadzwyczajne prezenty i pobłażliwość (fatalna metoda);
- nie rozpoznawać temperamentu, charakteru i dyspozycji pozytywnych i negatywnych własnego dziecka i nie podejmować w czas odpowiednich zabiegów wychowawczych;
- oddawać dziecko bez kontroli pod wpływ osób trzecich, zwłaszcza nie budzących zaufania u współmałżonka (teściowa, przedszkole);
- uprawiać rygoryzm: stawiać dziecku zbyt duże wymagania, wymierzać zbyt surowe kary, stwarzać wokół niego atmosferą budzącą napięcie i lęk;
- wywoływać u dziecka zrywy buntu i uporu przez niekonsekwentne wymogi i rozkazy (pod wpływem gniewu, irytacji, niecierpliwości);
- nie stawiać dziecku wyższych wymagań, nie żądać obowiązkowości i innych postaw i wyrzeczeń – ze słabości uczuciowej („małpiej miłości”);
- nie interesować się „twórczością” i sprawami szkolnymi dziecka;
- nie znajdować czasu na rozmowy, spacery, wycieczki z dziećmi;
- stosować w wychowaniu przykłady „robione”(„uważaj, bo Jacek nie śpi”);
- nie dbać o stały klimat życzliwości, bezpieczeństwa, pogody i miłości;
- nie zmierzać do poszerzenia dzieciom zakresu wolności przy wdrożeniu odpowiedzialności;
- zaniedbywać wprowadzanie dziecka od lat najwcześniejszych w życie religijne (modlitwa, opowiadania biblijne, kościół, katecheza);
- niedostatecznie podkreślać słowem i czynem, że Bóg i religia – to naprawdę najważniejsze wartości (hierarchia wartości);
- nie ukazywać dzieciom wartości religijnych i moralnych, lecz zmuszać je do praktyk rozkazami i represjami;
- zmuszać dzieci do praktyk religijnych, których sami rodzice nie wypełniają (modlitwa, Msza św., Komunia , Spowiedź…);
- nie uwrażliwiać dzieci na dobro i zło moralne (kształcenie sumienia);
- nie dość podkreślać wartość dobra, tolerując „małe" grzeszki jak: kłamstwo, spryt, cwaniactwo oszustwo, kradzieże, egoizm, lenistwo;
- wydawać nacisk na wybór studiów, stanu czy zawodu według własnych upodobań i ambicji;
- niedostatecznie podkreślać słowami i postępowaniem prymat spraw ducha i wieczności przed wartościami doczesnymi;
- nie posiadać w biblioteczce i nie czytać żadnych książek ani czasopism religijnych;
- zaniedbywać wypełnienia treściami religijnymi niedziel i świąt (poza Mszą św.- lektura Pisma św, nieszpory…);
- redukować elementy i nastrój religijny w przeżywaniu I Komunii św., Bożego Narodzenia, Wielkanocy i in.);
- lekceważyć wspólne spotkania i modlitwy przy posiłkach;
- gorszyć dzieci niemoralnymi słowami, sądami, poglądami i zachowaniem (cynizm, wyuzdanie, upijanie się).



VIII. WYCHOWANIE DO MIŁOŚCI


Miłość „przewyższa zdecydowanie czysto erotyczną skłonność, która nastawiona egoistycznie szybko i żałośnie zanika. Młodych winno się przede wszystkim na łonie rodziny odpowiednio i w stosownym czasie pouczać o godności, zadaniu i celu miłości małżeńskiej, aby nauczeni szacunku dla czystości, mogli przyjść we właściwym wieku od czystego narzeczeństwa do małżeństwa”(Sob. Wat. II, KDK, 49).

