Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Dla tych, co szukają prawdy
Autor Wiadomość
Darek
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-12, 20:20   Dla tych, co szukają prawdy

Witam,

Poniżej przedstawiam kilka fragmentów książki „Żywot i Bolesna Męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza” dotyczących małżeństwa, a szczególnie jego nierozerwalności, konsekwencji rozwodu, ponownego małżeństwa, winy za rozpad, nieślubnych dzieci i właściwej postawy w takich sytuacjach.

Książka zawiera objawienia błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich (beatyfikowana 3 października 2004 przez Papieża Jana Pawła II) spisane przez Klemensa Brentano. Na podstawie tej książki powstał film „Pasja” Mela Gibsona. Przytoczone fragmenty to tylko malutka cząstka wielkiego bogactwa, jakie można w tej książce znaleźć.

Numery stron pochodzą z wydania „Żywot i Bolesna Męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza według widzeń błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich”, „Wydawnictwo Maria Vincit 2010”, Imprimatur V. I. 33/27 Kuria Biskupia w Katowicach.

Książkę można kupić między innymi w księgarniach internetowych: http://www.ppharka.hg.pl/ , http://www.tedeum.pl , http://sanctus.com.pl , do czego zachęcam.

Z Panem Bogiem, Darek

1. Herod rozmawia z Janem Chrzcicielem
(fragment rozdziału „Nowe poselstwo z Jerozolimy. Herod powtórnie przybywa do Jana”, str. 245 - 246)

Wkrótce potem widziałam Heroda, siedzącego na mule w pewnego rodzaju skrzyni, przytwierdzonej do grzbietu muła, jadącego do Jana. Towarzyszyła mu żona brata jego, mieszkająca w tym czasie już razem z nim. Siedziała również na mule, dumna i w zbytkowne suknie wystrojona. Z orszakiem sług przybyli w pobliże miejsca chrztu. Herodiada zatrzymała się na mule opodal. Herod zaś zsiadł z muła, przybliżył się do Jana i zaczął z nim rozmowę. Sprzeczał się z nim, gdyż Jan rzucił na niego klątwę z powodu niedozwolonego małżeństwa z żoną brata, mimo że Herod przedłożył mu niedawno pismo z dowodami, mającymi ten jego krok usprawiedliwić. Jan zagroził mu nadto utratą prawa chrztu i zbawienia przez Mesjasza, jeśli nie zaniecha tego haniebnego, gorszącego stosunku. Potem zapytywał Herod Jana, czy zna Jezusa z Nazaretu, o którym różne po kraju chodzą pogłoski, czy się nawzajem przez posłów porozumiewają, i czy to jest Ten sam, którego on głosi? Jeśli tak jest, to on zwróci się do Niego w tej sprawie. Jan zapewniał go, że Jezus tak samo będzie się na tę sprawę zapatrywał; nie pomogą tu żadne wykręty, gdyż cudzołóstwo pozostanie zawsze cudzołóstwem. Cała ta rozmowa toczyła się z pewnego oddalenia. Gdy Herod zapytał Jana, dlaczego nie chce przyjść bliżej do niego, odrzekł mu tenże: „Byłeś dotychczas ślepym, a grzech twój jeszcze bardziej cię oślepia. Czym bliżej byłbym ciebie, tym mniej pojmowałbyś. Gdy będę w twej mocy, wtenczas będziesz czynił, co zechcesz, chociaż później będziesz tego żałował! Tkwiła w tych słowach przepowiednia przyszłego losu Jana. Rozgoryczony, powrócił Herod z przewrotną kobieta, do domu.

