Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
rekolekcje Wakacje z Panem Bogiem 2010r
Autor Wiadomość
m.z.
[Usunięty]

Wysłany: 2010-04-19, 20:20   rekolekcje Wakacje z Panem Bogiem 2010r

Zapraszam na te rekolekcje, my byliśmy na trzech weekendach dla małżeństw organizowanych przez tą wspólnotę i było bardzo fajnie:


http://emmanuel.info.pl/w...ci/?page_id=182

Zapraszam

m.z.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2010-07-16, 11:45   

Rekolekcje Odnowy w Duchu Św.:
Katolicka Odnowa Charyzmatyczna Archidiecezji Warmińskiej

Rekolekcje - wakacje 2010

25 - 30 lipca - Rekolekcje Eucharystyczne
01 - 08 sierpnia - Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy
15 - 22 sierpnia - Kurs Pierwsze Słowo
22 - 29 sierpnia - Nie bójcie się Miłosierdzia
4-11 września - Uzdrowienie Wspomnień

szczegóły:
http://warmia.odnowa.org/rekolekcje.html

PO WAKACJACH:

Weekendy formacyjne jesień/zima 2010/2011 w Ośrodku Rekolekcyjnym "Źródło Jakuba" w Dobrym Mieście.



3 - 4 września - Spotkanie Kolegium Odpowiedzialnych

18 - 19 września - "Kim jesteś kobieto?!" - spotkanie dla kobiet. Prowadzi ekipa ze wspólnoty "Dobrego Paserza" z Magdalenki

24 - 25 września - IX Kongres Odnowy w Duchu Świętym Metropolii Warmińskiej

2 - 3 październik -

9 - 10 październik - weekend o modlitwie wstawienniczej - prowadzi Ida Niemirowska z Ryk, zaangażowana w posługę modlitwą wstawienniczą i modlitwa o uwolnienie. Weekend rozpoczyna się o 8.00 w sobotę (istnieje możliwość przyjazdu w piątek wieczorem po uprzednim zgłoszeniu). Cena 50 zł.

16 - 17 październik - O spotkaniu modlitewnym

22 - 24 październik - Rekolekcje dla narzeczonych

6 - 7 listopad - Szkoła Animatora - I spotkanie

13 - 14 listopad - O modlitwie wielbiącej

19 - 20 listopad - Spotkanie Kolegium Odpowiedzialnych

27 - 28 listopad - "Lectio divina" - wprowadzenie w modlitwę. Prowadzi Magdalena Sztelman z Rodzin Nazaretańskich

4 - 5 grudnia - Szkoła Animatora - II spotkanie

11 - 12 grudnia - weekend o rozeznawaniu wspólnotowym i indywidualnym (także zajęcia warsztatowe). Podjęte zostanie również zagadnienie komunikacji we wspólnocie oraz rozwiązywanie konfliktów. Weekend poprowadzi Małgorzata Stuła-Topolska, wicekoordynator Wspólnot Odnowy w Duchu Świętym w Polsce. Weekend rozpoczyna się o godz. 8.00 w sobotę (istnieje możliwość przyjazdu w piątek wieczorem po uprzednim zgłoszeniu). Cena 50 zł.

18 grudnia - Adwentowy dzień skupienia dla absolwentów Szkoły Animatora (można przyjechać w piątek wieczorem po uprzednim zgłoszeniu)

8 - 9 stycznia - Spotkanie Kolegium Odpowiedzialnych.

15 - 16 stycznia - Szkoła Animatora - III spotkanie poświęcone grupom dzielenia i komunikacji interpersonalnej. Spotkanie otwarte - także dla chętnych ze wspólnot. Prowadzi Zygmunt Nowosielski ze Skierniewic

ZGŁOSZENIA PRZYSYŁAMY NA ADRES:

Ośrodek Rekolekcyjne

"Źródło Jakuba"

ul. Orła Białego 30

11 - 040 Dobre Miasto

tel. 89 615 14 47

www.warmia.odnowa.org

e-mail: warmia@warmia.odnowa.org Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.



Zapraszamy na stronę http://www.cfw.odnowa.org , gdzie można zapoznać się z Centrum Formacji "Wieczernik" i terminami rekolekcji w Magdalence i Zalesiu Górnym.
 
     
katblo
[Usunięty]

