Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Pół roku mnie tu nie było,więc historii c.d.
Autor Wiadomość
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-12, 15:40   

Eeee, Czerwona, nie tylko Ty i Nałóg ;-) Znalazłoby się pewnie z jeszcze parę osób...;-)
 
     
martin
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-12, 15:41   Re: Przeniesienie

To sie rozpisze troche

Robika napisał/a:

dzis mi się wydaje(może źle),ze jak wyprowadzę się,znajdę małe mieszkanko w mieście,gdzie dla dziecka też bedę miała wszystko pod nosem (przedszkole,szkoła,rehabilitacja),rodzina brata,bedzie mi łatwiej

Robika miejsce ma marginalne znaczenie, tak ja to juz chyba napisala EL.
Masz sie teraz skupic na sobie. Poza tym za jakis czas, mozesz sie cieszyc, ze zyjesz w pieknym domu a nie jakiejs klitce, bo szukalas przyspieszonej tabletki na ulatwienie przejscia bolu.
Skrotow tu niestety nie ma.
Niemal kazdy z Nas przechodzil tutaj kolejne fazy swojej tragedii, poczatkowo bedac slepy na rady innych i dopiero stopniowo uswiadamiajac sobie madrosc tych rad. Bo tak chyba ma wiekszosc ludzi - jak sama nie doswiadczy to nie przyjmnie do wiadomosci.


Robika napisał/a:

a tak niech się zajmie sprzedażą domu,niech zacznie myśleć...bo już takich dlugów narobił,ze doszło do tego,ze nam zabiera kasę na życie.obecnie jestem juz bez pieniędzy

I Moze jeszcze uczciwie sie z Toba rozliczy z tej sprzedazy?
Robika - stanowczo nie pozwalaj mu sie traktowac, ale to Ty zyjesz w tym pieknym i wygodnym domu. Ty sobie ukladasz scenariusz niszczenia sobie zycia i zrzekania sie wszystkiego. Sama nie wiesz co bedzie w marcu.


Robika napisał/a:

i jeszcze jedno-dom moich marzeń?tak,ale tylko wtedy jeśli mieszkam w nim razem z męzem,dzieckiem....

Uzalezniasz swoje szczescie tylko od 1 czlowieka.
Kazdy z Nas tutaj sie przekonal, ze tak NIE MOZNA.
Masz doceniac siebie, zajac sie soba. Przestan dywagowac - wszyscy Ci powtarzamy, pracuj nad soba, idz do psychologa, badz stanowcza, a Ty nad zachowaniem meza biadolisz.
Nie mowie, ze zle. Naturalne. Taki odruch. Ale Cie zniszczy. Im dluzej to bedzie trwac tym gorzej.
Troche nalog trafnie zauwazyl - czasem piszesz podobnie do Jadwisi - tzn. 10 osob doradza a Ty swoje.
Przeczytaj Jej watek. Bo spojrzysz z boku i zobaczysz tam dluga (pod rekord Guinessa - chyba najdluzszy watek oprocz modlitw ;) ) walke o pozostanie w swoim poczuciu krzywdy. I powoooolne zmiany.


Robika napisał/a:

spotkalam kogoś,któ mi już nową pracę tu proponował ,ale w tym bólu nie mam siły i nic nie robię z tym

tak jak teraz ,zbliża sie mój urlop,wcześniej planowałam pisać pewną pracę w kierunku rozwoju...wiem ,ze powinnam,ale brakuje sił..

To super.
Wlasnie stoi przed Toba okazja ukladania sobie zycia. Wiesz ja tak robilem, ze nie mialem do niczego glowy i mi oferta pracy przepadla. A potem zalowalem strasznie, ze nie umialem myslec w ogole o sobie tylko sie skupialem na bolu. Skorzystaj z tej okazji, pracuj nad soba i stosuj Dobsona do meza.
Pogody Ducha


samotna napisał/a:

wielu z nas myślało, ze jest z kimś wyjątkowym, że ten problem nas moze nie dotyczyć,
a tu się okazuje, ze nasze połówki nie są kimś za kogo chcieliśmy ich widzieć - są jednymi z wielu, chyba nie długo będą nawet w większości....,
Tych wiernych z zasadami, tych którzy prawdziwie kochają, którzy oprą się pokusom - to powoli zaczniemy uznawać za dinozaury / jak tak dalej pójdzie - to na wymarciu.../

:( Smutne, ale prawdziwe. Faktycznie czasem jest wrazenie, ze wymieramy :(.


Paloma napisał/a:

chciałam Ci powiedzieć, że ja ... obarczając winą siebie ... pomyślałam, że może ja opętana

A wiesz Paloma, ze to takie czeste podejscie, ze z niezrozumienia drugiej osoby sie potem szuka winy w sobie. A prawda posrodku bo przeciez oboje cos napsuliscie, nawet jesli jedno wiecej.


czerwona napisał/a:

Ja wiem , że to makabrycznie trudne ale wiem też , że takie miotanie się i pokazywanie swoich emocji panom , którzy sobie tego nie życzą przynosi odwrotny efekt.

