Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Mój mąż został tatusiem
Autor Wiadomość
TEOR
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-12, 21:50   

Piki, to sobie podyskutujemy. Masz rację, nieślubne dziecko, tak jak i ślubne ponosi niezasłużone konsekwencje nieodpowiedzialności rodziców, którzy spłodzili i nie zajmują się wychowaniem. To samo dotyczy dzieci pijaków, narkomanów i wielu innych. Konsekwencje niezasłużone, ale nieuchronne, jeśli rodzice nieodpowiedzialni. W sytuacji dzieci nieślubnych jest jednak pewna specyfika. Po pierwsze, jeśli matka chce dziecko wychowywać, to ojca nawet nikt nie pyta czy chce, czy nie chce. Z założenia dziecko zostaje z matką (słusznie, czy nie też możnaby podyskutować). Ojcu w takiej sytuacji zostaje "obowiązek" (piszę obowiązek, bo nikt nawet nie zakłada, że on też chce, a przecież w rzeczywistości i tak się często zdarza) opieki w sposób "dochodzący". Tylko w rzeczywistości, jak dziecko jest malutkie, wychodzi, że wizyty mają być w domu byłej kochanki w jej obecności. Czy to jest właściwe? Ojciec dziecka nadal jest mężem innej kobiety! Moim zdaniem jest to niewłaściwe. Tak więc konia z ... temu, kto odpowie, jak w takiej sytuacji być "odpowiedzialnym" ojcem. Łatwo mówić, trudniej podać dobre rozwiązania, tj. takie, które nie będą ranić innych. Matka nieślubnego dziecka zwykle wogóle nie bierze pod uwagę faktu, że jej kochanek ma rodzinę i przede wszystkim obowiązki wobec rodziny, więc zamiast ułatwiać kontakt ojca z dzieckiem poza własnym domem i bez swojej obecności utrudnia, albo wręcz uniemożliwia i to bynajmniej nie dla dobra dziecka!!! pewnie nie zawsze tak jest, więc nie chcę nikogo dotknąć i dla tego napisałam, że "zwykle tak jet". Przykład mojego męża jest taki. Kochanka chciała żeby uczestniczył w opiece nad dzieckiem , dopóki miała nadzieję, na wspólną przyszłość. Płacił, odwiedzał, pomagał. Jak się okazało, że ta wspólna przyszłość jest nierealna, to sąd i prokuratura dowiedziały się, że ojciec dziecka jest psychicznie chory , agresywny i niebezpieczny i w związku z tym trzeba go pozbawić władzy opiekuńczej i styczności z dzieckiem. Po niedzieli rozprawa sądowa. To wszystko oczywiście z miłości do dziecka. Ojciec nieodpowiedzialny, bo uznał dobrowolnie, bo ochrzcił, bo finansował utrzymanie bez przymusu sądowego,bo po dwa razy dziennie odwiedzał , kąpał, wnosił , znosił wózek itd i tp. Tylko mamusia odpowiedzialna -ma monopol "na dziecko", od tatusia nie potrzebuje nic, tzn prawie nic tylko nazwiska i kasy. Odpowiedzialna, bo osobiście wychowuje, tylko pytanie robi to dla dziecka, czy dla siebie bardziej? Tak więc,jeśli o czymkolwiek piszemy, to weźmy pod uwagę, że każdy przypadek jest nieco odmienny i nie wszyscy mężczyźni są be, a kobiety OK. Na koniec takie przemyślenie w oparciu o osobiste doświadczenie. Rodzice mają prawa i obowiązki rodzicielskie, które powinni sprawiedliwie dzielić po połowie. No i w realu, za sprawą m.in także polskich sądów, taki sprawiedliwy podział jest dokonywany - po połowie - matka ma prawa rodzicielskie, a ojciec - obowiązki. Podkreślam, to jest moje doświadczenie. Życzę spokojnej nocy.
 
     
Piki
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-12, 23:08   

Droga Teor ...

Jasne, że każdy przypadek jest inny, wiec ja też nie uogólniam, stwierzam tylko, jak to widzi taklie dziecko.

Czasem spotykam dzieci, bywa, ze dorosle już ojcowe, którzy maieli romans i dziecko z takiego związku. matka, czyli zona wybaczyla, a one - nie . Bywa, ze nie chcą znac przyrodniego rodzeństwa, bywa, ze przeciwnie, a do ojca mają dysnatns . Kazda sytuacja jest inna - tu pełna zgoda.

Jak podkreslam - nie ejst tak, że mama cacy, tato be. A co do ślubu. wiesz - opiekuję sia troszkę taka mala dziewzcynka. Jej mama zachorowała na raka, gdy mala miała 3 misiace. Była tro osoba (była, o juz nie zyje) b. młda, gdy zostałą matką, miala 18,5 roku.

Nie brali slubui, zadnego bo przed narodzinami córeczki była w domu cięzka załoba, a potem okazalo sie, ze matka dziecka jest b. chora. Ojciec nie interesował sie dzieckiem przez 6 lat. Nie byo go nawet w papierach. Małą dziewczynka opiekowała sie mama i ciocia, siostra chorej matki.

Kiedy mala miała ok. 6 lat stan matki juz był okreslony jako "niezdolna do samodzielnej egzystencji". Wtedy wówczas jeszcze żyjaca babcia ustanowiła dla malej rodzine zastępczą. wkrótce potem w domu tych kobiet pojawil się ..tato dziecka. z sedzia (był zatem zorientowany w sytuacji zdrowotnej kobiety, z ktora ma dziecko) , zeby małą uznac. Na wpół rozumiejąca co sie dzieje dziewczyna ustnie (nie mogła juz pisac) potwierdzila, ze to tato malej. Wkrotce zmarla. po jej śmierrci tato dziecka za 3 miesiące sie ożenił.

I zaraz potem wystąpi o przynzanie mu dziecka. Sprawa była w toku ok. roku, gdy zmarła babcia, opiekun prawny. Ojciec, który przez 6 lat nie interesował sie dzieckiem, bo jak sam przeyzna "kształcil sie (wielkie wykształcenie ma - zaoczne studia na poslednim uniwerku:) i robił kariere (tez ma "wielką" ) oraz (sam tak zeznal w sądzie) szukał kobiety swego życia - chxe zabrać ciotce, która dziewczynke wychowala dziecko, bo ...jest jej ojcem. Nie zadbał o kontakty z dzieckiem, nie zainteresował sie przez 8 lat jego losem, przez ostatnie dwa lata czasem płacił na nie. Teraz je chce zabrać kobiecie, która je wychiowuje, jest jedyną mu bliską mu osoba, z która dziecko, z jej mezem i niedawno naraodzonym dzieckiem mała jest zwiazana, bo jest ojcem przecież...

Ma ślub, pewnie nawet sakramentalny, ale to nie przeszkadza mu wcale zeznac w sadzie, ze "Ona jest nam potrzebna, moja żobna ma problemy zdtrowotne, nie moze mieć teraz dzieci" ...

fajnie tak - porzucic matkę dziecka bo chora, zero zintereowania, zmezcyć jakies nedzne studia, szukac sobie kogoś "odpowiedniego" (zdrowego znaczy chyba) a potem przyjśc po dziecko, bo się spłodziło, a z zona nie mozna mieć kolejnych wiec ..

Z całym szacunkiem dla sakramentów i mazeństw, ale dla mnie taki czlowiek postepuuje podle, a ta jego zona jest skrajnie glupia. Jest z facetem, który porzucil matkę swego dziecka bo byla chra i to dziecko, bo mu przeszkadzalo w "karierze" a teraz traktuje je jak przedmiot, aktualnie pasuje mu do ładnego rodzinego obrazka. Nie liczy sie z tym ze to dziecko prawie go nie zna!

