Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Moze Pan Bog ma dla nas inną drogę?
Autor Wiadomość
Danka 9
[Usunięty]

  Wysłany: 2009-10-03, 22:21   Moze Pan Bog ma dla nas inną drogę?

Witajcie
U mnie niefajnie, a raczej fatalnie :-(
Przejrzalam swoje posty, jakies dwa tygodnie było lepiej.
Teraz znów krach.

Jestem osłabiona zdrowotnie i nie daję sobie rady, nie za bardzo mam siłę wyjść z domu, nie poszłam na zajęcia na studia.
Mąż nasilił swoje oddalenie, ostatnio bylo lepiej, teraz parę dni już gorzej.
Trudno mi sie bronic przed jego agresją gdy nie mam kondycji, a ostatnio takie jego wrogie zachowania odchorowuję w postaci wymiotów i migreny.
Tak ju mój organizm reaguje na siny stres, niestety i nie umiem tego przeskoczyć ani uodpornić, choc się staram...
Przychodzi refleksja, ze może popełnilismy błąd pobierając się trzy lata temu?

Ja popełniłam błąd, bo wiedziałam o swoich i męza wadach. Bardzo obawiałam się ślubu, jednoczesnie czułam, ze kocham męża.
Rozsądek podpowiadał mi ,ze to będzie bardzo trudno, to bylo jak skok z trampoliny. Skoczyłam i probuję pływać.
Jestesmy z trudnych rodzin, maz zapewniał mnie ze będzie się rozwijał.
Jak dla mnie to nie dotrzymał słowa, bo wycofał sie z terapii.
Ja nie mam wyjścia jeśli chcę nadal być razem, muszę ciągle iśc do przodu, z pomocą Bożą.
Za to jestem męzowi wdzięczna, bo gdyby nie malzeństwo, to zwialabym od zaglądania w siebie i od przemian. :-)
Wybralam męża z myślą, ze bedziemy razem sie zmieniać, a faceci tego nie znoszą.

Nie naciskam już na męza, żeby zaglądał w siebie, wiem ze to błąd.
I nie chodzi o to,że chcę by zaczął jeśc pomidorową i grał ze mną w scrable ( czego nie znosi), ale o to by radził sobie z agresją, złością, by był partnerski, nie autorytarny.
Chodzi o szacunek do mnie i innych ludzi, do rodziny, uzdrowienie stosunku do kobiet i seksu.
Czyli chcę wywrocic męza prawie do góry nogami, jak mówi.
Mąż i tak widzi po mnie, co mi przeszkadza...czuje to i nic nie robi procz zloszczenia się.
Wpada w kompleksy i doułje sie ze nie pasuje mi taki, jaki jest.
Kocham go i chwalę jego zalety , a ma ich bardzo dużo, można na nim polegać, jest słowny, ma poczucie humoru, niezawodny, lojalny, zaradny, inteligenty :->
Nie mogę tolerować przemocy słownej i innych niszczacych mnie zachowań...nie chce krytykowac męza, ale ciągle jest jakieś zachowanie, ktoremu muszę sie sprzeciwić, napomniec męza.

I jak tu żyć?
Chodzę na terapię i uczę się ciagle czegos nowego o sobie, o mojej rodzinie i chcac nie chac o męzu. Staram sie za duzo z nim o tym nie rozmawiac..bo nie chce wchodzic w role jego psychologa.
Moze to zalatuje pychą ale przez to jestem blizej siebie i blizej Pana Boga a dalej od męza, ktory zlosci się często na mnie, ze już nie mozna tak łatwo mna kierować, mam swoje zdanie i swoje potrzeby.
Zmieniło się o mam wrazenie ze mąż jest w tym zagubiony, trudniej mi tez jego szanować bo wyraźnie widzę rozne mechanizmy i manipulacje jakich uzywa ( ja na pewno tez).
Bałam się tego, ze w ten sposob oddalimy się od siebie, mąz bedzie mial poczucie, ze zostaje w tyle i nasila to jego niskie poczucie wartosci.
A ja nie umiem mu pomóc, jak on sam nie chce.
Niepowodzenia wspólne zwala na mnie i generalnie małżeństwo ze mną jest pasmem nieszczęscia...bierze leki antydepresyjne.

Poważnie zastanawiam się co robić?
Ile jeszcze, chcialabym normalnie spokojnie żyć, czy razem da się?
Kiedys pisalam: tęsknię za mężem....teraz obiawiam się, ze wcale nie tęsknię, wyjechałabym dzieś daleko na rok..
Moje i męza zdrowie jest nadszarpnięte, w domu zupa za słona, ja nie taka,wszystko męza drażni, nie akceptuje moich wyborów: studia, zainteresowania, przyjaciele, nawet ubiór.

