Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Cierpienie i nadzieja
Autor Wiadomość
halk
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-22, 08:53   Cierpienie i nadzieja

Chcę pokrótce opisać moją niechlubną historię i prosić o przemyslenia i radę prede wszystkim osób które doświadczyły zdrady przez męża. Pobraliśmy z żoną z wielkiej miłości, po dziewięciu latach małżeństwa (mamy dwie kochane córki) zdradziłem żonę z prostytutką, czułem się fatalnie, nie wiedziałem co robić, aż po paru dniach sam powiedziałem o tym żonie. Od tego czasu jak domyslacie się wszystko się zmieniło. Mamy piekło w domu, i żona i ja cierpimy i mamy straszne hustawki nastrojów, tysiące myśli na minutę. Kocham ją i pragnę najbardziej odbudowy naszej pieknej miłości, prosiłem i błagałem o przebaczenie, codziennie pakałem, ostatnio trochę pozbierałem się i staram się robić wszystko żeby powoli wyjść z tej sytuacji, która rujnuje nasze życie małżeńskie ale także zawodowe. Żona najpierw powiedziała, że przebaczy, potm, że nie może (i tak kilka razy), chciała odejść, potem że zostanie (może z litości), czasami mnie nienawidzi, czsami czuje do mnie czułość (minęło już prawie dwa miesiące od tego), a ostatnio prosi mnie żebym zgodził się na separację, bo potrzebuje wyciszenia. Dziś uzgodniliśmy że może na naszym osiedlu wynająć mieszkanie, żeby być blisko, szczególnie dzieci, ale też wyciszyć się i postanowić co dalej. Kocham ją i szaleję, cierpię ogromnie przez to co zrobiłem, i chcę to naprawić, bo wierzę że jest to osoba ta jedyna i mnie przeznaczona. Powiedźcie mi co poza modlitwą powinienem zrobić, aby odbudowywać małżeństwo i zaufanie wg was. Wiem, że nie ma jednej recepty, ale jestem zdecydowany walczyć do końca, więc z Boż pomocą chcę wykorzystać wszystkie możliwości i usłyszeć wasze rady.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-22, 12:51   

Halk...... przeczytałem Twój post i kilka rzeczy mi stanęło przed oczami .............
Zdradziłeś żonę z prostytutką- no cóż......... sprzeniewierzyłeś się przysiędze,sprzeniewierzyłeś się żonie...ale na początku zgrzeszyłeś przeciw 9 przykazaniu .
I to początek....... potem były wyrzuty sumienia,poczucie winy,huśtawka emocjonalna,"drapało " sumienie,chciałeś się uwolnić od ciężaru grzechu i sprzeniewierzenia..........I co zrobiłeś??????A zrobiłeś coś, co podsunął Ci chyba tylko "kusy"...........polazłeś do żony i wyznałeś swoje sprzeniewierzenie.
Zamiast do konfesjonału,zamiast do spowiedzi i prośby o rozgrzeszenie,ty chciałeś się szybko uwolnić od ciężary winy,chciałeś tą winą podzielić sie z żoną...............i tu jest już dalsza rola "kusego".................. przebiegłość we wpychanie,we wdeptywanie w coś, co może dalej i więcej jeszcze ludzi popchnąć w jego łapy...................
Bo to wyznanie spowodowało jeszcze większą krzywdę jak sama zdrada z prostytutką.
Ten niby szlachetny uczynek-wyznanie swojego jednorazowego popaprania doprowadza do kryzysu.
Ale Ty wyznałeś swój grzech................ a żona nie może go udzwignąć i chce separacji............
W programie 12 Kroków jest zapisane w kroku 5: "wyznaliśmy Bogu,sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów"

Kolejne mówią o zadośćuczynieniu................. o gotowości do zadośćuczynienia.
I wreszcie w Kroku 9 "zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim ,wobec których było to możliwe,z wyjątkiem tych przypadków ,gdy zraniłoby ich lub innych"
Nacisk jest położony na tę ostatnią część "....gdy zraniłoby ich lub innych".
Ty zamiast w konfesjonale to wyznałeś żonie zdradę, uważając pewnie ,że tak to powinno być................ prawda.........zdradziłeś i wyznałeś prawdę.............
Ale zraniłeś tym strasznie żonę,zraniłeś tym córki......

