Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go
Autor Wiadomość
miriam
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-06, 22:49   Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go

XXIII niedziela zwykła


Pierwsze czytanie

Ez 33, 7-9

Obowiązek upominania

Czytanie z Księgi Ezechiela.

To mówi Pan:

«Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela, abyś słysząc z mych ust napomnienia, przestrzegał ich ,w moim imieniu. Jeśli do występnego powiem: „Występny musi umrzeć”, a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi, to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie. Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę».

Drugie czytanie
Rz 13, 8-10

Miłość jest wypełnieniem Prawa

Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Rzymian.

Bracia:

Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: «Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj» i wszystkie inne streszczają się w tym nakazie: «Miłuj bliźniego swego jak siebie samego». Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.

Ewangelia
Mt 18, 15-20


Upomnienie braterskie

† Słowa Ewangelii według świętego Mateusza.

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków opierała się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.

Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.

Dalej zaprawdę powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich».



Rozważania modlitewne

Niedziela, 7 sierpnia XXIII zwykła
tekst: Mt 18, 15-20


1. Upomnienie braterskie - to bardzo trudna sztuka. Możesz, rozważaj ten tekst, przypomnieć sobie wszystkie sytuacje z Twojego życia, gdzie coś podobnego miało miejsce. Gdzie może trzeba było kogoś upomnieć, zwrócić uwagę. Przypomnij sobie jakie miałeś wtedy nastawienie serca, na czym Ci najbardziej zależało. Zobacz, że droga jaką proponuje Jezus jest dość długa: najpierw upomnieć osobiście w cztery oczy, potem z niewielką ilością świadków, dopiero potem przy większej wspólnocie. Sprawa wydaje się przegrana dopiero wtedy, kiedy nic nie przyniosą poprzednie zabiegi. Zobacz więc, że zanim upomni się kogoś publicznie, przy świadkach, potrzeba porozmawiać i przekonywać kogoś.

2. Jak często upominanie braterskie, które powinno być czynione z miłością i szukaniem dobra bliźniego (oczywiście szukając także naszego dobra jako kogoś skrzywdzonego), zamienia się w "atakowanie" bliźniego nie tylko za to, co nam uczynił obecnie, ale i za inne "wykroczenia" czy krzywdy doznane na przestrzeni dłuższego czasu. Czasem jest to wręcz swoiste "wyżycie" się na kimś, by "odreagować" za doznaną krzywdę. Zobacz jednak, jak bardzo różni się to od tego, co proponuje Jezus. Pomyśl może o takich sytuacjach, w których to ktoś inny wylewał na Ciebie żale i złość, które nie były adekwatne do Twojego przewinienia. Jak się wtedy czułeś?

3. Możemy tu zobaczyć jeszcze inny aspekt. Ileż to razy zamiast pójść do człowieka i porozmawiać z nim, powiedzieć mu o swoich uczuciach w związku z tym, co nam zrobił - my wolimy "obgadać" go wobec innych, jemu samemu nic nie mówiąc. Ile razy, zamiast wyrazić swoje uczucia w sposób umożliwiający chociażby próbę pojednania, zrozumienia - my wolimy milczeć, zacisnąć zęby i pozwolić, by te zduszone uczucia psuły nas od środka, czyniły nas zgorzkniałymi, pełnymi wewnętrznej złości, a może i nienawiści. Czy nie jest tak, że upomnienie braterskie i przebaczenie są dwoma stronami tej samej monety? Czy Jezus właśnie dlatego mówi nam o upomnieniu brata, byśmy żyli w otwartości i szczerości wobec bliźnich, a zarazem byśmy mieli łatwiejszą drogę do przebaczenia? Porozmawiaj o tym wszystkim z Jezusem, szczególnie o tym, co Ty masz w sercu i o Twoich sytuacjach życiowych.

o. Grzegorz Ginter SJ


Nie tłumić doznanych krzywd

O co proszę? O wewnętrzne uzdrowienie doznanych w życiu zranień.

*Jezus „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie...”. Wspomnę przed Jezusem moich krzywdzicieli. Kto mnie najbardziej zranił w życiu? Czy pielęgnuję w sercu gniew? Czy potrafię wybaczyć? Jeśli czuję, że dominują we mnie negatywne uczucia i nie potrafię ich przekroczyć, poproszę Jezusa, aby wszedł w te uczucia ze swoją miłością.