Treaz zaczynam kolejny rok studiów zaocznych, sa konieczne w mojej pracy, same sa wystarczającym wysiłkiem, dochodzi fakt, ze mąż się złości na te studia, uwaza ze niepotrzebnie poszłam, więc denerwuję się podwójnie.
Ja nie lubię jego wieczorów zakrapianych alkoholem poza domem i izolowania sie od ludzi, rodziny ( wiem ze to z cierpienia).
Chwilami ciężko mi kochać i szanować mężczyznę zagubionego, ktoremu trudno wyciagnać rękę po jakąs pomoc, czy psychologiczną czy duchową.
Chcę być przy męzu, spędzać razem czas, kochać męża, wyobrazam sobie tez dzieci, częscto marzę o nich.
Mąż bardzo chce mieć dzieci i tu też jest punkt sporny, bo ja już ostatnio wątpię w to czy ja chcę. Czy nasz dom jest dobrym domem by wychowywać dziecko, czy my mamy jakies dobro do zaoferowania małemu człowiekowi?
Czy ja dałabym radę sobie ze sobą, z męzem i z dzieckiem.
Układanka ja plus mąż jest dość trudna już.
chuśtawka emocji wystarczająco mnie męczy, ciągle rozmowy o rozwodzie, rozmyślanie jak to by było po rozstaniu (staram sie ucinac takie mysli)itp, poczucie zawieszenia, rozpaczliwe szukanie pomocy przeze mnie.
Zbliża się trzecia rocznica, z mnie jest bardzo smutno, płakać mi się chce gdy widzę pary, dzieci.
Czuję się samotna, mąż w amoku agresywnym, wtedy nie mogę liczyć na bliskość, tylko stosowac twardą miłość i unikać go.
Dochodzą do tego problemy z intymnością, nie chcę o nich pisać.
Mi bardzo brakuje męskiego towarzystwa, aż przykro pisać, kuszą mnie rózne znajomości, koledzy, staram się unikać tych pokus.Na pewno mąż ma podobnie...
Przyjaciele i rodzina zastanawiają się czemu jeszcze jestesmy razem, uważają ze już wyczerpaliśmy czas na naprawę i docieranie się, sa zaskoczeni ze podnosimy sie ciągle.

Zastanawiam się nad udaniem się do Sądu Biskupiego, juz kiedys bylam na rozmowie, stąd wiem, że jest taka możliwość.
Moze Pan Bog ma dla nas inną drogę?
Ta myśl ostatnio jest coraz wyraźniejsza. Równiez w modlitwie.
Przykre i nie do przejscia dla mnie jest to, ze najpierw trzeby by wziac rozwod cywilny :-(
Moj mąz jest bardzo za, wielokrotnie mi o tym mówił, ja chciałam walczyć o nas, nie czułam wtedy by to było dla nas..

Bardzo chcialabym akceptowac meza w całości, i nie mieć wymagań..Mi tez duzo brakuje do ideału : jestem osobą roztrzepaną i czasem cos gubię, i im jest niespokojniej w domu tym czesciej mi sie zdarza zapomniec cos czy zgubić, mąz bardzo tego nie lubi.
Nie mam łatwego charakteru, wiem o tym, ale staram się , prosząc Boga o pomoc.

Potrzebowałam o tym napisać. Proszę Was o modlitwę.
Będę modlić się o dobre rozeznanie.
 
     
wika
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-03, 23:37   

Witaj Danka
Masz moje modlitewne wsparcie.
Obniżony nastrój, jesienna pogoda swoje robią, piszesz, że zdrowie szwankuje to też nie ułatwia w trudnościach, które nas spotykają. Danka jesteś bardzo silną kobietą.
Nie myśl jaki to będzie dom dla dziecka lub co będzie po rozstaniu. Po co tworzyć scenariusze. Życie może zmienić sie w kilka sekund.
Nosek do góry, może masz gorszy dzień. Może zrób coś co sprawi Ci przyjemność i humor poprawi.
Danka 9 napisał/a:
jest bardzo smutno, płakać mi się chce gdy widzę pary, dzieci