Ale "kusy" jest bardzo inteligentny i niby w imię dobra wyprowadził Cię na manowce kryzysu.Spotęgował jeszcze ból.
Cwany....................
Piszesz ,że kochasz i szalejesz............. czy aby napewno tak kochasz???? czy aby to napewno jest taka miłość jak z Hymnu o miłości z Listu do Koryntian??????
Teraz chyba potrzeba Wam obojgu popracowania nad przebaczeniem............. żona Tobie ,a Ty sobie.
Czy Ty możesz coś przyspieszyć???? sądzę ,że nie................ należy chyba dać czas czasowi i uzbroić sie w pokorę.
Pokorą zadośćuczyniać i dać żonie czas na oswojenie bólu,zranienia,na zagojenie się ran.
Może rekolekcje dla małżeństw???(www.malzenstwo.pl)
Ale przede wszystkim dać żonie przestrzeń,dać czas,nie naciskać,nie być nachalnym ze swoją miłością-bo to jeszcze bardziej ją może boleć.
Poprostu być obok,razem ale osobno ,i nie wpędzać jej w poczucie winy swoim cierpiętnictwem,ciągłym proszeniem,żalem.
Być w pokorze i dać jej prawo do żalu i bólu.
No i najważniesze............. modlić się o jej Pogodę Ducha i o to ,aby dojrzała do przebaczenia,modlić się w swojej i jej intencji.

A może napiszesz kiedy modliłeś się w intencji żony.?????.................. ale nie tak o to by wróciła do Ciebie.........ale tak poprostu....... w jej intencji???bez roszczenia?????
I przestań walczyć ,przestań uzywać tego słowa,sformułowania....................bo walka to rany,walka to możliwość śmierci,walka to możliwość przegranej................
Tu potrzeba uleczenia ran a nie walki i jątrzenia zranień walką.
Spokoju i pokory,przestrzeni duchowej,modlitwy...........................

Pogody Ducha
 
     
halk
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-22, 14:13   spowiedź

nałog, u spowiedzi byłem tego samego dnia, a żonie powiedziałem nie tylko dla tego że chciałem się uwolnić (bo wolałbym cierpieć wtedy, niż tak jak teraz) tylko że przez to że był to zdrada z kobietą lekich obyczajów to chciałem uniknąć wszelkich kontaktów seksualnych z żoną, dopóki się nie przebadam na wszelką zarazę. Czuję się coraz bardziej wypalony tą sytuacją, ale staram się postępować właśnie tak, żeby niebyć nachalnym w swoim cierpieniu i miłości do niej, chociaż nie zawsze mi się udaje. Co do modlitwy, to cały czas modlę się o naszą miłość i jej szczęście (odosobnione moje szczęście mnie za bardzo nie interesuję, mimo wszystko wolałbym cierpeć za nas dwóch). Inaczej jak zdecydowaniem żeby zrobić wszystko dla mojej miłości (inaczej walczyć o nią) nie umiałem to opisać. Ale w istocie masz rację nie chcę ran tylko uzdrowienia, zabija mnie jednak myśl że powoli będziemy się od siebie oddalać, aż w końcu zostanie cienka lina, która pęknie.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-22, 17:04   

Halk.....kurcza paka !! Mam takie samo zdanie jak Nałóg.....Nie wolno obarczać innych osób takim wielkim ciężarem !
Widzisz....sam nie usniosłeś poczucia winy za zdradę.....podzieliłeś się z żoną, obarczyłeś....
sam nie dałeś rady....a obarczyłeś słabszą od siebie !! Ale mężczyna.....ech .......

Kurcze....przykro mi, że muszę tak ostro...ale muszę....
I niech boli......ja muszę, Ty musiałeś...to sie będziemy ranić...tak ??
Okropnośc !