Matka dziecka ijej rodzina zajm,ujaca się mala NIC od faceta nie chcialy! Ani uznania, ani nazwiska, ani alimetow. Przez 6 lat NIE ODWIOEDZIŁ malej, ani jej matki. Nie wiedziały gdzie mieszka, bo zmieni adres Teor. niebyl na pogrzebie matki swego dziecka, ani babki, która je wychowała. Ma slub, wiec jest ok? Dobry tata?

takie sytuacje tez są - dziecko ma teraz 8 lat. Gdyby ojciec je odwiezdal od poczatku życia, pewnie y go znalo, nie? nie uciekałaby przed nim, moze chcialaby spędzic wakacje, ale nie chce bo go normalnie nei zna. Chce byc z ciotka i jej mezem oraz dzieckiem, to jej bliscy są. Ojciec to abstrakcja, ale sad mimo opinii RODEK-u uwąaża, ze no ojciec to ojciec, ma rodzinę , ożeniul sie , wiec ...
Co powiesz na taką historie?

[ Dodano: 2008-12-12, 23:23 ]
Przepraszam Teor , jeszcze a propos twojego postu

Jasne jest dla mnie, ze jak dzieciatko jest maluchem, niemowlakiem to trudno sie z nim "spotykać" bez udzialu mamy.

Czegos tu nie rozumiem- albo się ma zaufanie do czlowieka, który popełnil bład, bo jest slaby, albo nie Teor.

Skoro zdecydowanie uwaza to za błąd i chce byc z zona to w czym jest problem, ze podczas spotkania z niemowlakiem jest jego matka. Odwróć teraz sytuację i poczytaj to forum - ile razy podczaas spotkań dziećmi małeńskimi , gdy ojciec je odwiedza dochodzi z (była) zona do czegoś?

Facet to nie maszyna do seksu, ze widzi kogos i zaraz ...Musi chcieć, jeśli zechce to ... no to tak wybral, należy wyciagnać wniopski
 
     
TEOR
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-14, 00:05   

Piki, wybacz, ale nie rozumiem, jakie wnioski mają wynikać z przedstawionego przez Ciebie przykładu? Jestem lekko skołowana, bo Twoje wypowiedzi odbieram jako niespójne. No bo, jak ojciec nie interesuje się swoim dzieckiem, to jest be. Ale, jak dojrzeje i wyrazi chęć opieki, to jest jeszcze bardziej be. Czyli niezależnie od tego co by nie zrobił, to i tak jest źle.
Sytuacja, którą przedstawiłaś jest oczywiście bardzo smutana i to z wielu powodów. Moim zdaniem dziecko jest na tyle duże żeby wyrazić swoje zdanie, a sąd powinien decyzje dziecka wziąć za podstawę postanowienia w tej kwestii. Tak myślę.
Dziwi mnie twoja argumentacja dotycząca braku ślubu rodziców dziecka - bo żałoba w rodzinie, bo choroba, bo ..... Moim zdaniem wytłumaczenia nie ma żadnego. Jeśli ludzie są wierzący i odpowiedzialni jednocześnie, to najpierw ślub, a dziecko dopiero potem. Jeśli kolejności się nie przestrzega, to gotuje się dziecku taki los, jak w przedstawionym przez Ciebie przykładzie. Moim zdaniem zawinili oboje rodzice, a nie tylko ojciec.
Co do braku zainteresowania ze strony ojca, a tym bardziej co do motywów jego postępowania po urodzeniu dziecka i teraz. Piki, skąd Ty do licha wiesz, co człowiekiem kieruje? Może właśnie sumienie tak mu dogryzło, że wreszcie do niego dotarło, że jest ojcem i powinien dziecko wychowywać. Chyba lepiej później, niż wcale? Dlaczego od razu zakładasz, że kierują tym człowiekiem, jakieś niewłaściwe motywy? Ponieważ dobro dziecka w tym przypadku jest najważniejsze, to ojciec, tak jak sąd, powinien szanować jego zdanie. Ale, nie można mu też odmawiać prawa do kontaktów z dzieckiem, jeśli się o to stara. Jeszcze jedna kwestia, na którą zwrócę uwagę. Ojciec dziecka uznał je (matka dziecka wyraziła na to zgodę). O czym to świadczy? A no o tym,że dziecko nie jest ojcu obojętne oraz że matka chciała żeby był dla dziecka ojcem (gdyby nie chciała mogła nie zgodzić się na uznanie). Następna sprawa - znowu jednoznacznie potępiasz ojce za to, że nie zajmował się dzieckiem po urodzeniu - piszesz, że "robił karierę". Skąd wiesz, jak było naprawdę? Mam wrażenie, że znasz relację tylko jednej strony. Z tego, co sama napisałaś można wyciągnąć jednak zupełnie inne wnioski, a mianowicie, że mama dziecka uniosła się ambicją, z ojcem dziecka nie chciała mieć nic wspólnego i postanowiła, że dziecko będzie tylko jej (fakty: 1. uznanie dziecka pzrez ojca nie nastąpiło pojego urodzeniu, a dużo później, jeśli dobrze zrozumiałam; jeśli nie chciał uznać, to można było do uznania doprowadzić sądownie - badanaia genetyczne, ale mama dziecka widać tego nie chciała; 2. mama dziecka, jak zrozumiałam, nie miała zasądzonych alimentów - dlaczego? Nasuwają mi się tylko dwie odpowiedzi - albo ojciec płacił dobrowolnie, albo mama dziecka nie chciała ani jego, ani jego pieniędzy (moim zdaniem, jeśli w jej oczach ojciec dziecka okazał się nieodpowiedzialnym człowiekiem, to postąpiła bardzo honorowo, ale niekoniecznie takie postępowanie miało na względzie dobro dziecka!). Tak więc, brak kontaktów ojca z dzieckiem mógł być też spowodowany zachowaniem mamy dziecka. Nie wiem, jak było naprawdę, Ty Piki pewnie wiesz więcej, ale czy aby na pewno wszystko, albo na tyle dużo, żeby jednoznacznie i bezstronnie oceniać postępowanie ojca dziecka tak jednoznacznie?
Co zaś dotyczy sytuacji, którą ja opisałam. Hm. Zaufanie do męża to ja mam, choć ze zrozumiałych względów ciutkę jakby nadwątlone. Nie mniej zawsze uważałam i uważam, że ani zazdrość ani też kontrola małzonków do siebie nie znbliża, więc nigdy nie kontrolowałam i kontrolować nie będę - na zasadzie nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe. Zmierzam do tego, że spotkań mojego męża z dzieckiem w obecności mamusi się nie obawiam, tylko uważam, że są niestosowne z wielu powodów. Nie będę pisać o wszystkich. Podstawowy powód - takie spotkanie, wbrew pozorom, nie przyniosą korzyści nikomu - nwet dziecku! Poczytaj Piki posty chociażby Agomar? Co z takich spotkań wynika? Matka dziecka "rzuca się" na ojca, stawia ciągle nowe wymagania i własne żadania itp. itp., nie licząc się przy tym z nikim i z niczym, krzyki, stres, wzajemne pretensje, żale ... i to wszystko zwykle w obecności dziecka, a później czas wizyty mija. Znowu - nie musi tak być zawsze, ale niestety, mam kontakt z kilkoma kobietami w podobnej sytuacji i na tej podstawie mogę stwierdzić, że w realu, tak właśnie najczęściej takie spotakania wyglądają!!! Inny powód - wychowujemy dziecko w przekonaniu, że sytuacja jest normalna, a przecież nie jest. Dziecko bierze przykład z rodziców, tzn. wyrasta w pzrekonaniu, że ojciec może mieć dzieci z różnymi kobietami, dziecko może mieć dwie mamusie i dwóch tatusiów (co najmniej), a więc dwie rodziny, dwie wigilie, dwa śniadania wielkanocne, podwójne wakacje, przychodzą do niego dwaj Mikołaje i ...... i że wszyscy są Happy. Czy nie jest to dobry wzór do naśladowania? - inne dzieci mają wszystkiego o połowę mniej!!!! Czy o to nam chodzi? Czy to jest dla dziecka dobre? Ja mam co do tego wątpliwości. Jest jescze jeden powód - mój mąż jest nadal moim mężem i ojcem mojego dziecka. Z tego faktu wynikają również jego obowiązki wobec nas i podkreślę nieskromnie przede wszystkim wobec nas. Piki, proszę Cię - nie masz racji pisząc, że nie ma znaczenia, czy jest małażeństwo, czy go nie ma. To ma znaczenie i to ogromne!!!! Jeśli ludzie dopuszczają do poczęcia dziecka nie będąc małżonkami i nie planując tego wspólnie, to niestety narażają to dziecko na określone konsekwencje, które będzie ponosiło bez nijakiej własnej winy. Konsekwencje te można złagodzić, jeśli oboje rodzice staną na wysokości zadania (będą myśleć o dziecku , a nie o sobie), ale nie można ich całkowicie wyeliminować. W sytuacji, gdy ojciec dziecka jest mężem innej kobiety i ma własną rodzinę te konsekwencje dla dziecka są zwykle jeszce większe. Niestety. Nie ma, co siępzrepychać w dowodzeniu, czyja wina jest większa. Matki, czy ojca? W zasadzie, jakie to ma znaczenie. Konsekwencje będą, czy tak, czy tak. Uf. Ale się napisałam. Idę spać. Hm. Trudne i skomplikowane to życie. Spokojnej nocki.

