Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Czy mnie przyjmiecie i nie potępicie???
Autor Wiadomość
marc!n70
[Usunięty]

Wysłany: 2008-11-13, 09:47   

Dzieki Martin
 
     
agnieszka78
[Usunięty]

Wysłany: 2008-11-13, 10:07   

Martin a czy oni zaczęli na nowo? a jak to nowe ma wyglądać? tak jak Ty podajesz? ze ona ma byc cierpliwa i kochająca i dostosowująca sie kajająca bo może przyjdzie dzień ze ona zrozumie i on zrozumie...kiedys juz chyba pisałam -czy jeśli palaczowi papierosow wytłumaczą ze umiera na raka bo palił to mu się od tego lepiej zrobi? przestanie mniej boleć bo zrozumiał dlaczego? ...nie przestanie...zrozumienie to nie ta droga...a w atakach męża o jakich pisze Dorota jest proba zrozumienia? czy ukarania? więc jeśli maja zacząć na nowa to niech rownież mąz Doroty podejmie taką decyzję a nie tylko ona..
 
     
martin
[Usunięty]

Wysłany: 2008-11-13, 10:36   

Aga
Z postow Doroty wynikalo, ze zaczeli odbudowe i teraz po kolei.

agnieszka78 napisał/a:
ze ona ma byc cierpliwa i kochająca i dostosowująca sie kajająca

Uwazam, ze powinna byc cierpliwa i kochajaca. A co innego mozna zrobic? Kto sie bardziej nacierpial? Ona czy On?

agnieszka78 napisał/a:

..zrozumienie to nie ta droga...a w atakach męża o jakich pisze Dorota jest proba zrozumienia? czy ukarania? więc jeśli maja zacząć na nowa to niech rownież mąz Doroty podejmie taką decyzję a nie tylko ona..


A jestes facetem, zeby stwierdzic, czy to nie ta droga? Z odpowiedzi Marcina wnioskuje, ze czuje podobnie do mnie. Wiec zrozum prosze, ze przykladowo dla Nas dwoch zrozumienie moze byc jakas droga, albo chociaz Jej czescia.
Nie wiem, czy On chce Ją ukarac, tak jak pisalem, to nie jest jakis celowy sadyzm. Ty tez jestes osoba zdradzona prawda? I co, nic zupelnie nie wypomnialas mezowi? Przeciez to nie chodzi o to, zeby On teraz chcial skopac Dorote. Ale ma bol, ktory ot tak sobie nie znika z dnia na dzien i czasem nie wiadomo co z tym zrobic. Oczywiscie nie usprawiedliwiam kopania lezacego, bo gdy czasem zdarza mi sie Monie zbic psychicznie, to potem sie czuje zle, ze Ją doprowadzilem do lez (przepraszam Moni). Ale nie wiedzialem co z tymi emocjami zrobic, wiekszosci i tak juz nie wypowiadam.

Moze cos pomoc terapia u psychologa i wskazowki jak sobie radzic z bolem. Monia chodzi, ja dopiero zaczynam, jesli bede mogl cos konkretnego polecic to napisze.
 
     
..monika..
[Usunięty]

Wysłany: 2008-11-13, 10:51   

agnieszka78 napisał/a:

ze ona ma byc cierpliwa i kochająca i dostosowująca sie kajająca bo może przyjdzie dzień ze ona zrozumie i on zrozumie... kiedys juz chyba pisałam -czy jeśli palaczowi papierosow wytłumaczą ze umiera na raka bo palił to mu się od tego lepiej zrobi? przestanie mniej boleć bo zrozumiał dlaczego? ...nie przestanie...zrozumienie to nie ta droga...

wlasnie w tym rzecz.
problem w tym, ze ani Dorota, ani ja, ani zadna osoba, ktora zdradzila nie jest w stanie teraz niczego zrobic. TERAZ. co z tego, ze ja teraz bede dobra, kochajaca, pokorna, cierpliwa, wzor cnot wszelakich? chocby i swieta za zycia mnie oglosili teraz to nie ma zadnego znaczenia. to nie to, co teraz robie jest zle i raniace. to, co bylo zle JUZ SIE STALO, JUZ BYLO. i nic tego nie cofnie. zaden dobry uczynek, zadne poswiecenie, zadna kara, zadna zemsta. zadne metody skuteczne moze w sredniowieczu - "odetniemy Ci lewa reke, postoisz pod pregiezem 2 tygodnie sluchajac obelg pod twoim adresem, rzuca w ciebie zgnilymi pomidorami, a potem juz bedzie dobrze, nie bylo tematu". bo tak sie nie da :-( i zadna kara tego nie zmaze.
agnieszka78 napisał/a:

a w atakach męża o jakich pisze Dorota jest proba zrozumienia? czy ukarania? więc jeśli maja zacząć na nowa to niech rownież mąz Doroty podejmie taką decyzję a nie tylko ona..

masz wielka racje. jesli ta jedna ze stron dostrzega, jak wielkie zlo zrobila, jak bardzo zniszczyla, jak upadla, opamietuje sie, pracuje nad soba, chce naprawiac... to tak naprawde nic nie da. nie uda sie to samemu. nie ma szans. ciagle "dlaczego?", "jak to sie moglo stac?" i "co by bylo gdyby.." nie daja mozliwosci dzialania, probowania, naprawiania. :-(
tu jest potrzebna chec dwoch stron. ale skad ta skrzywdzona strona ma miec checi i sily? jak???

