Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Czysta milosc Boga a nasze zachowan
Autor Wiadomość
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-04-02, 10:37   

ks. Mirosław Maliński - „Boga humory na amory”

rekolekcje-konferencja dla młodych w Siedlcach

cz.1 http://www.siedlce.franci...alne/rek1/1.mp3

cz.2 http://www.siedlce.franci...alne/rek1/2.mp3

cz.3 http://www.siedlce.franci...alne/rek1/3.mp3

cz.4 http://www.siedlce.franci...alne/rek1/4.mp3

cz.5 http://www.siedlce.franci...alne/rek1/5.mp3

cz.6 http://www.siedlce.franci...alne/rek1/6.mp3

cz.7 http://www.siedlce.franci...alne/rek1/7.mp3

cz.8 http://www.siedlce.franci...alne/rek1/8.mp3
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-04-20, 20:32   

ks. Marek Dziewiecki
Zakochanie: początek romansu czy miłości?


Większość młodych ludzi przeżywa zauroczenie w jakiejś osobie. Niektórzy poznają smak zakochania nieco później. Jednak niewiele dziewcząt i chłopców zdaje sobie sprawę z tego, że chodzi tu o coś znacznie ważniejszego niż tylko o romantyczne randki, czyli radosne nastroje we dwoje.

Zakochanie jest rodzajem... „pułapki”, jaką Bóg zastawia na młodego człowieka. Zauroczenie w drugiej osobie to przecież lekcja dorastania do miłości. I to lekcja radosna! Właśnie taka lekcja jest potrzebna nastolatkom, gdyż większość dorosłych opowiada o miłości w taki sposób, że chłopcom i dziewczętom kojarzy się ona z bolesnym obowiązkiem, strasznym poświęceniem albo z czymś nudnym i staroświeckim.

http://www.opoka.org.pl/b...zakochanie.html
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-05-08, 23:51   

PRODUKT MIŁOŚCIOPODOBNY,
Augustyn Pelanowski OSPPE


Nikt nie potrafi powiedzieć, jak wielki procent z nas cierpi dziś na obsesyjne uzależnienie, które nazywa miłością. Trudno się z tych pęt wyzwolić, ale na szczęście łatwo je rozpoznać. Bez trudu możesz rozpoznać, czy nie wpadłeś w sidła obsesyjnego uczucia, które uparcie nazywasz miłością. W poprzednim numerze Gazetki MAM pisaliśmy o toksycznych związkach. Dziś kilka porad, jak się z nich ratować.

Jak rozpoznać uzależnienie uczuciowe i jak je pokonać?

Oto symptomy uzależnienia:

Nieustanne myślenie o kimś. Przekonanie, że ja jestem dla kogoś wybawicielem, albo że ktoś jest nim dla mnie. Że ZAWSZE będzie ze mną i NIGDY mnie w NICZYM nie zawiedzie.

Chorobliwa zazdrość: ciągłe kontrole i podejrzliwość.

Poczucie odrzucenia nawet wtedy, kiedy ktoś po prostu nie jest mną całkowicie zaabsorbowany.

„Łaknienie” czyjejś bezustannej obecności. Gdy tej jedynej osoby nie ma, wszystko jest bez sensu.

Relacja z tą osobą układa się tak, że albo ona musi do mnie należeć bez reszty, albo ja muszę być oddany tej osobie jak niewolnik.

Silne tendencje do obwiniania o wszystko siebie lub kogoś.

Przesadna troska o drugą osobę albo domaganie się od niej takiej nadtroskliwości. Skłonność do kontrolowania drugiej osoby lub skłonność do bezkrytycznego poddawania się czyimś manipulacjom.

Przerażający lęk przed opuszczeniem i zabiegi, by uwięzić drugą osobę i uniemożliwić jej odejście.

Nieznośne odczucie, że ktoś jest nieosiągalny, niedostępny, że się wymyka i próba przezwyciężenia tego: kontrole, sprawdzanie, domysły, podejrzliwość, przekonanie o oszustwach i nieuczciwości uczuciowej drugiej osoby.

Pokusy autodestrukcyjne, rozpacz, ból i poczucie bycia zniewolonym i bezsilnym wobec tego zniewolenia. Nieustanne myślenie o kimś.

Jeśli jesteś w sidłach chorej miłości, pozwól sobie na złość. Zaczniesz się uwalniać od kogoś, kto te sidła zastawił. A może to Ty uzależniasz? Przyznaj się przed sobą, że tak jest. To pierwszy krok do wolności.


Kroki ku wolności

1. Musisz być głęboko przekonany, że to co cię więzi z drugą osobą jest złe. To początek drogi do wolności. Zrób listę argumentów, które przemawiają za tym, że twoja relacja jest toksyczna, zgubna dla ciebie i dla kogoś. Wypisz też wszystkie zniewalające sytuacje, zachowania, uczucia, które są twoimi kajdanami – musisz zobaczyć całe zło tego chorego związku, aby się utwierdzić w przekonaniu, że uwolnienie jest jedynym dla was ratunkiem. Potrzeba ci kilku dni absolutnej ciszy w kontaktach z tą drugą osoby. Będziesz wtedy atakowany wyobrażaniem sobie, jak bardzo ona cierpi. To fałszywa litość. Pamiętaj, że rozłączenie jest dobre i dla tej osoby, i dla ciebie. Nie tylko ona była pasożytem dla ciebie, ale i ty albo dałeś się wciągnąć w sieć zabójczych emocji, albo sam ją zarzuciłeś na czyjeś serce. Całą złość ukierunkuj na tę zwyrodniałą formę relacji. Jeśli to możliwe, odejdź w pokoju. Jeśli jednak druga osoba zacznie odgrywać rolę ofiary – nie daj się wkomponować w poczucie winy. To pułapka. Tu potrzeba bezwzględnego cięcia – opuszczenia kogoś. W takim przypadku nikogo nie unieszczęśliwiasz, lecz UWALNIASZ. Być może lepiej to sobie uświadomisz, pisząc kilka nawet listów, których jednak nie wysyłaj. Zauważysz, że kolejne wersje przybliżają Cię do prawdy o waszej relacji. Przekonasz się, że teraz czas na wolność. Stopniowo, w kolejnych wersjach, rozładuj i złość i litość – nie możesz zrzucić winy tylko na drugą stronę, ale nie możesz też dawać żadnej szansy na kontynuowanie tej relacji.

2. Uświadom sobie, że koniecznie potrzebujesz odzyskać samego siebie – wydobyć siebie z tego zatopienia się w kimś. Na tym polega drugi krok. Biblijna Ewa, musiała „wyrwać” się z boku Adama, aby stanąć na własnych nogach. W hebrajskiej, oryginalnej wersji opisu, użyto słowa: „sagar” na określenie zamknięcia boku Adama, aby Ewa nie mogła się w nim ponownie zatracić. „Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił [dosł.: ‘zamknął’, wajjsegor] ciałem” (Rdz 2,21). Bóg zamknął przed Ewą bok Adama, jak drzwi, które czasem trzeba zatrzasnąć komuś przed nosem. To warunek, aby Ewa odzyskała wolność, własne życie. Bardzo to trudne, ale konieczne. W przeciwnym razie Ewa zapewne znowu „zawiesiłaby się” na Adamie. Ty też musisz zacząć żyć własnym życiem. pamiętaj, że potrzebujesz uwolnienia od drugiej osoby, nie odzyskania jej. Ludzie Biblii, kiedy przeżywali wielkie uwolnienia, pisali księgi, zapisując w nich świadectwa wybawienia, jakie im ofiarował Bóg. W księdze Liczb Izrael wyliczył 42 etapy uwolnienia z niewoli egipskiej i wędrówki przez pustynię! Potrzebujesz napisać swoją księgę uwolnienia.

