Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Dla narzeczonych
Autor Wiadomość
Jarek321
[Usunięty]

Wysłany: 2010-08-08, 15:48   Dla narzeczonych

Rytualne zaprzeczanie rytuałom




Przejawy dojrzałości i miłości

Przyszedł do mnie kiedyś zatroskany młody człowiek. Żalił się, że nie ma, niestety, warunków na zamieszkanie z narzeczoną. Jednocześnie zapewniał mnie, że sypiają ze sobą, kiedy tylko mogą. Zatkało mnie. Miał poczucie winy, że nie mieszka z kobietą, ale ratował się myślą, że nie jest taki do końca nieodpowiedzialny, bo przecież współżyje z nią. Nie mógł zrozumieć mojej reakcji. Dla niego zamieszkanie razem było przejawem dojrzałości i miłości.

Paradoks tej sytuacji polega na swoistym odwróceniu wartości. Współczesna Sodoma i Gomora - czyli coś gorszącego - byłaby wtedy, gdyby dziewczyna nie mieszkała z chłopakiem. Sądzę, że w taki sposób myśli dzisiaj wiele par. Ludzie poznają się, zamieszkują razem, potem ewentualnie biorą ślub. Stopniowo zanikają tradycyjne zwyczaje, które kiedyś pełniły rolę inicjacyjną, przygotowującą do założenia rodziny.

Od swatów do wesela

Dawniej, zwłaszcza na polskiej wsi, można było spotkać wiele zwyczajów przedślubnych. Najpierw, zanim decydowano się na zaręczyny, rodzina pana młodego sprawdzała, czy nie zostanie on odrzucony przez pannę młodą. Organizowano więc tzw. swaty, których celem było skojarzenie pary i uzyskanie zgody na małżeństwo. Swat szedł z kawalerem do domu panny młodej, a jej rodzina - mimo że często wizyta była wcześniej ustalona - zawsze udawała zaskoczoną. Zanim przybyłych gości wpuszczono do środka, odbywały się tradycyjne targi, w których goście mieli przekonać gospodarzy, że kawaler jest odpowiednim kandydatem na męża.

Kolejnym etapem były zaręczyny, zwane też zrękowinami. Mogły się odbyć tego samego dnia, co wizyta swatów, ale często bywały osobną uroczystością. Zazwyczaj uczestniczyła w nich nie tylko najbliższa rodzina, ale też sąsiedzi, a czasem wybrani wcześniej drużbowie i druhny. Zrękowiny odbywały się w domu panny młodej, dlatego często następowały po nich jeszcze tzw. przeziory lub oględy, czyli wizyta dziewczyny i jej rodziny w domu przyszłego pana młodego. Następnie świętowano zaślubiny i uroczyste przeprowadzenie panny młodej do domu pana młodego. Ten zwyczaj przetrwał do dziś w postaci wesela. Od 1000 r. dodatkowym, stałym elementem rytuału małżeńskiego było błogosławieństwo biskupa. Młodzi mogli sobie złożyć przysięgę i zawrzeć sakramentalne małżeństwo - bez obecności księdza - ale przychodzili do katedry, bo chcieli nie tylko społecznej, ale również kościelnej akceptacji. Pragnęli potwierdzenia sakramentalności swojego małżeństwa.

Wspomniane etapy i związane z nimi rytuały miały charakter publiczny - dokonywały się głównie na rodzinnych spotkaniach, czasem uczestniczyli w nich sąsiedzi. Podkreślano przez to, że małżeństwo nie jest prywatną sprawą małżonków, że są przecież odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale też za wychowanie przyszłych dzieci. Dlatego wszystkich obchodzi, jak żyją i jakimi chcą być rodzicami.

Wchodzić drzwiami, nie oknem

Dzisiaj, gdy mężczyzna i kobieta mieszkają razem, często nie wiadomo, czy są już po ślubie, czy jeszcze nie. A stykający się z nimi ludzie powinni wiedzieć, z kim mają do czynienia. Inaczej bowiem rozmawia się z czyimś mężem, a inaczej z młodym człowiekiem, który jest ewentualnie kandydatem na męża.

