Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Otwarty przez: administrator
2009-06-28, 20:45
Mimo wszystko
Autor Wiadomość
Ka...
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-13, 22:00   

Kasiek pomodlę się za Ciebie. I za Twojego męża też.
Rozumiem Cię, niedawno wybrałam taką samą drogę jak Ty. Emocje już dawno opadły. Źle dzieje się już od 6 lat. Od roku jestem objęta terapią, od 4 miesięcy w separacji. Mąż jest związany z inną kobietą z krótkimi przerwami od dwóch lat. Nie chce wrócić. Byłam na rozmowie w sądzie metropolitalnym, wkrótce składam pozew o rozwód i pismo z prośbą o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Próbowałam ratować tak długo jak się dało. Przemiana siebie choć mnie pomaga, mężowi nie jest potrzebna, nie robi różnicy, może tylko o tyle, że łatwiej się dogadujemy w sprawach w których musimy. Nie widzę nadziei na uratowanie mojego małżeństwa - podobnie jak Ty. Prawdopodobne jest, że zwyczajnie nie ma co ratować, bo są dość wyraźne podstawy do stwierdzenia nieważności sakramentu.
Taka droga też istnieje.
Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia.
 
     
Niepoprawna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-13, 22:37   

Kasiek wyluzuj trochę. Jestem w podobnej sytuacji i wiem jak to jest, jak chcesz już wszystko mieć za sobą. Ja mam tak, że co tydzień inaczej. Jednego tygodnia wierzyłam, że mój ukochany opamięta się i wróci, tylko trzeba jeszcze poczekać. Następnego, kiedy powiedział mi że kogoś kocha i chce natychmiastowego rozwodu nie widziałam innej możliwości jak rozwód z jego winy. Tydzień później ochłonęłam, znowu mi się odmieniło i byłam skłonna dzwonić do niego i powiedzieć, że zgadzam się, niech składa papiery do sądu bez orzekania o winie i niech będzie szczęśliwy z nią. Teraz już wiem, że nie robię nic w tym temacie. Czekam. Pewnie mu się nie odmieni i złoży pozew, ale to będzie jego decyzja. Nie będę niczego przyspieszać.
Ty też się uspokój i jak to niektórzy tutaj na forum piszą ... daj czasowi czas. Niech się samo dzieje, chociaż wiem, że nie jest łatwo odpuścić i nie mieć wpływu na rozwój sytuacji. Jak Cię nosi i chcesz coś zrobić to pisz tutaj. I staraj się jak najmniej o tym myśleć, zajmij czymś głowę.
Pozdrawiam i tulam. Twarde kobitki jesteśmy :)
 
     
Kasiek
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-14, 09:19   

Już wiem, ja cierpię na syndrom kobiety która kocha za bardzo.....
http://wiadomosci.onet.pl...m,kioskart.html
 
     
Danka 9
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-14, 09:34   

o widzisz to juz krok do przodu

teraz mozesz zmieniac, szukaj osoby ktora Ci pomoze

Bo zawsze to bedzie wychodzic...w kazdym innym zwiazku ( do ktorego broń Boze nie zachęcam) sytuacja powtorzylaby sie
bez zmiany siebie bedziesz obracac sie w tych samych kregach

Dobsona czytalas?
 
     
Kasiek
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-14, 09:37   

Czytam i podkreślam wszystko to co najważniejsze i mnie dotyczy.
 
     
doro
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-14, 10:04   

Kasiek napisała:

No fakt, ja jestem najgorsza, prawda? Skoro mąż ode mnie uciekł i wcześniej szukał pocieszenia u byłej dziewczyny, to znaczy że to moja wina. Gdybym była dobrą żoną, pewnie by był ze mną. Znaczy się powinnam błagać go na kolanach żeby wrócił.

Kasiek odróżnij winę od swojego wkładu w kryzys... oskarżanie siebie do niczego nie prowadzi" gdybym.... to by..." - twój mąż jest dorosły , ma wolną wolę i może wybierać również zło ( co właśnie jak piszesz czyni zdradzając cię) ALE to że coś pękło w waszej więzi , że coś sie stało było z jakiegoś powodu...co się złożyło na to osłabienie więzi może stać się dla ciebie drogowskazem co zmienić by próbować tę więź odbudować.Oczywiście teraz musisz "stanąc na nogi" sama , uspokoić się ..Jestes tu na forum więc chyba jednak zależy ci na mężu...Bądź silna siłą Boga, pozdrawiam cię ciepło!
 
     
Kasiek
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-14, 10:37   

Zależy mi na mężu, ale muszę pogodzić się z faktem, że on juz do mnie nie wróci. Tak wybrał...
 
     
Danka 9
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-14, 12:13   

kasiek, to co pisalam przed chwila do fraszki

Skad wiesz, moze trudnosci w "nowym" zwiazku dopadna go? Moze przemysli wszystko?
tego nie wiemy, Bog tylko wie.
Jeszcze walka nie skonczona, nie masz rozwodu
nawet i po rozwodzie przed Bogiem jestescie malzonkami

Pan Bog bedzie wspierał Ciebie. Psluchaj czego on chce?
To nielatwe
Mnie terapeutka pytala..czy zrobila pani wszystko by ratowac zwiazek...czy wyprostowala pani swoje problemy
jesli tak, to ma pani czyste sumienie, spowiednik, przemyslec, przemedytowac decyzję...
rekolekcje, wiele rozmow i spokojne rozwazenie..

wiele razy myslalam juz jak to bedzie samej, pogodzilam sie z tym, zaplanowalam wszystko finansowo, mieszkaniowo, zawodowo, nawet obraczke przestalam nosic...czytalam w necie o rozwodach

to mnie uspokajalo, nie czulam sie bezradna na takie dictuum męża
ksieza w sadzie koscielnym (tacy pierwszego kontaktu mowili mi ok, pani sie juz meczy dwa lata, schudla pani, zle pani wyglada, Bog nie chce pani nieszczescia, prosze skladac papiery