3. Załóż dziennik, w którym, krok po kroku, będziesz zapisywać etapy uwolnienia. Zapisuj swoje modlitwy – prośby do Boga o uwolnienie od drugiej osoby. Bądź konsekwentny i już nigdy nie proś Boga o jej odzyskanie. Wyłapuj te chwile w ciągu dnia, w których natarczywie wraca tęsknota, czujesz przymus rozmowy telefonicznej, spotkania, wspomnień, nostalgicznych skojarzeń. Wszystko to trzeba przezwyciężać: nie tylko na papierze, ale też w sercu. Wykorzystuj wszystko, co ci pomaga uwolnić się od spętania – nawet złość i wściekłość, ale kieruj je na samo zniewolenie, nie na osobę. Złość i gniew, które prowadzą do uwolnienia nie są grzechem. Demontuj schemat myślenia uzależniającego – nie pozwalaj sobie zbyt długo pozostawać w amoku wspomnień. Konieczny jest ci dystans. Nie ma już nic do wyjaśnienia. Pod żadnym pozorem nie szukaj kontaktu, nie oszukuj sam siebie, że chcesz tylko popatrzeć z daleka: znowu wpadniesz w zniewolenie. Żadnego „ostatni raz”, żadnych listów. Fotografie, pamiątki, rzeczy, kasety, filmy, które wywołują wspomnienia lub ofiarowane przez tę osobę – wyrzuć je lub dokonaj symbolicznego pogrzebu i odżałowania – pozwól sobie na płacz i złość, na wyżalenie się i modlitwę.

4. Zniszczenie dowodów zniewolenia to czwarty krok! Ważne jest, aby znaleźć osobę, która będzie dla ciebie przewodnikiem w wyprawie po uwolnienie. Musisz być szczery wobec tej osoby i zyskiwać pomoc pełną zaufania – to nie może być ktoś, w kogo uciekasz. Może to być terapeuta, spowiednik, osoba moralnie stojąca blisko Boga i doświadczona w łasce i cierpieniu.

5. Uwolnienienie polega na znalezieniu powiernika duchowego – to piąty krok. Powinieneś odkryć bardziej zaawansowaną, intymną, bliską relację z Bogiem – nie możesz pozostać w pustce. Idź do spowiedzi, wyrzuć wszystkie grzechy, żeby twoja modlitwa miała pewność, że żyjesz z Bogiem w przyjaźni. Podstawą twojego uzależnienia jest złe rozstanie z rodzicami, dlatego potrzebujesz, aby odkryć w Bogu kogoś więcej niż najbliższego rodzica.

6. Związanie przymierza z Jezusem to kolejny krok. Być może, musisz zrewidować swoje odniesienie do rodziców i w końcu oderwać się od nieuświadomionej potrzeby zatrzymania dzieciństwa, być może potrzeba przebaczenia, albo zdecydowanego usamodzielnienia? Dotychczas ktoś, od kogo byłeś uzależniony, był dla Ciebie „bóstwem”. Teraz potrzeba, abyś w Bogu odkrył kogoś bliższego niż ta osoba, od której dopiero co się uwolniłeś.



tekst pochodzi z pisma Dobry Magazyn [PRODOKS]
nr 2 (19)/ 2005
http://www.akademia24.pl/...=dobre&id=79&d=
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-06-19, 22:18   

O. Jacek Salij OP
O co chodzi w katolickiej etyce małżeńskiej?

Od początku naszego małżeństwa nie widzieliśmy z żoną nic złego w stosowaniu antykoncepcji i nie było to dla nas przeszkodą w praktykowaniu wiary. Nawróciliśmy się pod wpływem atmosfery w dzisiejszych mass mediach. Bo zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego z powodu swojego sprzeciwu wobec antykoncepcji Kościół zbiera tyle szyderstw, docinków, ataków i zarzutów. Złości ze strony takich jak my można by jeszcze zrozumieć -- bo nasze rozmijanie się z nauką Kościoła utrudniało nam korzystanie z sakramentu pokuty i wprowadzało lekki (ale jednak odczuwalny) niepokój sumienia. Dlaczego jednak tak się złoszczą na kościelny zakaz antykoncepcji ludzie, którzy z Kościołem nie mają nic wspólnego? My z żoną jesteśmy katolikami, tak długo stosowaliśmy antykoncepcję i nigdy nie poczuliśmy żadnego przymusu ze strony Kościoła. Jedyne miejsce, gdzie ktoś mógłby nas o to pytać, to konfesjonał. Ale niekatolicy, nawet jeżeli się spowiadają, to przecież nie u katolickich księży. Dlaczego więc -- zaczęliśmy się z żoną zastanawiać -- katolicka etyka małżeńska tak bardzo tylu ludzi denerwuje? I to najczęściej tych, którzy usta mają pełne tolerancji dla cudzych odmienności.
W ślad za tym pytaniem przyszło pytanie drugie: Coś jednak bardzo ważnego musi Kościół widzieć w swoim sprzeciwie wobec antykoncepcji, skoro mimo tylu ataków i takiego ośmieszania nie wycofuje się ze swojego stanowiska. W rezultacie tych naszych rozmów podjęliśmy decyzję porzucenia antykoncepcji i dostosowania się do nauki Kościoła w naszym życiu małżeńskim. Dwa dobre skutki tej decyzji odczuliśmy natychmiast: wrócił pełny spokój sumienia, łatwiej nam się modlić, oboje zgodnie odczuwamy, że spełniamy w ten sposób jakieś dobro. Drugi skutek da się porównać z doświadczeniem człowieka, który miał zwyczaj jeść, kiedy tylko przychodziła mu na to ochota, ale sobie postanowił jeść tylko w porze posiłków; jedzenie wtedy bardziej smakuje. Naprawdę coś dobrego stało się z naszym małżeństwem; nasza miłość wzajemna stała się jasna, świeża, naprawdę radosna.
Czegoś istotnego nam jednak brakuje. Zaczęliśmy realizować jakąś wartość, doświadczamy jej, a nie wiemy nawet dobrze, co to za wartość. Gdyby nam Ojciec zechciał wytłumaczyć, o co chodzi w katolickiej etyce małżeńskiej. Nie chcielibyśmy, żeby nam minęła pierwsza chęć do stosowania jej zasad w naszym małżeństwie. Chcemy się jakoś przygotować na moment, kiedy przyjdzie na nas pokusa powrotu do dawnego. Bo przecież taka pokusa przyjdzie na pewno. To, co jest teraz, jest zbyt piękne i łatwe, żeby miało trwać długo.