Myślę, że każdy z nas będący w kryzysie, w trakcie rozwodu lub po szczegolnie zwraca uwagę na takie sytuacje: szczęśliwa rodzinka z wesołymi dzieciakami. To tak jak kobieta pragnąca dziecka nagle na ulicy w sklepie kinie teatrze widzi same ciężarne:)
Ściakam i pozdrawiam
 
     
ania1977
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-04, 08:20   

Danusia mnie też to ostatnio dopadło. Mam taki kryzys że lekarz mi kazał łykać antydepresanty. Myślę że Wika ma rację. Nie ma co robić scenariuszy na jutro bo i tak nie wiemy co się może stać. Wiem że strach i ból jest ciężki do przezwyciężenia i ten smutek że nas to spotyka. Myślę, że dobry Bóg w końcu nas wysłucha i będziemy szczęśliwe tylko musimy jeszcze trochę poczekać. Do mnie się wczoraj po 2 miesiącach w końcu odezwał mąż na gg ale oczywiście z zapytaniem czy już przepisałam nasz kredyt mieszkaniowy na mnie. Chłopak myśli że ja wszystko załatwię a on bezstresowo będzie sobie żył byle daleko od problemów. A taki wał ! On chce rozwodu i podziału to niech sobie po powrocie do Polski sam lata i wszystko załatwia- ja nawet palcem nie kiwnę ! Dobrej niedzieli.
 
     
Danka 9
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-04, 09:37   

Dziękuję Wam bardzo za wsparcie.
Rodzinie i znajomym nie chcę się żalić, gdyż widzę, jak nie maja juz do mnie cierpliwosci.
Tyle czasu juz chodzę na terapię i ciagle jestem w tym malzeństwie na granicy. Nie umieja mi nic poradzic a ile mozna sluchac tego samego...
Wrócilam do Pana Boga, najczesciej slysze od niego walcz, zmien jeszcze to czy tamto..badz cierpliwa.

Czasem jest tak ze popelnia sie błąd i ponosi konsekwencje tego, ja, my teraz sie z nimi mocujemy.
Wiem, ze mąz co jakis czas podejmuje decyzje o rozstaniu ale sie wycofuje z nich pod moim wplywem i na pewno z lęku ( duza trauma).
Mozna kochac kogos ale po ludzku wiedziec, przeczuwac ze nie da rady budować razem...mialam wielka nadzieje, chyba nadzieje na cud, na wielkie dzialanie sakramentu, ze jak udzielimy go sobie, dostaniemy łaskę na wspólne zycie.

Takie rzutu zlosci, agresji męza mijają, potem on stara sie byc blizej...doceniam to bardzo, jednak nie jest łatwo mu wtedy wybaczyć tamto zachowanie, wymaga ode mnie i czasu i wysiłku.
I tak w kółko.
Nie jest latwo otworzyc sie na bliskość, nakogos kto by dla mnie niedobry, nawet głowa by chciała, ale ciało jest mądre i wie czego potrzebuje, nie da sie go oszukać. Potrzebuje spokoju.
Kocham go , modle sie za niego, chce by był szczesliwy, jednak nie chcę go widzieć.
Zamierzam sobie odpoczac dzis gdzieś poza domem, nabrać sił, pomyslec o czymś miłym.

W poniedzialek pogadam o tym pomysle na terapii, na pewno spowiedź i wiele godzin klęczenia przed Panem.
Czy zrobiłam juz wszystko zeby się udało.Pan Bog chce byśmy byli szczęsliwi, spelniali sie w naszym powołaniu. Wierze w to mocno i oddaję nas Jego opiece.

Moze antydepresanty tez sie przydadza, bede odporniejsza na lęk i stres i uda sie odpoczac od migren i trochę przytyć ;-)


Z Panem Bogiem
 
     
w.z.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-04, 10:31   

Danusiu, myślę, że takie problemy ma większośc osób w dłuższym kryzysie. Bardzo trudno rozeznac w tym swoją drogę. Moim zdaniem wiele problemów wynika z niewiary w to, że miłośc Boża może byc większa niż miłośc człowieka. Żyjemy tu na ziemi i po prostu potrzebujemy obecności drugiej osoby, ciepła, życzliwosci.

Dlatego zawsze mi imponowały osoby heroicznie walczące o miłośc - np. Maksymilian Kolbe. Myślę, że właśnie z tego heroizmu w miłosci będziemy rozliczani po smierci.

