Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Wytrwać w kryzysie...
Autor Wiadomość
domcia
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-01, 20:12   Wytrwać w kryzysie...

Proponowaliście mi założenie nowego tematu (mojego problemu), ale nie wiedziłam co i jak napisać trochę nad tym myślałam i po przeczytaniu kilku postów o nierozerwalności małżeńskiej coś mnie troszkę natchnęło.
Moje (nasze) małżenstwo trwa ponad póltora roku od kilku miesięcy nie mieszkamy razem ale od początku nasze relacje nieźle szwankowały! Ale może od początku.....
Mojego męża poznałam w dość dziwny sposób tak jakby był mi pisany troche na siłe przez Pana Boga tak to odczuwałam wtedy i teraz ale bardzo sie cieszę. Dokładnie 3 lata temu bardzo rozpaczliwie szukałam pracy po przeprowadzce do całkiem innego regionu w Polsce nigdzie nie mogłam jej dostac z róznych względów sami wiecie ale pewnego dnia pan w UP powiedział mi o pracy która była przewidziana dla mężczyzny mimo to pojechałam tam bo mnie bardzo namawiał i w rezultacie ku ogromnemu zdziwieniu dostałam ją. Kilka dni później poznałam tam mojego przyszłego męża jak mi powiedział za jakis czas zakochał sie we mnie od razu. Po kilku miesiącach byliśmy parą i zdecydowaliśmy sie na ślub, który odbył się ponad rok od pozania się. Ja byłam bardzo szczęśliwa on chyba też chyba bardziej niż ja ja byłam po bardzo nieudanym związku przez który bardzo dużo wycierpiałam a on ... byłam dla niego pierwszą dziewczyną pod każdym względem i chyba to najbardziej mi sie w nim podobało, był opiekuńczy nie wymarzyłam sobie takiego męza wiedzialam ze nigdy sie na nim nie zawiode z dnia na dzien kochałam go bardziej. Ale po śłubie a nawet tuż przed dał znac mój podły charakterek byłam bardzo zazdrosna ciągle mialam jakies pretensje które sie zaczeły nasilac on chyab był za wrazliwy w przeciwieńsatwie do innych bo kazdy wiedział ze to moje zachowanie jest niegroźne moze bardziej uciązliwe ale on zaczął sie ode mnie odsuwać. Zaczeło sie od tego ze nie chciał mnie przytulać a mnie to bardziej denerwowało i podejrzewałam go o rózne rzeczy (w co nie wierzyłam ale mówiłam) ubliżałam mu. On wymagał ode mnie spokoju a we mnie az sie gotowało kilka razy nie wytrzymałam i go uderzyłam. Z perspektywy czasu widze ile złego zrobiłam w naszym małżenstwie moze nie tylko ja jestem winna ale ja prowokowałam. W kosekwencji któregos juz wybuchu złości moj mąz kazał (teraz chyba wydaje mi sie ze to była prośba)mi się wyprowadzic, gdyż mieszkaliśmy z jego rodzicami. Nie obyło sie bez paniki i niepotrzebnych emocji oraz robienia z sibie ofiary i idiotki, kilka dni pozniej w szale rozpaczy jak mój mąż mogł mi to zrobić oraz podjudzaniem i rozzalaniem najbliższych postanowiłam wziąc wszystkie moje rzeczy. Widziała jak było mu wtedy źle jak bije sie sam z soba a ja go tak bardzo znienawidziłam teraz zaczynam rozumiec po kilku rozmowach z nim i Bogiem ze on chciał dobrze nie chciał doprowadzic do jeszcze gorszycg sytuacji ze chce byc ze mna ale oczekuje ode mnie zmiany. Gdy wychodziłam przytulił mnie (albo ja do niego) i powiedział ze nigdy nic nie zmieni to co czuł do mnie kiedy sie poznalismy ze mnie bedzie kochał zawsze. Ja wtedy tego nie potrafiłam pojąc jak on moze mnie kochac skoro mnie wyrzuca z domu. W szale rozpaczy knułam rozwód separacje i inne dziwne historie tylko ze ja tak naprawde nic takiego nie chciałam uwazam ale emocje dawały góre. Pisałam mu sms z groźbą rozwodu a on tylko sie ode mnie odwracał prze cos takiego bo nie widział zadnej pokory we mnie. Nie chciał i nie chce sie ze mna spotykac dopóki nie bede w stanie z nim normalnie rozmwiać. Po kilku moich sms i tel gdzie stwierdzałm ze ma kogos zdecydował sie na rozmowe ze mna gdzie przyrzekał mi ze on ma żone tylko jedną i składał mi przesięge wierności wiec zeby mi to głowy nie zaprzątało ja mu bardzo wierze ale mimo wszystko mysli są rózne. Mój mąz to bardzo konsekwentny, ale tez zawzięty i bardzo oddany Bogu, to dzieki niemu zaczełam rozumiec sens przysięgi małżenskiej ze to cos nierozerwalnego ze nawet rozwod nie jest w stanie tego rozerwac ze zawsze juz bedziemy razem choc moze nie fizycznie. Moj mąz czeka na mą przemiane choc nie wiem kiedy on ją zobaczy skoro sie nie spotykamy ja mu ufam ale przede wszystkim ufam Bogu choc nieraz jestem na Niego bardzo zła dlaczego tak mnie doświadcza. W moim poprzednim poscie prosiłam o modlitwe i nadal proszę bo jest mi NAM bardzo potrzebna. Dla mnie o pokore i spokój ducha a dla Nas o wytrwałość w dązeniu do stworzenia prawidziwej rodziny.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-02, 08:13   