Tak się niezwykle złożyło, że mogłem usiąść do odpisywania na Pański list dopiero w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi. Ta jedyna spośród miliardów ludzi, która miała być matką Zbawiciela, poczęła się z normalnego zjednoczenia małżeńskiego swoich rodziców. Ze względu na jedyną posługę, którą miała wypełnić, Bóg uczynił ją świętą i bezgrzeszną już od pierwszego momentu poczęcia. Jednak wolno nam domyślać się, że również miłość, która zjednoczyła jej rodziców, nie miała w sobie żadnego egocentryzmu i najszczególniej podobała się Bogu.
Niepokalane Poczęcie Maryi pomoże nam w sposób czysty i święty zastanowić się nad pytaniem o duchowy sens ludzkiej seksualności. Naszą uwagę ograniczmy na razie tylko do tych zbliżeń mężczyzny i kobiety, które faktycznie kończą się poczęciem nowego człowieka. Zacznijmy od przypomnienia, że godność człowieka jest aż tak wielka, że sam Bóg postanowił się z nim zaprzyjaźnić. Otóż jeśli właśnie tak rzecz się ma z godnością człowieka, zastanówmy się nad tym, jak powinna by się przedstawiać idealna postawa ojca i matki w sytuacji, która prowadzi do poczęcia nowego człowieka. Rzecz jasna, okoliczności poczęcia mogą być rozmaite, nieraz nawet urągające ludzkiej godności, ale my spróbujmy opisać okoliczności idealne, które byłyby adekwatne do tak niepojętego i -- nie wahajmy się użyć tego słowa -- świętego wydarzenia, jakim jest poczęcie nowej istoty ludzkiej.
Owe idealne okoliczności widziałbym następująco: Rodzice, dając życie swojemu dziecku, powinni stanowić jedno nie tylko ciałem, ale również duchem. Przecież to właśnie dlatego Stwórca postanowił, aby dzieci poczynały się z miłości swoich rodziców, gdyż ta właśnie miłość ma być przestrzenią, ogarniającą je przez cały długi czas wprowadzania ich w życie dojrzałe. Zatem małżonkowie tym lepiej wypełnią zamysł Stwórcy, im więcej będą starali się o to, ażeby ich dziecko zostało poczęte w miłości prawdziwej i nie okaleczonej.
Miłość bowiem może być bardziej lub mniej prawdziwa. Jest tym prawdziwsza, im mniej w niej egocentryzmu, im mniej nastawiona na branie, im więcej pragnąca dawać. Owszem, w miłości jest również branie, ale w zdrowej miłości powinno być ono podporządkowane chęci dawania. Miłość nie wyklucza również pożądania, ale nie powinno się ono przemienić w raka, który się uniezależnił od miłości i ją pożera. Autentycznie kochający się małżonkowie pragną swoje pożądanie napełnić miłością i miłości je podporządkować.
Jedno miłość prawdziwa stara się wykluczyć całkowicie: instrumentalizację i uprzedmiotowienie osoby kochanej. Miłość jest wręcz przeciwieństwem tych dwóch postaw. W jej cieple ludzie rozpoznają swoją godność osoby: kogoś zasługującego na to, żeby być kochanym w sposób bezinteresowny, a zarazem kogoś zdolnego do bezinteresownego dawania siebie.
Otóż idealnie by było, gdyby wszystkie nasze dzieci poczynały się z tak opisanej miłości. Faktycznie bywa różnie. Ograniczę się do przytoczenia trzech świadectw z listów, jakie przychodziły do mnie w związku z prowadzeniem niniejszej rubryki. "Podobno w sex shopie sprzedają narzędzia do zaspokajania się -- pisze pewien mężczyzna. -- Ja kocham swoją żonę, ale nie mogę wyprzeć się tego, że nieraz wykorzystywałem ją do własnego zaspokojenia. Kiedy to sobie uświadomiłem, poczułem ogromny wstyd".
Inny mężczyzna skarży się, że żona dopuszcza go do siebie tylko wtedy, kiedy chce coś od niego uzyskać: "Ja ją chcę kochać, a ona swoją kobiecość traktuje jak towar, dający się wymienić na inne towary". I współbrzmiąca skarga młodej żony: "Ja mu chcę dać siebie, a jego interesuje tylko moje ciało".
Nieraz się zdarza, że z takich właśnie, duchowo okaleczonych zbliżeń poczynają się nasze dzieci. Nieautentyczność miłości małżeńskiej niekoniecznie musi prowadzić do rozwodu, ale -- jeśli małżonkowie nie starają się jej uleczyć -- w sposób konieczny prowadzi do czegoś złego. Różne choroby naszych rodzin i ciężkie nasze błędy wychowawcze nie biorą się przecież z powietrza.
Otóż wiara chrześcijańska głosi wielką obietnicę: Nie zaszkodzi ci, człowiecze, twoja grzeszność, jeśli zawierzysz Bogu i zaczniesz z nią wreszcie walczyć. Stosując tę prawdę do naszego tematu, obietnicę tę można wyrazić następująco: Nie zaszkodzi wam, małżonkowie, ani waszym dzieciom, że może poczęte one zostały w miłości raczej okaleczonej i egocentrycznej -- jeśli tylko, czerpiąc z łask, jakie płyną z sakramentu małżeństwa, będziecie się starali uzdrawiać waszą miłość małżeńską.
Zastanawiam się, dlaczego jestem dumny z mojego Kościoła, że tak wytrwale -- i nie zważając na całą nieżyczliwość, jaką z tego powodu musi znosić -- przestrzega małżonków przed uciekaniem się do antykoncepcji (a tym bardziej do jej najbrutalniejszej formy, jaką jest sterylizacja). Otóż nie wyobrażam sobie takiej sofistyki, która potrafiłaby w sposób przekonujący udowodnić, iż antykoncepcja nie dokonuje żadnego uprzedmiotowienia i instrumentalizacji osoby ludzkiej.
"Wśród hałasu i ścisku o <nową kobietę> -- pisał jeszcze przed wojną Karol Irzykowski (któremu różne rzeczy można zarzucić, ale nie to, że był kościelnym akolitą) -- stratowano Miłość (przez wielkie "M"). Mężczyzna zatomizował miłość, zmienił ją dla swojej wygody w erotyzm czy seksualizm, a kobieta, dotychczas niby to stróż jej wiecznego znicza, zgodziła się na to! W naiwnym dążeniu do tzw. prawdy <odbrązowiono> miłość -- miłość, która może się nigdy nie ziszczała naprawdę, jednak przyświecając z daleka jako ideał, regulowała życie uczuciowe i umysłowe wielu pokoleń. Dziś dawny program maksymalny zastępuje się minimalnym -- aby nie <kłamać>; co za małoduszność!"
Z kolei kardynał Lustiger zwraca uwagę na to, że aprobata dla antykoncepcji dokonuje w naszej mentalności rozłączenia ludzkiej seksualności od ludzkiej osoby: "Wszystko polega na tym, żeby wiedzieć, czy istota ludzka może rozporządzać swoim ciałem jako przedmiotem, zewnętrznym wobec jej wolności, a więc takim, któremu z natury jest obce pojęcie dobra i zła. Jeżeli dziedzina seksualności, jak zresztą i inne, pozostaje na zewnątrz określenia wolności i sfery moralności, to rzeczywiście nie wiadomo, dlaczego miałoby się ograniczać prawo do używania i nadużywania własnego ciała oraz jego zdolności do rozkoszy. (...) Seksualność ludzka jest miejscem, gdzie człowiek wypowiada się nie tylko według swojej kondycji naturalnej, ale także idąc za swoim powołaniem boskim. Seksualność jest nie tylko miejscem wolności, ale również miejscem podobieństwa do Boga".
"Problematyczność pigułki antykoncepcyjnej -- argumentuje w tym samym duchu kardynał Ratzinger -- ujawnia się przez rewolucję kulturalną, jaką ta pigułka wywołała. Seksualność stała się towarem, dostępnym na życzenie, dającym się <bezpiecznie> użyć w każdym czasie. Efektem jest pogłębiający się rozpad wierności małżeńskiej, postawienie na jednej płaszczyźnie wszystkich zachowań seksualnych, a przez to na przykład pożałowania godna eksplozja homoseksualizmu".
Krótko mówiąc, głosząc podporządkowanie ludzkiej seksualności prawu moralnemu, Kościół pragnie nas uchronić przed "nowym wspaniałym światem", w którym łatwy dostęp do przeżyć seksualnych stanowi narkotyk, za pomocą którego zagłusza się brak głębokiej radości życia i poczucie ostatecznego bezsensu.
Nie jest zresztą tak, ażeby bez przypomnień Kościoła prawda na temat ludzkiej seksualności była nam zupełnie niedostępna. Zwierzyła mi się kiedyś pewna kobieta z momentu przerażenia swoim nie uporządkowanym dotychczas życiem małżeńskim. Było to tak. Coś tam w radiu mówiono o antykoncepcji i dziesięcioletni syn poprosił ojca o wyjaśnienie tego słowa. Ojciec wyjaśnił mniej więcej tak: "Kiedy tatusiowi i mamusi jest ze sobą najbardziej przyjemnie, wtedy najczęściej się zdarza, że będzie z tego dziecko; otóż można tak urządzić, żeby było przyjemnie i żeby nie było dziecka". W owej kobiecie, matce chłopca, która słuchała tego wyjaśnienia w drugim pokoju, nastąpił wstrząs. W błysku iluminacji, jakiej wówczas doznała, stało się dla niej czymś oczywistym, że jest jakiś głęboki fałsz w postawie, która ich skłania do stosowania antykoncepcji, i że już teraz wdrażają do tej postawy swoje rodzone dziecko.
Kościół ma obowiązek głosić powierzoną sobie prawdę o człowieku i o naszym wezwaniu do miłości. Ma obowiązek głosić ją "w porę i nie w porę" (2 Tm 4,2). Przyznam szczerze, że kiedy czytałem przejmujące wyznanie papieża Pawła VI, który przewidywał, że jego encyklika Humanae vitae wzbudzi wiele sprzeciwu, a mimo to zdecydował się ją ogłosić, spontanicznie przypomniały mi się słowa Apostoła Pawła: "Nie jestem winien niczyjej krwi, bo nie uchylałem się tchórzliwie od głoszenia wam całej woli Bożej" (Dz 20,27).
Wspomniane wyznanie Pawła VI (Humanae vitae 18) zasługuje na przypomnienie. Minęło ponad ćwierć wieku, a ono brzmi jakby napisane specjalnie dla nas: "Z góry da się przewidzieć -- pisał Paweł VI -- że nie wszyscy chyba łatwo przyjmą podaną tu naukę: skoro już teraz podniosło się tyle głosów, które korzystając z pomocy nowoczesnych środków propagandy, sprzeciwiają się temu, co Kościół naucza. Kościół wszakże nie dziwi się temu, że podobnie jak boski jego Założyciel postawiony jest <na znak, któremu sprzeciwiać się będą>. Nie zaniedba bynajmniej z tego powodu nałożonego mu obowiązku głoszenia z pokorą i stanowczością całego prawa moralnego, tak naturalnego, jak ewangelicznego. Ponieważ Kościół nie jest twórcą obydwu tych praw, dlatego też nie może być ich sędzią, lecz jedynie stróżem i tłumaczem. Nie wolno mu więc nigdy ogłaszać za dozwolone tego, co w rzeczywistości jest niedozwolone, gdyż z natury swej stoi zawsze w sprzeczności z prawdziwym dobrem człowieka. Kościół jest w pełni świadom, że broniąc nienaruszalności prawa moralnego odnośnie do małżeństwa, przyczynia się do umocnienia wśród ludzi prawdziwej kultury; ponadto zachęca człowieka, aby nie rezygnował ze swych obowiązków, zdając się na środki techniczne. Czyniąc tak, Kościół zabezpiecza godność małżonków. Takim właśnie postępowaniem Kościół, wierny nauce i przykładowi Zbawiciela, okazuje, że obejmuje ludzi szczerą i bezinteresowną miłością, usiłując ich wspomagać w ziemskiej pielgrzymce, aby jako dzieci Boże uczestniczyli w życiu Boga żywego, Ojca wszystkich ludzi".

