Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Mufinka moje małżeństwo
Autor Wiadomość
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-24, 08:22   

Doradca rodzinny,autor wielu książek o małżnstwie i dla małżeństwa Jacek Pulikowski na warsztatach kiedyś powiedział coś w tym stylu: 80% mężów stających się alkoholikami stają się nimi przy ogromnej pomocy ich żon.
Ja bym tak nie powiedział-że aż tyle-ale coś w tym jest.

Kryzys wieku średniego,przemijanie jest czasami tym u facetów czym jest menopauza u kobiet.
Dotyka to prawie każdego..........ale w różnym nateżeniu
Mufinka napisał/a:
1-do pracy nie chodzi -dlaczego ?
2- siedzi bez przerwy na necie - dlaczego ?
3- zdarza mu się raz na tydzień kupić piwa do oporu jednego dnia i tak się upić- jest pijakiem - bo ma problem!
4- ja utrzymuję dom i jego - pozwalam mu na to bo wydaje mi się ,że nie mam wyjścia
A dziś jest obrażony na cały świat nawet komputer wyłączył i jeszcze słowa do mnie nie powiedział -pewnie ma wyżuty sumienia i jeszcze mnie chce nimi pokarać -tym milczeniem


No to można by chyba mówić o kryzysie...........o spadku poczucia własnej wartości..... dla sporej części facetów porażka zawodowa,biznesowa jest okropnie deprymująca,wręcz dołująca.
Znam taki stan..............
Samemu trudno się podnieść z takiego doła.....................
Żona utrzymuje......przy tym gdera pewnie (rzadziej lub częściej),niby mobilizuje gadaniem(wg niej) a to skutek odwrotny-bo obniża poczucie i tak niskiego poczucia wartości.
Potrzeba impulsu............... koła ratunkowego.........może DNA??? upadku by ból zmusił do dziąłania....
Trudne to..............
Pogody Ducha
 
     
Satine
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-24, 10:24   

nałóg napisał/a:
Doradca rodzinny,autor wielu książek o małżnstwie i dla małżeństwa Jacek Pulikowski na warsztatach kiedyś powiedział coś w tym stylu: 80% mężów stających się alkoholikami stają się nimi przy ogromnej pomocy ich żon.


Ale czy dobrze rozumiem to zdanie? Chyba nie chodzi o przyczyny: "zacząłem pić, bo: żona jest taka, śmaka, owaka, bo gdera, bo nie wspiera, bo deprecjonuje" - a o sam proces: że żona patrzy przez palce na początki picia, lekceważy pierwsze symptomy, mości poduszeczki pod tyłkiem męża, ukrywając przed światem, że mąż pije, płacąc za niego rachunki, tłumacząc go z nieobecności w pracy itd.

Uściślij to może, Nałogu, bo wydaje mi się, że jest to pewna różnica jednak i żeby nasze forumowiczki nie poczuły się jeszcze gorzej, myśląc, że stały się przyczyną alkoholizmu swoich mężów....

Pozdrawiam serdecznie
 
     
Ewa Ha
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-24, 23:31   

Mufinko
dla porządku
w Warszawie na alejach Jerozolimskich 47 lok 3 jest PETRA jakbys szukała :-D
to dobry osrodek.

pozdrawiam cieplutko
żona wspóluzalezniona ( jak cholera)!!
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-25, 08:43   

Satine.............. ja nie bardzo się zgadzam z tym co powiedział Pulikowski-ale cos w tym jest.
Jak pewnie wiesz ,to od chwili ślubu żony mniej czy bardziej świadomie pra do tego by zmieniać swojego męża.Stawiają coraz to inne wymagania,pragnienia,podwyzszają poprzeczkę.czesto traktują męża jak cos co sie ma na całe życie,na własność(to dotyczy też i mężów oczywiście).
A męzczyzni?mezowie????
No my byśmy chcieli by nasze małżonki( czyli Wy kobiety) pozostały niezmienne......ciagle te trochę zalotne......trochę tajmnicze..... trochę uległe..... nie stawiające za dużo wymagań.....nie zmieniające się fizycznie.
I to jakby jeden aspekt popadania w alkoholizm mężów.
Czyli???frustracja na "czepialską" żonę.
To też opisałaś Satine.......... frustrujące ???? ale i tak jest.