Wysłany: 2010-07-30, 07:36   Małżeńska Droga Krzyżowa

WSTĘP DO ROZWAŻANIA MAŁŻEŃSKIEJ DROGI KRZYŻOWEJ
Narrator: Każdy z nas tutaj obecnych ma spory bagaż życiowych doświadczeń, ale na pewno dobrze pamiętacie, kiedy marzyliście o wielkiej miłości, tej jednej, jedynej
Miłość – teatr tańca
Narrator : Zanim zaczniemy rozważania Drogi Krzyżowej, chcemy zaprosić do obejrzenia i wysłuchania inscenizacji wybranych fragmentów dzieła Karola Wojtyły „Przed sklepem jubilera”. Wielką troską Ojca Świętego było dobro małżeństwa i rodziny.
Chcemy żebyście dzisiaj na chwilę zapomnieli o tym, co Was tak boli w Waszym małżeństwie i spróbowali przypomnieć sobie, jak to wszystko się zaczęło. Zapraszamy Was na krótką podróż w czasie i być może odnajdziecie w tej historii jakąś cząstkę Was – Waszej przeszłości i teraźniejszości…
Bohaterowie dramatu w oryginale noszą imiona Teresa, Andrzej, Krzysztof, Monika, Stefan, Anna. Ale tak naprawdę równie dobrze mogliby nazywać się: Andrzej i Kama, Magdalena i Daniel, Ewa i Roman, Krystyna i Stanisław, Agnieszka i Wojtek…
PRZED SKLEPEM JUBILERA KarolaWojtyły (wybrane fragmenty w wykonaniu grupy teatralnej)
SCENA I
Stare Dobre Małżeństwo „Tajemnicza nieznajoma – kim właściwie była ta piękna pani”Wchodzą Magda i Darek, mówią zwracając się do siebie

Magda: poprosiłeś o moją rękę.
Stało się to dziś między godziną piątą a szóstą po południu.
Dokładnie nie pamiętam.
W takich momentach nie sprawdza się godziny,
momenty takie wyrastają w człowieku ponad czas.

Odpowiedziałam „tak” – nie od razu,
ale po upływie kilku minut,

Wiedzieliśmy oboje, że sięga w całą przeszłość
i wychyla się w przyszłość daleko,
Pamiętam, że nie od razu zwróciłeś na mnie wzrok,
ale dość długo patrzył przed siebie, jakby wpatrywał się
w tę drogę, która jest przed nami.



Darek: Doszedłem do ciebie drogą dosyć długą, nie odnalazłem cię od razu.
Nie pamiętam nawet, czy pierwszemu naszemu spotkaniu
towarzyszyło jakieś przeczucie lub coś w tym rodzaju.
I chyba nawet nie wiem, co znaczy „miłość z pierwszego wejrzenia”.




Miłość uważać chciałem za namiętność
i za uczucie, które przewyższy wszystko
– wierzyłem w absolut uczucia.
I dlatego nie mogłem wprost pojąć,
na czym opiera się to przedziwne trwanie twoje we mnie,
dzięki czemu jesteś we mnie obecna,

Unikałem cię przezornie, omijałem wręcz z premedytacją

Wydawało mi się, że ścigasz mnie swoją miłością,
a ja muszę odciąć się stanowczo.
Tak zaś rosło me zainteresowanie dla ciebie,
miłość wyrastała poniekąd ze sprzeciwu.
Miłość może być bowiem zderzeniem,
w którym dwie osobowości uświadamiają sobie do głębi,
że powinny do siebie należeć, chociaż brak nastrojów i wrażeń.



Magda: Muszę przyznać, że oświadczyny
były dla mnie czymś nieoczekiwanym.
Nie miałam powodu, by na nie liczyć.
Zdawało mi się zawsze, że robisz wszystko,
abym była ci niepotrzebna i by mnie o tym przekonać.
Jeżeli te oświadczyny nie zastały mnie całkiem nie przygotowaną,
to dlatego, że czułam, iż jakoś jestem dla ciebie,
i że chyba mogłabym cię kochać.
Chyba nawet tą świadomością już kochałam.
Ale tylko tyle.
Nie dopuściłam nigdy do tego, aby nosić w sobie uczucie,
które zostanie bez odpowiedzi.
Dziś jednak mogę się przyznać sama przed sobą,
i nie było to dla mnie łatwe.

Piotr Szczepanik „Kochać jak to łatwo powiedzieć…”
Dzisiaj więc, gdy zapytałeś:
„czy zechciałabyś zostać na zawsze towarzyszką mojego życia?”
ja po upływie dziesięciu minut, odpowiedziałam „tak”,

Darek: Wiem, że nie będę już szukał.
Drżę tylko na myśl, że tak łatwo
mogłem cię stracić.

Od kilku lat szłaś obok mnie, a nie wiedziałem,
że to właśnie miłość idzie i dojrzewa.
Wzdragałem się przyjąć to,
co najwspanialszym dziś jest dla mnie darem.

Magda: Potem jeszcze patrzyliśmy wspólnie
na witrynę sklepu jubilera,
gdzie w pudełeczkach
powleczonych wewnątrz aksamitem
łańcuszki, pierścionki, kolczyki
Wśród nich były też obrączki ślubne.
Spoglądaliśmy chwilę w milczeniu.


Darek: A jednak nie weszliśmy od razu.
Zatrzymała nas nagle myśl, która
– odczuwaliśmy to dobrze – powstała równocześnie
W tobie i we mnie

Obrączki, które leżą na wystawie,
przemówiły do nas dziwnie mocno.
Oto teraz są tylko wyrobem ze szlachetnego metalu,
lecz tak będzie tylko do tej chwili,
gdy jedną z nich włożę na twój palec,
a ty drugą na palec mej ręki.
Odtąd zaczną wyznaczać nasz los.
Będą przeszłość przypominać wciąż,
jakby lekcję, którą trzeba wciąż pamiętać,
i przyszłość otwierać będą ciągle na nowo,
łącząc przeszłość z przyszłością.
A równocześnie na każdą chwilę,
jak dwa ostatnie ogniwa łańcucha,
nas mają niewidzialnym zespalać sposobem.

