Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
JAK PRZEBACZYĆ PO ZDRADZIE?
Autor Wiadomość
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-22, 18:37   

EL. napisał/a:
Wito..nie szukaj w żonie,....szukaj w sobie

EL.
Może już dość tego nawoływania : zmieniaj siebie? Nie uważasz że przychodzi wreszcie czas realne spojrzenie?
Wiem że cokolwiek nie zrobię, i tak będzie źle. Bo ja to ja, a mąz to mąż. I jemu nie chodzi o moje zmiany tylko o jego sposób na życie - nie ze mną, tylko z kimś innym. I nie moja osoba jest przyczyną takiego a nie innego uczynku szanownego męża, tylko jego model życia. Więc teksty "zmieniaj siebie" są zupełnie bez sensu, bo chodzi zupełnie o inne sprawy.
Myślę że Witek zrobił co mógł. A jeśli szuka nawet wokół żony, chociaż ja bym tego nie nazwała szukaniem, a raczej informacją dla czytających, dla rozmówców, widocznie ma rację - bo nie on rozwalił tylko ona. On, Witek , pnosi konsekwencje - ma rozwalone życie, rozwaloną psychikę i pewnie inne problemy o których nam się nawet nie śniło.
Może nie "zmieniaj siebie" tylko po prostu: zacznij szukać spokoju, zrób coś dla siebie, wycisz się. A my pomożemy, nie będziemy pouczać tylko wesprzemy choćby dobrym słowem i pokażemy, że jesteś nam bliski/bliska taki właśnie jaki jesteś, że akceptujemy Cię właśnie takim/taką.

Się zgadzam z tym, że przysięga małżeńska to też i postawa. Ale nie zacznę dyskusji na temat: jak realizować tę przysięgę w nowej sytacji. :mrgreen:

Pozdrawiam.
elzd
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-22, 19:28   

Zmieniaj siebie............Owszem, zmieniłam się - najpierw na korzyść. Stałam się niemal ideałem :) A teraz co? Teraz, po rozwodzie staję się coraz bardziej zgorzkniała. I tak - zazdroszczę tym, którym udało się, którym zmiana przyniosła powrót męża. Ja juz nie mam na co liczyć - memu męzowi na poczatku roku urodził się syn. I mnie to jeszcze bardziej przygnębiło - bo to mogło byc nasze dziecko.

Zauważyłam, że wiele osób tu, na Forum, widzi świat jedynie ze swojej perspektywy. Jak ja mam wmawiać sobie, że moje małżeństwo jest do uratowania, kiedy mój mąż stworzył sobie nowa rodzinę, kiedy jest taki szczęśliwy, kiedy mu wszystko się udaje, wszyscy mu sprzyjają. I co z tego, że moje zycie uczynił piekłem - to tylko moje zycie - jednej osoby, która staje się coraz bardziej smutna, zamknieta w sobie. Bo ja nie potrafię cieszyć się z rozwodu. To tak boli i nie sądzę, żebym kiedyś o tym wszystkim zapomniała.

Zosiu, jak Ty z tym radzisz? Jak udało Ci się oderwać od tego wszystkiego?
 
     
Monika36
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-22, 21:20   

wanboma napisał/a:
Zmieniaj siebie............Owszem, zmieniłam się - najpierw na korzyść. Zauważyłam, że wiele osób tu, na Forum, widzi świat jedynie ze swojej perspektywy. Jak ja mam wmawiać sobie, że moje małżeństwo jest do uratowania, kiedy mój mąż stworzył sobie nowa rodzinę, kiedy jest taki szczęśliwy .
Zosiu, jak Ty z tym radzisz? Jak udało Ci się oderwać od tego wszystkiego?