http://www.zyrakow.parafi...39d25e7980a2972
 
     
ewulek
[Usunięty]

Wysłany: 2010-06-20, 13:12   

Zastanawia mnie, czy meżczyzna który miał pokusy cudzołóstwa :evil: i starał się je przezwycieżyć może mieć te pokusy mniejsze w czasie rozpoczęcia antykoncepcji naturalnej, a moze :evil: będzie atakował bardziej?
W jakim momencie najlepiej przejsć na antykoncepcję naturalną? czy oboje małzonkowie winni tego chcieć?
 
     
Aleksandra1001
[Usunięty]

Wysłany: 2010-06-21, 00:04   

Ewulek - nie ma antykoncepcji naturalnej - jest tylko naturalne planowanie rodziny.
Antykoncepcja jest zawsze "przeciw poczęciu" a metody NPR są przydatne także wtedy, gdy planujemy poczęcie dziecka, pozwalają na optymalne wybranie terminu jego poczęcia, A przejście na matody NPR jest najlepsze w każdym momencie. Najlepiej nauczyć się ich już przed rozpoczęciem współżycia i najlepiej, by oboje małżonkowie tego chcieli. Ale zapewniam Cię, że żeden mąż, nawet niewierzący, nie ma prawa zmusić żony dostosowania antykoncepcji.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-06-21, 10:08   

ewulek napisał/a:
W jakim momencie najlepiej przejsć na antykoncepcję naturalną? czy oboje małzonkowie winni tego chcieć?

W żadnym.
NPR to nie antykoncepcja!

ewulek, dopóki w Twojej świadomości funkcjonuje antykoncepcja w jakiejkolwiek formie dopóty zawsze będziesz występowała przeciw sakramentowi małżeństwa, czystości łoża oraz świętości życia.
NPR pomaga planować rodzinę, ale nie zamyka na dar poczęcia.
Antykoncepcja odrzuca dar płodności i zamyka na życie.

Kiedy w umyśle zamienisz nazewnictwo to będzie konkret w procesie uzdrawiania Waszego małżeństwa...
Kobieta nie może mieć w sercu przyzwolenia nawet na takie nazewnictwo, które jak ufam używasz nieświadomie, nie zwracając na to większej uwagi. To wynik głębokiej rany w umyśle i emocjach. Pomyśl o tym.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-08-20, 17:50   

ŚWIADECTWO UZDROWIENIA MIŁOŚCI:

Uzdrowienie małżeństwa zranionego przez cudzołóstwo

Bierzesz 9 calowy sztylet i wbijasz go w plecy swojej żony aż po rękojeść. Kiedy ona krzyczy z bólu i przerażenia wynikającego z faktu, że ty, jej najbliższy przyjaciel, dźgnąłeś ją nożem, mówisz: „Przepraszam, czy mogłabyś szybko to przeboleć?”

Cudzołóstwo uderza w niezwykle wrażliwe i podatne na zranienia miejsca w sercu powodując niewyobrażalny ból i uraz. Niszczy ono zaufanie i poczucie własnej wartości, a zimne ostrze zdrady przecina więzy miłości. Tylko kochana osoba znająca nasze najgłębsze radości, lęki, nadzieje i sny może nas tak głęboko zranić. Pornografia połączona z masturbacją jest cudzołóstwem mogącym zranić naszego współmałżonka niezwykle głęboko.

W 1991 roku, dwa lata po ślubie, uprawiałem seks z prostytutką w pokoju hotelowym podczas delegacji. Przytłoczony poczuciem winy i świadomością, że złamałem przysięgę małżeńską, kilka dni później powiedziałem o wszystkim żonie. Nigdy nie zapomnę jej reakcji. Płakała i szlochała nieustannie powtarzając moje imię. Widząc ogromny ból żony zrozumiałem, że wyrządziłem jej niewyobrażalną krzywdę oraz że bardzo uszkodziłem nasze małżeństwo. Bałem się, że żona ode mnie odejdzie.

Następne tygodnie były prawdziwą katastrofą. Momentami wydawało się, że wszystko jest w porządku, a chwilę później żona zaczynała płakać albo wybuchała gniewem. Nasze małżeństwo przypominało ogromną huśtawkę emocjonalną i nie byłem w stanie tego naprawić. Moja obecność tylko pogarszała sytuację. Spojrzenie żony było dla mnie torturą, gdyż nie pozwalało mi zapomnieć o tym, co zrobiłem. Nie byłem w stanie ulżyć żonie w cierpieniu, gdyż byłem tym, który ją skrzywdził. Kiedy ją dotykałem, nawet tylko biorąc za rękę, było to jak sypanie soli na otwarte rany.

Postanowiłem poszukać pomocy u mojego brata w wierze, który kilka lat temu dopuścił się cudzołóstwa a mimo to jego małżeństwo przetrwało. Kiedy spytałem go ile czasu zajmie mojej żonie poradzenie sobie ze zdradą, w odpowiedzi usłyszałem „lata”.

Nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem. Byłem przekonany, że będzie to trwało kilka tygodni, ewentualnie miesięcy, ale „lata?!”

„Tak, lata” potwierdził kolega. „Małżeństwo, którym byliście, umarło i teraz musicie zbudować je na nowo. To wymaga czasu i twojego wysiłku. Musisz być dla żony uprzejmy i nieustannie starać się jej wszystko wynagrodzić”.

Dzisiaj wiem, że mój kolega miał rację. Dopiero po dwóch latach moja żona przestała bać się moich wyjazdów służbowych. Podjąłem radykalne kroki aby poradzić sobie z pożądaniem. Wiedziałem, że jeśli będę miał do czynienia z pornografią, czy też jeśli ponownie popełnię cudzołóstwo, będzie to koniec naszego małżeństwa.

Odbudowa zranionego małżeństwa wymaga pracy obojga małżonków. Żona, kiedy jest na to gotowa (a nie kiedy jest zmanipulowana, czy wpędzana w poczucie winy), musi znaleźć w sobie siły do przebaczenia mężowi. Mąż musi natomiast udowodnić żonie, że może mu ona zaufać i powinien być gotowy towarzyszyć żonie w procesie jej uzdrawiania. Mąż musi dokonać wyboru pomiędzy małżeństwem a swoją dumą – musi dać żonie wolność w wyrażaniu przez nią gniewu i bólu.

