Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
ZWIASTOWANIE PAŃSKIE
Autor Wiadomość
miriam
[Usunięty]

Wysłany: 2009-03-25, 10:29   ZWIASTOWANIE PAŃSKIE

25 marca 2009r.
Zwiastowanie Pańskie

Dzień Świętości Życia oraz Duchowj Adopcji


Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!

(Łk 1,26-38)


"Anioł przychodzi do człowieka i od niego odchodzi. Najłatwiej nam rzucić się w objęcia Boga wtedy, kiedy przychodzi, bo wtedy przenosi nas w świat radości i szczęścia. Ale anioł powołania i zachwytu odchodzi…
Początek powołania następuje w świetle, ale ciężar powołania trzeba dźwigać po ciemku."
ks.Twardowski



Dzisiejsze czytania: Iz 7,10-14; Ps 40,7-11; Hbr 10,4-10; J 1,14ab; Łk 1,26-38

Ewangelia
(Łk 1,26-38)


Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, . Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.

Słowo Boże na dziś


Dotknięta łaską

"Anioł wszedł do Niej". Wszedł do Jej domu, ale przede wszystkim w Jej modlitwę, myślenie, wrażliwość serca. Wszedł, aby przypomnieć Maryi o korzystaniu z daru radości: "Raduj się napełniona łaską". Źródłem radości jest Pan. On jest w Niej, jest z Nią. Gdy Bóg z nami, wypełnia nas radość najgłębsza, która nie może ulec zniszczeniu ani przez cierpienie, ani przez niedostatek, ani przez złego ducha, ani też przez nieżyczliwego nam człowieka.

Dotknięcie łaską, dotknięcie radością, która jest z Boga wprowadza Maryję w stan zmieszania się. "Bardzo ją zbiły z tropu jego słowa", mówi jedno z tłumaczeń. Maryję poruszyły słowa anioła, wprowadziły ją w zamęt. Doświadczyła niepokoju, zatrwożyła się, doznała lęku. Trzeba pamiętać, że lęk jest gliną w rękach Boga. Ten, kto wierzy, nie powinien się bać. Lęk jest zawężeniem, niepokojem, udręką, w której pojawia się nieumiejętność rozeznania tego, co Bóg chce i podjęcia decyzji zgodnej z Jego wolą. Czy zatem lęk w Maryi jest znakiem braku Jej wiary? Nic podobnego. Istnieje lęk ludzi dobrych, wierzących Bogu. Jest to obawa o relacje z Bogiem, aby one były takie, jakich pragnie Pan.

Lęk człowieka, otwierającego się na Boga i ku Niemu zwrócony, w którym równocześnie pojawia się lęk o królestwo Boże, jest lękiem przychodzącym od Boga. Lęk Maryi był wołaniem o zrozumienie, o pomoc w przyjęciu tego, co usłyszała od anioła. Pomoc przychodzi. Maryja stawia pytania, a Bóg przez anioła udziela odpowiedzi. Lęk ustępuje, kiedy stawiamy Bogu pytania, będące wyrazem naszej zależności i pragnieniem odkrycia prawdy, którą On sam objawia. Bóg pragnie usłyszeć pełne trwogi wołanie, które dociera do Jego serca. Lękowe, a równocześnie pełne ufności odniesienie do Boga sprawia, że tworzy się silna więź między Nim a człowiekiem.

W lęku stajemy przed Bogiem nadzy, bezradni, zagubieni. Nie odczuwamy oparcia, lecz opuszczenie zarówno przez Boga jak i ludzi. Potrzeba pamiętać, że jest lęk, na który Bóg pozwala, który dopuszcza, jak podczas Zwiastowania Maryi. "Lęk ludzi dobrych jest zdarzeniem, stanem przejściowym, epizodem między światłem i światłem (…); ma sens i cel, ma otworzyć na Boga w okrzyku trwogi wołającej o zmiłowanie, i jest widomym znakiem łaski Bożej" (H. Urs von Baltasar). Źródłem każdego lęku jest brak posłuszeństwa Bogu. Jakże inny jest lęk Maryi. Jej "Fiat" odsłania posłuszeństwo Jemu.


W dniu dzisiejszym Kościół otacza modlitwą i błogosławieństwem wszyskie matki, a szczególnie te w stanie błogosławionym!

źródło...
 
     
zona_i_mama
[Usunięty]

Wysłany: 2009-03-25, 20:56   

“Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie” (Łk 1, 28-29).

Na wydarzenie zwiastowania możemy spojrzeć rozmaicie. Św. Łukasz przedstawia w nim Maryję jako modelowego ucznia Chrystusa oraz wzór modlitwy. Matka Jezusa słucha, rozważa, stawia pytania, czuwa razem z apostołami w Wieczerniku, oczekując Ducha Świętego. Spotkanie Gabriela z nazaretańską dziewczyną można odczytać jako przykład dialogu Boga z człowiekiem, wszak anioł mówi w imieniu posyłającego. Jeśli Niepokalana jest ikoną Kościoła, reprezentującą każdego wierzącego, zwiastowanie zawiera uniwersalne przesłanie. Odsłania sposób komunikacji Boga z człowiekiem.

