Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Porzuceni przez małżonka i opuszczeni przez Kościół?
Autor Wiadomość
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-28, 21:32   Porzuceni przez małżonka i opuszczeni przez Kościół?

ks. Marek Dziewiecki
Porzuceni przez małżonka i opuszczeni przez Kościół?



To, że kocham małżonka, nie daje mu prawa, by mnie krzywdził,
a mnie nie daje prawa, bym złamał moją przysięgę małżeńską.

Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo i dlatego jesteśmy zdolni do miłości. Najsilniejszą więzią między kobietą a mężczyzną jest miłość małżeńska. Jest to miłość tak mocna, że obydwoje opuszczą swoich rodziców (nie przestając ich kochać!) i zawierzą sobie własny los oraz los dzieci, którym przekażą życie (por. Mt 19, 5). Niemal każdy nastolatek marzy o tym, by spotkać kogoś, kto kocha w sposób nieodwołalny i kogo on potrafi pokochać podobną miłością. Niestety wielu młodych ludzi zadawala się karykaturą małżeństwa i rodziny, gdyż szuka łatwo osiągalnego szczęścia, które w realiach tej ziemi nie istnieje. Prawdziwa miłość stawia prawdziwe wymagania. Kto nie dorasta do takiej miłości, ten zadowala się jej imitacjami i buduje przyszłość na piasku.

W ostatnich latach każdego roku rozpada się w Polsce ponad sześćdziesiąt tysięcy małżeństw. Rzadko dzieje się tak na skutek obopólnej winy. Zwykle jedna ze stron ponosi zdecydowanie większą odpowiedzialność, a druga staje się ofiarą i osobą porzuconą. Niepokojącym faktem jest szybko rosnąca liczba orzeczeń nieważności małżeństwa z powodu ewidentnej niedojrzałości jednego czy obydwu małżonków. Fakt ten jest nie tylko porażką tychże małżonków, ale też porażką kapłana, który przygotowywał ich do zawarcia małżeństwa i który być może pochopnie orzekł, iż dorośli oni do tej miłości, do jakiej zobowiązuje sakramentalna przysięga.

W tej sytuacji pierwszym zadaniem Kościoła jest stanowcze zapobieganie podobnym dramatom na przyszłość. Profilaktyka w tym względzie oznacza jeszcze bardziej staranne niż dotąd przygotowanie narzeczonych, a także bardziej niż dotąd wnikliwą weryfikację ich stopnia dojrzałości. Im bardziej narzeczeni są niedojrzali do małżeństwa, tym mniej oni sami zdają sobie z tego sprawę i tym mniejsze stawiają sobie wymagania. Zdarza się nawet i tak, że ktoś świadomie dopuszcza się kradzieży sakramentu małżeństwa, czyli przyjmuje od drugiej osoby przysięgę, której sam nie ma zamiaru lub nie potrafi dochować. W związkach osób niedojrzałych dochodzi do dramatycznych krzywd i do przemocy. Przemoc w małżeństwie zaczyna się już wtedy, gdy ktoś z małżonków przestaje okazywać miłość, a nie dopiero wtedy, gdy zdradza, bije czy okrada on swoich bliskich. Małżonkowie nie przysięgają sobie przecież tego, że nie będą krzywdzić czy poniżać tej drugiej osoby, lecz że w każdej sytuacji będą ją kochać i szanować. Szczytem przemocy w rodzinie jest aborcja. Jeśli bowiem rodzice zabijają niewinne dzieci, to nieuchronnie zaczną też ranić siebie nawzajem.

Aby skuteczniej niż dotąd zapobiegać rozpadowi małżeństw i porzuceniu małżonka, program kursów dla narzeczonych powinien obejmować przynajmniej jedno spotkanie kapłana z rodzicami narzeczonych, połączone z możliwością rozmowy w cztery oczy. Jeśli w trakcie takiej rozmowy rodzice przytaczają konkretne, mocne argumenty, świadczące o niedojrzałości jednego czy obojga narzeczonych, to ksiądz powinien dokonać solidnej weryfikacji w tym względzie, porozmawiać z innymi świadkami i nie dopuścić do zawarcia nieważnego sakramentu małżeństwa.

Zapobieganie dramatom małżeńskim to nie tylko solidniejsza formacja i weryfikacja narzeczonych. To także precyzyjne i szczegółowe wyjaśnianie - w ramach kursów dla narzeczonych! - prawa do stanowczej obrony przed krzywdą w małżeństwie. Kościół nigdy nie zaakceptuje rozwodów, gdyż poważnie traktuje człowieka, który składa przysięgę małżeńską, ale akceptuje możliwość separacji, gdyż równie poważnie traktuje cierpienie krzywdzonego małżonka. Separacja nie jest odwołaniem miłości lecz to — z konieczności — miłość na odległość. W przypowieści o synu marnotrawnym Jezus opowiada o dobrym ojcu, który zmuszony jest przez błądzącego syna do miłości rodzicielskiej na odległość. Niewiedza co do zasad dojrzałej miłości sprawia, że krzywdzony małżonek myli miłość z naiwnością i że wbrew swej woli pomaga współmałżonkowi wchodzić w kolejne fazy kryzysu.