2. Herod rozmawia z uwięzionym Janem Chrzcicielem
(fragment rozdziału „Jezus podczas żniw na polu koło Dothaim i Gennabris”, str. 371 – 373)

Herod pytał Jana, aby mu jasno powiedział, co myśli o Jezusie, który taki rozruch robi w Galilei; kto On właściwie jest? Czy On teraz przyszedł na jego miejsce? Słyszał wprawdzie, że Jan o Nim przepowiadał, ale nie przykładał do tego większej wagi, więc chce, aby mu jeszcze raz swoje zdanie dokładnie powiedział, człowiek ten bowiem prowadzi dziwne mowy, mówi o jakimś królestwie, nazywa siebie w porównaniach synem królewskim itd., a przecież jest tylko synem ubogiego cieśli. Jan tedy podniesionym głosem i zupełnie tak jakby przemawiał przed zgromadzonym ludem, dał świadectwo o Jezusie, mówiąc, że jest tylko przygotowującym drogi Jezusowi, że jest niczym wobec Niego, że takiego człowieka i proroka nie było i nie będzie, jakim On jest, że jest Synem Ojca, Chrystusem, Królem królów, Zbawicielem i Odnowicielem królestwa, że żadna potęga nie jest nad Jego potęgę, że jest Barankiem Bożym, który wziął na siebie grzechy świata. Tak mówił o Jezusie, głośno wołając, siebie zaś zowiąc Jego przesłańcem, przygotowującym drogi Jego, i najniższym sługą. Mówił to wszystko z takim natchnieniem i z tak niezwykłym uniesieniem, że Herod wpadł w wielki strach, a w końcu zatkał sobie uszy. Poczym rzekł do Jana: „Wiesz, żem ci przychylny, ale tak mówisz, iż przeciwko mnie lud buntujesz, potępiasz bowiem moje małżeństwo. Jeśli twoją niewczesną i przewrotną gorliwość poskromisz i przed ludem mój związek uznasz, puszczę cię na wolność i będziesz mógł pójść uczyć i chrzcić. Wtedy podniósł Jan głos z wielką powagą i strofował Heroda za jego życie publiczne, mówiąc: „Znam twój sposób myślenia, i wiem, że poznajesz słuszność i drżysz przed sądem; ale wplątałeś się w sidła i pogrążony jesteś w więzach wszeteczeństwa." Złość kobiety przy tych słowach była nie do opisania, a Herod popadł w taką trwogę, że Jana czym prędzej kazał wyprowadzić. Polecił przenieść go do innego więzienia, które by nie miało widoku na zewnątrz, tak że lud nie mógł go już słyszeć.

3. Niewiasty proszące Pana Jezusa o wydanie książeczki rozwodowej
(fragment rozdziału „Wskrzeszenie młodzieńca z Naim”, str.456)

Część ich uzdrowił Jezus zaraz rano, poczym pogodził wiele małżeństw zwaśnionych przy następującej okazji: Co chwila przychodziły doń niewiasty, prosząc Go o wydanie książeczki rozwodowej, bo — jak mówiły — nie mogą żyć dłużej ze swymi mężami. Właściwie jednak czyniły to z namowy Faryzeuszów. Ci bowiem, zawstydzeni cudami Jezusa, a nie mogąc nic wskórać przeciw Niemu, tym większą złością ku Niemu zapałali i chcieli skusić Go do wydania w sprawie rozwodowej jakiegoś wyroku, niezgodnego z prawem, by potem mogli Jezusa oskarżyć o szerzenie fałszywej nauki. Lecz i tym razem zawiedli się srodze. Na skargi i zażalenia niewiast odrzekł Jezus: „Przynieście Mi naczynie z mlekiem i drugie naczynie z wodą, a dam wam odpowiedź!" Przyniesiono Mu żądane rzeczy z pobliskiego domu, a wtedy Jezus, zmieszawszy mleko z wodą, rzekł: „Jeżeli teraz potraficie oddzielić mleko od wody, to i Ja wam dam książeczki rozwodowe." Naturalnie nie potrafiły tego niewiasty uczynić, a wtedy Jezus zaczął im tłumaczyć, że małżeństwo jest nierozerwalnym i tylko dla zatwardziałości serc ich pozwolił Mojżesz na rozwód. Całkiem nie mogą się nigdy rozdzielić, bo tworzą teraz jedno ciało; nawet gdyby małżonkowie nie żyli razem, mąż ma obowiązek utrzymywać żonę i dzieci, a żadne z nich obojga nie może zawierać powtórnych związków małżeńskich. Dawszy im takie wyjaśnienie, poszedł Jezus z nimi do ich mężów; tu pomówił najpierw z tymi ostatnimi, a potem przywoławszy żony, obwiniał i mężów i żony, że są przyczyną niezgody; zawsze jednak większą winę, przypisywał niewiastom. W końcu za Jego wpływem pogodzili się wszyscy wśród łez i żyli odtąd przykładniej i szczęśliwiej niż przedtem. Faryzeuszów zaś nowa złość zajęła, że zamiar ich podstępny się nie udał. Tegoż rana przywrócił Jezus wielu ślepym wzrok w ten sposób, że rozrabiał w ręku ziemię ze śliną i błotem i tym pomazywał im oczy.