*Jezus przypomina mi, że nie wolno tłumić w sobie doznanej krzywdy. Przebaczenie zakłada przyznanie się najpierw przed sobą a potem przed krzywdzicielem, że zostałem zraniony. Czy przyznaję się przed sobą do zranień, które noszę w sercu? Czy jestem od nich wolny?

*Jedną z form wypowiadania doznanej krzywdy jest braterskie upomnienie. Trzeba pracować nad tym, aby nie upominać pod wpływem emocji. Upomnienie nie jest sposobem wyrażania swoich żalów i pretensji, ale uświadomieniem krzywdzicielowi jego grzesznej postawy. Co mogę powiedzieć o mojej umiejętności upominania?

*Jezus zachęca, aby upominać w sposób opanowany: najpierw w cztery oczy, potem przy świadkach i w końcu wobec wspólnoty. Nie wolno ukrywać krzywdzicieli i przemilczać krzywd. Czy nie zamieniam upomnienia w obmowy, żale i pretensje? Czy nie uciekam od napiętnowania krzywd i krzywdzicieli, tam gdzie żąda tego dobro osoby lub wspólnoty?

*Największą pomocą od Jezusa w leczeniu doznanych zranień i w wybaczaniu krzywd jest Sakrament Pokuty. Czy w Sakramencie Pokuty dotykam korzeni moich grzechów: negatywnych uczuć, dotkliwych zranień? Czy wierzę, że Jezus może mnie z nich uzdrowić, uleczyć złe wspomnienia?

*Jezus wskazuje na siłę wspólnej modlitwy. Gdy w mojej wspólnocie lub rodzinie pogłębia się łańcuch wzajemnych krzywd i zranień, możemy prosić Ojca, który nie odmawia tym, co zgodnie o coś proszą. Powierzę Ojcu w niebie wszystkie najtrudniejsze sprawy i zranione relacje w mojej wspólnocie i rodzinie.

ks. Krzysztof Wons SDS, 'Notatnik ćwiczeń duchowych'



Upomnieć, aby ocalić

"Zdarzyło się, że gdy św. Franciszek przebywał w Sienie, przyszedł do niego dominikanin... Długo i przyjemnie rozmawiał z nim na temat Pisma św. Zapytał o znaczenie tekstu proroka Ezechiela: «Jeżeli nie oznajmisz bezbożnemu jego bezbożności, będę żądał jego duszy z twojej ręki» (por. Ez 3, 18-20; 33, 7-9). Powiedział również: «Dobry Ojcze, osobiście znam wielu ludzi, o których wiem, że żyją w grzechu śmiertelnym, a nie zawsze mówię im o ich bezbożności. Czy i z mojej ręki Bóg zażąda ich dusz?»
Błogosławiony Franciszek tak mu odpowiedział: «Jeżeli ten tekst należy rozumieć w sensie ogólnym, to ja go rozumiem następująco: sługa Boży powinien tak promieniować życiem i świętością wewnętrzną, aby światłem przykładu i słowami był wyrzutem dla wszystkich bezbożnych. W ten sposób, powtarzam, przykład jego życia i słowa oznajmi im ich bezbożność». Teolog ów odszedł zbudowany bardzo, mówiąc do towarzyszy św. Franciszka: «Bracia moi, teologia tego człowieka, umocniona czystością i kontemplacją, jest latającym orłem (Hi 9,26); nasza wiedza natomiast czołga się po ziemi»".


Opowiadanie to pochodzi ze „Zbioru Asyskiego”


źródło :
http://www.jozefkalisz.nazwa.pl/
http://www.e-dr.jezuici.pl/
http://www.katolik.pl/ind...ienne&typ=jutro
Ostatnio zmieniony przez miriam 2008-09-07, 10:54, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
weronika
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-07, 06:55   

wczoraj byłam bardzo wsłuchana,w te czytania...pozdrawiam
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-07, 13:24   

O. Augustyn Pelanowski
Abba Theskelos powiedział: „usprawiedliwiać pobłażliwością, to nienawidzić czyjegoś zbawienia”. Miłość nie wyrządza zła, a wystarczy nie upomnieć kogoś, by pozwolić na duchową korupcję czyjegoś istnienia. Większym złem może być to, że nie mówi się komuś prawdy i udaje, że wszystko jest w porządku, niż to zło, w którym ktoś się pogrążył. Czy zdarzyło ci się podczas spaceru z żoną po galerii nie reagować na jej dziurawe pończochy, brudne włosy czy szpetnie rozdartą koszulę? Czy pozwoliłabyś wyjść swojemu mężowi do kina, widząc, że włożył dwie różne skarpety, do tego dziurawe, w marynarce z niewybaczalną plamą po oleju? Jeśli na takie rzeczy nie jesteśmy obojętni, to tym bardziej nie powinniśmy bagatelizować „plam” sumienia i „dziur” na duszy!

