Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: administrator
2008-11-24, 10:31
magia... religii?
Autor Wiadomość
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-11-21, 18:44   

Elżbieto.
Przeinaczasz fakty.
Zamknęłaś temat poprzednio z sobie wiadomych powodów, odblokowałaś go również z sobie wiadomych powodów.
Z tego powodu były moje poprzednie dwa posty, które zostały wykasowane.

Elżbieta napisał/a:
ps. proszę Elzd1, pisz co Ci w duszy gra.

Elżbieta napisał/a:
Elzd, nie napisałam do Ciebie. Napisałam do Leny.

A ja myślałam że do mnie.
Widać się pomyliłam.
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-11-21, 21:04   

lena napisał/a:

Temat "magii" jak dla mnie wyjaśniony i zakończony.


Leno, wyjaśniłam, lecz dalej piszesz "nie rozumiem".
Nie umiem "jaśniej" wytłumaczyć.

ps. Również uważam, że temat jest zakończony.
Pisałam to już.
Pozdrawiam.

elzd1 napisał/a:

Widać się pomyliłam.

no, pomyliłaś się


PS.a propos zagrożeń, polecam audycję (dla wszystkich):

Rodzina - zagrożenia i drogi wyjścia z kryzysu
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-11-21, 21:23   

Elzbieto...to czego nie rozumię to niektóre zasady działalności forum .
Nie prosze o szersze wyjasnienia zwłaszcza tu!!! Pisałam to juz!!!
Wklejony cytat nie ma zwiazku, z moim " nie rozumię", bo jak mówi jego treśc... Temat magii wyjaśniony i zakończony.
Daj już spokój.
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-11-22, 10:40   

Leno, zaszło nieporozumienie, które już jest naprawione.
Moderatorem jestem tylko dwóch działów, a nie całego forum.
Tak miało być od początku, czyli od 20 listopada. I tak też jest na nowo, od dziś.

Pozdrawiam i mam nadzieję, że diabeł miesza jak cukier w herbacie (znany cytat od Anuli) i nie przesładza.

Z Panem Bogiem! Dobrego weekendu.

Na koniec podaję wspaniały tekst - trapisty - ojca Michała Zioło OCSO,
cytat: "diabeł „nadpsuwa” przyjaźń ogrywając w duszach przyjaciół swój znany motyw zranienia i odrzucenia"


Ucieczka w strefę cienia



Michał Zioło OCSO


„... mais aussi une amitipure rare”

Simone Weil

Oczywiście, że diabeł miesza się do przyjaźni, bo skąd to „psucie się” nagłe klimatu, pojedynki ciężkie i wysilone chwile? Nie sądzę. Kto przeżył coś takiego wie, że nazbyt wyraźna jest tu „trzecia siła”.



Imię jego: Oskarżyciel. A pracą jego — zwoływanie sądu na którym przyjaciel oskarża przyjaciela (nierzadko z powołaniem się na imię Boga...). Metoda jego jest dość prosta: osaczyć, udowodnić winę, zaaranżować „godne” przyznanie się do niej — tak aby mógł zaistnieć zwycięzca — przebaczający i pokonany — wdzięczny za odpuszczenie grzechów, podsycać dalej podskórne, niezwykłe logiczne oskarżenia tak aby zwycięzca nie był pewny wygranej, a wdzięczny nie był wewnętrznie zgodny z deklarowaną na zewnątrz wdzięcznością. Oczywiście, że diabeł miesza się do przyjaźni, bo skąd to „psucie się” nagłe klimatu, pojedynki ciężkie i wysilone chwile? Nie sądzę. Kto przeżył coś takiego wie, że nazbyt wyraźna jest tu „trzecia siła”. Można powiedzieć, że diabeł „nadpsuwa” przyjaźń ogrywając w duszach przyjaciół swój znany motyw zranienia i odrzucenia — czyli coś z poetyckiego zapisu Johna Miltona dostosowanego każdorazowo do okoliczności w jakich znaleźli się przyjaciele. Może więc przyjaciel podejrzewać drugiego o ograniczenie osobistej wolności, może też hodować podejrzenie dotyczące jakoby słabnącego zainteresowania jego osobą i przeniesienia całej energii poznania i kontaktu na ludzi, którzy — jak mu się wydaje — bezkrytycznie ofiarują naszemu przyjacielowi uwielbienie (to chyba początek cierpiętnictwa w przyjaźni, gdy jedna strona mówi: „a więc w chwilach trudnych jestem potrzebny jako podpora, gdy zaś jesteś w lepszej kondycji szukasz u nieznajomych, których możesz jeszcze olśnić”). Zdaje się, że najlepszą bronią przeciw Oskarżycielowi nie są deklaracje miłości, wymachiwanie przed nosem publiczności tomami korespondencji, ale wspólna praca. Dokładniej — podjęcie wspólnej troski o tych poza naszą przyjaźnią. Mało ustąpić pola drugiemu, mało tolerować odmienność: rzeczą, która strąca Oskarżyciela naszych braci jest jak najbardziej dobrowolne podjęcie niebezpieczeństwa wspólnego przepowiadania Prawdy.

Tak postępował Mistrz z Nazaretu: wysyłał swoich uczniów po dwóch... Wiadomo przecież jak wielką wewnętrzna pracę muszą wykonać przyjaciele, aby ich głosy przy zachowaniu indywidualności stały się nie do odróżnienia.