Czytam to forum od dawna. Rzeczywiście są tu na forum cztery różne przypadki.
Każda z tych osób ma rację.
1.Owszem , gdy mąż zdecydowanie nie wyprowadzi się do kochanki , mieszka nadal w domu, jest kryzys - to zmiana siebie spowoduje , że on się w końcu obudzi ze snu i zacznie żyć dalej z żoną. Choćby nawet chciał rozstania, to nie potrafi opuścić rodziny.
2. Gdy bardzo szybko zamieszka z kochanką, zostawi rodzinę , to nic nie da przemiana. Mąż już jest zdecydowany na nową rodzinę.A ewentualna przemiana żony uspokoi wyłącznie jego sumienie.
3. Są sytuacje, gdy mąż ma nową rodzinę, a my nie możemy tego zaakceptować .
4. Ostatnia sytuacja, gdy żona potrafi się pozbierać po odejściu męża i dobrze sobie radzi, nie rozdrapując ran.
Nie da się tych 4 przypadków wrzucić do jednego worka. A Pan Bóg uzdrawia wszystkich tylko w inny sposób , w zależności od sytuacji danego przypadku. Wzmacnia , wycisza i pomaga dalej żyć.
 
     
martin
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-22, 21:38   

elzd1 napisał/a:
EL. napisał/a:
Wito..nie szukaj w żonie,....szukaj w sobie

EL.
Może już dość tego nawoływania : zmieniaj siebie? Nie uważasz że przychodzi wreszcie czas realne spojrzenie?

Uwazam elzd1, ze niepotrzebnie krytykujesz EL
Sadze, ze zawsze warto mowic "udoskonalaj i zmieniaj siebie".
Bo przeciez mamy wzrastac, stawac sie lepszymi i bardziej swiadomymi.


elzd1 napisał/a:

Wiem że cokolwiek nie zrobię, i tak będzie źle.

Jesli tak zalozysz z gory to oczywiscie, ze bedzie.
I moze z punktu widzenia Twojego meza to przejdzie niezauwazone, ale tez moze Tobie samej przynosic satysfakcje zmienianie siebie.


elzd1 napisał/a:

I nie moja osoba jest przyczyną takiego a nie innego uczynku szanownego męża, tylko jego model życia. Więc teksty "zmieniaj siebie" są zupełnie bez sensu, bo chodzi zupełnie o inne sprawy.

I znowu popularny fragment, bedacy przedmiotem wielokrotnych dyskusji na forum.
W przypadku kryzysu nie znam przypadku, gdy winna bylaby tylko i wylacznie jedna strona. Oczywiscie, za czyny swoje wlasne odpowiada Twoj maz, ale tez zawsze nalezy pamietac o biblijnej drzazdze i belce.


elzd1 napisał/a:

Może nie "zmieniaj siebie" tylko po prostu: zacznij szukać spokoju, zrób coś dla siebie, wycisz się.

Moim zdaniem to nic innego, jak "zmieniaj siebie".

Jestesmy tutaj - poranieni, cierpiacy, a niektorzy altruistycznie pomagajacy.
Kazdy ma inna droge, ale tez warto starac sie zrozumiec innych.
 
     
wito
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-22, 22:16   

elzd1 napisał/a:
Myślę że Witek zrobił co mógł. A jeśli szuka nawet wokół żony, chociaż ja bym tego nie nazwała szukaniem, a raczej informacją dla czytających, dla rozmówców, widocznie ma rację - bo nie on rozwalił tylko ona. On, Witek , pnosi konsekwencje - ma rozwalone życie, rozwaloną psychikę i pewnie inne problemy o których nam się nawet nie śniło.

elzd - trafiłaś.
tematem dyskusji, jest wybaczenie - chciałem właśnie podzielić się swoimi w tej kwestii doświadczeniami, bo są one na przestrzeni kilkunastu lat zdecydowanie różne, różne są okoliczności w których życie mnie postawiło.
szczerze napisałem, że nie mam już siły ratować małżeństwa i nie mam zamiaru przyjmować kogoś, kto drwi sobie z wierności z rodziny.
A tu niektórzy nie mogą pojąc że można nie chcieć być dalej krzywdzonym, na siłę wmawiają że każde małżeństwo jest do uratowania (zaprzecza temu chociażby ilość osób, które tak jak ty nie wyrażając zgody rozwiodły się czyli ich małżeństwa nie istnieją).
martin napisał/a:
Oczywiscie, za czyny swoje wlasne odpowiada Twoj maz, ale tez zawsze nalezy pamietac o biblijnej drzazdze i belce.

a to rozumiem tak - Elzd porzucenie rodziny przez Twojego męża jest drzazgą a Ty belki nie widzisz w swoim oku, nie widzisz całego kubika metrówek...
oczywiście - nie ma ludzi bez winy ale porównując przesoloną zupę do czegoś co przezywa większość porzuconych ludzi na forum to jest relatywizm moralny, tak można usprawiedliwić każde świństwo.
 
