Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
juz nie potrafie...dzis zabrano mi wszystko....
Autor Wiadomość
kangoo
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-26, 18:09   

ja wiem ze jest jakis ukryty sens tego cierpienia i wierze ze pan wie co dobre,powoli godze sie ze tak sie stalo,wierze ze wszystko sie ulozy ...Pan pomaga ratowac malzenstwa,dlatego zawierzam to Jemu...a narazie staram sie zajac soba i swoja relacja z Nim...biore to co Bog mi da...niektorzy mowia ze to chciejstwo,bo chce aby maz wrocil...tak chce,ale nie tak o z bukietem kwiatow i przepraszam...to cierpienie mnie uczy teraz wiem jak chce aby wygladalo moje malzenstwo...i tylko takiego chce....Bog i my...
 
     
cierpliwy
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-26, 18:41   

Kangoo każde cierpienie ma sens,każdy kryzys ma sens,każde roztanie ma sens.

Wazne by tylko wyciagnąc z tego wnioski,wazne by stac sie dorosłym,wazne by zrozumiec swa istotę,wazne by zrozumiec potrzeby innego,wazne by zrozumiec swe dobre i złe strony.

Piszesz chciejstwo???

choć nieraz trzeba sie uczyc czegoś nowego,nieraz nowego zycia -kazdy z nas ma w sobie to chciejstwo,silna wiare w uzdrawianie Boga,nadzieję jakiej nieraz resztki zostały.

Kazdy!!!
-i mimo ze Ja sam stąpam juz mocno po ziemi,że czuje siłę,że osiągnołem tak wiele -nieraz sam łapie sie na tej niespójności.

Bo wciąż gdzies tam na dnie marze że żona wreszcie wybaczy,zobaczy ze jestem juz innym-nowym facetem i zezwoli na powrót do rodziny.

Tak to chciejstwo.........
Ale wiem też że to musi sama dojrzec i zrozumieć,a nade wszystko sama chcieć

a co Ja???
-a we mnie jest
zrozumienie że tego nie potrafi
i jest to dla niej samej trudne.

pozdrawiam i życze kangoo zrozumienia.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 11:59   

Kangoo, wszystkiego dobrego po świętach ! Widzisz, przeżyłaś !! Zawsze jakoś będzie gdy w naszym sercu mieszka Bóg !! Pozdro!! EL.
Ostatnio zmieniony przez EL. 2009-12-28, 12:19, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
marzena0711
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 12:02   

Mąż pracuje na wyjeździe, w tygodniu nie ma go w naszym mieście.Ja już niedługo wyjeżdzam więc nie bedzie mnie w domu.
Ostatnio chodzi mi po głowie że mogła bym zaproponowac mężowi by w soboty i niedziele mieszkał w naszym domu.Mógłby spedzać czs z dziecmi.Nie wiem czy to dobry pomysł.
Co wy o tym myślicie.czy wogóle powinnam to proponować?
 
     
kangoo
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 13:25   

EL. napisał/a:
Zawsze jakoś będzie gdy w naszym sercu mieszka Bóg
wiesz El,tobyly najsmutniejsze swieta w moim zyciu i gdyby nie moi skypowi przyjaciele, to do teraz bym trwala w ciemnosciach...zawsze jakos bedzie...wiesz nie chce aby bylo jakos,chce aby bylo dobrze i prosze nie piszcie ze to znow chciejstwo,bo jak cierpliwy zauwazyl kazdy z nas ma chciejstwo w sobie...a ja chcialaym aby nie bylo jakos ale dobrze.......
 
     
landis85
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 13:34   

hej kangusiu!

kazdy z nas chce zeby bylo dobrze, ale na dzien dzisiejszy trzeba przyjac rzeczywistosc taka jaka jest

bylas u tesciow na swietach? zlozyliscie sobie zyczenia?
a maz?
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 13:52   

Kangoo, pewnie , niech będzie dobrze....ba....bardzo dobrze i nawet super !!! Niech tak będzie zawsze !!
Tylko, czy my potrafimy cieszyć się najpierw w tego małego czegoś co mamy ?? Że jesteśmy zdrowi, że mamy pracę, że jakoś tam ...codziennie do przodu !