4. Pan Jezus uzdrawia małżeństwo Eliuda
(fragment rozdziału „Jezus przybywa do Sychar – Kedar i naucza o tajemnicy małżeństwa”, str. 640)

Ze strony nowożeńców był na uczcie tylko mąż; zwał się on Eliud. Niedawno ożeniony, pojechał na gody do Edon, a powróciwszy, nie zastał już żony rodziców przy życiu; ci bowiem dowiedzieli się tymczasem przypadkowo, że córka ich, a żona Eliuda, jest cudzołożnicą, i ze zgryzoty nagle pomarli. Eliud sam nie znał powodu ich śmierci, bo nie wiedział nic o postępowaniu żony. — Po uczcie kazał się Jezus zaprowadzić Eliudowi do jego domu, nie biorąc ze Sobą młodzieńców. Tu pomówił na osobności z żoną jego, szczerze opłakującą i swój postępek i śmierć rodziców; niewiasta upadła Panu do nóg i z płaczem wyznawała swą winę. Potem zaprowadził Go Eliud na miejsce spoczynku. Jezus przemówił doń jeszcze poważnie, wzruszającymi słowy, poczym odprawiwszy go, pomodlił się i udał się na spoczynek. Nazajutrz rano przyszedł znów Eliud do sypialni, niosąc miednicę i zieloną gałązkę. Jezus spoczywał jeszcze na posłaniu, wsparty na ręce, lecz zaraz wstał, a Eliud umył Mu nogi i otarł je własną suknią. Wtedy kazał mu Jezus zaprowadzić się do jego modlitewnika, mówiąc, że chce tam nawzajem umyć jemu nogi. Eliud nie chciał oczywiście przystać na to, lecz Jezus rzekł mu stanowczo: „Jeśli nie zgodzisz się na to, opuszczę natychmiast dom twój; musi tak być, więc jeśli chcesz Mnie naśladować, nie powinieneś się sprzeciwiać." Ustąpił zatem Eliud, zaprowadził Jezusa do swego modlitewnika i przyniósł świeżej wody w miednicy. Wtedy Jezus ujął go za obie ręce, spojrzał mu czule w oczy i najpierw zaczął mówić o myciu nóg, a wreszcie powoli, ogródkami, wyjawił mu, że żona jego zgrzeszyła cudzołóstwem, lecz żałuje teraz szczerze i pragnie otrzymać jego przebaczenie. Wiadomość ta wywarła na biednym człowieku okropne wrażenie. Upadł twarzą na ziemię i tarzał się, jęcząc, taka boleść targała serce jego. Jezus tymczasem, odwróciwszy się, modlił się chwilę gorąco, dopiero gdy Eliud nieco ochłonął z pierwszej boleści, przystąpił doń, podniósł Go, pocieszył i teraz dopiero umył mu nogi. Widząc zaś, że już zupełnie ucichł i się uspokoił, kazał mu zawołać żonę. Gdy winowajczyni weszła z zasłoną na twarzy, wziął Jezus jej rękę, włożył w rękę Eliuda, a połączonych tak na nowo małżonków pobłogosławił i pocieszył. Na znak nowego związku zdjął niewieście zasłonę. Potem kazał im przywołać dzieci, te także pobłogosławił i oddał na powrót rodzicom. Małżonkowie pozostali sobie odtąd wierni i złożyli ślub dozgonnej czystości. Tegoż dnia zwiedził Jezus wiele domów, by sprostować błędne pojęcia mieszkańców o małżeństwie; wszędzie rozmawiał łaskawie o wszystkich sprawach i dolegliwościach, a obejściem się Swym zyskiwał Sobie coraz więcej serca mieszkańców.

