Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Stracic zaufanie a mino to walczyć o małżeństwo
Autor Wiadomość
przebudzona
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-30, 22:35   Stracic zaufanie a mino to walczyć o małżeństwo

Moja historia jest jak wiele innych.Mąż zdradzał nasz małżeństwo od początku jego istnienia, nie był chyba nigdy na TAK.Przy najmniejszej okazji okazywał że wszystko i wszyscy są ważniejsi od demie,od naszego małżeństwa.Zawsze dawał mi odczuć że nasz związek nie jest tym chcianym i oczekiwanym przez niego. Był bo musiał, ale tak naprawdę to tylko stwarzał pozory MĘŻA i OJCA.Przez ostatnie kilka lat (zmienił wtedy pracę,ludzie po studiach co dla niego jest miernikiem wartości człowieka) to jest dla mnie gehenna,już nawet nie wysila się na pozory.Oddzielił się murem tajemniczości i nie rozmawia o rzeczach naprawdę istotnych dla nas.Coraz częściej też zaczął okazywał wrogość -potrafi podnieść głos z błahego powodu,upokorzyć wyzwiskami,podnieść rękę.Przez ostatnie trzy lata jest jeszcze bardziej nieuczciwy niż dotychczas.Nie mam konkretnych dowodów na jego zdradę ale niestety sam nie potrafi ukryć tego w swoim zachowaniu.Nie potrafię rozmówić się z nim, nie chce rozmów,jest za każdym razem awantura i gorzkie słowa;to odejdź jak ci źle.Jak z tego impasu wybrnąć. Mam już za soba wiele okresów załamania i rozpaczy, modlitw i próźb.
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-30, 23:02   

Czytając taki tekst - nie pierwszy i nie ostatni tutaj - zastanawiam się - po co niektórzy ludzie wchodzą w związek małżeński. Tym bardziej z osobami, wobec których nie mają ani za grosz szacunku. Przykre to jest.

I co pozostaje? Rozmowa? A jak przekonać kogoś, kto ma swoje racje a innych nie uznaje? Ale próbować warto...
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-01, 23:28   

Przebudzona, nie ma siły. Jak ktoś nie chce, nie zmusisz do myślenia, do zastanowienia się. Mąż szuka autorytetów, bo czuje się pewnie niedowartościowany, stąd ataki na Ciebie, że niby Tobie można dowalać, skoro jesteś jego żoną.
Co ja mogę powiedzieć. Ratuj się, nie daj sobą pomiatać, niech się wyżywa na tych, których uważa za wartościowych wedle swojego rozeznania.
Szuka gdzieś, czegoś, nie widząc jaki ma skarb przy sobie. Ale mam nadzieję, że kiedyś zrozumie.
Trzymaj się, kiedyś będzie Ci lżej, nie wiem jak, kiedy, ale będzie.
 
     
przebudzona
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-02, 19:32   

Takie słowa nie dodają mi otuchy ani nie podtrzymują na duchu.Czy zatem rzeczywiście tak jak chce mąż powinnam odejść,czy separacja lub rozstanie to jedyne rozwiązanie w naszej sytuacji?
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-02, 19:57   

przebudzona napisał/a:
Takie słowa nie dodają mi otuchy ani nie podtrzymują na duchu

Wiesz, cieżko jest poradzić coś innego. Każdy z nas przeżył swoje trudności, nauczyliśmy się, że nie możemy zmienić drugiej osoby. Rozumiem że jest Ci ciężko, i rozumiem że chciałabyś poprawy w domu. Ale czy znasz sposoby by zmienić nastawienie drugiego człowieka i jego postępowanie? Przypniesz do kaloryfera? Zmusisz do kochania? Zastosujesz inne sposoby? Jakie? Gdybyś znała odpowiedź, już byś realizowała, prawda?
Nie wiem jakie rozwiązanie jest dla Was. Wyczytałam tylko to, co napisałaś, a nie jest to wesołe, wręcz bardzo smutne. Nie wiem czy separacja jest jedynym wyjściem. W moim przypadku mąż nawet nie pytał mnie o zdanie, wręcz pewnego dnia, gdy nic nie wskazywało, że jest aż tak źle, oświadczył, że się wyprowadza. Co mogłam zrobić? Stanąć w drzwiach i krzyczeć "po moim trupie"? I tak by wyszedł, bo on sobie tak postanowił.
Owszem, bywają sytuacje, gdy małżenstwo udaje się uratować.
Inni na forum pradzą Ci: zacznij zmieniać siebie. Poczytaj sobie co ludzie piszą, jak sobie radzą, jak się zmieniają.
Nie wiem jak pocieszyć, mnie się nie udało zatrzymać męża.
 