I drugi to opisany przez Ciebie scenariusz...........
Satine napisał/a:
że żona patrzy przez palce na początki picia, lekceważy pierwsze symptomy, mości poduszeczki pod tyłkiem męża, ukrywając przed światem, że mąż pije, płacąc za niego rachunki, tłumacząc go z nieobecności w pracy itd.


Pogody Ducha
 
     
Satine
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-25, 08:59   

nałóg napisał/a:
I to jakby jeden aspekt popadania w alkoholizm mężów.
Czyli???frustracja na "czepialską" żonę.


Tak, ja wiem. Ale wiesz co - no z tego, co tutaj wyczytałam w różnych tekstach, wyznaniach - powód do picia zawsze się znajdzie. Ot, np. frustrująca żona.

Mnie jednak chodzi o to, że decyzję o wyborze reakcji na tę frustrację - podejmuje sam nałogowiec. Nie przesadzajmy, wielu mężczyzn ma frustrujące, gderające, wredne żony, ale nie każdy ucieka w alkohol. Przyczyną nałogu jest zatem słabość charakteru w momencie rozpoczęcia uzależnienia (plus czynniki od niego niezależne np DDA), gderająca żona może być jedynie pretekstem albo wygodnym tłumaczeniem. A po wejściu w nałóg - czynnikiem wspomagającym (tym, który nieumiejętnie wspiera alkoholika, usprawiedliwiając jego zachowanie i ukrywając je przed światem)
Tak samo przecież tłumaczymy też zdrady, inne grzechy... Że za kryzys w związkach odpowiadają dwie strony, za zdradę (nałóg) już tylko ta, która tej zdrady dokonała i która weszła w uzależnienie.
Protestuję przeciwko twierdzeniu, że przyczyną nałogu może być współmałżonek...

No, chyba, że przywiązywał do krzesła i przez lejek lał wódkę do gardła.....

Pozdrawiam ciepło w ten zimowy poranek!
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-25, 09:25   

Satine....... ja napisałem na początku mojego postu,że się z tym nie utożsamiam całkowicie.Bo to jest uproszczenie.
Natomiast co do tego:
Satine napisał/a:
Przyczyną nałogu jest zatem słabość charakteru w momencie rozpoczęcia uzależnienia

Tu bym polemizował z Tobą w sprawie tej słabości charakteru.
Tu raczej nie w tym jest sedno.Sedno jest najczęściej jest w tym,że potencjalny nałóg nie radzi sobie ze swoimi emocjami,ze swoja nadwrażliwością,ze swoim poczuciem wartości( za wysokim i wachadłowo-za niskim),z umiejętnością wentylowania emocji,mówienia o uczuciach,o emocjach.
Często jest to ucieczka od siebie do przodu ....z lęku przed samym sobą w alkohol czy inne używki.
Do tego jeszcze "wdrukowane" wzorce i archetypy osobowościowe i zachowań z przekazu międzypokoleniowego i rodzinnego.
Często po prostu ci potencjalni "nałogowcy" nie wiedzą, że można inaczej sobie radzić ze sobą,ze swoją nadwrażliwością jak sięgając po używki.

Wypieranie ze świadomości ewentualnych konsekwencji w imię dorażnych doznań(uwolnienia sie od ciężaru),a w przypadku zdrady -poprostu od zaspokojenia żądz i instynktów.


Pogody Ducha
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-25, 10:58   

Serdecznie witam!