Wiele lat temu opowiadał mi ojciec pewną historię o koledze, z którym pracował w starej hucie. Jegomość był potężnej postury i z trudnością znajdował jakieś tekstylne opakowania dla tłustych kończyn i monumentalnego tułowia. Zdarzało się, że najmocniejsze materiały wyprodukowane w sowieckich szwalniach puszczały z jękiem przy gwałtowniejszym ruchu nieporadnego mężczyzny. Było to przyczyną wielu żartów i upokarzających kpin. Pewnego dnia, przy bramie hutniczej, gdy zgromadziło się kilkuset ludzi z zamiarem powrotu do domu po zakończonej zmianie, rozległ się znajomy trzask nadwerężonego materiału.

Na domiar złego dziura powstała w najbardziej niedostępnym dla człowieka miejscu, poniżej pleców. Ktoś ze znajomych, pod pozorem pomocy, użył miedzianego drutu, by szczelina nie ujawniła bielizny, ale z ukrytą złośliwością pozostawił sterczący jak ogon drut, na który naciągnął szary prochowiec, formując z człapiącego człowieka coś na podobieństwo dinozaura. Salwy śmiechu nie ustawały, a nieszczęśnik kręcił się wokół, nie wiedząc, o co chodzi. Wstyd bywa przyczyną śmiechu, ale doprawdy jest to godny pożałowania śmiech. Upomnienie czy też korekta nie powinny kogoś zawstydzać, ale zwracać mu szacunek. Miłość jest troską o czyjąś godność, a to wymaga niekiedy dyskretnej uwagi, tak by upominający nie szukał w tym wywyższenia. Miłość nie karci dla własnego triumfu, lecz dla podniesienia kogoś z klęski.

Sem i Jafet weszli do namiotu pijanego Noego odwróceni tyłem, i nie spoglądając, przykryli jego nagość płaszczem. Za ten przepiękny gest zostali wynagrodzeni błogosławieństwem. Cham nie tylko przyglądał się, ale też rozgłosił poniżającą wieść o ojcu. Jeśli już kogoś poprawiać, to najlepiej tak, by nie zawstydzić. Upominać to wchodzić w atrybut Boga, którym jest sąd, to bardzo niebezpieczne położenie dla człowieka. O wiele bezpieczniej jest uczestniczyć w atrybucie miłosierdzia, ale ono nigdy nie jest pobłażaniem, czy przymykaniem oczu na fatalne położenie bliźniego.

źródło : http://goscniedzielny.wia...meru=1220533706

Upomnieć, a nie obmawiać

Jednym z najczęściej spotykanych grzechów jest obmowa. W pociągu i autobusie, w pracy i w kolejce przed sklepem, przy stole i w drodze do kościoła – tematem numer jeden są ludzkie słabości, błędy i grzechy. Szczególnie bolesne jest obmawianie w gronie rodzinnym lub przyjaciół. Smutne zaś jest to, że gotowych do obmawiania można liczyć w milionach, a jak trzeba kogoś upomnieć, to nie ma chętnych, ani jednego.

Jezus nigdy nikogo nie obmawiał. Jeśli zabierał głos na temat cudzych wad, czynił to zawsze w formie upomnienia. Uczniów swoich pouczył, i to bardzo dokładnie, jak ma wyglądać braterskie upomnienie.