     
kasia1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-02, 20:13   

witaj Przebudzona :-)
właściwie to dlaczego Ty miałabyś odchodzić?... z tego co piszesz, to raczej mężowi znudziło się małżeństwo... Może dobrze byłoby, gdybyś zaczęła wyznaczać granice, których mężowi nie wolno przekraczać... chociażby to, że NIE GODZISZ się na to, żeby podnosił na Ciebie głos, żeby upokarzał wyzwiskami, że jeśli jeszcze raz podniesie na Ciebie rękę - dzwonisz na policję... nikt nie ma prawa Cię bić!!!
Jak masz trochę czasu, to poczytaj sobie posty Nałoga, który często wyjaśnie co to jest twarda, stanowcza miłość... przeczytaj książkę Dobsona "Miłość potrzebuje stanowczości"...
Na dziś przestań rozmawiać z mężem na Wasz temat... zajmij się trochę sobą... zrób coś fajnego tylko dla siebie...
Jeśli piszesz, że przechodzisz okresy załamań i rozpaczy, to pewnie przydałby Ci się psycholog...
Głowa do góry Przebudzona... uśmiecham się do Ciebie :-D
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-02, 21:37   

Wlasnie, Przebudzona - zero rozmow o waszej sytuacji. Zyj swoim zyciem. Znajdz sobie antidotum na te sytuacje. I nie skus sie na odejscie - to on, jesli mu sie nie podoba, niech sobie idzie. Ja tez swego meza nie zatrzymalam. Raz stanelam w drzwiach - myslalam, ze zostanie, porozmawia - dostalam z buta w twarz i tyle. Sa ludzie, z ktorymi nie da sie normalnie porozmawiac. Ale Ty tego nie zmienisz, Ty masz wplyw tylko na siebie.
 
     
przebudzona
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-03, 08:59   

Bardzo dziękuję za wsparcie. Moja sytuacja jest trochę skompilkowana ponieważ mieszkamy w jego domu rodzinnym z teściami.Rzeczywiście nie mogę zminić męża,próbowałam na różne sposoby i nic z tego niestety nie wyszło.Kiedyś myślałam że nie rozumie o co mi chodzi,ale nie jest az tak bezrozumny,po porostu nie chce "zrozumieć" zeby nie być w żaden sposów zobowiązany do czegokolwiek.Musze sie pogodzić z faktami i tylko pozostaje mi obrona własnej godności.
 
     
bozka
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-03, 15:12   

Do "przebudzona"

Dokładnie wiem, co przeżywasz. Niosłam bardzo podobny krzyż. Mój mąż powoli, przez kilka lat odsuwał się od rodziny. Przestał się starać. wylewał na mnie i starszą córkę swoje negatywne emocje. Było ich w nim coraz więcej i więcej. Aż wyszło szydło z wora. Te jego stany frustracji, zniechęcenia braku celu to...
...jedni powiedzą skutek kryzysu wieku średniego, kryzys osobowości, braku satysfakcji z zycia
Wole bardzie dosadne, obrazowe stwierdzenia
.... to skutek dzieła szatana, brzemie popełnionych przez niego grzechów. Tkwił w nich i w złym mysleniu po uszy.
Próbowałam mu pomóc, ale nie chciał sie otworzyć. Tkwił w swojej jaskini. Zamiast wspólnego szukania rozwiązania pilnował, aby sie z niczym nie zdradzić.
Gdy w styczniu wyszedł na jaw jego romans i powiedziałam "pakój się" uderzył w skruchę, prosił mnie o pomoc. Modliliśmy sie wspólnie o jego przemianę.
Nie było to jednak szczere. chciał tylko czesem, pozorami, drobnymi uczynkami przykryć dół, który wykował.
Za mną trudne 9 miesięcy rozdarcia. 9 miesięcy oddawania siły na ratowanie małżeństwa, ratowanie duszy męża, ratowanie rodziny, ratowanie ojca moich dzieci, ratowanie ogniska domowego. 9 miesięcy obaw, że On tylko drwi ze mnie, znów oszukuje, ogranicza się do pozrów.
Niestety, prawdziwy był 2-gi scenarusz. Po raz kolejny próbował zmanipilować mnie. Musiał pasować mu układ, w którym jest pozornie mężem i pozornie okcem, w którym psychicznie wykańcza i unieszczęsliwia...
Paradolsalnie to mnie na odchodne zarzuca to wszystko, co bez mrugnięcia okiem robił mnie i córkom. Chora, mocno niedojrzała osobowość.
Nie z takim facetem się wiązałam. Nie mogę uwierzyć, że tak się z nim porobiło... Zaburzenie osobowości?
Trwałam przy nim długo. Proponowałam, aby podjął terapię, zwrócił się po pomoc do duchownego. Odmawiał. Targały nim wątpliwości. Wygrał szatan.
Ale to nie moja przegrana. To jego przegrana.

