Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Tylko dla facetów ;-)
Autor Wiadomość
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-02, 12:33   

Jarek.....dalej stało napisane :za zdradę ponosi odpowiedzialność zdradzający.
I nie usprawiedliwiam 'zdradzaczy" .Usiłuje tylko -od dawna-uświadomić zdradzonym ,że naprawę siebie trzeba zaczynac od siebie.To nie zdradzacz(najcześciej) wyje z bólu,leje łzy,łyka psychotropy,ma mysli samobójcze....zdradzacz najczęściej "wypchnął " skutecznie poczucie winy,usprawiedliwił się w oczech swoich i współzdardzacza,zaakceptowali siebie nawzajem...... zdradzacz nie czuje sie winny.
Bo ma ileś tam powodów:
-bo za gruba...
-bo za chuda......
-bo za spkojna.....
-bo za bardzo rozrywkowa.....
-bo zniewoliła.......
-bo zołza............ itd...itd.............

Lekarza potrzebuja chorzy.A jak chory wchodzi na forum szukając pocieszenia w żalu poprzez użalania sie nad sobą ,a tu mu sugeruja jakieś kroki zaczynające sie od siebie.to najcześciej jest oburzony,rozgoryczony,zły..... wykrzykuje,złości sie,często nawet stara sie wierzgać.Wygląda to tak jakbychory poszedł do szpitala,połozył sie na łóżku i gadał sobie z innym chorymi.A zalecenia lekarza,zlecone leki wyrżucał do kosza.Bo on sobie tylko przyszedł pogadać z chorymi.............. w szpitalu sie leczy.... na forum tez najczęściej
 
     
wito
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-02, 12:38   

Mąż Zosi napisał/a:
Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć tyle, że gdyby nie radykalna zmiana w postawie mojej żony i prawdziwa chęć naprawy połaczona ze zrozumieniem krzywdy jaką mi wyrządziła to nie wytrzymałbym wspólnego życia pod jednym dachem z kimś kto lekceważy mój ból. Wolałbym separację.

A ja ze swojego doświadczenia dodam - nie było prośby o wybaczenie, nie było zadośćuczynienia - było moje bezgraniczne wybaczenie i nawet poświęcenie się dla zdradzacza. I co? Problem wrócił po 15 latach. Recydywa i pozew o rozwód. Rozbestwiony zdradzacz obwinia mnie o rozpad rodziny. Stara się zniszczyć relacje z dziećmi. Poniekąd mu sie to udaje. Czy o to chodzi? O głupkowatość z naszej strony? O ponowne zaufanie komuś, kto nie jest w stanie nawet palcem kiwnąć by zastanowić sie nad swoim postępowaniem? Dlatego uważam, że nawet najsłodsze przepraszam nie wystarczy, niczego nie zmieni. Nadzieję mam, ale przestaje powili żyć tym czy żona wróci czy nie. Staram się dbać o siebie - na tyle na ile daje radę.
Kiedyś kiedy słyszałem, ze to ja jestem winien - wpadałem w depresję, zamykałem się i szalałem z rozpaczy. Pytania: za co? dlaczego? wszak to ja mam powody ją obwiniać, a to nie ona to te cioty co sie koło niej kręcą są winni? i wiele innych idiotyzmów kłębiło sie pod kopułą.
Teraz kiedy usłyszałem podobny absurdalny zarzut - po chwili wściekłości zrobiło mi sie zwyczajnie żal kobiety, która zaczyna sama wierzyć w swoje kłamstwa, której jeszcze wydaje się, że robi to na mnie wrażenie.
sasanka napisał/a:
wybaczyłam w ciągu 3 sekund niemalże i problem zakopałam troszcząc się przez 3 lata coby broń Boże nie urazić pytaniami/wspomnieniami

U mnie to cwany zdradzacz po kolejnych rogach (o których jeszcze nie wiedziałem), kiedy chciała się wyprowadzić, badała mnie pytaniami - "co mi zarzucisz? nie chcę z tobą być i każdy sąd da mi rozwód. tamto? nikt już o tym nie pamięta - nikt nie potwierdzi."
A ja - cicho właśnie by nie urazić, broń Boże nie tupnąć nogą - bo sie wyprowadzi, nie przypomnieć tego co zrobiła - bo sie wyprowadzi, cicho - bo może faktycznie nikt nie potwierdzi.
I tak się wyprowadziła.
Gdyby nie Zuza i Ola - nigdy bym nie uwierzył, że ma nowego faceta!!! Nigdy bym nie znalazł dowodów, dzięki którym Sąd nie orzekł rozwodu z orzeczeniem mojej winy. Prawdopodobnie szukałbym do tej pory winy w sobie i czuł wstręt do siebie bo nie mogę jej wybaczyć, a to takie niechrześcijańskie.
Gdybym nie uświadomił sobie, że zawierzenie Bogu, modlitwa o uzdrowienie małżonka, nawet darzenie go dalej uczuciem nie wyklucza naszego działania i zaangażowania, słusznego sprzeciwu wobec jego niegodziwości - byłbym już na dnie.
Nie dajmy sie zwariować. To my zostaliśmy skrzywdzeni i mamy prawo być wściekli, mamy prawo być ostrożni i mamy prawo czuć, że samo przepraszam to za mało by kogoś na powrót przyjąć.
 
     
Mąż Zosi
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-02, 13:03   

nałóg napisał/a:
Wygląda to tak jakbychory poszedł do szpitala,połozył sie na łóżku i gadał sobie z innym chorymi.A zalecenia lekarza,zlecone leki wyrżucał do kosza.Bo on sobie tylko przyszedł pogadać z chorymi


Trafiłeś w samo sedno. Ja też znalazłem to forum bo chciałem pogadać z innymi chorymi. Poczuć rodzaj "ulgi" że nie tylko mnie to trafiło. Na szczęście potem zacząłem mysleć i zabrałem sie za siebie. tak że obyło się bez lekarzy, leków, doradców. dzieki temu nikt nie wie o tym co przeszlismy. To bardzo ułatwia sprawę.

