Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Odwaga wierności - pójście na całość!
Autor Wiadomość
Andrzej 
Mąż jednej żony


Imię małżonka/i: Kama
Wiek: 28
Dołączył: 22 Mar 2006
Posty: 156
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-10-28, 22:05   Odwaga wierności - pójście na całość!

"Gdy Jezus razem z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną". Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: "Synu Dawida, ulituj się nade mną". Jezus przystanął i rzekł: "Zawołajcie go". I przywołali niewidomego, mówiąc mu: "Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię". On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: "Co chcesz, abym ci uczynił?" Powiedział Mu niewidomy: "Rabbuni, żebym przejrzał". Jezus mu rzekł: "Idź, twoja wiara cię uzdrowiła". Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą."
Mk 10, 46-52


Ewangelia na 30. niedzielę zwykłą opowiada historię niewidomego człowieka, który został uzdrowiony przez Jezusa. Został uzdrowiony - ponieważ miał odwagę, by głośno wołać, mimo tego iż "wielu nastawało na niego, żeby umilkł". Kolejnym gestem pełnym odwagi, na jaki zdobył się niewidomy, było zrzucenie z siebie płaszcza. Jest to także gest symboliczny - przypomina zrzucenie z siebie jakiegoś pancerza, kieruje nasze myśli w stronę narodzin. Bo rzeczywiście - ta chwila była dla Bartymeusza ponownym narodzeniem. Spotkanie z Jezusem odmieniło jego życie. Już nie wracał po płaszcz. Już nie było powrotu do tego miejsca, z którego wyruszył. Odtąd całe jego życie zostało podporządkowane Jezusowi.

Zechciejmy sobie zadać pytanie - czy w naszym kroczeniu za Jezusem jesteśmy tak odważni i bezkompromisowi, jak Bartymeusz? Czy umiemy wyrażać naszą wiarę w Jezusa nawet na przekór tym, których kłuje to w oczy? Czy nie dajemy się wbić w kanony politycznej poprawności, kosztem wierności Bogu? Niech przykład uzdrowionego Bartymeusza doda nam odwagi i zachęci do "pójścia na całość" za Jezusem.

ks. Andrzej Adamski

Homilia ks. Piotra Pawlukiewicza wygłoszona 29 października 2006 r. w bazylice św. Krzyża >>
_________________
"Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie" (Święty Ignacy Loyola)
"Najpierw modlitwa, potem przebłaganie, dopiero na trzecim miejscu - daleko "na trzecim miejscu"- działanie" (Święty Josemaria Escriva)
„Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (List św. Pawła do Filipian 4:13)
„I nie uczynił tam wielu cudów z powodu ich niewiary” (Ew. Mateusza 13:58)
www.separacja.org ::: www.sychar.org ::: www.modlitwa.info
Ostatnio zmieniony przez Andrzej 2006-10-29, 23:05, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Artur
[Usunięty]

Wysłany: 2006-10-28, 23:07   

Brawo Andrzeju, ten temat nie powinien być martwy.
Proponuję wszystkim refleksję nad słowem Bożym na niedzielę.
Niech to słowo daje nam nadzieję.
Przyjmując z wiarą słowo, przez jego czytanie i medytowanie,
jesteśmy oddani w moc słowa, które daje życie.

Jezu, spraw abym przejrzał.
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2006-10-29, 17:50   

Odpowiedzi na te pytania są pewnego rodzaju miernikiem , obrazem nas samych, obrazem
naszych relacji z Chrystusem.

Przypomniała mi się historia, kiedyś o tym pisałam. Historia mojej koleżanki z pracy. Bardzo wyraźnie i mądrze określała się na płaszczyźnie wiary. Reakcje otoczenia niejednokrotnie były bolesne. Spotykało ją wiele przykrości z tego powodu. Zapamiętam ją ( dziś to moja przyjaciółka) z jaką siłą wyrażała przynależność do Chrystusa. Dziś doświadczam tego samego. Gdyby to była inna” odmienność” , pewno bym się bała.
Szkoda tylko ,że „praktykujący chrześcijanie” nie krzyczą Panie z taką siłą głosu ,jak wołając „ratunku” w sytuacji ekstremalnej.

Jeszcze jedno pytanie nasuwa mi się. Czy my na pewno chcemy być uzdrowieni przez takiego lekarza jak Jezus Chrystus ? Czy po wyjściu z gabinetu nie wyrzucamy recept? Dlaczego ciągle chcemy być ślepi? Dlaczego akceptacja środowiska jest dla nas ważniejsza od Chrystusa?

Pozdrawiam serdecznie:)

W czym trudność?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,01 sekundy. Zapytań do SQL: 8