Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Rozmowy z gentelmenem
Autor Wiadomość
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-29, 22:58   

gentleman napisał/a:
Rozważałem próbę powrotu ze względu na przysięgę i na dziecko


no tak , to za słabe powody

nie znasz Jeszcze Największego Pragnienia Swojego Serca.
bez tego nie wiesz dokąd iść.
moze to pomoże?

http://nearlyangel.wrzuta...s._pawlukiewicz
 
     
marzena0711
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-29, 23:03   

Kasiek napisał/a:
rozwód to tylko papierek, uczucia się nie zmieniają... nie przestaniesz tak z dnia na dzień myśleć o tym wszystkim, nie da się tego wymazać ot tak...



Do mnie dotarło wszystko dopiero po rozwodzie.Wcześniej była tylko złość,która mną zawładnęła.Zanim się otrząsnęłam było już za późno.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 09:25   

Gentleman, mówisz, że Ci nie zależy.....ale przyznaj , że jednek coś się stało...coś z Twoim sercem....albo coś w Twoim sercu....

Takie hasła...mnie nie zalezy, żonie widać też nie zależy.....i tak będziecie się szarapać od nowa ...a przecież nie o to chodzi !

Co da Wam rozwód ?? I tak przez cał życie będziesz miał tę właśnie żonę na plecach, będziesz czuł Jej oddech....bo jesteście przez Boga trwale ze soba połączeni, dodatkowo wiąże Was dziecko.

Pewnie, można się przez całe życie tak właśnie szarpać.....tylko po co ?

Szkoda, że nie zdradziłeś nam tajemnicy, że wczoraj masz się spotkać z żoną, trochę byśmy pomogli, żebyś nie wracał z tego spotkania z niesmakiem....a znamy "sztuczki".....ale co tam, nic jeszcze straconego !

Gentleman, widzisz, żeby polubić , pokochać kogoś innego trzeba najpierw siebie lubić i kochać ! Odnoszę to do Ciebie ale i do Twojej żony.
Macie jeszcze sporo do przerobienia...ale jak się postarasz, to ten czas nie będzie stracony....możesz wiele zyskać.....spokój i ciszę swojego serca !
Pozdro ! I fajnie, że jesteś !! EL.
 
     
gentleman
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 11:44   

EL, ale my się jeszcze spotkamy, tuż po nowym roku. Mogę jeszcze jej coś powiedzieć :-) Ciekaw jestem tych sztuczek :-)
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 13:26   

Taka sztuczka Gentleman : rozmowa TYLKO o ble, ble ble...o ładnej pogodzie, o nowooglądniętym filmie i ploteczki o znajomych....i żadych podchodów i zaczepek na temat "MY".....NIC !!
Spokój, miła kawa, ładnie wyglądać, ładnie pachnieć i tajemniczość !!

O kurcze...ale zaintrygujesz żonę , że nie będzie o Was !! ŁO Matko....no, jestem ciekawa, czy Ona wytrzyma, żeby nie zahaczyć o ten temat ??

Wiesz....takie przez chwilę pobycie ze sobą, jak za dawnych czasów....taka niby beztroska, takie niby koleżeństwo....i tak przez tę max godzinę może być naprawdę fajnie !

No pokaż żonie, że fajny z Ciebie gentleman ! Że fajnie z Tobą spotkać się, że nie ma zaczepek, nie ma komentarzy, nie ma oceny , marudzenia itp.

TY się tak pokaż !!

Żona może nie wytrzymać takiego spokoju i takej inności !! Musisz to wziąć pod uwagę i respektować....Może Jej łatwiej jednek komunikować się przez ocenę, krytykę itp.....ale przecież spokojnie można to zatrzymać słowami - dzisiaj o tym nie mówmy, niech dzisiaj będzie spokojnie nam i dobrze.

I nie daj się sprowokować i nie wchodź w te "poważne" rozmowy, powiedz,że dzisiaj nie jesteś gotowy .

Widzisz, to taki eksperymencik, taka sztuczka....a wiele może!!

Może :
- zaintrygować żonę Twoja zmana postawy
- zaciekawić, że taki jesteś taejmniczy,
- pociągać, że taki z Ciebie gentleman,
- i może pomyśleć,że tak naprawdę fajnie z Tobą wypić kawę.....

Jeżeli TY nie dasz się sprowokować, nie dasz wciągnąć w te trudne rozmowy o Was, jeżeli dopilnujesz, żeby ta rozmowa była o ble, ble ble i przebiegła spokojnie , też pomyślisz dobrze wtedy o żonie...że kurcze....fajna babka i można z NIą zwyczajnie wypić kawę.