     
Małgosia
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-22, 23:06   

No muszę się włączyć - sęk w tym, żebyśmy nie porównywali win naszego współmałżonka i naszych.
Kazdy ma swoje winy i sam za nie odpowiada. Mąż elzd ma swoje winy i będzie za nie odpowiadał, żona wita ma swoje winy - i na pewno będziemy wszyscy rozliczeni.
Tylko nie ważmy (wito!), czyja jest belka, a czyja drzazga.
Zostawmy to Panu Bogu. On widzi nasze serca, widzi gotowość do przebaczenia, do pojednania, widzi też nieprzebaczenie, pamiętliwość, chowanie urazy....
On będzie ważył.
Problem jest w tym, że dopóki wskazujemy palcem na innych - nie bierzemy pełnej odpowiedzialności za swoje życie. I kęcimy sie w kółko. I stoimy w miejscu. I rośnie w nas żal...
Tu mały cytacik, który dzisiaj mi sie spodobał:
Cytat:
Ze wszystkich części ciała najbardziej trzeba czuwać nad palcem wskazującym - mówi laureat nagrody Nobla, wielki rosyjski poeta, Josif Brodski - ponieważ tak lubi wytykać winy.

i dalej:
Cytat:
Niezależnie od nędzy swojego położenia proszę nie winić niczego ani nikogo - historii, państwa, zwierzchników, rasy, rodziców, fazy księżyca, dzieciństwa, treningu czystości itp. Repertuar jest tyleż obszerny, co nudny, już więc jego obszerność i nuda powinny dostatecznie odstręczyć rozumną istotę od czerpania z niego. Z chwilą, gdy obarczamy coś lub kogoś winą, podważamy własną determinację do zmian. (...) W końcu status ofiary ma swoje uroki. Zjednuje współczucie, zaskarbia podziw" całych narodów, kontynentów, jak również pojedynczego człowieka.


tyle poeta. A dalej o. Augustyn:
Cytat:
Proces uzdrowienia wewnętrznego rozpoczyna się w momencie, kiedy świadomie i dobrowolnie rezygnujemy ze statusu ofiary, z użalania się nad sobą i z wiecznego płakania nad własnym nieszczęściem. "Ze wszystkich części ciała najbardziej trzeba czuwać nad palcem wskazującym, ponieważ ponieważ tak lubi wytykać winy."

Wytykanie ludziom ich winy jest znakiem, że nie przyjęliśmy jeszcze pełnej odpowiedzialności za nasze życie. Jeżeli ktoś z nas jest nieszczęśliwy, to przede wszystkim nie dlatego, iż został skrzywdzony, ale dlatego, iż nie chciał wziąć pełnej odpowiedzialności za takie życie - takie, jakie ono jest w danej chwili, niezależnie od zranień, krzywd i ciężkich warunków, w jakich żyliśmy i żyjemy.

Prośmy Boga, byśmy umieli zdemaskować złe używanie palca wskazującego. Pytajmy siebie: Kogo i za co czynię winnym? Dlaczego? Czy nie przerzucam odpowiedzialności za moje nieszczęście na bliźniego? Pytajmy też siebie: Czy w życiu nie przyjmujemy statusu ofiary?


Wiem, że wsadzam kij w mrowisko.
Wiem, że to przyjęcie odpowiedzialności jest bardzo trudne. Bolesne. Że rodzi okropny bunt.
Ale bez tego nie ruszymy dalej.
Nie przezwyciężymy naszego smutku, braku nadziei, siły, pokoju....