Jeśli dostrzegam niewłaściwe postępowanie drugiego człowieka, to zanim powiem o tym komukolwiek, mam obowiązek powiedzieć to jemu samemu. Domaga się tego miłość, czyli troska o prawdziwe dobro tego, kto postępuje niewłaściwie. Dopiero wówczas, gdy upomnienie w cztery oczy nie odnosi skutku, mogę podzielić się mymi obawami co do jego postawy z innym człowiekiem, ale nie w tym celu, by obmawiać, lecz by tego człowieka zaangażować w ratowaniu błądzącego. O tyle zatem mogę mówić o błędach drugiego, o ile mój rozmówca nadaje się do „akcji ratowniczej”. O ile razem ze mną zatroszczy się o skuteczne upomnienie błądzącego.

Trzeci etap upomnienia to zaangażowanie w nie przedstawiciela Kościoła lub nawet całej wspólnoty. Ma to miejsce wówczas, gdy zgubne działanie jednego może szkodzić wielu. Chodzi więc nie tylko o dobro upominanego, lecz i o dobro wspólnoty. Jeśli się nie uda uratować tego, kto źle postępuje, to należy ratować przed zgorszeniem innych.

Upomnienie, chociaż ma miejsce rzadko, nie należy do rozmów przyjemnych. Kosztuje wiele. Można się narazić. Można stracić przyjaciela. Wiele słabości drugiego człowieka trzeba cierpliwie znosić. Tylko wtedy, gdy w grę wchodzą wielkie wartości, należy sięgać po upomnienie. Wiele zależy od formy. Trzeba to uczynić tak, by upominany odkrył naszą autentyczną troskę o jego dobro. Jeśli nawet podczas samego upominania zareaguje zdenerwowaniem, to z perspektywy czasu odkryje, że nasze ostrzeżenie było uzasadnione i będzie za nie wdzięczny.

Upomnienie braterskie posiada dużą wartość nie tylko dlatego, że zabiega o dobro błądzącego, lecz również dlatego, że stanowi niezwykle twórczy element w doskonaleniu naszej osobowości. Zanim zdecydujemy się na upomnienie w cztery oczy, trzeba sprawę głęboko i wszechstronnie przemyśleć, trzeba ją rozważyć przed Bogiem. Trzeba się zgodzić na wszystkie wynikające z tego konsekwencje. Podjęcie takiej decyzji ubogaca nasze serce. Każdy akt miłości drugiego człowieka owocuje w naszym sercu, a co dopiero akt tak trudny, jak upomnienie. W niejednym wypadku znacznie łatwiej jest przebaczyć niż upomnieć.

Obmowa, która zawsze jest znakiem braku miłości, nie tylko niszczy dobrą opinię obmawianego, lecz i serce obmawiającego. Staje się ono koszem na śmieci, gromadzącym to, co złe z życia naszych bliźnich. Obmowa polega na przesypywaniu śmieci z własnego serca w serca innych ludzi, zamieniając je w śmietniki.

W obliczu coraz poważniejszego zaśmiecania naszego środowiska przez obmowę trzeba bardzo uważać, by serca nasze nie zamieniły się w kosze na śmieci. One mają być skarbcem drogocennych wartości. Miejmy odwagę upomnieć drugiego człowieka, a wstydźmy się każdego słowa, które jest obmową. Miejmy też odwagę przyjąć upomnienie, o ile pochodzi ono z ust człowieka zatroskanego o nasze dobro.

Obserwując Mistrza z Nazaretu, w oparciu o Jego przykład, można udoskonalić miłość drugiego człowieka, która nie waha się stosować nawet mocnych upomnień, byle tylko przywieść do opamiętania błądzących. Prawdziwa miłość umie upomnieć i umie upomnienie przyjąć.

Ks. Edward Staniek


Nauczyciel odpowiedzialności


Wyszedł z więzienia. Przybył do rodzinnej miejscowości i powędrował nad grób swego ojca. Chciał przy tym grobie wyrzucić z siebie gorzkie pretensje, jakie nagromadziły się w nim w ciągu życia. Przegrał 37 lat. W więzieniu zrozumiał, że głównym sprawcą jego nieszczęścia był właśnie ojciec.

Matka wychowywała go wraz z dwoma siostrami bardzo uczciwie. Pragnęła mieć dobre dzieci i wychować je na dobrych ludzi. Los sprawił, że zmarła, gdy on był w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Odpowiedzialność za dalsze wychowanie spoczęła na jego ojcu, ale temu nie zależało na tym, by miał uczciwe dzieci. Kiedy zobaczył pierwsze kradzione przedmioty, uśmiechnął się i zamiast zganić, pochwalił: „widzę, że umiesz sobie w życiu radzić”. Nie reagował też na złe towarzystwo. Cieszył się, gdy znalazł dla siebie papierosy w kieszeni syna z klasy czwartej. Nie było z jego strony ani jednego znaku ostrzegawczego, ani jednej próby wskazania na to co dobre.

