Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: administrator
2007-04-13, 10:17
Czy moje małżeństwo mozna jeszcze uratować?
Autor Wiadomość
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-01, 16:39   

Czarna............. mało jest małżeństw którym udało sie wyjść z kryzysu bez pomocy z zewnatrz.Obecnie tych pomocnych ośrodków jest dużo.
Warunek jest jeden...że przynajmniej jedna strona chce naprawy a druga nie wzbrania sie od tego.Sadzę że najlepsze są ośrodki terapuetyczne związane z kościołem. Te raczej nie namawiaja do zostawienia "zdradzacza" i poszukania szczęścia w nowym związku.Sa spotkania małeżnskie,terapie .W każdej diecezji jest przynajmniej jeden z prawdziwego zdarzenia osrodek pomocy dla małżęństw w kryzysie.Poszukaj w swoiej.Nie pisze gdzie mieszkasz....więc jesteś zdana na własną inwencję.

A co do wyznania Twojego męża...........widocznie ma jeszcze sumienie ,kiedy zdecydował sie na wyznanie.No....... było to wyznanie z natury tych egoistycznych........powiedział że zdradził,wyznał swój grzech i teraz rób "babo" co chcesz.On powiedział prawdę,usprawiedliwił się,wyznał swój grzech i on juz nie jest tylko jego grzechem.
Ale warto podjać wyzwanie......tym bardziej że Ty chcesz wybaczyć.Ale wybaczenie musi/powinno być uwarunkowane :
-zerwaniem ze starymi zachowaniami
-podjęcie wysiłku ku naprawie
-proszenie o wybaczenie
-zadośćuczynienie

A reszta zależy od Twojej Pogody Ducha
 
     
czarna
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-01, 17:12   

Dziekuje wam za te słowa.Ja prosiłam by poszedł ze mną do psychologa ale on twierdzi ze najpierw mam isc ja tak jakby sie jeszcze czegos bał nie wiem sama moze boi sie rozmawiac ale dlaczego czy moze jeszcze cos ukrywa.
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-01, 17:20   

nałóg napisał/a:
On powiedział prawdę,usprawiedliwił się,wyznał swój grzech i on juz nie jest tylko jego grzechem.

widzisz czarna ...
grzechy wyznaje się na spowiedzi
dlatego długo jeszcze nie będzie dobrze, bo
chyba Twój mąż boi się spowiedzi

dlatego módl się Różańcem za męża i proś Matkę Bożą o uwolnienie męża ze zła, jakim jest grzech ciężki - cudzołóstwo

nie zamartwiaj się
masz Matkę.
 
     
czarna
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-01, 17:26   

Aco do tej zdrady to jak go wypytywałam kto to itk to powiedział ze nigdy mi tego nie powie.Dlaczego ?powiedział tylko ze raz to zrobił jak był pijany a raz trzeżwy i dwa razy z kim innym ze ich nie znał nie wie nawet jak maja na imie .tylko tyle mi powiedział i wiecej sie nie dowiem .Nie rozumiem tego.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-01, 17:32   

Czarna............a po co Ci ta wiedza???
Jako facet powiem tak: gdybym zdradził to nawet gdyby pasy ze mnie darli to chyba bym się żonie nie przyznał.Sama zdrada to spustoszenie we własnym sumieniu.
Czarna........potrzebujesz szczegółów do czego? do samobiczowania się? Po Ci to........ zdradził ,przyznał się...........fakty są faktami......i nie jest istotne czy był z tą czy z tamtą chyba.
 
     
czarna
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-01, 17:38   

CZy moze ktos zna jakiegos dobrego psychologa ktory by nam napawde pomógl.Wponiedziałek mam wizyte u psychologa ale nie wiem jak to bedzie czy da rade pomoc nie wiem w ogole jak z nim rozmawiac.czy z psychologiem mam rozmawiac tez o Bogu bo to dla mnie najwazniejsze tylko on mi daje nadzieje, czy oni podchodza do tego inaczej ,gubie sie w tym wszystkim.

