Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: administrator
2007-04-13, 09:17
Czy moje małżeństwo mozna jeszcze uratować?
Autor Wiadomość
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 20:05   

Nałogu o spodniach można i owszem,ale żeby zara je zdejmować?....mój "gorylek" waleczny "inaczej" tera, więc miej sie na baczności.
Co do lektury to stopnął ....trawi chyba, ja natomiast całą przeleciałam i tez" tyci" po uszach dostałam.
Nie naciskam jednak coby awersji kompletnej do czytania nie dostał......poki co zadowalam sie tym co juz mam.... a mam co chciałam ;-)

Atamo... słów mi brak po prostu :mrgreen:

Darku...właśnie...pisałeś że nie rozumiesz,a chciałbyś...dlaczego ona tego pozwu jeszcze nie złożyła.
Może ona czeka, ale nie na te mycie dosłownie,jeno na zmiane jaką...Twoją.... :-/ (baba Ci to mówi)
 
     
Darek
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 20:15   

lena napisał/a:
Może ona czeka, ale nie na te mycie dosłownie,jeno na zmiane jaką...Twoją.... (baba Ci to mówi)

Nie wierzę, po tym co mi robiła, wstyd mi tutaj o wszystkim pisać, szkoda jej kasy na opłatę sądową. Poza tym urzęduje z kimś, kto ma to czego ja nie mam (nie znam go i nie chce znać).
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 20:30   

...ma to czego ja nie mam.... ano właśnie.
O Niej to Ty juz lepiej nie pisz......wystarczy
Cosik jakby wrogo nastawiony jesteś i na dodatek niedowiarek :-P
 
     
Darek
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 21:36   

lena napisał/a:
Cosik jakby wrogo nastawiony jesteś i na dodatek niedowiarek

W gruszki na wierzbie mam wierzyć? Nie jestem wrogo nastawiony. Po odejściu przez pół roku robiłem wszystko, żeby wróciła, za wszystko winiłem siebie tylko i wyłącznie. Przestałem, jak dowiedziłem się, że jest ktoś trzeci - skończonym idiotą to ja nie jestem. Miałem w życiu wiele okazji do zdrady, nigdy nawet nie spojżałem, przez myśl mi nie przeszło, że można by było. Nawet mój syn widzi to bardzo pesymistycznie. Cuda się jednak zdarzają, musiał by to być bardzo wielki cud. Też jestem tylko człowiekiem.
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-27, 21:48   

Nie masz sie winić za wszystko, bo za kryzys odpowiedzialne są obie strony....
Darku..... na zdrade usprawiedliwienia nie ma,winien jest sam zdradzający, bo to jego decyzja i wolna wola była.......i twardo przy tym obstaje.....ale nie o to biega.
Chodzi o kryzys przed.....o to co nie grało, wadziło....

Czas na mnie.... równiez spokojnej nocki życzę :-)
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 07:27   

Lena?ciekawi mnie Twój odbiór tekstów Pulikowskiego? napisz coś...........

Darek..... czytam Twoje posty i mam nieodparte wrażenie ,że Ty piszesz niby o sobie ,ale przez pryzmat żony.Zaczynasz niby o sobie ale i tak widzisz żonę w lustrze.Darek,aby złapać dystans do otoczenia nalezy ten dystans miec do siebie.Egoizm zawsze podpowiada,podsuwa tylko takie fakty,zdarzenia ,które sa wygodne,które nie pokazują prawdziwej natury mówiącego.Tak to juz jest.Ale jak chcesz uzyskac spokój,wyciszenie to musisz zacząć od siebie.I nie zasłaniać przed samym sobą ciemnych stron charkteru,wad,żądz .........W innym wypadku nigdy nie zobaczysz siebie prawdziwego.

Piszesz:"Po odejściu przez pół roku robiłem wszystko, żeby wróciła, za wszystko winiłem siebie tylko i wyłącznie"

A czy zrobiłeś podstawową rzecz: poznałeś swoje mocne i słabe strony?Bo samym obwinianiem to tylko swoja pychę zaspokajałeś,chyba nawet uspokoiłes ją do teraz....
Tu nie chodzi mi o to abys sie samobiczował,okaleczał psychicznie....chodzi o rozpoznanie czegoś co sie nazywa ISTOTĄ BŁĘDÓW. Co robiłeś zle,i dlaczego tak robiłeś i po co tak robiłeś.
Bo mam wrazenie ż tak naprawde to nie znasz siebie(zresztą nie ma tak dużo ludzi którzy sie naprawdę znają).

