Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
moje inne trochę świadectwo
Autor Wiadomość
marny
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-17, 14:29   moje inne trochę świadectwo

Witam wszystkich forumowiczów,

Kiedyś już czytałem posty na forum Wspólnoty i pisałem tutaj. Było to w czasie, gdy rozpadało mi się małżeństwo. Później poprosiłem administrację o usunięcie mojego konta. Chciałem rozpocząć nowe życie...

Ale może od początku. Moje małżeństwo należało do burzliwych. Rzadko mieliśmy z żoną wspólne zdanie i często się kłóciliśmy. Ona furiatka, osoba towarzyska, ja spokojny, ale złośliwy, introwertyk. Pobraliśmy się po dwóch latach znajomości, przy czym przez rok wcześniej mieszkaliśmy już razem. Małżeństwo nasze zakończyło się rozwodem cywilnym po prawie 10 latach w czerwcu zeszłego roku. Mamy dwójkę wspólnych dzieci, obecnie w wieku 5 i 9 lat.

Ostry kryzys zaczął się w listopadzie 2006. Wtedy też przestaliśmy ze sobą sypiać, a o pozytywnej komunikacji trudno było mówić. W kłótniach często ja namawiałem żonę do rozwodu, mówiąc że skoro nie potrafimy się dogadać, to powinniśmy się rozejść. Ona wtedy wpadała w depresję, odsuwała się ode mnie, po nocach w oddzielnym pokoju płakała.

W końcu w grudniu 2006 usłyszałem: Chcę rozwodu, nasze małżeństwo jest nie do uratowania. Wiedziałem po stanowczości, minie żony, takie rzeczy się wie, że sprawa jest bardzo poważna. Oczywiście nie chciałem rozwodu w głębi serca. Zacząłem więc prosić, a może dasz mi szansę jeszcze raz. Przeżyłem najgorsze święta Bożego Narodzenia w życiu. Co prawda o rozwodzie nie było już mowy, ale nasza separacja zaczęła się w najlepsze. W domu były kłótnie, obojętność ze strony żony. Zupełnie nie potrafiłem się w nowej sytuacji odnaleźć. Strasznie brakowało mi seksu, który tak lubię.

Moja żona rozpoczęła terapię na wiosnę 2007 roku. W końcu zaproponowała mi wspólne spotkanie u terapeuty. I następne. Ale kłótnie w domu wciąż trwały. Na kolejnym spotkaniu u terapeuty usłyszałem: chcę żebyś dla próby wyprowadził się z domu. Powiedziałem: nie. Nie jestem w stanie. Będzie to pierwszy krok do rozwodu.

Latem pojechaliśmy nad morze na dwa tygodnie z dziećmi. Oczywiście każdy sobie rzepkę skrobał. Zero porozumienia. Można iść razem na plażę i nie móc na siebie patrzeć. Tak było.

We wrześniu 2007 nie wytrzymałem. Wyprowadziłem się z domu. Ustaliłem z żoną alimenty, które jej będę płacił na dzieci, terminy spotkań z dziećmi i poszedłem.

W listopadzie zapytałem czy chciałaby, żebym się wprowadził ponownie. Usłyszałem: nie. Bez Ciebie mi lepiej. Poprosiłem ją wtedy, aby podjęła decyzję o rozwodzie, żeby każdy z nas miał szansę na nowe życie. Usłyszałem wtedy: rozwodu nie chcę, ale mieszkać z tobą też nie. Wtedy mocno upadłem. Po 11 miesiącach bez seksu zacząłem odwiedzać dziewczyny z ogłoszeń.

Pozytywną decyzję o rozwodzie usłyszałem po nowym roku 2008. 1 stycznia poszedłem do spowiedzi, postanowiłem sobie wtedy, że będę za wszelką cenę ratował małżeństwo. A tu dzień później żona mówi: chcę rozwodu.