[ Dodano: 2008-02-01, 17:40 ]
Mazsz racje widzisz mnie to przerosło .
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-01, 18:05   

czarna napisał/a:
CZy moze ktos zna jakiegos dobrego psychologa ktory by nam napawde pomógl.Wponiedziałek mam wizyte u psychologa ale nie wiem jak to bedzie czy da rade pomoc nie wiem w ogole jak z nim rozmawiac.czy z psychologiem mam rozmawiac tez o Bogu bo to dla mnie najwazniejsze tylko on mi daje nadzieje, czy oni podchodza do tego inaczej ,gubie sie w tym wszystkim.

[ Dodano: 2008-02-01, 17:40 ]
Mazsz racje widzisz mnie to przerosło .

Są również psychologowie katoliccy.
Poza tym o Bogu i trwaniu w wierności swojej decyzji możesz zawsze "porozmawiać" tutaj.
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-01, 18:17   

Myslę, że wystarczy powiedziec psychologowi, że jestem osoba wierzącą. Ja tak zrobiłam.
 
     
czarna
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-02, 11:24   

czy ktos przeszedł przez to i czy udało sie uratowac komus małzenstwo mimo zdrady i słow ze juz cie nie kocham od dawna dlatego cie zdradziłem
 
     
Darek
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-02, 11:26   

wanboma napisał/a:
Cieszę się, Darku. A co zona na to?


Nie potrafi zrozumieć, że dziecko nie chciało z nią dłużej być, twierdzi, że to ja go nastawiłem przeciwko niej, co tak naprawdę nigdy nie miało miejsca. Wyrzucała syna z domu od kilku miesięcy (mówiła mu, że widzi w nim tatusia), tylko że ostatnim razem się przeliczyła. Zadzwoniłem do dzieci żeby się umówić na spotkanie, a tam była awantura w kontekście syna (jest bardzo spokojnym dzieckiem, nigdy nie sprawiał nawet najmniejszych kłopotów wychowawczych i tak jest do teraz), żona powiedziała, że go pakuje i mam po niego za godzinę przyjechać - on tym razem powiedział że chce iść do mnie. Jak podjechałem po niego (nie byłem nigdy pod jej domem) do restauracji to przyszedł z plecakiem i podjechaliśmi pod jej dom gdzie na trawniku leżało około 20 reklamówek z jego rzeczami - okropna scena.
Do tej pory żona nie interesuje się synem, 2 rozmowy telefoniczne podczas których robiła mu wyrzuty to wszystko. Widzę, że trochę przyhamowała w swoim postępowaniu, jest milsza, nabrała odrobinę pokory, ale nic poza tym.
Nie wiec co dalej w tej sytuacji, mimo, że dziecko jest ze mną to momentami okropnie się z tym wszystkim czuję.

Pozdrawiam, Darek
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-02, 11:47   

To przykre, bo myślałam, że to jakos Was zbliży..........
 
     
Darek
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-02, 11:50   

czarna napisał/a:
czy ktos przeszedł przez to i czy udało sie uratowac komus małzenstwo mimo zdrady i słow ze juz cie nie kocham od dawna dlatego cie zdradziłem


Być zdradzonym to bardzo przykra sprawa, przeżywam to do dziś choć tak naprawdę nie jestem do końca pewien czy fizyczna zdrada miała miejsce. Moim zdaniem pojęcie zdrady jest często ograniczane do stosunków płciowych, a czy nie jest zdradą fakt, ze współmałżonek przestaje z nami mieszkać, nie obchodzi go nasz los, działa na naszą szkodę itp. Przysięga małżeńska mówi na czym polega wierność, a w powyższych sytuacjach na pewno została złamana.
Mimo, że zdrada "w łóżku" bardzo boli to uświadomiłem sobie ostatnio, że to nie jest tak naprawdę najważniejsze, bo wcześniej inne, dużo ważniejsze obowiązki wynikające z przysięgi małżeńskiej zostały podeptane.
Uważam, że zdrada nie przekreśla małżeństwa, ale by je uratować musi być szczera chęć poprawy i życia zgodnie z wolą Boga z obu stron, dla wierzącego zdrada nie jest końcem. Takie sytuacje dużo czlowieka uczą i skłaniaja do wielu przemyśleń.

Pozdrawiam, Darek

[ Dodano: 2008-02-02, 11:58 ]
wanboma napisał/a:
To przykre, bo myślałam, że to jakos Was zbliży..........