Koleżanka mówi - u mnie było fajnie, ale mogło być lepiej !!
Jak lepiej ?? Była z całą rodziną, wszyscy zdrowi, szczęśliwi.....pytam, czego Jej brakuje ?
A Ona, że chce mieć proste włosy, bo ma loczki !
Ech......

Kangoo, jakoś tam, tzn dobrze , bardzo dobrze i super !! Tylko co to dla nas znaczy ??
Pewnie, że chciej i staraj się, żeby Twoje życie było najlepsze ! I ja też się staram !! Pozdro!! EL.
 
     
kangoo
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-29, 10:38   

staram sie myslec pozytywnie,dziekuje Bogu za kolejny dzien....ale powiemm szczerze,jest ciezko....kolejne klamstwa....choc wigilijny wieczor minal w placzu i smutku to bylam w nadzieji,ale kolejne klamstwo i kolejny cios....musze sie nauczyc przemieniac te ciosy,jeszcze dluga doga przede mna....teraz staram sie skupic na kilku modlitwach,nie klepac tych wszystkich nowenn,ktorych nie zawsze rozumiemy,a mowimy bo tak trzeba albo ze obietnice...teraz skupiam sie na kilku i oddaje sie im calkowicie...kazdego dnia odbudowywuje swoja relacje z Panem...ucze sie Mu zawierzac,nie tylko klepac i paplac...wierze ze Pan wszystko przemieni.......

[ Dodano: 2009-12-29, 22:28 ]
p.s .prosze o modlitwe za dziadka Glondi,ktory ma operacje serca...Boze miej go w opiece,dodaj sily...
 
     
Danka 9
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 17:13   

kangoo, dolaczam do omadlanych :)

z modlitwa jest tak, ze przede wszyskich wazne jest sluchac, adorwac, sluchac co Pan Bog mowi przez Pismo sw do nas

a prosic, czy mowic nowenny tez wazne ale wiesz juz ze to nie wszystko
sciskam
 
     
kangoo
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-02, 22:29   

bedac na mszy swietej dziekczynnej za ten rok,poczulam bliskosc Boga.pomimo calego cierpienia umialam podziekowac Mu za to co mnie spotkalo,gdy przyjelam Go do swego serca poplynely mi lzy,i pragnienie Panie jak bardzo pragne cie kochac jeszcze bardziej jeszcze mocniej ,tak nie doskonala jeszcze jestem...i choc nie raz jeszcze upadne to Ciebie poprosze Jezu ratuj....Panie przemieniaj serce moje w gorejace ognisko milosci do Ciebie,przemieniaj serce mojego meza aby poczul choc troche i zapragnal pokochac Ciebie...tak jaki ja pragne...Panie ocal nasze malzenstwo i pozostan miedzy nami abysmy z Toba cieszyli sie i radowali w Tobie....

[ Dodano: 2010-01-03, 11:37 ]
przeczytalam to u dominikanow,warto sie zastanowic nad tym

ZNALESC WOLE BOZA

Słyszymy nieraz, że Bóg ma dla nas wspaniały plan, że w tym planie możemy odnaleźć nasze szczęście. Zapewne stwierdzenia te zawierają sporo prawdy, jednak w bardzo różny sposób możemy je rozumieć. Sądzę, że ów plan jest jak nasienie, które Bóg rzuca na glebę naszej wolności. Z różnych przyczyn rzucamy je często z powrotem w Bożą stronę, żywiąc przekonanie, że plan jest w Nim, a nie w nas, i z pomocą stałych spowiedników, czasem latami, analizujemy nasze życie, a w jego trzeciej dekadzie – pomimo tej mozolnej pracy – nie mamy podjętych żadnych życiowych decyzji, gdyż nadal rozeznajemy wolę Bożą. Pozwoliłem sobie na odrobinę ironii, bo myślę, że znaczna część takich przypadków jest – zazwyczaj nieświadomą – ucieczką od wolności i dorosłości, w dodatku wspieraną – niestety również nieświadomie – przez duszpasterzy. A wtedy potrzebna jest pomoc terapeutyczna. Wcześnie udzielona mogłaby zaoszczędzić wielu osobom zmarnowanego czasu i cierpienia, jak również nie trzymałaby ich w swoistym złudzeniu, że z ust spowiednika usłyszą jakąś złotą radę. Bo nawet jeśli ją usłyszą, nie zawsze są gotowi wdrożyć ją w życie i tym samym wracają do punktu wyjścia. Podobnie jest w sytuacji, gdy takim osobom krzyżują się (nieprzypadkowo używam tego słowa) plany. Wówczas, przynajmniej w skrytości serca, widzą, Kto za to odpowiada. Swoje pretensje ubierają w rzekomą pokorę i na nowo szukają ze spowiednikiem woli Bożej. Tak więc różnie sobie radzimy z odczytywaniem i wdrażaniem w życie Bożych planów. Poniżej przedstawiam jeden z nich. Jest to fragment wypowiedzi na forum internetowym pewnej szkoły ewangelizacji. Tekst ma tytuł „Bóg ma dla nas lepszy plan”:

Pewnego razu, na wzgórzu, rosły sobie trzy drzewa. Rozmawiały one o swoich marzeniach i nadziejach, kiedy pierwsze z nich powiedziało: „Mam nadzieje, że pewnego dnia będę skrzynią, w której trzymane będą klejnoty. Będę wypełnione złotem, srebrem i cennymi klejnotami. Będę mogło być ozdobione rozmaitymi rzeźbami i każdy będzie mógł zobaczyć moje piękno”.

Wtedy drugie drzewo powiedziało: „Może pewnego dnia stanę się potężnym statkiem. Uniosę na swym pokładzie króla i królową i popłyniemy poprzez szerokie wody aż na krańce świata. I każdy będzie czuł się bezpiecznie, z powodu solidności kadłuba, który ze mnie będzie zbudowany”.

W końcu trzecie drzewo powiedziało: „Chce rosnąć, aby być najwyższe i najbardziej proste w całym lesie. Ludzie zobaczą mnie na szczycie wzgórza i będą spoglądać na moje gałęzie, i myśleć o niebie i o Bogu i o tym, jak blisko Jego jestem. Ja będę największym drzewem wszech czasów i ludzie zawsze będą o mnie pamiętać”.

Po kilku latach modlitwy o to, aby ich marzenia się spełniły, grupa drwali natknęła się na nie. Kiedy jeden drwal zbliżył się do pierwszego drzewa, odrzekł: „To tutaj wygląda na mocne, silne drzewo, wydaje mi się, że będę mógł sprzedać je stolarzowi” i zaczął je ścinać. Drzewo było szczęśliwe, ponieważ wiedziało, że stolarz zrobi z niego piękną skrzynię. Przy drugim drwal powiedział: „To drzewo również wygląda na mocne, powinienem je sprzedać do stoczni” i drugie drzewo również było szczęśliwe, bo wiedziało, że jest to dla niego możliwość stania się potężnym statkiem. Kiedy drwal podszedł do trzeciego drzewa, drzewo było przerażone, gdyż wiedziało, że jeżeli zostanie ścięte, jego marzenia się nie spełnią. Jeden z drwali postanowił sobie je zabrać. Wkrótce po przybyciu do stolarza, z pierwszego drzewa zostały zrobione karmniki, koryta i żłoby dla zwierząt. Zostało więc postawione w stodole i wypełnione sianem. To wcale nie było to, o co drzewo się modliło. Drugie drzewo zostało pocięte i zrobiono z niego małą łódkę rybacką. Skończyły się jego sny o staniu się potężnym statkiem i braniu na swój pokład koronowanych głów. Trzecie z nich zostało pocięte na wielkie belki i pozostawione w ciemności.