W marcu, gdy dzieci przychodziły do mnie mieszkać na weekend, usłyszałem o nowym facecie, który z nimi i mamą jeździ na wycieczki w weekendy. Dopiero grubo później dowiedziałem się, że żona poznała go w Sylwestra 2007/2008.

Rozwód odbył się na jednej rozprawie. Wcześniej uzgodniliśmy pozew, podział majątku i alimenty, które i tak płaciłem od momentu wyprowadzki z domu. Dzień po rozwodzie poszedłem po raz ostatni na seks z ogłoszenia.

Postanowiłem sobie ułożyć na nowo życie. Wtedy właśnie zlikwidowałem konto na forum. Pod koniec wakacji poznałem miłą dziewczynę, młodszą ode mnie, pannę z dzieckiem. Zaczęliśmy się spotykać. Minęła w końcu część mojego wielkiego bólu, choć wewnątrz nadal czułem dyskomfort w związku z odłączeniem od dzieci. Spotkania raz na jakiś czas, to nie to. Ale z drugiej strony zauroczyłem się i to zauroczenie czułem z drugiej strony. Seks sprawiał nam dużo radości. Zostałem zaakceptowany przez jej rodziców, miałem bardzo dobry kontakt z jej dzieckiem.

Moja dziewczyna miała dziecko z alkoholikiem, który w ogóle nie interesował się losem dziecka. Była mocno obciążona psychicznie wydarzeniami, które rozegrały się, gdy była w ciąży. Będąc ze mną postanowiła złożyć pozew o alimenty oraz ograniczenie praw rodzicielskich po trzech latach od momentu, gdy ojciec dziecka przestał się z nią kontaktować. Towarzyszyłem jej w tym i udało się. Między nami była jednak poważna różnica zdań w wielu kwestiach. Będąc przewlekle chorą i nie mogąc poradzić sobie z chorobą, moja partnerka próbowała różnych metod alternatywnych. Gdy jednak pojechała do bioenergoterapeuty, a potem powiedziała mi że wchodzi w hunę, wybrałem w sieci artykuły pokazujące zło, do którego stosowanie tego typu metod może prowadzić. Coraz częściej się kłóciliśmy, moja partnerka mnie obrażała, a później przepraszała i tak w kółko.

Stosunki z żoną i jej partnerem, który zaraz po rozwodzie wprowadził się do niej miałem poprawne. Dwa razy w tygodniu brałem dzieci do siebie, raz na dwa tygodnie spędzały razem ze mną cały weekend. Razem z moją partnerką, jej dzieckiem i moimi dziećmi często spędzaliśmy czas razem.

Przełom nastąpił, gdy podsunąłem mojej partnerce artykuł Roberta Tekieli o toksycznych duchowościach. Równolegle zaczęła chodzić do lekarza, mocno wierzącego, który podsuwał jej książki z tej samej półki. Spaliła i wyrzuciła wszystkie materiały o hunie, rebreathingu, homeopatii, itd. Zaczęła się gorąco modlić i do nawrócenia mnie namawiać. Zacząłem się modlić. Prosiłem o jakiś znak.

Ale nadal się kłóciliśmy. Niedawno wprowadziłem się do niej, aby sprawdzić czy możemy razem żyć. Po dwóch dniach spakowałem manatki ze względu na ciągłe kłótnie. A dwa dni później, gdy powiedziała mi że nie może ze mną żyć, bo my jesteśmy ludźmi o zupełnie różnej wrażliwości, z innej bajki, zapytała, czego ja od niej chcę. Powiedziałem: myślałem, że zostaniesz moją żoną. (Wiele razy o tym rozmawialiśmy wcześniej). Usłyszałem śmiech i słowa: przecież masz żonę, tylko że ona cudzołoży. To był koniec. Upokorzenie. Ból.