5. Pan Jezus mówi o zadaniach kobiety w małżeństwie
(fragment rozdziału „Jezus przybywa do Sychar – Kedar i naucza o tajemnicy małżeństwa”, str. 641)

Ludzie tutejsi byli to pastuszkowie, dziecinnego usposobienia, tylko pod względem obyczajów nieco zdziczali. Jezus nie mówił im żadnych proroctw, ani też nie działał cudów. Kilka zwaśnionych, rozdzielonych małżeństw, połączył na nowo. Mężowi, który chciał się żenić z szóstą już siostrą swej pierwszej żony, wykazał Jezus, że to się nie godzi. Innym razem znowu nauczał Jezus o uprawie wina, o pielęgnowaniu winnicy i obcinaniu winnych latorośli, z tego zaś wysnuwał przedziwne, a głębokie zastosowania do małżeństwa. Wtedy to dziwnie jasnymi i przekonywującymi stały się dla mnie słowa Jego, że, jeśli małżeństwo nie żyje w jedności i nie wydaje dobrych, czystych owoców, to wina leży przeważnie po stronie niewiasty. Każde słowo Jezusa, choć na pozór pojedyncze, zawierało w sobie głęboką myśl. Kobieta — mówił — powinna znosić wszystko i cierpieć, powinna strzec i pielęgnować owoce małżeństwa, a ta duchowa jej praca i walka jest w stanie wygładzić wszystkie nieprawidłowości w niej samej i w jej płodzie, potrafi zmazać winę; każdy jej uczynek i postępek jest dla jej potomstwa albo błogosławieństwem, albo zagładą. W małżeństwie nie powinno chodzić o zadowolenie żądzy zmysłowej, lecz trzeba przede wszystkim pamiętać o pokucie i umartwianiu się, o trosce i ciągłej walce przeciw grzechowi i pożądliwości przy pomocy zaparcia się i modlitwy; przez taką walkę i zaparcie się odniesione zwycięstwo wychodzi na korzyść nie tylko rodzicom, ale i potomkom. Na ten temat mówił Jezus długo jeszcze o małżeństwie. Podczas całego objawienia tego otrzymałam łaskę być wszędzie przy Jezusie i chodzić wciąż za Nim.

6. Pan Jezus mówi o nieślubnych dzieciach
(fragmenty rozdziału „Jezus ma w synagodze ostre, gromiące kazanie”, str. 605 - 606)

W synagodze czytano III. Ks. Mojż. roz. 26. i Jeremiasza roz. 17, o przekleństwie Bożym na tych, którzy nie dochowują przykazań, o dziesięcinach, bałwochwalstwie, gwałceniu szabatu itd. Po skończonym czytaniu zabrał głos Jezus; w przemowie Swej tak surowo karcił grzeszne postępowanie ludzi, że wielu obecnych skruszył zupełnie i do rzewnego pobudził płaczu. Synagoga otwarta była na wszystkie strony, a głos Jezusa rozchodził się po niej tak dźwięcznie i silnie, jak żadnego innego człowieka. Jezus powstawał najpierw przeciw tym, którzy, zbyt przywiązani do rzeczy stworzonych, od ludzi tylko oczekują pociechy i pomocy. Mówił dalej o diabelskim pociągu, jaki czują ku sobie cudzołóżcy i cudzołożnice; klątwa rzucona przez oszukanych małżonków, spada na nieprawe dzieci, lecz wina ciąży tylko na cudzołóżcy.