Chcę jeszcze zwrócić uwagę na jedną subtelność, Nie wiem nałóg czy się ze mna zgodzisz.
piszesz
nałóg napisał/a:
,że naprawę siebie trzeba zaczynac od siebie


Tę naprawę siebie powinniśmy robić wyłącznie dla siebie. dlatego że chcemy, dlatego że chcemy być lepsi dlatego ze chcemy być z siebie zadaowoleni. Nie róbmy tej naprawy z poczucia winy. Nie naprawiajmy siebie dla naszego zdradzacza z myslą że może zauwazy, doceni i wróci. Bo co jak mimo wszystko nie wróci albo nie doceni?

Zdrowy egoizm i wyzwolenie spod emocjonalnego wpływu małżonka. To jest lekarstwo.

pozdrawiam
Jarek
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-02, 13:48   

Jarek,zgadzam sie z Tobą:'Tę naprawę siebie powinniśmy robić wyłącznie dla siebie. dlatego że chcemy, dlatego że chcemy być lepsi dlatego ze chcemy być z siebie zadaowoleni"

Od chwili wejścia na to forum...... jeszcze jako "alkoholik" pisałęm o tym.Zmieniać ,naprawiać siebie nalezy dla siebie,dla swojego kontaktu z Bogiem.Nigdz dla kogođ,nawet najbardyiej kochanego........ Bo drugi cyowiek ma prawo do swojej wizji życia..... zawiedzie nas i co????? w gruzach leży podstawa naszych zmian.Bo nie mamy wpływu na innego człowieka. Na siebie mamy.Pogoda ducha potrzebna jest nam....przede wszystkim nam....... drugi człowiek musi o ni azadbac sam........ pod wływem naszej pogody ducha.


Wito....... (mam nadziejęże sie nie obrazisz) czyli Twoja głupota.......bo napisałes:"A ja - cicho właśnie by nie urazić, broń Boże nie tupnąć nogą - bo sie wyprowadzi, nie przypomnieć tego co zrobiła - bo sie wyprowadzi, cicho - bo może faktycznie nikt nie potwierdzi.
I tak się wyprowadziła"

Ale dziś masz inną świadomość.......wtedy miałeś inną,człowiek nieświadomy grzechu nie ma grzechu.Byłeś nieświadomy Witek.Nie wiedziałeś jak sie posługiwać tymi narzedziami ,które gdzieś tam krażyły wokół Ciebie.
Witek............. to juz było......nie wrócisz,więc nie masz co rozpatrywać.Pamiętasz o starych błędach,ale nie zyjesz nimi,nie dokopujesz sobie.
Pogody Ducha Witek
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-02, 14:13   

I spotkało się trzech facetów i zaczęło "nazwać" wreszcie to, co należało nazwać po imieniu. Streszczenie najważniejszych rzeczy w jednym wątku - konkretnie i bez rozdzierania szat - gorąco polecam forumowiczkom do przeczytania!
No, chłopaki, jestem pod wrażeniem :mrgreen:
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-02, 19:50   

Ola2 napisał/a:
I spotkało się trzech facetów i zaczęło "nazwać" wreszcie to, co należało nazwać po imieniu.


Toć przeca tytuł tego wątku "tylko dla facetów"
I se pogadali. I dogadali :-)
 
     
markow
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-16, 15:10   

Dziękuję za wsparcie modlitewne.

Dziękuję za życzenia. Dziś nasza rocznica ślubu.

Krótki raport:
8 sierpnia odbyła się druga sprawa. Żona nie zgadza się nawet na zawieszenie sprawy. Od strony prawnej przewaga po mojej stronie.

19 listopada termin trzeciej. Mój wniosek o badania w RODKu. Cel - wykazanie, że rozwód jest szkodliwy dla dzieci. Taktyka na przetrzymanie.

Mieszkamy nadal razem.

Złożyłem wniosek o rozdzielność majątkową z datą wsteczną (mam podstawy).

Rodzina mojej żony ... teść, teściowa, brat żony. Po tym co od nich zaznałem mam ochotę "wyrwać chwasty". I pewnie zrobiłbym to, gdyby kiedyś nie dotarło do mnie, że zła się nie wyrywa, bo odrośnie. Zło można przemienić w dobro. A więc Jezu przemieniaj! Przemieniaj i mnie!
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-16, 20:25   

darek1 napisał/a:
Bardzo potrzebny byłby w tym kierunku jakiś duży ruch, organizacja działająca przy kościele głosząca taką właśnie postawę i dająca wsparcie. Obecnie pozostając rozwiedzionym (nikt z nas nie może być pewny, że taka postawa gwarantuje ocalenie rodziny) jest się przez większość naszego społeczeństwa postrzeganym jako ktoś gorszy, dużo gorszy niż ten co wchodzi w związek niesakramentalny, a nie powinno tak być.
Darek

Darku, kiedy pisałeś te zdania w kwietniu, w tym samym momencie "tworzył się" właśnie RWS. Zapraszamy serdecznie: www.rws.kryzys.org - ruch ten nazywa się Ruchem Wiernych Serc i otrzymał błogosławieństwo w kilku diecezjach Polski od Arcybiskupów, a powstał we współpracy z redakcją "Miłujcie się".

Chwała Panu!

RWS jest częścią Dzieła Wiernej Miłości Małżeńskiej,
które zasięgiem obejmuje całą Polskę.
Jeszcze w tym roku Dzieło zawita u Ojca Świętego.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 9