Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
MOJE PYTANIE
Autor Wiadomość
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-25, 23:08   

El ja normalnie zyje ..i dzisaiaj i wczoraj..i pewnie jutro..załatwiam,pilnuje obowiązków
i to wszystko dlatego nie rozumiem o czym piszesz
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-26, 00:06   

Norbert...spoko.
Myślę,że El chodzilo o to.......pozdrawiam ..i dodam ..poza planami na dzisiaj ..mam jeszcze na jutro!!!!!
Plany na jutro dopuszczalne...tym bardziej "fajowe" i takie myślę masz, o czym świadczą te wykrzykniki.
Fajowej niedzieli :-)
 
     
samotna
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-26, 23:14   

Dziękuję serdecznie wszystkim za stawianie do pionu, za dobre i ciepłe słowa, ostro pojechał nałóg, lecz cóz taka prawda. Wróciłam dzisiaj do domku, weekend sie udał, rodzina nie wypytywała, wiec sie nie chwaliłam. Było miło, dałam radę.
Jeszcze raz dzięki, a jak padnę na twarz to z pewnościa zwrócę sie do Was.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-27, 08:41   

Samotna........... eeeeeeeeee ja tylko potwierdziłem to co Ty napisałaś,potwierdziłem Twoje uczucia.Czyż nie tak?
A transparentu z napisem "jestem porzucona przez męża" nie musisz nosić,nie musisz wszystkim sie usprawiedliwiać czy chwalic....pytaja ???odpowiedzieć prosto....tak maz mnie zdradził.
Wiesz...... jestem alkoholikiem.Bywam na różnych imprezach tak towarzyskich jak i zawodowych.Jest alkohol, czasami ci co mnie nie znaja lub dawno sie nie widziałem z nimi pytaja czemu nie piję........... czasami odpowiadam wprost ze śmiechem; wiesz....bo ja juz swoje wypiłem,
czasami jednak mówię wprost z usmiechem: bo jestem alkoholikiem.

Najczęściej to rozbraja całkowicie pytającego.......... i koniec.
Możesz tez spróbować -bez zakłamywania,ale i bez zbytniej szczerości- swoją formułkę opracować.
Pogody Ducha Samotna
 
     
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-27, 09:53   

Nałogu ..zgadzam się z toba lecz nie wszyscy akceptują sytuację ..ty akceptujesz pogodziłeś się ze swoim..ja ....ja tez pogodziłem się ze swoim ja ...przyjmujemy to co sami
zgotowaliśmy,pracujemy,wyzbywamy się tego zła ..lecz samotnej trudno jest pogodzić się z losem jaki powstał w jej sercu a być może jak się nawet do niego przyczyniła i to w małym stopniu.Wypoada tu chyba stwierdzić .nie wiem ale takie jest moje zdanie..osobom
z zaburzonym ja..czyli,nałogi,przemoc,uzaleznienie jakim jest pokusa zdrady,w momencie powrotu jest łatwiej -stwierdzamy jesteśmy zli podejmujemy nieraz intensywną drogę przemiany swojej ..pracujemy..zmieniamy się ,staramy się wyciągać wnioski z tego co było złe..podejmujemy ostre działania by to nie wróciło ...mozolna droga ale realna...a co mają ze sobą zrobic ci skrzywdzeni,jacy nie rozumieją słów dlaczego,czemu..mają się przyzwyczajić do zycia w samotności,mają zrozumiec co ich spotkało,mają zabić miłośc w swoim sercu...to ciężkie wyzwanie i uważam że dla człowieka jaki czuje się niewinny,bezbronny to potworność,ja odczytałem samotną -że jej wstyd za to co ją spotkało...widzisz nałogu twoje stwierdzenie nie piję bo jestem uzalezniony..inaczej brzmi niż jestem sama bo mąż mnie zdradził..a czemu bo tosą konsenkwencje naszej głupoty...a czy samotna ..odczuwa teraz konsenkwencje swojej głupoty?
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-27, 10:18   