Po skończeniu tego gromiącego kazania, powrócił Jezus do gospody; tu zaraz zebrało się mnóstwo ludzi, prosząc Go o radę, to o pośrednictwo. I tak doktorowie i uczniowie tutejszej szkoły prosili o wskazówki co do dalszych studiów. Inni znów w trwodze byli, bo wdali się w różne interesy z poganami, z nimi sąsiadującymi, i teraz nie wiedzieli, jak z tego wybrnąć. Przyszli także mężowie owych niewiast, które się skarżyły przed Jezusem i inni, na których podobna wina ciążyła, chociaż nikt ich nie oskarżał. Uznając się grzesznikami, padali każdy na twarz przed Panem, wyznawali swą winę i błagali o odpuszczenie, a zarazem pojednanie ich z żonami. Najbardziej trwożyła ich myśl, że klątwa ich żon może spaść na zupełnie niewinne nieślubne dzieci; zapytywali więc przede wszystkim, czy klątwa ta da się zmazać wytrwałą pokutą. Jezus rzekł im na to: „Klątwa może być zmazana, jeśli ze strony przeklinającego nastąpi zupełne przebaczenie i powróci dawna miłość, a grzesznik, który ją sprowadził, będzie szczerze żałował i pokutował. Prócz tego musi klątwę zdjąć kapłan i udzielić błogosławieństwa. Klątwa nie dotyka duszy, bo Ojciec wszechmocny mówi: wszystkie dusze do Mnie należą, ale szkodzi na ciele i dobrach doczesnych. Ciało jednak jest mieszkaniem i narzędziem duszy, więc ciało przeklęte sprawia wielki ucisk i niedolę duszy, która już i tak ma do dźwigania wielki własny ciężar". Przy tej sposobności widziałam, jak różnie taka klątwa działa, stosownie do intencji przeklinającego i usposobienia dziecka. Wielu cierpiących na konwulsje i opętanych, w ten stan popadło skutkiem klątwy. O ile uważałam, były dzieci nieślubne zawsze obdarzone doczesnymi, grzesznymi przymiotami. Miały coś podobieństwa do tych, które urodziły się z pomieszania „dzieci Bożych z córkami ludzkimi". Zwykle były piękne, a przy tym chytre, pełne skrytości i gwałtownej żądzy, chciałyby wszystko zagarnąć dla siebie, a nic nie chciały uznać. W ciele swym nosiły wyryte piętno swego pochodzenia i skutkiem tego nieraz dusza ich uległa wiecznej zgubie.
Przesłuchawszy wszystkich grzeszników z osobna i upomniawszy ich, kazał im Jezus przysłać tu swe żony. Tym znowu, każdej z osobna, opowiedział o skrusze mężów, kazał im szczerze pojednać się, zapomnieć wszystko i zdjąć rzuconą klątwę, bo jeśli która nie wypełni tego szczerze, sama będzie winna, gdyby mąż upadł powtórnie. Niewiasty z płaczem dziękowały Mu i przyrzekły wszystko uczynić. Niektóre małżeństwa pojednał Jezus zaraz dziś; kazał im stanąć przed Sobą i jakby dając na nowo ślub, zadawał im pytania, łączył ich ręce, przykrywał je szalem i udzielał błogosławieństwa. Żona jednego z niewiernych małżonków zdjęła zaraz klątwę z jego nieślubnych dzieci, które miał z pewną poganką; dzieci te chowały się tu w żydowskim zakładzie wychowawczym. Przywołano je, a ona w obecności Jezusa podała nad ich głowami mężowi ręce na krzyż, odwołała klątwę i dziatki pobłogosławiła. Jako pokutę nałożył Jezus na cudzołóżców jałmużny, post, umartwienia i modlitwę. Ten, który zgrzeszył z poganką, zmienił się teraz zupełnie na lepsze. Pokornie zaprosił Jezusa na ucztę, a Jezus przyjął zaproszenie i udał się tam wraz z uczniami.