Może zatęsknicie do drugiej kawy ....i trzeciej ??
Trzeba odkryć się na nowo !
Zakolegować się z żoną.....potem dopiero zaprzyjaźnić od nowa.....a potem.....muśnięcie dłoni.....ale na to potrzeba czasu !

Gentleman, Wy nie musicie być wrogami !
MOże Twoja żone tego jeszcze nie wie, nie rozumie....ale Ty już to wiesz i TY rozumiesz....dlatego tak wiele od Ciebie właśnie zalezy !!

I jeszcze coś bardzo ważnego - przed spotkaniem rozmowa z Duchem Sw, żeby On był z Tobą i za Ciebie poprowadził tę rozmowę, niech Cię ochrania i wspiera ! Wtedy idź ze spokojem !! Pozdro!! EL.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 13:41   

I jeszcze jedna sugestia Gentelmen............. takie spotkanie nie może trwać za długo.......ot....jedna kawa i miłe podziękowanie za poświęcony czas z propozycją czy znajdzie czas by się spotkać ponownie................bo było tak miło.

Kobiety -tak je Pan Bóg stworzył- większość bodżców odbierają uszami.....więc???miły ton głosu i poświęcenie uwagi tylko jej,bez rozgladania sie na boki,bez uciekania wzrokiem, spokojny głos ,bez opowiadania o czyms nie miłym,bez wspominania i wypominania czegokolwiek.
I jak najwięcej sformułowań w 1 o.l.p. nie o niej............no poza tym że np.ładnie wygląda
Pogody Ducha
 
     
mami
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 14:28   

...No to w końcu będę mógł się odciąć od przeszłości i zacząć na nowo.....
mozna odciąć sie od przeszłości, wręcz jest to wskazane i zacząć od nowa ale nie z kims innym ale najpierw z małżonkiem
można choc spróbować zaryzykowac i postawić na szali męską urażoną dume by po drugiej stronie zauwazyc partnera do rozmów nie do toczenia walki, czy stosowania sztuczek manipulacji....

zamiast patrzeć i słuchac "sztuczek" lepiej przeanalizuj swoje spotkanie z żoną...
...Dziś spotkałem się z żoną, nadal wracała do przeszłości, wyrzuty, itp. Dałem się wciągnąć w tę jałową dyskusję. A na koniec powiedziała mi że poznała kogoś fajnego, itp. i że po nowym roku składa pozew rozwodowy, który już ma napisany. ...
pod kontem, co uruchomiło atak żony wyrzutów w obronie swojej osoby... jak mogłeś w nieświadomy sposób sprawic, jak sie zachowac, że druga strona zaatakowała

nikt nie atakuje, jak nie czuje sie zagrozony i musi bronić swojego punktu widzenia...
a z tym jest tak, że każdy ma swoją racje... zrozumienie zachowań drugiej osoby, jest podstawa i wyjściem do toczenia rozmowy na tyle konstruktywnej, by nie dochodziło w niej do zbednych nieporozumień... bowiem kazdy jest świadomy swoich zachowań i reakcji z nimi związanymi,

jak będziesz w kontakcie ze swoimi reakcjami na emocje wywołane żony zachowaniem,
łatwiej będzie ci nawiązac z nią porozumienie... bowiem będziesz wiedział, że jej zachowanie to nie atak na twoją osobe a obrona siebie przed reakcjami jakie ona w tobie wywołuje....

nie ma zadnych sztuczek... nie ma hokus-pokus i czarodziejską różdżką sprawisz,iż zona sie odmieni...
jedynie mamy wpływ na zachowania drugiego człowieka poprzez zmianę własnego postępowania.

a do tego nie potrzeba sztuczek tylko dobra wole, i chęc pracy nad soba... dla dobra swojego i rodziny, ukochanego dziecka...
gentelmen wiele racji w twych postach o kobietach... takie własnie jestesmy...
jeżeli mężczyźni nie spełniają naszych oczekiwań, to większość czuje się niekochana i jesteśmy nieszczęśliwe. Stajemy przed wyborem,
-pozbyć się oczekiwań wobec partnera i stać sie dojrzałą kobieta
czy
-czy nauczyc się zrobić z mężczyzny posłusznego kanapowego leniwca
większość wybiera jednak droge poskramiania nieszczęsnika, tak by pasował do własnych wyobrażeń o mężu..
jakież zdziwienie kiedy pewnego razu otwierają nam sie oczy bo nasz ukochany nie dość, że sie nie zreformował to jeszcze odszedł

same sprowadzamy na siebie cierpienie takim zachowaniem w stosunku do partnera, bo we własnej naiwności sądzimy, iż partner da sie zmienić i będzie jeszcze nam wdzięczny
i jeszcze jeśteśmy zdziwione, iż im sie nie podoba i sa na nas obrażeni, że w innych kobietach widza
czar i urok a w nas tylko same wady i brzydote...
stajemy sie złosliwe, jak partner nie widzi w nas tą piękną ukochana z czasów narzeczeństwa tylko wiecznie wojująca o swoją pozycje w zwiazku kobiete....

