Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Moje trudne małżeństwo
Autor Wiadomość
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 13:25   

nałóg napisał/a:

Piszesz o sensie życia.......o trosce..... a zacznij troszczyć sie o siebie,o swój rozwój duchowy(nie mylić z wiarą),o swoja kondycje fizyczną i psychiczną.


Proszę o szczegółowe rozwinięcie tego wątku...
Bo zastanawiam się nad wieloma sprawami teraz...a nie chciałabym źle zrozumiec...
Nałogu z góry dziękuję Ci za rozwiniecie.
 
     
Agnieszka2
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 13:55   

Bo Sasanka w ogóle ładna jest :-)
 
     
sasanka
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 15:14   

hej aguś!
Ja Cię nie nękam, bo myślam, żeś zajmnięta bieganiem,
a Ty tak ścichapęk!
no wiesz :-D

buźka :mrgreen:
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 18:10   

Mirella? mam rozwinąć całą swoją myśl czy tylko wytłuszczone słowa(nie mylić z wiarą)?
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 20:45   

Nałogu , całą myśl,wytłuszczenie jest w sumie zbędne...
Rozważam Twoje słowa bardzo intensywnie...Biorę pod uwagę jednośc ciała, duszy i umysłu, bo człowiek jest tą jednością... Tak więc , kiedy jedna częsc naszej istoty zostaje zraniona ma to wpływ i daje znac w pozostałych miejscach...
Bardzo dziękuję Ci już teraz, bo ta refleksja ma same plusy:)
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-29, 16:51   

Mirella.... kazda zmianaw człowieku jest czymś spowodowana.
Najcześciej w życiu kierujemy sie własnymi wizjami, wyobrazeniami,pragnieniami.Tkwimy w jakiś tam obranych rolach,w przybranych maskach,pozach.Jak pisze de Mello"śpimy".Jest nam dobrze.
Nagle jakieś zdarzenie ,fakt(najcześciej przez nas lub otoczenie we "śnie" stworzone) wyrywa nas (budzi) z naszych wobrazeń,wizji. Zaczynamy najcześciej intensywnie mysleć,szukać winnych,szukać pomocy,szukać potwierdzenia słuszności naszej drogi.
I czesto zderzamy się z innym człowiekiem....z jego wizjami,odczuciami, dysfunkacjami......... zaczynamy cierpieć.Bo boli.Staramy sie usprawiedliwić siebie,wybielić.......... nawet poprzez uznanie jakieś tam swojej dysfunkcji,wady charakteru,zaniedbania. Ale to tylko w ramach jakie sobie sami wyznaczamy.Bo nas boli,bo nas zraniono.Otoczenie często pokazuje nam coś zgoła innego...........lustro,prawdziwe nasze odbicie.I co? bunt..................
Bo ja sobie wymyśliłem ,wyobraziłem i utwierdziłęm się w tym że to co wymyłśliłem powinno byc realizowane przez wszystkich.
A jak nie jest..........to bunt.
Duchowość to poznanie swoich mocnych i słabych stron,wad i zalet, dawanie sobie i innym prawa do popełniania błędów.Uznanie błędów.Zadośćuczunianie za błędy ale tylko w taki sposób aby nie zraniło to jeszcze bardziej zranionego, lub kogoś innego.
Duchowość to życie "tu i teraz" .Ze świadomością że mamy wpływ w największym stopniu tylko na siebie,że wczoraj już było,że już nie wróci,żę dziś możemy coś zrobić dobrego
Że mamy mozliwość wpływania na scenariusz naszego życia,ale nie mamy większego wpływu na reżyserię.
Wreszcie to ,że każdy nasz ruch,poczynanie,wybór rodzi określone konsekwencje.......dla nas i naszego otoczenia.Ruch,czyn kogoś z otoczenia to też konsekwencje dla nas....... i zgoda na to, że nie mamy większego wpływu na kogoś z otoczenia.
Zgoda na to że na ziemi jestem tylko chwilę w porównaniu z czasem,z nieskończonością.
Duchowość to ciągłe poszukiwanie swojego lustra,swojego prawadziwego oblicza cielesnego,duchowego i umysłowego.Konfrontowania go z innym,nie tylko z własnym kryterium wartości.Kryterium opartym na prawdzie,na prostej drodze przez życie.
Dla mnie takim kryterium jest Dekalog.
Duchowość to, to droga,nigdy nie kończąca się droga ku doskonałości. Doskonałości której nigdy człowiek nie osiągnie.
I zgoda wewnętrzna na to, że tej doskonałości nie można osiągnać.