Toteż grzechem jest:

- nie dążyć do wytworzenia klimatu, w którym rozwija się i dojrzewa wielokształtna miłość Boga oraz człowieka;
- niedostatecznie uczyć się słowem i czynami, że miłość Boga i różne postacie miłości człowieka stanowią najwyższe wartości moralne;
- nie dawać prymatu miłości przed sprawiedliwością;
- nie uwrażliwiać dzieci na miłość Boga oraz cierpienia i potrzeby ludzi;
- nie uczyć w codziennych sytuacjach i konfliktach „sztuki miłości” (przebaczenia, ofiarności, grzeszności, poszanowania kalek, ułomnych, starszych);
- nie zwalczać w sobie i u dzieci wszelkich przejawów egoizmu;
- zaniedbywać i opóźniać świadomie wychowanie dzieci do miłości erotycznej i małżeńskiej;
- nie podejmować we właściwym czasie stopniowego „uświadamiania” w atmosferze szczerości, naturalności i prostoty;
- nie prostować fałszywych i amoralnych sądów, ocen i poglądów w rozmowach, lekturach, w związku z programami radia i telewizji (teatr, filmy);
- przechowywać gorszące książki, czasopisma, tolerować ich kupowanie albo bez wyjaśnień podnosić z tego powodu tylko burzliwe awantury;
- stwarzać atmosferę rygorystycznego „tabu” albo za daleko posuniętej tolerancji i indywidualizmu (czytanie, oglądanie, towarzystwo, wyjazdy);
- niedostatecznie ukazywać i wyjaśniać sens, wagę i religijne odniesienia (Niepokalana!) czystości przedmałżeńskiej i małżeńskiej;
- nie ukazywać w atmosferze spokoju niebezpieczeństw i pokus oraz okazji zagrażających czystości (naiwność, dufność, towarzystwo);
- pozwalać dzieciom na wyzbywanie się cnoty skromności i wstydliwości, które stoją na straży czystości (choćby nawet przez chodzenie po mieszkaniu w strojach nocnych i kąpielowych);
- w ogólnie za mało dbać o kulturę i skromność stroju córek;
- nie uodparniać dzieci przed niewolniczym hołdowaniem modzie;
- nie uczyć dzieci odpowiedzialności za wystawienie innych na pokusy i zgorszenia (zachowanie i strój dzieci);
- nie umieć i nie chcieć (dla „świętego spokoju”) w skrajnych sytuacjach powiedzieć stanowczego „nie”;
- gorszyć dzieci opowiadaniem brudnych kawałów albo śmiać się z opowiadań innych;
- w ogóle gorszyć dzieci słowami lub zachowaniem, licząc naiwnie na to ,że „one nie rozumieją”, lub „nie słyszą”;
- nie interesować się z kim dzieci utrzymują kontakty towarzyskie;
- nie poznawać i nie zapraszać ich koleżanek i kolegów do swego domu;
- nie dążyć do wczesnego poznania sympatii swej córki lub syna;
- okazywać młodym brak zaufania, ale i naiwny jej nadmiar - pozwalać: na późne powroty, przebywanie w nieodpowiedzialnym towarzystwie, wyjazdy we dwoje, autostop, wycieczki, wczasy, wojaże zagraniczne bez odpowiedniego zabezpieczenia moralnego;
- nie korzystać z porad duszpasterza, katolickich lekarzy i prelegentów;
- nie podejmować rozmów na temat powołania do kapłaństwa i zakonu;
- stawiać dzieciom przeszkody w realizowaniu powołania duchowego;
- nie modlić się o spełnienie myśli i woli Bożej przez wszystkich domowników.
Amen.
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2010-10-15, 14:12   

Gdy ponad rok temu trafiłam na forum - właśnie ten rachunek sumienia pozwolił mi realnie spojrzeć na swój udział w naszym kryzysie małżeńskim .

przekleiłam z forum archiwalnego , :mrgreen: bo kilka osób prosiło o to , a trudno go tam odnaleźć .

Dobrej zabawy ;-)

w pierwszym tyg. na forum robiłam go 3 razy :mrgreen: :mrgreen:
za 1 razem widziałam tylko grzechy męża , za drugim u męża bez zmian nadal masakra , a u mnie może ze trzy grzeszki , za :idea: 3 razem wreszcie zobaczyłam i zinwentaryzowałam tylko swoje brudy :-P :oops: :cry: :oops:

do boju , zachęcam , pomocne dla otwarcia oczu :shock: :lol: :lol:
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-12-09, 22:59   

Katolik na kozetce - psychiatra u spowiedzi

Konfesjonał czy kozetka?

