Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Świadectwo Katarzyny74
Autor Wiadomość
Kasiek
[Usunięty]

Wysłany: 2009-04-30, 10:18   

Katarzyno74, bardzo dziękuję za Twoje świadectwo. Wiem już co powinnam zrobić. Dziękuję za otwarcie mi oczu....
 
     
aga12
[Usunięty]

Wysłany: 2009-04-30, 11:39   

Ja również dziękuję za te piękne słowa,

Więcej wymagać od siebie, a nie czekac aż druga osoba się domyśli lub zmieni.

Tez jestem bardzo impulsywna i szybko sie denerwuję, ale juz dawno zauważyłam, że jaki ja mam humor, to taka atmosfera jest w domu.

Pozdrawiam serdecznie
 
     
Katarzyna74
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-07, 15:16   

Dziękuję wszystkim za te miłe słowa i pochwały, aż się rumieniłam przed monitorem... :)

Jeszcze tylko słówko do Mikiwojt, która tutaj jeszcze odpisała mi w dłuższym poście.

Mikiwojt napisał/a:

Mój mąż nie jest w stanie tak otworzyć się jak twój choćby nie wiem jak źle było... nie rozmawiało się o tym co ktoś czuje u niego w domu... nie umie tego i każda moja próba rozmowy o uczuciach kończyła się stwierdzeniem, że uprawiam analizę psychologiczną a on takiej poddawał się nie będzie.


Ależ mój mąż też taki jest! I chyba większość mężczyzn. Nie chcą, nie potrafią mówić o uczuciach - bez względu na to, czy w dobrym, czy w złym kontekście. Może uznaj to za korzyść, że jeszcze nie padły z jego strony słowa o braku uczuć, o tym, że popełnił błąd, żeniąc się z Tobą. Nie czekaj na rozmowy, na to, aż on coś powie i przy okazji usłyszy to, co Ty chcesz mu powiedzieć - sama działaj już i teraz.


Mikiwojt napisał/a:
Też śpimy osobno. zaczęło się od tego, że ktoś musiał spać z maluchem... teraz to już standard, że się nie spotykamy (inna sprawa, ze zawsze było mu trudno mnie po prostu przytulić). Zmęczenie nie odgrywa tu takiej roli ale jest tak jakby stała niewidzialna ściana między nami. Czasem sobie myślę, że wg. niego ja nie akceptuję jego niepełnosprawności (co po części jest prawdą) ale też, że on nie akceptuje mojej powierzchowności (nigdy mi nie powiedział, że jestem ładna, przeciwnie wyglądam dla niego jak... no cóż). Jest wyczulony na piękno i powierzchowność a jednocześnie jakby nie chciała zauważyć że jest okaleczony i ten żal przenosi na mnie.


No cóż. Może też Cię "pocieszę" tym, że my na razie też właściwie tylko śpimy obok siebie. Strasznie trudno jest odbudować namiętność, kiedy nastąpiło takie emocjonalne oddalenie. Zarówno dla mnie, jak i dla niego. Dlatego ważne jest odbudowanie podstawy - zaufania, podziwu, oddania. To trudne, wiem po sobie. I jeszcze długa droga przede mną, przed nami. Ale nie spieszymy się, nie rozmawiamy o tym. Oboje czujemy, że jeśli to ma nastąpić, to nastąpi to. Akurat w tych sprawach gadanina nic dobrego przynieśc nie może. Czy na początku małżeństwa rozmawialiśmy na ten temat? Analizowaliśmy? Nie, po prostu przytulaliśmy się i samo szło. ;) Ja czekam cierpliwie. Póki co, próbuję odbudować ten bliski kontakt poprzez takie właśnie rysowanki na plecach, albo kiedy mąż siedzi przed komputerem stanę za nim i obejmę go za szyję. Kiedy jedziemy autem, położę mu dłoń na udzie - no małymi kroczkami. I znowu - musiałam trochę zweryfikować swoją postawę. Akurat w sferze czułości, to mąż zawsze był większym pieszczochem. Ja nie lubiłam takiego migdalenia się. Ale rozumiem - że MĄŻ LUBI I TEGO POTRZEBUJE. Ja nic nie tracę tym, że go przytulę. Nauczyłam się tez czerpać przyjemność z pogłaskania go po dłoni, po policzku. Musiałam oduczyć się takiego egoizmu, który mówił mi: "O jeny, skoro ty wytrzymujesz bez czułości, to i on da radę. ON musi zaakceptować to, ze jesteś chłodniejsza."

Otóż guzik prawda. Nic nie musi akceptować. On MOŻE zaakceptować i pewnie to zrobił - ale co dalej?