Obowiązkiem kapłana przygotowującego do sakramentu małżeństwa jest wyjaśnianie, że po zawarciu małżeństwa małżonek wcale nie jest własnością tej drugiej osoby i że także w małżeństwie obowiązuje zasada: to, że kocham ciebie, nie daje ci prawa, byś mnie krzywdził. Im więcej narzeczeni wiedzą o prawie do obrony przed krzywdą do separacji włącznie, tym wcześniej i tym bardziej stanowczo mają szansę interweniować w obliczu pierwszych już przejawów kryzysu współmałżonka. Wiedzą bowiem, że żadna „klamka nie zapadła”, gdyż miłość to bycie dobrowolnym darem, a nie naiwną ofiarą. Z kolei dla małżonka, który wchodzi w kryzys, świadomość, że ta druga strona nie jest naiwna, stanowi najlepszą motywację do tego, by czuwać nad sobą i by przezwyciężać swoje słabości. Im więcej narzeczeni wiedzą na temat mądrej miłości oraz na temat prawa do obrony przed krzywdą w małżeństwie, tym mniej będzie rozpadu małżeństw i osób porzuconych.

Ważnym zadaniem Kościoła jest wyjaśnianie małżonkom, że w obliczu poważnego kryzysu ich związku, należy szukać rozwiązań mądrych i uczciwych, a nie rozwiązań „łatwych”. Oznacza to, że krzywdzony małżonek ma prawo do obrony, do wezwania policji, rozdzielności majątkowej i separacji włącznie, ale nie ma prawa do łamania własnej przysięgi małżeńskiej i do wchodzenia w nowy związek. Gdy już dochodzi do rozpadu małżeństwa, wtedy zwykle ten, kto bardziej zawinił, nie ma skrupułów i nie tylko porzuca małżonka oraz dzieci, ale też wchodzi w nowy związek, dopuszczając się cudzołóstwa. Osoba pokrzywdzona i porzucona pragnie zwykle zachować wierność przysiędze małżeńskiej. Obie strony potrzebują pomocy duszpasterskiej, ale strona porzucona powinna mieć w tym względzie pierwszeństwo i ma prawo oczekiwać większej pomocy.

Tymczasem obserwujemy bolesny paradoks. Otóż w niektórych parafiach prowadzone jest już duszpasterstwo osób żyjących w związkach niesakramentalnych, ale niemal nigdzie nie ma duszpasterstwa skierowanego do osób porzuconych, które pozostają w samotności, gdyż chcą żyć w czystości. Jedna z porzuconych kobiet opowiadała mi niedawno o tym, że jej małżonek związał się z kochanką, a mimo to jest animatorem w duszpasterstwie osób rozwiedzionych, które zawarły ponowne związki. Ów mężczyzna głosi konferencje rekolekcyjne w różnych parafiach w Polsce i jest traktowany jako moralny autorytet. Tymczasem dla porzuconej przez niego żony, która zachowuje wierność przysiędze małżeńskiej, żadna parafia nie oferuje specjalistycznej pomocy duszpasterskiej. To jest poważne zaniedbanie i wpisywanie się w „poprawną” politycznie w niektórych środowiskach większą troskę o katów niż o ich ofiary.

Osoby porzucone potrzebują specjalistycznej pomocy duszpasterskiej. Także pomocy w rozumieniu, że to nie Kościół stoi na przeszkodzie w szukaniu „nowego szczęścia”, lecz że to osoba porzucona zaufała komuś, kto ją później rozczarował i skrzywdził.
Bóg daje kryteria doboru małżonka, ale nikomu nie przeznacza konkretnej osoby. Jest to całkowicie wolna decyzja każdego z małżonków. Większość osób porzuconych w rozmowach ze mną pyta, dlaczego nie może związać się z kimś nowym, skoro ten nowy kandydat jest czuły, wrażliwy i serdeczny. Wyjaśniam wtedy, że jeśli ten kandydat wydaje się taki niezwykły i dobry, to dlaczego już dawno nie założył szczęśliwej rodziny. A jeśli naprawdę jest kimś szlachetnym, to nie zgodzi się na to, by ze względu na niego ta druga osoba złamała własną przysięgę małżeńską.

Spora grupa osób porzuconych mówi mi o tym, że chce się związać z nową osobą i zamieszkać razem, ale żyjąc jak brat z siostrą, w tak zwanym białym małżeństwie. Wtedy wyjaśniam, że jest to wystawianie się na pokusę i na próbę nie do udźwignięcia. Jeśli bowiem ta druga strona okaże się mało wrażliwa moralnie, to dojdzie do cudzołóstwa i życia w grzechu ciężkim. Jeśli zaś obie strony będą rzeczywiście kierować się sumieniem, to wspólne mieszkanie stanie się dla nich źródłem rosnącego stresu i ciągłego niepokoju o to, czy dana forma bliskości nie jest już czasem bliskością i czułością, do jakiej tylko małżonkowie mają moralne prawo. Nawet wtedy, gdy — w teoretycznym raczej przypadku - uda się żyć w czystości, to i tak ludzie mieszkający razem bez ślubu stają się zgorszeniem dla najbliższego środowiska. Kto bowiem złożył publiczną przysięgę małżeńską, ten zobowiązuje się do tego, by nie czynić niczego, co — choćby tylko zewnętrznie — nie jest z tą przysięgą zgodne. Zadaniem duszpasterza jest wyjaśnianie, że życie na sposób małżeński nie jest jedyną formą wzajemnego wspierania się kobiety i mężczyzny.

