Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Jak się zbliżyć do siebie, kiedy nie widać już szans?
Autor Wiadomość
mmax
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-24, 19:46   Jak się zbliżyć do siebie, kiedy nie widać już szans?

.
.
Ostatnio zmieniony przez mmax 2008-10-27, 22:32, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-25, 22:04   Re: Jak się zbliżyć do siebie, kiedy nie widać już szans?

mmax napisał/a:
Jak się zachować w tej sytuacji, żeby nie być zmuszonym ciągle żebrać o kawałek uśmiechu..


"Kapitanie, dokąd płyniecie?" - to lektura obowiązkowa - jest na www.sychar.org
wtedy nie będziesz żebrać!

ps. jest tu: http://sychar.alleluja.pl/tekst.php?numer=20641

mmax napisał/a:
Czekam na pozew z sądu, wiem co jest w nim napisane. Konkretnych argumentów brak.
Jeśli się zgodzę, żeby jej nie naciskać, to w krótkim czasie będzie jeszcze gorzej.
Jeśli się nie zgodzę, to pierwszy raz od długiego czasu usłyszy stanowcze "nie", tylko co dalej...

przeczytaj http://docs.google.com/Vi...qv9g_17hmbf2kfs
i zastanów się, czy masz takie odczucia?

jesli tak, to masz "gotowca"
to Twoja odpowiedź! MIŁOŚĆ!

mmax napisał/a:
A może to tylko iluzja, że coś ją kiedyś ze mną łączyło. Znaliśmy się przed ślubem niecały rok.

zadna iluzja, powiem brzydko: "nie pękaj!"
kto Ci takie bzdury karze wymyślać w Twojej głowie?? no kto?
ten który lubi mieszać
kto miesza?
kto rozbija rodziny?
POKUSY rozbijają rodziny
i Ty właśnie wpadasz w pokusę! aby przestać walczy o żonę, o miłość, o wiarę, o wytrwałość, o wierność!

PO-KUSY (jak lubi go nazywać nałóg) czyli kusy

To jego nazwy inne!
poniżej
zobacz co potrafi:

"Szatan nie utracił wszystkich otrzymanych darów. Zachował swoją duchową, anielską naturę, a także inteligencję i wolę, które teraz służą mu wyłącznie do czynienia zła i zabijania Bożego życia w człowieku. Używając swojej inteligencji, nieustannie stara się kusić człowieka do zła pod każdą postacią. Chce w ten sposób zniweczyć Boży plan miłości względem ludzi i uczynić ich współuczestnikami swego potępienia i wiecznego cierpienia. Swoją przewrotną wolą, w której zastygł na zawsze, nieustannie potwierdza bunt przeciw Bogu i nienawiść wobec człowieka. Wraz z każdą osobą, którą doprowadza do potępienia, zwiększa się jego wieczne cierpienie. Czegóż jednak nie uczyni, by dać upust swojej nienawiści.

Liczne informacje o naszym przeciwniku dają nam jego określenia. Mówią o tym, kim jest, odsłaniając jego istotę, a także jak działa, czyli jakie ma cele i jakimi posługuje się środkami.

szatan (hebr. sathan) – oznacza przeciwnika Boga i tych, którzy do Niego należą, idąc przez życie Jego drogami.

diabeł (gr. diabolos) – to ten, który dzieli (dia-ballo), oczernia, zniesławia. Jest istotą aktywną, sprytną, pomysłową, zwodniczą i podstępną. Demon (gr. daimonion) – to duch złowrogi, anioł upadły, ten, który się opiera, który niszczy siebie i innych, gdyż jest sprawcą śmierci.

kłamca i ojciec wszelkiego kłamstwa (J 8, 44) – tak nazywa go Jezus, dając do zrozumienia, że jest on pierwszym, który zrodził w sobie kłamstwo. Każde kłamstwo wypowiadane przez człowieka zakorzenia się w tajemniczy sposób w kłamstwie szatana.

zabójca od początku (J 8, 44) – to określenie również nadaje mu Jezus. Mówi ono, że szatan jest tym, który pierwszy dokonał zabójstwa. Targnął się na własną świętość i świętość wielu aniołów. Stworzył królestwo śmierci. To on uknuł śmierć Chrystusa. On doprowadza do wiecznej śmierci ludzi idących za jego namową. Każde pojedyncze zabójstwo dokonane przez człowieka, wszelkie ludobójstwo, mają swoje korzenie w nim.

oskarżyciel – to imię ujawnia, że do jego natury należy nieustanne oczernianie. Skierowany tylko ku sobie, nienawidzi wszystkich, którzy są poza nim. Jego celem jest oskarżanie Boga przed człowiekiem. Wmawia zatem, że Bóg chce ludzkiego cierpienia, że działa na jego niekorzyść, że zazdrośnie strzeże swojej wszechmocy, że przykazaniami ogranicza jego wolność. Oskarża też człowieka przed Bogiem. Widzimy to w przypadku sprawiedliwego Hioba, którego oskarża o to, że służy Bogu tylko dla interesu i zysku (Hi 1, 6-12). Oskarża kapłana Jozuego o liczne grzechy (Za 3, 1-4). Święty Jan Ewangelista podkreśla jednak, że na końcu czasów ten „oskarżyciel naszych braci” (Ap 12, 10) zostanie strącony. Szatan oskarża wreszcie człowieka przed człowiekiem, niszcząc jedność ludzkich wspólnot. Wystarczy, że zasieje ziarno nieufności. Resztę dopisze sam człowiek.