Piszesz:"Nawet mój syn widzi to bardzo pesymistycznie"

Podpierasz swoje teorie zdaniem syna.Wykorzystujesz Go do utwierdzenia sie w tym ze to żona jest odpowiedzialna za kryzys w 100%.Lena już wyzej napisała:za kryzys odpowiadają obie strony.Za zdradę odpowiada zdradzacz.

Darek..... to sie nazywa manipulacja,......... samym sobą.
Lustra Ci chłopie potrzeba.Dobrego terapeuty....dla spokojności własnej.
Pogody Ducha
 
     
lodzia
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 08:51   

darek1 napisał/a:
Chciałyście równouprawnienia, więc o co chodzi? Ja nie kazałem żonie pracować, wolałem, żeby zajęła się domem i dziećmi.

A kto mówi że chcemy :mrgreen:
Takie czasy... Trzeba pracować żeby się utrzymać... Ja nigdy nie usłyszałam od mojego męza propozycji, żeby zostać w domu... Nie wiem, czy mój mąż o tym pomyslał... Chyba odbiera mnie jako osobę "aktywną zaowodowo"
Wolałabym pracować troche mniej.... Wcale mi się nie uśmiecha chodzenie na pół dnia do pracy... Chciałabym inaczej, ale wtedy mój mąż musiałby zarabiac nieco więcej...
To nie jest takie chcieć nie chcieć - czasem życie za nas wybiera
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 10:22   

Lena?ciekawi mnie Twój odbiór tekstów Pulikowskiego? napisz coś...........

Nałogu... a coś nie tak?... źle jarze?....nie bardzo wiem o co chodzi :-/

Myślę że odbieram prawidłowo, a skoro u mnie, u nas poprawa to utwierdzam sie w przekonaniu że jednak tak.
Czy podoba mi sie wszystko co J.Pulikowski pisze?....Nie!...czasami sie złoszcze,odpuszczam,ale wciąż wracam.
Mowiac po naszemu"leje zimna wodą",ale nie tylko......obok tego mówi rowniez o naszej odmienności( w odczuwaniu, rozumowaniu) i jak ważna jest tego świadomość w małżeństwie.
Początkowo można niektóre teksty odebrać jako atak, czasami na kobiete, czasami na męzczyznę....ale w ogólnym rozrachunku, po wnikliwej analizie można się również dowartościować.Wszystko zależy od własnej interpretacji ;-)

Można sie burzyć(kobiety) czytając o władzy mężczyzny ,można książkę odstawić, ale po ponownym sięgnieciu po nią, można zauważyć coś jeszcze.....na czym ta władza ma polegać.....ma być bezpieczna i odpowiedzialna.
Niejeden też pan czytając o tym,że żony mają być poddane swoim mężom czuje się usatysfakcjonowany...i to mu w zasadzie wystarcza, ale gdyby zajrzał dalej ....dowiedziałby sie również,że.... jako mąż i owszem ma to prawo do "rządzenia"ale na tyle, na ile służy to dobru całej rodziny, a nie tylko jego zachciankom....czyli wcale nie na zasadzie szefa i podwładnego.

Dla mnie wniosek jeden.....ja zmieniam siebie,Ty siebie...tym niemniej oboje musimy chcieć i włożyć sporo pracy aby nasze małżeństwo było szczęśliwe :-)
To szczęście niestety może zakłócić bądź zniszczyć zdrada :-( ,ale i tu przy odpowiednim nastawieniu można wygrać (aczkolwiek nie zawsze wychodzi, bowiem składa sie na to wiele czynników).... ale można!!!

Czy mój odbiór tekstów Pulikowskiego różni się od prawidłowego....nie wiem, mam nadzieje ,że nie ;-)

Ps.
Darku....słowo harcerza...daje Ci już spokój,czepne sie innego(w dobrej wierze oczywiście) ;-) Powodzenia.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 17:12   

Lena...byłem ciekawy Twojej reakcji............. mamy podobne
 
     
Darek
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-28, 23:06   

nałóg napisał/a:
Darek..... czytam Twoje posty i mam nieodparte wrażenie . . .