Optymalną postawą porzuconego małżonka jest trwanie w czystości, nie łącząc się z nikim na sposób małżeństwa. Oczywiście jest to rozwiązanie trudne, ale jedyne zgodne z zasadami miłości, wierności i szacunku do samego siebie. Zadaniem księży i doradców katolickich jest ukazywanie oczywistego faktu, że rozwiązania „łatwe” są zawsze zawodne i rozczarowują. Nie wolno pomagać w szukaniu tego typu łatwych, ale niemoralnych dróg wyjścia z bolesnej sytuacji, gdyż na długą metę tego typu „rozwiązania” powodują popadnięcie w jeszcze większe cierpienie. Gdy ktoś z szukających u nas porady, nie chce szukać rozwiązań zgodnych z Ewangelią, to pozostaje nam ufna modlitwa w jego intencji oraz nadzieja, że któregoś dnia zwróci się jeszcze raz do nas o pomoc, kiedy zrozumie, że nie istnieją lepsze sposoby przezwyciężania trudności niż te, które proponuje nam Chrystus.


opr. mg/mg

http://www.opoka.org.pl/b...opuszczeni.html
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-29, 16:29   

Taki link dostałam od gosi_k..przekazuje dalej, dziękują Gosi ! To ważne i chyba do tego tematu, który słysznie rozpoczęła Elzd.Pozdrawiam ! EL.

http://fakty.interia.pl/p...ko,1066429,4255
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-29, 21:26   

EL.
Dzięki. Wreszcie wychodzimy z podziemia :-) , może i w tej sprawie coś ruszy.
 
     
petrus
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-01, 00:29   

Miałbym jedno proste acz genialne pytanie: Dlaczego Kościół korzysta z pomocy psychologów po fakcie śłubowania, rozważając brak zaistnienia sakramentu między małżonkami, a nie czyni tego PRZED ślubowaniem? Przygotowanie do małżeństwa niech trwa 3 miesiące - za to badanie u psychologa 3 godz. max .
Złośliwi odpowiedzą , że sądy biskupie nie miałyby wtedy nic do roboty. :-x Powszechnie bowiem wiadomo jest, że zajmują się w dużej mierze właśnie małżeństwami potencjalnie niezawartymi.
pozdrawiam
Petrus
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-01, 12:46   

A ja nie pamiętam, żeby w czasie nauk przedmałżeńskich mówiono i kryzysie związku.....uważam, że to konieczne....ponieważ zły zawsze uderza tam gdzie jest miłość....zawsze ! I zawsze chyba każde małżeństwo przezywa jakis dyskomfort, nieporozumienie.....Chwała tym, którzy potrafia wtedy rozmawiać, rozwiązywać swoje problemy wspólnie....a nie zamykają się i uciekają.
Może warto w czasie nauk przdmałżeńskich porozmawiać o tym z narzeczonymi....jak sie bronić, jak nie dac zwieść, jak być uważnym , jak rozmawiać itp.
Czyżby to było zaniedbanie, zaniechanie problemu w czasie nauk...czyżby zbagatelizownie , nieuwaga? No....a potem ...co potem z małżonkami w kryzysie , co z takim małżonkiem, który nie zgadza sie na rozwód...co z takim zrobić...więc trudność ! Może za wczasu księża mogliby się zabrać za trudności, które kiedys wystąpią. EL.
 
     
Jagoda0710
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-01, 13:38   

Ja też nie pamiętam, aby w trakcie nauk przedmałżeńskich dużo uwagi poświęcano sprawie nieporozumień i kryzysom w związkach. Ale to może dlatego, że to było straaasznie dawno. I pamięć nie ta, zawodzi ;)

Przygotowując narzeczonych do zawarcia małżeństwa przydałoby się podkreślać, że miłość to niebywała odpowiedzialność za drugiego człowieka. Że życie niesie ze sobą ogromne kłopoty, pułapki, że zawsze warto rozmawiać, starać się "przegadać" problem. Że trzeba być ze sobą, a nie obok siebie. W dobrym i złym.

Męczy mnie jedno pytanie: a czy w domach rodzinnych nie powino się uczyć dzieci sposobu rozwiązywania kryzysów? Czy stąd nie wynosimy nieprawidłowych wzorców? Same spotkania z psychologiem w czasie nauk przedmałżeńskich to chyba za mało...
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-01, 14:54   

To może ja bardziej niż większość inteligentna jestem?
Jakoś nie czuje potrzeby i nie czułam NIGDY braku- że mi nie mówiono o tym o czym piszecie.
Bo to i wiedziałam i wiem- bez mówienia.
Więc nie przesadzajcie Kochane- panaceum sobie znalazłyście czy jak?
Jak ktoś chce zrobić źle- to ŻADNE GADKI NIE PRZESZKODZĄ.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-01, 15:44   

Czy mówiono, czy nie mówiono w domu, na naukach -młodzi nie słuchają, przecież IM się to nie wydarzy, ONI TAK SIĘ KOCHAJĄ !
Jak widać - Zuza, wiedziałaś, na wiele Ci się ta wiedza nie przydała.
Takie jest życie, tacy bywają ludzie, po co zastanawiać się nad tym, dlaczego nie zostaliśmy uprzedzenie?
Przecież byliśmy śwoadomi co się dzieje - od zawsze ludzie zdradzali, odchodzili, tyranizowali. Tylko my nie chcceliśmy o tym pamiętać i woleliśmy nie myśleć że i nas może to trafić.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-01, 15:57   

Eeeee gadasz Zuza....w zyciu nie wiedziałam, że mnie kryzys dosięgnie !! Pewnie, że gdzies tam widziałam kłócące sie małżeństwa i nawet wiedziałam o zdradzie, że gdzies sie tam zdradzają....ale ja ?? NIE , u mnie NIGDY !! Mnie to nie może dotyczyć !! I widzisz....z ręka w nocniku sie obudziłam !!
Pewnie, że były jakies znaki, przesłanki....ale gdzie tam u mnie !! Mowy nie ma, to tylko nieporozumienie !
Widzisz....tak sobie myslałam....