Nie weszliśmy więc zaraz do sklepu. Symbol przemówił.
Zrozumieliśmy go równocześnie. Patrząc na obrączki
ślubne poddaliśmy się wzruszeniu bez słów.
I to nas wstrzymało przed sklepem. Odkładaliśmy chwilę wejścia.
Czułem tylko, że przytuliłaś się mocniej
do mego ramienia… i to było nasze „teraz”:
spotkanie przeszłości z przyszłością.
Oto jesteśmy razem. Potajemnie zrastamy się w jedno
za sprawą tych dwóch obrączek.


Magda: Pracowała jednak wyobraźnia. Widziałam jak w zwierciadle
siebie samą – gdy klęczę obok ciebie w białej ślubnej sukni.
Ty w czarnym garniturze. Gdy wchodziliśmy do drzwi kościoła,
dorównywałam ci wzrostem na tyle, że nie było żadnej dysproporcji
(trzeba kupić w tym celu pantofle na wysokim obcasie,
te właśnie, które dzisiaj widziałam na tamtej wystawie).



Darek: Obrączki ślubne nie zostały na wystawie.
Jubiler długo patrzył nam w oczy.
Biorąc ostatnią już próbę szlachetnego metalu,
wypowiadał głębokie myśli, które w sposób przedziwny
utkwiły w mojej pamięci.

Ciężar tych złotych obrączek
– tak mówił – to nie ciężar metalu,
ale ciężar właściwy człowieka,
każdego z was osobno
i razem obojga.
Ach, ciężar własny człowieka,
ciężar właściwy człowieka!
Czy może być uciążliwszy,
a zarazem bardziej nieuchwytny?
Jest to ciężar ciągłego ciążenia
przykutego do krótkiego lotu.

Tak mówił ów dziwny jubiler
biorąc próbę naszych obrączek.

Patrzył przy tym ciągle w nasze oczy,
jakby chciał wysondować nam serca.
Czy miał rację mówiąc to wszystko?
Czy to były również nasze myśli?
Chyba żadne z nas nie potrafiło
myśleć o tym z takiego dystansu –
miłość raczej jest entuzjazmem niż zadumą.



Magda: Więc stoimy odbici w witrynie
jak w zwierciadle chwytającym przyszłość:
bierzesz jedną z obrączek,
ja zaś drugą, podaliśmy sobie ręce –
mój Boże, jakież to proste.

Cóż mogą myśleć ludzie zaproszeni na nasz ślub?
Co myślą wówczas, gdy milczą – i kiedy przestaną mówić,
co będą myśleć nadal?

Darek: Nowi ludzie – ty i ja
Magda:dotąd dwoje, lecz jeszcze nie jedno,
Darek: odtąd jedno, chociaż nadal dwoje. Przyszłość dla nas pozostała niewiadomą, którą teraz przyjmujemy bez niepokoju. Miłość zwyciężyła niepokój. Przyszłość zależy od miłości.


Magda: Przyszłość zależy od miłości.

„Niech mówią, że to nie jest miłość” P. Rubik

Magda: Patrząc w wydarzenia ostatnich dni
musiałam być roztrzęsiona.
Musiałam w nie patrzeć z goryczą.
która doznaje zawodu albo rozczarowania.
Może to tylko zwyczajny bieg rzeczy
zdeterminowany historią dwojga ludzi?
Tak właśnie usiłuje to wytłumaczyć on,
wyznałam mu bowiem natychmiast
pierwszy żal, jaki we mnie narósł.
słuchał, ale nie odczułam,
aby przejął się tym, co mówiłam.
O to żal jeszcze się powiększył.
Już mnie nie kocha – musiałam pomyśleć –
skoro nie reaguje na mój smutek.

Nie mogłam się z tym pogodzić
i nie mogłam też temu zaradzić,
że zaczęło się tworzyć pęknięcie:
Czy tylko miałam poczucie,
że istnieję teraz tylko w sobie?

Jakbym już odwykła od ścian mego wnętrza –
tak bardzo były one pełne męża,
że bez niego wydawały się puste.

Na zewnątrz nie zmieniło się nic.
On niby postępował tak samo,
lecz nie umiał zabliźnić tej rany,
która powstała w mej duszy.
Nie czuł jej, nie bolała go całkiem.
Może nie chciał.
myśląc pewnie: „to jej samo przejdzie”.
A poza tym ufał w swoje prawa,
ja zaś chciałam, by je wciąż zdobywał.
.
Czy w tym wszystkim był jakiś egoizm?
– Z pewnością czyniłam za mało,
Bo czyż miłość ma być kompromisem?
Czy nie winna wciąż rodzić się z walki
o miłość drugiego człowieka?