Wiesz tak naprawdę nie wiem co musiałbym napisać, żeby Ci się spodobało. Ja z kolei mam wrażenie, że bawisz się w Pana Boga. Cóż z tego, że powiem, jestem winny tego, co się stało? Na pewno w pewnym stopniu tak, mogłem być bardziej ustępliwy, okazywać więcej miłości itd.
Tak się składa, że ja już kiedyś zaliczyłem uzdrowienie małżeństwa według schematu jaki przeważa na tym forum, gdy tego forum jeszcze nie było, a internet w naszym kraju był czymś nieosiągalnym. Wszysto powierzyłem wtedy Panu Bogu. Zapewne powiesz, że nie wyciągnałem wniosków i winiłem za wszysko żonę. Otóż wyciągnąłem i to bardzo wiele. I wiesz co? Nie wierze w masowe nawrócenia się ludzi. Powody były takie same jak teraz. W cztery oczy usłyszałem jaki to ze mnie kiepski facet w kategoriach przedmiotowego traktowania, jak to się marnuje żyjąc ze mną, a między ludzmi głosiła jaki to jestem bandyta i oprawca rodziny. Pojednanie było super, dużo lepsze niż okres narzeczeństwa, wręcz tak jak marzeniach. Po ośmiu latach znowu przyszło wielkie znudzenie, ale tym razem z poszukiwaniem "zieleńszej trawy" o której nic mi nie było wiadomo za pierwszym razem. Wtedy wybaczyłem wszystko bez żadnych ale. Mało tego nigdy nie wypomniałem słowem tego, co się stało, na siebie wziałem odpowiedzialność za wszystko, biłem się w ten głupi łeb. Mój wniosek jest jeden: jak ktoś raz nawalił, to z dużym prawdopodobieństwem zrobi to po raz drugi i kolejny i nic na to nie poradzisz, nawet jak w ramach samokrytyki dasz się publicznie ubiczować, czego nie zamierzam już robić. Wiem doskonale o swoich błedach, a czy o nich piszę wiecej, czy mniej to mój subiektywny wybór.

Na to czy dostaniesz rogi nie masz wielkiego wpływu. Jak kimś rządzi przyrodzenie, to przy braku sumienia pójdzie tam gdzie będzie miał nadzieję na wiekszą przyjemność niż z Tobą - nie ma wiary, nie ma miłości tej Chrystusowej, nie ma potrzeby dochowania wiernosci, jest tylko rządza zaspokojenia potrzeb. I możesz być wtedy super mężem i ojcem - rogi i tak dostaniesz.

Zastanawiałeś się kiedyś dlaczego niektórzy ludzie pójdą do piekła i dlaczego mimo wszystko Bóg ich nie oszczędzi? Tak przecież głosi Ewangelia. Taka sama powinna też być nasza wiara, nie powinna byc naiwna, bo Bóg naiwny nie jest. To nie w małżonka powinniśmy wierzyć a w Boga i to właśnie ten brak umiejętności pogodzenia sie z jego utratą jest naszym najwiekszym egoizmem, za co siebie winię bo wiem że tak jest w moim przypadku i w wielu innych. Niedotrzymanie przysięgi małżeńskiej godzi przede wszystkim w Boga. Nie łudz się, że zdradzający małżonek doceni poprawę i wewnętrzną przemianę w kategoriach Bożych - rzadko sie to zdarza, zwróć uwagę co o tym piszą na forum (nie bezpośrednio).

Wiesz co mi się nie podoba? Że osądzacie ludzi na podstawie ich szczątkowych wypocin, nie znając tak naprawdę co siedzi w ich sercach, ich sytuacji i problemów. Jestem skromny i nigdy bym się nie odważył powiedzieć, że ktoś na tym forum jest taki a nie inny, bo napisał to czy tamto. Natomiast nie zamierzam siedzieć cicho w sprawach wiary i zawsze się odezwię, jak słyszę, że ktoś "interpretuje" Pismo Świete bo uważa, ze czarne jest białe, chyba, że dyskusja jest pozbawiona sensu. Moim zdaniem największą przyczyną słabej wiary całych mas katolików jest to, że nie czytają Pisma Świętego, robi to za nich ksiądz na mszy zanudzjąc ich po raz kolejny. Gdyby każde dziecko samo czytało Pismo Święte, a nie było zmuszone wysłuchiwania nudzenia ksiedza na lekcjach religii o ile więcej byłoby w nim wiary. Pismo Świete ma o wiele większą moc niz jakiekolwiek ludzkie gadanie.
nałóg napisał/a:
Lena już wyzej napisała

Nie argumentuj, że masz rację, bo więcej ludzi tak myśli. A na to, kto i ile jest winny nie ma reguł. Nie oglądaj się wstecz i nie sądz. Jesli moje małżeństwo przetrwa nie bedę miał zadnych roszczeń, niczego nie wypomnę. Oczekuję tylko jednego: całkowitego zerwania z tym, co złe z obydwu stron. Inaczej to nie ma sensu. Potrafię zapomnieć o wszystkim - zdałem z tego już egzamin. Wiem też jaki byłem naiwny w swym postępowaniu i mysleniu, a moim najwiekszym grzechem i błędem było i jest to, że zamiast w Boga wierzyłem w żonę i ręczę Ci że tak jest w bardzo wielu przypadkach. Pozostanie samotnym po porzuceniu jest na pewno wielką zasługą w oczach Pana Boga, tylko jak wytrawać i przyzwoicie żyć w takim stanie - zapewne wiesz co mam na myśli. Nie bądzmy obłudni i miejmy odwagę się przyznać do tego o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi, czy rzeczywiście jest to tylko chęć rozpoczynania poprawy od siebie i czy o to chodzi drugiej stronie.