Coraz więcej ludzi w Polsce nie wstydzi się przyznać, że chodzi do analityka. Coraz więcej ludzi wstydzi się jednak wyznać, że uczęszcza do tradycyjnej spowiedzi, jaką Kościół nakazuje przynajmniej w okresie Wielkanocnym. I coraz więcej rezygnuje ze spowiedzi, zamieniając konfesjonał na kozetkę, zgodnie z modą, która nadeszła, jak wiele innych dobrych i złych rzeczy z Zachodu. Tam właśnie w dobrym tonie jest powiedzieć w czasie bankietu, że ma się "swojego" analityka.

Tymczasem sprawa ma się z perspektywy głęboko wierzącego zupełnie prosto: żaden nawet genialny analityk nie zastąpi spowiedzi. I żaden nawet najbardziej święty spowiednik nie zastąpi fachowej terapii, jeśli taka jest potrzebna i wskazana. Jednak najgorzej jest, gdy spowiedź zastępuje się kozetką niż na odwrót. Ponieważ lepiej dla dobra wiecznego człowieka jest, jeśli nie trafi do analityka (choć dziś to prosta kwestia, bo w każdym mieście jest mnóstwo gabinetów) niż żeby zaniedbał nadszarpnięty grzechami kontakt z Bogiem.

Kiedy problemy duchowe sprowadza się do psychicznych, okazuje się, że momentalnie ginie gdzieś przede wszystkim zdrowe poczucie grzechu. Pojawiają się najwyżej "błędy", które koryguje terapeuta, sięgając do wczesnego dzieciństwa czy burzliwego okresu dojrzewania. Czasami do terapeuty trafiają pary, także legalne małżeństwa katolickie. Poczęstowani na dzień dobry obowiązkowym agnostycyzmem (psychiatra "musi" założyć, że Bóg nie istnieje – zgodnie z pozytywistycznym, przestarzałym aksjomatem poznawczym!), często poprawiają swoje życie doczesne, lecz cierpi na tym ich życie wieczne.

Terapeuta czy ksiądz?

Nie powinno się mieszać spowiedzi i terapii: spowiedź to nie psychoterapia, a terapia to nie żadna świecka spowiedź. Żaden terapeuta nie ma władzy odpuszczania win, które są często nieuświadomione, zatajone czy nie wyznane, będąc także nieświadomą przyczyną "problemów". Spowiedź ma przywrócić harmonię z Bogiem, utraconą przez grzech. Jeśli przy tym odpuszczeniu win poprawia się równocześnie jakość życia z innymi, to dobrze, jednak nie to jest celem spowiedzi jako sakramentu pokuty. Celem sakramentu pokuty jest przywrócenie penitenta do życia w łasce uświęcającej. Tylko tyle? Powiem: aż tyle! Bo nie życie doczesne jest celem, lecz drogą i to bolesną drogą, pełną cierni do życia wiecznego.

Coraz więcej kapłanów ma zresztą wykształcenie psychologiczne (np. jezuici), mogą tedy spowiednicy zalecić terapię świecką, jeśli zachodzi potrzeba, jednak powinno się zachować nadal priorytet sakramentu pokuty przed wszelkiego rodzaju terapią. Katolik może pójść do terapeuty (wielu księży ma takie uprawnienia), tak, jak wierzący psychiatra (jest ich wbrew pozorom niemało) powinien dbać o swoje życie w łasce – korzystać z trybunału Miłosierdzia jako jedynego miejsca przywrócenia zachwianej harmonii życia wewnętrznego.