To było tuz po naszej jedenastej rocznicy ślubu
Pierwszy raz zdarzyło się że zapomniał
Ja udawałam że zapomniałam też
A potem tego wieczoru musiałam zrozumieć że nic już nie będzie tak jak dawniej…

Czy jednak w końcu przebaczę?
Czy pęknięcie raczej się utrwali?
Bardzo trudne jest to pogranicze
egoizmu i nie-egoizmu.
Byłam matką. W pokoiku obok
co wieczora zasypiały nasze dzieci:
Cicho było w dziecięcym pokoju:
– w dusze dzieci jeszcze nie przeszło
to pęknięcie naszej miłości,
które ja już czułam tak dotkliwie.

Krystyna Janda „Bo ja jestem proszę pana na zakręcie”



Magda: Przechodziłam tędy wielokrotnie.
Była to moja droga codzienna po pracy
Dawniej jednak nie zwracałam uwagi
na ten sklep.
Lecz od czasu
gdy pęknięcie naszej miłości stało się faktem,
patrzyłam nieraz na złote obrączki
– symbole ludzkiej miłości i „wiary małżeńskiej”.

Ja myślałam, że winien jest on –
a winy w sobie nie umiałam znaleźć!!!
Coraz bardziej życie się zmieniało
w uciążliwą egzystencję
Pozostaje tylko suma obowiązków,
suma umowna i zmienna,
oderwana przy tym coraz bardziej
od czystego smaku entuzjazmu.
I tak mało, tak mało już łączy.

Pomyślałam wtedy o obrączkach,
które wciąż nosimy na palcach
oboje:
Więc pewnego razu wracając z pracy
i przechodząc obok sklepu jubilera,
pomyślałam, że można by sprzedać
z powodzeniem tę moją obrączkę
(on chyba by nie zauważył –
nie istniałam prawie już dla niego.
Czy mnie zdradzał – nie wiem,
bo i ja nie zajmowałam się jego życiem.
Był mi obojętny.
Pewnie chodził po pracy na piwo
Wracał nad ranem bez słowa lub z jakimś zdawkowym,
na które odpowiadałam z reguły milczeniem).

Więc tym razem zdecydowałam się wstąpić.
Jubiler obejrzał robotę, ważył pierścień
długo w palcach i spoglądał
mi w oczy. Przez chwilę czytał
wypisaną wewnątrz obrączki
datę naszego ślubu.
znów patrzył w moje oczy. kładł na wagę…
potem powiedział: „Obrączka ta nic nie waży,
waga stale wskazuje zero
i nie mogę wydobyć z niej
ani jednego miligrama.
Widocznie mąż pani żyje –
wtedy żadna obrączka z osobna
nic nie waży – ważą tylko obie.
Odebrałam pierścień zawstydzona
i bez słowa już wyszłam ze sklepu
– myślę jednak, że on patrzył za mną.
Od tego czasu wracałam do domu inną drogą.


Darek: Wtedy nie wiedziałem…
Dzisiaj już wiem i chciałbym móc wymazać z pamięci rzeczy, których nie da się już cofnąć.
Miłość to nie jest przygoda. Ma smak całego człowieka. Ma jego ciężar gatunkowy. I ciężar całego losu. Nie może być chwilą!!!
Wieczność człowieka przechodzi przez nią. Dlatego odnajduje się w wymiarach Boga, bo tylko On jest wiecznością.
Człowiek wychylony w czas. Zapomnieć, zapomnieć. Być tylko chwilę, tylko teraz – i odciąć się od wieczności – tak, znam to!
Wziąć wszystko w jednej chwili i wszystko zaraz utracić. Ach, przekleństwo chwili następnej i wszystkich następnych chwil, w ciągu których będziesz poszukiwał drogi do tej, która minęła, aby ją mieć znów na nowo, a przez nią „wszystko”.


Oblubieniec nadchodzi. To jest właśnie jego godzina. O, popatrz – właśnie przeszły panny mądre, trzymając świeżo zapalone lampy. Światło ich jest jasne, bo przeczyściły szkła w lampionach. Idą wesoło, prawie pląsają w chodzie. A ty? Czy naprawdę chcesz być jedną z głupich panien?

Wiem, dlaczego się cofnęłaś. Nie zniosłaś widoku mojej twarzy.



Magda: Zobaczyłam twarz, której nienawidzę, i zobaczyłam też twarz, którą powinnam kochać. Dlaczego wystawiasz mnie na taką próbę?




Darek: W twarzy Oblubieńca każdy z nas odnajduje podobieństwo twarzy tych, w których uwikłała nas miłość po tej stronie życia i egzystencji. Wszystkie są w Nim.


Magda: Boję się.

Darek: Boisz się miłości. Czy naprawdę boisz się miłości? Boisz się wszystkiemu wierzyć, wszystko znieść i we wszystkim pokładać nadzieję? Boisz się tego, że prawdziwa miłość nigdy nie ustaje?


Magda: Tak. Boję się. No, czego mnie dręczysz! Ten człowiek miał twarz mojego męża. Ja boję się tego człowieka, on mnie tak skrzywdził.
A ja mam prawo do szczęścia!


Gdy się ocknęłam
.
Przypomniałam sobie wyraz jego oczu,
które wypowiadały niezależnie od słów taki rozkaz:
nie wolno ci nigdy być poniżej tego, co widzi mój wzrok,
nie wolno ci opadać w dół, skoro ciężar twojego życia
musi wykazać moja waga.
Gdy potem biegłam pełna ukrytej nadziei
w stronę zapowiedzianego mi nagle Oblubieńca,
zobaczyłam twarz męża
Czy On musi mieć dla mnie tę twarz?
Dlaczego? Dlaczego?