W domu dzieci uczyć? Hm....w jakim domu ?? Skoro u mnie był krysys, jak mam powiedzieć, pokazać dzieciom....skoro wydawało mi się, że dobrze postępujemy, a okazało się, że jednak cos nie tak .
Pewnie, że ważne rozmowy z dziećmi....szanuj, bądź uczciwy, nie rań, opiekuj się, bądź dobry, czuły, opiekuńczy.......bądź uważny, słuchaj uważnie, nie daj sie sprowokować....a nade wszystko - módl się za swoja rodzinę i zaproś Boga do siebie ! Tego mi chyba najbardziej brakowało w moim domu i zyciu. EL.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-01, 16:00   

W tej sytuacji chyba coś się dzieje: nasze forum, Wspólnota i ogniska - zaczynamy być widoczni i dostrzegalni.
Nie pamiętam co było na naukach, ale wiem co jest teraz:
Za mało mówi się w Kościele o małżeństwie, o nierozerwalności, za mało mówi się o łatwym życiu wedle mody współczesnego świata, o wierności. Pewnie zbyt łatwo jest uzyskać rozgrzeszenie w konfesjonale - piszę: pewnie, bo tego nie wiem.W końcu my - ludzie - jesteśmy podatni na wpływy, na słowa, na nauki. Według mnie za mało o tym co ważne - bo na życie wieczne pracujemy tutaj, na ziemi. Przynajmniej tak jest w moim kościele - treść kazań jest oderwana od życia, przede wszystkim o duchowści, rzadko o doczesności.
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-01, 17:04   

[quote="EL."]Eeeee gadasz Zuza....w zyciu nie wiedziałam, że mnie kryzys dosięgnie !! Pewnie, że gdzies tam widziałam kłócące sie małżeństwa i nawet wiedziałam o zdradzie, że gdzies sie tam zdradzają....ale ja ?? NIE , u mnie NIGDY !! Mnie to nie może dotyczyć !! I widzisz....z ręka w nocniku sie obudziłam !!
Pewnie, że były jakies znaki, przesłanki....ale gdzie tam u mnie !! Mowy nie ma, to tylko nieporozumienie !
Widzisz....tak sobie myslałam....



Hm- znowu opacznie zrozumiałaś- nie piszę o tym żeby przewidywać- tylko o wiedzy- że takie sytuacje się przytrafiają. To co- ty wczesniej nie wiedziałaś że tak bywa?
Hm- dziwne. Dopiero zrozumiałaś jak was dopadło że tak bywa? Jeszcze bardziej dziwne.

gadki są bez sensu- bo inteligentna osoba wie. Że bywają takie sytuacje.
A d.. dają zazwyczaj- w większości przypadków ci- co werbalizowali głośno dośc- jakie to złe i podłe- zdradzanie- ten wniosek to z obserwajci życia wyciągnęłam. Jak wiem- nie ja jedna mam takie zdanie.
I nie chodzi o jakieś gdybanie.
Myślisz że gadanie da efekt?
Jeszcze raz powtarzam- jak chce- to się puści.

[ Dodano: 2008-03-01, 17:05 ]
elzd1 napisał/a:
W tej sytuacji chyba coś się dzieje: nasze forum, Wspólnota i ogniska - zaczynamy być widoczni i dostrzegalni.
Nie pamiętam co było na naukach, ale wiem co jest teraz:
Za mało mówi się w Kościele o małżeństwie, o nierozerwalności, za mało mówi się o łatwym życiu wedle mody współczesnego świata, o wierności. Pewnie zbyt łatwo jest uzyskać rozgrzeszenie w konfesjonale - piszę: pewnie, bo tego nie wiem.W końcu my - ludzie - jesteśmy podatni na wpływy, na słowa, na nauki. Według mnie za mało o tym co ważne - bo na życie wieczne pracujemy tutaj, na ziemi. Przynajmniej tak jest w moim kościele - treść kazań jest oderwana od życia, przede wszystkim o duchowści, rzadko o doczesności.


Elu- hm- czym prędzej kośćiół zmień. Mam zupełnie inne odczucia.

[ Dodano: 2008-03-01, 17:09 ]
elzd1 napisał/a:
Czy mówiono, czy nie mówiono w domu, na naukach -młodzi nie słuchają, przecież IM się to nie wydarzy, ONI TAK SIĘ KOCHAJĄ !
Jak widać - Zuza, wiedziałaś, na wiele Ci się ta wiedza nie przydała.
Takie jest życie, tacy bywają ludzie, po co zastanawiać się nad tym, dlaczego nie zostaliśmy uprzedzenie?
Przecież byliśmy śwoadomi co się dzieje - od zawsze ludzie zdradzali, odchodzili, tyranizowali. Tylko my nie chcceliśmy o tym pamiętać i woleliśmy nie myśleć że i nas może to trafić.


Nie myl wiedzy z możliwością naprawy lub zatrzymania- post dotyczył li tylko INFORMACJI.
Nie dorabiaj zaraz drugiego znaczenia. Chodziło wyrażnie- za mało mówią o tym.
moim zdaniem- ja wyżej- zrobi co chce.
Więc nie oczekuj że to gadanie to będzie panaceum.
Natomiast wiedza o której wspominasz- moja wiedza -dała mi dużo- jak mozna zobaczyć- bardzo dużo. również dla mnie- co słychać.
Bo sobie radzę całkiem super.
I każdy powinien odpowiedzialnośc brać a nie szukać - kto winien- więc nie dorabiajcie łaty tym co nauki przedmałżeńskie prowadzą- mam aktualne wiadomości- dobrze to robią.

Elzd1- widać jedno- szukasz zastępczych winnych sytuacji.
Daj z tym spokój. winien jest twój mąz- nikt go nie zmuszał do zdrady więc nie obwiniaj otoczenia- czyli raz kościół, raz nauczających, raz znajomych.
Jeśli ktoś jest wpółwinien to kochanka- ale ona powinna ci bimbać- chociaż- jeśli nie umiesz głoszonej to miłości bliźniego okazać. To rozumie.
Hm- z nią ślubu nie brałaś.Stwierdzone- puścił się- to skończ żyć tym tematem- bo tkwisz.

