Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
O pomaganiu
Autor Wiadomość
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-08-14, 00:03   O pomaganiu

Tak mnie naszło na przemyślenia, to sobie popiszę.

Historyjka:
Mam znajomych, rodzinę z dziećmi. Ciężko im, mieszkają w zagrzybionym pokoju, mają kłopoty finansowe, zaległości w czynszu, dzieci chorują. Pocieszam kobietę czasami, tak jak umiem, po swojemu. I mówię o sobie - że udało mi się jakoś stanąć na nogi po ciosie, jaki mnie spotkał, mam ciekawą pracę i własne mieszkanie.
Żal mi się robi jak widzę tę kobietę. I zachciało mi się pomóc jej: wymyśliłam, że skoro ja sobie tak radzę, to i ona może. Zaproponowałam, żeby dla rozrywki, dla poprawy nastroju, wybrali się na kosztowną wycieczkę, naopowiadałam, jak można cieszyć się słońcem, spacerami po plaży, kąpielą w ciepłym morzu, jak dzieciom by pomogła taka wyprawa. Oczywiście nie zafundowałam im tej wycieczki, bo przecież mogą sobie zapracować, prawda?
No i nie skorzystali, odmówili. A przecież to takie proste, tylko iść, zapłacić, wyjechać. I cieszyć się życiem. Skoro mnie się podobało, im też powinno.
No nie rozumiem o co im chodzi, przecież chciałam dla nich dobrze. Dziwni ludzie, prawda?
A może powiedzieć, że to lepiej, iż nie pojechali, przynajmniej nie prażyli się w tym palącym słońcu?
Mogę również porzynieść zdjęcia z wycieczki, jakieś pamiątki, żeby opowiedzieć co widziałam, rozumiejąc, że nie każdy może tam być?

Druga historyjka:
Umiera dziecko. Długo oczekiwane, wytęsknione, ukochane. Pocieszam matkę tak jak umiem: Opowiadam jaką mam wspaniałą córkę, jak jest mądra, zdrowa, jak sobie radzi w życiu. Pokazuję zdjęcia, gdy córka była była w tym wieku, co ich dziecko.
No nie rozumiem, dlaczego ta kobieta nie chce słuchać? Przecież powinna się cieszyć, że innym się wiedzie, że mają pociechę z dzieci.
Dziwne, nie chcą takiego pocieszenia.
A może... opowiedzieć, jakie kłopoty są z nastolatką, żeby szukali w tym pocieszenia, że uniknęli problemów?
Czy może lepiej po prostu pomilczeć razem, zaproponować wspólny spacer, albo posłuchać o ich maleńkim dzieciątku, pomóc swoją obecnością i wspólnie wypitą kawą?

Trzecia historyjka:
Góry, przełęcz, wąska ścieżka, każdy nieostrożny ruch grozi upadkiem w przepaść. Idę, a co mi tam, przecież mam zdrowe nogi. I zupełnie nie rozumiem, dlaczego ktoś na wózku inwalidzkim nie jedzie za mną, tylko wybiera trasę dłuższą, okrężną, ale za to bezpieczną. Przecież niepotrzebnie straci dużo czasu i jeszcze się namęczy o wiele więcej niż ja. Ja sobie dojdę na miejsce, odpocznę, wypiję kawę, a ten człowiek będzie na początku drogi, może dopiero pod wieczór dojedzie. No nie rozumiem, skoro ja mogę, dlaczego ktoś inny nie potrafi? Niech wstanie, niech idzie, skoro ja to robię.