Lekarstwo na chorobę ducha

Tymczasem wielu penitentów traktuje spowiedź jako szybko działający środek na poprawienie nastroju. Odciążenie z balastu win, czasem wieloletnich, może rzeczywiście przejawiać się odczuwalnie jako ulga, lekkość serca, radość, której dawno już nie było. Jednak z moich doświadczeń wynika, że spowiedź nie tylko nie daje natychmiastowej ulgi, ale łaska pracuje w ten sposób, że właściwie bywa niemal odwrotnie: przebaczenie zaczyna drążyć duszę, i nastrój może chwilowo nawet się pogorszyć. Rzeczywiście jest spowiedź lekarstwem na chorobę śmiertelną ducha – grzech, dlatego tak jak w ciężkiej chorobie, może na krótko przed pełnym powrotem do zdrowia zdarzyć się pogorszenie. Ta paradoksalna rzeczywistość bywa trudna – jak to? przecież byłem u spowiedzi? czemu dalej czuję się źle? I wielu wtedy zarzuca spowiedź, idzie do analityka, szukając poprawy nastroju. Bywa jeszcze gorzej – dostaje receptę na lek antydepresyjny – bo trzeba szybko być znowu w pełnej formie, wszak czekają nowe projekty w pracy, nauka na studiach nie może czekać. To najgorsze z możliwych wyjść – pigułka szczęścia, opisana wielokrotnie w prasie (słynny Prozac), która ma nawet usuwać nieśmiałość! Tak, jakby nieśmiałość była chorobą!

Mistrz terapii i analizy był ateistą

Zacznijmy tedy od początku. Spowiedź jest dużo starsza niż najstarsza z obecnych psychoterapii, czyli psychoanaliza Freudowska, która powstawała na przełomie XIX i XX wieku. Już sam ten fakt daje do myślenia. Terapia wprowadzona przez Freuda – analiza snów, teoria podświadomości, przejęzyczeń i omyłek jako symptomów "wypartych" treści, powstawała w kontekście kryzysu pozytywizmu i zarazem kryzysu religijnego, jaki był udziałem wczesnego modernizmu. Nie zapominajmy, że sam Freud był ateistą, nie uznającym Boga terapeutą, który nie mógł odpowiedzieć swoim pacjentom na najważniejsze pytanie - kim jestem? skąd i dokąd zmierzam? czy moje życie to czysty przypadek czy przeznaczenie? Jeśli podstawą psychoanalizy jest rzeczywiście ateizm, to należy i moim obowiązkiem jako wierzącego w Jezusa Chrystusa jest zapytać: czy wyjście z pozycji ateistycznych nie dyskwalifikuje całej teorii Freuda? Czy fałszywa przesłanka może przynieść poprawne wyniki z logicznego wnioskowania? Sądzę, że nie może.

Uczniowie Freuda, którzy sporo jego tez odrzucili, pewne zmodyfikowali, a zarazem poszli dalej (np. Jung), byli na dobrej drodze. Najbliżej chrześcijaństwa był znany psychiatra Victor Frankl, który jest twórcą logoterapii – terapii egzystencjalnej, nastawionej na logos pojmowany jako sens, którego kryzys stanowi zdaniem Frankla podstawę większości, jeśli nie wszystkich zaburzeń psychicznych. Tego właśnie brakowało u Freuda – sensu i pytania o bezsens współczesnej technokratycznej cywilizacji. Bo w gruncie rzeczy psychoanaliza Freuda dobrze współgrała z wczesnym kapitalizmem, który potrzebował sprawnych i "zdrowych" pracowników, nie stawiających sobie żadnych "maksymalistycznych" pytań o sens życia. Pacjenci wyleczeni psychoanalizą być może pozbywali się części objawów, stawali się dobrymi, bo "przystosowanymi" pracownikami w firmach i korporacjach, i na tym koniec. Dopiero uczniowie Freuda doszli do wniosku, że samo przystosowanie nie musi być jeszcze przejawem pełnego zdrowia. Można być świetnym i wzorowo funkcjonującym pracownikiem i członkiem rodziny, a mimo to głęboko zagubionym w sobie i świecie.

Victor Frankl, a także Karen Horney poszli dalej i zapytali o samopoczucie pacjentów, ich cele życiowe, ich poszukiwanie i zmaganie się z sensem.

Złudne nadzieje

Dziś coraz więcej ludzi choruje lub ma poważne zaburzenia osobowości. Części z nich wystarczy dobra generalna spowiedź, a część wymaga oprócz spowiedzi także konsultacji terapeutycznej. Nie odrzucając zatem świeckich form terapii, trzeba pamiętać, że właściwa hierarchia wartości musi polegać na priorytecie spowiedzi.