Darek:Jeśli los nie rozszczepi miłości, odnoszą zwycięstwo ludzie.
Lecz nic poza tym – i ponad to także nic.
Tu są granice człowieka.


Walczyłem tak godzinami, nie mogąc usnąć do rana,
z pokusą jakiejś ucieczki – dziś jednak dłużej nie mogę.
Musimy iść odtąd razem,

Wszystko tamto trzeba pozostawić i tworzyć swój los od początku.
Miłość jest ciągłym wyzwaniem rzucanym nam przez Boga,
rzucanym chyba po to, byśmy sami wyzywali los.

Antonina Krzysztoń „Hymn o miłości”



DROGA KRZYŻOWA MAŁŻEŃSKA

Wstęp
Jeszcze masz szansę, bo Chrystus zmartwychwstał, a ty żyjesz.
W jakim szalonym tempie upływa ten czas. Kolejny Wielki Post. Kolejna szansa.
W Polsce w zatrważającym tempie wzrasta ilość małżeństw rozpadających się. Logika szatana jest bardzo prosta: cały atak skupia on na małżeństwie, gdyż wie, że niszcząc małżeństwo niszczy człowieka, rodzinę, kościół i naród. Nic więcej nie musi robić.
Niech więc to będzie nasze wielkie wołanie do nieba w intencji naszych małżeństw, w intencji małżeństw nam bliskich, przeżywających trudności, w intencji wszystkich małżeństw. Bez Bożej pomocy przegramy, wielu przegrało. Ratujmy to, co możliwe jest jeszcze do uratowania.
„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę”( Rdz 1, 27).
Powołanie do życia w jedności z Bogiem i na Jego podobieństwo, od samego początku zaplanowane było przede wszystkim jako powołanie we dwoje, w małżeństwie. Chrystus dodaje do tego ważne uzupełnienie: „A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19, 6). -Małżeństwo jest najbardziej optymalną glebą do wzrostu i rozwoju człowieka na każdej płaszczyźnie, zarówno dla osób dorosłych, jak i dla dzieci. Dlatego najlepszą inwestycją dla dzieci, jest inwestycja w swoje małżeństwo.

Stacja I : Pan Jezus na śmierć skazany
Kłaniamy się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył
„Ja ………….biorę Ciebie ………….za męża i slubuję Ci miłość wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do smierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy święci”
W dniu kiedy drżącym może głosem ślubowaliście sobie małżeńską miłość, zdecydowaliście się umrzeć dla tej miłości. I poprosiliście mniej lub bardziej świadomie Jezusa, by przemienił wodę w wino.
To nie przypadek ani pomyłka że Pan Bóg podarował Was sobie nawzajem.
Choć ciężko uwierzyć w sens tej przysięgi wtedy, gdy czujemy się na siebie skazani, gdy małżonek odchodzi, zdradza, ucieka – nie można jej cofnąć, W Bożym planie zbawienia nic nie dzieje się przypadkowo i tak jest z Obecnością Jezusa w Kanie Galilejskiej. Tu dokonuje się pierwszy cud, potwierdzający, że maż i żona są szczególnie uprzywilejowani Jego obecnością i zbawczą mocą.
Jeśli mówisz do swojej żony, do swojego męża „nie kocham cię już, nie chcę już z tobą być” jesteś jak jeden z tych, którzy woleli Barabasza, a Jezusa chcieli ukrzyżować…
Któryś za nas cierpiał rany Jezu Chryste zmiłuj się nad nami
I Ty któraś współcierpiała Matko Bolesna przyczyn się za nami
Stacja II : Wzięcie krzyża
Aktem największej miłości ze strony Boga jest ofiara Jezusa. W najpełniejszy sposób Boża miłość objawiła się na krzyżu. Zbawienie przyszło przez krzyż, bez cierpienia ono jest niemożliwe. Słyszane słowa wiele razy…i na pewno dla wszystkich zrozumiałe. Ale czy odnosisz je do swojego życia i do swojego małżeństwa? Wszystkie porażki w małżeństwa wynikają z zapominania o tej konieczności.
Im większa miłość, tym większe ofiary jest zdolna ponieść w imię tej właśnie miłości.
Łatwo jest wypełniać przysięgę małżeńską w miodowym miesiącu – wtedy jak wszystko się układa. Trudniej gdy przychodzi kryzys, wątpliwości i cierpienie.
Ty wiesz jaki jest Twój krzyż. Nie porównuj go z innymi – każdy ma na swoją miarę. Czy umiesz przyjąć trudności i przykrości tak samo jak przyjmujesz radości i dobro?