Nie wiem czy oglądałaś film "Wyspa" - tam człowiek po ludzku przegrany, przegrany zyciowo bo przez "pomyłkę" został zakonnikiem, a jednak wygrany i szczęśliwy, pogodzony ze sobą i z Bogiem. Życzę każdemu by potrafił z Bożą pomocą iśc tą drogą.
 
     
wika
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-04, 13:53   

Danka 9 napisał/a:
Rodzinie i znajomym nie chcę się żalić, gdyż widzę, jak nie maja juz do mnie cierpliwosci.

To żal się nam, nie trzymaj tego w sobie. Pamiętam u mnie taka sytuację, czułam ogromną potrzebę mówienia o tym co się dzieje i też zamęczałam znajomych. Dla mnie w danym momencie żyłam tylko tym. (Nawet jedna koleżanka zerwała ze mna kontakt.) Teraz wiem, że to był kolejny etap kryzysu i każdy na swój sposób musi go przerobić, aby iść dalej.

Danka 9 napisał/a:
Czasem jest tak ze popelnia sie błąd i ponosi konsekwencje tego


Danusia tylko ten kto nic nie robi nie popełnia błędów.

Danka 9 napisał/a:
Moze antydepresanty tez sie przydadza, bede odporniejsza na lęk i stres i uda sie odpoczac od migren i trochę przytyć


Zanim weżmiesz prochy sprawdź czy wykorzystałaś wszystkie inne sposoby pomocy samej sobie. Niech to będzie ostateczność i tylko przy pomocy fachowego lekarza psychiatry, który Ci dobierze odpowiednie leki i dawkę i poprowadzi leczenie. To proces długotrwały.

Danusiu a jesz coś w ogóle?

Tylu ludziom tu na forum pomagasz, jesteś taka dobra i kochana. Myślę, że jesienna depresja Cię dopadła. Taki czas i wszystkie "potworki" wychodzą i przygnębiają.
I uwierz nie tylko Ciebie.

Coś dla siebie miłego zrobiłaś, coś co poprawi Ci nastrój?

A co mąz lubi robić może zaproponujesz mu, że np w najbliższy weekend robicie tylko to na co ma ochotę Twój mąż, co lubi co mu sprawia przyjemność, a następny co Tylko to co Ty lubisz. Ja tak robiłam gdy byliśmy razem. Wiesz jaki był zadowolony i potem miły dla mnie.

Fajne jest to, że Twój mąż pomimo trudności z którymi się borykacie nie ucieka i jesteście mimo wszystko razem. to sukces.

Mój zwiał, kiedy problemy się piętrzyły.
 
     
Kasiek
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-04, 14:05   

Danka 9,
Modlę się o łaskę mądrości dla Ciebie

PS - ja lubię scrabble i często gram na onecie :)
 
     
kasia1
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-05, 21:56   

Danusiu... porcja uśmiechów specjalnie dla Ciebie :-) :-D :lol: :mrgreen:
:-) :-D :lol: :mrgreen: :-) :-D :lol: :mrgreen: :-) :-D :lol: :mrgreen:
Pozdrawiam
 
     
Danka 9
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-05, 22:12   

wz, wika, Kasiek, kasiu1 baaardzo Wam dziękuję za dobre słowa, modlitwy i uśmiechy :lol:
kasiu, wiesz jak mnie rozbroić


Bylam dzis na terapii i rozjaśniło mi się nieco...
okazało sie (ja tak nie umiem spojrzec na siebie sama), ze jestem za bardzo jeszcze spolegliwa i za mało konsekwentna...( a na forum tak się mądrzę w tym temacie;)
daję męzowi wchodzić na głowę sobie...
nie umiem wyegzekwować odpowiedniego traktowania przez niego, zloszcze sie smucę i chcę od razu uciekać ze związku.
Przychodzą demony zwątpienia, rezygnacji, niskiej wartosci, plus ta pogoda, macie rację i spadek kondycji nagły...zrobiłam się przez to słabsza.
bardzo, bardzo dziękuję za wsparcie.

A jak będzie? Tak jak Pan Bog dla nas chce, ufam, ze chce naszego dobra.
I bedzie prowadził wlasciwą drogą. Chwala Bogu :-)
 
     
cierpliwy
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-05, 22:37   

Danka 9 napisał/a:
okazało sie (ja tak nie umiem spojrzec na siebie sama), ze jestem za bardzo jeszcze spolegliwa i za mało konsekwentna...( a na forum tak się mądrzę w tym temacie;)
daję męzowi wchodzić na głowę sobie...
nie umiem wyegzekwować odpowiedniego traktowania przez niego, zloszcze sie smucę i chcę od razu uciekać ze związku.
Przychodzą demony zwątpienia, rezygnacji, niskiej wartosci, plus ta pogoda, macie rację i spadek kondycji nagły...zrobiłam się przez to słabsza.