[ Dodano: 2008-12-14, 00:06 ]
Piki, wybacz, ale nie rozumiem, jakie wnioski mają wynikać z przedstawionego przez Ciebie przykładu? Jestem lekko skołowana, bo Twoje wypowiedzi odbieram jako niespójne. No bo, jak ojciec nie interesuje się swoim dzieckiem, to jest be. Ale, jak dojrzeje i wyrazi chęć opieki, to jest jeszcze bardziej be. Czyli niezależnie od tego co by nie zrobił, to i tak jest źle.
Sytuacja, którą przedstawiłaś jest oczywiście bardzo smutana i to z wielu powodów. Moim zdaniem dziecko jest na tyle duże żeby wyrazić swoje zdanie, a sąd powinien decyzje dziecka wziąć za podstawę postanowienia w tej kwestii. Tak myślę.
Dziwi mnie twoja argumentacja dotycząca braku ślubu rodziców dziecka - bo żałoba w rodzinie, bo choroba, bo ..... Moim zdaniem wytłumaczenia nie ma żadnego. Jeśli ludzie są wierzący i odpowiedzialni jednocześnie, to najpierw ślub, a dziecko dopiero potem. Jeśli kolejności się nie przestrzega, to gotuje się dziecku taki los, jak w przedstawionym przez Ciebie przykładzie. Moim zdaniem zawinili oboje rodzice, a nie tylko ojciec.
Co do braku zainteresowania ze strony ojca, a tym bardziej co do motywów jego postępowania po urodzeniu dziecka i teraz. Piki, skąd Ty do licha wiesz, co człowiekiem kieruje? Może właśnie sumienie tak mu dogryzło, że wreszcie do niego dotarło, że jest ojcem i powinien dziecko wychowywać. Chyba lepiej później, niż wcale? Dlaczego od razu zakładasz, że kierują tym człowiekiem, jakieś niewłaściwe motywy? Ponieważ dobro dziecka w tym przypadku jest najważniejsze, to ojciec, tak jak sąd, powinien szanować jego zdanie. Ale, nie można mu też odmawiać prawa do kontaktów z dzieckiem, jeśli się o to stara. Jeszcze jedna kwestia, na którą zwrócę uwagę. Ojciec dziecka uznał je (matka dziecka wyraziła na to zgodę). O czym to świadczy? A no o tym,że dziecko nie jest ojcu obojętne oraz że matka chciała żeby był dla dziecka ojcem (gdyby nie chciała mogła nie zgodzić się na uznanie). Następna sprawa - znowu jednoznacznie potępiasz ojce za to, że nie zajmował się dzieckiem po urodzeniu - piszesz, że "robił karierę". Skąd wiesz, jak było naprawdę? Mam wrażenie, że znasz relację tylko jednej strony. Z tego, co sama napisałaś można wyciągnąć jednak zupełnie inne wnioski, a mianowicie, że mama dziecka uniosła się ambicją, z ojcem dziecka nie chciała mieć nic wspólnego i postanowiła, że dziecko będzie tylko jej (fakty: 1. uznanie dziecka pzrez ojca nie nastąpiło pojego urodzeniu, a dużo później, jeśli dobrze zrozumiałam; jeśli nie chciał uznać, to można było do uznania doprowadzić sądownie - badanaia genetyczne, ale mama dziecka widać tego nie chciała; 2. mama dziecka, jak zrozumiałam, nie miała zasądzonych alimentów - dlaczego? Nasuwają mi się tylko dwie odpowiedzi - albo ojciec płacił dobrowolnie, albo mama dziecka nie chciała ani jego, ani jego pieniędzy (moim zdaniem, jeśli w jej oczach ojciec dziecka okazał się nieodpowiedzialnym człowiekiem, to postąpiła bardzo honorowo, ale niekoniecznie takie postępowanie miało na względzie dobro dziecka!). Tak więc, brak kontaktów ojca z dzieckiem mógł być też spowodowany zachowaniem mamy dziecka. Nie wiem, jak było naprawdę, Ty Piki pewnie wiesz więcej, ale czy aby na pewno wszystko, albo na tyle dużo, żeby jednoznacznie i bezstronnie oceniać postępowanie ojca dziecka tak jednoznacznie?
Co zaś dotyczy sytuacji, którą ja opisałam. Hm. Zaufanie do męża to ja mam, choć ze zrozumiałych względów ciutkę jakby nadwątlone. Nie mniej zawsze uważałam i uważam, że ani zazdrość ani też kontrola małzonków do siebie nie znbliża, więc nigdy nie kontrolowałam i kontrolować nie będę - na zasadzie nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe. Zmierzam do tego, że spotkań mojego męża z dzieckiem w obecności mamusi się nie obawiam, tylko uważam, że są niestosowne z wielu powodów. Nie będę pisać o wszystkich. Podstawowy powód - takie spotkanie, wbrew pozorom, nie przyniosą korzyści nikomu - nwet dziecku! Poczytaj Piki posty chociażby Agomar? Co z takich spotkań wynika? Matka dziecka "rzuca się" na ojca, stawia ciągle nowe wymagania i własne żadania itp. itp., nie licząc się przy tym z nikim i z niczym, krzyki, stres, wzajemne pretensje, żale ... i to wszystko zwykle w obecności dziecka, a później czas wizyty mija. Znowu - nie musi tak być zawsze, ale niestety, mam kontakt z kilkoma kobietami w podobnej sytuacji i na tej podstawie mogę stwierdzić, że w realu, tak właśnie najczęściej takie spotakania wyglądają!!! Inny powód - wychowujemy dziecko w przekonaniu, że sytuacja jest normalna, a przecież nie jest. Dziecko bierze przykład z rodziców, tzn. wyrasta w pzrekonaniu, że ojciec może mieć dzieci z różnymi kobietami, dziecko może mieć dwie mamusie i dwóch tatusiów (co najmniej), a więc dwie rodziny, dwie wigilie, dwa śniadania wielkanocne, podwójne wakacje, przychodzą do niego dwaj Mikołaje i ...... i że wszyscy są Happy. Czy nie jest to dobry wzór do naśladowania? - inne dzieci mają wszystkiego o połowę mniej!!!! Czy o to nam chodzi? Czy to jest dla dziecka dobre? Ja mam co do tego wątpliwości. Jest jescze jeden powód - mój mąż jest nadal moim mężem i ojcem mojego dziecka. Z tego faktu wynikają również jego obowiązki wobec nas i podkreślę nieskromnie przede wszystkim wobec nas. Piki, proszę Cię - nie masz racji pisząc, że nie ma znaczenia, czy jest małażeństwo, czy go nie ma. To ma znaczenie i to ogromne!!!! Jeśli ludzie dopuszczają do poczęcia dziecka nie będąc małżonkami i nie planując tego wspólnie, to niestety narażają to dziecko na określone konsekwencje, które będzie ponosiło bez nijakiej własnej winy. Konsekwencje te można złagodzić, jeśli oboje rodzice staną na wysokości zadania (będą myśleć o dziecku , a nie o sobie), ale nie można ich całkowicie wyeliminować. W sytuacji, gdy ojciec dziecka jest mężem innej kobiety i ma własną rodzinę te konsekwencje dla dziecka są zwykle jeszce większe. Niestety. Nie ma, co siępzrepychać w dowodzeniu, czyja wina jest większa. Matki, czy ojca? W zasadzie, jakie to ma znaczenie. Konsekwencje będą, czy tak, czy tak. Uf. Ale się napisałam. Idę spać. Hm. Trudne i skomplikowane to życie. Spokojnej nocki.
 