[ Dodano: 2008-03-01, 17:12 ]
Takie pisanie jak wyżej pachnie mi jednym- złośc do świata, życie żalem, szukanie winnych, oskarżanie, smutek i zgorzknienie.
Breeeeeeeee- przed tym chroni mnie to co wiem właśnie.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-01, 18:25   

Zuza, mam zrobić jak szanowny: zmienić?
Nie dla mnie, ja nie zmieniam najważniejszych przekonań. Mogę zmienić zdanie w temacie sukienek. Owszem, bwam chwiejna, bywam zmiennna - ale podstawy mam wciąż te same. Zło jest złem, nawet ubrane w piękne słówka.
Wiesz, ludzie chodzący do kościoła słuchają tego co mówi ksiądz. Przyjmują albo nie, ale słyszą. Tak samo słuchają publicznych mediów, które propagują życie lekkie, łatwe i przyjemne, bez zobowiązań, bez dotrzymywania słowa. Tolerancja w społeczeństwie - to nas gubi. Akceptacja zła wokół nas - nie reagujemy, bo tak jest wygodnie. Iluż z nas do osoby zdradzającej, odchodzącej, powiedziało : robisz źle?
Mało jest takich głosów, bo to podobno nie nasza sprawa. Przyjmujemy takich, przyjaźnimy się, akceptujemy kolejne kochanki. A później obraca się to przeciwko nam: powszechne "wszyscy tak robią".
Owszem, zrobił to co świat tak propaguje, bo to wygodne i modne. A kochanka - zrobiła to samo, jej córka też - zobacz, jaki łańcuszek zła: matka rozbiła dwie rodziny, córka tylko jedną ( bo nie była zamężna).
Co byś nie mówiła, media, znajomi, otoczenie, kościół, to ma wpływ na nasze postępowanie. Od nas jednak zależy co wybieramy.
Zależy mi na tym, by moja córka żyła w świadomości, by wiedziała, iż rozbicie rodziny jest złem, że człowiek nie może kierować się tylko własnym egoizmem, zachcianką, ponosi odpowiedzialność za to robi. I cieszę się, że coraz częściej mówi się o tym co złe, że nienormalne nazywa się nienormalnym. I dobrze że jest forum, i księża będą świadomi swojej roli, również dzięki nam.

To że sobie radzisz, ile miało wpływ otoczenie, a ile Twoja praca nad sobą? A przecież wybrałaś taką drogę, nie poszłaś za modą. Mam nadzieję że i ludzie z forum mieli wpływ na Twoją postawę. Bo idee tutaj prezentewane są słuszne, nie prowadzą do złego. A o tym co złe należy mówić głośno, nie nazywać tego słabością, nie milczeć, nie ukrywać.
Czy tkwię?
A jak myślisz, można oddzielić poprzednie życie grubą kreską? Wszyscy tkwimy w tym samym temacie, nawet Twoja obecność tutaj jest najlepszym dowodem, że nie da się uciec od problemów. Można zmienić sposób postępowania, myślenia, ale problem jest nadal. Inaczej by Cię tutaj nie było. Tak samo nie byłoby wielu innych. Ci, którzy z tym się uporali w jakiś sposób, dobry czy zły - odeszli.
I nie wiem dlaczego pokazywanie prawdy, mówienie o tym co złe, nazywasz zgorzkieniem. Ale nawet jeśli sądzisz że taka właśnie jestem ( a za mało mnie znasz żeby oceniać), wolę to niż lekkość, cynizm, egoizm. Wolę to, niż szukanie rozwiązań tak mocno proponowanych przez świat.
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-01, 19:00   

elzd1 napisał/a:
Zuza, mam zrobić jak szanowny: zmienić?



Pytanie dowodzi że tendencyjnie pytasz: więc ja odpowiem pytaniem- CZY JA CI RADZĘ SIE PUŚCIĆ MOJA DROGA JAK SZANOWNY????? JAKOŚ NIE WIDZE ŻEBYM TAK PORADZIŁA. ZNOWU MIESZASZ- JA O ZUPIE TY O GRZYBACH.


Nie dla mnie, ja nie zmieniam najważniejszych przekonań.



jAK WYŻEJ- A PROBLEM NARASTA- SKORO TAKI WNIOSEK WYCIĄGNĘŁAŚ.


Mogę zmienić zdanie w temacie sukienek. Owszem, bwam chwiejna, bywam zmiennna - ale podstawy mam wciąż te same. Zło jest złem, nawet ubrane w piękne słówka.



tO JUŻ WSZYSCY WIEMY- TO MOŻE TERAZ CELEM ŻYCIA ŻYCIE UCZYNIĆ A NIE POWTARZANIE- W JAKIMŻ CELU POWTARZAĆ COŚ CO WIEDZĄ WSZYSCY TUTAJ I DOOKOŁA- BO JUŻ WIELOKROTNIE MÓWIŁAŚ?
nO JAKI JEST CEL- CO TYM CHCESZ OSIĄGNĄĆ?



Wiesz, ludzie chodzący do kościoła słuchają tego co mówi ksiądz. Przyjmują albo nie, ale słyszą.


o
OWSZEM- WIĘC CZEMU MI O TYM PISZESZ- DAJĘ POWODY ABY MNIE ZA OGRANICZONĄ I NIEROZUMIEJĄCĄ ŻE W KOŚCIELE SŁUCHAJĄ BRAĆ? ELZD1 ZNOWU GŁODNEMU TŁUMACZYĆ CHCESZ ŻE GŁÓD JEST ZŁY?