I pragnienie: znów kogoś poznać, doznawać czułości, ciepła, seksu. A z drugiej strony: myśli typu: to bez sensu, mało Ci doświadczeń? Uporządkuj swoje życie. Zawsze chciałeś być chrześcijaninem, chodziłeś regularnie do kościoła. I choć Bóg w Twoim życiu był zawsze na drugim planie, to jednak liczył się. Gdy byłeś po rozwodzie, gdy żyłeś z nową partnerką, a wcześniej gdy chodziłeś na dziwki, zawsze brakowało Ci komunii świętej. A gdy Twoja córka przystępująca do komunii zapytała, tato dlaczego nie chodzisz do komunii, wytłumaczyłeś jej to, jak potrafiłeś i czułeś gorycz. A ona powiedziała: Masz źle tato.

Dzisiaj chcę wrócić. Chcę być na nowo chrześcijaninem. Potrzebuję bardzo dużo modlitwy, abym znów nie upadł. Bo seksu bardzo brakuje. To już wiem. Chciałbym też kiedyś na nowo złączyć się ze swoją żoną. Niewyobrażalne, bo układa jej się bardzo dobrze z nowym partnerem. Nawet dzieci mówią, że się nie kłócą.

Proszę o modlitwę i wsparcie.
 
     
agnicha
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-26, 19:35   

marny (qrcze dlaczego taki nick? jak się do Ciebie zwracać?)

Twoje świadectwo jest odpowiedzią na wiele pytań, które ostatnio sobie zadaję.
Dziękuję Ci za to, że podzieliłeś się swoją historią na forum


Z mojej strony modlitwę masz gwarantowaną
:-D
życzę Ci wytrwałości na drodze, na którą wszedłeś...chwyć się mocno Jezusa!
agnicha
 
     
Paloma
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-27, 09:16   Re: moje inne trochę świadectwo

marny napisał/a:
I pragnienie: znów kogoś poznać, doznawać czułości, ciepła, seksu.
Dzisiaj chcę wrócić. Chcę być na nowo chrześcijaninem. Potrzebuję bardzo dużo modlitwy, abym znów nie upadł. Bo seksu bardzo brakuje. To już wiem. Chciałbym też kiedyś na nowo złączyć się ze swoją żoną. Niewyobrażalne, bo układa jej się bardzo dobrze z nowym partnerem. Nawet dzieci mówią, że się nie kłócą.
Proszę o modlitwę i wsparcie.

Witaj marny!
Doskonale Cię rozumiem, przeżywam to samo po odejściu męża (ma inną kobietę i dwoje dzieci z nią; ze mną jedną córkę) ... i też tak jak Ty myślałam o jakimś partnerze [takim dla seksu:((( ] z ogłoszenia, dzięki Bogu na razie tylko myślałam...
Pamiętam w modlitwie.
To bardzo trudna droga - wytrwać w czystości i wierności.
pozdrawiam.
 
     
nadzieja
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-28, 00:03   Świadectwo JEZUS ŻYJE !