     
Piki
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-14, 10:28   

Teor - chyba się troszkę nie zrozumalyśmy, w każdym razie apropos tej historii, którą tu opisałam.

tóż po pierrwsze - nie znam relacji z jednej strony Teor. Napisalam wyraźnei - teksty o karierze i poszukiwaniu odpowiedniej partnerki zyciowej oraz o tym ze wreszcie takową się ma, ale ma ona prolem z zajsciem w ciąże opisywany pan wyglasza nie tylko do mnie osobiscie, ale także w sądzie, zeznajac świaom odpowiedzialnosci za sladanie falszywych zeznań.
Poza tym nie argumentowalam osobioscie, ze przed urodzeniem dzieca młodzi mogli nie brać ślubu bo mieli zalobę. To rodzina zmarłej oraz zainteresowany taki powód podali sadowi.

Pan natomiast nie podał konkretnego powodu, dla którego nie uznał dziecka zaraz po urodzeniu. Nie umial go podać.

Wiesz Teor, nie wszyscy jesteśmy jednakowii mamy takie same życiowe mozliwosci. Zmarła dziewczyna o której pisałam żła w maleńkiej zapadłej wioszczynie. Wyobraź sobie, ze leżała prawie 5 lat na łóżku i nikt, slowem NIKT (mam na mysli przeiziane do tego isntytucje) nie udzielil jej wsparcia. Babka dziecka nawet nie wiedziala o tym, że jesli dziecko formalnie nie ma ojca, a matka nie kontaktuje to trzeba dla dziecka ustanowic rodzine zastępczą, bo nie ma w sumie komu zdecydować za nie np. w sparwie banalnej operacji wyrosta.

Zatem swoja wiedze o "dojrzalości" tego pana zaczerpnęłam nie z relacji, tylko z jego zarowno oficjalnych, przed sadem, jak i nieoficjalnych - w rozmowie informacji na ten temat.

Np. na pytanie sadu dlaczego nie kontaktował się przez tyle lat z dzieckiem i jego matką i nie próbowal dziecka uznać - ośc opowiadal "Bo bylem młodym człowiekiem, chcialem iśc na studfia i coś osiagnać, zrobić karierę. Z K (mowa o zmarlej) wiadomo byo już, ze nie bedziemy razem, bo byla nieuleczalnie chora" - niezła zsczera argumentacja dojrazlego czlowieka, no faktycznie. A potrafil dodać jeszcze "Jakby chcialy toy mnie znalazły, wiedziały, jak sie nazywam. Na alinety wtedy nie iałem , bo się ksztacilem, nie miałem tez CZASU przyjechać"

Poza tym Teor nikt nie ograniczał mu kontaktów z dzieckiem. Ba wrcz kiedy sie pojawil po 6 (!!!) latach to babka i ciotka (mama juz nie kontaktowala za bardzo) były zadowolone, ze dziecko bedzie wreszcie mialo ojca, tym bardziej, ze mama na łozu śmiercii. Z tym, ze jak sam przyznał pojawił sjie w momencie uznawania, a potem przez dwa lata 3 razy u dziecka.
Zważywszy, ze już sie nie "ksztalcił" (hehe) to chyba troche mało, co? No, ale wtedy "szukał tej odpowiedniej żony" - no tak.

Sprawa toczy się nie kontakty z dzieckiem, a o to, że ojciec chce, zeby zamieszkało z nim i jego zoną. Po prostu chce je zabrać - gotowy produkt jakby.

To jest typowe traktowanie jak przedmiot. Nie bylas mi potrzebna, ba byłas zawadą w "ksztalceniu" i "karierze" - nie chcialem Cie, ale teraz z racji, ze moja żona nie moze zajśc w ciąże to sie maa nam przydasz. To jest takie potraktowanie.


Co natomiast Teor do tego co piszesz w temacie "wzxorca rodziny". Nie wiem dlaczego wszyscy używają tu tego arguentu , ze "chyba fakt, ze ojciec ma nieslubne dziecko, czy że któres , albo oboje rodzicow ma nowych partnerów nie jest dobrym wzorcem dla dziecka". Owszem Teor - jasne, ze nie jest.

Tyle tylko, że nie wszystko w zyciu wielu lufzi idzie wzorcowo. I w zyciu takiego taty, który ma nies.ibne dziecko, albo rodziców, którzy się rozstali i założyli albo nie nowe rodziny też. Rzecz w tym, ze dziecko, dzieci w tym wszystkim uczestniczą. I nie mozna na ten czas, do doroslosci wylaczyc ich z tego. Czy się chce, czy nie chce trzeba jakos im to wyjasnic, przedstawić - to miałam na mysli.

A co do tego, że masz inne zdanie niz moje w kwestii "slubnosci" czy "nieslubnosci" dzieci Teor.
No coz, Ty to widzisz dośc prosto: ludzie postą[pili nieodpowiedzialnie i splodzili dzecko nie mając ślubu i nie planujac go, wiec ono naturalnie ponosi tego konsekwencje.

No tak, tyle, ze w Twoim np. przypadku TY nie postąpiłaś nieodpowiezialnie, Twoje dzieci tez nie - a ponosiie konsekwencje nieodpowiedzialnosci meża i ojca (piszę o jego odpowiedzialnosci a nie tej pani, bo to on jest osobą Wam bliską) i wcale nie czujesz ego tak, no naturalnie.

W Twoim przypadku jest inaczej, ale sporo jest przypadków intakich, ze zdradzający opuszcza rodzinę i zakłada nową.
Planował ślub i nawet go ze tak powiem "wykonal", ale teraz opuszcza rodzinę i dzieci z "prawego łoza" też.
Matka tych dzieci - zona - odpowiedzialnie je spłodziła, zwiazane to było ze slubem, ale to nic bnie zmienia w tym, że dzieci maja "dochodzaceg" tate, o ile poza alimenta,i się nimi zainteresuje.

Z tego co piszesz - sytuacja nie do przewidzenia była- wszak rodzice mieli ślub!
No i ? Do teoretycznego przewidzenia była, bo wystarczy poczytać to forum, tu wiekszoasc piszacych to prawowii mezowie i żony i spotkały ich zrady i rozwody. No, ale wiadomo, ze sie takiej sytuacji biorąc slub nie zakłada, jasna. Tak, czy owak jednak - stało się i sądzisz, ze dziecko mniej cierpi z powodu odrzucenia przez ojca, bo zyje ze swiadomoscią ze rodzice mieli slub?
Ja myśle, ze nie. I to mialam na mysli.
 