Danko te demony,spolegliwośc,rezygnacja,spadek kondycji-to wszystko wyniki jednego -poczucie niskiej wartości.

Bo nie dam rady,bo nie idzie tak jak to widze,bo mąz włazi na głowe,bo juz nie wytrzymam.

Zatem nie wyszło,nie poszło-wycofac sie,poddac,zrezygnowac.
Poddam sie i bede miała spokój-moze nie bede szczęsliwa,ale nareszcie zakonczy sie wysiłek.

Danko czy podobnie myslisz????-wycofuje się.
Ale trafiam na forum i pisze -tu dostaje zastrzyk ,inni pisza dasz rade,bedzie dobrze.

Danko czerpiesz siłe w innych,odwagi nabierasz w radach innych.
Poczucie wartości -musi byc silne.
Z takim silnym poczuciem wartości -wiem że mój cel,jest moim celem.
I nikt,ani nic nie jest mnie w stanie odwieśc od tego.
Znam swoja wartośc,wiem czego chce,wiem na co zasługuję.
Zatem nie patrzę,słucham,oceniam-bo wiem że działam słusznie ze soba,swoim sumieniem i tym co jest we mnie.

p.s i mała rada aby byc konsenkwentym wobec kogos,najpierw trzeba byc konsenkwentnym wzgledem samego siebie.
A to znaczy nic mnie nie zawróci z raz obranej drogi-TO JEST KONSENKWENTNE POSTEPOWANIE

pozdrawiam i wiecej spokoju,mniej emocji ;-)
 
     
Danka 9
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-08, 13:52   

Racja, poczucie wartości kuleje..ciagle i ciągle,
nie za bardzo wychodzi mi egzekwowanie swojego prawa do sczczescia, spokoju
trudne relacje z mezem przeslaniaja inne wazne rzeczy w zyciu
nie dawac sie wpedzac w poczucie winy....jesli jest sie mocnym w Panu Bogu, to zadne obwinianie nie zadziała
konsekwencja wobec siebie..hm wazny temat.dziekuje cierpliwy

p.s. jesli poddalabym sie, musialabym wiedziec ze to dla naszego dobra...i w imię miłości...a nie tylko zmęczenia, czy smutku, złości
ze to poddanie się jest wolą Pana Boga w naszym życiu
ze i mnie i mężowi co innego pisane
ludzie niestety czesto pobieraja sie z mysla jakos będzie, albo za sprawą poczęcia dziecka..tak to większość ślubów byłaby zawarta nieważnie.( jakby się im przyjrzeć dokładnie..).bo pod presją jakąś..nie jest to roztropne ale konsekwencje trzeba nieść, z jakiegos powodu Pan Bog postawil na naszej drodze męza lub żonę
w Sądzie metropolitalnym (kiedys, teraz nie byłam) widzialam tłumy ludzi..a wlasciwie kobiet, smutne to było..pani w sekretariacie powiedziala mi ze teraz przychodzi nasz rocznik (slubu)

powoli wychodzę z choroby, moze juz jutro wyjdę na świat :-)
 
     
cierpliwy
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-08, 14:48   

Danka 9 napisał/a:
jesli poddalabym sie, musialabym wiedziec ze to dla naszego dobra...i w imię miłości...a nie tylko zmęczenia, czy smutku, złości

Danko zwątpienia zawsze nadchodza wszak jesteśmy tylko ludżmi.

Nie tytanami,ani robotami zaprogramowanymi i do momentu jak bateria działa -system do przodu.

Ja tez nadam miewam dni załamki,dni głosnego i co dalej.

Jedno wiem -przerobiłem każda kartęmego życia,każdy szcegół z kryzysu,każdy bład,niewłaściwe zachowania,każda ma zła emocję.

To dał mi wkońcu Bóg bym go wysłuchał,bym poznał siebie i to mógł naprawił.

Teraz jedno co jescze moge w pokorze czekać ,az wreście dojrzy mój wkład w chęci naprawy tego wszystkiego -żona.

Choć zakładam że i nie zechce-co jeszcze mogę ???

Modlic sie do Boga by dał jej zrozumienie i mozliwość analizy,wysunięcia wniosków.

Danko juz nie wymagam-jedynie pokornie prosze Boga,by to On dał mi szansę zaistniec znowu w oczach zony.

Tak sie zmienia człowiek kiedys kategorycznie domagał sie jak swego.
Potem prosił o mozliwość zmiany tego-teraz oczekuje.