Ale stało się.
No i sam widzisz, że żona nie potrafi unieść cieżaru tej prawdy !!

No i co teraz będzie ?

Ty cierpisz, Ona cierpi....dramat, świat się wali !!

Nic Halk......i to trzeba będzie przeżyć.

Tak......moim zdaniem.....nie potraficie teraz być ze sobą....żona nie potrafi.....
rzeczyście.....potrzeba tu czasu i wyciszenia.
Widzi Cię i szaleje z żalu, rozpaczy, poniżenia , obrażenie, odrzucenia, skopania milości itp....
Jestem jednak przeciwna wyprowadzaniu sie z domu....wyprowadzić się łatwo, a wrócić bardzo trudno.
Może jednak macie dwa pokoje.....stwórz żonie azyl.....stwórz takie miejsce, gdzie będzie mogła być sama , bez Ciebie, gdzie Ty nie wejdziesz.....umów sie z żoną. Daj Jej czas ...daj Jej bycie w samotności, bez Ciebie....ale jednak z Tobą gdzieś blisko.
Chyba musisz Jej pozwolić na wyrzucenie wszystkiego co czuje....a Ty uzbrój się w ciszę, cierpliwość....zamknij usta, przyjmij z pokorą.
Zawsze, gdy juz nie wytrzymasz Jej słow, będziesz mógł wyjść....może do swojego azylu, albo na spacer......
Raczej przerywaj tyradę złych słów zonie przez wyjście....a nie pozwól się nakręcać.....Chociaz z drugiej strony, Ona musis się wypłakać, wykrzyczeć.....
Oby to wykrzyczenie przyniosło szybki efekt.
Gdyby to trwało zbyt długo....hm....trzeba by poszukac pomocy specjalisty.

Zwróć się też do Boga w regularnej, codziennej modlitwie...proś o wsparcie i wyprowadzenie Was z tej trudnej sytuacji.
Polecam modlitwy do Matki Bożej Nieustającej Pomocy....jest taka nowenna, poszukaj w internecie.

Dobrze, że tu jesteś z nami, wspólnie cos wymyslimy, jestem z Tobą = Wami !!
Halk....niech Bóg Wam błogosławi !! Pozdrawiam !! EL.
 
     
halk
[Usunięty]

  Wysłany: 2009-10-26, 14:44   poprawa

Witam wszystkich, chciałem tylko podzielić się pokrótce swoją radością, bo od kilku dni nasze relacje z żoną znacznie się poprawiły. Wydaje mi się, że Bóg pomógł przezwyczężyć zonie to co najgorsze. Modlimy się wspólnie z żoną i zaczynamy wychodzić z tego koszmaru który był (żona już potrafi powiedzieć, że mnie kocha!). Żywię cichą nadzieję, że na stale, w każdym razie z pewnością jest to przełom, bo wcześniej było coraz gorzej. Odezwę się jeszcze po jakimś czasie, mam nadzieję, że z dalszymi pozytywnymi informacjami. Modlę się za was i za nas.
 
     
samotna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-26, 15:16   

Halk,
mam do ciebie ogromną prośbę....,
jestem z tej drugiej strony.....,
przezyłam kilka lat temu zakręt męża....,
szybko wybaczyłam..., nie przepracowałam/liśmy...,
dziś myslę, że to był błąd...,
recydywa....i koniec....
niech Ci nie przyjdzie do głowy, że jesli wybaczy zbyt szybko
i kocha...,by pomyśleć - łatwo poszło....,
i kolejny raz po czasie zrobic to samo.... .
Powinieneś miec świadomość Ty sam, ze skoro raz zdarzyło Ci się,
wiec nie jesteś wolny od pokus.... .
Pilnuj sie więc...
Zostańcie z Bogiem
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-26, 15:30   