Będąc w Niemczech, zwiedziłem kilka kościołów wybudowanych w ostatnich latach. Ich zewnętrzna sylwetka różni się bardzo od dawniejszych stylów architektonicznych, co w sumie jest dosyć zrozumiałe. Jednak w ich wnętrzu uderza pusta przestrzeń, surowość i brak obrazów (mam na myśli katolickie świątynie). Wrażenie jest tym bardziej porażające, jeśli do takiego kościoła wchodzi się prosto z wielkomiejskiej ulicy, pełnej napięcia i niepokoju, tonącej w reklamach i barwnych wystawach sklepowych.

Nowoczesna sztuka kościelna próbuje, jak sądzę, wytworzyć sakralną atmosferę za sprawą samej przestrzeni. Pustka generuje specyficzny „klimat”, co, zdaniem niektórych teologów, nawiązuje do starotestamentalnego zakazu sporządzania obrazów Boga. Z drugiej strony wychodzi naprzeciw poszukiwaniom współczesnego człowieka. Zderzenie z pustką ma pomóc w odkryciu swego prawdziwego „ja” i skonfrontowaniu się z czającymi się we wnętrzu wątpliwościami i pytaniami, które świat zewnętrzny skutecznie w nas wycisza. Poczucie nicości powinno umożliwić człowiekowi dojście do źródeł wiary. Jeden z interpretatorów tej nowej fali pisze, że dzisiaj „obraz posiada sens nie w swojej treści, którą odzwierciedla, ale sam w sobie, w sile, z jaką pobudza wyobraźnię w artyście i widzu (odwiedzającym kościół). Jakie jest znaczenie dzieła sztuki, o czym ono mówi, o tym decyduje już sam oglądający”. Odpowiedzi na pojawiające się pytania, także natury religijnej, człowiek wydobywa sam z siebie. Sztuka powinna jedynie stwarzać sprzyjające środowisko.

Nie twierdzę, że to nowoczesne podejście pozbawione jest jakiegokolwiek znaczenia. Nie popieram również tworzenia z kościołów „rupieciarni”, do której praktycznie można wrzucić wszystko cokolwiek nam się spodoba. Niemniej ta wysublimowana koncepcja sztuki i doświadczenia wiary przemawia raczej do bardzo „wyrafinowanych”, by nie powiedzieć, rzadkich umysłów. Nie potrzeba już niczego, poza odpowiednią atmosferą. No i gdzie w tym wszystkim jest Pan Bóg? Oczywiście w pustce. Ale czy w ten sposób człowiek nie wysuwa się za bardzo na czoło? Czy ten kierunek nie prowadzi do jeszcze większego zagubienia i monologu z samym sobą? Czasem odnoszę wrażenie, że ten rodzaj sztuki jest swoistą reakcją wobec nadmiernie przeładowanej wyobraźni. Miejsce „święte” staje się jedyną oazą Boga, bo w naszym „zdesakralizowanym” świecie trudno się już na Niego natknąć.

Przypatrzmy się teraz bliżej scenie zwiastowania. Zaskakuje fakt, że św. Łukasz nie precyzuje dokładnie, w jakich okolicznościach (oprócz tego, że rzecz dzieje się w Nazarecie) anioł wszedł w dialog z Maryją. Zachariaszowi Gabriel zjawił się podczas składania ofiary. W przypadku Maryi nie ma mowy o modlitwie, czy nadzwyczajnym skupieniu. Być może wydarzyło się to całkiem niespodziewanie. Nie wiemy tego. Najważniejsze, że Bóg zwraca się do Maryi jak do konkretnej osoby. Jednakże tego spotkania nie wypełnia pustka, czy nasłuchiwanie nie wiadomo czego i kogo. Padają słowa. Bóg mówi, a Maryja słyszy konkretną wieść. Według Biblii podstawowym mostem łączącym człowieka z Bogiem nie jest próżnia, lecz słowo, które rozbrzmiewa pośrodku naszej egzystencjalnej pustki. W tym sensie cisza jest potrzebna, ale po to, aby usłyszeć głos Boga, a nie swoje własne „ja”‘.

Bardzo często pociąga nas to, co irracjonalne i nieokreślone. Wydaje się, że im coś jest bardziej zamglone, tym bardziej boskie. I rzeczywiście, kiedy spojrzymy na opisy Ducha Świętego w Piśmie św. możemy dostrzec, że kojarzony jest on z wiatrem, potężną mocą i dynamizmem. Wiatr raczej ma niewiele wspólnego z rozumem i racjonalnością. Człowiek istotnie może doświadczać Boga poza sferą racjonalną, co dzieje się, np. w niektórych charyzmatach. Ale ten sam Duch wieje, kędy chce, to znaczy, nie tam, gdzie popadnie, ale tam, gdzie zgodne to jest z Jego postanowieniem. Pismo św. mówi też o Duchu, który naucza, obdarza darami mądrości i rozumu oraz doprowadza do całej prawdy.