Domcia............. dobrze że sie reflektujesz,że zaczynasz widzieć siebie ,ze swoimi zachowaniami,z nieogarniętymi emocjami,z gwałtownością charakteru,ze skakaniem z "łapkami" do męża,z byciem szantażystką,stosującą przemoc emocjonalną i fizyczną.

Domcia.......... mam wrażenie ,że Twój mąż- nie wiem na ile świadomie- zastosował wobec Ciebie "twardą miłość" i jest w niej konsekwentyny.Poprostu nie pozwolił Ci się krzywdzić.Mądry facet.Chwała mu za to.
Teraz czas dla Ciebie,czas na rozpoznanie siebie,czas na zdefiniowanie swoich wad charateru , zalet ale i postawy jaką miałaś ,a jaką masz obecnie i jaką byś chciała mieć.

Domcia,nie wiem gdzie mieszkasz ,ale bardzo potrzeba Ci wsparcia i terapi,pomocy.I to nie takiej powierzchownej,poużalania sie nad Tobą,powiedzenia "będzie dobrze"
Potrzeba Ci raczej pogłębionej analizy i pogłębionej pracy nad soba.I to szybko............bo jesteście bardzo krótko po ślubie i juz kilka miesiecy osobno.
Czy dałas wyrażny sygnał mężowi ,że chcesz się zmienić?czy on wie że chcesz popracować nad sobą?Że widzisz ,zobaczylaś swoje dysfunkcyjne zachowania?

czy wiesz dlaczego tak sie zachowywałaś?

Jak masz wzorzec z domu? jaka rolę w Twoim domu rodzinnym pełni ojciec?jaką matka?
Po co rzucałaś sie z "łapami" na męza? co chciałąś osiągnąć?

Czy Ty znalazłaś profesjonalną pomoc np.w poradni małżeskiej przy swojej parafi?może w sąsiedniej???

Domcia............. nikt,naprawdę nikt,nawet Bóg za Ciebie nie zrobi pierwszego kroku.I nie pomogą modlitwy,gdy Ty nie uznasz tego że Ci jest potrzebna pomoc,że chcesz by Ci ktoś pomógł.Gdy Ty nie poprosisz o pomoc.Ale nie taka do Boga roszczeniową,bo Ty chcesz.......................... pokory!!!!!!!!!!!!!

Gdy nie będzie Ci się chciało chcieć .............. chcieć zacząć od siebie nikt Ci nie pomoże,albo jak już to do końca rozwalić swoej małżeństwo ,gdy trafisz do neo- lub pop-psychologa.
Na kolana i proś o pomoc dla siebie,o dobrego terapeute na swojej drodze,o dobrego przewodnika duchowego,spowiednika.Nie proś o natychmiastowa naprawe Waszego małżeństwa,zmień siebie najpierw.

Pogody Ducha na ciezką pracę ...........ale z widokami na piękną przyszłość
 
     
domcia
[Usunięty]

Wysłany: 2009-05-02, 17:59   

Dziękuje za bardzo dobre dla mnie rady ja cieszę sie też ze dostrzegłam swoje błedy ale moi bliscy dostrzegaja wine tylko mojego męza za to co teraz robi ze mnie do siebie nie dopuszcza ja nie potrafie im tego wytłumaczc. Ale ja wiem ze on chce dobrze wierze w to ze bedzie. On wie ze ja chce sie zmienic ale czy widzi poprawe....o to trzeba zapytac jego samego. Model rodziny w moim domu... hmmm chyba nad wszystkim czuwa moja mama a tata wiernie jej słucha i ja chyba tez tak chciałam stad moje chore zachowania bo mąz nie chciał zeby i u nas tak było. Myslalam o takiej terapii ale nie odwarzyłam sie na cos takiego boje sie isc tam sama bardzo chciałam isc z mężem ale chyba nadszedł czas i poprosić o pomoc i wsparcie bo mi juz brakuje siły i wiary w to wszystko. Boje się ze on mi tego nie wybaczy nigdy ze nigdy nie bedziemy razem. Czasamo nie chce mi sie żyć bo jak zyc z poczuciem winy ze wszystko stracone i to przeze mnie..... Ja jestem z Rzeszowa jesli mozesz mi pomoc w znalezieniu zaufanej poradni rodzinnej. Dziękuje
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,01 sekundy. Zapytań do SQL: 9