Ta choroba rzeczywiście jest bardzo złożona
Polecam tekst ks.Marka Dziewieckiego

http://79.188.158.178/Szk...gia/Dziewiecki/

wybrane teksty-> choroba alkoholowa
 
     
Mufinka
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-25, 22:21   

Zacytuję OP Joachima Badeni

" W życiu wewnętrznym przeżywamy wiele cierpień.
Krzyż kapłana jest bolesny - zapowiada przyszłe szczęście ale nie tylko, jest dowodem miłości Boga.
Dlatego w życiu zakonnym nie może zabraknąć krzyża.
W małżeństwie tak samo"

Proszę Boga o mądrość i rozeznanie.
Kocham męża i nidy nie chciałam dla niego źle.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-26, 08:56   

Satine...Mirella podała link.Ja wklejam tylko cytat:".....W świetle powyższych analiz można stwierdzić, iż najbardziej bezpośrednia przyczyna nadużywania alkoholu jest związana z problemami emocjonalnymi, gdyż działanie alkoholu może bezpośrednio modyfikować tą właśnie sferę. Alkohol staje się więc subiektywnie atrakcyjny a przez to bardzo groźny dla osób, które przeżywają stany lęku, niepokoju, rozgoryczenia, depresji, które cierpią na skutek kompleksów, niepewności, nieporadności, dla których własna sytuacja życiowa, szkoła, praca, codzienne obowiązki, relacje międzyludzkie jawią się jako bolesny ciężar i stają się źródłem intensywnego bólu. Sięganie po alkohol w sytuacjach trudnych emocjonalnie, dla dodania sobie odwagi, poprawienia nastroju czy ukrycia braku potrzebnych kompetencji, stanowi jednoznaczny sygnał wkraczania na drogę uzależnienia. Paradoksalnie więc im bardziej dany człowiek toleruje alkohol (aspekt organiczny) i im chętniej po niego sięga (aspekt psychiczny), tym bardziej powinien traktować to jako motyw do zachowania całkowitej abstynencji, gdyż należy do osób o wysokim ryzyku popadnięcia w chorobę alkoholową...."

To nie jest tak,że alkoholik zaczyna pić by stać sie alkoholikiem.Nie znam alkoholika,który biorąc do ust swój 1 kieliszek(flaszkę) chciał to robic by stać sie alkoholikiem.
Trudno to zroumieć komuś kto nie doznał stanu przymusu picia mimo że nie chciął rozumowo juz pić.Trudno zrozumieć jest ten stan komuś kto nie był ubezwłasnowolniony przez alkohol(używkę).
Do czego zmierzam???? do tych
Satine napisał/a:
decyzję o wyborze reakcji na tę frustrację


Patrząc z boku............. tak,sam alkoholik bierze alkohol do ust...sam pije....sam pije kolejny raz............Jego wybór.
Tylko czy do końca świadomy????
Dlatego alkoholizm(choć i inne uzależnienia też) są nazywane stanem chorobowym zaprzeczeń i iluzji,lęków i wstydu,nieporadności( w sferze emocji i uczuć) i zakłamania.
Dopiero sięgniecie "DNA" uzmysławia tak naprawdę skalę upadku.
I wtedy pozostają łzy bezsilności........i poproszenie Boga o pomoć.Nawet jak ten Bóg nie jest zdefiniowany jako Bóg.Poproszenie o pomoć Boga w innym człowieku.
Tyle.............
 
     
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-26, 09:45   

Satine napisał/a:
Mnie jednak chodzi o to, że decyzję o wyborze reakcji na tę frustrację - podejmuje sam nałogowiec. Nie przesadzajmy, wielu mężczyzn ma frustrujące, gderające, wredne żony, ale nie każdy ucieka w alkohol.
Satine napisał/a:
Przyczyną nałogu jest zatem słabość charakteru w momencie rozpoczęcia uzależnienia (plus czynniki od niego niezależne np DDA), gderająca żona może być jedynie pretekstem albo wygodnym tłumaczeniem



Jasne a On/Ona taki/a święty/a był/a....a Ona/On od poczatku taka/i upadły/a...
Cóz za prostota wyjasnień :shock: :shock:

..bo tak łatwo??? :?: :?:

nałóg napisał/a:
W świetle powyższych analiz można stwierdzić, iż najbardziej bezpośrednia przyczyna nadużywania alkoholu jest związana z problemami emocjonalnymi, gdyż działanie alkoholu może bezpośrednio modyfikować tą właśnie sferę.