I kolejna:
Niewidomy.
Zastanawiam się jak pomóc komuś, kto siedzi sam w domu i ma dość radia, książek z kasety, potykania się o meble.
Czasem zadzwonię, czasem odwiedzę, poczytam książkę, zrobię herbatę, pójdziemy razem na spacer, pod rękę, żeby się nie przewrócił. I do parku pójdziemy, i kwiatki razem powąchamy, i o kolorach opowiem, i na słońce zaprowadzę. I będę się cieszyć, że ten ktoś sam wyszedł do sklepu, ugotował sobie zupę czy odkurzył dywan. Bo radzi sobie tak jak umie, na ile go stać, ile ma sił w sobie. Pochwalę i będę zachęcać do zakupów w sklepie oddalonym nie o 100 , a o 200 metrów.
Ale mogę inaczej. Mogę opowiadać, jak to sobie poradziłam nad przepaścią. I zażartować z tego na wózku, że taki durny, jechał wokół góry , zamiast iśc na skróty - jak ja. Mogę skrytykować, że ubrał się nieodpowiednio i źle dobrał kolory. Ale mogę cieszyć się, że w ogóle się ubrał. I zachęcać do dalszych samodzielnych działań.

Wiem że chcemy sobie nawzajem pomóc. Ale nie każda pomoc jest pomocą, czasem to posypywanie solą otwartej rany.
Ja cieszę się z każdego przeżytego dnia, wspólnego obiadu z córką, z każdego wyjścia do pracy, ze spotkań, których wciąż ma więcej. I ugotowanej zupy, i z każdego wyszytego ściegu. I z przyjaciół. I z modlitwy, która jest czasem bardzo trudna. I z deszczu oraz burzy: wychodzę wtedy na balkon i jest mi dobrze. I z nowego telefonu, który kupiłam "przy okazji", chodząc po sklepach, żeby zamówić lustro do szafki. I ze strony na "chomiku", bo ma dużą oglądalność. I jest mi żal, bo chciałabym dostać telefon od męza, i lustro z nim kupować, nie sama.
Wiem że każdy/każda z nas cieszy się z podobnych drobiazgów. Robimy malutkie kroczki, upadamy i znów wstajemy - jak dzieci, które uczą się chodzić. Bo jesteśmy jak te dzieci: znaleźliśmy się w nowych warunkach, nowej sytuacji, gdzie wszystko jest nieznane i straszne. Idziemy przez ciemny tunel i zastanawiamy się, czy to światełko to są reflektory czy nasze wyjście z mroku.
Wiem z własnego doświadczenia że pomaganie innym bywa spontaniczne, zwykle wedle naszego poglądu na życie. I zależy od pogody, nastroju czy pory roku. Czasem ta pomoc jest bez zastanowienia, byleby tylko coś zrobić, coś powiedzieć.

To takie moje przemyślenia, moje spojrzenie na sytuację, w której się znalazłam. I na wzajemną pomoc, czy bywa skuteczna, czy prowadzi do pogorszenia sytuacji.
Bez cmoków, bo tego nie znoszę, pozdrawiam cieplutko. Elżbieta
 
     
discus
[Usunięty]

Wysłany: 2008-08-14, 11:18   

Czytam sobie Twoje przemyślenia elzd1 ale uważam,że jest inaczej.

Można komuś pomagać modlitwą i to napewno będzie dobre.Można prosić Boga o to aby wskazał nam dobrą drogę,żebyśmy wiedzieli komu i jak pomóc.

Wyobraź sobie:
Twój stary dobry znajomy podchodzi do Ciebie pijany (wiesz,że dawno już pije) i prosi Cię o parę groszy.Możesz mu dać i uszczęśliwić go.- czy to będzie dobre?
Jeśli nie dasz, posolisz trochę jego ranę.-pewnie będzie to lepsze.
Jest jeszcze jedno wyjście.Jeżeli naprawdę chcesz mu pomóc i włożysz w to całe serce to z Bożą pomocą możesz wyciągnąć takiego człowieka z nałogu. Będzie to wymagało wiele poświęcenia.Wiele tej soli nasypiesz w Jego rany ale naprawdę pomożesz.