Żyję w Krakowie, gdzie jest ponad sto kościołów, a w każdym z nich codziennie kilka Mszy świętych. Nikt w Polsce, a szczególnie w mieście Papieskim nie może powiedzieć, że trudno znaleźć spowiednika. Oni czekają, a kolejki coraz krótsze...

Za to w gabinetach zatrzęsienie! Ludzie wydają ostatnie pieniądze, także na drogie, zagraniczne leki uspokajające, które nie leczą wcale istoty choroby, łagodzą tylko jej skutki, zwane objawami, które są niezrozumiałym językiem psyche, podobnie jak obrazy senne. Leczenie musi obejmować całość życia i całego człowieka, a nie tylko jego pokawałkowany układ nerwowy. Jeśli lekarz wypisuje receptę po pięciominutowym spotkaniu (bo za drzwiami sznureczek!), to źle czyni, bo daje złudną nadzieję, że wystarczy wziąć pigułkę i po sprawie – jesteśmy uśmiechniętymi, zadowolonymi z siebie prosiętami, którym poza dobrymi jedzeniem nic nie potrzeba. Pół biedy, jeśli faktycznie komuś brakowało jakiegoś neuro-przekaźnika. Wtedy faktycznie lek podziała, trzeba jednak pamiętać o skutkach ubocznych, czasem groźnych dla życia i zdrowia.

W większości wypadków chodzi jednak o etykę, moralność, sens, wartości, złe relacje, toksyczne środowisko. Tu nie pomoże nawet lek XX generacji. Spowiedź jest genialnym wynalazkiem i nie chcę wchodzić tu w spory typu "pokaż mi, gdzie Jezus mówił o spowiedzi?", od czego specjalistami są nasi bracia z zachodniego chrześcijaństwa. Zastanowię się nad jedną jeszcze sprawą – jak to możliwe, że spowiedź działa?

Grzech nie jest sprawą prywatną

Kiedy grzeszę, ranię nie tylko siebie, lecz także niejako cały Kościół, który stanowi Mistyczne Ciało Chrystusa, a nawet pośrednio całą ludzkość. Jest zupełnie naturalnym, że idę do spowiednika, który reprezentuje Kościół i pozostałą ludzkość. W Imieniu Jezusa, dzięki Jego ofierze wieczernika, Ogrójca i Golgoty słucha moich win, zdejmuje je ze mnie, bierze niejako na siebie, wreszcie – dzięki szczeremu rachunkowi sumienia, żalowi za grzechy (nawet, jeśli jest on jeszcze niedoskonały), mocnemu postanowieniu poprawy, szczeremu wyznaniu i postanowieniu naprawienia krzywdy zadanej Kościołowi, przebacza mi wszystkie wyznane winy i nakłada adekwatną do stopnia winy pokutę. Grzech nie jest sprawą prywatną. Kiedy łamię przykazania Boże to ranię nie tylko siebie.

Jak pamiętamy, nie każda choroba musi wynikać z grzechu, lecz są takie zaburzenia, które z niego wynikają. Pod koniec życia Antoni Kępiński doszedł do wniosku, że pacjenci psychiatryczni być może łamali przykazania, stąd ich problemy. Nie mówił tego, by oceniać i potępiać, lecz doszedł do tego rodzaju prawdy (w pewnym sensie oczywistej) po wielu latach obserwacji i refleksji. Jezus mówi do uzdrowionego paralityka: idź i nie grzesz, aby ci się co gorszego nie stało. Najpierw odpuszcza winy, potem leczy chorobę. W Starym Testamencie choroba i grzech mają jakiś związek. Jednak nie zawsze. Jak pamiętamy, do Żydów, pytających o winę uzdrawianego ślepego od urodzenia (Kto zgrzeszył, on czy jego rodzice?), mówi: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże (J 9,3). Jezus nie jest jednostronny, dostrzega niuanse, dlatego trzeba wziąć sobie do serca maksymę św. Tomasza z Akwinu, który zaleca: "często rozróżniaj".