A to jest problem ..jak każdego człowieka dysfunkcyjnego..problem z jakim nie umie sie uporac...bo nie jest to łatwe kiedy w człowieku jest wszystko zachwiane.......trzeba bardzo wielu za i przeciw..trzeba mocnej postawy i chęci....trzeba nieraz tego mocnego walniecia by jak sie pózniej okarze ratowac głownie siebie........

Satine napisał/a:
No, chyba, że przywiązywał do krzesła i przez lejek lał wódkę do gardła.....


czasami nie trzeba formy bezpośredniej
...wystarczy tylko pośrednia.
-brak zrozumienia drugiego człowieka
-brak wsparcia w problemach
-nieświadome lub świadome zaniżanie wartości
-wszelkie formy odrzucenia.
-własny egoizm
-niezdolnośc do miłości
-i błędy wyniesione z własnych domów


Bo świetych za zycia ....nie ma na ziemi..a kto tak mysli to bładzi.......
 
     
Danka 9
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-26, 14:35   

Ciekawie sie Was czyta, przyszła mi taka refleksja

zarowno alkoholizm męża ale i może żony....jest dysfunkcja wynikającą z tych przyczyn o ktorych ppiszecie ( najzesciej DDA, inne nałogi w rodzinie)
jak i ta słynna "gderliwośc ;-) " jest pewną dysfunkcją....
widzę ze ta cecha kobiet ale i często mężczyzn, ktora jest ni mniej ni więcej wołaniem o miłość, dopominaniem sie jakiejś uwagi,czułości
tak jak i inne dysfunkcje ( hazadr, narkotyki, nikotynizm, zaburzenia odzywiania, zdradzanie itp.)
sa tez wołaniem o pomoc....o miłość...ktorej kiedyś brakowało
o alkocholiżmi mówimy ładnie choroba alkoholowa, nałóg..
a o wołaniu kobiety o miłośc, o nie wiem jak to nazwać "dysfunkcji w wyrazaniu swoich potrzeb" (?) mowimy a to gderliwość...
jest cos w tym?
a jedenj strony pijanstwo z drugiej gderliwość....
albo jakby spojrzec na czlowieka bez oceny...uzaleznienie od alkoholu...albo od nieadekwatnego wyrazania swoich potrzeb......

ludzie dobieraja sie na zasadzie domina....wpoluzaleniony z uzaleznionym....
kazdy ma z czyms innym problem....ale chodzi o braki milosci i jej zaspokajania w czasie dziecięcym

i oczywiscie kazda strona moze wspierac drugą...jesli mąz starałby sie sie zaspokajac potrzeby zony...w zakresie uwagi, wysluchania, czułosci to zona nie domagalaby sie o nie tak rozpaczliwie ( zrzędzeniem, gderaniem :-P )
a gdyby zona mądrze stawiała granice i wspierala męza, to może nie poszedłby w nałóg alkoholu...albo wyszedl z niego szybciej
oczywiscie plec nie ma tu znaczenia..bo i zony naduzywaja alkoholu a mężowie "narzekają"

to dla mnie jest połączone, taka wzajemnie nakrecajaca sie spirala, a kusy zaciera ręce
w panu Bogu nadzieja!!!! :-D :-D :-D
w pomocnych ludziach, w szukaniu pomocy dla SIEBIE....

( ta "narzekająca")
 
     
Danka 9
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-26, 14:46   

Satine podoba mi się to co piszesz, rozumiem ze chodzi Ci o to ze odpowiedzialnosc za wejscie w pewne zachowania podejmujemu sami
Cytat:
Mnie jednak chodzi o to, że decyzję o wyborze reakcji na tę frustrację - podejmuje sam nałogowiec.

tak jak nałog pisze...czy do konca śwadomy???

mamy wolną wolę...ale w przypadku takich dysfunkcji...wchodzimy w to co znamy....z domu...w to jakie mamy predyspozycje...
czy zona czy mąz wybierają agresje, krzyki???
tak sie dzialo w rodzinie ich i jesli nie są siebie swiadomi.....to "lecą" tym schematem ktory znają...
idą w hazard czy zakupy....czesto to kwestia przypadku, zawodu, mozliwosci, towarzystwa, w co sie uwikłają
i dopóki nie zrobi się bardzo, bardzo nieprzyjemnie, zycie zacznie sie wymykac z rąk ( czesto kryzys małżeński) (DNO) osoba ta nie widzi ze cos się dzieje nie tak....zyje w iluzji ze zachowanie jest spolecznie akceptowane...i wszystko gra
swiadomy wybor widze niestety dopiero w momencie wyjscia z nałogu czy wspoluzaleznienia...w czasie wchodzenia nie.....

