Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Rozwód-działania sądu.
Autor Wiadomość
cierpliwy
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 09:19   

Ketram,Greg,Chris,wkońcu Ja-kolejny raz napiszę to samo.
Wiecie dokładnie ile nas łączy.
Choć rózne strony Polski,choć rózne sytuacje rodzinne-wiele wspólnego.
Rozmawiałem ostatnio z Chrisem przez telefon,wymieniliśmy swoje odczucia,ból-ale i zrozumienie,tego co sie stało w jego i moim przypadku.

Chris powoli dochodzi do siebie ale zaczyna rozumieć to co ja dawno zrozumiałem.
Nałóg to super napisał swego czasu ,odowiadając na mój post-zresztą jak zawsze zaregował natychmiast i spontanicznie-i dobrze ze jest ktoś taki jak nałóg na forum.

Odrazu wkładający palec w oko,odrazu lejący wiadro zimnej wody.
Pamiętacie co napisał -potwory jakie stępiły kły i stały sie ludzmi.

Ale aby stać sie naprawdę człowiekiem-trzeba najpierw mieć w samym sobie to przekonanie.
Budzic sie każdego dnia i widzieć swoim postępowaniem miłośc,dobroć i bezinteresowoność wobec innych.

Zal do żon -że tak zadziałały,tak postąpiły????
A czemu postąpiły???
Bo bały się że zmiana w was jest prawdziwa??
Że zamroziły serca,że strach podpowiedział formy ucieczki(może głupią ,może beznadziejną).
Nowy partner,rozwód-dla mnie to ruch strachu,skrajności.
Bo brak wiary w męża i jego dobro,brak wiary w siebie,brak wiary w przyszłość.

Tak ta beznadzieja na dziś na teraz bije z postów mirakulum-własnie widziane to wtedy oczami kobiety.

Zrozumcie to nie byliście ideałami-i dlatego nieraz takie decyzje!!

Ktoś mi kiedyś napisał na forum-swoim postpowaniem nauczyłeś swoją żone działać,nauczyła się od ciebie przejmować złe skutki.

Dziś wiesz że jesteś inny,bo pragnołeś zmiany-ale dziś twoja żona jest silniejsza od ciebie.
Bo już zna swoją siłę.

Tak chłopcy ten lód,ten strach,te stanowcze NIE zbudowaliśmy sami.

I zamiast zastanawiać się czy jesteśmy biedni???,czy nie????

Zastanówmy się jak możemy zadośćuczynić,jak przeprosić bliskich za grzechy,jak kochać
mimo że nas nikt nie chce.

Ja dostaję takie same kopy od życia,ja też czuję lód od bliskiej mi osoby.

Ale wiem ze do momentu aż bije żar w mym sercu-mam szanse stopic ten lód.

I tak jak pisze El nauczyłem sie kochać mimo i pomimo

pozdrawiam
 
     
żona Artura
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 09:38   

cierpliwy napisał/a:
Zal do żon -że tak zadziałały,tak postąpiły????
A czemu postąpiły???
Bo bały się że zmiana w was jest prawdziwa??
Że zamroziły serca,że strach podpowiedział formy ucieczki(może głupią ,może beznadziejną).
Nowy partner,rozwód-dla mnie to ruch strachu,skrajności.
Bo brak wiary w męża i jego dobro,brak wiary w siebie,brak wiary w przyszłość.

A jak jest z mężczyznami ? Moj maz sie poddal,nie chcial walczyc o Nasze małzenstwo, wolal sie poddac i uciec.
 
     
chris
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 10:19   

cierpliwy piszesz powoli dochodzi do siebie, ale bardzo powoli...
sama prawda w tym co piszesz.

nałogu stępiły się kły... masz rację,
każde z nas uważało że nasza prawda jest tą właściwą, wiem że to nielogiczne, ale często rozpamiętuję co bym zrobił gdybym mógł cofnąć czas... ale nie mogę.
a wszystko zaszło tak daleko, na dzień dzisiejszy jest nieodwracalne.
nie wiem czy po dwóch latach takich spięć w sytuacji okołorozwodowej, da się to odbudować. te dwa lata to był gwóźdź do trumny naszego związku.
 
     
cierpliwy
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 10:28   

żona Artura napisał/a:
A jak jest z mężczyznami ? Moj maz sie poddal,nie chcial walczyc o Nasze małzenstwo, wolal sie poddac i uciec.

Nie wiem żono Artura -jak jest w twoim przypadku.
Ja mogę uwierzyć w mój przypadek.
I napisać uczciwie kiedy mi zależało,kiedy we mnie się cos obudziło.
Jak zobaczyłem ile mi przecieka przez palce i co tracę.
chris napisał/a:
każde z nas uważało że nasza prawda jest tą właściwą, wiem że to nielogiczne, ale często rozpamiętuję co bym zrobił gdybym mógł cofnąć czas... ale nie mogę.
a wszystko zaszło tak daleko, na dzień dzisiejszy jest nieodwracalne.
nie wiem czy po dwóch latach takich spięć w sytuacji okołorozwodowej, da się to odbudować. te dwa lata to był gwóźdź do trumny naszego związku.