Norbert..... ja nie wiem co odczuwa Samotna.....jej trzeba zapytać.......... albo nie pytać tylko pozwolić jesj samej dojrzec do tego by napisała lub w sobie i sobie odpowiedziała.
Norbert.......... nie bardzo kumam co chcesz przekazać........... czy to że Samotna ma kłamac że jest inaczej jak jest? czy ma przed każdym uciekać bo zapytać? czy ma się kulić i zwijać z bólu?
Norbert......... a prawda jest prawdą............. niezależnei czy dotyczy mojego nałogu czy tego że ktoś został zdradzony.
Ty mnie pytasz czy samotna odczuwa konsekwencje????? Facet....... gdyby nie odczuwała to by jej tu nie było.......... a czy to są konsekwencje jej głupoty????? sądze że nie,bo to są tylko konsekwencje jej wyborów oraz postępowania osoby którą wybrała( chyba ze wybór męża potraktować jako głupotę).
"kusy" udrzył ostro........... pogrązył męża Samotnej ale tak skutecznie ,by zadawał jak nawięcej bólu Samotnej,by szansę na powrót i naprawę były jak namniejsze..... potem go zostawi z jego sumieniem............ bo tak działą'kusy". wykorzysta i zostawia.....

Norbert......... czy ktoś chory na gruzlicę albo na inną chorobę oszukuje że jest zdrowy??? Nie obnosi sie najczęściej ze swoją chorobą ,ale nie ukrywa......... prawda
 
     
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-27, 12:55   

wiedziałem że nie zostanę zrozumiany..nałogu chodzi mi o to że samotnej trudno jest pogodzić się z tym co jej los zgotował, a tym bardziej oznajmić całemu swiatu jestem sama bo mąż mnie zdradził ..ja myślę ze dla niej jest to klęska i rodzaj wewnętrznej krzywdy..ale fakt moze niech sama samotna ...to napisze.I ja wiem że jest na forum bo ponosi konsenkwencje ...tak ale jak napisałeś nie swoje,może to prymitywne myslenie ale wg mnie winno to brzmiec tak...mąż samotnej winien ogłosić całemu swiatu zostawiłem swoją żone i dzieci..bo miałem swoje prywatne pobudki...sam sie z tego śmieje co napisałem...ale tak to winno wyglądać...czemu osoba skrzywdzona ma się tłumaczyć-skoro sama sytuacja jest juz dla niej przykra
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-27, 19:06   

Norbert.........a po co Czerwona ma się tłumaczyć??po co???? i komu?????
Jak ktoś bardzo bedzie chciał wiedzieć to sie dowie ............i koniec.

Piszesz:"może to prymitywne myslenie ale wg mnie winno to brzmiec tak...mąż samotnej winien ogłosić całemu swiatu zostawiłem swoją żone i dzieci..bo miałem swoje prywatne pobudki...sam sie z tego śmieje co napisałem..."......... no właśnie ....kiepski żart.

Przypomnij sobie siebie samego z przed kilku miesiecy........ gdyby nie bolało to byś tu wlazł?
Dopiero jak sobie uświadomiłeś że tracisz to na czym jeżdziłęś jak na łysej kobyle to zabolało......... Bo to zabolało............

Męża Samotnej tu nie ma.......... to ona ma zacząć żyć z inna świadomością.Przetrawić klęskę,przyjąc fakty,przyjąć ból porzucenia.To On ama sie zmienić.....dla seibie musi,musi ,musi zaakceptowac fakty.Bo inaczej ............... tak sie nie da żyć.
 