[ Dodano: 2008-10-03, 15:28 ]
"Do przebudzona"

Jeśli mogę rzucic kilka rat, to:
- Pamiętaj, że nie jesteś wyłacznie winna kryzysowi w małżeństwie.
- Zapewne Twój mąż to manipulator, traktyujący innych przedmio0towo, egoista, sobek
- Nie masz powodów, aby utrzymywać w tajemnicy to, co dzieje sie w Waszym domu. To nie powinnaś sie prezcież wstydzić.
Gdy nioewygodną dla mojego meża tajemnicę zdradziłam jego rodzinie, ugiął się pod ciężarem własnej niegodziwości i ... przestał udawać. W końcu dowiedziałam sie, że mnie nie kocha od dawna, że żałuje, że nie rozstał sie ze mną przed laty, że nie wierzy, iż uda nam sie naprawić... A jeszcze kilka tygodni wczesni8ej zapewniał, że chce się ze mną zestarzeć, poprawić relacjue z dziećmi...
Rozdwojenie osobowości? Raczej manipulacja.
 
     
przebudzona
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-26, 20:32   

Witam ponownie.
Skorzystałam z rad, poczytałam dosyć dużo z polecanej na forum (w różnych miejscach)literatury.Staram sie zmienić siebie i swój sposób myslenia,nastawienia do tego czego oczekuję i raczej dawania z siebie.Juz miałam napisać na forum świadectwo że to działa ale nie do końca byłam przekonana że zadziałało tak szybki i skutecznie. Modliłam się o przemianę siebie i widziałam że mąż się też zmienia.Zaczął się dużo lepiej do mnie odnosić, były momenty kiedy byłam zaskoczona jego dobrym mnie traktowaniem.Niestety nie dogłębne to są zmiany i bardzo wiele pozostało jeszcze do wyprostowania.Niestety mam wciąż duży niepokój w sobie i niepewność. Czuję intuicyjnie ze to tylko gra.Jeśli zrobię cos inaczej niż mąż by chciał-a trudno przewidzieć kiedy coś nie bedzie po jego myśli-jestem "karana" powrotem niełaski.W zasadzie to chyba dla usprawiedliwienia swoich niegodziwych zachowań doszukuje się tylko możliwości.Wydaje mi sie że mąż z obawy (przed czymś co miało by sie wydać?) stwarza pozory,potrafi to robić gdy chce.Jego zachowanie niej est szczere albo ja nie mam wiary w jego uczciwe zamiary.Po tak długich latach teraz jest trudno mi wyjść nawet myślami poza sferę mojego cierpienia. Czy ja nie wierzę czy to tylko następna manipulacja męża? Jak mam rozpoznać prawde i nie zagubić się jeszcze bardziej?
 
     
marek12b7
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-26, 22:12   

Przebudzona - uśmiechnij się, uśmiechnij się do siebie, uśmiechnij się do dzieci, uśmiechnij się do Pana Boga choćby Tego z obrazka. On pragnie byś była szczęśliwa, i jest to możliwe ale pewnie jeszcze coś tam musisz zrobić ze sobą. Spróbuj z Jego obietnicy czerpać nadzieję. Wybierz sobie jakąś modlitwę, niech będzie nawet malutka, ale bądź jej wierna. Nie miej złudzeń, nie oszukuj się, stąpaj twardo po ziemi - lecz miej nadzieję!!
Pytaj siebie o swoje uczucia. Przyglądaj się im, próbuj zrozumieć dlaczego tak czujesz i co z tym można zrobić. Pamiętaj o swojej godności, nikomu nie wolno Ciebie umniejszać. P. Bóg wymyślił Cię i stworzył bo taka spodobałaś mu się. Jeśli w to nie wierzysz, postaraj się to uczynić.
Odkop swoje serce. Nie bój się, odważ się je słuchać. Ono nie tylko wali ze strachu, ono bije dla miłości.
Droga długa, już czas iść ..... acha cierpliwości.
marek
 
     
przebudzona
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-27, 14:41   

Wiem że sposobem wyjścia z depresji jest wyjście poza rozpacz,że ludzie pogodni nie poddają się złu.Zajęcie się innymi sprawami pozwała nabrac dystansu do siebie,ale wciąż do swoich problemów powracam.Potrafie czasami mimo bólu świadomie nie poddawać sie rozpaczy,ale to tylko przesuwa w czasie moje "załamanie trzymania się", nie potrafię zapanować nad rozpamiętywaniem tego co się w moim życiu zdarzyło.Staram się aby cierpienie nie było tylko cierpieniem ale ofiarowane za moje (powinnam chyba napisać nasze) małżeństwo zaowocowało uzdrowieniem.Modlitwa jest moja jedyną ucieczką w trudnych chwilach,bez niej chyba bym nie potrafiła sobie poradzić.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9