Podstawą udanego życia chrześcijańskiego będzie zatem rozróżnianie: czy jest to problem naturalny (psychologiczny), który trzeba leczyć odpowiednimi środkami naturalnymi, czy też jest to problem duchowy (nadprzyrodzony), który trzeba leczyć modlitwą i sakramentem pokuty, a czasem nawet specjalną modlitwą wstawienniczą o uwolnienie.
Jednak najpierw należy wykluczyć przyczyny naturalne – czasem jest to zwyczajne przemęczenie, stres, złe relacje w miejscu pracy, problemy przynoszone z biura do domu. Jednak zazwyczaj dziś bywa, a mówię z autopsji, że problemy naturalne mieszają się z duchowymi, mogą występować niezależnie. Wtedy spowiedź swoją drogą, a terapia swoją.

Uwierzyć w straszną rzeczywistość grzechu

Podsumujmy: spowiedź jest uwolnieniem z win, przebaczeniem grzechów, popełnionych świadomie i dobrowolnie, stanowi Bożą terapię największego nieszczęścia ludzkości, jakim jest grzech, począwszy od pierworodnej winy Adama, przez którego śmierć weszła na świat. Jezus mówi wyraźnie: Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? (Mt 16,26). Dlatego trzeba być nieustannie wdzięcznym Bogu za dar spowiedzi, za światłych spowiedników, którzy nie ranią, lecz leczą (czasem, aby uleczyć, trzeba zranić). Trzeba dziękować, że świat ciągle istnieje, choć, jak pisała Faustyna, nie powinien, bo grzechy świata są wielkie. Święta Faustyna dziwiła się, że "Bóg pozwala jeszcze światu istnieć". Dziękujemy Ci Boże za możliwość nawrócenia, powrotu do Domu Ojca, za to, że dziś znowu mamy szansę przemiany.

Terapia może być jedynie uzupełnieniem, podreperowaniem tego, co jest skutkiem win. Spowiedź uzdrawia, lecz (poza odpustem zupełnym) nie darowuje kar doczesnych i czyśćcowych, a także nie leczy skutków grzechu. Dlatego jak najbardziej katolik powinien otrzymywać pomoc od ludzi, którymi też Bóg chce się posłużyć, aby wyleczyć nas do końca.
Żyjmy jednak ze świadomością, że życie nie jest i nie powinno być lekkie, łatwe i przyjemne i życie doczesne to tylko droga, a nie cel. Dziś jednak zanika poczucie winy. Coraz więcej z nas nie wierzy już w straszną rzeczywistość grzechu. Wolimy wierzyć w obciążenia genetyczne, a nie obciążenie grzechem pierworodnym. Może jednak jedno i drugie ma jakiś związek?
Tak czy inaczej starałem się w tym artykule uporządkować sprawę spowiedzi i terapii, ponieważ jak sądzę, panuje tu spore zamieszanie. Przez rozdzielenie tych dwóch porządków uda się jak sądzę, jeszcze lepiej korzystać z daru sakramentu pojednania i – jeśli potrzeba – nie wstydzić się poddać psychoterapii. Zawsze jednak spowiedź winna być priorytetem w życiu wewnętrznym każdej i każdego wierzącego w Chrystusa.

Rafał Sulikowski

materiał oryginalnie tu:
http://www.katolik.pl/ind...rtykuly&id=2617
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-12-14, 14:46   

"Ci,którzy po Spowiedzi albo przedtem ofiarują Moją Najdroższą Krew i Moje Rany jako pokutę za wszystkie grzechy ich życia i joko dobrowolną pokutę odmówią Koronkę do Ran ,dusze tych są tak czyste i piękne jak po chrzcie i dlatego mogą oni po każdej takiej Spowiedzi uprosić łaskę nawrócenia dla jednego wielkiego grzesznika".(Modlitwa,Pokuta,Ofiara wyd. I 2005 str.50)

Koronka do Najświętszych Ran Pana Jezusa

ułożona z aktów strzelistych, podanych w objawieniu przez Pana Jezusa Siostrze Marii Marcie Chambon, zmarłej w opinii świętości w klasztorze Sióstr Wizytek w Chambery.
Odmawia się na zwykłym różańcu złożonym z pięciu dziesiątków.
Można rozpocząć następującą modlitwą:

O Jezu, Boski Odkupicielu, bądź nam miłościw, nam i całemu światu, Amen.
Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem. Amen

Przepuść, zlituj się, mój Jezu, w otaczających niebezpieczeństwach Krwią Twoją Najdroższą osłoń nas. Amen.
Ojcze Przedwieczny, okaż, nam miło­sierdzie, przez Krew Jezusa Chrystusa, Syna Twego Jedynego, błagamy Cię, okaż nam miłosierdzie Amen. Amen. Amen.