Sadze, ze jest tu rownouprawnienie. Zdradzacz czy zdradzaczka - zaslepione swoja pycha idzie na slepo, zwala wine i nic nie widzi. Przerabialismy to juz w wiekszosci. Czerwona jak Ty sie niesamowicie zmienilas. Pozdrawiam serdecznie.


nalog napisał/a:

Mają świadomość swojej urażonej dumy, pychy, porażki czy po prostu urażonego jestestwa czy bólu. Chcą potwierdzenia swojego „urazu” a nie rozwiązywania problemów od zaczynania przez przyjrzenie się sobie. Najczęściej szukają ‘tabletki” na usunięcie bólu ,bez zgłębiania przyczyny bólu.

Masz racje. Pewnie gdyby kazdy czlowiek umial obiektywnie w trudnym momencie pomyslec - "hmm, a co we mnie mnie jest takiego, co moze sie przyczyniac do tych problemow?" to nie istnialoby to forum, bo malzenstwa by sie nie rozpadaly.


Monika36 napisał/a:

Ja też często mam tu na forum problem zrozumieć o co chodzi w postach. wszyscy wrzuceni do jednego worka. Jednokierunkowa pomoc , bez analizy danego przypadku.

Wiesz, czasami mozna odniesc takie wrazenie i byc moze niektorzy pisza w dosc ogolny sposob.
Ale prawda tez jest taka, ze jesli spojrzysz na wiekszosc osob na forum, to na peczki mozesz liczyc przejawy wspoluzaleznienia, koniecznosci pomocy psychologicznej czy poczucia krzywdy.
Niby jestesmy rozni, ale zobacz jak to wszystko podobne.
 
     
czerwona
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-12, 18:06   

Martin , ja się jeszcze nie zmieniłam - ja tylko trochę zrozumiałam . A stało się tak bo uderzyłam głową o swoje dno. Tak , ja już spadłam na dno i teraz próbuję sie od niego odbić. Wiem już , że to , co się ze mna dzieje to współuzależnienie , wiem już , że z uwielbieniem wchodzę w rolę ofiary , wiem już , że w znacznym stopniu przyczyniłam się do rozpadu swojego małżeństwa, wiem już , że muszę dać spokój mojemu mężowi (ex) , wiem już , że nie mam wpływu na jego działanie, zachowanie , uczucia itd., wiem już , że mam wpływ tylko na siebie, wiem już , że tak mnie potraktował jak sobie na to pozwoliłam , wiem już , że oto jestem sama i sama muszę o siebie zadbać.
Wiem już , że muszę ponieść konsekwencje swoich wyborów , swoich błędów, także tych z czasu kryzysu. Wiem już ,że swoje muszę odcierpieć i wiem też już , co znaczy bać się .
Wiem też już , że inni ludzie są słabi , czasem bezduszni , bezwględnie walczący o swoje szczęście - czy też przyjemności . Wiem też juz , że tymi "innymi" może okazać się własny mąż . Ten właśnie ukochany mąż może okazać się bezdusznym człowiekiem bezwzględnie niszczącym swoje małżeństwo.
I w tym wszystkim trzeba starać się zachować dorośle i dojrzale - tak jak kiedyś napisałam przyjąć to wszystko "na klatę" i nie winić nikogo.
Bo to ja wybrałam sobie męża, to ja pozwalałam się tak a nie inaczej traktować, to ja robiłam błędy w czasie małżeństwa i kryzysu. Fakt , że nie miałam złych intencji ale dobrymi jest piekło wybrukowane . To ja ponoszę konsekwencje tego wszystkiego a , że nie należę do osób , które są bezduszne i bezwzględne i , że ja nikogo bym tak nie potraktowała jak on mnie a przede wszystkim jego - to moje zwycięstwo choć po ludzku dla otoczenia jestem całkowicie przegrana .
Wiem też już ( zrozumiałam) , że jeśłi ktoś jest katem to znaczy , że to on ma problem. Ważne , żeby znów nie dać się wsadzić w rolę ofiary.
Odrabiam teraz strasznie ciężką lekcję życia . Bardzo ciężką - ale po tym forum widać ile ludzi ją odrabia.
Rozpisałam się ale Robiko , Palomo - spróbujcie to zrozumieć .Każdy ma swój los w swoch rękach.
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-12, 18:13   

czerwona napisał/a:
ja się jeszcze nie zmieniłam - ja tylko trochę zrozumiałam

Zrozumienie to podstawa!!!....to ogromny krok,niezbedny...dalej kolejne...
Gratuluje i powodzenia Czerwona :-)

[ Dodano: 2009-02-12, 18:24 ]
czerwona napisał/a:
Wiem też już ( zrozumiałam) , że jeśłi ktoś jest katem to znaczy , że to on ma problem.

mądre i prawdziwe.....to ich problem, ich pogubienie,ich brak rozsądku i odpowiedzialności....niestety..... nasze przez nich zafundowane konsekwencje z którymi musimy sobie poradzić...musimy,żeby żyć.
Dbajcie o siebie dziewczyny!!!.....chlopaki tez ;-)
 
     
czerwona
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-12, 18:27   

Wszystko z pomocą psychologa i odpowiednich książek. Sam człowiek w takiej sytuacji nie daje rady , to tak jakby sam chciał się leczyć z zawału serca.Może i by przeżył ale serce byłoby na zawsze zniszczone.
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-12, 18:31   

"Pomocnicy"...chęć.....i.... Twoja ciężka praca!!!
 