     
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-28, 08:17   

i znowu postawiłeś mnie do pionu nałogu..ale dobrze ....lubię nadal czytać ..krytyke jeżeli cos zle zrobię,bądz pomyślę ..bo to dalej człowieka uczy....otwiera perspektywy na nowe spojrzenie......dzięki
 
     
samotna
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-28, 13:17   

NORBERT napisał/a:
przyjmujemy to co sami
zgotowaliśmy,pracujemy,wyzbywamy się tego zła ..lecz samotnej trudno jest pogodzić się z losem jaki powstał w jej sercu a być może jak się nawet do niego przyczyniła i to w małym stopniu.Wypoada tu chyba stwierdzić .nie wiem ale takie jest moje zdanie..osobom
z zaburzonym ja..czyli,nałogi,przemoc,uzaleznienie jakim jest pokusa zdrady,w momencie powrotu jest łatwiej -stwierdzamy jesteśmy zli podejmujemy nieraz intensywną drogę przemiany swojej ..pracujemy..zmieniamy się ,staramy się wyciągać wnioski z tego co było złe..podejmujemy ostre działania by to nie wróciło ...mozolna droga ale realna...a co mają ze sobą zrobic ci skrzywdzeni,jacy nie rozumieją słów dlaczego,czemu..mają się przyzwyczajić do zycia w samotności,mają zrozumiec co ich spotkało,mają zabić miłośc w swoim sercu...to ciężkie wyzwanie i uważam że dla człowieka jaki czuje się niewinny,bezbronny to potworność,ja odczytałem samotną -że jej wstyd za to co ją spotkało...widzisz nałogu twoje stwierdzenie nie piję bo jestem uzalezniony..inaczej brzmi niż jestem sama bo mąż mnie zdradził..a czemu bo tosą konsenkwencje naszej głupoty...a czy samotna ..odczuwa teraz konsenkwencje swojej głupoty?


Właśnie bardzo trafnie Norbert podsumował.
Nie rozumiem co sie stało, nie ja zawiniłam, owszem moze zawiodłam troche komunikacja, ale nie mam sobie nic z poparaństwa do zarzucenia. Nie zdradzałam, nie piłam, dbałam o dom, o rodzine, furiatką nie jestem, nie krzywdziłam nikogo, zawsze wierna, oddana...
Jest mi rzeczywiście wstyd, bo czuję sie gorsza, bo nie potrafiłam męża przy sobie zatrzymąc, bo nie ma tego czegoś, bo czuje sie kobietą odrzuconą, nie kochaną , nie akceptowaną, a wydawało mi sie inaczej.
Rzeczywiście, ktos kto wie co robił źle, moze nad tym pracować, ale w sytuacji mojej i innych skrzywdzonych co mamy naprawiać?
Jestem osobą wrażliwą, emocjonalną nie zdradzałam , mam swoje zasady i tyle to co mam teraz zaprzeć sie własnego ja?
Jedynie nad czym muszę/ musimy pracować to jak napisałes nad zabiciem tej miłości.

[ Dodano: 2008-10-28, 13:22 ]
nałóg napisał/a:
Ty mnie pytasz czy samotna odczuwa konsekwencje????? Facet....... gdyby nie odczuwała to by jej tu nie było.......... a czy to są konsekwencje jej głupoty????? sądze że nie,bo to są tylko konsekwencje jej wyborów oraz postępowania osoby którą wybrała( chyba ze wybór męża potraktować jako głupotę).


tak odczuwam konsekwencje, konsekwencje decyzji mojego męża, a czy głupoty?
swojej raczej nie, chyba, że niezorientowanie sie, ze jest az tak źle.