Samotna, mądre słowa... To chyba tak, jak z nałogiem - jakimkolwiek. Człowiek powinien mieć świadomość zagrożenia, i pilnować się w tym temacie bardziej niż inni... I przepracowanie powinno mieć m.in. na celu późniejsze efektywne wyłapanie wczesnych symptomów nawrotu, po to aby umieć mu zapobiec zawczasu. To praca dla Ciebie, Halk, nie spocznij na laurach za szybko.
Owocnego wyjścia z koszmaru, jak piszesz :-D
 
     
halk
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-07, 19:53   

tak jak trochę spodziewałem się, nastąpił kolejny dołek u żony, znowu mi nie ufa i cierpi, a ja razem z nią. W takich sytuacjach pierwsza reakcja to zapenić ją, że kochasz, ale chyba to nie pomaga, kolejna to odsunąć się i zaczekać, starając się dyskretnie okazywać jej wsparcie i zapewniać w miłości, pomodlić się o pomoc dla niej i naszego małżeństwa.
Myslę że dołek nastąpił by wcześniej tylko żona miała strasznie duzo pracy i dwa wyjazdy służbowe jeden po drugim, a teraz nie chce wracać do domu, bo tam jestem ja i ... już sam nie wiem czy nie chce mnie widzieć czy co innego. Rozmawiamy, mówi że nie może mi zaufać (chociaż są przebłyski) tak jak wcześniej, i że myśli że nie jest już taka atrakcyjna (mimo moich zapewnień i miłości) i nie wiem jak z tym poradzić, bo jak nie ufa, to i tak nie uwierzy i znowu czas i modlitwa. Myślę jednak że jest lepiej niż wcześniej, bo wcześniej górę brała złość w niej, teraz jest spokojniejsza, ale boje się czy też nie będzie bardziej obojętna. Jeśli któś to przechodził, napiszcie jak najlepiej żyć dalej aby nie popełnić jakiegoś błędu i nie oddalić się znowu, skrócić (jeśli się da) czas cierpienia i zmartwienia.
Samotna pisze że za szybko to niedobrze, a ja myślę że nie chodzi tu nie tylko o szybkość ale też o prawdziwe zrozumienie jednej osoby przez drugą, wzajemne wsparcie, a nie jednostronne zmagania, to boli. Jednak nic na to nie poradzę sam jestem sobie winien, pragnę jednak powrotu do pięknych chwil.
Samotna, napisz dla czego nastąpiła wg ciebie recydywa, wszystko było w najlepszym porządku i znów to ci zrobił, mimo że wcześniej cierpiał i żałował? Rozmawialiście ze sobą szczerze po tym co się stało pierwszy raz? Jak zawsze proszę o radę szczególnie osoby będące lub byłe w identycznej sytuacji.

[ Dodano: 2009-11-01, 10:00 ]
tydzień temu nie sądziłem, że już we wszystkich świętych będę miał taki podły nastrój. Relacje dalej się pogarszają. Zona pokazuje swoją obojętność, na moje prośby o rozmowie i modlitwie, mówi, że to nie ma sensu i nie ma nic więcej do powiedzenia, a przede wszystkim że nie da się więcej siebie skrzywdzić. Ja znowu mam pokiereszowane serce i wiem że moje słowa i zapewnienienia nic dla niej nie znaczą. Jestem coraz bliżej utwierdzenia się w tym że ją stracę. Dziwne że teraz od dwóch dni to ja mam huśtawki nastrojów, a ona jest zimna jak lód, albo czasami cyniczna i zła. Ironia losu. Może takie życie jest udziałem takich ludzi jak ja i całej mojej rodziny.
COraz częściej się załamuję i próbuję nie złamać, nie pójść w jakiś nałóg. Czy jest szansa? WIem że jest, ale prawie utraciłem wiarę w to, nie mogę uwierzyć po tym co napisałem 26 października, co wtedy czuliśmy i jak byliśmy szczęśliwi, może coś takiego nastąpić.
Wcześniej znosiłem od żony wszystkie bolesne słowa i złość z pokorą, teraz nie wytrzymuję i zaczynam się bronić i nie wiem czy tym nie pogarszam sytuacji. Proszę o modlitwę i radę, jak zawsze szczególnie osób, które miały prawie identyczne przeżycia a im się udało.