Następnego dnia zwiedzał Jezus znowu aż do późnej nocy domy, upominał, pocieszał i zaprowadzał zgodę. W jednym domu przyszło doń parę niewiast, oskarżając same siebie, że mają nieślubne dzieci. Jezus kazał im przywołać mężów, pojednał ich nawzajem i na nowo połączył. Dzieci te zostały przez mężów przyjęte i pobłogosławione, nie wiedząc nawet, dlaczego. Wiele przezwyciężenia kosztowało ze strony żon, by przyjąć dzieci nieślubne swych mężów; poszło to jednak wszystkim tak gładko od serca, bo mężowie pokochali jeszcze więcej swe żony, błogosławili poczętym w cudzołóstwie dzieciom. W ten sposób doszło do skutku gruntowne pojednanie i uniknięto wszelkiego jawnego zgorszenia.
 
     
ewulek
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-15, 17:59   

Darku mam z meżem dwójkę dzieci, pierwsze dziecko zostało poczęte przed ślubem a urodziło się po ślubie. Czy mój synek jest potępiony?
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-16, 01:19   

ewulek napisał/a:
Darku mam z meżem dwójkę dzieci, pierwsze dziecko zostało poczęte przed ślubem a urodziło się po ślubie. Czy mój synek jest potępiony?

Witaj,
nie jest potępiony, ale zraniony duchowo i to głęboko. Dziecko poczęte bez czystości nosi na sobie nazwijmy to "piętno grzechu rodziców". Czyli grzech wszedł w pokolenie.
Aby to rozwiązać dobrze jest uzdrowić czystość chwili poczęcia czyli poprosić o modlitwę rozeznania jak zadośćuczynić Bogu za ten akt bez Miłości i bacznie obserwować dziecko podczas dorastania, w razie nietypowych kłopotów zwrócić się ponownie do kapłana.( być może egzorcysty) Koniecznie starannie wychować dziecko w wierze i rodzice nie powinni już zaniedbywać swojego rozwoju duchowego.
Ponadto zamówić Mszę św. jako akt pokuty za ten czyn poczęcia i przeprosić Boga podczas Adoracji małżeńskiej (czyli wspólnie adorujcie Św.Sakrament w kosciele lub Krzyż w domu- ale to raczej w przypadku, gdy nie ma mozliwości Adoracji żywego Boga)
I wysłuchać audycji z tego działu:
http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=4738

Mocne świadectwo dziecka poczętego przed ślubem.
NIE POCZYNAJCIE DZIECKA BEZ SAKRAMENTU MAŁŻEŃSTWA
 
     
ewulek
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-16, 17:24   

Dziękuję Kinguś :-D
Dziecko nie jest niczemu winne więc wierzę że Bóg modlitwy, żalu za grzechy i inne zadośćuczynienia wysłucha, na razie tylko moje bo mąż jest niechętny do wszelkich modlitw...
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-17, 01:24   