[ Dodano: 2008-10-28, 13:24 ]
NORBERT napisał/a:
chodzi mi o to że samotnej trudno jest pogodzić się z tym co jej los zgotował, a tym bardziej oznajmić całemu swiatu jestem sama bo mąż mnie zdradził ..ja myślę ze dla niej jest to klęska i rodzaj wewnętrznej krzywdy..ale fakt moze niech sama samotna ...to napisze.I ja wiem że jest na forum bo ponosi konsenkwencje ...tak ale jak napisałeś nie swoje,może to prymitywne myslenie ale wg mnie winno to brzmiec tak...mąż samotnej winien ogłosić całemu swiatu zostawiłem swoją żone i dzieci..bo miałem swoje prywatne pobudki...sam sie z tego śmieje co napisałem...ale tak to winno wyglądać...czemu osoba skrzywdzona ma się tłumaczyć-skoro sama sytuacja jest juz dla niej przykra


Dokładnie Norbert tak sie właśnie czuję. To jednak czy mąż powinien ogłosić całemu światu, czy ja to powiem to już nie ma znaczenia . Fakt jest faktem boli tak samo.

[ Dodano: 2008-10-28, 13:26 ]
nałóg napisał/a:

Męża Samotnej tu nie ma.......... to ona ma zacząć żyć z inna świadomością.Przetrawić klęskę,przyjąc fakty,przyjąć ból porzucenia.To On ama sie zmienić.....dla seibie musi,musi ,musi zaakceptowac fakty.Bo inaczej ............... tak sie nie da żyć.


I tu jest najwiekszy problem, bo ja sie z tym jeszcze nie moge pogodzić....
 
     
mami
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-28, 14:52   

ano samotna zmiana nie dlatego, że jestes zła czy popaprana, tu chodzi o co innego własnie o to z czym masz problem sama to napisałaś...
nałóg napisał/a:

Męża Samotnej tu nie ma.......... to ona ma zacząć żyć z inna świadomością.Przetrawić klęskę,przyjąc fakty,przyjąć ból porzucenia.To On ama sie zmienić.....dla seibie musi,musi ,musi zaakceptowac fakty.Bo inaczej ............... tak sie nie da żyć.



I tu jest najwiekszy problem, bo ja sie z tym jeszcze nie moge pogodzić....

_________________

bo inaczej, skoro ktoś sie chce słuchac to tylko
lekarzu lecz sie sam

samotna nie ma innej drogi.... jak tylko zmiany do nastawienia tego co robie, ty nie chcesz i do tego masz prawo jednak za tym idzie to wszytsko co teraz przeżywasz
lepiej sie zmienic niż doświadczac cierpienia na własne życzenie

chcesz by nie bolała byś nie cierpiala a równocześnie nie chcesz sie zmienic
tak se ne da...
pozdrawiam gorąco widac nie twój czas na przemiane jeszcze
 
     
samotna
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-28, 16:04   

mami,
czytam i autentycznie płaczę. tak nie mój czas płaczę, nie umiem sie pogodzić, taka ze mnie głupia baba. Stoje w kosciele, a łzy mi same lecą i nie umiem tego opanować. Męża nie ma jest na wyjeździe, a ja tęsknię, choć jego bycie w domu też boli. Wszystko xle, nic mnie nie cieszy. wczoraj szereg przyjemności uczyniłam dla siebie, takie babskie zakupy, lecz nikt w domu nie czeka, nie mówi, ze fajne, ze ładne. DLA MNIE WSZYSTKO STRACIŁO SENS>,
Ja wiem, że powinnam sie wziąźć w garsc, nie myśleć, odganiać tęsknotę, wspomnienia, ale to teoria, a życie swoją drogą - deprecha, wszystko leci mi z rąk, nie mogę skupić myśli, usiedzieć na miejscu, ale też i do ludzi na zajęcia ( takie babskie) też nie mam ochoty. Najchętniej zamknęłabym się w pokoju zawinęła w kokon w kołdrę i spała, nie wiem uciekła daleko, usnęła i sie nie obudziła. Boże upadam, nie daję sobie rady ze sobą. Emocje, uczucia, wzgarda, zdrada, wszystko sie miesza.
Wiecie czego mi brakuje ludziego przytulenia. Nie mam mamy w zeszłym roku odeszła niespodziewanie. nie zdążyłam jeszcze wylizać ran. tak bardzo ją kochałam. Gdyby mama żyła mogłabym po ludzku sie przytulić. Syn nastolatek takich potrzeb nie ma. Przytuli sie owszem minutę i juz go nie ma. W domu cisza, tv drazni. dostałam dzisiaj przesyłkę, ksiązki, które zamówiłam ( polecane na forum) mam zamiar czytać, ale to co najlepiej mi przychodzi to teraz od 3- mcy ucieczka w fajki. Wiem, ze to źle, ale tylko papieros mój bliski przyjaciel jest w kazdej chwili ze mą. Wiem, ze mnie zrugacie, sama siebie za to nie lubie, ze nie potrafie sie odciąc, pogodzić i płaczę.
Boże jakim słabym człowiekiem jestem. Ludzie mają jeszcze większe tragedie i radzą sobie, a ja - żeby odejście męża tak mnie sponiewierało.
Przepraszam kochani, ze choc tyle waszego wsparcia i rad , a ja nie potrafię jeszcze z nich korzystać, ze nie mam efektów pracy nad sobą, ze nie przychodze do Was silniejsza. Mam wrażenie, ze im dłuzej to trwa to zamiasat z kazdym dniem lżej to jest gorzej. Gdzie tego kres?
 