Innymi słowy, mąż musi umrzeć aby żona i małżeństwo mogły przeżyć. W niniejszym artykule opisuję sytuację, w której to mąż zdradza, jednak sytuacje odwrotne również mają miejsce. Zasady, które wskazuję są jednak takie same bez względu na to czy zdrady dopuszcza się mąż czy żona.

Najpierw zajmijmy się osobą, która dopuszcza się cudzołóstwa.

Znaczące pytanie, jakie zadają sobie osoby, które zdradziły współmałżonka brzmi: „czy mam powiedzieć żonie o tym, co zrobiłem?” Zatajenie cudzołóstwa nie zmienia faktu, że przysięga małżeńska została złamana, a mąż, który zdradził będzie żył w kłamstwie dopóki nie wyzna prawdy. Jednocześnie przyznanie się współmałżonkowi do zdrady jest podróżą w nieznane – nikt nie jest w stanie przewidzieć jak zachowa się żona kiedy dowie się o zdradzie. Może ona od razu zażądać separacji lub rozwodu ale może również chcieć przepracować zaistniałą sytuację. Jeśli żona zgodzi się na trwanie małżeństwa, to czekają was długie miesiące emocjonalnego bólu i napięcia. Z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia.

Kiedy dopuściłem się cudzołóstwa i zastanawiałem się, czy powiedzieć o tym żonie, spytałem przyjaciela jakie jest jego zdanie na ten temat. Miałem nadzieje, że powie mi, że nie powinienem przyznawać się żonie do zdrady, usłyszałem jednak coś innego: „musisz powiedzieć żonie prawdę, bo w przeciwnym wypadku nigdy już nie będzie prawdziwej intymności w waszym małżeństwie – osoba, z którą popełniłeś cudzołóstwo zawsze będzie pomiędzy tobą i twoją żoną.”

Przyznałem się żonie do zdrady podczas rozmowy telefonicznej. Jej radość kiedy mówiła jak bardzo mnie kocha sprawiła, że świadomość mojego występku przytłoczyła mnie. Moja żona ufała mnie, kłamcy, a ja po tym, co zrobiłem, nie potrafiłem zaakceptować jej miłości. To było tak, jak gdyby dyrektor banku powierzył mi pieniądze po tym, jak ten bank obrabowałem. Zaciągnąłem wobec mojej żony ogromny dług i musiałem zadośćuczynić za moją zbrodnię. Problemem było również to, że idąc do łóżka z prostytutką naraziłem zdrowie zarówno moje, jak i żony. Nie wiedziałem czy nie zaraziłem się chorobą weneryczną i sama myśl o tym, że mógłbym zarazić czymś moją żonę była dla mnie przerażająca. Zatajenie prawdy było dla mnie równoznaczne z wpuszczeniem prostytutki do naszego łoża małżeńskiego.

Bez wątpienia koszt przyznania się do zdrady jest niezmiernie wysoki. Najbardziej obawiałem się tego, że żona ode mnie odejdzie. Dodatkowo wiedziałem, że będzie ona głęboko zraniona i wściekła.

Uważam, że w większości przypadków (mówię tu o 95%) przyznanie się do zdrady jest warunkiem uzdrowienia małżeństwa zranionego przez cudzołóstwo.

Myślę, że przypadki, kiedy nie powinno przyznawać się do zdrady są niezmiernie rzadkie. Mąż nie powinien ujawniać cudzołóstwa kiedy jego żona przeżywa trudne chwile (np. strata bliskiej osoby) bądź też kiedy w dzieciństwie doświadczyła wykorzystania seksualnego lub gwałtu. Powiedzenie jej o zdradzie mogłoby powiększyć jej traumę. To niekoniecznie musi oznaczać, że żona nigdy nie dowie się o zdradzie. Mam na myśli jedynie to, że powiedzenie jej o tym może nie być na dany moment właściwe.

Zanim porozmawiasz z żoną powinieneś porozmawiać z osobami z twojej grupy wsparcia (uczestniczysz już w spotkaniach takiej grupy, prawda?) i poprosić je o modlitwę za twoje małżeństwo. Zawierz Bogu i poświęć kilka dni na modlitwę… Jego wsparcie w tej sytuacji może okazać się kluczowe.

Kiedy powiesz żonie o zdradzie:

* Spodziewaj się huśtawki emocjonalnej trwającej przynajmniej kilka miesięcy. Musisz być przygotowany na to, że czeka cię ciężki okres. Będzie to raczej wyczerpujący maraton niż sprint.

* Jeśli żona zapyta cię o szczegóły tego, co się stało, odpowiedz jej szczerze, ale z rozwagą. Staraj się unikać wdawania w niepotrzebne szczegóły. To co powiesz zapadnie głęboko w pamięć twojej żony – będzie ona często wracać do tych obrazów. Szczere odpowiedzi na pytania żony są ważnym elementem procesu odbudowywania zaufania (Żony, proszę, przeczytajcie co piszę trochę dalej o pytaniu o szczegóły).

* Kiedy żona będzie wyrażała swój ból i/lub gniew pamiętaj, że jest to konieczny element procesu uzdrawiania. Powinieneś chcieć, aby żona otworzyła się i mówiła o swoich uczuciach i rozczarowaniu. Tylko wówczas będzie mogła oczyścić swoje serce. Najgorszą rzeczą, jaką możesz zrobić kiedy twoja żona wyraża swoje emocje, to zacząć się bronić albo starać się ją uciszyć. Bądź cicho i słuchaj… pozwól żonie wyrażać siebie, bez względu na to, co mówi. Nie przerywaj żonie nawet jeśli zacznie obrzucać cię wyzwiskami. Ona potrzebuje wyrazić swój ból i złość – tylko wtedy będzie mogła oczyścić się z trucizny. Nie walcz z żoną. Pamiętaj, że to ty ją skrzywdziłeś i jej zachowanie jest reakcją na to, co zrobiłeś. Musisz dać jej pełną swobodę w wyrażaniu jej bólu.

* Jeśli żona odsunie się od ciebie staraj się stopniowo i delikatnie zachęcić ją do rozmowy. Poproś ją, aby powiedziała ci, co czuje i jak się czuje. Powinieneś zachęcać ją do wyrażania uczuć jednocześnie uważając aby nie być zbyt natarczywym i naprzykrzającym się. Przyjdzie taki czas, kiedy żona będzie potrzebowała przestrzeni. Módl się, aby rozpoznać kiedy są takie momenty. Kiedy Bóg pokaże ci, że żona potrzebuje czasu dla siebie, pozwól jej na to. Zadeptany kwiatek potrzebuje wody i słońca aby znów mógł zacząć rosnąć.

* Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, weź całkowitą odpowiedzialność za swoją zdradę. To, co zrobiłeś jest twoim grzechem. Nie szukaj wymówek w stylu „gdybyś częściej chciała uprawiać ze mną seks, to nie był bym niewierny.” Moje cudzołóstwo było konsekwencją wieloletniego pobłażania swojemu pożądaniu – był to mój wybór. Sam podejmujesz decyzję o popełnieniu cudzołóstwa… Wszystko zależy od ciebie.

* Na jakiś czas zapomnij, że masz prawo do seksu. Powiedz żonie, że masz świadomość krzywdy, jaką jej wyrządziłeś i że powstrzymasz się od uprawiania seksu tak długo, aż ona nie będzie gotowa. Zgwałciłeś swoją żonę emocjonalnie i potrzeba czasu, aby znowu poczuła się z tobą bezpiecznie i zaufała ci w sferze seksualnej. Zadeptany kwiat potrzebuje czasu aby wyzdrowieć i zakwitnąć. Powstrzymując się od seksu pokażesz żonie, że troszczysz się o nią i że jesteś w stanie powstrzymać się od zaspokojenia swoich potrzeb.