     
TEOR
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-15, 11:31   

Witam ponownie, tak nie zrozumiałyśmy się. Rzeczywiście rodziny nie są wzorcowe i ludzie też idealni nie są. Niestety. Ja wyrażam swoje poglądy, a Ty swoje. Tak naprawdę, to one tak bardzo się nie różnią, no może w szczegółach. Każda z nas postrzega rzeczywistość przez pryzmat własnych doświadczeń i to z pewnością ma wpływ na nasze wypowiedzi. Ja nie wypowiadam się w kwestii rozbitych małżeństw, bo niewiele na ten temat wiem, natomiast wiem bardzo dużo na temat sytuacji zdadzonych kobiet, które borykają się z problemem trwania własnej rodziny i konsekwencjami zdrady męża m.in. w postaci nieślubnego dziecka. Wiem, bo sama tego doświadczam, a poza tym mam kontakt z innymi ludźmi w podobnej sytuacji. Przeżywam, obserwuję i wyciągam wniostki. Jeden z moich wnisków jest np. taki, że "nie należy porównywać sytuacji mężów-ojców, którzy opuszczają swoją żonę i dzieci z sytuacją żonatych mężczyzn, którzy stają się ojcami nieślubnych dzieci. To nie są identyczne sytuacje. Jedyne co je łączy to taka sama zdrada. Inny wniosek: "utopią jest myślenie, że można uniknąć konsekwencji zdrady". W realu nie jest to możliwe. Te konsekwencje zawsze będą dotykać osoby zainteresowane i nie zanikną aż do śmierci! Następny wniosek - "stawianie na pierwszym miejscu dobra i interesu nieślubnego dziecka, przed Bogiem, żoną i ślubnymi dziećmi to błąd". Dobro jednego człowieka nie może być realizowane kosztem innego człowieka. Inne wnisoki może innym razem.Pozdrawiam. T.O.
 
     
Piki
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-20, 10:32   

witaj Teor :)

Masz naturalnie rację, że każdy ocenia sytuacje przez pryzmat wlasnych doświadczeń, acz nie ejst to do końca prawda.
Gdyby tak było w sumie dyskutować moznaby tylko o tym, co sie samemu przezyło.

Nie mam doświadczeń na polu takim jak Ty. Ani z pozycji żony, ani dziecka ślubnego, ani nieslubnego, ani matki tego ostatniego - to prawda. W zasadzie to powiem Ci, ze się z tego cieszę, bo na którymkolwiek z tych iejsc musiałabym być, na pewno nie byoby to komfortowe.

Moze wlaśnie dlatego, ze stoje z boku i brak mi tych własnych doświadczeń na tym polu, staram sie oceniać sytuację obiektywnie, bo nie budzi ona we mnie osobistych emocji.

Całkowicie zgadzam się z tym, ze nie mozna kosztem jednych zadowalać drugich, tylko, ze ja myśle, ze to się tyczy WSZYSTKICH, a nie tylko relacji żona i ślubne dzieci, ze tak powiem kontra kochanka i nieślubne dziecko.

Punk widzenia na ogół Teor zależy od punktu siedzenia:) Jeśli ktos nie "siedzi" w sumie nigdzie, czyli patrzy na taka sytuację całkiem z pozycji obserwatora, to w zasadzie mozna na niby zająć sobie każde "miejsce siezdące " i zniego próbowac popatrzeć.

Jakby tak zająć miejsce tej kobiety, która ma z takim mezem nieslubne dziecko to też sporo widać. Jasne , sama sie w to wpakowala, ale nie sama. gosc latal za nia, slodzil pewnie, jak to z zona sa malzeństwem układowym, bo dzieci, jaka to ona wspaniała, cudowna itd. byle tylko mieć kogoś na zmianę do łózka. A jak sie pojawił "probklem" w postaci ciązy i dziecka to ukochany podkulił ogon i fruu do zony, która go pewnie rozgrzeszyła, a dziecko ma daleko.

To tez punkt widzenia Teor, od innej strony, ale też ocena sytuacji. Pewnie niekoniecznie zgodna do końca z faktami, ale zcy kts na takim miejscu nie ma prawa do oceny? Ma, jak kazdy zresztą.
 
     
TEOR
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-20, 12:54   

Piki, teoretyzować wolno każdemu. Ty też masz prawo wypowiadać swoje poglądy. Ja swoje też. Wszystko jest O.K. pod warunkiem, że nasze wypowiedzi nie są niesprawiedliwe i nie ranią innych. To ostatnie zdanie, to nie do Ciebie Piki, tylko tak ogólnie.
Piki, napisałaś, że jesteś obiektywna, bo niezaangażowana w sprawę oraz, że nie chciałabyś być na miejscu żadnej z zainteresowanych stron. Co do końcówki, to jasne. Ja też bym nie chciała i nie z własnej woli jestem jedną z osób zaangażowanych. Dziwi mnie jednak Piki, że najłatwiej przyszło Ci wcielić się w .... hm, zastanawiam się, jakiego określaenia tutaj użyć, żeby nie było obraźliwe, ale jednak żeby odzwierciedlało rzeczywistość, no niech będzie, w "samotną mausię". I od razu,Twoje współczucie, no bo jaka to ona poszkodowana w całej sytuacji, oszukana przez żonatego niewdzięcznika,który za Nią łaził, mówił ..., obiecywał, itp. itd., a jak pojawił się problem, to podkulił ogon i ... uciekł. O, jaki wstrętny! A jak z dradzał żonę z "samotną mamusią", to przecież był "kul", był "kul"cały czas dopóki nie przejrzał i nie zdecydował się zerwać znajomość. Problem pojawił się dopiero wówczas i nagle żonaty zdradzacz przestał być "kul". Pytam dlaczego taka przewrotna ocena? Jak postępował źle, to oceniała go pozytywnie, jak postanowił się poprawić, to ....?! Żeby była pełna jasność. Mój mąż postąpił bardzo źle zarówno w stosunku do mnie, jak i w stosunku do "samotnej mamusi". Tylko, że mój mąż ma tego świadomość i robi wszystko, co w jego mocy można w takiej sytuacji zrobić, żeby nadal nie krzywdzić ludzi, których kocha, ale także innych zaangazowanych w sprawie. Natomiast "samotna mamusia",przeciwnie, czuje się zupełnie bez winy. Ot po prostu pępek świata. Moim zdaniem zupełnie bez znaczenia jest, czy mój mąż jej coś obiecał, czy też nie. Każdy jest kowalem swojego losu. Sama się wcisnęła w taki układ wiążąc się z żonatym mężczyzną i tyle. Dlaczego i o co ma pretęsję do żonatego mężczyzny, że Ją zostawił i wrócił do żony? To chyba, właściwie postąpił, jak na mój gust?! Mylę się? Konkluzja. Błąd może popełnić każdy. Człowiek powinien jednak, po uświadominiu sobie popełnienia błedu, dążyć do tego, aby w miarę możliwości go naprawić. W tym momencie należy uznać swoje winy,przeprosić i zadość uczynić. Mój mąż tak właśnie postąpił. "Samotna mamusia"niestety nie.
Skąd Ci Piki przyszło do głowy, że nie oceniam sytuacji obiektywnie? Mam taką zasadę,że stawiam się w sytuacji osoby, której postępowanie chcę ocenić i myślę sobie, co ja w takiej sytuacji bym zrobiła. Gdybym, co nie daj Boże miała romans i dziecko z żonatym mężczyzną, to po pierwsze, przeprosiłabym szczerze jego żonę, po drugie byłabym szczęśliwa, że mam upragnione dziecko i byłabym za nie bardzo wdzięczna jego ojcu, odizolowałbym się od ojca dziecka i jego rodziny, wychowywałabym dziecko najlepiej, jak potrafię, nie żądałabym i nie wymuszała na ojcu dziecka niczego, pozostawiając inicjatywę w tym względzie jemu samemu. Tak bym postąiła. I miałabym wielką satysfakcję, że pomimo błędu nadal mogę patrzeć w lustro bez odrazy. Czy nie byłoby to też dla dobra dziecka? Myśłę, że jak najbardziej. To na tyle. Pozdrawiam.
 