( to obserwacja moja nie wiem jak sie to ma do nauki...)
dlatego takie wazne bysmy nie przymykali oka na to jak widzimy ze ktos zaczyna...im wiecej "kuksańców" mądrych i milosci tym lepiej!

[ Dodano: 2010-11-26, 14:50 ]
Mufinko, oczywiscie sciskam i pamiętam o Tobie :-D .
 
     
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-26, 15:05   

Danka 9 napisał/a:
( to obserwacja moja nie wiem jak sie to ma do nauki...)

i dobra obserwacja ,zarówno i ta wczesniejsza...
hmmmm

KRYZYS..małżeństwo sie psuje...................samochód siada pzrednie zawieszenie..

czy ktos widział wymiane tylko jednego amortyzatora????
a gdy naprawimy tylko jedna strone zawieszenia w samochodzie ..ile mamy czekać aż znów cos się rozwali co????

taka mała refleksja
 
     
Satine
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-26, 16:48   

Danka 9 napisał/a:
Satine podoba mi się to co piszesz, rozumiem ze chodzi Ci o to ze odpowiedzialnosc za wejscie w pewne zachowania podejmujemu sami


Tak, dokładnie o to mi chodzi. Jeśli człowiek sięga po alkohol, bo: dzieciństwo, bo wychowanie takie, a nie inne, bo DDA - to ja to rozumiem tak - że ma pewne skłonności, pewien palec popychający w tym jednym kierunku, wzorzec czy przyzwolenie. Nazwałam to niezręcznie "słabością charakteru". Nie miałam nic złego na myśli. Słabość=choroba, nie do końca od nas zależna, słabe ogniwo - a nie brak charakteru w ogóle. I chodziło mi o to, że nawet wtedy - jeśli gderanie żony staje się nie do zniesienia i następuje brak wsparcia z jej strony czy ciągłe deprecjonowanie, brak szacunku - to jeśli człowiek sięga po alkohol, to TEŻ ze względu na te właśnie czynniki siedzące w nim głęboko, a nie PRZEZ ŻONĘ. Te czynniki powodują, że bierze butelkę, a nie np idzie do terapeuty, szuka rozwiązań mediacyjnych, szuka informacji, jak poradzić sobie z problemem w małżeństwie, jak rozmawiać z żoną, by jej gderania do niego nie docierały, jak ją zrozumieć.


Gderającą żonę można nazwać umownie PROBLEMEM, tak?

Kłopoty w małżeństwie, praca, brak pracy, tragedie życiowe, przestępstwa, choroby dzieci, brak pieniędzy to PROBLEMY, a nie przyczyny do picia. Przyczyną picia jest to, że dany człowiek nie umie rozwiązywać problemów we właściwy sposób i sięga po alkohol. Bo problemy ma każdy i każdy ma swoje dysfunkcje, które w taki a nie inny sposób pomagają lub przeszkadzają w rozwiązywaniu tych problemów.

Nie jest to wina człowieka, że ma nieprzerobione traumy z dzieciństwa, które ukształtowały jego osobowość, że nie umie radzić sobie z rzeczywistością inaczej. Ale tym bardziej nie jest to wina jego żony.... (czy współmałżonka, jeśli nie chcemy rozgraniczać płci, bo ona nie ma tu znaczenia obecnie). Tak samo jak nie jest winą wrednego szefa, stresującej pracy, samotności, że ktoś sięga po alkohol.


Ale! Rola żony, kiedy to JUŻ się dzieje - jest na pewno duża, z tym się zgodzę....I w obu przypadkach - czy nałóg się pogłębia czy się z niego wychodzi....

I tylko to usiłuję od początku przekazać....


Pozdrawiam serdecznie. Mufinko....trzymaj się. :->
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9