* Tak szybko, jak będzie to możliwe, zacznij modlić się ze swoją żoną raz dziennie każdego dnia. Módlcie się za siebie nawzajem w szczególny sposób; proś Boga, aby oczyścił i uzdrowił wasze małżeństwo; proś Go, aby błogosławił twojej żonie. Wyznaj swój grzech przed Bogiem i przed żoną, i proś o uzdrowienie. Oboje potrzebujecie ingerencji Boga w wasze małżeństwo tak szybko, jak jest to możliwe. Wspólna modlitwa będzie dla was obojga ukojeniem. Pamiętaj, że to Bóg musi odbudować wasze małżeństwo i że oboje go potrzebujecie.

* Uświadom sobie, że wasze dawne małżeństwo umarło i musicie zbudować je na nowo. Zacznij na nowo starać się o swoją żonę. Zaproś ją na randkę i nie oczekuj od niej seksu. Poznaj ją jako swoją przyjaciółkę i pozwól jej na to samo. Słuchaj jej. Rób rzeczy, które zapewne jej się spodobają, a których już dawno nie robiłeś (przepuszczanie w drzwiach, dawanie kwiatów i liścików…). Poprzez twoje działania żona powinna zobaczyć, że jest dla ciebie kimś ważnym.

* Pamiętaj, że Bóg daje instrukcje do pracy nad małżeństwem: „Mężowie, kochajcie swoje żony”. Kochajcie, a nie naciskajcie, manipulujcie czy kontrolujcie. Pracuj nad tym, aby akceptować i kochać żonę taką, jaką jest i pozwól Bogu zająć się tym, co jest w niej niedoskonałe.

* Żona zacznie na nowo ci ufać jeśli zobaczy, że podejmujesz wysiłki zmierzające do zapanowania nad swoim pożądaniem. Czyny i ich rezultaty mówią więcej niż słowa. Jeśli nadal korzystasz z pornografii, izolujesz się albo jeśli nie zerwałeś kontaktów z osobą, z którą miałeś romans, to wówczas nie dajesz żonie powodów do tego, aby chciała nadal pozostawać z tobą w małżeństwie. Nie możesz mieć zarówno swojej żony, jak i pożądania – musisz wybrać to, na czym naprawdę ci zależy. Jeśli korzystasz z pornografii lub utrzymujesz niewłaściwe relacje, to twoja żona ma pełne prawo zażądać separacji i trwać w niej tak długo, dopóki nie uporządkujesz swoich priorytetów.

* Jeśli wciąż macie trudności w porozumieniu się i we wzajemnej komunikacji, skorzystajcie z pomocy chrześcijańskiego doradcy małżeńskiego. Zapytajcie doradcy, czy ma doświadczenie w pomocy parom, które cierpią z powodu zdrady. Poradnictwo małżeńskie może być bezpieczną formą pracy nad waszą relacją jeśli zbyt dużym wyzwaniem jest samodzielne radzenie sobie z problemem.

* Bądź blisko Boga i codziennie módl się za swoją żonę. Proś Boga aby wskazał ci właściwą drogę odbudowy waszego małżeństwa oraz by dał ci rozpoznanie zarówno tych sytuacji, w których żona potrzebuje samotności, jak i tych, kiedy potrzebuje rozmowy.

* Traumatyczne wydarzenie jakim jest zdrada często jest skutkiem zaburzonej komunikacji w małżeństwie a także innych problemów, takich jak nadmierna zależność czy niewłaściwe granice. Poradzenie sobie z tymi problemami może znacząco przyczynić się do naprawy waszego małżeństwa. Jeśli macie trudności w samodzielnym uporaniu się z tymi kwestiami, skorzystajcie z pomocy doradcy małżeńskiego.

* Uczestniczcie w spotkaniach grupy wsparcia i często się módlcie. Widziałem wiele małżeństw uratowanych przez Boga i to nawet w sytuacjach, w których żona była zdecydowana na rozwód. Modlitwa odgrywa w procesie uzdrawiania rolę nie do przecenienia. Im więcej ludzi będzie się za was modlić, tym lepiej.

Teraz kilka rad dla żony

* Musisz uświadomić sobie, że cudzołóstwo jest bolesnym i traumatycznym wydarzeniem. Na początku twój stan będzie się szybko zmieniał i przechodził od szoku poprzez gniew do łez i żalu. Jest to jak najbardziej normalne. To, co się wydarzyło nie jest twoją winą. Twój mąż samodzielnie zdecydował o popełnieniu grzechu przeciwko tobie, nie bierz więc na siebie winy i nie pozwól, aby ktoś obwiniał cię za to, co się stało.

* Masz pełne prawo pytać męża o szczegóły tego, co się wydarzyło. Miej jednak świadomość, że wiedza o tym, jaki kolor włosów miała kochanka męża czy o tym, co robili w łóżku, stworzy w twojej głowie żywy obraz, którym będziesz się torturować. Pytania dotyczące tego, jak długo trwał romans, jak często i z iloma osobami mąż się spotykał (są to pytania, które powinny paść) różnią się od pytań o każdy najmniejszy szczegół. Zastanawiając się nad tym, o co powinnaś spytać pomyśl również o tym, o co pytać nie powinnaś; jakich informacji potrzebujesz aby odbudować zaufanie do męża a jakie informacje mogą jedynie przysporzyć ci więcej bólu. Rany, aby się zagoić, powinny zostać oczyszczone, jednak nie oznacza to posypywania ich solą ani pogłębiania.

*Najgorszą rzeczą, jaką możesz zrobić, jest usiłowanie odnalezienia sensu w tym, co się wydarzyło, samodzielnie i bez niczyjej pomocy. Potrzebujesz przynajmniej jednej osoby, z którą będziesz mogła porozmawiać i modlić się. Ważne jest, abyś nie była sama wyrażając swój złość i ból. Te uczucia, jeśli pozostaną nieprzepracowane, zatrują cię jak trucizna i pożrą cię żywcem. Potrzebujesz kogoś, komu możesz zaufać (ale kogoś, kto nie jest twoim mężem) i kto zachowa dla siebie rzeczy, o których będziesz mówić. Rozmawianie o krzywdzie, jakiej doznałaś wyłącznie z mężem może jeszcze bardziej pogorszyć i tak już trudną sytuację waszego małżeństwa. Możesz poszukać pomocy chrześcijańskiego doradcy lub porozmawiać z przyjacielem, któremu ufasz. Powinnaś spotykać się z tą osobą i modlić z nią przynajmniej raz w tygodniu. Im więcej osób będzie modliło się za wasze małżeństwo, tym lepiej.

Jeśli nie znasz osoby, która mogłaby być dla ciebie wsparciem poproś Boga aby wskazał ci taką osobę lub grupę. Bądź elastyczna i otwarcie podchodź do tego co Bóg ci zaproponuje. Może to być osoba, o której w pierwszym momencie nie pomyślałaś.

* Drugą najgorszą rzeczą, jaką możesz zrobić jest otworzenie się przed niewłaściwą osobą. Opowiedzenie największej znanej ci plotkarce o krzywdzie, jakiej doznałaś ze strony męża jest, delikatnie mówiąc, nienajlepszym pomysłem. Niewłaściwe osoby zamiast pomagać i wspierać, mogą dolewać oliwy do ognia, nakręcać twój gniew i sabotować proces uzdrawiania. Powiedzenie o zaistniałej sytuacji rodzinie także nie jest najlepszym pomysłem, przynajmniej na początku. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujesz są krewni nieustannie przekonujący cię, że najlepiej zrobisz składając pozew rozwodowy. Może się również zdarzyć, że ktoś z rodziny będzie za zaistniałą sytuację obwiniał ciebie mówiąc: „to wszystko dzieje się w twojej głowie, przestań wydziwiać i zacznij pełnić swoje obowiązki małżeńskie”.

* Celem, do którego dążysz i który osiągniesz gdy będziesz gotowa, jest przebaczenie mężowi z głębi serca. Przebaczenie będzie cię wiele kosztować ponieważ oznaczać będzie wymazanie długu, który zaciągnął wobec ciebie mąż – długu, którego nigdy nie będzie w stanie spłacić. Wybaczenie zdrady jest tym, co dla nas wszystkich zrobił Jezus na krzyżu. Pamiętaj, że przebaczenie nie oznacza jednak zgody na to, aby mąż się nad tobą znęcał ani na to, by nadal dopuszczał się cudzołóstwa.