Lata mijały i drzewa zapomniały już o swoich marzeniach. Pewnego dnia mężczyzna i kobieta weszli do szopki. Kobieta urodziła i położyła niemowlę na sianie, wypełniającym żłobek zrobiony z pierwszego drzewa. Drzewo mogło odczuć powagę tego wydarzenia i wiedziało, że nosi największy skarb wszech czasów. Minęło nieco lat. Grupa ludzi wybrała się na połów w łódce zrobionej z drugiego drzewa. Jeden z nich był bardzo zmęczony i ułożył się do snu. Kiedy wypłynęli na szerokie wody, zerwała się burza i drzewo pomyślało, że nie będzie wystarczająco silne, aby zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Mężczyźni obudzili śpiącego, a on wstał i powiedział „Pokój!”, a wtedy burza ustała. Wtedy już drzewo wiedziało, że ma na swoim pokładzie Króla królów. W końcu przyszedł ktoś i zabrał trzecie drzewo. Było niesione ulicami, tłum zaś kpił z człowieka, który je niósł. Kiedy się zatrzymali, człowiek ten został przybity gwoździami do drzewa i podniesiony, aby umierać na szczycie wzgórza. Kiedy nadeszła niedziela, drzewo zrozumiało, że było wystarczająco silne, aby stać na szczycie wzgórza i być tak blisko Boga jak tylko możliwe, ponieważ to na nim został ukrzyżowany Jezus.

Morał tej historii jest taki, że kiedy wydaje ci się, że wszystko idzie nie po twojej myśli, zawsze wiedz, że Bóg ma dla ciebie pewien plan. Jeśli Mu zaufasz, obdarzy cię hojnie. Każde z drzew otrzymało to, o co prosiło, ale nie w sposób, w jaki to sobie wyobrażało. My nigdy nie wiemy, jakie są plany Boga wobec nas. Wiemy tylko, że Jego drogi nie są naszymi drogami, ale Jego drogi są zawsze najlepsze.

A może ty też doświadczyłaś/łeś tego, że Bóg spełnił twoją prośbę, ale nie w taki sposób jak się spodziewałaś/łeś? Może doświadczyłaś/łeś, że Jego plan jest lepszy?


Zastanawiam się jak zareagowałaby na to opowiadanie przedstawiona w poniższym przykładzie kobieta, która przychodzi do duszpasterza z podobnym problemem.

Mając doświadczenie spowiednika i terapeuty, chciałbym przytoczyć hipotetyczną rozmowę podczas spowiedzi i w ten sposób pokazać, że problem tkwi nieraz zupełnie gdzie indziej, niż na pierwszy rzut oka jesteśmy skłonni sądzić.

40-letnia, zadbana kobieta. Drżącym, niepewnym głosem zaczyna:

Penitentka: Ja właściwie nie wiem, czy chciałabym się wyspowiadać. Chciałabym bardziej o coś spytać. Chociaż może jeśli okaże się, że grzeszę, to wtedy też bym się wyspowiadała. Dobrze?

Duszpasterz: Hmm… a co panią tutaj sprowadza?

P: Moja sytuacja małżeńska. Nie wiem, co Bóg chce mi przez nią powiedzieć. On chyba zmienił wobec mnie swoje plany i ja chciałabym się ojca zapytać, co mam zrobić.

D: W jakiej sprawie?

P: Bo mój mąż odnalazł na naszej-klasie dawną przyjaciółkę ze studiów i okazało się, że ona mieszka w tym samym mieście co my, i oni umówili się na spotkanie. To było ponad rok temu. Oczywiście mąż powiedział mi o wszystkim i nie miałam nic przeciwko temu. Jednak te spotkania stały się dość częste. Mąż po nich jest jakiś zmieniony. Powiedziałabym, że jest wręcz w euforycznym stanie. Choć teraz to ukrywa przede mną, że się z nią spotyka, bo mówi mi, że moja zazdrość jest chora. Pomimo że kilka miesięcy temu, zupełnie przypadkowo, zobaczyłam w komórce męża sms-a, który się wyświetlił w momencie przyjścia. Nawet nie musiałam go otwierać całego, żeby po przeczytaniu fragmentu jasno zobaczyć, co się dzieje między nimi. On oczywiście unikał jakiejkolwiek rozmowy na ten temat. Mamy dwie córeczki. Jedna ma 10 lat, a druga ma 2 latka. Małżeństwem jesteśmy od 15 lat. I wszystko układało się naprawdę dobrze do momentu tej nowej przyjaźni męża.

D: Hmm, a czego pani oczekuje tutaj, ode mnie?

P: Chciałabym, żeby ojciec mi powiedział, co powinnam zrobić.

D: Pyta się mnie pani jak eksperta od pani życia. A kto tu z nas dwojga powinien być ekspertem od pani życia?

Cisza.

(...)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 8