Nie zamierzam nikogo zniechęcać do wytrwania w nie dla rozwodu, wprost przeciwnie zachęcam, bo to dobry przykład dla innych, masowo wyznawany pozwoliłby uniknąć wielu takich sytuacji. Chcę jedynie podkreślić prawidową heirarchię wartości chrześcijanina. Ani żona, ani mąż nie jest Panem Bogiem.

Wiem, że narażam się swoimi wypowiedziami, ale myslę, że dają one chociaż co niektórym do myślenia. Życzę wszystkim ocalenia swoich małżeństw i mocnej wiary. Pozdrawiam, Darek

P.S. To nie pycha, a zdrowy rozsądek.
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-29, 05:44   

Darek, bardzo mi się podoba Twoja wypowiedź.
Ja też nie popieram rozwodów i naprawdę, gdyby mąż chciał - pół roku temu, ba -2 miesiące temu wrócić - przyjęłabym go. Ale teraz nigdy w życiu! Już potrafię spojrzeć trzeźwo na swoją sytuację - na patologię swego związku. I sama siebie podziwiam, że tyle wytrwałam. I inni tez mnie podziwiają - wczoraj między innymi dowiedziałam się, jak wszyscy zyli moim życiem, gdy przychodziłam do pracy w siniakach...A mnie się wydawało, że nikt tego nie widzi....

Nie chcę juz znać męża - męża, który nie ma pieniędzy na dziecko, bo musi zapłacić za studia kochanki; męża, który miesiąc temu wziął dziecko na pół godziny - tylko tyle, bo nie wiedział, co z nim robić (obwiózł je samochodem wokół miasta); męża, który, gdy pytam o wybór szkoły dla córki, wychodzi, bo akurat dzwoni kochanka i chce, aby był z nią....takich przykładów jest mnóstwo. I nie piszę już o sobie - tylko o jego dziecku............


Nie osądzajmy. Nikt nie może do końca wiedzieć, co dana osoba czuje....................Możemy pocieszać, radzić się, wspierać się, dzielić doświadczeniem. I chyba tyle.........
 
     
atama
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-29, 08:57   

darek1 napisał/a:
Jesli moje małżeństwo przetrwa nie bedę miał zadnych roszczeń, niczego nie wypomnę. Oczekuję tylko jednego: całkowitego zerwania z tym, co złe z obydwu stron.


A co to znaczy całkowite zerwanie ze złem...?
Myślę, że jeszcze nikomu nie udało.....że co...? że od jutra nie będziemy już grzeszyć...?

Darku jestem w podobnej sytuacji (niewierzący, bardzo trudny mąż)... i dlatego się odezwałam... i rozumiem, że chciałbyś, żeby żona się natychmiast nawróciła....albo chociaż, żeby tego nawrócenia chciała....ale widzisz przecież, że jej nie zmienisz.....
Dobrze wiem jak trudno kochać takiego współmałżonka....jednocześnie nie dając się krzywdzić i stanowczo sprzeciwiać się złu...
Jak trudno z takim poranionym sercem kochać nadal, bo przecież już wybaczałeś, już nieraz dawałeś szansę, a tu kicha....
Darku, a może tu trzeba tylko (aż) trwać na modlitwie i nie tyle w intencji żony(na pewno się modlisz), ale o uleczenie własnych ran, a może o odkrycie sensu tego co się dzieje, sensu tego kolejnego cierpienia....Chrystus cierpiał i był zdradzany wielokrotnie....
Możesz czuć głęboką samotność....ale czy jesteś SAM...?