Stacja III : Pierwszy upadek Pana Jezusa
Pamiętasz Waszą pierwszą kłótnię? Pierwsze problemy, z którymi musieliście się zmierzyć jako małżonkowie? Czy był to pierwszy upadek czy triumf małżeńskiej jedności?
Czy pilnowaliście „by nad gniewem Waszym nie zachodziło słońce”?
Większość z nas, gdyby wiedziała dokąd mogą zaprowadzić konflikty w małżeństwie, zamiast dochodzić swoich racji, zaraz po pierwszej kłótni szukałaby pomocy w poradni małżeńskiej. Czasem jest za późno, by cos naprawić. Nigdy nie jest za późno, by to zrozumieć.
Jedność małżonków z Bogiem, konsekwentnie podtrzymywana przez konkretne działania, jest źródłem siły do oddalania swojego egoizmu, do ciągłego nastawienia na dobro drugiej osoby. Jedność ta uzdalnia do przyjęcia postawy bezgranicznego służenia, która jest istotą naśladowania Jezusa, dziecięctwa Bożego, a więc istotą człowieczeństwa. Małżonkowie trwając w Bogu, żyją dla siebie i „już nie są dwoje, lecz jedno ciało” (Mt 19, 6). Małe, minimalne odejścia od tej bliskości, zejścia z terytorium Boga i podkreślenie swojej autonomii, kończy się zawsze zagładą małżonków i ich związku.
Stacja IV: Pan Jezus spotyka swoją Matkę
Wywiązywanie się z treści przysięgi małżeńskiej to służba i oddawanie życia, oddawanie życia przez służbę. „Ponieważ ciebie kocham, pragnę ci służyć, żyję dla ciebie, moje życie oddaję za ciebie”.
Nie jest to możliwe, gdy miłość opieramy na uczuciach. Jest to, z Bożą pomocą możliwe, gdy nasza miłość jest świadomym wyborem.
Mamy w Maryi, Matce Jezusa, wzór godny naśladowania na naszej małżeńskiej drodze i potężną Orędowniczkę. Zawierzajmy Tej, która bez wahania powiedziała „tak”, zachowywała wszystko w swoim sercu i w milczeniu stała pod krzyżem, nasze małżeństwa i nasze rodziny. Któż jak matka chce dla swojego dziecka lepiej?
Możesz się zawieść na swoim mężu, możesz się rozczarować swoją żoną, ale Matka Boża nigdy cię nie zawiedzie.
Pod Twoją obronę, uciekamy się, Matko, która nas znasz…

Stacja V : Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi
Szymon Cyrenejczyk nie mógł zabrać krzyża Panu Jezusowi. Ale przez tę chwilę było Mu na pewno lżej. „Jedni drugich brzemiona noście” Czy to oznacza, że ktoś może nam zabrać nasze cierpienie albo je zmniejszyć? Nie.
Cierpienie jest tajemnicą zawartą w samotności.
Słowa nie są w stanie oddać tego, co czujemy, gdy rani nas ktoś najbliższy.
I próby pocieszania są wtedy na nic. Ludzie, którzy cierpią, izolują się często od otoczenia właśnie przez gesty litości, które niewiele mają wspólnego ze współczuciem.
A jednak ktoś przyszedł nieoczekiwanie z pomocą. Ktoś cię wysłuchał. Ktoś przytulił. Ktoś razem z Tobą zapłakał. Ktoś się za Ciebie pomodlił.
Ktoś powiedział „Dobrze że jesteś”
Problemy nie znikły, ale od razu zrobiło się lżej.
Rozejrzyj się wokół siebie. Nawet jeśli nie widzisz w swoim otoczeniu żadnej osoby, która mogłaby Cię wesprzeć, masz cale niebo i wszystkich świętych do pomocy!

Stacja VI : Święta Weronika ociera twarz Jezusowi
Święta Weronika pochyla się w geście miłosierdzia nad Jezusem i ociera mu twarz. Ludzki gest. W życiu często umykają nam takie drobiazgi – czyjś uśmiech, podanie ręki, drobna przysługa.
Łatwo być miłosiernym dla kogoś obcego.
Dużo trudniej pochylić się nad kimś, kto zadaje nam przykrość i ból…
Pomyśl o swoim mężu, o swojej żonie. O tym, jak wiele w Waszym życiu bólu zadawanego sobie nawzajem.
Czy stać by cię było na taki gest?
Prawdziwa miłość to nie wielkie słowa ale ciche zamykanie i otwieranie drzwi, stąpania na paluszkach przez wzgląd na tę drugą osobę…
Stacja VII : Drugi upadek Pana Jezusa
Zawarcie sakramentu małżeństwa potwierdza przede wszystkim, że właśnie ta osoba jest najbliższą, najbardziej ukochaną, ważniejszą od rodziców, rodzeństwa. Jest to właśnie ta osoba, dla której z miłości jest się w stanie poświęcić życie bez zawahania.
Kiedy i jak to się stało że przestalismy ze sobą rozmawiać?
Obowiązki, pęd codziennych obowiązków, niespłacone kredyty, zarwane przy małych dzieciach noce i coraz mniej czasu spędzanego razem, a coraz więcej bycia obok siebie…
Pierwsze ciche dni – mąż i żona jak dwie planety na odległych od siebie orbitach.
O ile kłótnia może być zakończyć się pojednaniem, o tyle ciche dni kończą się zazwyczaj większym lub mniejszym rozłamem.
I sygnały, których udajemy, że nie widzimy…
Zamiast tęsknoty za mężem lub żoną – nieumiejętnie skrywana radość i ulga. Obrączka staje się wstydliwym ciężarem, jakąś zaporą do „prawdziwego szczęścia”. Powoli rośnie mur, niewidzialna ściana, o którą wszystkie nasze słowa uderzają jak grochem
Kiedy przerywamy małżeński dialog, cierpi na tym również nasz kontakt z Bogiem. I choć uważamy się za wierzących, zaczynamy żyć, jakby Boga nie było…
Stacja VIII : Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty.
Małżonkowie sakramentalni mają stale Jezusa obok siebie, nawet, jeżeli nie chcą o tym pamiętać. On siedzi cichutko na ławeczce i czeka na zaproszenie, wielokrotnie płacząc z powodu tego, co my robimy z naszym związkiem.
Kurczowo czepiamy się naszego współmałżonka i płaczemy nad nim, gdy popełnia błędy, płaczemy za nim, gdy chce odejść lub już odszedł.
Zapominamy o sobie, nawracanie małżonka staje się naszą obsesją i tym samym zapominamy o najważniejszym – że trzeba zawsze zaczynać od siebie.
I pracować nad sobą przede wszystkim, jeśli chcemy, by nasza relacja małżeńska uległa poprawie. A ciągle mamy sklonności do tego, by wyjmować „drzazgę z oka żony czy męża” a nie chcieć dostrzec „belki” w swoim oku.
Pan Jezus przestrzega też przed rozpaczą, która niewiele ma wspólnego z wiarą.