     
Satine
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-12, 22:47   

martin napisał/a:

samotna napisał/a:

wielu z nas myślało, ze jest z kimś wyjątkowym, że ten problem nas moze nie dotyczyć,
a tu się okazuje, ze nasze połówki nie są kimś za kogo chcieliśmy ich widzieć - są jednymi z wielu, chyba nie długo będą nawet w większości....,
Tych wiernych z zasadami, tych którzy prawdziwie kochają, którzy oprą się pokusom - to powoli zaczniemy uznawać za dinozaury / jak tak dalej pójdzie - to na wymarciu.../

:( Smutne, ale prawdziwe. Faktycznie czasem jest wrazenie, ze wymieramy :(.


Martin - wybacz, że pytam - ale czy Ty - opisując swój problem kiedyś - nie pisałeś, że miałeś kontakt seksualny z Twoją M. , a ślubu nie macie? Dużo pychy w Tobie, jeśli sądzisz, że prawdziwie kochasz i opierasz się pokusom.... W oczach Boga tak samo grzeszyłeś, jak w Twoich oczach grzeszyła Twoja M. Przepraszam za szczerość...


Co do Robiki - należałoby jej powtarzać wciąż i wciąż - Robiko, czytaj to, co zostało napisane i działaj....
Ostatnio zmieniony przez Satine 2009-02-12, 23:03, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
robika
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-12, 22:57   

właściwie zaraz idę spać,bo jak wiecie rano wcześnie wstaję do pracy...

czytalłam,słuchałam rekolekcji dla małżeństw ze strony SYchara,które słuchałam już wcześniej nie raz!dziś jednak słuchałam jakby na nowo,bardzo uważnie.....

czytałam do tej pory świadectwo EL.-dziękuję Ci za nie całym sercem!ja też wierzę w rózne zanki!
czytałam,ryczałam,modliłam sie na zmianę i słuchałam ,jak dzwoni po raz szósty,czy siódmy dzisiaj mój mąż do mnie....
tak wydzwaniał dziś od 14.00,najpierw wysłał smsa-,,Włącz tlf" -to wszystko,co napisał...

właczyłam telefon i tak telefon dzwonił sobie do wieczora z 7 razy,ostatnie dzwonienie o 21.42.
a ja czytałam swiadectwo EL.i nabierałam sił ,napełniałam się nadzieją....

własnie czytałam EL.o Twoim śnie i tym,jak mąż niesie swój krzyż-wtedy po raz siódmy zatelefonował mój mąż....
ryczałam jak wół....a teraz jakoś mi błogo

mam plan na jutro
kupiłam dziś nowy rózaniec(ten stary na którym się modlę z dzieciem od paru dni i trzymam przy sobie,został kiedyś pprzerwany przez moje dzieciątko)
teraz mam piękny,nowy i jutro pproszę księdza o poświęcenie(nie wiem,czy się uda?,dawno takich ,,rzeczy"nie załatwiałam)

potem pójdę w sprawie nowej pracy(w czerwcu ta mi sie kończy)
później z dzieckiem na rehabilitację i na wieczór do Was wpadnę...

nigdzie nie jadę,
zostaję na razie w domu i zajmę się pracą naukową,tak jak kiedyś planowałam oraz nauką na Sycharze na przemianę siebie :-) na pewno będe dużo Was czytała,słuchała rekolekcji itp.

choć dziś wpadłam na pomysł,zeby jednak sobie wyjechać gdzies z dzieckiem na kilka dni,tylko nie wiem gdzie...(chciałabym ,zeby to były noclegi gdzieś przy klaszorze,zebym mogła komus zostawić dziecko,pojsc do spowiedzi,wyciszyć się ,pomodlić,pobyć z dzieckiem i Panem Bogiem....takie mnie myśli naszły dziś...)nawet myślałam o Jasnej Górze,ale to zbyt daleka podróz na zimowe warunki
mieszkam na Pomorzu
(pieniadze mam od kogo pozyczyć)chyba zacznę szukać czegoś,a moze po prostu gdzieś pojadę na wycieczkę z synkiem-w końcu 2 tygodnie w domu siedziec nie będę!

idę spać,bo zmeczona jestem od tego wycia,ale czuję się lepiej,lżej,wypłakałam sie Bogu dziś i powiedziałam,ze to rok Św.Pawła(nie mylę się?)a tak ma na imię mój Skarb Największy ,więc dla niego też i w jego imieniu prosiłam o nawrócenie tatusia!
Z WIARĄ.NADZIEJĄ I MIŁOŚCIĄ!
dobrej nocki dla Was Kochani!