(To tak jak ze średnią krajową w płacach.............. wszyscy chcieliby dogonić jakąś tam średnią krajową........... ale jak już ją dostają to ona przesuwa sie w chwili gdy na ich konta wpłyna pieniądze............ i znowu sa poniżej lub tylko ileś tam powyżej)

Duchowość to wewnętrzna zgoda na to aby wszelkie zmiany zaczynać od siebie.Aby być krytycznym wobec siebie.Z jak najmniejszą ilością egoizmu,indywidualizmu,egocentryzmu,pychy i zawiści.

Zgoda na to że ranimy tych z którymi mamy więzy emocjonalne i bedziemy ranieni przez tych których kochamy.
Bo nie można zranić emocjonalnie kogoś z kim nic -poza bycie człowiekiem -nas nie łączy.
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-29, 18:27   

nałóg napisał/a:
Mirella.... kazda zmianaw człowieku jest czymś spowodowana.
Najcześciej w życiu kierujemy sie własnymi wizjami, wyobrazeniami,pragnieniami.Tkwimy w jakiś tam obranych rolach,w przybranych maskach,pozach.Jak pisze de Mello"śpimy".Jest nam dobrze.
Nagle jakieś zdarzenie ,fakt(najcześciej przez nas lub otoczenie we "śnie" stworzone) wyrywa nas (budzi) z naszych wobrazeń,wizji. Zaczynamy najcześciej intensywnie mysleć,szukać winnych,szukać pomocy,szukać potwierdzenia słuszności naszej drogi.
I czesto zderzamy się z innym człowiekiem....z jego wizjami,odczuciami, dysfunkacjami......... zaczynamy cierpieć.Bo boli.Staramy sie usprawiedliwić siebie,wybielić.......... nawet poprzez uznanie jakieś tam swojej dysfunkcji,wady charakteru,zaniedbania. Ale to tylko w ramach jakie sobie sami wyznaczamy.Bo nas boli,bo nas zraniono.Otoczenie często pokazuje nam coś zgoła innego...........lustro,prawdziwe nasze odbicie.I co? bunt..................
Bo ja sobie wymyśliłem ,wyobraziłem i utwierdziłęm się w tym że to co wymyłśliłem powinno byc realizowane przez wszystkich.
A jak nie jest..........to bunt.
Duchowość to poznanie swoich mocnych i słabych stron,wad i zalet, dawanie sobie i innym prawa do popełniania błędów.Uznanie błędów.Zadośćuczunianie za błędy ale tylko w taki sposób aby nie zraniło to jeszcze bardziej zranionego, lub kogoś innego.
Duchowość to życie "tu i teraz" .Ze świadomością że mamy wpływ w największym stopniu tylko na siebie,że wczoraj już było,że już nie wróci,żę dziś możemy coś zrobić dobrego
Że mamy mozliwość wpływania na scenariusz naszego życia,ale nie mamy większego wpływu na reżyserię.
Wreszcie to ,że każdy nasz ruch,poczynanie,wybór rodzi określone konsekwencje.......dla nas i naszego otoczenia.Ruch,czyn kogoś z otoczenia to też konsekwencje dla nas....... i zgoda na to, że nie mamy większego wpływu na kogoś z otoczenia.
Zgoda na to że na ziemi jestem tylko chwilę w porównaniu z czasem,z nieskończonością.
Duchowość to ciągłe poszukiwanie swojego lustra,swojego prawadziwego oblicza cielesnego,duchowego i umysłowego.Konfrontowania go z innym,nie tylko z własnym kryterium wartości.Kryterium opartym na prawdzie,na prostej drodze przez życie.
Dla mnie takim kryterium jest Dekalog.

Duchowość to, to droga,nigdy nie kończąca się droga ku doskonałości. Doskonałości której nigdy człowiek nie osiągnie.
I zgoda wewnętrzna na to, że tej doskonałości nie można osiągnać.