Ale dziś znam swoja wartośc,poznałem sie na wskroś i świadom swojej wartości wiem że zasługuję na drugą szansę.

Pozdrawiam i powrotu do zdrowia a ztym przypływu nowej energi życia
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-08, 15:11   

Danka....dedykuję Ci cytat:

"Jeśli nie jesteś szczęśliwy, to oznacza tylko tyle, że koncentrujesz się na tym, czego nie masz.
W przeciwnym razie musiałbyś doświadczać błogostanu"......


.....Anthony De Mello
 
     
Danka 9
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-09, 10:08   

dziękuję Wam :)

Nie jestem szczesliwa to prawda, ale tez mamy drogowskaz zeby zmieniac to co możemy.
.
Jesczez bardziej ustawić granice, bo mąż pozwala sobie na za dużo, ja przebaczam, on przeprasza, obiecuje nigdy wiecej, pomagam mu, dbam o niego, nastepnego dnia znów...zlosliwosc
chcialoby sie by byla dobra atmosfera, bliskość fizyczna
wiec udaje przed soba, ze jest ok...przebaczam, robie sniadanie, rozmawiam..ale nie jest ok..mąż znów zaczyna agresję
wszystko moja wina, zupa za słona itp.

nie chce juz udawac przez soba ze jest dobrze, ze usmiechnal sie raz, to jest nadzieja
nie chce juz robic tych sniadań i obiadkow, jestem bardzo zła na męża
że sobie nie radzi...
na siebie, ze sobie nie radze z nim
odkurzylam Pulikowskiego, szczerze mowiac nosem mi juz wychodza poradniki
chce separacji takiej pod jednym dachem, oddzielnie żyć...
zacząć cieszyć się życiem, innymi ludźmi
to chce zmieniać, moze mąż się otrząśnie....


Nie chce sie do niczego zmuszać.

ograniczyć net, Boze dopomóż, teraz nasz tydzień modlitewny, wiec bedzie wieksze wsparcie
zadbać o SWOJE sprawy, nie chce juz calej energii pakowac w malzenstwo

Czesciej byc poza domem, bo w ten sposob sie reganeruje, to jest jak łyk swieżej wody, odpoczynek mimo tego, ze praca. Wspaniali ludzie.
Niech ta choroba juz sie kończy! ;)

A jesli jest inne wyjscie, Pan Bog je podsunie nam wczesniej czy póżniej. Bądź wola Twoja
 
     
mami
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-09, 10:56   

tak, Danusiu forum pełniło forme kompensacji twoich braków... stąd czerpiesz siły i motywacje do działania bo pisząc czujesz sie pomocna, mądra i dobra...
ale w głebi czujesz sie bezradna, zagubiona a komp ludzie po drugiej stronie ci wszyscy jak ty potrzebujący pomocy i wsparcia wynagradzaja ci to...słyszysz dobre słowo o sobie, a w gruncie rzeczy pragniesz tej akceptacji od męża...
cóż Danusiu, musisz wzmocnic swoja samoocene, nie poprzez męża czy forum ale odszukac je w sobie... jesteś wspaniała mądra dziewczyną...widać po postach mądrych i pełnych ciepła...To wszystko daje chwilowa przyjemność, by trwała ciągle, wydłużasz czas przebywania na forum aż w końcu stwierdzasz, ze masz z tym problem...
nie potrafisz już tak łatwo zrezygnować bo to daje ci przyjemność z której trudno zrezygnować by w inny sposób osiągnąc ten stan satysfakcji, akceptacji jaką daje ci wsparcie forum...
w tym czasie, kiedy jesteś na forum, tracisz cenny czas który możesz poświęcić dla siebie....
nie ma nic złego w obecności na forum, w pomocy, do momentu jeśli nie jest formą zastępcza pomocy sobie samej... z tego niestety kazdy musi sobie zdać sprawe...
bo łatwo wpaść z jednego uzaleznienia, braków w inne zakamuflowane i jeszcze mocniej nie do odszyfrowania...
zamiast wychodzić z właśnych problemów potem tylko jeszcze mocniej sie w nie pogrążam... a tłumacze sobie to zupełnie inaczej...
Kierujesz aktywność, działanie tam gdzie możesz coś osiągnąc, bo nie udaje ci sie to we własnym zyciu...

Danusiu więcej wiary w siebie... może zmiana psychologa... który spojrzy innym okiem na twoje problemy...
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,01 sekundy. Zapytań do SQL: 8