     
pullo
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-28, 19:44   

samotna

Nie tylko ty to tak przeżywasz. Ja jestem 14 miesięcy po odejściu żony, i ciągle zdarzają mi się smutne dołujące dni. Też czasami wszystko wydaje mi się bez sensu i nic mnie nie cieszy.
Pracę skończyłem o 17, a dalej siedzę sam w pustym biurze. Czas mija i to uczucie smutku i pustki łagodnieje ... jest jakby mniej takich dni.
Już dawno mi się wydawało ,że się pogodziłem z jej odejściem ,że jej wybaczyłem całkowicie ... ale to u mnie jeszcze trwa. Długi to proces, i się nie poddam.
Dziś czułem się tak strasznie przytłoczony tym cierpieniem i pomyślałem tylko "Boże ty się tym zajmij - ja się zgadzam z tym" i już poczułem się lepiej.
Zaraz po tym przeczytałem twojego posta.
Dziś mam wyjątkowo smutny wieczór, bo powiedziałem żonie ,że nie pójdę z Nią i córką na groby w sobotę. Zazwyczaj mam takie smutne dni kiedy muszę być stanowczy dla Niej. Wcześniej często się uginałem i Ona pewnie nie czuła żadnych reguł.

Wiesz dobrze ,że płaczesz pewnie niedługo przejdziesz do kolejnego etapu... przynajmniej u mnie tak to następuje. Nie poddawaj się i pracuj nad sobą. Mi udaje się jakoś odganiać pokusy które się pojawiają ...

I dokładnie tak jak ty czuję ,że jeszcze nie udało mi się wprowadzić do działania wszystkich rad które tu przeczytałem.
Dziękuję wszystkim którzy tu piszą i tobie samotna. Może kiedyś spotkamy się w dziale świadectwa - może niekoniecznie nasi małżonkowie powrócą ,ale może my się pogodzimy z naszym losem i zaczniemy budować coś większego. Coś większego niż nasze pragnienia. Samo to forum to coś dobrego :) Zaczniemy panować nad własnymi emocjami i staniemy się WOLNI.
 