Elzd - no przecież to pierwszy krok :mrgreen:

Wanboma - już chyba dwa lub trzy lata temu pytałam Cię, dlaczego w każdym twoim poście jest - maż do mnie nie wróci, mojego małżeństwa nie da się uratować. W każdym poście. Możesz nie odpowiadać, ale to naprawdę zastanawia.
Nawet jeśli tak myślisz, a wiele osób tak myśli, to dlaczego piszesz o tym za każdym razem?
Wanboma - już tak dawno jesteś na forum - przyjedź kiedyś na nasze rekolekcje.
Wypij z nami herbatkę w kuchni późną nocą , pogadaj. Bardzo chciałabym Cie poznać.

Wito - no zostaw już winy żony. Pan Bóg będzie ją rozliczał. Nikt tutaj nigdy nie powiedział, że ona jest bez winy, nikt nie relatywizuje - tylko dlaczego ja mam wypowiadać się o winach kobiety, której na oczy nie widziałam, nie rozmawiałam.
Rozmawiamy między sobą i o sobie.
O tym, jak możemy sobie pomóc

Uff, ale sie napisałam
caułki dla wszystkich (no zaczynam tak jak EL :-P )
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-22, 23:15   

Martin. Nie krytykuję EL. Nikogo nie krytykuję. Po prostu bez przerwy słyszę i czytam "zmieniaj siebie" - czasem bez sensu wtrącone, niezależnie od sytuacji i okoliczności.
Pewnie niedługo i w lodówce zacznę znajdować te napisy.

martin napisał/a:
elzd1 napisał/a:
Wiem że cokolwiek nie zrobię, i tak będzie źle.
Jesli tak zalozysz z gory to oczywiscie, ze bedzie.

Masz rację - nie będzie źle. To mój mąż tak odbierze. To dotyczy wszystkich mężów/żon, którzy postanowili odejść, zdradzić, wziąć rozwód. Oni chyba muszą tak widzieć, tak odbierać, żeby mieć powód, pretekst do swoich czynów.
Bo taka osoba jest w amoku, jakimś dzikim szale - nie wiem, jest to nienaturalne zachowanie - że wszystko widzi inaczej. O to mi chodziło.
Nie o moje zachowane, bo to widzę, wbrew temu co może inni sądzą.
W tym sensie mówię, że wołanie "zmieniaj siebie" jest bez sensu.

martin napisał/a:
elzd1 napisał/a:
Może nie "zmieniaj siebie" tylko po prostu: zacznij szukać spokoju, zrób coś dla siebie, wycisz się.
Moim zdaniem to nic innego, jak "zmieniaj siebie".

Absolutnie dla mnie to są dwie inne rzeczywistości.

Monika36 dokonała jakiegoś rozłożenia problemów. I dobrze, wyjaśniła to, czego ja ne umiałam: że trzeba zobaczyć różnice między kazdą sytaucją.

wito napisał/a:
ilość osób, które tak jak ty nie wyrażając zgody rozwiodły się czyli ich małżeństwa nie istnieją).

Witek. Ja się nie rozwiodłam. To mnie rozwiedziono wbrew mojej woli :evil:
Ale to prawda, ilość rozwodów jest przerażająca. O powrotach rzadko słyszę. To co się czasem czytan na forum jest kropelką w oceanie nieszczęść.

wito napisał/a:
oczywiście - nie ma ludzi bez winy ale porównując przesoloną zupę do czegoś co przezywa większość porzuconych ludzi na forum to jest relatywizm moralny, tak można usprawiedliwić każde świństwo.

I wracamy do tematu "przerzucanie winy".
Można i tak, jeśli to komuś pomoże. Mnie już tylko doprowadza do rozpaczy ślepota niektórych.
Mam swoje stałe powiedzenie:
Nie odpowiadamy tylko za: gradobicie, trzęsienie ziemi i koklusz.
Wojnę w Iraku moja psycholog też mi przypisała swogo czasu.
Jak się ktoś upiera, to winę znajdzie. Tak, jakby o to właśnie chodziło: wskazać winnego.

A w ogóle to nie wiem skąd się wzięło, że zwykła rozmowa, wymiana zdan, doświadczeń - jest traktowana zaraz jak ocenianie, szukanie winnego czy zrzucanie odpowiedzialności. Pisze się o faktach, a często zaraz są przypisywane jakieś intencje.