Stacja IX : Trzeci upadek Pana Jezusa
Zaniedbanie życia sakramentalnego w małżeństwie i życie wedle własnego widzimisię a nie zgodnie z Bożymi przykazaniami prędzej czy później skończy się katastrofą.
Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wtedy wszystko inne jest na swoim miejscu.
Jak ratować małżeństwo gdy małżonek żyje w związku z kims innym i głośno krzyczy że teraz dopiero jest naprawdę szczęśliwy?
Jak ratować małżeństwo kiedy nie mamy pojęcia gdzie nasz małżonek jest?
Jak ratować małżeństwo kiedy nie możesz już znieść swojego męża, swojej żony?
Panu Jezusowi, gdy upadł po raz trzeci, także ciężko było wstać.
Nie przysięgałeś że nigdy nie zgrzeszysz, że nigdy nie upadniesz. Natura ludzka jest grzeszna. Ślubowaliście sobie miłość aż do śmierci. I z tej miłości będziecie sądzeni. A kochać to znaczy powstawać bo… „wszystko mogę w Tym, Który mnie umacnia…”
Stacja X : Jezus z szat obnażony
Prawdziwa miłość nie dopuszcza się bezwstydu…
To co proste, to trudne, a co trudne to święte.
Trudno dzisiaj o czystość życia. Świat kusi pójściem na łatwiznę. Jak często sprowadza się miłość do sfery uczuciowej i cielesnej. Twierdzenie że miłość jest uczuciem kończy się bardzo szybko okrutną porażką małżeństwa w slowach „bo ja cię już nie kocham” „ nie utrudniaj mi bycia szczęśliwym” „nasze małżeństwo to pomyłka” „daj mi rozwód bo spotkałem miłość życia”
Małżeństwo odarte z godności i krzywda dzieci pozbawionych pełnej rodziny. Nazywanie cudzołóstwa „prawem do bycia szczęśliwym” nie jest możliwe, gdy idę za Jezusem. „Kto nie jest ze mną, jest przeciwko Mnie”
Panie naucz nas jak godnie być świątynią Ducha i czerpać wzór ze świętej rodziny…
Stacja XI : Przybicie do krzyża
Śpiewamy w Wielkim Poście „to nie gwoździe Cię przybiły lecz mój grzech” – ale z myślą wtedy raczej o grzechach innych, nie swoich.
Człowiek naprawdę bliski umie najbardziej zranić. A słowa bardzo potrafią boleć.
Z postawą pełnej wewnętrznej zgody związane jest także milczenie, nie wypowiadanie słów narzekania na swoje życie i na innych, nie oskarżania Boga, losu, nie obwiniania nikogo, nawet, jeżeli nasze cierpienia powodują konkretne osoby i wydarzenia. Zgoda i milczenie są pierwszym i bardzo ważnym warunkiem osiągnięcia jak największych korzyści, jak najlepszego i najpełniejszego wykorzystania takiego stanu. Zbawienie jest niemozliwe bez cierpienia. Natomiast jej brak bardzo szybko wyniszcza człowieka udręczonego.
Czy potrafię powiedzieć tak jak Jezus o tych, którzy mnie skrzywdzili: Boże przebacz im bo nie wiedzą co czynią?
Stacja XII : Śmierć Pana Jezusa na krzyżu
Czy nie opanowało cię poczucie osamotnienia?
Czy nie masz ochoty wołać „Boże mój Boże czemuś mnie opuścił?”
Wciąż przebaczam, tak wiele musiałem już znieść i wybaczyć … Modlę się i modlę …. I nic…
A tym czasem Jezus mówi: „nie licz, nie rozważaj, nie zastanawiaj się nad efektem swojego wybaczenia, nad skutecznością i siłą oddziaływania na współmałżonka”. W przypadku wszelkich krzywd w małżeństwie, stawiając sobie pytanie o granice kompromisu i kres uległości małżonkowie słyszą: „miłuj męża, żonę, mimo doznawanych przykrości, nieustannie módl się za niego, ale szczególnie, kiedy cię rani, nie myśl o odwecie, lecz przyjmuj z pokorą dalsze zranienia. Jeżeli czujesz, że już sił ci brakuje i pytasz się jak długo masz jeszcze znosić te bóle, powiedz sobie, że wytrwasz do końca, do oddania życia za niego, że jesteś gotów, gotowa przyjąć wszystko, co najgorsze, umrzeć dla siebie, nie czuć urazy, wszelkie cierpienia ofiarować za niego, mimo tego wszystkiego, co on tobie robi”. Usłyszysz wówczas słowa, że właśnie przez taką postawę dochodzi się do pełni szczęścia w małżeństwie, gdyż właśnie ci są błogosławieni, szczęśliwi, którzy znoszą wszelkie prześladowania. Im są one większe i dotkliwszy wywołują ból, tym większe szczęście. Szokujący paradoks! A przecież nie ma większego cierpienia, jak krzywda wyrządzona przez współmałżonka, przez osobę ukochaną, jedyną.
Stacja XIII : Pan Jezus z krzyża zdjęty
Przyjęcie postawy ofiarowania się jest jedynym ratunkiem dla krzywdzonego. Jednak właśnie takie pozytywne nastawienie wobec znoszonych udręczeń, przyjęcie ich jako ofiarę, jest także skutecznym sposobem udzielania pomocy krzywdzącemu, temu, który zadaje ból, a którego Jezus pragnie odnaleźć i wspierać, być może bardziej niż prześladowanego. Bóg chcąc uratować człowieka od potępienia, działa przez drugą osobę. W takiej postawie najmocniej objawia się współodpowiedzialność małżonków za swoje zbawienie, ale także jest to najwyższy poziom realizacji słów przysięgi: „oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci”, a wic że: „nie dopuszczę do twojej śmierci duchowej, kiedy wejdziesz na drogę grzechu”.
Stacja XIV : Pan Jezus złożony w grobie
Ks. prof. Michał Heller powiedział: „Życie jest dziełem sztuki, które każdy z nas musi stworzyć”. Jakże pięknie brzmią te słowa lekko sparafrazowane i dostosowane do naszego kontekstu: „Małżeństwo jest dziełem sztuki, które każdy z nas musi stworzyć”. Każdy, czyli każde małżeństwo. Nie bez znaczenia jest tu forma imperatywu: musi. Jesteśmy do tego powołani i na sądzie Bożym zdamy sprawę z tego, jak przeżyliśmy swoje małżeństwo.
Sądzeni będziemy z miłości…