My naprawdę byliśmy daleko od siebie. Jedynym plusem było to, że nie było kłótni w tym wszystkim. Ale emocjonalnie Rzym i Krym. Trudno zatem oczekiwać, że nawet jeśli zaczynamy się na nowo lubić czy zakochiwać w sobie, to będzie tak jak było. Nie będzie - zdaję sobie z tego sprawę. I nie oczekuję, a od kiedy nie oczekuję (bo to niemożliwe), jest mi lepiej, spokojniej. Rozumiem, że czar "nieznanego" minął bezpowrotnie, jeśli chodzi o te sprawy i trzeba na czymś innym budować bliskość, na innych podstawach. Nie wiem, czy udało mi się jasno przekazać sens. ;)



Mikiwojt napisał/a:


Zaczęłam pracę nad sobą i nie krytykuję choć ciężkie to dla mnie kiedy przychodzi z meczu i siada do laptopa z piwem nie pytając nawet jak się dziecko czuje (a ma gorączkę). nie pytam o której wróci bo zawsze twierdził, że to jego sprawa.



Oj, Miki - ja też zgrzytałam zębami. Jeszcze wiele razy po tamtej rozmowie, kiedy widziałam, jak na marne idą moje starania. Teraz wiem, ze nie na marne to szło, ale wtedy tak myślałam. I też było mi ciężko - bo ja też sądziłam, że moje uczucia do męża wygasły. Z tym większym smutkiem odebrałam wtedy tamtą naszą poważną rozmowę - bo cóż tu myśleć - skoro ani ja, ani on już nic do siebie nie czujemy. Oprócz smutku, że popełniliśmy błąd, że zmarnowaliśmy czas? Ja wtedy tak myślałam. Ale nie za długo.

Jak to pomyłka - myślę. Czy ja byłam zniewolona do ślubu? Czy ktoś mnie na postronku do ołtarza ciągnął? Czy ja miałam 16 lat i byłam niedojrzała? O tak, niedojrzała na pewno, ale wiekowo kobieta, nie dziewczyna. Ślub - sakrament. Obietnica, przysięga przed Bogiem. No jak to? MUSIAŁO być coś, co było ważne na tyle, że chciałam wyjść za mąż właśnie za tego mężczyznę.

I przypominałam sobie, jak się poznaliśmy, nasze rozmowy, pierwsze spotkania. Wszystkie te miłe gesty. Patrzyłam na siebie z tamtych czasów - no zupełnie inna kobieta. Zalotna, uśmiechnięta, wyrozumiała (!!!), zadbana. Rozwijałam się wtedy, wciąż uczyłam czegoś nowego, głodna wiedzy. Pływałam, tańczyłam, śpiewałam. Nic dziwnego, że mój mąż stracił dla mnie głowę. Co się ze mną stało? Jak teraz wyglądam, co robię, jaka jestem? Lepiej nie mówić. :D

I męża wspominałam. Przecież kiedyś cechy męża uznawałam wszystkie za zalety - teraz to samo postrzegam jako wady. Mój mąż jest młodszy ode mnie i kiedyś mnie pociągała ta jego chłopięcość, wygłupy. Później widziałam w tym wadę - ja chciałam dojrzałego mężczyznę i ta jego chłopięcość mnie drażniła. No to czego się spodziewałam? Że powie: ok żonko, to ja teraz się zmienię dla ciebie, skoro tak.

I tak było z innymi cechami. Rozbrajało mnie to, że jest taki poetycki, wrażliwy - czemu zatem miałam pretensje o to, że do prostych prac remontowych muszę wzywać fachowca? No toż wiedziałam, jaki jest.

Ok, ok - też mogłam powiedzieć. Że mąż też musi zaakceptować to, jaka jestem. Taka byłam zawsze i taka będę.

No ale czy na pewno taka byłam? Tak szczerze - na pewno?
A jeśli nawet taka byłam i miałam od zawsze takie wady, to czy nie warto pracować nad sobą, aby być lepszym? Same korzyści z tego - DLA MNIE głównie przecież. :)


Mikiwojt napisał/a:

co do kubków, ręczników i innych drobiazgów to nie przeszkadza mu siedzieć przed laptopem kiedy ja te wszystkie rzeczy wykonuję. Nie ma "pomogę Ci, usiądź i odpocznij", nie ma "ja to zrobię". Raczej jest omijanie mnie wzrokiem jeśli nie daj Boże zasłaniam mu w czasie prac domowych telewizor. Owszem czasem coś chce za mnie zrobić ale koniec jest taki że to nie jest zrobione.
Nie proszę już go o nic. Radzę sobie jak mogę tylko czasem łzy cisną się do oczu kiedy czuję się samotna w tym wszystkim, nawet w radościach.. i kiedy dziecko pyta gdzie tata a ja naprawdę nie wiem. Życie "obok" jest bardzo bolesne.



Kochana, kilka tygodni temu fachowiec kładł nam podłogę w kuchni. Przy ścianie zrobił takie cokoliki z płytek, które następnie wymazał silikonem, żeby wilgoć nie szła pod powierzchnię. Zamazał też tym silikonem ścianę, którą chciałam odmalować. Było to trudne - na silikonie trudno się farba trzyma. ;) I co? Mąż pokiwał głową "ech ci fachowcy" i poszedł grać w grę komputerową. A ja na kolanach, płacząc nad sobą, skrobałam śrubokrętem ten cholerny silikon, a potem jeszcze malowałam kuchnię.