Dobrej nocy.
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-23, 00:44   

Elzd...zmieniaj siebie DLA SIEBIE...jak najbardziej....z realnym spojrzeniem na życie...i z Bogiem

Może nie "zmieniaj siebie" tylko po prostu: zacznij szukać spokoju, zrób coś dla siebie, wycisz się
Tak Elu....w sytyacji Wita i wielu innych na tym forum...zmieniaj siebie, to własnie znaczy!!!
Zostaw żone , męża...bo na niego nie masz wiekszego wpływu...zyj dla siebie NAJPIĘKNIEJ jak potarfisz...

Wanbomo....stałaś się ideałem dla mężczyzny.... nie dla siebie...a to sie nie sprawdza

Martin....
I znowu popularny fragment, bedacy przedmiotem wielokrotnych dyskusji na forum.
W przypadku kryzysu nie znam przypadku, gdy winna bylaby tylko i wylacznie jedna strona. Oczywiscie, za czyny swoje wlasne odpowiada Twoj maz, ale tez zawsze nalezy pamietac o biblijnej drzazdze i belce.

.....za kryzys odpowiadają obie strony, choć niekoniecznie w jednakowym stopniu, za zdrade odpowiedzialny jest zdradzający.....wolna wola człowieka.

Kiedy żona/mąż mnie nie rozumie....czuje się źle...MAM WYBÓR ....stawiam sprawe jasno....mówię co boli i co mi nie pasuje, pytam co ja robię źle, staram sie rozwiazć problem WSPÓLNIE.....nie szukam ukojenia, zaspokojenia czy rozwiazania swoich problemow w ramionach innej/innego.... jestem dorosla, mam swoj rozum i co najwazniejsze WARTOŚCI.
Jeśli nie....no cóż...mówi samo przez się.

Najwazniejsze!!!..... nie pani czy pan X z forum,tylko jeden sam Pan Bóg wie co dla nas najlepsze.
Jeśli wspołdzialamy z NIM... możemy spać spokojnie.
Dobranoc
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-23, 08:10   

Pod tekstem Małgosi podpisuję się wszystkim czym potrafię się podpisać !!

Dlaczego nawoływnie zmiany siebie ma być równe z przyjęciem winy ? Coś xle zrozumialam ?

Wito...kręcisz sie wokół zony...czuję w Twoich postach ciągłą pretensje do Niej.
A ja nie chcę nikogo osądzać...ani winy udowadniać...ani o winie słyszeć. Ona winna....On winny....Nic mnie to nie obchodzi...

Wito , Elzd, Wanbomo - przemiana siebie TO CISZA I RADOŚĆ W SERCU = DLA SIEBIE !
Już to osiągnęliście ? Bo ja ciągle i ciągle i ciągle szukam....i mam to juz w zasięgu ręki , serca...a jutro nowy dzień i podążam od nowa i każdego dnia sie staram, przemieniam , rozwijam....i końca nie będzie !

Obserwując Norberta i Jego słuchając mam wrażenie, że to juz przemieniony Anioł....a jak tu wpada Jego zona, to sie okazauje, że to nieprawda ( jeszcze). Norbertowi sie wydaje, że juz prawie ok....a okazuje sie, że jeszcze Mu sporo do świętości.....a my mamy dążyć do świętości poprzez swoją przemianę. Norbi sie stara !! Już o żonie xle nie mówi ! I juz zaczyna słyszeć, co Ona do Niego mówi . Juz słyszy, że On sam nie jest jeszcze doskonały .

Zmieniac siebie może być tez równoznaczne - nie rzucać kamieniem w blixniego. I nie chodzi tu o przyjmowanie winy na siebie...ale raczej zostawienie tej drugiej osoby w spokoju !
Co nie znaczy Wanbomo, że zgodzenie się, pogodzenie się, rezygnacja i w koncu depresja !
Dlaczego sie poddajesz ? Czy ktoś Ci zabrania kochac swojego męża cała sobą ?? Czy MIŁOŚć to - mieć go ( męża/zonę) na wyciągnięcie ręki ?

MIłOŚĆ to życznie mu/jej szczęscia . Czy my potrafimy mężowi/żonie która odeszła, zdradziła życzyć szczęścia, błogosławić ...z przekonaniem i pokojem w sercu.