Gdyby Bóg nie wypowiadał do nas żadnego słowa, gdyby był tylko trudną do uchwycenia mocą, życie religijne nie miałoby praktycznie żadnego odbicia w naszej codzienności. Dlatego unikanie słuchania Słowa Boga może być ucieczką przed realnym przełożeniem religijnego doświadczenia na życie codzienne. Bóg, który nic nie mówi, nikomu nie wadzi, nie może niczego oczekiwać, zostawia nas w spokoju. Ale taka „hybryda” to nic innego jak „Bóg” wykoncypowany przez nas. Niektórzy filozofowie są prawdziwymi mistrzami w tworzeniu takiego „Boga”, wpychając go w ramy ich koncepcji świata i człowieka. Co więcej, to niezbędny „element” systemu, bez którego cały gmach pojęć i założeń runąłby w jednej chwili. Ale na ideach często się kończy. Jest to „Bóg” potrzebny do wytłumaczenia świata lub zapchania metafizycznych dziur.

Pierwszym zadaniem Jezusa było głoszenie Słowa, a nie wzbudzanie podniosłych przeżyć. Chrystus uczył, konfrontował, spierał się, wyjaśniał, zachęcał do reformy życia. Dopóki w swoim byciu chrześcijaninem doświadczam jedynie czegoś niezdefiniowanego, abstrakcyjnej idei „boskości”, dopóki nie dociera do mnie konkretny apel boskiego „Ty”, znajduję się na peryferiach wiary. Słowo Boże jest znakiem prawdy, a prawda odsłania się nam jako dar. Nie odkrywamy jej w pełni w naszym wnętrzu, lecz musimy ją usłyszeć. W chrześcijaństwie nie można jej oderwać od dialogu i relacji.

Wróćmy do sceny zwiastowania. Spotkanie z Bogiem angażuje całego człowieka: jego ciało, psychikę, rozum i wolę. Kiedy Maryja słyszy słowa anioła, odczuwa zmieszanie i lęk. Ale te trwożliwe uczucia mają inne podłoże niż w przypadku Adama w raju. Tutaj chodzi raczej o bojaźń przed majestatem i świętością Boga. Szacunek dla inności Boga, po pierwsze, nie zamyka człowieka w sobie. Po drugie, nie koncentruje mnie na obserwacji siebie (jestem nagi), lecz otwiera. Na co? Maryja zastanawia się nie tyle nad swoją reakcją, ale nad słowami anioła, który przedstawia Jej konkretne treści. Matka Jezusa nie szuka odpowiedzi w swoim wnętrzu, lecz słuchając, próbuje zrozumieć to, co zostało jej objawione. Wiara domaga się myślenia i stawiania pytań. Jednakże nasze poszukiwania ostatecznie znajdują odpowiedź w Bogu, który się objawia i przemawia.

Maryja odpowiada. Rozmawia z aniołem i decyduje się na podjęcie misji. Bóg nie objawia się człowiekowi jedynie w celach poznawczych, aby udzielić nam kilku pożytecznych informacji. Wchodząc w dialog z człowiekiem, zaprasza go do aktywnej współpracy. Jeśli spotkanie z Bogiem na modlitwie, w sakramentach, w rozmowie z bliźnim nie rodzi w nas poczucia rosnącej odpowiedzialności za siebie i innych, to trzeba się pytać o jego autentyczność. Jeśli modlitwa służy jedynie dobremu samopoczuciu i nie owocuje większą służbą względem drugich, zaangażowaniem na rzecz wspólnoty i Kościoła, to coś w niej szwankuje. Odpowiedzialność wyraża się w konkretnym zadaniu, które mamy do wykonania, będąc w łączności z Bogiem.

W świetle zwiastowania widać również, że Bóg podejmuje inicjatywę w spotkaniu z człowiekiem. Używa słów lub obrazów, które coś przekazują. Nie chce takiego kontaktu z ludźmi, w którym pozostaje zupełnie nierozpoznany lub rozmyty. Przeciwnie, w Jezusie staje się jednym z nas, żebyśmy Go lepiej zrozumieli. Nie oznacza to jednak przekreślenia Jego inności i nieskończoności. Co więcej, nie znajdziemy odpowiedzi na istotne pytania naszego życia jedynie we własnej subiektywności, jakby ona zawierała już w sobie cały sens rzeczywistości. Wiara jest racjonalna w tym sensie, że u początku stworzenia spoczywa myśl, która pochodzi od Stwórcy. „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo” (J 1, 1). Prawdę o nas samych odkrywamy w pełni dopiero wtedy, gdy otwieramy się na boskie i ludzkie „Ty”, które jest osobą, gdy wychodzimy ze skoncentrowania na naszych pożytkach. Maryja słuchając, przyjęła Słowo, które stało się Ciałem. Kiedy my słuchamy, powoli odzyskujemy nasze podobieństwo do Słowa, które nas zrodziło przed wiekami.

http://www.mateusz.pl/mt/dp/wp2009/20090325/
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9