ewulek,
Jest jeszcze jedna kwestia o której nie napisałam, a dziś zwrócono mi na to uwagę.
Gdy przyszli rodzice poczynają dziecko w akcie Miłości Boga ,czyli w zjednoczeniu małżeńskim błogosławionym Sakramentem Małżeństwa, to takie dziecko wnosi do rodziny błogosławieństwo, i samo nim jest.
Kobieta brzemienna będąca w stanie Łaski Uświęcającej, wzorem Maryi, sprawia iż mąż który opiekuje się Nią ( jeden bardziej świadomie inny mniej )ma okazję nieustannie "Adorować Boga" obecnego w żonie i zarazem w niewinnym dziecku, jako że jest ono "świętym darem", a zatem żyje wzorem św. Józefa.
Maryja brzemienna była żywym Tabernakulum, a każda chrześcijanka ma szansę być Jej odbiciem w doczesnosci.
A jednocześnie Bóg czystym sercem nie gardzi i choć dziecko nosi piętno grzechu pierworodnego to samo jest takim błogosławieństwem, iż kobieta pozostająca w Łasce Uświęcającej , oddając się pod opiekę Maryi,zatem spotykająca Ją, wzorem św. Elżbiety zostaje napełniona Duchem Świętym. Samo w sobie jest to niewyobrażalnym błogosławieństwem dla takiej rodziny.~
Jednocześnie w chwili legalnego poczęcia ojciec obdarza swoje potomstwo błogosławieństwem, a gdy poczęcie nie jest święte matka sprowadza na nie " przekleństwo".
cyt." (9) Albowiem błogosławieństwo ojca podpiera domy dzieci, a przekleństwo matki wywraca fundamenty.
(Mądrość Syracha 3:9, Biblia Tysiąclecia)- ten cytat dotyczy nie tylko poczęcia, ale i całego życia ludzkiego. U osoby dorosłej stosunek do rodziców detrminuje jego życie
Gdy naturalnym biegiem rzeczy po porodzie rodzice przynoszą dziecko do koscioła i proszą o chrzest, dziecko zostaje włączone nie tylko do wspólnoty Kościoła, ale samo napełnione Duchem Św. daje nieustanną szansę rodzicom do " Adorowania Boga" jako,że On mieszka w nim bez przeszkód nieustannie.
Taka rodzina jest odbiciem Świętej Rodziny i kroczy najlepszą drogą ku Zbawieniu, otoczona nieustannie bozym wsparciem.

Poczynając dziecko bez Sakramentu Małżeństwa rodzice pozbawiaja siebie i potomstwo ogromnej częsci dziedzictwa przysługującego Bożym Dzieciom i narażają siebie i dziecko na omawiane wcześniej problemy.
 
     
ewulek
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-18, 18:26   

Synek jest ochrzczony, uczę go pacierza wieczornego, chodzi ze mna zawsze w niedzielę do kosciola a czasem i częściej, myślę że wiecej na dzień dzisiejszy nie mogę uczynić.
Żałuję że poczeło się przed ślubem ale tego już nie zmienię...jednocześnie widząc świat który nas otacza widzę ile kobiet jest nieświadoma tego co robi (tak jak kiedyś i ja) również i wiele par żyje w tzw.luźnym zwiazku, bez sakramentu małżeństwa i uważają że ślub jest im niepotrzebny... jest to sprawka :evil: który zaślepia oczy i umysł, ale ja już wiem że Maryja pomaga wyjsć z jego sideł a za innych pozostaje nam się jedynie modlić...

z Panem Bogiem
 
     
Jedna
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-21, 20:28   

Bogu wystarczy, że chcemy naprawić przyszłość, skoro przeszłości nie możemy :-D
Moja najstarsza z trójki jest poczęta przed ślubem. Ale nie była "niechciana" nawet przez moment.
Skruchę i pokutę za nieczystość mam już dawno za sobą i wiem że Bóg przyjął mój szczery żal.
A moja pierworodna córeczka jest błogosławieństwem - wychowywana od urodzenia w wierze, mam wrażenie, że obdarowana wieloma łaskami Bożymi - jest dzieckiem uzdolnionym (ma indywidualny tok nauczania) bardzo wrażliwym, empatycznym, niezwykle zainteresowanym sprawami Bożymi i ludzkimi.
Jakiś ogromny procent współczesnych jest poczętych przed ślubem. A Bóg ich kocha tak samo.
 
     
ewulek
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-21, 23:13   

Chwała Panu :-D

Pan Bóg jest miłoscią :-D
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-21, 23:46   

Na całe szczęście dla nas grzeszników, Bóg jest Miłością i nie jest pamiętliwy wobec skruszonych. :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9