KOcham Cie tak bardzo, że chcę, żebyś był/była szczęśliwa !! ( mimo tego, że ciebie nie ma ze mną, że jesteś w innym związku, że zdradzasz , oszukujesz itp).

Czy jestem już tak przemieniony , że potrafię kochac mimo wszystko i byc szczęśliwy MIŁOŚCIĄ którą mam ( mam???) w sercu ?
Czy jestem juz tak przemieniony, że kocham siebie samego, wybaczam sobie , wybaczam innym, potrafię żyć sama, godzę się na to co mam....godzę się z wolą Boga na moje zycie i z radością tę wolę przyjmuję, czy przyjmuję Boga do mojego zycia i czerpię z Jego Miłosci....wreszcie, czy jestem już tak przemieniony, że jestem szczęśliwym człowiekiem ??
Pozdrawiam ! EL.
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-23, 08:36   

"Czy jestem już tak przemieniony , że potrafię kochac mimo wszystko i byc szczęśliwy MIŁOŚCIĄ którą mam ( mam???) w sercu ?
Czy jestem juz tak przemieniony, że kocham siebie samego, wybaczam sobie , wybaczam innym, potrafię żyć sama, godzę się na to co mam....godzę się z wolą Boga na moje zycie i z radością tę wolę przyjmuję, czy przyjmuję Boga do mojego zycia i czerpię z Jego Miłosci....wreszcie, czy jestem już tak przemieniony, że jestem szczęśliwym człowiekiem ??"

Tak, tak, tak!!!!!!!!

... mimo że bez męża i ...bez pana od kawy :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-23, 09:04   

To Olu, jesteś wielka !! Ale rozumiem, że męża kochasz nadal....bo nikt Ci kochac nie zabrania ! Jesteś wolna od złosci i nienawiści a sercu radość i ciągle maj..... Pozdrawiam ! EL.
 
     
sofia
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-23, 09:12   

Ja równiez podpisuje się pod tym co napisała Małgosia !

El..
Twoje serce przepełnione jest miłoscia , która wylewa sie dla nas , tu na forum
Czuć działanie Ducha Sw w kazdym Twoim słowie.

Oby kazdy miał Łaske zrozumienia ................................

El....wiem o czym piszesz
wiem ,że Tylko Bóg może przemienic nasze serca i wlac w nie SPOKÓJ , RADOŚĆ
i ta bezgraniczna MIŁOŚĆ !
TO ON JEST DAWCĄ MIŁOŚCI
Wiem , bo to wlaśnie doświadczam w swoim życiu.
Pomimo cierpienia jakiego doświadczam całkowicie pogodziłam sie z Wola Boża
zaaczęłam kochac siebie , zmieniac siebie zrozumiałam ,że jestem
"Umiłowana córką Pana " -jak kiedys napisała mi Lena
I w takiej sytacji na prawdę można być szczęśliwym .
ale
Gdy BÓG jest na pierwszym miejscu , to wszystko inne będzie na właściwym miejscu
Przestawłam użalac się nad sobą , zaczęłam zmieniac siebie , nie obwiniam wszystkich ,
staram się nie krytykowac i nie oceniać , we wszystkim widziec dobro
i dostrzegac jaki piękny świat stworzył Pan Bóg.
Zaczęłam dostrzegać problemy innych , stałam się bardziej wrażliwsza na otaczajace zło.
A mój mąz , chory , zniewolony , zagubiony .ale jakże kochany
Widocznie jeszcze nie jego czas.
.Cierpliwie czekam
Dziękuje Ci EL... za to , że jestes tutaj i wlewsz nadzieje w nasze serca.

Pozdrawiam
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-23, 09:18   

Wito, tytuł wątku "Jak przebaczyć po zdradzie?"
Czy Ty przebaczasz już - po zdradzie?
Czy u Ciebie raczej jest przebaczanie nieustanne, bo zdrada trwa?

To są dwie różne sytuacje.
 
     
Monika36
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-23, 10:03   

Elżbieta napisał/a:
Wito, tytuł wątku "Jak przebaczyć po zdradzie?"
Czy Ty przebaczasz już - po zdradzie?
Czy u Ciebie raczej jest przebaczanie nieustanne, bo zdrada trwa?