I po co płakałam? TRUDNO. Mężowi nie przeszkadzał silikon. Mi tak. No to go usunęłam i chwała mi za to. Czemu użalałam się nad sobą? Pewnie, lepiej byłoby mi stać i komenderować, a mój mąż powinien usuwać ten silikon. Ale wolał grę. Ja przynajmniej mam poczucie, że spędziłam pożytecznie czas. Że nauczyłam się czegoś, choćby to było "męskie" zajęcie. Za to odpuściłam sobie robienie kolacji - sama zjadłam jakieś owoce i nie przejmowałam się, że mąż nic nie ma. Nie, nie na złość. Po prostu spokojnie mu odpowiadałam: "Wiesz, gdybyś mi pomógł, pewnie miałabym czas na zrobienie kolacji, a tak - przykro mi."

Nie będzie nigdy idealnie. Nikt nie ma idealnie. Zawsze są jakieś zgrzyty i rysy, nawet w najlepszych, najzgodniejszych małżeństwach. Nauczyłam się tylko tak je "przerabiać", aby odnieść jak najmniej ran. Aby nie bolało. Przestałam się oglądać na męża. Bo on jest taki, bo gdyby nie on, bo on zawsze... itd. Tak mówiłam dotychczas i co mi to dało? Jeszcze więcej goryczy tylko, efektów żadnych.


Reasumując. Nawet jeśli mój mąż się zmienił i zmieniły się nasze relacje - to jest to "efekt uboczny" mojej przemiany.

1. Miałam się zmienić na lepsze - bo dostrzegałam swoje wady
2. Musiałam nauczyć się żyć z TAKIM mężem, jakiego mam, bo on jest dorosły i nie zmienię go. Jeśli się nie nauczę, to zwariuję i będę miała byle jakie życie.
3. Nauczyłam się dostrzegać jasne strony wszelkich sytuacji - nawet dla mnie niekorzystnych na dany moment. Widać "po coś" to musiało być.
4. Musiałam zobaczyć w mężu człowieka takiego jak ja - w sensie tego, ze też ma jakieś oczekiwania, wspomnienia, pragnienia. Nie jest na tym świecie tylko po to, aby spełniać moje zachcianki i dla mojej wygody jest moim mężem.
5. Mniej mówię - daje to lepszy efekt, niż kiedyś, kiedy ględziłam, mówiłam, prosiłam. U nas akurat komunikacja szwankowała, bo "zagłuszałam" męża. Mąż wcale nie mówi więcej, ale jest jakby bardziej widoczny - rozumiem, że to zmiana we mnie nastąpiła. I dobrze.
6. Zdaję sobie sprawę, że jeszcze wiele pracy przed nami i nie jest idealnie - ale zrozumiałam, że idealnie nigdy nie będzie, bo to niemożliwe. Zawsze do czegoś można się przyczepić. Odpuściłam, czuję się lżej. Przyzwalając mężowi na wady, łatwiej mi znosić moje przywary. Traktuję je z humorem, nie obwiniam się, tylko pozytywnie motywuję do zmian, do pracy nad tymi przywarami. MOIMI.
7. Jest mi lepiej z tą Kasią obecną. Lubię być sama ze sobą, fajna jestem. :P Skoro ja to dostrzegam, to chyba mąż też, co nie?
8. Mąż też jest fajny. Zbudowałam sobie fundamenty z naszych podobieństw (np spojrzenie na wartości, stosunek do naszych rodziców, stosunek do pracy, do wypoczynku, do polityki) i tego się trzymam. Szukam tego, co nas łączy, a nie co dzieli. Im dłużej to trwa, tym więcej znajduję.
9. Naprawdę - oprócz tamtej naszej "poważnej" rozmowy nigdy nie rozmawialiśmy już na nasz temat. Nie teoretyzowaliśmy. Po prostu zaczęłam działać po swojemu i już.


Tak. W moim małżeństwie nie było zdrad, oszustw, kłamstw, okradania, poniżania (no czy na pewno? hmmm).

Ale kto wie, co by było, gdybym się nie zatrzymała, gdybym nie trafiła na to forum, na lektury, na Bożą pomoc. Któż to wie...


Jeśli Bóg ze mną, kto przeciwko mnie? :))))

Pozdrowienia dla wszystkich.
 
     
Cukierka
[Usunięty]

Wysłany: 2009-06-08, 23:17   

to jest naprawdę niesamowite co napisałaś...!!!! Piękne i prawdziwe, tak bardzo proszę Boga aby udało mi się odbudować mój związek.. tyle że jest teraz ciężko bo ja pracuję a on wyjeżdża i się nie będziemy widzieć jakiś czas... nie wiem czy szukać siły w sobie nadal żeby to odbudować na nowo i być szczęśliwa razem z nim czzy lepiej zapomnieć i zacząć samotne życie... Twoje świadectwo jest niesamowite!!!!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 8