...ostatnio dość smutno w dziale ŚWIADECTW, chyba czas to zmienic!
Dawno tu nie zagladałam, bo chyba tak już z nami jest....kiedy stajemy sie silniejsi, rzadziej tu zaglądamy. Mam jednak obowiązek wobec Was - Drogie Sycharki a przede wszystkim wobec Boga Najwyzszego, by zaświadczyć o cudach, ktore czyni w moim życiu a także o tym jak zmienia mnie, mojego męża, naszą rodzinę. Rok temu pisałam, ze niemal na silę wyciągnełam meża na ,,Spotkania małżeńskie,,. (www.spotkaniamalzenskie.pl) Dla nas był to prawdziwy przełom, pierwszy krok ku lepszemu zrozumieniu siebie wzajemnie. Oczywiście, po tych spotkaniach, maż nie wrócił do domu ale ja się nie poddawałam.
Wiem, że prowadził mnie i ufam, że dalej prowadzi Duch Św.(pisalam o tym
w świadectwie rok temu). Zaczęłam wyjezdżać na różnego rodzaju rekolekcje:
z Odnową w Duchu Św, na spotkania sycharowe, na spotkania z charyzmatykami. Pan Bóg działa przez ludzi i stawia ciągle na mojej drodze święte osoby, które wskazują mi jak się zmieniac, co naprawiac, czego się wyzbyć. Przez ten czas relacje z moim mężem stopniowo się ocieplały.
Ponieważ jednak przekonana jestem, że z kryzysu nie wychodzi się samemu, zapisałam nas (nie wiedząc wcale czy mąż będzie chciał jechać) na ,, Rodzinne wakacje z Bogiem,,.(www.Centrum Duchowości Świętorodzinnej w Ciechocinku). Byly to cudowne rekolekcje! a zakończyły się najpiękniejszą niespodzianką, jakiej nawet nie byłam w stanie sobie wymarzyć - wylaniem darów Ducha Św.! Teraz juz się o nas nie boję! Duch Św. poprowadzi i mojego meża!
Tak wyglądał pierwszy tydzien naszych tegorocznych wakacji, na drugi pojechalismy nad wodę zeby zrobić dzieciom frajdę.
To były nasze najwspanialsze, napiękniejsze, NAJZGODNIEJSZE wakacje! I nie moja w tym zasługa. Wiem, ze to łaska Boża, ze Pan zmienia nas w/g swojej woli. Na pożegnanie mąz pierwszy raz od dwóch lat, dał nam nadzieje na zmianę tej chorej sytuacji. Wiem, ze oboje potrzebujemy jeszcze wielu ,,zdrowasiek,, by powstać i na dobre uczepić się krzyza ale Jezu Ty prowadz dalej i scal moją rodzinę jesli taka jest Twoja wola! Amen.
 
     
m.z.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-08-23, 14:21   Re: moje inne trochę świadectwo

drogi Marny napisałeś:
"znów kogoś poznać, doznawać czułości, ciepła, seksu. A z drugiej strony: myśli typu: to bez sensu, mało Ci doświadczeń? Uporządkuj swoje życie. Zawsze chciałeś być chrześcijaninem, chodziłeś regularnie do kościoła. I choć Bóg w Twoim życiu był zawsze na drugim planie, to jednak liczył się. Gdy byłeś po rozwodzie, gdy żyłeś z nową partnerką, a wcześniej gdy chodziłeś na dziwki, zawsze brakowało Ci komunii świętej."

w tym masz odpowiedź co zrobic. wiesz ja zawsze pragnęłam byc kochana, zresztą jak każdy człowiek i skończyło się na tym że każdy chory związek zaczynał i kończył się w łóżku, uwierz mi to nie miłośc. wiem coś o tym, dla miłości przespałam się z kolegą (chciał bym mu udowodniła że go kocham)w wieku 15at, dla miłości zaszłam w ciąże w wieku 17lat(urodziłam córeczkę którą bardzo kocham, ale z jej ojcem nie jestem), dla miłości zdradziłam swojego ukochanego męża, ale to nie miłośc. miłości to Bóg. pragniesz miłości, ciepła, czułości to wszystko dostaniesz tylko uwierz w Miłośc. pragniesz byc chrześcijaninem, to wspaniale to pierwszy krok -pragniesz.
Kościół jest otwarty dla Ciebie, Jezus przyszedł uzdrawiac zranione owce nie te które się dobrze mają. ale Bóg musi byc zawsze na pierwszym miejscu, nie ma innego wyjścia. oddaj siebie Bogu a zobaczysz co się będzie działo, dla Boga nie ma nic niemożliwego. a co do różnicy miedzy żona a Tobą to byś musiał poznac mnie i mojego męża:) ale Dzięki Bogu różnice się przyciągają.
pozdrawiam
 
     
marny
[Usunięty]

Wysłany: 2009-09-19, 23:52   

agnicha, Paloma, m.z. dzięki za odpowiedzi i za wsparcie. nadziejo, oby tak dalej, życzę Ci tego.

marny niestety zszedł z drogi, którą sobie postanowił, dlatego też nie pisał tu. Ale wraca na dobrą ścieżkę.

agnicha, niech będzie marny po prostu. Trudno wymyślić dobry nick, a ten chyba się udał.

Pozdrawiam
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 10