To są dwie różne sytuacje.

Dokładnie tak. Dwie różne sytuacje.
Przebaczyć i układać z małżonkiem życie na nowo jest lżej, natomiast przebaczyć jak małżonek cały czas zdradza i nie chce z Nami żyć na nowo- to staje się to większym problemem.To najtrudniejszy element w odnalezieniu się w nowej sytuacji.
 
     
wito
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-23, 17:10   

Małgosia napisał/a:
No muszę się włączyć - sęk w tym, żebyśmy nie porównywali win naszego współmałżonka i naszych.
Kazdy ma swoje winy i sam za nie odpowiada. Mąż elzd ma swoje winy i będzie za nie odpowiadał, żona wita ma swoje winy - i na pewno będziemy wszyscy rozliczeni.
Tylko nie ważmy (wito!), czyja jest belka, a czyja drzazga.
elzd1 napisał/a:
Nie odpowiadamy tylko za: gradobicie, trzęsienie ziemi i koklusz.
Wojnę w Iraku moja psycholog też mi przypisała swogo czasu.
Jak się ktoś upiera, to winę znajdzie. Tak, jakby o to właśnie chodziło: wskazać winnego.

Każdy myślący człowiek zadaje sobie pytanie a może to jednak ja, może to jest we mnie, co ja takiego zrobiłem. I nie sądzę, że nie ma ludzi, którzy takich pytań sobie nie zadawali lub nie zadają. Przypomniała mi się rozmowa z psycholog właśnie na początku kryzysu, już po złożeniu przez żonę pozwu o rozwód, kiedy jeszcze szukałem, kiedy jeszcze o wielu rzeczach nie wiedziałem. Otrzymałem odpowiedź - nikt z nas nie jest bez winy, jednak nie widzę niczego takiego czym byś niszczył wasze małżeństwo. Za kilka tygodni okazało się co je zniszczyło.
I tu jest sens - czyn i jego skutki.
są negatywne zachowania, które nie prowadzą do rozbicia rodziny, osłabienia więzi
są zachowania, które takie więzi osłabiają
są takie, które te więzi niszczą
są takie, które te więzi niszczą bezpowrotnie,
jest taka postawa, która ułatwia wybaczenie
jest też taka, która umożliwia pojednanie
a jest tez cynizm, arogancja i przerzucanie winy, które wybaczenie uniemożliwiają.
i nie chodzi tu wcale o to by porównywać winy.
Są tak głęboko zadane rany, że być może nigdy się nie zabliźnią.
Małgosiu nigdy nie wymagałem ani od Ciebie, ani od nikogo innego by wypowiadał się o kimś kogo na oczy nie widział. nie oczekiwałem tez dla nikogo potępienia ani glorii chwały.
w dyskusji chodzi o wybaczenie po zdradzie
- napisałem: kiedyś kilkanaście lat temu wybaczyłem zdradę bo...
- napisałem: na dzień dzisiejszy kolejnej zdrady, cynizmu wybaczyć nie potrafię bo...
- jest mi z tym brakiem wybaczenia źle bo...
Elzd słusznie zauważyła:
elzd1 napisał/a:
A w ogóle to nie wiem skąd się wzięło, że zwykła rozmowa, wymiana zdan, doświadczeń - jest traktowana zaraz jak ocenianie, szukanie winnego czy zrzucanie odpowiedzialności. Pisze się o faktach, a często zaraz są przypisywane jakieś intencje.

Zaraz po wypowiedzi, która nie odpowiada twierdzeniu, "że każde małżeństwo jest do uratowania" pojawiają się wypowiedzi, w których przypisuje się rozmówcom jakieś intencje, mające na celu propagowanie rozwodów, posty o "szukaniu winy w sobie", wypowiedzi "a co by było gdyby było".
Elżbieta napisał/a:
Wito, tytuł wątku "Jak przebaczyć po zdradzie?"
Czy Ty przebaczasz już - po zdradzie?
Czy u Ciebie raczej jest przebaczanie nieustanne, bo zdrada trwa?

Pytasz a przecież pisałem o tym wcześniej w tym temacie.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 9