[ Dodano: 2009-11-02, 15:25 ]
widzę, że nikt nie pisze, więc kontynuuję, bo to co się dzieje ze mną może komuś pomóc. Znowu się pozbierałem, bo po wyciszeniu zrozumiałem, że inaczej nic nie osiągnę. Niestety jest tak, że po zdradzie ludzie się nawzajem ranią, nawet jeśli wydaje się, że można byłoby tego uniknąć. Trzeba mieć naprawdę dużo cierpliwości i opanowania szczególnie na początku, kiedy z przebłysków szczęścia wpadasz w bezmiar cierpienia, ale też wytrwałości i miłości, aby dotrwać do końca. Może wydaje się, że minęło kilka dni więc nie ma o czym mówić, ale po takich doświadczeniach czas płynie inaczej, więcej przeżywasz w krótkim okresie czasu, a więc myślę, że z biologicznego punktu widzenia postarzałem się co najmniej o rok. Na razie, i do nastepnego razu.

[ Dodano: 2009-11-07, 20:01 ]
I znowu ciepłe uczucia (nie wiem czy mogę je nazwać miłością ze strony żony) i paląca nienianwiść lub obojętność. Chwilami wydaje mi się, że kalejdoskop uczuć mojej żony wkrótce mnie wykończy. żona cierpi bo jej wsyztko pzypomina o mojej zdradzie, ja cierpię strasznie, bo żałuję, bo ona cierpi, bo zawiodłem ją i dzieci, bo raz mnie rozpiera od szczęścia, a raz wolałbym już nie żyć. Przepraszam, że tak piszę, ale znowu z trudem próbuję się pozbierać, chociaż w tej chwili mam wrażenie, że gdybym przestał istnieć, żonę by to nie obchodziło. I właśnie to jest chyba najgorsze, bo świata poza nią nie widzę. Proszę o modlitwę i radę, bo już nie wiem jak długo wytrzymam.
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-08, 14:40   

HALK . teraz u ciebie noc.
Noc jest czasem kontemplacji, nie działania, jest czasem powierzania się Panu. Noc jest czasem przygotowywania do jasności widzenia. Noc duchowa, pomimo towarzyszącego jej czasami lęku, poczucia niepewności, zagubienia, nie jest czasem pustki, ale napełniania się Panem, napełniania się Światłością. Warunkiem jest TRWANIE w niej, nie uciekanie. TRWAĆ to znaczy czekać."
tak ja teraz czekam i słucham , a ty ?
"czasami trzeba przejść długą drogę, by nauczyć się SŁUCHAĆ Pana. Słuchanie jest najważniejsze, ono przygotowuje do uzdrowienia. Słuchanie słów Jezusa zawsze łączy się z uzdrowieniem, czyli przywracaniem harmonii i godności. Uzdrowienie ciała, serca, ducha jest konsekwencją otwarcia się na Słowo Jezusa."

"Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi oczami duszy:
Jezu, Ty się tym zajmij! Postępuj tak we wszystkich twoich potrzebach. Postępujcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie, nieustanne i ciche cuda. To wam poprzysięgam na moją miłość."
Halk , ja znam tylko jeden skuteczny sposób, mocno przytulić się do Jezusa, oprzeć się na nim- każdego dnia.
Pamiętam w modlitwie
 
     
K_
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-09, 22:06   

Jestem w podobnej do Ciebie sytuacji (a zarazem innej, bo okoliczności inne i płeć inna, a to ma znaczenie w sposobie odczuwania). Tej zimy minie 1,5 roku od tego co się stało. Nadal jesteśmy na takiej huśtawce, jednak o mniejszej amplitudzie.

Jest taki czas kiedy należy spokojnie znosić obelgi. Jesteście jeszcze bardzo świeżo po tym co zrobiłeś. Czasami lepiej, że z drugiej osoby żal wylewa się na zewnątrz, zamiast gryźć ją od środka (o ile po wyrażeniu swoich uczuć się uspokaja).