problem jednak nie tylko w nas kobietach bo...
kobieta jest skłonna do wielu poświęceń, dla mężczyzny swojego, jeśli tylko przy takim będzie się czuła kobieta, nie będzie wtedy musiała niczego udowadniać!

a tak obie strony walcza o to samo o aprobate swojej osoby, takiej jaką/ jakim jestem bez ciągłego udowadniania swojej wartości...
bo oto tu chodzi o brak dowartościowania, szukania jej i aprobaty swojej osoby w zachowaniach innych

ludziom o niezdrowej osobowości, zachwianej własną samooceną niską brakuje przede wszystkim pewności siebie, są bardzo czuli na krytyke a kazdą nawet najbardziej konstruktywną uwage postrzegają jako atak na siebie... szczególna nadwrazliwość pod własnym kontem sprawia że wielu oddalają sie sie od spojrzenia w siebie takim jaki jestem z pełną akceptacją tego...
ignoruja fakty niewygodne o sobie zamiast słuchac wola przerzucac wine na druga strone... szukają emocjonalnej rekompensaty w pochwałach, akceptacji a jak tego nie otrzymują czują sie niedoceniani...

gentelmen zdrada żony... nie była powodem waszego kryzysu...
wasz związek i kryzys w nim, na długo przed zdradą był w rozsypce...
dopiero jednak realne zagrożenie kochanka uzmysłowiło, iz w zwiazku jest żle... i zamiast szukac przyczyn,
ty wybrałeś i postawiłes na dume....
jak piszesz .... tego już nie zniosłem, porzuciłem rodzinę, żonę, dziecko. Wyprowadziłem się. ....

o ile jestem za szanowaniem własnej godności i nie pozwalaniem na jej beszczeszczenie

o tyle dalsze twoje zachowanie było pasemem udowadniania drugiej stronie, jak mocno jest nie ok, a jak mocno ty jesteś tym idealnym... i nie ma dziwnen, że w tej walce oboje przegraliście...
a najbiedniejsze w tym dziecko było waszym atutem do tego jak mocniej dokopac i skrzywdzic partnera...
a co za takim zachowaniem sie kryje nie duma... a chęc pokazania drugiej stronie Ty jestes nie ok, ty jesteś winna...
dziwisz się dziś, że żona pamięta wszystkie twoje zachowania mówiące jej o tym, że jest nie ok?
przeciez ty tez to pamiętasz i masz obraz w pamięci swieży swojej krzywdy jaką wyrządziła ci zona...

jak w takiej sytuacji chcieć sie pojednac?
jak wyciągnąc ręke na zgode, jak widziec partnera tym z kim chce być skoro wciąż czuje uraz za skrzywdzenia... a jak czuje sie winnym to tylko w kwesti odwetu na krzywde.... ja tylko sie broniłem....

dlatego nie szukaj żadnych sztuczek by uratować swojego małżeństwo.... tu potrzebna jest praca nad własnym wizerunkiem, poczuciem wartości, pozytywnej samooceny tak by jakaś osoba nie potrafiła w tobie swoim zachowaniem, relacja uruchomic myślenie powodujące obrone swojej osoby, uruchomic nieprzyjemne emocje zwiazane z przykrymi doświadczeniami z przeszłości.....


czerwona,
ja równiez Cie pozdrawiam, jestem pod wrażeniem twoich postów, choć pełnych bólu i cierpienia jednak bardzo dojrzałych, pełnych reflaksji i nalezycie przerabianego bólu...
czerwona czy świadomość, że mąż dziś ma poczucie winy z powodu wyrządzonej ci krzywdy byłaby dla ciebie jakąś rekompensata i zadośćuczynieniem, który by pozwolił ci na odbudowanie swojej samooceny?
  