Uważam że,żeby komuś pomóc trzeba czuć siłę od Boga.Być pewnym,że to co się robi jest dobre,nie kierować się rozumem tylko sercem a w sercu mieć Boga.
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2008-08-14, 17:03   

discus napisał/a:


Uważam że,żeby komuś pomóc trzeba czuć siłę od Boga.Być pewnym,że to co się robi jest dobre,nie kierować się rozumem tylko sercem a w sercu mieć Boga.


Miec Boga w sercu to jak najbardziej kierowac sie rozumem... Boga nie można ograniczyc do sfery "serca"...ogarnia nasz umysł i rozum również, wszystko... Czy trzeba czuc siłę Boga??? Hm... Powiem...jak najbardziej czuję się nieporadna, jak najbardziej mam przekonanie ,że bardziej zawadzam w planach Bożych w wielu sytuacjach , ale dał mi Ducha Sw i od Niego pochodzi wszystko co Dobre...a wiec to uzdalnia mnie do zwykłych chociażby uczynków miłosierdzia...Jeśli nie wiem jak pomagac ...bo mogę nie wiedziec jaką forma pomocy w tym momencie jest najlepsza...więc jedynie co rozum mi podpowiada...to kierowanie do fachowca...modlitwa za tą osobę ...Z całą pewnością same wysłuchanie, empatia jest dużą formą pomocy...czasem nie trzeba gadac ....czasem nie trzeba robic...wystarczy czasem byc , słuchac , pomagac tak jak na ten moment mogę i potrafię...a Duch Sw w tym mnie wspomaga.
pozdrawiam:)
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-08-14, 23:23   

discus napisał/a:
Można komuś pomagać modlitwą i to napewno będzie dobre.

To akurat jest dla mnie zrozumiałe, dlatego nawet nie wspominałam o pomaganiu modlitwą.
Myślę, że nie powinno się nikogo na siłę uszczęśliwiać według swojej sytuacji i punktu widzenia, że przede wszystkim należy wziąć pod uwagę możliwości tego, któremu chcemy pomóc.
discus napisał/a:
Być pewnym,że to co się robi jest dobre,nie kierować się rozumem tylko sercem a w sercu mieć Boga.

Tiaaaa. Mój szanowny mąż też się kieruje nie rozumem a sercem. A już na pewno kieruje się dobrem: swoim i jej kobiety, którą rzekomo uwolnił od męża, no zachował się wprost jak rycerz. I według niego Bóg nie sprzeciwia się TAKIEJ miłości, bo TAKA miłość może być dana tylko od Boga.

Owemu pijaczkowi nie dam ani grosza, jeśli będzie głodny to kupię coś do jedzenia. Ale nie będę robiła wykładu o szkodliwości nadużywania alkoholu, popijając w tym czasie jakieś wino i gadając o cudownym życiu w trzeźwości. Gdy mnie poprosi o pomoc (a tutaj właśnie prosimy), postaram się wskazać drogę wyjścia, nie zaciągnę siłą do poradni, a już na pewno nie będę udawać specjalisty od leczenia uzależnień.

Mirela napisał/a:
więc jedynie co rozum mi podpowiada...to kierowanie do fachowca...modlitwa za tą osobę ...Z całą pewnością same wysłuchanie, empatia jest dużą formą pomocy...czasem nie trzeba gadac ....czasem nie trzeba robic...wystarczy czasem byc , słuchac , pomagac tak jak na ten moment mogę i potrafię...a Duch Sw w tym mnie wspomaga.

Masz rację Mirelo, czasem wystarczy być, pomóc przez podanie ręki, zaproszenie na spacer. Problem w tym, że często odczytujemy Boże podpowiedzi według swoich chęci, na miarę swoich potrzeb. I wtedy więcej szkody niż pożytku.

Również pozdrawiam :-)

-------------------------------------------
Jest rzeczą wielce niebezpieczną
chcieć prowadzić wszystkich
tą samą drogą do doskonałości.
św. Ignacy z Loyoli
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 9