Uciekam z tego wątku,bo długi i zawiły się robi....pa kochani.
 
     
ketram
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-12, 23:13   

czerwona napisał/a:

Wiem też już , że inni ludzie są słabi , czasem bezduszni , bezwględnie walczący o swoje szczęście - czy też przyjemności . Wiem też juz , że tymi "innymi" może okazać się własny mąż . Ten właśnie ukochany mąż może okazać się bezdusznym człowiekiem bezwzględnie niszczącym swoje małżeństwo.


Wszystko prawda. Też do tego dochodzę, powoli, powoli i odkrywam u siebie nowy rodzaj pojawiającego się strachu.

Strachu, że utraciłem to, co dawało siłę do życia - pewien rodzaj zaufania do ludzi. Boję się, że już go nie odzyskam.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-13, 10:21   

Robiko....wreszcie zaczyna sie Twoja przemiana !!

Miałam tak samo....modliłam się , czytałam modlitwę i każdego dnia odnajdywałam w niej cos nowego dla siebie !
Ty masz podobnie ze słuchaniem czegoś, czy czytaniem....za każdym razem nowe odkrycie....To się budzi nasz mózg a raczej nasze serce !...Otwiera się.....

Jak nie ustaniesz w modlitwie...jak wytrwasz, to każdego dnia będziesz odkrywała cos nowego....a to nowe będzie dla Ciebie radością.

Noooo...rok św. Pawła...nieźle to wykombinowałaś = pięknie...rzeczywiście masz komu poświęcic ten rok. Ale nie zapominaj o sobie...bo to Ty jesteś ważna - Mamo Pawła !!

Robiko...rozglądnij sie w swojej okolicy...pewnie też gdzieś tam masz niedaleko jakieś Sanktuarium...nie musisz daleko szukać.

Miłego, spokojnego dnia !! wieczorem wpadaj...koniecznie i codziennie. Pozdrawiam serdecznie !! EL.
 
     
..monika..
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-13, 11:10   

czerwona napisał/a:

Wiem też już , że inni ludzie są słabi , czasem bezduszni , bezwględnie walczący o swoje szczęście - czy też przyjemności . Wiem też juz , że tymi "innymi" może okazać się własny mąż . Ten właśnie ukochany mąż może okazać się bezdusznym człowiekiem bezwzględnie niszczącym swoje małżeństwo.
[...]
To ja ponoszę konsekwencje tego wszystkiego a , że nie należę do osób , które są bezduszne i bezwzględne i , że ja nikogo bym tak nie potraktowała jak on mnie a przede wszystkim jego - to moje zwycięstwo choć po ludzku dla otoczenia jestem całkowicie przegrana .


widzisz, Czerwona, a ja mysle, ze nie jest to takie proste.. czy Twoj maz zawsze byl okrutny i bezduszny tylko latami sie tak maskowal? nie sadze...
problem polega wlasnie na tym, ze czesto wydaje nam sie, ze my bysmy sie nie zachowali w jakis sposob, ze my jestesmy lepsi, silniejsi, mocniejsi............... i wtedy wlasnie czesto okazuje sie, ze nie jestesmy.
 
     
martin
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-16, 12:08   

Robiko - cieszy Twoja postawa szacunku do samej siebie.
Pewnie wszyscy tutaj mamy nadzieje, ze zaczynasz byc na poczatku dobrej drogi.
Mam nadzieje, ze Twoj maz nabierze tez szacunku do Ciebie.
Powodzenia

Satine napisał/a:

Martin - wybacz, że pytam - ale czy Ty - opisując swój problem kiedyś - nie pisałeś, że miałeś kontakt seksualny z Twoją M. , a ślubu nie macie? Dużo pychy w Tobie, jeśli sądzisz, że prawdziwie kochasz i opierasz się pokusom.... W oczach Boga tak samo grzeszyłeś, jak w Twoich oczach grzeszyła Twoja M. Przepraszam za szczerość...

Witaj Satine
Nie kojarze, zebym znal Twoja historie, bo chyba takiej nie podalas, wiec nie mam sie nawet jak odniesc, bo nic o Tobie nie wiem.
Co do mnie - dziekuje za uwage, bo istotnie moj tekst mogl zabrmiec pysznie, co nie bylo moim zamiarem. Staralem sie przekazac, ze osob wiernych w zwiazkach jest coraz mniej (niezaleznie od statusu tego zwiazku). Jednak jestem czesto surowy dla siebie i innych i to tez moze wplywac na moj sposob pisania.
Niemniej szczerze mowiac szlag mnie trafia jak ktos rzuca porownaniem "mieliscie seks przed slubem, no to wlasciwie jestescie oboje tacy sami, bo zrobilisice tak samo zle itp.".
Otoz chodzi mi o to, ze nawet nie bedac jeszcze po malzenstwie mozna miec zasady!! Mozna byc wiernym, a jak wiemy zdrada zaczyna sie zwykle od psychicznej.
Ja bylem wierny i kochalem bedac nawet ponizany. I o takiej wlasnie wiernosci mowilem.
 