Tak samo słuchają publicznych mediów, które propagują życie lekkie, łatwe i przyjemne, bez zobowiązań, bez dotrzymywania słowa. Tolerancja w społeczeństwie - to nas gubi.


łO mATKO- TO JEST PRZEJAW.......... I TO TEGO TRZEBA SIĘ WYSTRZEGAĆ.
TY TRACISZ ENERGIĘ NA SPRAWY NA KTÓRE MASZ ZEROWY WPŁYW- WRĘCZ ODBIERAM TO JAKO CHOWANIE GŁOWY W PIASEK PRZED PRAWDZIWYM PROBLEMEM. jAK CI PASI- RÓB TAK DALEJ- TYLKO POTEM NIE PISZ O MNIE ŻE JUŻ JESTEM GDZIEŚ TAM- W KONTEŚCIE JAKBYM TO DOPSTAŁA A NIE WYPRACOWAŁA.



Akceptacja zła wokół nas - nie reagujemy, bo tak jest wygodnie.


NO- TO IM WIĘCEJ SOBIE TAK POPISZESZ- TO ROZUMIEM ŻE CI SIĘ NA POLEPSZENIE NASTROJU PRZEŁOZY- BO TAKA JESTEŚ ZAUWAŻAJĄCA.
BRAWO, BRAWO- MAŁO WAŻNE ŻE TKWISZ- ALE ZA TO JAK TKWISZ- TAK ZAUWAŻAJĄC.
nIE ZMIENIAM ZDANIA- TKWISZ BO CI WYGODNIE A INNYM TO SIE PISAŁO O BYCIU OFIARĄ SYTUACJI I MĘŻA, O POTRZEBIE ZROBIENIA CZEGOŚ DLA SIEBIE ŻEBY POLEPSZYĆ ITD., ALE INNYM- TOBĄ INNE PRZEPISY RZĄDZĄ. HM- NO CÓŻ- TWÓJ WYBÓR. SKRO CI PASI.


Iluż z nas do osoby zdradzającej, odchodzącej, powiedziało : robisz źle?
nO MYŚLE ŻE ZAPOMINASZ SIĘ NIECO- CHYBA WSZYSCY TUTAJ PISZĄCY I PORZUCENI, CZY TEŻ ZDRADZENIA- NO
JAKOŚ PAMIĘTAM ŻE WSZYSCY- JAK ZDĄŻYLI PRZED ZRYWKĄ IMĆ WSPÓŁ....


Mało jest takich głosów, bo to podobno nie nasza sprawa.

mAM ODMIENNE ZDANIE A TUTAJ TO JUŻ TOTALNA EMANACJA JEST- MÓWIENIEM FE- TO ŹLE.


Przyjmujemy takich, przyjaźnimy się, akceptujemy kolejne kochanki.

hM- PRZYJMUJESZ? jA PRZYJMUJĘ?WITO PRZYJMUJE? OLKA2 CZY BAJKA PRZYJMUJE?
PRZESTAŃ WSZYSTKICH OBWINIAĆ ZA PUSZCZALSTWO - PRZESTAŃ BO SIĘ OKAŻE ZE CAŁY ŚWIAT ZAWINIŁ


A później obraca się to przeciwko nam: powszechne "wszyscy tak robią".
Owszem, zrobił to co świat tak propaguje, bo to wygodne i modne. A kochanka - zrobiła to samo, jej córka też - zobacz, jaki łańcuszek zła: matka rozbiła dwie rodziny, córka tylko jedną ( bo nie była zamężna).


TA TEORIA JES POKRACZNA- A MOJE DZIECI NIE SĄ NAPIĘTNOWANE- SKORO TWOIM ZDANIEM TWOJA CÓRKA TAK- TO PROBLEM TWÓJ I EW. CÓRKI TWOJEJ. MOJE DZIECI NIE NOSZĄ SKAZY- TO NIE KRZYWICA- TYLKO PUISZCZALSTWO JEDNOSTKI WYNIKAJĄCE Z DECYZJI TEJ JEDNOSTKI.

Co byś nie mówiła, media, znajomi, otoczenie, kościół, to ma wpływ na nasze postępowanie. Od nas jednak zależy co wybieramy.



TO ZNACZY ŻE WSZYSCY WEDŁUG CIEBIE SĄ JACYŚ WPŁYWOWI. NO JA NIE JESTEM I CZNIAM CUDZE OPINIE- INACZEJ BYM W KĄCIE SIEDZIAŁA, PŁAKAŁA, WSTYDZIŁA SIĘ, OBWINIAŁA, ITD- MOŻNA TAK CIURKIEM TO SMUTNE ŻE PRZYPISUJESZ SUWERENNE LUDZKIE DECYZJE OTOCZENIU. ODBIERASZ ODPOWIEDZIALNOŚ DECYDENTOM A PRZYPISUJESZ JAK CI PODLECI POD KLAWISZE.



Zależy mi na tym, by moja córka żyła w świadomości, by wiedziała, iż rozbicie rodziny jest złem,


MYŚLĘ ŻE ONA TO WIEDZIAŁA ZANIM MĄŻ CI NUMER WYWINĄŁ A I W TAKIM JAKI UPŁYNĄŁ CZASIE JEJ TO UTRWALIŁAŚ. ZADBAJ RACZEJ ABY MATKE WESOŁĄ WIDZIAŁA I NIE ZWIEWAŁA Z DOMU- BO SMĘTY POTRAFIĄ PRZYTŁOCZYĆ DZIECKO I UCIEKA Z CHATY- ORGANIZUJĄC SOBIE RÓZNE SPOTKANIA- UPRZEDZAM WIĘC- BO TEGO SIĘ DOWIEDZIAŁAM A WCZEŚNIEJ DOMYSLIŁAM SAMA- NA ZAŚ- UPRZEDZAJĄCO.