Dobry Bog jednak dal mi wytrwalosc i nadzieję, wiele drog wydeptalam

Gdyby nie maz, bylabym wciac ta sama zagubiona kobietą...dal mi niezlego kopa do przodu i za to mu jestem wdzieczna...bylam bardzo uzalezniona od meza!
Stalo sie wiele dobrego dzieki temu kryzysowi..dla mnie, dla meza...wiem ze to bylo potrzebne

ze gdybym sie poddala tak jak maz...to teraz bym byla pokrywdzona, szukalabym nowego ksiecia z bajki i prawdopodobnie historia by sie powtorzyla

Co z tego ze maz ja podjał... wazne czy Ty ja podejmiesz
i czy bedzie to dla Ciebie kop do przodu
 
     
Kasiek
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-14, 14:20   

Uważam, że zrobiłam wszystko żeby ratować moje małżeństwo. Ale też w nieskończoność nie mogę czekać na to, że on może do mnie wróci. Też mam prawo być szczęśliwa...
 
     
Chmurka
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-14, 17:50   

Kasiek napisał/a:
Uważam, że zrobiłam wszystko żeby ratować moje małżeństwo. Ale też w nieskończoność nie mogę czekać na to, że on może do mnie wróci. Też mam prawo być szczęśliwa...


A czy szczęśliwą można być tylko wówczas jak się ma mężczyznę u boku? Pytam, bo sama się nad tym zastanawiam. Czytam teraz interesującą książkę Johna Powella (amerykańskiego jezuity i psychologa) "Jak kochać i być kochanym", w której autor kilkakrotnie podkreśla, ku mojemu wzrastającemu przerażeniu, że pełnię szczęścia można osiągnąć tylko w miłosnym związku z drugim człowiekiem, a bez tej miłości życie pozostaje niespełnione. Czy to znaczy, że jeśli mąż nie wróci, a ja zdecyduję się być wierna mojej przysiędze małżeńskiej, to nigdy nie osiągnę pełni szczęścia??? Będę nieszczęśliwa i nie będę żyła pełnią życia???
 
     
Kasiek
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-14, 20:09   

Modliłam się,
odzyskałam spokój

uśmiechnęłam się...
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-14, 20:36   

Chmurko, nie czytałam tej książki, ale chyba inaczej zinterpretowałabym słowa autora. Jakoś bowiem nie chce mi się wierzyć, że wszyscy księża i zakonnice skazują się świadomie i dobrowolnie na życie na ćwierć gwizdka, na brak szczęścia, lub na szczęście niepełne. Wydaje mi się, że związek miłosny można interpretować jako więź duchową, i to taką niekoniecznie popartą więzią cielesną. Na pewno ta więź duchowa połączona z cielesną stanowi większą pełnię... Ale czy taka pojedyncza więź może wystarczyć do szczęścia? A nawet taka więź pojedyncza (tylko duchowa) i jednostronna (np. opuszczona żona do męża - zdradzacza)? Śmiem twierdzić że tak - może wystarczyć. Ale dopiero wtedy kiedy człowiek jest sam w sobie pełnią i jednością, kiedy jest spójny, kiedy jest wierny sobie... i może obdarzać miłością jednego człowieka, dwóch, wielu, świat cały.... Trudne bardzo, ale możliwe. Święci tak mieli i mają wciąż. Śmiem twierdzić że człowiek święty po prostu nie może być nieszczęśliwy.
C.B.D.U. :mrgreen:
 
     
Niepoprawna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-14, 22:13   

Mi się wydaje, że to trochę jest tak, że jak się lubi siebie i potrafi się z samym sobą wytrzymać, a nawet to przebywanie ze sobą jest czymś przyjemnym to można być szczęśliwym. Wiem, jest to na początku bardzo trudne, kiedy życie się toczyło wokół innej osoby, a teraz nie ma nawet z kim filmu obejrzeć czy się przytulić. Ale jak się polubi siebie to już tak się nie tęskni, druga osoba przestaje być sensem życia, nie zajmuje cały czas myśli.
Ja siebie polubiłam. Lubię ze sobą wypić herbatkę, pośpiewać pod prysznicem, pójść na spacer. Nawet stanie w korku jest ze mną przyjemne. A że mąż mnie nie chce, to cóż - nie jest całym światem, mi jest dobrze z samą sobą.
I tego Wam wszystkim życzę :)
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-14, 23:41   @.........................

@.........................
Ostatnio zmieniony przez wabona 2009-11-08, 08:39, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
bozka
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-14, 23:50   

Śmiem twierdzić, że prawdę śpiewa Rodowicz
"...każdy chce kochać".

Te osoby, którym dobrze jest być singlem - to według mnie wynaturzenie, przykład fobii społecznej lub maska.
Przyjaciółka moja jest bizneswooman, kobieta sukcesu, od 10 lat po rozwodzie, zapraszana na bankiety i bale, gdzie bryluje, tanhczy sama lub prosi panów do tańca. Uchodzi za żelazną leidi... ale w domu - mała, zagubiona dziewczynka, która tęskni za miłością. Bo małżeństwo nieudane, bo wyszła z niego poraniona, bo romanse pozostawiły niesmak... Nie znam osoby tak głodnej miłości i tęskniącej za związkiem.
Ale są też tacy, którzy nigdy nie pokażą i przed nikim tej tęsknoty. Zagrzebia ją w sobie głęboko, schowają nawet sami przed sobą. Samookaleczenie? Uważam że tak...
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 10