Dorotko, wiem, ze Nasza sytuacja jest inna, Wy jestescie malzenstwem.. ale wiem, co czujesz. ja powoli przestaje sie ludzic, ze kiedykolwiek jeszcze bedziemy razem. chcialabym tego calym sercem. i wciaz mam nadzieje. nie wiem jak jest u Was.. u Nas ciagle hustawki. widze jak mnie to niszczy, moge tylko sobie wyobrazac, jak niszczy to Martina. uczucie, ktore mi teraz towarzyszy nieustannie? NIEPEWNOSC. ja teraz staram sie nie myslec o Nas. to jest cos na co nie mam zadnego wplywu. jedyne, co moge teraz zrobic to nadal pracowac nad soba i cierpliwie czekac...
 
     
agnieszka78
[Usunięty]

Wysłany: 2008-11-13, 11:12   

Martin zalezy jak wyglądaja wasze "ataki" , czy Ty pod wpływem emocji mówisz że czujesz sie np zrujnowany zdradą czy tez rujnujesz Monikę, czy mówisz ze Cię boli czy tez mówisz aby ją zabolało...tak, nacierpiałam sie ale jak jzu pisałam to nie jest gra o sumie zerowej-ból mojego męża nie zmniejszy mojego...ja mojemu mówię aby mnie nie przepraszał ... kiedy mnie boli to chodzi w tym ze mnie boli i tylko to a nie o to ze chce go zranic...
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-11-13, 11:42   

Moniko i Martinie, uważam, że powinniście się rozstać na 7 tygodni.
Zero kontaktów ze sobą.

Ponieważ 6 tygodni to jest minimum w Waszej sytuacji.
Zostaną naprawione Wasze relacje - właśnie po takim cierpliwym rozstaniu-czekaniu.

Zrobicie jak zechcecie, ale taką propozycję Wam podsuwam.

Dopóki nie jesteście małżeństwem - rozstańcie się na 7 tygodni.
Odpocznijcie od siebie, nie odchodząc przy tym od sakramentów świetych (warunek powodzenia >>> święta łaska Boża, czyli uświęcającą).

Pisałam już czego boi się zły duch:
łaski uświęcającej i pokonywania 7 grzechów głównych - przez tę łaskę
Z Bogiem!

Pozdrawiam.
 
     
Dorota.71
[Usunięty]

Wysłany: 2008-11-13, 15:34   

agnieszka78 napisał/a:
Doroto sama z siebie już nic nie zrobisz, niestety z tymi konsekwencjami musi poradzić sobie Twój mąż i Ty daj mu w tym wolność, albo chce byc z Tobą albo nie-pozwol mu na podjęcie tej decyzji, niech nie czuje sie osaczony Twoimi pragnieniami, niech będa jego pragnienia-daj mu wolność


Agnieszko, ja doskonale wiem, że na nic zdadzą się moje starania, jeżeli mój mąż sam sobie z TYM nie poradzi... i nigdy Go nie poganiałam aby podjął decyzję, nie osaczałam swoimi pragnieniami, bo gdyby postąpił pod ich wpływem to by nie miało szans powodzenia.. Dlatego modlę się o to aby Bóg dał Nam szansę i abyśmy umieli z niej skorzystać...

[ Dodano: 2008-11-13, 16:22 ]
martin napisał/a:
Uwazam, ze powinna byc cierpliwa i kochajaca. A co innego mozna zrobic? Kto sie bardziej nacierpial? Ona czy On?


Martin uwierz mi, staram sie być taką... tak bardzo się staram i wiesz co.... dobrze mi z tym.... nie robię tego na siłę. Ale walczymy juz z tym tak długo i zaczyna brakować sił... po drodze było już tyle upadków...... Cierpimy oboje, każde z Nas inaczej, bo co innego boli, ale nie można się licytować kto bardziej się nacierpiał, bo nie o to chodzi. To nasza wspólna walka o przetrwanie.

..monika.. napisał/a:
ciagle "dlaczego?", "jak to sie moglo stac?" i "co by bylo gdyby.." nie daja mozliwosci dzialania, probowania, naprawiania. :-(


Wszyscy o tym wiemy ale to jest właśnie najtrudniejsze do zrobienia....

..monika.. napisał/a:
uczucie, ktore mi teraz towarzyszy nieustannie? NIEPEWNOSC.

Dla mnie każdy dzień to wielka niewiadoma.... chociaż ostatnio i to zaczęło sie zmieniać, zaczęłam cichutko mieć nadzieję...... no i znów ogromny ból, przy kolejnym upadku, tylko że tym razem to nie był zwykły upadek, tylko podstępny atak i wykorzystanie chwilowej nieuwagi...
Ostatnie dni były dla Nas bardzo ciężkie, znowu padły przykre słowa, znowu płacz.... już nie mam siły płakać, modlę się o łaskę .....

Elu napisałaś:
Doroto, jesli Bóg Ci wybaczył w sakramencie spowiedzi, to Ty musisz... już tylko... w to UWIERZYĆ.
To wystarczy. Uwierzyć, że Bóg wybaczył Ci już ten grzech.

Wiem, że Bóg mi wybaczył ale ciężko mi dalej, nie umiem tego poczuć jak należy, mam taka trwogę i strach w sercu i nie mogę sie tego pozbyć, nie wiem jak...
Boję sie przyszłych dni....
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 9