Chris przyjacielu nie patrz zbyt długo wstecz-bo tak zostaniesz ciągle patrzącydo tyłu i wieczny żal.
Powoli ucz sie życia dziś.
Wiesz kiedy naprawde coś się zmienia???
Powiedziałem ci Chris-kiedy my sami uwierzymy w to że jesteśmy już inni,jesteśmy wobec siebie prawdziwi.
Bez tego picu na zewnarz by ktoś nas zauważył.

Chris trzeba czasu,trzeba oddechu-trzeba refleksji.
Ty juz dawno rozpoczołoś etap rozumu i refleksji.
Kształtuj sie każdego dnia-i daj szanse żonie na refleksje i prawdziwe zobaczenie Chrisa jakim jest dziś i jakim chce być.

póki żyjecie, póki razem kochacie dzieci-zawsze Chris jest szansa na pojednanie.

pozdrawiam i więcej wiary w Siebie i własne dobro.
 
     
Paloma
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 15:30   

ketram napisał/a:
... usłyszałem niedawno. Historie prawdziwe. Dotyczą one facetów. Otóż w obu przypadkach żony opuściły mężów. Jeden przypadek 2 lata po slubie (bez dzieci), drugi chyba około 6 lat (jedno dziecko). Małżeństwa sakramentalne - ale nie miało to większego znaczenia dal obu par. Cecha wspólna - pojawia się osoba trzecia ... . Faceci walczą. Rozwody w końcu orzeczone.
W pierwszym przypadku po roku, w drugim dłużej, nie wiem, parę lat - ale obie żony rozczarowane "nowymi partnerami" choć w tłumaczeniach przedstawiają to inaczej - wychodzą z inicjatywą powrotu, pracy nad małżeństwem, rodzina najważniejsza ... Teksty, które nie docierały, kiedy próbowali mężowie ratować rodziny przed rozwodem - pojawiły się w ich ustach.
Co ciekawe - obaj faceci nie związali się z nikim.
I co jeszcze ciekawsze - obaj kategorycznie nie wyobrażają sobie możliwości powrotu.
W dwóch opisanych przeze mnie przypadkach nie było takiej podbudowy Bożej jaką mamy dzięki m.in. temu forum.
... trzeba liczyć się z kwestią pojawienie się w męskim sercu takiej właśnie bryły lodu.

…trzecia historia sprzed kilku miesięcy (tzn. jej dotychczasowy finał), dotyczy też faceta. Małżeństwo, jedno dziecko. Kobieta odchodzi, zabiera dziecko, w jej życiu pojawia się ktoś inny, żyją razem …
Mijają lata, kilkanaście lat …
W tym czasie mąż modli się we wspólnocie kościelnej … o powrót żony
Wszyscy widzą jego zaangażowanie w sprawę, słyszą jego modlitwy, podziwiają go, on nie wiąże się z nikim innym … choć przeżywa ciężkie chwile (na jakiś czas pojawia się alkohol, ale wychodzi z tego). Modlą się za nich też inni.
Po kilkunastu latach czyli w ubiegłym roku, pojawia się żona, rozmawiają z nią znajomi sprzed lat … chce wrócić do męża
Mąż i żona spotykają się ileś razy, rozmawiają …
I mąż stwierdza wtedy, że … nie chce już być z żoną, nie potrafi, nie wyobraża sobie możliwości powrotu ...

Bryła lodu w sercu?
On miał przecież Bożą podbudowę.
 
     
Jarosław
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 18:44   

Po kilkunastu latach hmm...
Trochę za późno, to że nie kochał już tej kobiety nie dziwi mnie. Najważniejsze by nie chował w sercu urazy i wybaczył.
Wybaczenie nie zobowiązuje go do wspólnego życia dalej. O czym mieliby mówić jak wspaniale znowu być razem. Nie wiemy nawet z jakim nastawieniem kobieta chciała wrócić czy przeszła odnowę duchową.
Być może się wyszumiała i zapragnęła bezpieczeństwa.
 
     
cierpliwy
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 20:52   

Paloma napisał/a:
Mijają lata, kilkanaście lat …
W tym czasie mąż modli się we wspólnocie kościelnej … o powrót żony
Wszyscy widzą jego zaangażowanie w sprawę, słyszą jego modlitwy, podziwiają go, on nie wiąże się z nikim innym … choć przeżywa ciężkie chwile (na jakiś czas pojawia się alkohol, ale wychodzi z tego). Modlą się za nich też inni.
Po kilkunastu latach czyli w ubiegłym roku, pojawia się żona, rozmawiają z nią znajomi sprzed lat … chce wrócić do męża
Mąż i żona spotykają się ileś razy, rozmawiają …
I mąż stwierdza wtedy, że … nie chce już być z żoną, nie potrafi, nie wyobraża sobie możliwości powrotu ...