 
     
gentleman
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 14:38   

W podobny tonie przebiegała ostatnia rozmowa, trochę dobrych wspomnień, trochę śmiechu i gdy prosiłem aby nie wracać do przeszłości i że nie dam się wciągnąć, to ona na to, że jej wystarczy minuta aby mnie zirytować, i robiła wszystko aż z każdą minutą robiło się coraz gorzej, próbowałem nie wciągać się w tą jałową dyskusję ale nie dałem rady i udało się jej po 5 minutach już nastrój się zmienił, aż w pewnym momencie chciałem poprostu wyjść. A jak ją odwoziłem do domu to ponownie to samo, dojechaliśmy a ona w samochodzie jeszcze z 10 minut nawija aż miałem ochotę wyrzucić ją z tego samochodu. Na szczęście opanowałem się i wytrwałem.

[ Dodano: 2009-12-30, 14:45 ]
Mami napisałaś:
mami napisał/a:
co uruchomiło atak żony wyrzutów w obronie swojej osoby... jak mogłeś w nieświadomy sposób sprawic, jak sie zachowac, że druga strona zaatakowała

nikt nie atakuje, jak nie czuje sie zagrozony i musi bronić swojego punktu widzenia...
a z tym jest tak, że każdy ma swoją racje

i tutaj chodzi o to, że ona nie chce przyznać że oboje jesteśmy winni tej sytuacji. nawet wmawiała mi, że ona nie zdradziła! (nie wiem chyba jej się coś z psychiką porobiło). Dopiero gdy przytoczyłem pewne fakty to przemilczała a potem dodała, że zapomniała!
Eh tak to jest z kobietami, to zawsze my faceci musimy być winni i jak śmiemy twierdzić, że wina leży po obu stronach. To jest drażliwy punkt.
Mami w pozostałej części postu, całkowicie zgadzam się z Tobą, bardzo mądrze i rzeczowo to przedstawiłaś.

[ Dodano: 2009-12-30, 15:08 ]
Kasiek napisał/a:
nie odetniesz się od przeszłości a i zacząć cokolwiek na nowo też jest trudno. wiem coś o tym. jestem na tym etapie.

Kasiek a mogłabyś rozwinąć swój wątek? Na jakim etapie jesteś i z czym ci jest trudno?
  
 
     
marzena0711
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 17:41   

wabona
Jesteś kłębkiem nerwów wiec nie jesteś szczęśliwa.Tu chyba jest problem.
Może źle zrozumiałam
 
     
marzena0711
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 19:00   

wabona napisał/a:
Niestety, on wziął rozwód nie tylko ze mną, ale i z małą.


Mój mąż twierdzi ,że rozwód wziął tylko ze mną ale z dziećmi spotyka się sporadycznie.Nie mają go na co dzień.Nie mogą już na niego liczyć tak jak kiedyś.
Kto z nas nie marzy o szczęśliwej rodzinie?
 
     
żona Artura
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 19:19   

haaaa,
mój mąż też twierdzi,że nie zostawił córki tylko matke dziecka i tak jak pisze marzena0711 dzieci nie maja ich na co dzień,nie moga na nich liczyc tak jak kiedys...
dlaczego oni twierdza,ze nie zostawili dzieci tylko ich rodzica ?
 
     
marzena0711
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 19:23   

Ja myślę ze usprawiedliwiają się sami przed sobą.Bo tak jest wygodnie.Po co walczyć , męczyć się jak można pójść na łatwiznę i zamknąć drzwi za sobą.I że niby dla dobra wszystkich.
 
     
żona Artura
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 19:39   

właśnie dla dobra Wszystkich...moim zdaniem dla ich dobra bo im sie tak wydaje,ze bedzie im lepiej,nie zapytaja sie dzieci czy nas jak bedzie dla nas lepiej...szkoda czasu na prace nad soba...moj maz mi powiedzial kiedys ze albo go zaakceptuje ze wszystkimi wadami nawet tymi duzymi czyli chyba chodzilo mu o zdrade i to ze bedzie zdradzal bo on sie nie zmieni bo to nie jego swiat,malzenstwo to poroniona instytucja bo jezeli uczucie wygasa to ludzie powinni sie rozstawac w zgodzie,o monogami tez dziwnie sie wypowiadal,ale jego zmiana zdania byla wlasnie po poznaniu tej kobiety czyli sam sie chyba staral siebie tlumaczyc ...
 
     
marzena0711
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 19:45   

Rozwody są zaraźliwe.To teraz jakaś plaga.
 
     
żona Artura
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 19:48   

zgodze sie z tym...u mojego meża w pracy wszyscy jego koledzy sa po rozwodach albo w trakcie rozwodow i wszyscy maja kochanki,wiec moj maz nie moze odstepowac od grupy...
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 8