(To tak jak ze średnią krajową w płacach.............. wszyscy chcieliby dogonić jakąś tam średnią krajową........... ale jak już ją dostają to ona przesuwa sie w chwili gdy na ich konta wpłyna pieniądze............ i znowu sa poniżej lub tylko ileś tam powyżej)

Duchowość to wewnętrzna zgoda na to aby wszelkie zmiany zaczynać od siebie.Aby być krytycznym wobec siebie.Z jak najmniejszą ilością egoizmu,indywidualizmu,egocentryzmu,pychy i zawiści.

Zgoda na to że ranimy tych z którymi mamy więzy emocjonalne i bedziemy ranieni przez tych których kochamy.
Bo nie można zranić emocjonalnie kogoś z kim nic -poza bycie człowiekiem -nas nie łączy.


serdeczne dzięki...:)
Mam ciągle pytania...
Napisałeś...

Cytat:
Piszesz o sensie życia.......o trosce..... a zacznij troszczyć sie o siebie,o swój rozwój duchowy(nie mylić z wiarą),o swoja kondycje fizyczną i psychiczną.


Czy może dokonac sie postęp duchowy bez wiary?
Jeśli tak to jaki jest jego rezultat?


Nasza kondycja , może piszemy o tym samym , tylko ja z innej strony... moim zdaniem zależy od tego czy jesteśmy szczęśliwi... Szczęśliwośc z moich doswiadczeń to relacje człowieka, z człowiekiem, to relacje człowieka z Bogiem, oparte na fundamencie Miłosci, której ciągle sie uczymy i z której czerpiemy SIłę.
Więc zastanawia mnie bardzo to co napisałeś wyżej...(cytat)
I jeszcze zastanawiam sie nad siłą...do spojrzenia w lustro...(bez wiary)Można spojrzec raz...potem kolejny i wróci do marazmu...A można spojrzec niewiele razy, ale dostrzec...Skąd ta siła?
Skoro "zniekształcony " człowiek spogląda w lustro i ma własne kryterium wartości...czy wobec tego nie powraca do przeszłosci? Trochę tak chaotycznie...Ale żeby stanac w prawdzie trzeba miec porównanie...siebie ze wzorem, skoro do tej pory "byłem wykrzywiony" to gdzie szukasz kryterium wartości...? Piszesz ,że konfrontujesz je z innym, nie tylko swoim...Każdy ma swoją prawdę...Która jest prawdziwa? Jak to odkryc ,skoro wcześniej wspominasz ,ze człowiek przybiera maski...
Piszesz ,o swojej wartości i wspominasz o Dekalogu. Jak najbardziej sygnalizuje mi ten komunikat o wierze, o opieraniu się na wzorcu, w dodatku Bożym. Wiec jak mam nie mylic z wiarą? Nawet kondycja psychiczna i fizyczna jest uzależniona od miłowania, od wzorca na którym opierasz swoje życie , a jest nim Dekalog.

Prosiłam o rozwiniecie, bo chciałam Ciebie dobrze zrozumiec...
Nie potrafię sie jasno wyrażac, mam nadzieję, że postarasz się zrozumiec moje bazgroły...
Pozdrawiam i dziękuję:)
Nie widzę szans na szczęście ,o które zabiega człowiek bez wiary.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-30, 16:39   

Mirelo........
Nie ma dla mnie postępu duchowego bez zawierzenia że jest Ktoś/Coś wiekszego ,mocniejszego ,komu moge powiedzieć:niech sie dzieje wola Twoja a nie moja.
Że w razie gdy mi coś po ludzku nie wychodzi mogę uznac swoja bezsilność i powiedzieć: ja już wszystko co mogłem zrobiłem.....teraz Ty(dla mnie Boże) decyduj ,rób,zeslij mi jakąś dobrą myśl.
Nie może być przemiany duchowej bez uznania realnych granic moich możliwości fizycznych,umysłowych,rozumowych czy emocjonalnych.
U mnie to jest np. zgoda na taką pogodę jaką rano widzę przez okno robiąc herbatę czy kanapki na śniadanie.Pada? mam wybór-parasol lub zostaję w domu
Zimno? cieplej sie ubieram
Słońce?zakładam czapkę z daszkiem albo grzeję sobie głowę-mam wybór
Śnieg lub mróz? podobnie.
Nie ma wpływu na to co zewnętrzne i w związku z tym nie mam dylematów,nerwów,histeri.
To jest moja duchowość.