     
Piki
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-20, 16:00   

Mila Teor ....

Napisalas , ze mnie najlatwiej się wcielić w rolę "samotnej mamusi":) No coż, widać tak odczytałaś, ale chyba Cię nie rozczaruję, gdy Ci powiem - przeciwnie - najtrudniej chyba.

Najtrudniej, bo jak kiedyś pisalam na Twe chyba pytanie (moze i nie na Twe) - sama nie jestem matką, z wyboru i nigdy w życiu nie zadawałam się z zajętym facetem (nawet jeśli chodziło o wczesna młodość i chłopaka, który po prostu ma dziewczynę) - jest to poza moim systemem wartosci i stąd ja sobie nie umiem wyobrazić sytuacji w moim wykonaniu rzecz jasna, ze ja mam romans z zonatym mężczyzną.

W związku z tym po prostu NIE wiem jak ja bym sie w takiej sytuacji mogła teoretycznie zachowywac, bo sobie nie wyobrazam siebie w takowej w ogóle.
Byc moze Ty zachowywalabys się w takiej sytuacji, tak jak opisalaś, a moze nie. W obu naszych przypadkach mozemy tu tylko teoretyzowac:)

Ja po prostu napisałam jak MOZE to widzieć ta kobieta i jak moze to opisywać - to moze być jej wersja zdarzeń. I juz.

Jestem przeekonana, ze wiem jakbym się zachowała w przypadku zdrady, bo to zaliczyłam. Wydawało mi się, ze umiałabym zaczac od nowa, ale "w praniu" wyszlo,z e to poza moim zasięgiem. Tu się róznimy na pewno. Roznimy sie tez chyba w "oczekiwaniach" od pani z którą nas zdradzono. Ja nie chcialabym jej przeprosin, własciwie to najbardziej nie chciałam wcale jej widywać (a musiałam) i z nia rozmawiać (probowała). Dla mnie to była sprawa miedzy nami, a na miejscu pani mogłaby być kazda inna osoba, wiec ona dla mnie nie miala znaczenia.

Niewłaściwie też odczytałas Teor moją wypowiedź, jako współczucie dla tej pani - hipotetycznej, o której pisałam, jak moze to widzieć.

Współczuję każdemu czlowiekowi, który znalazł sie w złej sytuacji, takiemu ktory sam do niej doprowadził na ogół tez, ale nie zmienia to faktu, ze nie umniejsza to w moich oczach winy takiej osoby.

Masz natomiast absolutna rację, ze każdy jest kowalem swojego losu - ta pani, Twoj maż i Ty. Bo zdieci niestety trafiły i Twoje i tej pani pod kowadlo, którego ani nie uruchamialy, ani nie potrafią powstrzymać, dlatego w moich oczach zasługują one na najwieksze współczucie w tej sytuacji, potem współczuję Tobie, a na końcu tej pani i Twojemu mezowi w równym stopniu.


Oczywiscie, sytuacje bywaja rózne i czasem któreś z tych, co zrobili źle jest winne mniej, a inne bardziej.

Znam sytuację w której zonaty 28 latek poderwal (uwaga) 16-latkę i zaszła z nim w ciąże. Jasne, dziecko to nie było male, ale od osoby ktora ma 16 lat wymaga się mniej rozsądku i życiowosci, niż od zonatego kolesia przed 30 stką.

W wiekszosci przypadkow bywa jednak tak, że te strony tak samo ponoszą winę za to, czego narobili w zyciu innych ludzi i przy okazji też w swoim.

Kobieta wiedziała, ze to żonaty facet, a on też wiedzia, ze jest żonaty chyba, nad czym tu mysleć?
Tak całkiem na marginesie, abstrahujac od Twojej historii. Powiem Ci Teor, ze ja nie wierzę w te opowiieści o tak nachalnych kochankach, acz w swoim życiu widzialam całkiem sporo kobiet, ktore usiłowały uwodzić kogos, w tym takze osoby zajęte.

Po prostu nie widze, by panie wiodly w tym prym. Żonaci panowie tudzież nader chętnie interesuja się innymi paniami - snują opowiesci o tym, jak to z zoną soa w "ukladowym małzeństwie", jaka to jędza, jak to są tylko maszynka do kasy itd.
Jesli trafią na podatny grunt to mozesz sobie dopisac dalszy ciąg scenariusza. Napisałam to nie do Ciebie personalnie, tylko ogólnie, bo ... wiesz zcasem flaki mi się przewracają, jak mi ktoś opowiada, jak to jej meza uwiodła taka owaka. A ja tego meza WIDZIALAM w akcji np. na imprezie firmowej, jak probowal kogoś podrywac i wcale nie trzeba było go uwodzić, sam robił za "uwodziciela".
Tak wiec bywa to róznie. Ja lojalnosci oczekuje od bliskich mi osob, a jeśli obce sa lojalne to fajnie, ale nie oczekuję tego. Dlatego mialam pretensje do zdradzającego mnie, a do pani dopiero, jak się mnie czepila, wczesniej nie, chociaż ja znalam. Do niej pretensje mógl miec jej mąz, a nie ja .


Nie wiem, czy owa "samotna mamusia" z Twojego życia czuje sie bez winy, bo jej nie znam.
Moze tak, a moze nie.
Nie mylisz się,z e własciwie postąpil maz, ktory zdradzał ze wrocił do zony. Choć ja bym , mówię szczerze nie byla z takim kims, nie ze względu na to, ze jest dziecko z tej zdrady. Ogólnie.
Natomiast owszem , tak wlasciwie postąpil. Co do naprawiania błecdu - też masz rację. Tyle, ze w tym przypadku "bląd" żyje i to komplikuje sprawę jeszzce bardziej.

Nie odbieraj tego Teor tak, ze ja mam Cie za osobę nieobiektywna. Raczej po prostu to mialam na mysli, ze bedąc uczestnikiem jakis wydazreń, zwaszcza traumatyczych, człowiek sila rzeczy skupia się na swoim stanie emocji i na swoim stanowisku. Tylko to.
 
     
agomar1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-20, 21:21   

"Nie odbieraj tego Teor tak, ze ja mam Cie za osobę nieobiektywna. Raczej po prostu to mialam na mysli, ze bedąc uczestnikiem jakis wydazreń, zwaszcza traumatyczych, człowiek sila rzeczy skupia się na swoim stanie emocji i na swoim stanowisku."