     
Satine
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-16, 16:26   

Martinie - ale po co Ci moja historia, skoro sprawa dotyczy Ciebie? :)

To jest forum katolickie, zatem nie dziw się mojej reakcji. I nadal powtarzasz to samo...

Zapewne pamiętasz fragment z „Warto być ojcem”, w którym autor pisze o odpowiedzialności mężczyzny za kobietę i związek z nią. Za ścieżki, którymi ją prowadzi, za świat, który jej pokazuje. Jaki świat pokazałeś Monice i jaką ścieżką ją poprowadziłeś?

Stań w prawdzie Martinie.

Tutaj ludzie przeżywają tragedie, ponieważ ich małżonkowie lekceważą święty sakrament małżeński i skazują współmałżonków na uczestniczenie w grzechu – muszą patrzeć na grzech, wiedzieć o nim, tłumaczyć dzieciom, myśleć itd.

Wy z Moniką ślubu nie mieliście, więc oboje popełniliście ten sam grzech – grzech cudzołóstwa.

Fragment wypowiedzi jednej z Forumowiczek o ludziach z zasadami, którzy kochają prawdziwie i opierają się pokusom, odebrałeś do siebie. Napisałeś ze smutkiem: „Mam wrażenie, że niedługo wyginiemy.” Jakim prawem zaliczyłeś się do tego typu ludzi, jednocześnie „subtelnie” pokazując Monice, że ona już tego nie może zrobić?

Napisałeś: "Otoz chodzi mi o to, ze nawet nie bedac jeszcze po malzenstwie mozna miec zasady!! Mozna byc wiernym, a jak wiemy zdrada zaczyna sie zwykle od psychicznej."


Jakie masz zasady? Kogo kochasz prawdziwie? Oparłeś się pokusie?

W oczach Boga który związek był „lepszy” i ważniejszy – Twój z Moniką, czy tego drugiego mężczyzny z Moniką? Otóż zrozum, że oba były tak samo grzeszne!

Oboje zdradzaliście Pana Boga, łamiąc jedno z dziesięciu przykazań. Masz żal do M. za to, ze popełniła względem Ciebie grzech cudzołóstwa, chociaż sam ten grzech popełniłeś.
Uważasz się za kogoś ważniejszego od Boga? On może wybaczyć, ale Martin nigdy?

Pracuj nad sobą, bo Monika pięknie wróciła na prostą ścieżkę, natomiast Ty ciągle kluczysz gdzieś po ciemnych zakamarkach….

Zejdź na ziemię, przyjmij w pokorze prawdę o sobie i przestań się wywyższać, raniąc przy tym osobę, która czyta Twoje wypowiedzi. Myślisz, że nie widać w Twoich postach aluzji skierowanych do Moniki? Wiesz doskonale, że uczestniczy w forum i w wielu swoich postach – co wrażliwe i uważne oko wychwyci – wtykasz szpileczki. Karcisz ją. A za co? Czy Ty wystarczająco ukorzyłeś się przed Bogiem za swój grzech cudzołóstwa? Najwidoczniej nie, skoro nadal uważasz się za człowieka z zasadami i uczciwego, wiernego do bólu. Nie, Kolego, tak nie jest. I przyjmij to do wiadomości. Zastanawiałeś się, czy Monika po ślubie będzie warta zaufania, czy znowu nie zbłądzi…Siebie jesteś pewien? Skoro raz popełniłeś grzech cudzołóstwa (idę Twoim tokiem rozumowania), to skąd wiadomo, co będzie za 5-10 lat? W dodatku gorsze jeszcze od samego grzechu jest to – że Ty tak łatwo pogodziłeś się z tym, ze popełniłeś ten grzech i tak szybko wybieliłeś się w swoim mniemaniu, zabierając jednocześnie Monice prawo do tego samego. I że nie widzisz tutaj tego, że nie jesteś wcale w tej kwestii lepszy, mniej grzeszny…

No tak, bo Ty „tylko” zgrzeszyłeś przeciwko Panu Bogu, a Monika śmiała to zrobić także wobec Ciebie. Ty jesteś uczciwy, kochasz prawdziwie i opierasz się pokusom, a Monika nie.
Czyżby? Monika nie zeszła ze ścieżki małżeńskiej. Ona zeszła z jednej ścieżki grzesznej na drugą. Nie czujesz się za to odpowiedzialny, chociaż w jakimś stopniu?