* Masz pełne prawo domagać się usunięcia z domu wszystkich materiałów pornograficznych i/lub żądać od męża zerwania kontaktów z osobą, z którą miał romans. Jeśli mąż się na to nie zgodzi lub będzie odwlekał podjęcie decyzji, powinnaś poważnie zastanowić się nad separacją i zaczekać, aż mąż będzie zdolny podjąć konkretne zobowiązania. Decyzje takie jak ta powinny być podejmowane ostrożnie, po głębokiej modlitwie i konsultacjach z zaufanymi osobami. Separacja to nie rozwód – dla twojego męża będzie ona dowodem na to, że nie będziesz akceptować jego zachowania i że oczekujesz od niego jednoznacznej deklaracji. Niestety są mężczyźni, którzy potrzebują takiego wstrząsu aby w końcu podjąć właściwą decyzję. Nie akceptowałaś innych kobiet w życiu męża kiedy byliście jeszcze narzeczeństwem więc i teraz nie powinnaś tego robić.

* Pośród całego bólu i traumy odnaleźć możesz zsyłane Ci przez Boga promyki słońca. Niektóre żony mają tendencję do stawiania swoich mężów w centrum życia, podczas gdy jest to miejsce przynależne Bogu. My, mężczyźni jesteśmy tylko ludźmi i nie powinniśmy być czczeni przez kobiety. Ból spowodowany zdradą wielu kobietom może pomóc w pozbyciu się nadmiernych oczekiwań względem męża i otworzeniu serca na przyjęcie Boga.

Chociaż opisuję przede wszystkim sytuacje, w których dochodzi do fizycznej zdrady, to przedstawiane przeze mnie informacje mają zastosowanie także w przypadku małżeństw, w których jedno z małżonków korzysta z materiałów pornograficznych. Oglądanie pornografii i połączona z tym masturbacja także są cudzołóstwem. Ból i poczucie odrzucenia, które stają się udziałem kobiety, której mąż uzależniony jest od pornografii, są tak samo głębokie i dotkliwe jak w przypadku popełnienia przez męża cudzołóstwa z inną kobietą.

W opisywanym procesie, nowe i prawdziwsze małżeństwo zastępuje to wcześniejsze małżeństwo, które było obciążone pewnym balastem emocjonalnym. Kiedy małżeństwo ulegnie zniszczeniu, a następnie zostanie na nowo odbudowane, w miejscu tego, co było niedoskonałe ma szansę pojawić się głębsza komunikacja przyciągająca małżonków do siebie na wiele cudownych sposobów. Jest nadzieja. Bóg uzdolnił człowieka do wolności od grzechu i dlatego, dzięki jego pomocy, tak wiele małżeństw rodzi się na nowo. Miałem tą możliwość, aby widzieć jak Bóg uzdrawia zarówno moje małżeństwo, jak i małżeństwa innych. Z doświadczenia wiem, że małżeństwa które poradziły sobie z cudzołóstwem są silniejsze niż te, które nigdy nie były wystawione na taką próbę.

materiał ze strony:
http://www.loveismore.pl/...udzolostwo.html
 
     
ewulek
[Usunięty]

Wysłany: 2010-08-21, 21:12   

A jak to jest w przypadku gdy mąż się nie przyznaje a nawet wmawia żonie (która ma liczne dowody: smsy, spotkania, prezenty i całkowita przemiana- brak zainteresowania rodziną, a maż nadal wmawia) że jej nie zdradził. A żona wie, przeżywa w sercu trzęsienie ziemi, miesiacami płacze, wkoncu się pocichu za meża modli, wycisza, potem mąż kończy z kochanką znajomosć, ale wciaż się nie przyznaje. Czy wówczas również tak jak w powyższym świadectwie do końca życia będzie ta kochanka stała pomiędzy nimi w sypialni?

I drugie bardzo ważne dla mnie pytanie: Czy jeśli ta żona powiedziała o wszystkim swojej siostrze, powinna teraz powiedzieć o tym meżowi? Siostra ma udane małzeństwo i bardzo pomogła psychicznie żonie, dawała liczne mądre wskazówki i porady które wielokrotnie pomogły.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-10-18, 16:19   

PRODUKT MIŁOŚCIOPODOBNY,
Augustyn Pelanowski OSPPE

Nikt nie potrafi powiedzieć, jak wielki procent z nas cierpi dziś na obsesyjne uzależnienie, które nazywa miłością. Trudno się z tych pęt wyzwolić, ale na szczęście łatwo je rozpoznać. Bez trudu możesz rozpoznać, czy nie wpadłeś w sidła obsesyjnego uczucia, które uparcie nazywasz miłością. W poprzednim numerze Gazetki MAM pisaliśmy o toksycznych związkach. Dziś kilka porad, jak się z nich ratować.

Jak rozpoznać uzależnienie uczuciowe i jak je pokonać?

Oto symptomy uzależnienia:

Nieustanne myślenie o kimś. Przekonanie, że ja jestem dla kogoś wybawicielem, albo że ktoś jest nim dla mnie. Że ZAWSZE będzie ze mną i NIGDY mnie w NICZYM nie zawiedzie.

Chorobliwa zazdrość: ciągłe kontrole i podejrzliwość.

Poczucie odrzucenia nawet wtedy, kiedy ktoś po prostu nie jest mną całkowicie zaabsorbowany.

„Łaknienie” czyjejś bezustannej obecności. Gdy tej jedynej osoby nie ma, wszystko jest bez sensu.

Relacja z tą osobą układa się tak, że albo ona musi do mnie należeć bez reszty, albo ja muszę być oddany tej osobie jak niewolnik.

Silne tendencje do obwiniania o wszystko siebie lub kogoś.

Przesadna troska o drugą osobę albo domaganie się od niej takiej nadtroskliwości. Skłonność do kontrolowania drugiej osoby lub skłonność do bezkrytycznego poddawania się czyimś manipulacjom.

Przerażający lęk przed opuszczeniem i zabiegi, by uwięzić drugą osobę i uniemożliwić jej odejście.

Nieznośne odczucie, że ktoś jest nieosiągalny, niedostępny, że się wymyka i próba przezwyciężenia tego: kontrole, sprawdzanie, domysły, podejrzliwość, przekonanie o oszustwach i nieuczciwości uczuciowej drugiej osoby.

Pokusy autodestrukcyjne, rozpacz, ból i poczucie bycia zniewolonym i bezsilnym wobec tego zniewolenia. Nieustanne myślenie o kimś.

Jeśli jesteś w sidłach chorej miłości, pozwól sobie na złość. Zaczniesz się uwalniać od kogoś, kto te sidła zastawił. A może to Ty uzależniasz? Przyznaj się przed sobą, że tak jest. To pierwszy krok do wolności.


Kroki ku wolności

1. Musisz być głęboko przekonany, że to co cię więzi z drugą osobą jest złe. To początek drogi do wolności. Zrób listę argumentów, które przemawiają za tym, że twoja relacja jest toksyczna, zgubna dla ciebie i dla kogoś. Wypisz też wszystkie zniewalające sytuacje, zachowania, uczucia, które są twoimi kajdanami – musisz zobaczyć całe zło tego chorego związku, aby się utwierdzić w przekonaniu, że uwolnienie jest jedynym dla was ratunkiem. Potrzeba ci kilku dni absolutnej ciszy w kontaktach z tą drugą osoby. Będziesz wtedy atakowany wyobrażaniem sobie, jak bardzo ona cierpi. To fałszywa litość. Pamiętaj, że rozłączenie jest dobre i dla tej osoby, i dla ciebie. Nie tylko ona była pasożytem dla ciebie, ale i ty albo dałeś się wciągnąć w sieć zabójczych emocji, albo sam ją zarzuciłeś na czyjeś serce. Całą złość ukierunkuj na tę zwyrodniałą formę relacji. Jeśli to możliwe, odejdź w pokoju. Jeśli jednak druga osoba zacznie odgrywać rolę ofiary – nie daj się wkomponować w poczucie winy. To pułapka. Tu potrzeba bezwzględnego cięcia – opuszczenia kogoś. W takim przypadku nikogo nie unieszczęśliwiasz, lecz UWALNIASZ. Być może lepiej to sobie uświadomisz, pisząc kilka nawet listów, których jednak nie wysyłaj. Zauważysz, że kolejne wersje przybliżają Cię do prawdy o waszej relacji. Przekonasz się, że teraz czas na wolność. Stopniowo, w kolejnych wersjach, rozładuj i złość i litość – nie możesz zrzucić winy tylko na drugą stronę, ale nie możesz też dawać żadnej szansy na kontynuowanie tej relacji.