Trzeba uczciwie przeprosić, wziąć na klatę swoją winę, nie zrzucając jej na żonę. (Nie należy 'skomleć' i raczej nie należy przepraszać setny raz).

Przychodzi taki czas, w którym trzeba się chronić. Czasem wystarczy urwać potok wyrzutów, po prostu 'uciec' na chwilę, a potem godnie i spokojnie powrócić do przyjaznej interakcji.

Nade wszystko warto mądrze rozróżniać co w tych obelgach jest prawdą, a co jest wykrzywieniem rzeczywistości w negatywną stronę. Nie możesz całego obrazu swojej osoby oprzeć na spojrzeniu żony, choć niektóre uwagi mogą być wartościowe. Ty też borykasz się z trudem spojrzenia na siebie po tym co zrobiłeś.
Warto zwrócić się ku Bogu, który, niezależnie od decyzji i spojrzenia Twojej żony widzi w Tobie wielką wartość.

Teraz zachowanie domowego ogniska zależy od Ciebie. Oby starczyło Ci wewnętrznej siły, pogody ducha.
 
     
halk
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-10, 09:26   

dziękuję za słowa otuchy, czasami tracę cierpliwość i czuję jakbym był całkowicie zniszczony i bezwartościowy, ale zbieram się na nowo, teraz jak piszę jestem zdecydowany wytrzymać aż do końca, do pięknego uzdrowienia, zamierzam być dobrym mężem i przyjacielem, a jednocześnie być obok (chciaż czasami nie jest łatwo się usunąć w cień). Skupić się na odbudowie swojej wartości w pracy i w domu (też potrzebuję dowartościowania), budowie na nowo naszych z żoną relacji, bo nie widzę sensu w życiu bez niej, a wiem że mogę ją interesować tylko jeśli będę wartościowym człowiekiem pod każdym względem, ciąglę się modlę, żeby wygrać z czasem, który z jednej strony może nasze rany trochę zagoić, pomóc zdystansować się, a z drugiej nie mam zamiaru pozwolić na całkowite zobojętnienie żony do mnie (chociaż ona już coś podobnego deklaruje), i dlatego muszę być na nowo tym mężczyzną z którym chciałaby być. Cały czas boje się popełnić błędy, które trudno będzie naprawić, oddalą nas od siebie odrobinę za dużo, niż jest to potrzebne dla uzdrowienia małżeństwa.
Piszcie więc, żony, które przechodziliście i przechodzicie to piekło, co oprócz nie narzucania się i zdecydowania naprawić małżeństwo, cenicie i niech Was Bóg pobłogosławi.
Z najwyższym szacunkiem,
 
     
agrafka
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-17, 16:45   

Witaj Halk!
Jestem po tej drugiej stronie. Ponieważ dowiedziałam się o niewierności męża miesiąc temu, jestem zupełnie nowa na tym forum. Niewiele jeszcze przeczytałam. Dopiero dzisiaj dowiedziałam się o etapach przeżywania zdrady i jakoś się w tym odnajduję.

Zadajesz bardzo trudne pytania.
Trudne, bo każdy z nas jest inny. Nie umiem Ci doradzić, bo nie znam Twojej żony. To Ty znasz ją najlepiej i możesz do niej dotrzeć.
Od siebie mogę tylko napisać, jak ja się czuję i czego bym oczekiwała od mojego męża.

Po pierwsze to, że powiedziałeś swojej żonie o tym, co zrobiłeś, ja akurat poczytałabym za duży plus. Wolałabym, żeby mój mąż sam mi o tym powiedział. I największe chyba mam do niego pretensje, że kłamał. Chyba trudniej odbudować zaufanie, jeżeli do prawdy trzeba było tę drugą stronę zmuszać. Ciągle mam poczucie, że coś jeszcze może ukrywać.
Pamiętaj, że "Kusy" jak go tu ktoś wyżej nazywał to Ojciec Kłamstwa. Na kłamstwie nie da się budować. Prawda - choćby najtrudniejsza - jest lepsza.