Dla ludzi wierzących w innego od mojego Boga będzie podobnie....choć nie tak samo.
Dla agnostyków bedzie to wiara w siły tzw.natury.
Dla wyznawców islamu...... w Mahometa
Dla niewierzących.........w siłę i rozum nauki.
Duchowość może być pojeciem uniwersalnym

Ale niezaleznie od wyznawanej wiary,czy niewiary wystarczy popatrzeć na własne paznokcie............... czy można wstrzymać ich odrastanie??
od noworodka aż do smierci.??

Uznanie swojej bezsilności wobec tego co nas otacza pozwala zachować pogodę ducha,zmieniać swoją duchowość.

Tak mam Mirela.
Pogody Ducha
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-30, 21:16   

Bardzo Ci dziękuję Nałogu :-)
Spokojnej nocy życzę:)
I dalszego zarażania Pogodą Ducha :)
 
     
Elik
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-01, 11:23   

Cytat:
Zgoda na to że ranimy tych z którymi mamy więzy emocjonalne i bedziemy ranieni przez tych których kochamy.
Bo nie można zranić emocjonalnie kogoś z kim nic -poza bycie człowiekiem -nas nie łączy.
To tak oczywiste, a wciąż o tym zapominam
 
     
tomijw
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-01, 11:41   

Dziękuję za wasze słowa. To chwila otuchy, że nie jestem sam.
Może macie rację,że czas zagoi rany. Może. Ja przestałem wierzyć. Bez wiary w cokolwiek nic nie ma dla mnie sensu. Może muszę upaść na dno, żeby mnie ktoś podnióśł i uwierzył. Dzisiaj nie potrafię sobie z tym wszystkim poradzić, malo śpię, mam dziwne sny, zmienne nastroje,zacząłem pić, żeby zasnąć, żeby nie myśleć. przestałem się modlić bo po co. Nie chcę wracać do domu, a kiedy już wchodzę do niego to nie mam siły i odwagi wyjść. Chyba praca mnie jeszcze trzyma, odpowiedzialność za innych ludzi, obcych ludzi, którrzy patrzą na mnie na co dzień i nie wiedzą jak walczę w sobie Tęsknię za nią chciałbym, żeby wróciła,ale nie wiem czy kolejny raz potrafiłbym wybaczyć. Nie wiem czy wogóle potrafię kochać. Nasze życie nie było złe, straciło smak bo ciągłe problemy mnie przerosły, zacząłem odpuszczać , przestałem walczyć, pielęgnować to co nas łączyło, po prostu żyłem kolejnym dniem, według jej filozofii. Pogodziłem się z wieloma sprawami, ale nie przestałem jej kochać. Pokochałem ją taką jaką jest. Znam siebie i wiem,że ona jest tą jedyną na całe życie.
Nie mam siły już
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-01, 20:04   

tomijw napisał/a:
Ja przestałem wierzyć. Bez wiary w cokolwiek nic nie ma dla mnie sensu. Może muszę upaść na dno, żeby mnie ktoś podnióśł i uwierzył.


Tomij...obawiam się,że Ty właśnie zaczynasz siegać tego dna.
Wiesz.... zastanowilo mnie zdanie......może muszę upaść,żeby mnie ktos podniósł i uwierzył....jak ma Cie podnieść i w co uwierzyć, skoro sam w nic nie wierzysz???
Ty się musisz podnieść SAM, musisz CHCIEĆ to zrobić dla siebie,musisz UWIERZYĆ W SIEBIE żeby mógł w Ciebie uwierzyć ktoś!!!
Tesknisz, chcesz żeby wróciła, ale nie wiesz czy potrafisz wybaczyć....nie wiesz czy potrafisz kochac....dalej....nie przestałem jej kochać......Tomij to nie ma sensu.
Ratuj siebie dla Siebie,bo jak w końcu dotkniesz tego dna może być za późno ....dla Ciebie i dla Niej.

Jeszcze raz.......może muszę upaść,żeby mnie ktos podniósł i uwierzył.......wierzymy w Ciebie, próbujemy Cię podnieść....ale Ty cięzki jesteś, opierasz się..... rusz się. Udaj sie po fachową pomoc tam gdzie trzeba......ale to już.
 
     
marioviola
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-01, 20:25   

Lena ma rację,Tomijw sam musisz się podnieśc, musisz tego chcieć!!!!!!!!!!!!nie poddaaj się.
Żyjesz przede wszystkim dla siebie, musisz siebie pokochać, aby kochać innych.
A fachowa pomoc na pewno Ci w tym pomoże!