Niestety prawdą jest, że bardzo trudno przyznać się do błędów. Ja też na to liczyłem, moze to jeszcze nastąpi, tak jak pisałem nabrała trochę pokory . . .
 
     
benigna
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-11, 13:15   

Witam wszystkich forumowiczów. Tu szczególnie CZARNĄ, bo mój post jest skierowany trochę w jej kierunku.
Nie będę też ukrywać, że przydałaby mi się Wasza rada.
PROSZĘ -nie słowa współczucia, ale rady doświadczonych życiowo, twardo stąpających po tym naszym ziemskim padole. Ja już powoli dzięki waszym rozważaniom wracam do normalności, Nie wiem w którym etapie jestem (tu ukłony w kierunku BŁękitnej, która podzieliła te nasze zmagania ze sobą na etapy przeżywania zdrady, wychodzenia z dołka), ale od kilku miesięcy wiem, że muszę walczyć (walczę trochę jak EL i widzę, że jej sposoby dają efekty w tym co chcemy - na szczęście z mężem - osiągnąć)
Podobnie jak Wy, ja też przechodzę pewien etap (to co się wydarzyło oboje chcemy mieć jak najszybciej za sobą) i jak powiedział w swoim wierszu ks. J. Pałyga
"Nie wolno oglądać się wstecz, nie trzeba wspominać, bo wspomnienia czynią niewolnikiem przeszłości, podcinają skrzydła nadziei"
CZARNA nie warto dopytywć męża o szczegóły. Ucz się na moich błędach. Ja z okresu jego "skoku w bok" wiem bardzo dużo od niego samego. Wiele rozmawialiśmy. Wypytywałam i otrzymywałam szczegółowe informacje. Początkowo nie chciał mówić, ale chciał wrócić. Tłumaczyłam, że dzięki temu bardziej się zrozumiemy ( ja zrozumiem, co skłoniło go do poszukania sobie innej kobiety- dziś wiem, co nim powodowało, ale znajomość szczegółów utrudnia mi pogodzenie się mnie samej ze sobą. Jeśli nie jesteś mu obojętna, to już jest coś i tego sie trzymaj. Wiele z tych skoków w bok to jedynie zauroczenia, chęć ucieczki od codziennych problemów (każdy je ma , lecz nie każdy sobie jednakowo z nimi radzi). Nie pomyśl tu, że pochwalam, co zrobił mój mąż. NIE i nigdy na to nie przyzwalałam. Jadnak wybaczyłam (pomogły mi strony w necie o przebaczeniu- poszukaj) Jesli sie z pewnymi sprawami człowiek pogodzi, inne rozwiązuje się łatwiej lub dochodzimy do wniosku, że sa błachostkami, w porównaniu z tym, co mogło by być. Cóż można jeszcze stracić, a co MOŻNA ZYSKAĆ, co ma szansę na odrodzenie. Są małżeństwa,które dopiero po rozwodzie się do siebie zbliżają, wracają (co prawda rzadko, ale są), więc po co przechodzić przez to dodatkowe piekło, jeśli można inaczej.

Nasz kryzys trwał długo. Ja żyłam w nieświadomości, zajęta pracą, wychowywaniem dzieci (dorastających juz niestety), zwykłą codziennością, w której zaczęło brakować uczuć, miłych słów, gestów, wspieranie siebie, dbania o siebie. Całe nasze życie stało się rutyną, powielaniem kolejnego dnia, walką o dobra doczesne, a nie te duchowe.
Oboje odsunęliśmy się od siebie i od Boga. Chodziliśmy co niedzielę do kościoła, ale bez eucharystii. Tak trwało przez kilka LAT. Od ponad roku, przez przypadek ( oj tam w niebiesiech musieli się nieźle natrudzić, żeby ten przypadek nam zesłać) zaczęłam się modlić ( takie postanowienie modlitwy w czyjejś, zupełnie innej intencji, codziennie przez okrągły rok- a że ja kobieta uparta nie rzucam słów na wiatr, to trwałam w tych modlitwach odmawiając nieraz za 7 dni do tyłu, bo jak nie znalazłam dla NIEGO czasu w tygodniu, to musze nadrobić zaległości (tak to się wtedy odbywało), a jak coś postanowię, to zrealizuję. Dziś wiem, że tamte modlitwy uratowały mnie i dały mi siłę do walki o nasze małżeństwo.
W dniu kiedy dowiedziałam się o zdradzie mojego męża, dowiedziałam się nie słowami, że mnie już nie kocha i chce odejść itp, ale że będzie miał dziecko i ... i tu nic nie dodał.
Jak możecie się domyślić, świat mi runął.
Od tego czasu minęło juz pół roku i nadal jesteśmy ze sobą, nasz związek jest trudny, nie zaprzeczam, są chwile koszmarne, ale pojawia sie coraz więcej światełek w tunelu, z którego chcemy razem wyprowadzić nasz pociąg.
Dziecko, którego mąż się nie wyrzeka, niedługo przyjdzie na świat i zaczną się problemy innego typu (prawno- formalne). Zwracałam sie z prośbą w kąciku prawnym, ale tam rzadko kto zaglądą
Wielu z Was ma doświadczenia w sprawie alimentów (jakiej kwoty może się domagać matka dziecka, gdy my mamy na utrzymaniu dwoje dorastających?
Jak zabezpieczyć przyszłość naszych dzieciaków (żeby nie miały problemów prawnych np przy podziale tego, co po nas zostanie?