Nie rób z siebie ofiary, przynajmniej nie na tym forum, bo jednak Twoja sytuacja jest troszkę inna, niż zdradzanego małżonka sakramentalnego i – stosując nomenklaturę Nałoga – jesteś takim samym„popaprańcem” jak reszta zdradzaczy, który także powinien głęboko przemyśleć stan swojego ducha, wyznawane wartości i głębię swojej wiary w Pana Boga. A potem dopiero wymagać świętości od innych… Pamiętaj o kolejności – Bóg jest na pierwszym miejscu. Zapewne to jest źródłem tego, że nie potrafisz wybaczyć, zapomnieć, uznać prawa Moniki do słabości, do błędów. Zapewne, jeśli zrozumiesz, że POPEŁNIŁEŚ TEN SAM GRZECH, o wiele łatwiej przyjdzie Ci widzieć Monikę w roli swojej sakramentalnej żony – czego obojgu Wam życzę.

Powtórzę jeszcze raz słowa: stań w prawdzie.

Z Panem Bogiem…

[ Dodano: 2009-02-16, 16:44 ]
Nie gniewaj się na mnie, Martinie, za te słowa. Jestem raczej czytelniczką tego forum i próbuję znaleźć dla siebie wartościowe porady i wskazówki. Nie zamierzałam się udzielać na forum, ale w tej sytuacji, uznałam za słuszne, aby podzielić się swoją refleksją. Natomiast co Ty z tym zrobisz, to już inna sprawa...

Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.
 
     
martin
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-17, 14:13   

Mam wrazenie, ze kazde z Nas ma swoje stanowisko i mozemy nie dobrnac do porozumienia, ale sprobuje:


Satine napisał/a:
Jaki świat pokazałeś Monice i jaką ścieżką ją poprowadziłeś?

Ano taki, ze chcialem slubu, dzieci, malzenstwa, szczescia.
Po drodze zbladzilismy oboje. Pewnie by bylo lepiej dla Nas, gdybysmy nie zaczeli wspolzycia, ale tak sie stalo. A teraz mnie pakujesz do jednego wora z gosciem, co chcial sobie kolejne panienki obskakiwac. I to jest fair?


Satine napisał/a:
Stań w prawdzie Martinie.

Tutaj ludzie przeżywają tragedie, ponieważ ich małżonkowie lekceważą święty sakrament małżeński i skazują współmałżonków na uczestniczenie w grzechu – muszą patrzeć na grzech, wiedzieć o nim, tłumaczyć dzieciom, myśleć itd.

Wy z Moniką ślubu nie mieliście, więc oboje popełniliście ten sam grzech – grzech cudzołóstwa.

Zobacz - tym samym sugerujesz, ze w Naszym przypadku to przeciez zadna tam tragedia bo slubu nie bylo, a jak wspolzyli, to czy z 10 czy w 1 zwiazku pare lat nie ma znaczenia? Oczywiscie, ze dramat niemal wszystkich osob na tym forum ma wymiar borykania sie z niszczeniem malzenstwa i lekcewazeniem laski Bozej. Problemami dzieci itd. Ale to nie znaczy, ze teraz do wora Ci co po slubie, a inni to nawet ich to nie powinno tu byc, bo tak odbieram Satine Twoja wypowiedz. Uwazam, ze kazdy tutaj ma swoj prywatny dramat. Podobny, ale swoj.


Satine napisał/a:
Fragment wypowiedzi jednej z Forumowiczek o ludziach z zasadami, którzy kochają prawdziwie i opierają się pokusom, odebrałeś do siebie. Napisałeś ze smutkiem: „Mam wrażenie, że niedługo wyginiemy.” Jakim prawem zaliczyłeś się do tego typu ludzi, jednocześnie „subtelnie” pokazując Monice, że ona już tego nie może zrobić?

Prawem osoby, ktora kochala i byla wierna na swoj ludzki sposob. Ale widze, ze w Twoim przekonaniu moje prawa sa zadne, nie bede sie klocic, moze sa.
Chodzilo mi o mnie bo czulem sie jak samotna.


Satine napisał/a:
Napisałeś: "Otoz chodzi mi o to, ze nawet nie bedac jeszcze po malzenstwie mozna miec zasady!! Mozna byc wiernym, a jak wiemy zdrada zaczyna sie zwykle od psychicznej."


Jakie masz zasady? Kogo kochasz prawdziwie? Oparłeś się pokusie?

Juz mowie. Oparlem sie pokusom. Jestem osoba, ktora miala wiele kolezanek, bo jakos zawsze sie ze mna dobrze dogadywaly. Kiedys dostalem propozycje dosc jednoznaczna, niemniej jasno i wyraznie ją odrzucilem. To uwazam za zasade.
Kogo kocham? Wiesz, to trudne pytanie. Gdy komentowalem wypowiedz samotnej chodzilo mi o moja walke wowczas z Monia o Nas, gdzie to ja staralem sie ratowac, a Ona nie chciala. Bylo to kilka miesiecy temu. Uwazalem, ze wyrazem mojej milosci, jest wlasnie ta walka niezaleznie od ponizen wowczas doznawanych. Teraz czasem sie czuje niezdolny do dobra, mimo, ze staram sie walczyc z takimi myslami.