Po każdej, nawet największej burzy wychodzi słońce.

Dlatego uwierz to nie koniec, kiedyś będzie lepiej, musi być!
 
     
sasanka
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-02, 11:44   

KURKA WODNA PRZYPIECZONA NA ROŻNIE!!!

tomijw napisał/a:
Może muszę upaść na dno, żeby mnie ktoś podnióśł i uwierzył.
Nie mam siły już


No nie masz już siły. Widzimy.
Pamiętam jak przez mgłę, żem tyż siły nie miała. I w nic nie wierzyła.
Długo, długo to trwało.

Tylko wiesz - NIKTO ani mnie podniósł ani Ciebie nie podniesie.
Ja sama żem musiała się zgrabać, czego i Tobie życzę i do czego Cię zmuszam i popycham. To tylko od naszej zależy woli. Nikt wbrew nam działać nie może.

Ustalmy:
1. Teraz płaczesz i tęsknisz itp. i to jest ok, i tak sobie popłacz ździebko
Dla uprawnienia tego doczytaj sobie w Poradach psychologa etapy przechodzenia kryzysu i powiedz sam sobie: ok, wolno mi, reaguję najzupełniej standardowo. No i płaczę

2. Docelowo na nikogo się nie oglądaj przy tym podnoszeniu.
Jak już denka dosięgniesz i nóżkami oraz innymi częściami ciała o nie popukasz, to lekko przykucnij i tak wiesz, jak na basenie, odepchnij się cwano i wio - do góry.
Oczywiście jak jeszcze nie umiesz pływać i obciążony jesteś dodatkowo, to znów zanurkujesz i znów, aleć zawsze powietrza chwycisz.
Przeca mówią słusznie: 'nauczy się pies pływać, jak mu wody do uszu najdzie'

3. Zanim już się wypłaczesz, a my Ci posekundujemy, to sobie w chwilach przytomności dobrego terapeuty poszukaj - a na czas silniejszej rozpaczy nawet z pomocy psychiatry skorzystaj, coby nie utonąć.
Masz kasę - weź supergościa wysokopłatnego, jesteś tego wart. Zainwestuj w siebie.
Nie masz kasy - poszukaj porady nieodpłatnej u kogoś, kto Cię nie skrzywdzi, popytaj o opinię o terapeutach, poszukaj i ZNAJDŹ.

4. Jak już powiesz: Chcę się od dna odepchnąć! Wykorzystaj wszelkie możliwe środki. Psychiatra. Terapeuta. Sesje terapeutyczne. Rekolekcje. Grupa wsparcia wirtualna (się kłaniamy) realna (znajdziesz, znajdziesz). A wtedy pójdziesz do przodu. Nie będzie łatwiej ale będzie ciekawiej hehe.

W ogóle to możesz, jak bardzo Ci tego potrzeba, powiedzieć sobie: WREDNA I OKRUTNA TA SASANKA JEST.
I wrzasnąć możesz i płakać głośno a gorzko. I szklanką/garnkiem/czymkolwiek o glebę walnąć.
No i innych metod nikogonieuszkadzających na wyładowanie złości i żałości użyć.
Żeśmy testowali, troszkę ulży zawsze hehe.

Jednego Ci tylko zabraniam. Powiedzenia: nikt nie chce mi pomóc, a nawet gdyby chciał to nic to nie da - mi nic nie pomoże.
No zabraniam Ci.
Płacz konstruktywnie. Nas chętnych do pomocy ktosiów jest tu bez liku.
Ale tylko Ty możesz to zrobić naprawdę. To Twoje nogi odepchną Cię od dna.

No więc - chłopie - płacz, a jednocześnie trenuj mięśnie nóg, coby się odepchnąć.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-02, 13:04   

Sasanka......BINGO....tomijw....nic dodać nic ujać.

Twoje dno,Twój tyłek,Twója głowa wali w to dno.Im szybciej walnie,tym krócej bedzie bolało. I nie próbuj schować bólu walniecia w dno...... to musi boleć aby się podnieść.
Pogody Ducha
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 8