     
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-28, 23:22   

samotna i pullo czytajac wasze posty nasuwa sie jedno ....cierpienie...cierpienie i nadzieja ..
choc to zabrzmi dosc twardo ale wkoncu najwyzsza pora przerwac ten cykl biadolenia ,przerwac ten cykl błagania....piszecie często wasza miłość jest wyszydzana,odrzucana...mówi się wam ustalcie swoje zycie,mówi sie wam poszukaj sobie kogoś..mówią -co was interesują sprawy z kim sie kontaktuja wasi współmałzonkowie ...głosno sie wam mówi ich czas to nie wasz czas...jak długo macie zamiar życ w takiej obłudzie..jak długo bedziecie sie jeszcze dołować...ktoś kolejny raz z was rezygnuje..ktos kolejny raz podkresla że was nie kocha ..ktos kolejny raz mówi wam że jesteście niepotrzebni....czy juz nie czas w sobie przerwac ten cykl...i zadac głosne pytanie ..choc trudne ale zadac czy ten ktos jest wart mnie ....czy swoje problemy nie przewala na mnie czy to ja niszcze ten związek...czy to jemu nie zalezy....zrozumncie wasze połowy mają problemy ze swoim ja ..zagubili sie i nie
chcą tego zrozumieć....mają problemy ze swoją osobowoscią i tak łatwiej jest zwalic to na wasz kark...bo to przez was bo to wy robiliście zle ..bo to wy nie spełniliscie marzeń....
A JA ODPOWIEM TAK ...człowiek małostkowy,zaburzony,nie szukający problemu w sobie,człowiek o zachwianej rzeczywistości ucieka się do takich bajerów..człowiek niespełniony dla którego nie ma ideałów życia ...i tworzy swoje denne tłumaczenie ,,by tak ukryc potrzeby,pociąg,niespełnione zachcianki jakie narastały przez jego życie....czy sądzicie ze jesteście w stanie takiego człowieka zaspokoic...nie!! zawsze wymysli nowe powody...a co dla was będziecie starac się dopasowac przez całe życie do tych potrzeb
czy wkońcu nie warto puścić współmałzonka niech idzie niech sie zaspakaja....ja zmieniam swoje ja dla siebie....i tylko dla mnie ...mój dzień jest moim dniem radości...moja chwila jest moją chwilą....a jak znowu moja połowa stanie na mej drodze to ja się teraz zastanowię czy chcę aby do mnie wrócił...to jest własnie wasz STOP ,to jest własnie ten czas dla was,to jest własnie ta przemiana jaką macie zrobic dla Siebie ...rozumiecie
głowa do góry,duma,radośc ze jestescie ..nie płacz,zgięty kark i błagające oczy..ta pstawa niszczy was,wasze dzieci i działa destruktywnie na wszystkich w waszym otoczeniu!!!!!!
samotna i pullo sa takie słowa piosenki PIN....(nikochanie)....skupieni na roztajach dróg nie potrafimy wierzyc w cud,bo tak łatwiej,bo tak łatwiej.....skoro wasze połowy wybrały bo tak łatwiej zaakceptujcie to i dbajcie o siebie ...bo to wasze nerwy,wasze zdrowie i wasze zycie
 
     
mami
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-29, 09:16   

umacniaj sie ciągle w tym co słuszne i nieodzowne, myśl i analizuj, może to Wam pomoże:

....Najważniejsze jest przykazanie „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego”. Wszyscy je powtarzamy, ale czy rozumiemy? To jest przykazanie, które mówi o tym, że trzeba siebie kochać. Zadaj sobie pytanie: co w sobie lubisz? Czy jest coś, co w sobie lubisz? Prawda, że to trudne pytanie? Łatwiej jest znaleźć tysiąc spraw, których nie lubimy, których chcielibyśmy się pozbyć. Człowiek uzależniony nienawidzi siebie, czuje się nikim, więc nie może też nikogo kochać. To też trzeba sobie uświadomić, chociaż to bardzo boli. Człowiek uzależniony nie dba o siebie i nie może dbać o relacje z innymi. Nie rozumie swoich emocji, nie może więc rozumieć przeżyć innych.
szukamy czegoś takiego, na czym można się oprzeć, od czego można zacząć. Trzeba pokochać siebie, aby budować.....


pewnie większosc odbiera je tylko w jedną strone....
walczcie ze swoją bezradną postawą bo jak mądrzy tu mówią możesz byc bezsilna wobez tego co cie spoptkało ale nie bezradna... mozesz wiele tylko musisz uwierzyc, ze możesz, umiesz i chcesz
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 9