Satine napisał/a:
W oczach Boga który związek był „lepszy” i ważniejszy – Twój z Moniką, czy tego drugiego mężczyzny z Moniką? Otóż zrozum, że oba były tak samo grzeszne!

No to rewelacyjne podsumowanie!! Czyli mam rozumiec, ze przed slubem nie jestesmy pelnowartosciowymi ludzmi, tylko robimy sobie "zabawe w zwiazek". Patrzac w ten sposob niewazne, czy ktos skacze po kilku dziewczynach miesiecznie, czy jest z jedna wiele lat, sa tyle samo warci. Sa?? Naprawde wg Ciebie to jest rownowazne?


Satine napisał/a:
Oboje zdradzaliście Pana Boga, łamiąc jedno z dziesięciu przykazań. Masz żal do M. za to, ze popełniła względem Ciebie grzech cudzołóstwa, chociaż sam ten grzech popełniłeś.
Uważasz się za kogoś ważniejszego od Boga? On może wybaczyć, ale Martin nigdy?

Sadze, raczej, ze bardzo daleko mi do doskonalosci Pana Boga, gdyz On umie wybaczyc synowi marnotrawnemu, ktory wraca i zaluje, a ja nie. Wiec tak, jestem zly i grzeszny, to fakt. Jestem slaby, bo nie umiem sobie poradzic i wybaczyc zarowno M. jak i samemu sobie (bo w kryzysie wiele zawinilem i wiem to). Ale ja kierowalem sie po ludzku rozumiana wiernoscia. A w moim odczuciu dla Ciebie to wiernosci poza malzenstwem wlasciwie nie ma. Poki brak sakramentu to nic sie nie liczy.


Satine napisał/a:
Pracuj nad sobą, bo Monika pięknie wróciła na prostą ścieżkę, natomiast Ty ciągle kluczysz gdzieś po ciemnych zakamarkach….

Wiem. Zdaje sobie sprawe, ze to teraz ja ciagne Nas w dol. Czy taka odpowiedz Cie satysfakcjonuje? Tak Satine, masz racje, klucze, bladze, nie umiem wybrnac z blednego kola, jestem niedoskonaly, wracam do tego co zrobila mimo, ze rani to Nas oboje, kraze w bolu i na razie staram sie robic tylko male kroki i mi nie wychodzi, a po M. widac piekna prace nad soba.


Satine napisał/a:
Zejdź na ziemię, przyjmij w pokorze prawdę o sobie i przestań się wywyższać, raniąc przy tym osobę, która czyta Twoje wypowiedzi. Myślisz, że nie widać w Twoich postach aluzji skierowanych do Moniki? Wiesz doskonale, że uczestniczy w forum i w wielu swoich postach – co wrażliwe i uważne oko wychwyci – wtykasz szpileczki. Karcisz ją.

Wtykam jeszcze czasem szpilki. Czasem podswiadomie, czasem z wlasnego bolu. Bynajmniej nie jest mi z tym faktem dobrze i przyjemnie. A jesli sprawiam wrazenie osoby wywyzszajacej sie, to przepraszam. Staralem sie solidaryzowac z samotna, czujac, ze ona byla wierna tak i ja. Ale patrzac na Twoja wypowiedz zastanawiam sie czy rzeczywiscie jest celowa obecnosc moja na tym forum, bo jesli wiecej osob podzielaloby taka opinie, to nigdy nie powinienem byl sie tutaj pojawic.


Satine napisał/a:
A za co? Czy Ty wystarczająco ukorzyłeś się przed Bogiem za swój grzech cudzołóstwa? Najwidoczniej nie, skoro nadal uważasz się za człowieka z zasadami i uczciwego, wiernego do bólu. Nie, Kolego, tak nie jest. I przyjmij to do wiadomości. Zastanawiałeś się, czy Monika po ślubie będzie warta zaufania, czy znowu nie zbłądzi…Siebie jesteś pewien? Skoro raz popełniłeś grzech cudzołóstwa (idę Twoim tokiem rozumowania), to skąd wiadomo, co będzie za 5-10 lat? W dodatku gorsze jeszcze od samego grzechu jest to – że Ty tak łatwo pogodziłeś się z tym, ze popełniłeś ten grzech i tak szybko wybieliłeś się w swoim mniemaniu, zabierając jednocześnie Monice prawo do tego samego. I że nie widzisz tutaj tego, że nie jesteś wcale w tej kwestii lepszy, mniej grzeszny…

Czyli jak mowilem wczesniej, dla Ciebie nie ma zadnego znaczenia po ludzku rozumiana "wiernosc". Bo i tak byl grzech wzgledem Pana Boga. Zgadza sie, ze fakt Naszego wspolzycia byl pozamalzenski. I to uwazasz sprawia, ze jestem osoba, ktora jakby zdradzila?
Czy jestem pewien siebie? Nie jestem. Kiedys bylem. Teraz nie, staram sie uznac, ze kazdy jest zdolny do wszystkiego, ale gwoli informacji:
BYLEM CZLOWIEKIEM Z ZASADAMI, UCZCIWYM WZGLEDEM M. I WIERNYM JEJ MIMO POPELNIONYCH GRZECHOW I BLEDOW.