Upadły anioł bywa nazywany także belzebubem, złym, kusicielem, bestią i smokiem.

Szatan jest realnie istniejącą osobową istotą, która skrycie, inteligentnie i z determinacją działa przeciw człowiekowi. Po upadku nie stracił niektórych przymiotów swego pierwotnego stanu, dlatego jest potężniejszy od człowieka. Nie znaczy to jednak, że człowiek skazany jest na przegraną, że nie może stawić mu czoła. Może i zarazem ma obowiązek stoczyć z nim walkę. Nigdy jednak sam, lecz zawsze z Chrystusem i Jego Matką, we wspólnocie Kościoła."


Walka duchowa. Filary świątyni serca
Szatan - przeciwnik duchowej świątyni

http://www.karmel.pl/lekt.../baza.php?id=25
 
     
mmax
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-25, 23:49   

.
.
Ostatnio zmieniony przez mmax 2008-10-27, 22:33, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
GregS
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-26, 12:34   

mmax napisał/a:
Wiem, że nie mogę zgodzić się na rozwód. Nie chcę rozwodu. Ale jednocześnie oznacza to potraktowanie jej jako wroga.


Dlaczego wroga? nikt Cię nie zmusza do szukania jak to piszesz:

mmax napisał/a:
Strasznie mierzi mnie zbieranie dowodów przeciwko ukochanej osobie


Ja jestem w podobnej sytuacji, która trwa 2 lata, kilka rozpraw już za mną i na żadnej nie powiedziałem złego słowa o żonie pomimo, że ona nie przebiera w środkach i słowach aby udowodnić jakim to ja byłem złym ojcem i mężem. W pewnym momencie chciała pozbawić mnie całkowicie praw rodzicielskich - wtedy sprawa rozwodowa (przynajmniej dla mnie) stała sie walką o dzieci.

I ja wielokrotnie słyszałem takie słowa, wpowiadane w jakże zimny i obojętny sposób:
mmax napisał/a:
To ona twierdzi, że mnie już nie kocha, wszystko co było powoli się wypaliło
ale jak pewnie się już zorientowałeś są ona pewnego rodzaju standardem (niestety), wypowiadanym przez dążących do rozwodu - jakoś trzeba sobie wytłumaczyć swoje postępowanie. No i do tego wzniosłe frazesy o "kulturalnym rozwodzie" i stwierdzenia "... jak byś mnie na prawdę kochał to byś mi dał rozwód, wolność" i inne zaczynajace się od słów "bo ja mam prawo...", "bo mi się należy..."

mmax napisał/a:
Boję się tego, że próbuję manipulować dzieckiem za wszelką cenę starając się odzyskać żonę.
To bardzo delikatna kwestia, nawet przy najbardziej szczerych chęciach, Twoje postępowanie druga strona może odebrać jako chęć manipulacji

mmax napisał/a:
Córka ma 4 lata - ono potrzebuje kompletnej, sprawnej rodziny. Zauważyłem, że uwielbia widzieć nas razem.

mmax napisał/a:
Jak nie zafundować przy okazji dziecku jakiegoś strasznego skrzywienia.


Czy da sie całkowicie ochronić dzieci przed skutkami rozwodu? Chyba nie, jedynie co możesz to starać się zminimalizowac jego skutki. To jak dzieci odbebrały, jak przeżyły rozwód rodziców będzie skutkowało w ich dorosłym, samodzielnym życiu.

mmax napisał/a:
Przeczytałem wypowiedzi 40latka na forum. Prawie identyczna sytuacja. Identyczne słowa, identyczne oskarżenia, deklaracje.
Cytat:
Okazuje się, że nic nie ma znaczenia poza jej szczęściem. Trójka naszych dzieci (4,6,8) da sobie radę, w końcu "rozwód to obecnie codzienność i wszyscy je przeżywają". Jej wiara i Bóg to jej sprawa - Bóg chce żeby była szczęśliwa a jej szczęście to jej nowa miłość.


I znowu pewnego rodzaju standard.. moja żona twierdzi, że "...najważniejsze aby dzieci miały szczęśliwą mamę"
a wiara, Bóg do których starałem sie odwoływać - ".. co bym nie zrobiła to i tak mi zostanie wybaczone i odpuszczone..." dlaczego? bo wierzy w nieskączone miłosierdzie Boga. Czy nie jest to złe pojmowanie miłosierdzia Bożego? planowanie czegoś co jest złe zakładając że i tak Bóg mi to wybaczy.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 8