Gdy byłem proboszczem, często przychodzili do mnie młodzi ludzie "załatwiać ślub". Jeżeli widziałem, że mają ten sam adres, pytałem wprost, co się stało, że już zamieszkali razem. Częstym powodem były kwestie finansowe albo to, że pochodzili z różnych miejscowości i znaleźli się razem w nieznanym, wielkim mieście. Czasem mówili, że nie byli pewni, czy mogą być małżeństwem i wcześniej chcieli "się sprawdzić". Z dłuższej rozmowy wynikało, że wspólne mieszkanie wcale nie dało im większej pewności co do siebie nawzajem, wcale nie przyspieszyło decyzji o małżeństwie. Młodzi trwali więc w takim zawieszeniu.

Coś normalnego

Pamiętam historię młodej dziewczyny, którą – jako dorosłą osobę – przygotowywałem do chrztu, potem razem z narzeczonym przychodziła na spotkania przedmałżeńskie. Trudno w to uwierzyć, ale nie wiedziała, że Kościół jest przeciwny zamieszkaniu razem przed ślubem. Myślała, że to coś normalnego i naturalnego, gdyż tak postępowali jej znajomi. Bardzo się zdziwiła, kiedy przedstawiłem jej katolickie nauczanie i nie mogła zrozumieć, dlaczego jest właśnie takie.

Ponieważ chciała być posłuszna Kościołowi, zaproponowałem jej, żeby zaufała i nie mieszkała z chłopakiem. Opowiedziała mi potem historię, która wydarzyła się podczas imprezy w domu narzeczonego. Było wielu znajomych, bawili się całą noc. Około 3.00 nad ranem wszyscy kładli się spać gdzie popadnie, tylko ona poprosiła, aby odwieźć ją do domu jej rodziców. "Do jakiego domu?" - pytano ją. Nikt nie mógł zrozumieć, o co jej chodzi. Uparła się jednak i dopięła swego. Był to pewien znak, który na jej znajomych zrobił duże wrażenie. Zobaczyli, że istnieje różnica pomiędzy mieszkaniem ze sobą bez ślubu, a życiem małżeńskim. W krótkim czasie wielu z nich, żyjących wcześniej bez ślubu, zdecydowało się na małżeństwo. O to właśnie chodzi, żeby pokazywać wartość kolejnych etapów poznawania siebie. Nie jest bez znaczenia, czy wejdziesz w związek małżeński "drzwiami" czy "oknem". Wchodząc oknem, możesz sobie zrobić krzywdę.

Jak Pan Bóg przykazał

Nie jesteśmy w stanie powrócić do starych zwyczajów, zresztą nie o to chodzi, by na siłę podporządkowywać się niezrozumiałym rytuałom. Warto najpierw zrozumieć ich wartość i na tej podstawie wypracować drogę do małżeństwa. Proponuję cztery etapy wzajemnego poznawania siebie.

Najpierw musi być jakiś impuls, coś, co powoduje, że spodoba mi się ta a nie inna dziewczyna czy ten a nie inny chłopak. Chcę tę osobę bardziej poznać, dowiedzieć się, kim jest, gdzie mieszka, ile ma lat, co robi w życiu.

Potem jest czas na zaangażowanie się, na świadome budowanie więzi. Na czym to polega? Jeżeli na przykład mam do wyboru pójście do cioci na imieniny albo wyjazd w góry, to - jeżeli jest to ważne dla tej drugiej osoby - wybiorę imieniny. I musi być wiele takich "heroicznych" decyzji, aby potwierdzić, w praktyce dokonany wcześniej wybór, aby uznać za ważne to, co jest ważne dla drugiego człowieka. Ten etap powinien trwać przynajmniej rok, może dwa. Wtedy trzeba sobie postawić pytanie, czy moglibyśmy być małżeństwem. Jeżeli odpowiedź brzmi: "tak", warto zaręczyć się, czyli złożyć obietnicę zawarcia małżeństwa.

Narzeczeństwo powinno trwać krótko

Obecnie narzeczeństwo jest niezrozumiałe, a przez to zbanalizowane i wyśmiewane. Przyznaję, że tylko dwa razy zdarzyło mi się, że ktoś poprosił mnie o błogosławieństwo na czas narzeczeństwa. Musiałem wymyślić jakiś obrzęd, ponieważ dziś Kościół nie proponuje żadnego oficjalnego rytuału na tę okazję.