Bryła lodu w sercu?
On miał przecież Bożą podbudowę.


A mnie dziwi to -zatem skoro spełnił Bóg to o co prosił,o co sie modlił.
Dlaczego odrzucił to?????

Odpowiedz ma sznse byc w tym co ostatnio przerabiałem na zajęciach.

Własne bagienko i płwienie sie w nim.
A tak naprawde to wielkie poczucie krzywdy-jakie kochamy,ubustwiamy.
Bo tak sie w nim świetnie czujemy.

A gdy inni nas jeszcze w tym przytrzymają,poklepia po plecach-powiedzą ty to juz jestes nieszczęśliwy.

Jakie to super uczucie-cały swiat jest w mojej krzywdzie.

I przychodza konsenkwencje-tak konsenkwencje własnej prosby(bo zona wraca).
Najprościej nie umiemy brać odpowiedzialności w skutek własnych konsenkwencji.

Co robimy-wypieramy i uciekamy.

Odwracamy sie do Boga tyłem-by nie napisać brutalnie inaczej.

Jarosław napisał/a:
Być może się wyszumiała i zapragnęła bezpieczeństwa.


Jarku taka postawa zawsze zamyka nas na innych-ocenianie.
Należy zrozumiec innego człowieka co nim kierowało,czemu były pewne działania.

A ocena potrzebowała się wyszumiec-a teraz szuka bezpieczeństwa.
To ocena drugiego człowieka z napiętnowaniem jego czynów

Zło zawsze karze oceniać nam czyny człowieka.
Dobro zezwala nam na zrozumienie tych czynów.

Widzisz róznicę??????
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 21:14   

Paloma napisał/a:
Po kilkunastu latach czyli w ubiegłym roku, pojawia się żona, rozmawiają z nią znajomi sprzed lat … chce wrócić do męża
Mąż i żona spotykają się ileś razy, rozmawiają …
I mąż stwierdza wtedy, że … nie chce już być z żoną, nie potrafi, nie wyobraża sobie możliwości powrotu ...

Bryła lodu w sercu?


To bardzo ciekawe pytanie, i mam nadzieję, że więcej osób się wypowie w tym temacie. Jest już jedno wyjaśnienie cierpliwego. Sporo wyjaśnia, ale wydaje mi się, że to nie wszystko.
Tak ciągnę za język, bo zastanawiam się czy u mnie nie dzieje się/zaczyna się coś na kształt powyższego. Bo ja czuję, że na dziś, z moim mężem, takim jak jest dziś - nie umiałabym żyć. On dziś jest w amoku, trochę to tłumaczy jego diametralną czasem, zmianę. Natomiast - jaki będzie po wyjściu z tego amoku? tego nie wiem, ale zastanawiam się na ile bym chciała aby był taki jak kiedyś? Przecież ja wiem, że w wielu sprawach miałam jego wyidealizowany obraz. Czy umiałabym być z człowiekiem, który już nie pasuje do tego obrazu? I nigdy już pasować nie będzie? Bo wszak i moje widzenie się zmieniło, nie tylko obiektywnie on. Wiem rozumem, że do starego życia nie da się już wrócić, choć chciejstwo by chciało. Lęk przed nowym życiem, niekoniecznie lepszym, a na pewno na początku gorszym, bo nieznanym i pracy wymagającym? A gdzie miłość osoby, niezależnie od tego co czyni/czyniła? Gdzie obietnica miłości? A wszak tę obietnicę miłości można już uzewnętrznić....Więc czemu wycofanie?
Cierpliwy, to prawda, przez te kilkanaście lat można się w życiu tak usadowić, że jest już wygodnie... i nawet to co wymarzone, wymodlone.... Jak przychodzi - to burzy święty spokój!
To niezmiernie trudne, po ludzku niemal nie do wykonania, tylko z Bożą pomocą możliwe.... Zwłaszcza w kontekście dzisiejszych czytań. Ufność, że jak coś - to będę wiedziała co mówić, co robić....Teresko, dziękuję.
Takie refleksje przydługie krążą mi dziś po głowie :-?
 
     
mari
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 21:37   

Paloma napisał/a:

On miał przecież Bożą podbudowę.

Może miał, a może jednak nie.
Kto to może wiedzieć co w jego sercu było?
 
     
cierpliwy
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 21:43   

Nirwanna napisał/a:
To niezmiernie trudne, po ludzku niemal nie do wykonania, tylko z Bożą pomocą możliwe.... Zwłaszcza w kontekście dzisiejszych czytań.