Satine napisał/a:

No tak, bo Ty „tylko” zgrzeszyłeś przeciwko Panu Bogu, a Monika śmiała to zrobić także wobec Ciebie. Ty jesteś uczciwy, kochasz prawdziwie i opierasz się pokusom, a Monika nie.
Czyżby? Monika nie zeszła ze ścieżki małżeńskiej. Ona zeszła z jednej ścieżki grzesznej na drugą. Nie czujesz się za to odpowiedzialny, chociaż w jakimś stopniu?

Czuje sie odpowiedzialny przez to ze wspolzycie bylo, przez to, ze bylem ciezka osoba do wspolnego zycia. Kazdego dnia droga Satine, ktora teraz mnie tak osadzasz zastanawiam sie czy moglem byc dla Niej lepszy, jaki byl moj udzial w kryzysie, co moglem zrobic. Czasem pojawia sie taka dobra mysl, co moge robic teraz. Mimo, ze nadal siedze mocno w przeszlosci, to staram sie wyciagac wnioski. W moim wlasnym niestety wolnym i niedoskonalym tempie.


Satine napisał/a:

Nie rób z siebie ofiary, przynajmniej nie na tym forum, bo jednak Twoja sytuacja jest troszkę inna, niż zdradzanego małżonka sakramentalnego i – stosując nomenklaturę Nałoga – jesteś takim samym„popaprańcem” jak reszta zdradzaczy, który także powinien głęboko przemyśleć stan swojego ducha, wyznawane wartości i głębię swojej wiary w Pana Boga. A potem dopiero wymagać świętości od innych… Pamiętaj o kolejności – Bóg jest na pierwszym miejscu. Zapewne to jest źródłem tego, że nie potrafisz wybaczyć, zapomnieć, uznać prawa Moniki do słabości, do błędów. Zapewne, jeśli zrozumiesz, że POPEŁNIŁEŚ TEN SAM GRZECH, o wiele łatwiej przyjdzie Ci widzieć Monikę w roli swojej sakramentalnej żony – czego obojgu Wam życzę.

I w kolko macieju prawda? Czyli, ze przez fakt seksu przedmalzenskiego niewazne, czy bylem wierny czy nie, prawda?
No tak, bo mi zaraz powiesz, ze Panu Bogu nie.
Ale Monice bylem rozumiesz?
I tak, juz wielokrotnie mi podkreslilas, ze nie mam tu takich praw jak malzonkowie sakramentalni.
Dziekuje Ci bardzo Satine, bo przeciez bez sakramentu czlowiek zdradzony nie czuje sie ponizony, oszukany, bezwartosciowy. Nie moze czuc ruiny dotychczasowego zycia. NIC NIE MOZE?
Jakims sposobem po sakramentalnym "tak" nabieramy mozliwosci odczuwania, prawdziwej milosci, prawa do bolu i mowienia tego, ze jest sie wiernym?
Mam problem z wybaczaniem bo tez jestem "popaprancem", pewnie jak prawie kazdy do pewnego stopnia na forum, bo wynioslem problemy z domu, bo jestem surowy dla innych, ale tez strasznie dla siebie. Dlatego chodze na terapie i mimo, ze marnie i powoli mi idzie to staram sie isc.


Satine napisał/a:

Powtórzę jeszcze raz słowa: stań w prawdzie.

Z Panem Bogiem…

Wydaje mi sie, ze na tyle na ile umialem stanalem w prawdzie. Starajac sie pojmowac moja niedoskonalosc, ale broniac swoich racji.
W paru miejscach odpisalem dosc ostro, bo tez tak to czuje, ze zostalem sprowadzony do osoby, ktora nie ma zadnych wartosci.
Z Bogiem
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-17, 17:14   

Satine.
A Ty co? Wyrocznia jesteś? Czy ręka sprawiedliwości?

Zdrada jest zdradą, niezależnie od stanu cywilnego. Uważasz, że zdrada jest mniej szkodliwa i bolesna, gdy dotyczy osób nie związanych z Kościołem Katolickim? Że, jeśli nie ma ślubu kościelnego, a składa się jakieś przyrzeczenie, to można bezkarnie je łamać?
Bardzo wygodne. I takie ...... życiowe, takie ..... nowoczesne.
Według takiego podejścia, każdego można zdradzić, i przyjaciela, i matkę, i dziecko - bo przecież nie ma sakremantu?
Żeby było jasne: nie pochwalm życia w grzechu. I pożycia seksulanego przed ślubem czy też w cywilnych związkach też nie.
Pozdrawiam.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 8