Narzeczeństwo powinno trwać krótko: trzy, cztery miesiące. Wtedy jest czas na pójście do proboszcza po świadectwo chrztu i załatwienie wszystkich innych formalności. Jeżeli młodzi ludzie oświadczają mi, że chcą być małżeństwem i już nawet się zaręczyli, ale ślub planują dopiero za kilka lat, pytam ich, jak sobie ten czas wyobrażają. Najczęściej, niestety, kończy się wspólnym zamieszkaniem. Potem przychodzą ochrzcić dziecko. Gdy pytam ich, dlaczego jeszcze się nie pobrali, odpowiadają, że oczywiście wezmą ślub, nawet już go zaplanowali na 2009 r. Stwierdzili, że wtedy będzie dobry czas, że zdążą się przygotować i dobrze poznać. Tylko co oni robili do tej pory?

Zdarza się też druga skrajność – młodzi zawierają ślub dla świętego spokoju, bo rodzina nalega, bo ksiądz nie ochrzci dziecka. Dla nich samych sakrament małżeństwa często nie ma wymiaru religijnego. Mam wtedy wątpliwości co do jego ważności, zastanawiam się, czy – przy tak małej świadomości uczestników – to wciąż jest sakrament, czy może tylko pusty rytuał. Bardzo uroczysty ślub pary, która już mieszka ze sobą, ma sens, jeżeli rzeczywiście oznacza zmianę życia: nawrócenie, powrót do Kościoła i chęć cieszenia się tym. Pamiętam ślub pary, która po latach życia razem, zawarła sakrament małżeństwa. Zaprosili swoich znajomych i stanęli do tego ślubu w albach, wtedy też chrzcili dzieci. Ślub kościelny był dla nich czytelnym znakiem, gestem powrotu do Kościoła, do pełnej Komunii.

Zawsze jest szansa

Spłycone podejście do rytuału świadczy o barbarzyństwie współczesnego świata i niedostrzeganiu ukrytej rzeczywistości. Można powiedzieć, że mamy dzisiaj do czynienia ze zjawiskiem rytualnego zaprzeczania rytuałom. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że troska o budowanie relacji przed ślubem wpływa na dalsze, już małżeńskie, życie. Z badań wynika, że pary, które mieszkały razem przed ślubem, są sześć razy bardziej narażone na rozpad związku niż te, które poczekały ze wspólnym zamieszkaniem. Nie jest jednak tak, że ktoś, kto nie przeszedł etapów inicjacji w małżeństwo jest całkowicie skazany na życiową porażkę. Jeżeli dowiedział się, że jest w grupie, która jest sześć razy bardziej narażona na poważniejsze problemy, to może się spodziewać, że będzie miał najprawdopodobniej sześć razy więcej kryzysów niż inni. Być może będzie go to wszystko kosztować więcej wysiłku, ale gdy go podejmie, może nadrobi stracony czas.

Bywa tak, że jeszcze przed ślubem ktoś widzi złe skutki swoich decyzji. Bardzo ich żałuje, ale jednocześnie wie, że czasu nie można cofnąć. Staram się mu wtedy uświadomić, że wiele błędów można naprawić, ale prawdopodobnie będzie trzeba pokonać wiele trudności. Ktoś taki ma wtedy jasność co do sytuacji, w której się znajduje, i wie, że czasem po prostu musi wytrzymać. Mam nadzieję, że jest to jakaś nadzieja dla tego konkretnego człowieka. Nigdy nie jest za późno, żeby walczyć o swoje małżeństwo.

Znam takie...

Trzeba pokazywać, że szczęśliwe związki istnieją i są możliwe, ponieważ ludzie często takich nie znają. Pamiętam, że kiedyś przy produkcji telewizyjnego programu o rodzinie dziennikarka zapytała mnie: "Ojciec naprawdę wierzy, że istnieją trwałe małżeństwa?". Odpowiedziałem: "Tak. Znam takie". Promieniują one czymś niezwykłym i myślę, że są szansą na zmianę tego plastikowego świata. Świata, w którym wierność wydaje się dziwnym hobby.

Mirosław Pilśniak OP



źródło: katolik.pl
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8