Stojąc nad grobem wylewał gorycz swoją na ojca ziemskiego i na Ojca niebieskiego za to, że mu dał tak słabego rodzica. Zrozumiał to w więziennej celi słuchając opowieści współwięźniów, którzy mieli rodziców na poziomie. Zeszli na złe drogi wbrew ojcu i matce. Byli w tej szczęśliwej sytuacji, że mieli wartościowego ojca. On był z nich najbiedniejszy. Uczynił w życiu sporo zła, ale nie było nikogo, kto chciałby, by on był dobry. Słuchając tego wyznania przypomniałem sobie uliczną balladę Stanisława Grzesiuka. Śpiewał w niej o rozbójniku Antku, upominanym wielokrotnie przez matkę i brata Feliksa. Wymowna to historia. Niewiele brakowało, a wśród ofiar rozboju Antka znalazłby się jego brat Felek, który był prawnikiem. Wreszcie Antka z jego bandą złowiono. Wprowadzono go na salę dla wysłuchania wyroku. Między sędziami stał jego brat. W imię prawa skazał go na śmierć. Wydał wyrok i umarł na sali, nie wytrzymało jego serce. Antek wtedy wyznaje: „nie pomogły matki łzy ni brata głos”, wiedział że czeka go szubienica. W tej balladzie został przedstawiony dramat Antka i wielkość zarówno jego matki, jak i brata. To upomnienie, te łzy miłości matki do syna i brata do brata, mówią o ich wielkości. Do końca odpowiedzialni za niego.

Upomnienie jest wyrazem miłości, znakiem troski o człowieka, o jego szczęście. Wielu sądzi, że upomnienie ma sens jedynie wówczas, gdy jest skuteczne. Jeśli więc nie przynosi owocu, to nie warto upominać. Takie jednak ustawienie upomnienia nie jest podyktowane miłością. Ten kto kocha, nigdy nie przestanie upominać, miłość mu na to nie pozwoli. Człowiek wędrujący drogą nieuczciwości nie może być prawdziwie szczęśliwy, więcej, ciągle grozi mu całkowita klęska, bo nigdy droga nieuczciwa nie prowadzi do pokoju sumienia i wolności ducha. Stąd ten, kto kocha takiego człowieka, wzywa go do zmiany drogi życia.

Bóg doskonale zna kręte drogi wielu ludzi. On będzie ich sądził. Od nas natomiast oczekuje nie sądzenia, lecz upominania naszych braci. Stopień zaangażowania w upomnienie, w walkę o człowieka, jest dowodem naszej miłości. Nie może to być tylko upomnienie słowem, trzeba uczynić wszystko, co w naszej mocy, by człowiek wrócił z niesprawiedliwej drogi. Ale jeśli nawet wszelkie środki zawiodą, trzeba upominać do końca. Ten, kto kocha, nie może się zgodzić na to, by osoba kochana wędrowała drogą wiodącą ku otchłani wiecznej przepaści, a taką jest droga grzechu.

Proroka Ezechiela można nazwać nauczycielem odpowiedzialności indywidualnej. Jego wypowiedzi dotyczące tego tematu należą do klasyki światowej. To na jego wypowiedziach, jak na fundamencie, buduje gmach odpowiedzialności w swej etyce Chrystus. I on podejmuje temat upomnienia braterskiego. Rozpracowuje je dokładnie ukazując poszczególne etapy, jakie winien przebyć człowiek, by mógł z ręką na sercu stwierdzić, że uczynił to, co było w jego mocy, by brata ratować.

Mało znany prorok Ezechiel winien być ponownie przestudiowany. Jego Księga, bogata w wizje, obrazy, symbole, stanowi nie tylko magazyn, z którego obficie korzystał autor Apokalipsy, lecz jest ważnym ogniwem w wychowaniu ucznia Chrystusa do pełnej odpowiedzialności za siebie i za drugiego człowieka.

Ks. Edward Staniek
źródło : http://www.mateusz.pl/czytania/20080907.htm
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9