że człowiek nie może kierować się tylko własnym egoizmem, zachcianką, ponosi odpowiedzialność za to robi. I cieszę się, że coraz częściej mówi się o tym co złe, że nienormalne nazywa się nienormalnym.


nO PROSZĘ- MIAŁAM RACJĘ- WIE DZIECKO TWOJE.


I dobrze że jest forum, i księża będą świadomi swojej roli, również dzięki nam.



HE HE HE- NO TUTAJ TO SORKI- PRZECENIASZ SIĘ.


To że sobie radzisz, ile miało wpływ otoczenie, a ile Twoja praca nad sobą?
mOJA PRACA I KILKORGA OSÓB- TRUDNO ROZCIĄGNĄC TO NA CAŁE OTOCZENIE- NIE BYLIBY W STANIE ZROZUMIEĆ WIĘC WOGÓLE NIE WYMAGAŁAM OD NICH TEGO- ZACHOWAŁAM SIĘ NIEEGOISTYCZNIE- I PRZY OKAZJI NIE OBRZYDZIŁAM SIEBIE NIKOMU, WRĘCZ ODWROPTNIE.
BABCIA MNIE UCZYŁA- TAM GDZIE
CIĘ Z RADOŚCIĄ WITAJĄ- NIE PRZESADZAJ Z DŁUGOŚCIĄ CZASU BYTNOŚCI.

A przecież wybrałaś taką drogę, nie poszłaś za modą. Mam nadzieję że i ludzie z forum mieli wpływ na Twoją postawę.

ŻADEN- JEŚLI CHODZI O ZASADĘ- BO JA JĄ MIAŁAM OD URODZENIA WIĘC NIE PRZYPISUJ LUDZIOM Z FORUM- ŻE POMOGŁY POKAZUJĄC DROGĘ JA TU WESZŁAM W DEPRESJI ALE DROGĘ MIAŁAM OKREŚLONĄ.
Z FORUM TO 3 OSOBY POMOGŁY- W WYJŚCIU Z MOJEJ DEPRESJI- JAKO CHOROBY!!!!! I RACZEJ NIE NA FORUM ALE PRYWATNIE MAILOWO .
i W REALIU. wIĘC - SORKI- NIE FORUM JAKO FORUM . 3 OSOSBY KTÓRYM BĘDĘ WDZIĘCZNA DO GROBOWEJ DESKI.


Bo idee tutaj prezentewane są słuszne, nie prowadzą do złego. A o tym co złe należy mówić głośno, nie nazywać tego słabością,
Czy tkwię?
A jak myślisz, można oddzielić poprzednie życie grubą kreską?


MOŻNA- I JEŚLI TEGO NIE ZROBISZ TO BĘDZIESZ ŻYĆ ŻALEM, SMUTKIEM I KRZYWDAMI- A CZY TO NIE BĘDZIE WEGETACJA EMOCJONALNA?
jA CI ZASAD ZMIENIAĆ NIE RADZĘ.


Wszyscy tkwimy w tym samym temacie, Twoja obecność tutaj jest najlepszym dowodem, że nie da się uciec od problemów.


MOJA OBECNOŚC TUTAJ NIE MA CECH SZUKANIA POMOCY
TYLKO POPATRUJĘ NA KILKA OSÓB Z KTÓRYMI SIĘ ZŻYŁAM- I STARAM SIĘ WSPOMAGAĆ.
SPŁACAM SWÓJ DŁUG .
zERO ZWIĄZKU ELZD1 Z MOJĄ SYTUACJĄ- TO NAWYK- A JAK NIE BĘDĘ MIAŁA CZASU TO PRZESTANE PISAĆ- MYSLISZ ŻE BĘDE MIEĆ Z TYM PROBLEM? NIE- TYCH LUDZI MAM NA MAILU PRYWATNYM.


Można zmienić sposób postępowania, myślenia, ale problem jest nadal. Inaczej by Cię tutaj nie było.

jAK WYŻEJ MOJA DROGA- JAK WYŻEJ.

I nie wiem dlaczego pokazywanie prawdy, mówienie o tym co złe, nazywasz zgorzkieniem. Ale nawet jeśli sądzisz że taka właśnie jestem ( a za mało mnie znasz żeby oceniać), wolę to niż lekkość, cynizm, egoizm. Wolę to, niż szukanie rozwiązań tak mocno proponowanych przez świat.


NOOOOOOOO- TO TU JUZ PO CAŁOŚCI- CYNIZM, EGOIZM. FIU, FIU, FIU- A RADZIŁAM CI CYNIZM I EGOIZM?
jAKOŚ SOBIE NIE PRZYPOMINAM
.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-01, 20:28   

Zuza, a coś taka agresywna? Nie krzycz!!!

zuza napisał/a:
elzd1 napisał/a:
Zuza, mam zrobić jak szanowny: zmienić?

Pytanie dowodzi że tendencyjnie pytasz: więc ja odpowiem pytaniem- CZY JA CI RADZĘ SIE PUŚCIĆ MOJA DROGA JAK SZANOWNY????? JAKOŚ NIE WIDZE ŻEBYM TAK PORADZIŁA. ZNOWU MIESZASZ- JA O ZUPIE TY O GRZYBACH.

Nie o puszczanie chodziło, o zmianę światopoglądu.