Na dużych paciorkach:
V. Przez Niepokalane Serce Marii Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Rany Pana naszego Jezusa Chrystusa,
R. Na uleczenie ran dusz naszych.

Na małych paciorkach:
V. O mój Jezu, Przebaczenia i Mi­łosierdzia!
R. Przez zasługi Twoich Świętych Ran.

Na zakończenie koronki odmówić trzy razy:
Ojcze Przedwieczny, ofiaruje Ci Rany itd.


OBIETNICE PANA JEZUSA dane S. Marii Marcie Chambon:
1. Przyjdźcie do Ran Moich, z sercem pałającym miłością. Przez Rany Moje otrzymacie wszystko, bo zasłu­ga Krwi Mojej jest nieskończonej ceny. Mając moje Rany i Moje Najświętsze Serce, możecie wszystko wyjednać, Najświętsze Rany dają moc nad sercem Boga.
2. Kto jest w jakiejkolwiek potrze­bie, niech z wiarą i ufnością przycho­dzi czerpać ustawicznie ze skarbu Mo­jej Męki, z Moich przebitych Ran Udzielę wszystkiego, o co Mnie kto prosić będzie przez Moje Święte Ra­ny. Trzeba rozszerzyć nabożeństwo do nich.
3. Moje Rany Najśw. uświęcają du­sze i zapewniają im postęp w dobrym. Z Moich Ran rodzą się owoce świę­tości. Ci, którzy czcić je będą dojdą do prawdziwego poznania Mnie.
4. W moich Ranach zawsze oczyś­cić się możecie. Moje Rany uleczą wasze grzechowe rany. Moje Rany pokryją wszystkie wasze przewinienia Nabożeństwo do Moich Ran jest lekar­stwom na te czasy nieprawości.
5. Wszystkie wasze sprawy, nawet najmniejsze, skoro zostaną zanurzone w Mojej Krwi, nabędą przez to nie­skończonej zasługi i sprawią pociechy Mojemu Sercu. Zanurz wiec sprawy twoje w Moich Ranach, a będą miały wielką wartość.
6. Ofiaruj mi Rany Moje za grzesz­ników, bo ja pałam żądzą zbawienia dusz. Za każdym słowem wymówio­nym przez was w koronce spuszczam kroplę krwi Mojej na duszę grzesznika. Grzesznik wyjedna dla siebie nawróce­nie przez odmówienie następującej modlitwy: „Ojcze Przedwieczny ofia­rowuję Ci Rany Pana naszego Jezusa Chrystusa na
uleczenie ran dusz na­szych."
7. Moc Moja jest w Moich Ranach. Posiadając je, potężnym się stajesz i możesz otrzymać wszystko. Masz na­wet więcej mocy ode Mnie, bo możesz rozbrajać sprawiedliwość Moją. Moje Święte Rany podtrzymują świat.
8. Mając Moje Rany, macie wszy­stko. Przez nie dokonywa się grun­townych dzieł; nie przez kosztowanie pociech, ale przez cierpienia. Trzeba się modlić, ażeby znajomość Moich Świętych Ran rozszerzona była po całym świecie.
9. Wezwania do Najśw. Ran wyjed­nywać będą Kościołowi nieustanne zwycięstwa. Powinniście ciągle czer­pać z tych źródeł ku triumfowi Mego Kościoła. Trzeba się bardzo modlić za Kościół Święty. Dopóki Rany Moje bronić was będą, nie macie się czego lękać, ani dla siebie, ani dla Kościoła.
10. Gdy doznajecie przykrości lub gdy cierpienie was przygniata, złóżcie to czymprędzej w Moje Rany, a ból się uciszy. Trzeba często przy chorych powtarzać „O mój Jezu, przebaczenia i miłosierdzia przez zasługi Twoich świętych Ran". Ta modlitwa ulży duszy i ciału chorego.
11. Gdy ofiarujesz Moje Święte Ra­ny za grzeszników, nie zapominaj czy­nić tego i za dusze w czyśćcu, bo mało jest osób, które by myślały o przyniesieniu im ulgi. Najśw. Rany są dla dusz czyśćcowych skarbem nad skarby. Ofiaruj swoje cierpienie w połączeniu z Moimi Boskimi Ranami za dusze czyśćcowe.
12. Dusza, która za życia swego śmiertelnego czciła Rany Pana naszego Jezusa Chrystusa, korzystała z ich za­sług i ofiarowała je Ojcu Przedwiecz­nemu za dusze czyśćcowe, będzie miała przy sobie w chwili śmierci Najśw. Maryję Pannę i Aniołów a Pan Jezus Ukrzyżowany w całym blasku Swej chwały przyjmie ją i ukoronuje wieńcem niebieskim jej czoło.