Piszę o „trzeciej sile” sygnalizując niebezpieczeństwo, ale to zdecydowanie ludzie niszczą własnymi rękoma przyjaźń. Przywołana w okruchu motta Simone Weil mówi, że rzadkością jest czysta przyjaźń. Nie jest to naiwna pisarka, żeby nie wiedzieć, iż każdorazowo przystępujemy do przyjaźni „brudni”, zapoczątkowujemy ją z bagażem złych doświadczeń, pozbawieni tak potrzebnej delikatności i wsłuchania w drugiego, ze szkodliwą naiwnością, powalającym realizmem i wyobrażeniem „jak być powinno” — czyli w dosłownym tłumaczeniu: jak urządzić przyjaźń na moich warunkach bez potrzeby zapłacenia wysokiej ceny ofiary: np. poświęcenia swojego i jedynie słusznego zdania. Dodać trzeba, ze w jakimś sensie przyjaźń jest elitarna, chociaż wielu jest zaproszonych na początku. Elitaryzm ten nie dotyczy wybrania i nie jest narzucony przez Kogoś z góry, kto jednym daje szansę przyjaźni, a innych z całym spokojem pomija — tworzą go nasze wybory, a zwłaszcza jeden prowokowany przez następujące pytanie: czy pragnę uczynić moją przyjaźń czystą czy też nie... Pytanie to — jak pokazuje doświadczenie przyjaźni — jest dla niej fundamentalne.

Przyjaźń czysta to dla człowieka przyjaźń ustawicznie oczyszczana z egoizmu, to przyjaźń, która w centrum umieszcza Chrystusa.

Tak pięknie mówi o tym cysters Aelred z Rievaulx: „Ecce ego et tu, et spero quod tertius inter nos Christus sit ”. Podobnie powie Smone Weil w „L'attente de Dieu”, że Jezus w przyjaźni zawsze jest obecny „en tiers” — jako trzeci. A jednak przyjaźń czysta rzadką jest... Ostatecznie wielu ludzi przerażonych i wyzbytych ufności w pomoc Bożą wycofuje się z przyjaźni. I od tej pory prawdziwym zagrożeniem nie jest samotność, ale inni ludzie. Nazwijmy ich umownie „ludźmi ze strefy cienia”. Uczuciowa pustka jest w nich doskonale zamaskowana już to przez ciepłe spektakularne gesty wobec otoczenia bezpośredniość w kontakcie nierzadko wyrafinowaną ironię łączącą się z pewną wyższością i „luzem” wobec wszystkiego co jednoznaczne i zbyt wymagające — czyli w opinii „dogmatyczne” (a to przyciąga, przyciąga...), już to przez promieniowanie oświeconego protektoratu, który nie zmiażdży, zaakceptuje, obieca, dopuści do konfidencji i wyciągnie z zanadrza smaczną historykę ukazującą względność wszystkich autorytetów.
Można powiedzieć, że „ludzie z cienia” przerażeni trudami prawdziwej przyjaźni przyciągają, a potem kupują równie zrezygnowanych (lub może tylko naiwnych). Na zewnątrz, dla pokątnych obserwatorów sytuacja przypomina przyjaźń prawdziwą — zwłaszcza, że dla ludzi „z cienia” ważne jest obnoszenie znajomości — czyli jakby udowadnianie: „a jednak, zobaczcie, jestem zdolny do przyjaźni i nie jest wcale prawdą, że uciekam od przed ofiarą z samego siebie”. Dla „kupionych” również w pierwszym momencie zdaje się ona pełna uroku, prawdziwego pokoju i ducha spontaniczności tak rzadkiego — jak pamiętają w oczyszczającej przyjaźni. Atrakcyjność tak przyjaźni „z cienia” budowana jest również na... prostej nieobecności przyjaciół. Pojawiają się od czasu do czasu w wybranych miejscach, „zaszczycają siebie”, sprzedają z siebie to co najlepsze i buduje to nikłe i buduje się to nikłe w rzeczywistości porozumienie w oporze wobec innych. Metoda pojawiania się i znikania jest prostym zabezpieczeniem przed pójściem w głąb: nie ma zazwyczaj czasu na zasadniczą rozmowę. Przestrzeń jest wypełniana zgoła czym innym. Atrakcyjność suto odmierzonych komplementów, niewinność dyżurnych przygan, współczucie wzajemne i pozowanie na — jak to nazywam — „smutnego i szlachetnego diabła”, który przeczuwa swą siłę intelektu i woli, ale i zarazem doznaje dotkliwego spętania przez Nieczułego i Zazdrosnego Boga — wszystko to jak pas ratunkowy unosi spotykających się na powierzchni. Nie trzeba dodawać, że takie przyjaźnie nie trwają długo — pierwsze kryzysy, pojawiające się sytuacje skrajne, niewygoda nawet tylko tej elementarnej odpowiedzialności za drugiego powodują, że „ludzie z cienia” coraz intensywniej manifestują wobec drugiej strony niechęć, znudzenie, aby skończyć na prawdziwym obrzydzeniu. Uchodząc do swojego cienia pozostawiają za sobą spaloną ziemię. Kolejny raz. I nie ostatni.

Ucieczka w strefę cienia

ojca Michała - można podejrzeć co robi --- TUTAJ: zdjęcia
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2008-11-24, 08:23   

"Imię jego: Oskarżyciel. A pracą jego — zwoływanie sądu na którym przyjaciel oskarża przyjaciela (nierzadko z powołaniem się na imię Boga...)."

Masz babo placek. Kolejna manipulacja. Teraz zostałam oskarżycielem - mieszającym wśród przyjaciół, czyli diabeł. Ło, matko, kiedy to się wreszcie skończy?
Kiedy brak argumentów, najlepiej zaatakować diabłem niż przyznać, że ktoś ma rację.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 10