NO- TO IM WIĘCEJ SOBIE TAK POPISZESZ- TO ROZUMIEM ŻE CI SIĘ NA POLEPSZENIE NASTROJU PRZEŁOZY- BO TAKA JESTEŚ ZAUWAŻAJĄCA.
BRAWO, BRAWO- MAŁO WAŻNE ŻE TKWISZ- ALE ZA TO JAK TKWISZ- TAK ZAUWAŻAJĄC.
nIE ZMIENIAM ZDANIA- TKWISZ BO CI WYGODNIE A INNYM TO SIE PISAŁO O BYCIU OFIARĄ SYTUACJI I MĘŻA, O POTRZEBIE ZROBIENIA CZEGOŚ DLA SIEBIE ŻEBY POLEPSZYĆ ITD., ALE INNYM- TOBĄ INNE PRZEPISY RZĄDZĄ. HM- NO CÓŻ- TWÓJ WYBÓR. SKRO CI PASI.


Mam nadzieję że pomoże, bo ktoś to czyta, nie tylko my, również inni, nawet nie związani z problemem. I pomyślą. Docieramy do wielu ludzi, coś w pamięci zostaje. I nie wiesz, ja też nie wiem, czy z powodu Twojego albo mojego wpisu ktoś się powstrzymał lub nie - przed brnięciem w zdradę.


Przyjmujemy takich, przyjaźnimy się, akceptujemy kolejne kochanki.

hM- PRZYJMUJESZ? jA PRZYJMUJĘ?WITO PRZYJMUJE? OLKA2 CZY BAJKA PRZYJMUJE?
PRZESTAŃ WSZYSTKICH OBWINIAĆ ZA PUSZCZALSTWO - PRZESTAŃ BO SIĘ OKAŻE ZE CAŁY ŚWIAT ZAWINIŁ


Nie, teraz nie utrzymuję podobnych kontaktów. Kiedyś było mi obojętnie, nie zwracałam uwagi, nie uważałam żeby to było coś złego. Bom nie miała świadomości :-(

A później obraca się to przeciwko nam: powszechne "wszyscy tak robią".
Owszem, zrobił to co świat tak propaguje, bo to wygodne i modne. A kochanka - zrobiła to samo, jej córka też - zobacz, jaki łańcuszek zła: matka rozbiła dwie rodziny, córka tylko jedną ( bo nie była zamężna).


TA TEORIA JES POKRACZNA- A MOJE DZIECI NIE SĄ NAPIĘTNOWANE- SKORO TWOIM ZDANIEM TWOJA CÓRKA TAK- TO PROBLEM TWÓJ I EW. CÓRKI TWOJEJ. MOJE DZIECI NIE NOSZĄ SKAZY- TO NIE KRZYWICA- TYLKO PUISZCZALSTWO JEDNOSTKI WYNIKAJĄCE Z DECYZJI TEJ JEDNOSTKI.

Przeca nie mówię że napiętnowane. Wcale nie mówię o Twoich dzieciach. Mówię o tym, że nienormalne staje się codziennością i nikogo nie dziwi i nie wzburza.


A przecież wybrałaś taką drogę, nie poszłaś za modą. Mam nadzieję że i ludzie z forum mieli wpływ na Twoją postawę.


ŻADEN- JEŚLI CHODZI O ZASADĘ- BO JA JĄ MIAŁAM OD URODZENIA WIĘC NIE PRZYPISUJ LUDZIOM Z FORUM- ŻE POMOGŁY POKAZUJĄC DROGĘ JA TU WESZŁAM W DEPRESJI ALE DROGĘ MIAŁAM OKREŚLONĄ.
Z FORUM TO 3 OSOBY POMOGŁY- W WYJŚCIU Z MOJEJ DEPRESJI- JAKO CHOROBY!!!!! I RACZEJ NIE NA FORUM ALE PRYWATNIE MAILOWO .
i W REALIU. wIĘC - SORKI- NIE FORUM JAKO FORUM . 3 OSOSBY KTÓRYM BĘDĘ WDZIĘCZNA DO GROBOWEJ DESKI.


A jednak pomogli, nawet jeśli to były tylko trzy osoby.


Bo idee tutaj prezentewane są słuszne, nie prowadzą do złego. A o tym co złe należy mówić głośno, nie nazywać tego słabością,
Czy tkwię?
A jak myślisz, można oddzielić poprzednie życie grubą kreską?

MOŻNA- I JEŚLI TEGO NIE ZROBISZ TO BĘDZIESZ ŻYĆ ŻALEM, SMUTKIEM I KRZYWDAMI- A CZY TO NIE BĘDZIE WEGETACJA EMOCJONALNA?
jA CI ZASAD ZMIENIAĆ NIE RADZĘ.


To i dzieci taką kreską oddzielić?
Lata się nie cofną, wspólne życie było !


Można zmienić sposób postępowania, myślenia, ale problem jest nadal. Inaczej by Cię tutaj nie było.

jAK WYŻEJ MOJA DROGA- JAK WYŻEJ.

Jak wyżej :-D

I nie wiem dlaczego pokazywanie prawdy, mówienie o tym co złe, nazywasz zgorzkieniem. Ale nawet jeśli sądzisz że taka właśnie jestem ( a za mało mnie znasz żeby oceniać), wolę to niż lekkość, cynizm, egoizm. Wolę to, niż szukanie rozwiązań tak mocno proponowanych przez świat.


NOOOOOOOO- TO TU JUZ PO CAŁOŚCI- CYNIZM, EGOIZM. FIU, FIU, FIU- A RADZIŁAM CI CYNIZM I EGOIZM?
jAKOŚ SOBIE NIE PRZYPOMINAM
.



Dlaczego krzyczysz?
Napisałam wyraźnie: "Wolę to, niż szukanie rozwiązań tak mocno proponowanych przez świat."
Świat, nie Zuza! To widzę w telewizji, czytam w prasie.
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2008-03-01, 20:29   

gibnęła mi się niechcący- to sobie pisałam.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 8