Jak bardzo widać, kto osobiście doświadczył sytuacji takiej jak moja, a kto nie, i teoryzuje "co by zrobił gdyby...". To nie jest zarzut.Zanim nie doświadczyłam na własnej skórze- miałam identyczne teorie. Taka traumatyczna sytuacja zmienia człowieka tak bardzo, że sam siebie często nie poznaje.
Poza tym-jak można porównywać faceta, który z własnej woli lub lenistwa dziecka nie odwiedza do takiego, który robić tego nie może bo każda wizyta to jeden wrzask, krzyk, żądania, krytyka i nie ma miejsca na dziecko. Mamy z domu nie wygonisz, a dziecka na spacer nie da. Do tego przez telefon dowiedziałam się, że jestem bezczelna i usłyszałam wiele innych impertynencji pod moim adresem. Gdy przypadkowo zobaczy mnie samą lub-co gorsza- z mężem na ulicy-wysyła smsy grożąc nam zemstą. To,że mąż nigdy jej niczego nie obiecywał, że seks był przypadkowy-dowiedziałam się od niej samej, gdy już udałao mi się ją uspokoić w owej rozmowie telefonicznej po steku blużnierstw pod moim adresem. Od jej koleżanek zaś dowiedziałam się, ze chełpiła się planami "upolowania" mojego męża "na dziecko", gdy dostał awans -a tym samym-lepsze zarobki. Jest to osoba bardzo skupiona na wartościach materialnych, ale alimenty otrzymuje od obu ojców swoich dzieci wyższe, niż koledzy męża z identycznymi warunkami płacą po rozwodzie na nastolatki. Boję się, że nie udżwignę przez całe życie bagażu w postaci tej pani, a sposób, w jaki traktowała dotąd mężczyzn (żonatych lub nie) było-wykorzystać finansowo i porzucić, więc szansę,że znajdzie w końcu kogoś, kto ją zadowoli na dłużej i przestanie nam wygrażać są marne..
Już nawet myślałam o napisaniu listu do proboszcza jej parafii, by uchronić kolejne małżeństwa przed jej destruktywnymi zapędami, ale 1)nie wiem, czy posłucha i czy ksiądz w ogóle zechce z nią rozmawiać 2) jeśli się dowie,że napisałam taki list-zacznę już na serio bać się wychodzić do miasta.

[ Dodano: 2008-12-20, 21:27 ]
i proszę mi nie zarzucać,że bronię tą wypowiedzią postępek męża. Nigdy tego nie robiłam. Po prostu nie to było tematem tego akurat postu.

[ Dodano: 2008-12-20, 21:32 ]
i ktoś, kto kiedyś proponował walkę w sądzie o odwiedzanie chłopca naprawdę uważa, że z powodu sądowego papierka i bycia ciąganą po sądach jakośc kontaktów ulegnie poprawie, czy to był tylko żart?
 
     
Piki
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-20, 22:24   

Agomar - niepotrzebne wmocje ..
W rozmowie z Teor pisalam OGÓLNIE, a nie o jej, Twojej, czy jakiejkolwiek konkretnej osoby sytuacji.

A są one b. rozne, to znaczy róznie dochodzi do nich , z inicjatywy niekoniecznie pan i niekoniecznie panów, po prostu co historia to bywa inna.

Przecież napisałam,z e w takiej sytuiacji nie jestem i nie bylam i nie chcialabym być na czyimkolwiek miejscu, wiec zarzucanie mi teoretyzowania jest trochę nielogiczne, skoro sama mowię, ze rozmawiam z pozycji osoby niezaangazowanej.

Nie pisalam tez nigdzie , jak ja bym sie zachowala w takiej sytuacji, to chyba Teor pisała, ja by się ona NIE zachowywała w teoretycznej sytuacji matki dziecka z zonatym facetem.

W takiej sytuacji jak Twoja nie byłam i nie bedę, bo z kolei majac doświadczenia ze zdrada wiem,z e z zmeżczyzna który by mnie zdradzil, nawet nie mając przy tym dziecka nie bylabym - sprawdziłam :)

Natomiast co do tej pani - pierwsza i zasadnicza sprawa calkiem na serio.
Jeśli ktoś Ci wysyla smesami, czy inaczej tresci noszące znamiona groźb karalnych - idź na policję.
Wbrew pozorom gliniarze nie traktuja już tego tak luzacko, jak kiedyś.

Z tego co piszesz - nieciekawa to osoba, ale dziwię się Twojemu mezowi i nie tylko dlatego, ze mial ochote na nawet przypadkowy seks z kims na tyle hmmm no powiedzmy nieciekawym.

Z Twojego posta wnioskuję, ze Twój maz jest osobą, która z intelektem nie ma problemu, z pieniedzmi tez nie jakas dramatyczna sytuacja, dlaczegż wiec on i jego adwokat poszli na to, by pacil on jakies wygórowane alimenty?
serio pytam...
Jasne, chodzi w sązdie o dobro dziecka o zaspaokajanie jego otrzeb, ale sa jakeiś standardy. Jeśli jak piszesz podobnie zarabiajacy panowie płacą tyle na nastolatki, co Twoj mąż na niemowlaka to albo sam sie tak zadeklarował bo go stać, albo miał kiepskego adwokata, ale to nie aż taki problem, bo mozna mieć przecież innego.

Cos mi tu nie pasuje - po prostu. Wiesz darcie, roszczenia itp to serio nie wsadzie Agomar. Twój mąż maial argumenty w reku - poza tym dzieckeim ma inne, jest wiec finansowo w gorszej sytuacji, niż w adekwatnej ktos bezdzietny.
Jeśli maluch nie jest dzieckiem specjalnej troski NIE ma powodów, by placił tak wysokie alimenty.

W sadzie serio nie ejst tak, ze sąd obligatoryjnie zasądza tyle, ile powie wrzskliwa, zcy pokornei zachowująca się mam dziecka i to bez względu na to, czy jest to zona, była zona, czy też kochanka ewentualnie przygodna znajoma.

Agomar pod zadnym pozorem NIE pozwalaj na to, zeby ktokolwiek w tym ta pani Cioę zastraszał!
TY sie jej boisz? A czemu? Co moze ci realnie zrobić, albo zrobila (poza seksem z Twoim mezem - pytam o faktyczne zagrozenie dla Ciebie teraz)?
WCALE z nia nie rozmawiaj, ani o tym czyś bezczelna, czy nie ani o tym , jaka ona jest - jak się przyczepi smysy zostaw gadkę nagraj i na policje!
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-21, 00:37   

Jak bardzo widać, kto osobiście doświadczył sytuacji takiej jak moja, a kto nie, i teoryzuje "co by zrobił gdyby...". To nie jest zarzut.Zanim nie doświadczyłam na własnej skórze- miałam identyczne teorie.

...tak..nie ty jedna..... dotąd na wieśc o zdradzie mówiłam..... koniec... nigdy w życiu....i co?
Na dzis mowię.....dziecko z inną...Nie!!!...aczkolwiek?...Bog jeden wie.
Trzeba przeżyc zeby sie wypowiadać.
Agomar, Teor.....podziwiam Was...nie doswiadczyłam i dzieki Bogu.....
Osoba niedoświadczona i niezaangażowana ....zwyczajnie teoretyzuje., a miłość....prawdziwa miłość i przysięga robią swoje.
Życze Wam oby było jak najlepiej, najłatwiej i jak najmniej boleśnie.
  