Jak mam zabezpieczyć siebie - chcę łożyć we wspólny nasz dom i rodzinę (by nie utrzymywać do późnej swojej starości kobiety z dzieckiem, która wiedziała, w jaki związek się wpakowała i że facet, z którym była NIGDY nie zostawi swojej prawdziwej rodziny (chociażby ze względu na dzieci, ja w pewnych okresach schodziłam na dalszy plan :(, ale nigdy nie byłam obojętna .


Zdaję sobie sprawę, że wielokrotnie, kiedy nie wiadomo o co chodzi w kłótni, to chodzi o pieniądze. I o te pieniądze obawia się moja druga połówka ( ja twierdzę, że jakoś trzeba będzie sobie poradzić, choć na wiele spraw nie dam przyzwolenia- muszę walczyć ze względu na dobro dzieciaków i swoje własne - już przeszły fazy rozpaczy, czas wrócić do bycia silną kobietą, wiedzącą czego chce.

Tyle już poskładaliśmy. Wiele problemów oddajemy pod opiekę Bogu. Musimy jednak mieć świadomość tego, co nas czeka. A w naszym przypadku najgorsze są niespodzianki, bo zazwyczaj nie przynoszą nic dobrego. i jesli sie coś wali to coraz trudniej stawiać podobnym wyzwaniom czoła po raz drugi.



ps. Zanim ktoś do mnie napisze, wyrzućcie z posta wszelkie słowa :podziwiam, jesteś silna albo czeka was długa droga - to wszystko wiem, ale takie słowa rozdrapują. Nie zawsze tez jestem taka silna jak dziś ( o dziś przeniosłabym góry, nareszcie wyszło słonko i świat wydaje się piękniejszy:)) :-) Dziś potrzebuję solidnego wsparcia nie psychicznego (to dostałam na priv od kilku osób)
Jeśli ktoś zna dobrego adwokata, mogącego nam rozjaśnić nasza sytuację (sprawy rodzinne i majątkowe w jednym) i oczywiści takiego, który nie zedrze z nas skóry do żywego to bardzo proszę o namiary na priv. W-wa i okolice w kierunku na Gdańsk.


Trwam w codziennej modlitwie za własne, jak i inne małżeństwa przeżywające kryzysy.
 
     
czarna
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-12, 10:01   

Witam. dziekuje za te słowa .
Ale u mnie niestety jest coraz gorzej, nie wiem co dalej robić,maz twierdzi ze jestem mu obojetna a to przez to ze mnie nie kocha ,prosze go by sprobował,ale on nie chce rozmawiac o tym mowi ze go mecze rozmowami.Wczoraj powiedziałam mu by sie moze wyprowadził na jakis czas,bysmy sie nie widzieli moze wtedy cos zrozumie poczuje ,nie wiem sama powiedzial ze moze wyprowadzic sie i to jak najszybciej.
 
     
lodzia
[Usunięty]

Wysłany: 2008-02-16, 10:18   

nałóg napisał/a:
Sama zdrada to spustoszenie we własnym sumieniu.

Bardzo mi sie spodobało to co powiedziałeś...
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,27 sekundy. Zapytań do SQL: 10