Pozdrawiam
a
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-29, 16:19   

Darek,nie mnie ma sie podobać to co piszesz.Piszesz na publicznym forum,ogólnie dostęnym więc musisz mieć świadomość że możesz dostać zwroty.Ja utożsamiłem sie z Twoimi postami.Wyczytałem to co wyczytałem.Nie jestem w stanie odganąc twoich mysli...tylko te wyrazone w poście.
Usiłuje Ci napisac ,że najlepiej naprawianie małżeństwa zaczyna się od siebie.A jak sie ono nie da naprawić to i tak bedzie Ci lżej żyć jak poznasz swoje mocne i słabe strony,zalety i wady charakteru.Masz wpływ na siebie......na żonę nie za duży.Za właściwa komunikację w małezństwie odpowiadaja oboje małżonkowie(choć znam terię że to maż bardziej odpowiada-jako głowa ,jak ktoś pisał).
Więc masz wybór....możez żyć w poczuciu dużej własnej wartości,dobroci oraz w tymże to Twoja żona jest ta winna strona.Oczywiście....może i tak jest....ale to Ty ją sobie wybrałeś na matkę Twoich dzieci.Może warto zobaczyć jakie popełniło sie błędy..... na wypadek ponownego powroty wiarołomnej małżonki.Aby nie popełnic kolejnych lub takich samych w przyszłości........ Zrobisz jak zechcesz,ale najlepiej zaczynać naprawę od siebie.
Pogoduy Ducha

[ Dodano: 2008-04-29, 17:20 ]
Wanboma........... nigdy nie mów nigdy....... czyżby to kolejna stacja w Twoim 'zdrowieniu;?
 
     
Darek
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-29, 19:52   

nałóg napisał/a:
Usiłuje Ci napisac ,że najlepiej naprawianie małżeństwa zaczyna się od siebie

Oczywiście, że to słuszne podejście, bo na siebie tylko mamy wpływ. Tylko, że nie możemy z kata zrobić ofiary. Zastanawiałeś się kiedyś, czy druga strona widzi te zmiany, czy je właściwie postrzega? Coraz częściej nachodzą mnie myśli, że to już nie ma żadnego sensu, tylko co robić dalej, jak żyć? Mam czasem wrażenie, że jestem nienormalny, że nie nadaję się już do niczego i że już nic nie naprawię, bo nie ma po co, ten świat w kategoriach przyjemnych, nawet tych choć trochę się poprostu dla mnie skończył, często mam wrażnie, że to tylko sen. Będę się bronił, by nie upaść w wierze.
nałóg napisał/a:
możez żyć w poczuciu dużej własnej wartości

Nie mam poczucia własnej wartości, czuję się nikim, postanowiłem jednak nie dać się bardziej poniżyć, bo to byłoby strasznie głupie z mojej strony.
nałóg napisał/a:
Zrobisz jak zechcesz,ale najlepiej zaczynać naprawę od siebie

Powiedz jak, bo moje pomysły już się skończyły.
atama napisał/a:
rozumiem, że chciałbyś, żeby żona się natychmiast nawróciła

Pisząc to chciałem tylko powiedzieć, że nie interesują już mnie chore kompromisy, moja wytrzymałość już się skończyła, nie mam siły przygotowywać się przez kolejne lata na trzeci raz, bo to jest mój drugi - wole zdechnąć.
wanboma napisał/a:
na patologię

Bez wątpienia, te wszystkie sytuacje, które ludzie tutaj opisują są patologiczne, a my ze swoimi poglądami jesteśmy dinozaurami. Nie zarzekaj się mimo wszystko, że nie, różnie to jeszcze może być, niczego nie możesz być pewna, wiem, że to bardzo boli.
 
     
atama
[Usunięty]

Wysłany: 2008-04-30, 07:45   

darek1 napisał/a:
Zastanawiałeś się kiedyś, czy druga strona widzi te zmiany, czy je właściwie postrzega?


Darku to nie Twoja sprawa....zostaw drugą stronę(żonę) w spokoju....
Przemiana dotyczy Ciebie.....Twoich ran.....,uleczenia tego wszystkiego.....i co to za paskudne myśli..... :evil: , że się do niczego nie nadajesz!!!!!
Z takich myśli też trzeba się wyleczyć....koniecznie!!!!

I dobrze wiesz KTO to zrobi najlepiej ;-)

darek1 napisał/a:
Pisząc to chciałem tylko powiedzieć, że nie interesują już mnie chore kompromisy, moja wytrzymałość już się skończyła, nie mam siły przygotowywać się przez kolejne lata na trzeci raz, bo to jest mój drugi - wole zdechnąć.


Rozumiem...na pewno nie do końca (bo nie jestem Tobą), ale wiesz KTO zrozumie.... i wyleczy....

darek1 napisał/a:
a my ze swoimi poglądami jesteśmy dinozaurami.


Darku to nie poglądy to życie MIŁOŚCIĄ

Pozdrawiam
a
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 9