 
     
TEOR
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-21, 10:44   

Piki, potwierdzam to, co pisze Agomar w sprawie alimentów. Znowu w swojej wypowiedzi wykazałaś brak znajomości realiów. Fakty są takie, że alimenty zasądzane na dzieci nieślubne są wyższe niż na te z rozwiedzionych małżeństw. Takie mamy niestety "sprawiedliwe" prawo. Nie piszę tego teoretycznie. Mój mąż płaci no dzidziusia tyle samo, co otrzymuje jego siostra na syna 11-letniego, przy czym zarobki panów są porównywalne, a mój mąż ma jeszcze drugie dziecko, a ten drugi nie. To tylko jedno porównanie, mam jeszcze wiele innych.
Dziwisz się, Piki, że Agomar nie dochodzi swoich praw na policji, w prokuraturze, w sądzie?!! Ona chce tylko jednego - świętego spokoju, żeby .... zostawiła Jej rodzinę i pozwoliła im żyć.
Myślę, że mam prawo powiedzieć dobitnie, bo nie teoretyzuję - bezczelność, perfidia i przewrotność wielu "samotnych mamuś, które mają dzieci z żonatymi mężczyznami" jest tak wielka, że nawet otoczenie postrzega je jako biedne i poszkodowane!!! Nie mogę wyjść z podziwu! Błąd może popełnić każdy, ale nie każdy umie się do tego przyznać i wyciągnąć z tego błędu konstruktywne wnioski. "Takie Panie" właśnie nie potrafią, albo lepiej - nie chcą - konsekwencje, w ich mniemaniu, mają ponosić wyłącznie ojcowie i ich rodziny. Do "tych pań" należą prawa, a do ojców obowiązki!!! Uf. To na tyle!
 
     
mami
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-21, 10:45   

Piki napisał/a:

Natomiast co do tej pani - pierwsza i zasadnicza sprawa calkiem na serio.
Jeśli ktoś Ci wysyla smesami, czy inaczej tresci noszące znamiona groźb karalnych - idź na policję.
Wbrew pozorom gliniarze nie traktuja już tego tak luzacko, jak kiedyś.
WCALE z nia nie rozmawiaj, ani o tym czyś bezczelna, czy nie ani o tym , jaka ona jest - jak się przyczepi smysy zostaw gadkę nagraj i na policje!


tu akurat musze cie Piki zasmucic, policja raczej nie zajmuje sie takimi sprawami, owszem może dojsc do upomnienia ale gdy to nie pomaga sam musisz wystapic na droge sądowa, a walka z przegraną duma kobiety to niestety bardzo ciązka walka
dlatego najlepiej nie pokazywac że to nas boli i dotyka
kochanka mojego męża mimo upomnien ze strony policji, nic sobie z nich nie robiła, od rana od godziny 5 dzwoniła co godzine az do 2 3 w nocy, wysyłała sms, dzwonki, do pracy męża listy szkalujące
cóż trwało to rok zanim przestała potem było sporadycznie pewnie w chwilach załamki
moja pdpowiedz to nie robic nic, jak starałam sie z nią porozmawiac nie chciała, policja nic nie dała, potem juz dałam spokój zmieniłam nr telefonu z zastrzeżeniem bo takie tez były sugestie policji
urazona duma kochanki to bodaj chyba najgorsza sytuacja i konflikt z jakiego trzeba wyjśc
brak realnego myslenia ze strony pseudo skrzywdzonego rodzi tyle poczucia wyrządzonego im zła że nie idzie mądrze dojśc do żadnego rozwiązania problemu
pozdrawiam zycze miłych i spokojnych świat
nie pokazuj ze cała ta sytuacja cie dotyka i może Was skłócic bo o to kochance idzie nie mam ja i nie bedziesz miała Ty
skąd takie chore myslenia do takich praw, hm mysle że czują sie wykorzystane i odrzucone i chca by zdradzacz tez to poczuł taka sama krzywde i ból jaka one odczuwaja
szkoda tylko ze po drodze walki między kochankami my zony tez odczuwamy skutki ich walki ze soba o wyrównanie krzywd....
 
     
Piki
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-21, 11:18   

Dziewczyny ...

Tak się składa, ze nie osobiście zaangazowana, ale biore zcasem udział w różnych takich sparwach i powiem tak - moze alimenty na nieslibne dzieci sa wyższe, ale nie mówcie, ze jak mamusia powie chcę 10 tys. to dostaje.

Mozwe jest trochę tak, moje panie, że taki ojciec, ktory ze tak powkiem powrócil na rodziny łono łatwiej sie godzi na wyższe, bo nie ma ochoty ciągać się po sadach z amtka dziecka. Nie wiem, ale faktem jest, ze sąd bierze pod uwagę stan finansowy rodzica, ktory ma alimentować dziecko.

Co natomiast do gróźb karalnych - calkowicie rozumiem, ze chciecie mieć od takiej pani swięty spokój. Też jestem zdania, ze początkowo nie należy reagować na takie zaczepki, bo na ogół brak reakcji powoduje zaneichanie zdiałania ze strony kogoś takiego. Na ogół !

Ale bywa i tak, że nie i wtedy naprawdę nie ma sensu się męzcyć, bac wychodzić z domu, czy odbierać telefonu.

Wydzwanianie do kogoś w porze nocnej podpada pod naruszanie miru domowego, natomiast w ogóle nagabywanie pod nekanie.

Co innego groźba karalna, a co innego dokuczanie np. pisanie nieprzyjemnych rzeczy, ale bez groźb - tu się zgadzam plolicja, czy prokuratura nie zareagje na tekst typu "Twój mąz jeczał z rozkoszy bedąc ze mną", ale na "Twoje dzieci moga zostać sierotami, bo moze ci się "przypadkeim" coś stać" - owszemi ten ostatni tekst jest autentyczny.
Otrzymała go i wiele podobnych pewna kobieta, od inej, okoliczosci byly nieco inne niż u Agomar, ale to bez znaczenia.
Jesli wiec teksty kobiety sa tego rodzaju, a sprawa nie jest jednorazowa, tylko trwa w czasie - ja bym o zglosiła.

Skoro juz tak szczerze gadamy :) - sama ma za sobą interwencję prawnika w mojej sprawie, choć tu nie było karanych gróźb, zatem sparwa nie byla dla policji, czy prokuratora.

W moim przpadku kobitce się ubzdurało, ze jak mnie wyeliminuje, to ukochany ja zechce. Tak sądze, bo ja juz z nim i tak nie bylam. W kazdym razie zazceła od wysylania mi ich maili - zignorowalam, zablokowalam w poczcie maile od niej, jako spam. Potem zaczely się teksty na gg - ignorowalam.
Byłam przekonana, ze sobie odpusci, ale sa ludzie nieodpuszczający, którzy brak reakcji sklania do myslenia, ze ofiara jest bezbrona, a nie ponad ich poziomem.

Kiedy zaczeła bruxdzić mi w pracy wygadując na mnie anonimowo i nie rózne niestworzone historie poprosiłam znajomego prawnika o pomoc. Nie musialam z nia gadać, on sobie porozmawiał i skońzcyły się wszelkie nagabywania.

Nie chodzi o to, zeby zaraz tej kobiecei, co zaczepia Agomar dali dozywocie:) na niektorych ludzi dzialą upomnienei policji, czy samo wezwanie do prokuratury, ewentualnie uświadomienie jej pzrez prawnika, ze takie zachowanie moze sporo kosztować i zepsuje papiery.
Nie ma koniecznosci rozmawiania z kims takim, zrobi to ktos inny. Oczywiscie mówię o sytuaci, kiedy to trwa i brak reakcji np.. pzrez pół roku niec nie daje.
Jak mówie, na początku sama nie reagowalam.

Agomar chce mieć spokój, jak napisałam - rozumiem to, ale jak wwidać po jej relacji baba jej spokoju NIE daje, mimo braku reakcji z jej strony.
Skoro jest taka, to moze to jeszcze potrwać, nie ma co się na to godzić.

[ Dodano: 2008-12-21, 11:51 ]
Leno - jesli trzeba przezyć, zeby się wypowiadać na jakikolwiek teta, to wiesz :) w sumie dobrze, ze mnie tu pare osób tak łatwo ocenilo, jak to nie ratowalam swego małzeństwa, ale nikt nie zapytal czemu się rozpadło ...

Złym szacunkiem dla wszystkich, ale to nie była taka banalna sprawa jak zdrada, czy nałogi i faktycznie, masz rację nikt tu nie mialby nawet 1 proc. doswiadczenia w takiej sprawie, z tegoco czytam to wnosze oczywiscie.

A jednak wiesz, jak miałam te kłopoty to b. pomogly mi osoby, które w życiu takiej sytuacji nie miały Leno i chwala Bogu, bo nikomu takowej nie życzę.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 8