Powinieneś wiedzieć i nigdy o tym nie zapomnieć, że Twoja żona wykonuje teraz ogrom ciężkiej pracy, żeby odbudować Wasze małżeństwo. Tego może nie widać, ale sam piszesz, że są momenty, kiedy wraca, kiedy jest lepiej. Ona się stara. Doceń to. Może jej za to podziękuj?
Warto zrozumieć, że ona przepracowuje to wszystko ciężko, musi się przełamywać, a tak naprawdę na to nie zasłużyła, prawda? Może czuć się bardzo niesprawiedliwie.

Ja chciałabym, żeby mój mąż się mną interesował. Tym co czuję. Żeby docenił, jak się staram. Bo to wcale nie jest takie oczywiste...
Ty na pewno dobrze wiesz, jak rozmawiać z żoną, żeby do niej dotrzeć. Jak zadać pytanie, żeby uwierzyła w Twoje autentyczne zainteresowanie.
Może wytwarzać wokół siebie chłód, może być opryskliwa, pokazywać, że nie robi to na niej wrażenia. Ona po prostu pewnie się strasznie boi. Boi się zranienia. Kolejnego.

Kiedy mój mąż zostawia mi przestrzeń, nie pyta, przemilcza - czuję, że się oddalamy jeszcze bardziej. Oczekuję od niego rozmów. To (może wbrew pozorom) bardzo pomaga.

Trzymam za Was kciuki! I cierpliwości - teraz już nigdy nie będzie tak samo, ale Pan pomoże, żeby na gruzach jeszcze zakwitł piękny kwiat.
 
     
halk
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-24, 15:57   

Witam wszystkich,

Dziękuję ci agrafka za ciepłe słowa, życzę Wam możliwie żybkiej odbudowy związku i zaufania. Najważniejsze jest rozumienie się, miłość i cierpliwość. U nas z żoną wszystko powoli się układa, nie mogę powiedzieć, że już wszystko odbudowaliśmy, bo czuję że żonie brakuje zaufania do mnie, ale na pewno wróciło zycie uczuciowe i zrozumienie. Czuję się szczęśliwszy, chociaż nie wykluczam i trochę boje się nowego kryzysu. Myślę jednak już sam fakt, że od poprzedniego kryzysu minął prawie miesiąc, uskrzydla mnie i daje podstawę werzenia w to że się nam udaje.
Nie wiem w jakiej dokładnie ty jesteś sytuacji, ale podstawą jest to że osoba która zdradziła naprawdę tego żałuje i się wstydzi tego co zrobiła, tak było ze mną, przez co ja się przyznałem żonie, gdyż w swojej głupiej naiwności sądziłem, że tak bardzo się kochamy, że żona mi wybaczy bez przechodzenie przez różne kręgi piekła. Teraz piszę spokojniej, bo dzięki Bogu zaczyna u nas wszystko się układać, ale dalej nie jestem przekonany, że postąpiłem słusznie narażając moją żonę i nasz związek na takie cierpienie i ryzyko rozpadu. Jeszcze raz życzę powrotu szczęścia w małżeństwie i służę pomocą jeżeli masz pytania.
Odezwę się jeszcze za jakiś czas. Pozdrawiam wszystkich.
 
     
Anula1
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-24, 22:29   

Halk! A jesteś pewien, czy gdyby to Ciebie żona zdradziła to byś przebaczył bez przechodzenia przez różne kręgi piekła? Ufałbyś?
 
     
halk
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 10:23   

Nie, Anula1, nie jestem pewien, problem jest tylko taki, że po tym jak to się stało nie ma dobrych rozwiązań, a chodziło mi o to, że mógłbym przechodzić przez to cierpienie w samotności. Najgorsze jest to że przyznając się sam ruinujesz zufanie, które jest podstawą związku. tylko tyle i aż tyle, ciężko cokowlwiek sensownego na ten temt napisać bo t jest wyłącznie moa wina.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 9