Własnie nirwano-rozumiem że nie zawsze ludzką stroną coś jest możliwe.
Zatem nieraz trzeba zadac sobie pytanie czemu prosimy???

Czy dlatego by ulżyć własnemu ja-bo cierpiałem,bo spełniłem coś????
czy własnie może dlatego by zobaczył świat moje nieszczęście?????

A w ostateczności nie umiem przyjąc moich konsenkwencji-intencji modlitewnych
bo wszak się spełniły.


I własnie Nirwano -jeżeli mozna zapytam.

czy zatem kochasz obraz człowieka???
czy kochasz człowieka????

Bo jeżeli kochasz człowieka-to musisz przyjąc mo może byc inny od twojego obrazu.
Bo to tylko twój obraz.

pozdrawiam
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 21:55   

Można, cierpliwy. Na dziś odpowiem - nie wiem. W trakcie procesu dowiadywania się tego jestem. Oby dobry Bóg poprowadził mnie właściwą drogą. Postaram się nie utrudniać Mu tego.
 
     
cierpliwy
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 22:22   

Rozumiem Nirwano.

Mogę ci tylko napisac czego Ja nauczyłem sie na zajęciach.
Wiadomo że to nie tłumaczy wszystkiego.

Ale to jest dobre okreslenie własnie tego początku-samego poczatku gdy zaczyna sie zle dziać(gdzies ten nieuchwytny poczatek kryzysu).

Tak naprawdę każdy z nas tworzy własny obraz związku,własne odczucia,własne wymagania,własne pragnienia jakie chcemy otrzymac od współmałzonka.

I problem zaczyna sie kiedy ich brak,kiedy ich nie czujemy,kiedy nie spełnia sie to jak sobie planowaliśmy.

Jesteśmy zli-ale tak naprawde na co żli????
na to że nasze marzenia są inne?????

Sztuka zrozumienia tego jest tak samo ważna jak sztuka zrozumienia,że kryzys jest szansą
na to by zamienić fantazje na postawę i działania dorosłego człowieka.
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 22:43   

Ja to rozumiem. Ja mam inny dylemat. Dylemat polega na tym, że jeszcze nie jestem w stanie postawić sobie takiej mentalnej granicy - gdzie się kończy mój mąż jako człowiek, a gdzie się zaczyna mój obraz męża. Gdzie się zaczyna jego amok i zachowania i myśli w amoku, a gdzie zachowania i myśli typowe dla niego, które miał od zawsze jako ten konkretny człowiek, a ja ich nie widziałam, lub idealizowałam je. Gdzie jest on prawdziwy, którego powinnam pokochać i zaakceptować, a gdzie jego dysfunkcje, których pokochać nie powinnam. To wszystko jest bardzo płynne, nieostre. I obstawiam, że prędko mi się to nie wyostrzy. Na razie często myśląc o mężu mam taki zapewne "żuchwozwis" pod hasłem: "To jest mój mąż? nie znałam go takim...." :shock: Co nie zmienia faktu, że staram się, co dzień od nowa,kochać go nieustająco, mądrą miłością.
 
     
GregS
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-26, 21:05   

cierpliwy napisał/a:
czy zatem kochasz obraz człowieka???
czy kochasz człowieka????


i tu może być w wielu przypadkach "pies pogrzebany"

moja żona, gdy przekazała mi swoja decyzję o odejściu oznajmiła, że NIESTETY, ALE NIE UDAŁO JEJ SIĘ MNIE ZMIENIĆ TAK JAKBY CHCIAŁA, w późniejszych rozmowach często to powtarzała.
Nasuwa się pytanie (które chyba nieraz tu padało) czy ona wyszła za mąż za mnie jako osobę, mężczyznę czy wyszła za mąż za wyobrażenie o człowieku, z góry zakładając, że jest to dopiero materiał wyjściowy (półfabrykat) na męża, który niestety nie realizował jej planu zmian swojej osobowości. I to chyba moment kiedy ona sobie poczyniła założenie, że mnie zmieni był początkiem końća naszego małżeństwa, a było to najpewniej długo przez wypowiedzeniem sakramentalnego TAK.
Ile kobiet zrobiło sobie takie założenia?
Chciałbym być dobrze zrozumiany, nie zamierzam udawadniać swojego braku jakiejkolwiek winy, oboje zapracowaliśmy sobie na kryzys, chyba w równym stopniu. Wiarzę, że nie stało się to przypadkowo, dla mnie osobiście, to czego doświadczyłem było bodźcem do tego aby się "obudzić", oczy otworzyły mi się na wiele spraw
Pomimo, że z pewnej perspektywy wyglądam na przegranego, dalej podpisuję się pod słowami "Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą"
 
     
mari
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-26, 22:02   

POLECAM :


http://efca.pl/urzekajaca/


:roll:
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 9