NIHIL OBSTAT
cenzor: X. Dr Jan Korzonkiewicz
W Krakowie, dnia 12 stycznia 1932
wik. gen. X.Stanistaw, Bp.

Kochany Jezu, wszystko z miłości ku Tobie.
Całe nasze życie i naszą śmierć za­nurzamy w Twojej Krwi i Ranach Przenajświętszych i ofiarujemy Bogu Ojcu za umierających.
***
Przez Najświętsze Serce Jezusa i Nie­pokalane Serce Marii niech będzie Trójca Przenajświętsza uwielbiona!
Konające i zmartwychwstałe Serce Jezusa, przez Niepokalane Serce Marii, ratuj cały świat!

/pisownia oryginalna/
http://sanctus.pl/index.p...upa=266&doc=203

=======================================

Tajemnicę nieznanej i bolesnej Rany Świętego Ramienia objawił pan Jezus św.Bernardowi w takich słowach:"Miałem ranę na ramieniu,spowodowaną dzwiganiem krzyża,na trzy palce głęboką,w której widniały trzy odkryte kości.Sprawiała Mi ona większe cierpienie i ból,aniżeli wszystkie inne.Ludzie mało o Niej myślą,dlatego jest nieznana,lecz Ty staraj się objawić ją wszystkim chrześcijanom całego świata.Wiedz,że o jakąkolwiek łąskę prosić Mnie będą przez Tę właśnie Ranę,udzielę jej.I wszystkim,którzy z miłości do tej Rany uczczą Mnie odmówieniem codziennie trzech Ojcze Nasz i ntrzech Zdrowaś Maryja,daruję grzechy powszednie,ich grzechów ciężkich już więcej pamiętać nie będę i nie umrą nagłą śmiercią a w chwili konania nawiedzi ich Najświętsza Dziewica i uzyskają łaskę i zmiłowanie Moje.
"Papież Eugeniusz III na prośbę św.Bernarda udzielił odpustu tym,którzy tę świętą modlitwę odmawiają.


O Najukochańszy Jezu Mój,Ty najcichszy Baranku Boży,ja,biedny grzesznik,pozdrawiam i czczę tę Ranę Twą najświętszą,która Ci sprawiała ból bardzo dotkliwy,gdy niosłem krzyż ciężki na Swym Ramieniu-ból cięższy i dotkliwszy niż inne Rany na Twym Świętym Ciele.Uwielbiam Cię,oddaję cześć i pokłon z głębi serca.Dziękuję Ci za tę najgłębszą i najdotkliwszą Ranę Twego Ramienia.Pokornie proszę,abyś dla tej srogiej boleści Twojej,którą w skutek tej rany cierpiałeś i w Imię Krzyża Twego ciężkiego,którys na tej Ranie świętej dzwigał,ulitować się raczył nade mną nędznym grzesznikiem,darował mi wszystkie grzechy i sprawił,abym wstępując w Twoje krwawe ślady,doszedł do szczęśliwości wiecznej.Amen.
3x Ojcze nasz...3x Zdrowaś Maryjo...

http://www.laudate.pl/ind...=2331&Itemid=53
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 8