Stacja XV – Zmartwychwstanie
małżeństwo to permanentny kryzys,tylko jego natężenie jest różne......
Kryzys jest zewnętrzna oznaką,sygnałem "stanu zapalnego" w małżenstwie.

Kryzys jest ZAGROŻENIEM,ale jest też i SZANSĄ na naprawę wspólnego życia.
Jest zagrożeniem ,gdy jedna ze stron(lub obie) nie chcą podjąć wysiłku by naprawić,by uderzyć się najpierw we własne piersi a nie w piersi partnera.

Szansą jest wtedy gdy małżonkowie chcą naprawiać................ bo za kryzys w małżeństwie odpowiadają obie strony.............. owszem za zdradę odpowiada ten co zdradza.
Ale przebaczenie dotyczy obu stron.

Kochani - postarajcie sie być scenarzystami w filmie pt :"Moje małżeństwo "..........i wyobrażcie sobie ostatnią scenę tego filmu...............
JAKA ONA MIAŁABY BYĆ?

Można sobie ją wyobrażić............. różnie........... ale dajcie sobie szansę napisania scenariusza i zagrania roli.............. ale nie bierzcie się za reżyserkę.
Na reżysera zaproście do tego filmu Boga........................

Czy wierzysz w zmartwychwstanie?
Tak? Naprawdę?
To dlaczego wątpisz w to, że Ten, który uzdrowił paralityka, niewidomego pod Jerychem, Ten, Który uciszył burzę na jeziorze jednym gestem i wskrzesił Łazarza, Ten który pokonał grzech i smierć – dlaczego jeszcze wątpisz że On może uzdrowić, a może nawet wskrzesić Twoje małżeństwo a przede wszystkim Ciebie?

Jeszcze masz szansę, bo Chrystus zmartwychwstał, a ty żyjesz.


Hymn o miłości z Nieszporów Ludźmierskich (1Kor13)
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2010-07-30, 08:03   

Niesamowite
 
     
Jagoda0710
[Usunięty]

Wysłany: 2010-08-01, 21:39   

Hej, katblo :-D

Pamiętam, pamiętam... Byłam, uczestniczyłam, NIESAMOWITE...

Pozdrawiam serdecznie!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 8