2. Uświadom sobie, że koniecznie potrzebujesz odzyskać samego siebie – wydobyć siebie z tego zatopienia się w kimś. Na tym polega drugi krok. Biblijna Ewa, musiała „wyrwać” się z boku Adama, aby stanąć na własnych nogach. W hebrajskiej, oryginalnej wersji opisu, użyto słowa: „sagar” na określenie zamknięcia boku Adama, aby Ewa nie mogła się w nim ponownie zatracić. „Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił [dosł.: ‘zamknął’, wajjsegor] ciałem” (Rdz 2,21). Bóg zamknął przed Ewą bok Adama, jak drzwi, które czasem trzeba zatrzasnąć komuś przed nosem. To warunek, aby Ewa odzyskała wolność, własne życie. Bardzo to trudne, ale konieczne. W przeciwnym razie Ewa zapewne znowu „zawiesiłaby się” na Adamie. Ty też musisz zacząć żyć własnym życiem. pamiętaj, że potrzebujesz uwolnienia od drugiej osoby, nie odzyskania jej. Ludzie Biblii, kiedy przeżywali wielkie uwolnienia, pisali księgi, zapisując w nich świadectwa wybawienia, jakie im ofiarował Bóg. W księdze Liczb Izrael wyliczył 42 etapy uwolnienia z niewoli egipskiej i wędrówki przez pustynię! Potrzebujesz napisać swoją księgę uwolnienia.

3. Załóż dziennik, w którym, krok po kroku, będziesz zapisywać etapy uwolnienia. Zapisuj swoje modlitwy – prośby do Boga o uwolnienie od drugiej osoby. Bądź konsekwentny i już nigdy nie proś Boga o jej odzyskanie. Wyłapuj te chwile w ciągu dnia, w których natarczywie wraca tęsknota, czujesz przymus rozmowy telefonicznej, spotkania, wspomnień, nostalgicznych skojarzeń. Wszystko to trzeba przezwyciężać: nie tylko na papierze, ale też w sercu. Wykorzystuj wszystko, co ci pomaga uwolnić się od spętania – nawet złość i wściekłość, ale kieruj je na samo zniewolenie, nie na osobę. Złość i gniew, które prowadzą do uwolnienia nie są grzechem. Demontuj schemat myślenia uzależniającego – nie pozwalaj sobie zbyt długo pozostawać w amoku wspomnień. Konieczny jest ci dystans. Nie ma już nic do wyjaśnienia. Pod żadnym pozorem nie szukaj kontaktu, nie oszukuj sam siebie, że chcesz tylko popatrzeć z daleka: znowu wpadniesz w zniewolenie. Żadnego „ostatni raz”, żadnych listów. Fotografie, pamiątki, rzeczy, kasety, filmy, które wywołują wspomnienia lub ofiarowane przez tę osobę – wyrzuć je lub dokonaj symbolicznego pogrzebu i odżałowania – pozwól sobie na płacz i złość, na wyżalenie się i modlitwę.

4. Zniszczenie dowodów zniewolenia to czwarty krok! Ważne jest, aby znaleźć osobę, która będzie dla ciebie przewodnikiem w wyprawie po uwolnienie. Musisz być szczery wobec tej osoby i zyskiwać pomoc pełną zaufania – to nie może być ktoś, w kogo uciekasz. Może to być terapeuta, spowiednik, osoba moralnie stojąca blisko Boga i doświadczona w łasce i cierpieniu.

5. Uwolnienienie polega na znalezieniu powiernika duchowego – to piąty krok. Powinieneś odkryć bardziej zaawansowaną, intymną, bliską relację z Bogiem – nie możesz pozostać w pustce. Idź do spowiedzi, wyrzuć wszystkie grzechy, żeby twoja modlitwa miała pewność, że żyjesz z Bogiem w przyjaźni. Podstawą twojego uzależnienia jest złe rozstanie z rodzicami, dlatego potrzebujesz, aby odkryć w Bogu kogoś więcej niż najbliższego rodzica.

6. Związanie przymierza z Jezusem to kolejny krok. Być może, musisz zrewidować swoje odniesienie do rodziców i w końcu oderwać się od nieuświadomionej potrzeby zatrzymania dzieciństwa, być może potrzeba przebaczenia, albo zdecydowanego usamodzielnienia? Dotychczas ktoś, od kogo byłeś uzależniony, był dla Ciebie „bóstwem”. Teraz potrzeba, abyś w Bogu odkrył kogoś bliższego niż ta osoba, od której dopiero co się uwolniłeś.

tekst pochodzi z pisma Dobry Magazyn [PRODOKS]
nr 2 (19)/ 2005
http://www.akademia24.pl/...p?s=dobre&id=79
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-12-05, 22:18   

CZYM MIŁOŚĆ NIE JEST?
ks.dr. Marek Dziewiecki
(znalezione przez Danka 9 dziękujemy :mrgreen: )

cz.1
http://www.youtube.com/watch?v=xBuOv7R7yNw
cz.2
http://www.youtube.com/wa...feature=related
cz.3
http://www.youtube.com/wa...feature=related
cz.4
http://www.youtube.com/wa...feature=related
cz.5
http://www.youtube.com/wa...5Iaaaa1lBM&NR=1
cz.6
http://www.youtube.com/wa...mPknj94boc&NR=1
cz.7
http://www.youtube.com/wa...mcLH4wpfWg&NR=1
cz.8
http://www.youtube.com/wa...AR189hYDvs&NR=1
cz.9
http://www.youtube.com/wa...RnqkvStpnk&NR=1
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
 
     
Jarek321
[Usunięty]

Wysłany: 2010-12-06, 19:49   

kinga2 napisał/a:
CZYM MIŁOŚĆ NIE JEST?
ks.dr. Marek Dziewiecki
(znalezione przez Danka 9 dziękujemy :mrgreen: )


A w tym wykładzie:

Miłość to NIE JEST:

1. seks
2. uczucie
3. tolerancja
4. akceptacja
5. naiwność
 
     
Danka 9
[Usunięty]

Wysłany: 2010-12-13, 20:06   

Zasady szczęśliwego małżeństwa ( dostalam od kolezanki)

Najłatwiejszym sposobem osiągnięcia domowego szczęścia jest pielęgnowanie przez małżonków bezinteresowności.

Nigdy nie bądźcie źli jednocześnie.

Nigdy nie mówcie do siebie podniesionym głosem, chyba że dom się pali.

Niech każde z was stara się jak najczęściej spełniać życzenia drugiego.

Niech walka z egoizmem będzie waszym codziennym celem i praktyką.

Nigdy nie doszukuj się błędów, chyba że jakiś błąd został popełniony, i zawsze przemawiaj z miłością.

Nigdy nie wypominaj błędów przeszłości.

Zaniedbajcie raczej cały świat niż siebie nawzajem.

Nigdy nie każ powtarzać żadnej prośby.

Nigdy nie rozstawajcie się na cały dzień bez słów miłości, które będziecie mogli sobie powtarzać pod nieobecność drugiej osoby.

Nigdy nie rób uwag kosztem drugiego.

Nigdy nie dopuśćcie, by słońce zaszło nad waszym gniewem czy urazą.

Nigdy nie spotykajcie się bez pełnego miłości powitania.

Nigdy nie zapominajcie szczęśliwych chwil z początków waszej miłości.

Nigdy nie wzdychajcie nad tym, co mogłoby być, lecz jak najlepiej korzystajcie z tego, co jest.

Nigdy nie zapominajcie, że małżeństwo jest ustanowione przez Boga i tylko Jego błogosławieństwo może uczynić je takim, jakim być powinno.

Nigdy nie spocznijcie, póki oboje nie będziecie pewni, że kroczycie tą samą wąską ścieżką*
 
     
Agnieszka
[Usunięty]

Wysłany: 2010-12-13, 22:54   

Ładne :->
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 8